Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

środa, 31 lipca 2013

Rozdział 14 „Wyprowadzka”



                              Rozdział 14 „Wyprowadzka”
Wstałam z cudownym humorem i szybko popędziłam pod prysznic. Po krótkim orzeźwieniu ubrałam mój ulubiony, czerwony kuplet bielizny, a na to krótkie spodenki i czerwoną koszulę w kratę. Na nogi założyłam czarne trampki. Rozczesałam włosy, a później zaplotłam z nich kłosa. Wszystko to odbyło się w zawrotnym tempie i już po około dziesięciu minutach byłam na dole i przygotowywałam chłopcom śniadanie. 4/5 1D mozolnie skierowało się do kuchni i zaczęło jeść to co przygotowałam. Co chwilę ich poganiałam. Musieliśmy przecież jechać po Hazze. Zayn zjadł pierwszy, więc to z nim pojechałam po mojego małego kociaka.
-Zaraz go Przytule. –powtarzałam gapiąc się w szybę i poruszając się w dźwięk każdego słowa.
Mogę przysiąść, że Zayn najchętniej wyrzuciłby mnie z auta, bo przecież ja też już nie mogłam ze sobą wytrzymać, ale byłam taka podekscytowana.! W końcu mój Harry wraca do domu. Znów będę mogła go całować, przytulać, spać z nim i wiele, wiele więcej…
            Zatrzymaliśmy się pod szpitalem, a ja szybko wysiadłam, wręcz wyskoczyłam. Zdaje mi się, że poturbowałam kilku przechodniów, bo słyszałam niemiłe komentarze na mój temat, ale nie zwracałam na to uwagi, przecież biegłam do Harryego, który najpewniej siedzi już w recepcji zaniepokojony. Wpadłam do szpitala i rzuciłam się w kierunku siedzącego na krześle lokatego przystojniaka. Poprawka…mojego lokatego przystojniaka.
            Pierwszy raz po długim czasie mogłam poczuć jego ciepło, wtulić się w jego tors, pocałować malinowe usta i dotknąć tych nieziemskich loczków. Nie mogłam się od niego oderwać. W końcu przyszedł Zayn i zrobił to za mnie.
-No już spokój, bo chłopaka udusisz i będzie musiał tu zostać.
-Jeszcze.!- wrzasnął Harry wyciągając do mnie ręce.
Zmierzwiłam mu włosy i chwyciłam jego torbę, którą przywieźliśmy tu dzień po tym wypadku.
-To jak idziemy.- spytałam.
            Powinniśmy siedzieć już w aucie jednak Harry nawet nie myślał żeby wstać. Zaniepokoił mnie wyraz jego twarzy. Przygryzł usta, a jego głębokie zielone oczy zaszła mgła. Nerwowo pukał palcami o krzesło w rytm spokojnej piosenki puszczanej w pomieszczeniu. Usiadłam obok niego i złapałam za rękę.
-Harry, co się stało.? –zdziwił się jego zachowaniem Zayn
-To znaczy…-zaczął rozglądając się na boki. –Ja czekam jeszcze na coś. –oznajmił już ściszonym tonem
-Na co.?
Chłopak nie odpowiedział, bo rozmowę przerwała nam pielęgniarka, która przywiozła…wózek inwalidzki.?! Czyli Harry będzie jeździł na wózku.?! Ale to niemożliwe, przecież on ma dopiero dziewiętnaście lat i wózek.?! Co będzie z ich trasami, z ich marzeniami.?! No, ale przecież wózek to i tak lepsze od śmierci. Ważne, że miałam go przy sobie. Pielęgniarka pomogła mu wsiąść, a ja nadal w szoku zawiozłam go do auta. Zayn wsadził nowy pojazd Harryego –żeby nie mówić znów wózek inwalidzki – do bagażnika i chwilę później ruszyliśmy do domu.
Zatrzymaliśmy się przed bramą garażową i chwilę później znaleźliśmy się w domu. Harry przesiadł się na sofę, a ja usiadłam obok niego. Jednak nie mogłam długo napawać się jego obecnością, bo tą chwilę przerwali nam chłopcy zbiegający z góry. Każdy z nich wrzeszczał coś, a wszystko mieszało się w jednym wielkim wrzasku. Przytulili Hazze i zaczęli rozmowę jakby nic wcześniej się nie stało.
-Będziesz jeździł na wózku.?- spytał Lou wskazując na rzecz przed nami.
Niall pacnął go w głowę jednak Louis nie cofnął pytania. Loczek jedynie skinął głową i mocniej mnie do siebie przytulił.
-Długo.?- nie dawał mu spokoju
-Co cię to.?!- uniósł się Harry.
            Wiedziałam co to znaczy. Najpewniej nie chciał o tym mówić, bo kto by chciał, przecież to jakby koniec jego młodości. Loui spojrzał na mnie, a ja widziałam iskierki w jego oczach. Iskierki nadziei. Ten idiota pewnie myślał, że ja go zostawię, ale przecież Curly jest dla mnie najważniejszy. Cmoknęłam mojego chłopaka w policzek i szeroko się uśmiechnęłam.
-Może zrobimy na obiad taco.?- spytałam chcąc wyładować napięcie.
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami, a ja poszłam do kuchni przygotować posiłek. Chłopcy jeszcze o czymś zaciekle rozmawiali. Byłam w kuchni i nie słyszałam o czym mówią. Jednak po chwili rozmowa stawała się coraz bardziej zaciekła, a później słyszałam tylko podniesione głosy Louisa i Harryego.
-Zabawny jesteś.!- do moich uszu dobiegł wręcz krzyk Lou
-Przestań.!- zainterweniował Liam.
Zaniepokojona weszłam do salonu.
            Harry siedział na sofie ze łzami w oczach, a Louis stał i patrzał się na niego triumfalnie. Reszta chłopców siedziała obok Loczka wpatrując się w pasiastego z zamiarem zabicia go. Podeszłam do nich bliżej i zajęłam miejsce pomiędzy Lou, a Harrym. Niewiele mi to dało, bo BooBear stał, więc mógł kontrolować wszystko. Curly schował twarz w dłonie i cicho zaszlochał. Co on mógł mu zrobić, że ten się popłakał.?! Przecież Harry nie ma siedmiu lat.! Przytuliłam Hazze prowokując go do tego żeby mi się pokazał.
            Chłopak odsłonił się i opadł na oparcie sofy. Jego oczy były czerwone i podpuchnięte, a po policzkach spływały pojedyncze łzy. Zapewne powstrzymywał się od płaczu. Nie wiedziałam co zrobić. Po pierwsze nigdy nie spotkałam się z taką sytuacją, a po drugie nie wiedziałam o co chodzi. Harry wtulił się we mnie łaskocząc mój policzek swoimi loczkami.
-Co się stało.?- spytałam cmokając go w policzek.
Oderwał się od mnie i otarł łzy. Widziałam, ze próbował się uśmiechnąć jednak cos mu nie wychodziło. Jedyne co teraz widniało na jego twarzy to grymas. Zmierzwiłam mu włoski. Najwyraźniej nie chciał o tym mówić. Poszłam do kuchni i przyniosłam chłopcom po taco, tylko Harry dostał dwa na co strasznie oburzył się Niall. Minęło trochę czasu zanim wytłumaczyłam mu dlaczego Harry dostał dwa i że w kuchni jest ich więcej.
            Harry postanowił, ze będzie spać na dole, na sofie. Jego argumentem było to, że i tak nie uda mu się zasnąć więc poogląda telewizje. Wieczorem podałam Harryemu zamówiony sok jabłkowy i zniosłam mu na dół poduszkę jak i jego ulubiony niebieski kocyk w kratkę po czym okryłam go nim i włączyłam mu telewizje.
-Podaj mi pilota.- poprosił Loczek.
Szybko wykonałam jego polecenie i już po chwili Harry skakał po programach. Louis natomiast cały dzień nie wychodził z pokoju. Może ulotnił się oknem. Nie wiem. Cały czas było u niego cicho
            Weszłam do kuchni i chwyciłam czystą szklankę, która po chwili wypełniła się ciemną cieczą. Na biały talerz nałożyłam trzy porcje obiadu, przecież Louis cały dzień był głodny. Przemknęłam cichutko obok zasypiającego już Hazzy i udałam się na górę do pokoju Lou. Stanęłam przed jego drzwiami i nabrałam głośno powietrza. Zapukałam i po chwili do moich uszu dobiegł cichy dźwięk „Wejdź”. Otworzyłam drzwi, które później cicho się zatrzasnęły. Podeszłam do Lou. Leżał na łóżku w samych dżinsach, wpatrując się we mnie z chytrym uśmieszkiem.
-Ja przyniosłam ci coś do jedzenia.- oznajmiłam na jednym wdechu.
Szatyn wstał ze swojego miejsca i po chwili znalazł się tuż obok mnie. Chwycił talerz jak i szklankę z Colą i odstawił na szafkę nocną.
            Znajdował się tak blisko mnie, że niemal czułam jego oddech na twarzy. Próbowałam odejść jednak złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Puść mnie- szepnęłam. Nie chciałam by ktokolwiek usłyszał, zwłaszcza Harry
Pokręcił przecząco głową i jeszcze mocniej mnie objął. Moje serce zaczęło szybciej bić, krew także przyśpieszyła swoją wędrówkę po moim ciele.
-Będę krzyczeć- oznajmiłam chcąc go przestraszyć.
Nie miałam zamiaru tego robić no chyba, ze w ostateczności. Gdyby mnie do tego zmusił swoim zachowaniem. Teraz jest bardzo blisko tego. Poczułam jak jego ręce zjeżdżają niżej, a po chwili wkradają się do dżinsów i ściskają pośladki.
Już otworzyłam buzię żeby wołać o pomoc, ale Louis był szybszy. Zamknął je pocałunkiem. Przywarł do mnie tak mocno, że nie miałam nawet siły się wyrywać. Biłam go po klatce piersiowej jednak to nic nie dało, jedynie zmorzyło jego ‘apetyt’. Jego dłoń zgrabnie wkradła się do mojej bielizny tym samym przemykając na przód. Druga natomiast złapała moje nadgarstki sprawnie przytrzymując je i nie pozwalając uciec. Poczułam jak jego palce pawią się w okolicy mojej kobiecości powodując niechciane dreszcze. Po chwili jeden z nich znajdował się we mnie, a później dołączył drugi.
Nie wiedziałam, co mam robić, przecież na dole siedzi mój chłopak, a kilka metrów stąd są jego koledzy. Zaczęłam się kręcić. Próbowałam coś powiedzieć jednak jego usta mi to uniemożliwiały. Nawet nie zauważyłam jak znalazłam się na jego łóżku, a nad mną on. Teraz jego dłoń, która trzymała nadgarstki zakrywała mi usta, a dżinsy wraz z bielizną znajdowały się na wysokości moich kolan. Chłopak szybko i gwałtownie poruszał nimi we mnie, a moje ciało chcąc nie chcąc zaczęła na tą przyjemność reagować. Próbowałam zacisnąć nogi jednak jego ciało mi to uniemożliwiało.
Zorientowałam się, że jego palce zostały zamienione na coś większego, co dostarczyło mi jeszcze więcej przyjemności, ale ja nie chciałam. Przecież kocham Harryego i teraz, kiedy chłopak potrzebuje mojego wsparcie to ja daje dupy jego koledze. Zaczęłam wiercić się i płakać, ale Louis nie robił sobie z tego nic jedynie przyśpieszył swoje ruchy, które i tak już były gwałtowne. Do moich uszu dobiegało jego sapanie i ciche jęki, które oznaczały bliski finał. Nie minęła chwila, a moje ciało wygięło się w łuk, a ciepła sperma Louisa rozlała się w moim wnętrzu.
Zmęczony chłopak opadł obok mnie i próbował unormować swój oddech. Miałam szansę szybko się ubrałam i uciekłam z jego pokoju pozostawiając otwarte drzwi za sobą. Wbiegłam do swojego pokoju i szybko się nakluczyłam w obawie przed napastnikiem. Rozpłakałam się. Jednak na tyle głośno żebym sama mogła się usłyszeć. Poszłam do łazienki i szybko się rozebrałam. Wskoczyłam pod strumienie zimnej wody. Musiałam to z siebie zmyć. Wszystko. Dokładnie. Nie chciałam ani jednego śladu po tym co zrobił Lou.
Minęła godzina szorowania, a ja nadal czułam się brudna. Męczyły mnie wyrzuty sumienia. Zakręciłam kurek i ubrałam się w świeżą bieliznę i koszulkę Harryego. Wymknęłam się z pokoju i zbiegłam na dół. Harry spał tak niewinnie. O niczym nie wiedział. Nie wiedział, że jego dziewczyna jest taka…sama siebie nie mogę opisać. Podeszłam do niego i delikatnie wślizgnęłam się pod kocyk. Sofa była duża, więc nie groziło nam niewyspanie. Ja po prostu musiałam poczuć, że ktoś mnie ochroni. Owszem, Harry nie mógł by cokolwiek zrobić, ale przecież to mój bohater, mój rycerz na białym koniu.
Loczek drgnął po tym jak dotknęłam go zimną ręką. Zauważyłam jak się przebudza. Pogładziłam go wewnętrzną stroną dłoni tak, aby się uspokoił i mógł spać dalej. Nie chciałam żeby mnie widział. Zapewne miałam czerwone oczy od płaczu. Zaczął by pytać, co się stało, a ja wolałam uniknąć tego tematu.
- Lili.? –mruknął zaspany
-Mogę się z tobą położyć.?- spytałam niewinnie.
On objął mnie ramieniem i pokręcił się jeszcze chwilę tak aby znaleźć dla siebie odpowiednią pozycje do spania. Ostatecznie stanęło na tym, że leżał na mnie ze swoim ciałem pomiędzy moimi nogami i z głową na moich piersiach. Pogładziłam go po włosach i po chwili usłyszałam jego ciche pochrapywanie. Uświadomiłam sobie, że ja po prostu nie jestem jego warta.
            Najlepiej będzie jak się wyprowadzę. Przynajmniej na jakiś czas. Musiałam to wszystko ogarnąć. Najchętniej zabrałabym Hazze ze sobą. Nigdzie nie zostawiała, ale wiem, że on się na to nie zgodzi. Nie pojechał by ze mną, ale także nie pozwoliłby mi nigdzie jechać, ale musiałam się od tego oderwać. Wpadłam na plan. Jak dla mnie doskonały.
***oczami Harryego
Wstałem dość późno. Zegarek w mojej komórce ukazywał kilka minut po dziesiątej. Pokręciłem się niespokojnie, bo zabrakło mi tu czegoś. Poduszka była, kocyk też, pilot…wszystko na swoim miejscu. Jednak coś mi nie pasowało. Nie było Lili. Być może przyśniło mi się to, że w nocy przyszła do mnie. Powiem szczerze, ze przecież to nie był jedyny sen z jej udziałem. Powolnie przeniosłem się do pozycji siedzącej. Poczułem ból w nogach, który przeszedł dość szybko. Rozejrzałem się dookoła. Nikogo nie było. Chłopcy mieli zapewne spotkanie z Paulem, a ja iść nie mogłem. Z resztą ustalaliśmy to wcześniej.
Mój wzrok zatrzymała biała kartka na stoliku do kawy. Chwyciłem ją i otworzyłem. To co przeczytałem było okropne. Ona uciekła od mnie. Już mnie nie chciała, ale lepiej, że zrobiła to teraz niż miała zrobić to w tedy kiedy rzeczywiście potrzebowałbym jej opieki, a przecież za miesiąc wstanę. Tylko że…ja ją kocham i nie rozumiem dlaczego ona mnie nie. Było nam razem dobrze. To wszystko przez ten wózek. Mogłem jej powiedzieć… Zalałem się łzami. Moja Lili…ona uciekła…





Wiem, że jesteście pewnie oburzeni sposobem jakim opisałam Louisa, ale to poprostu siedziało mi w głowię i jakoś nic innego mi tu nie pasowało. Osobiście uwielbiam Lou i razem z Harrym zajmują pierwsze miejsce. Na przeprosiny wstawiam wam tu takich słodziaków.



Harry:



Louis:                                                                                                                                          


 Przepraszam....:(  Czy mi wybaczysz.?                                                                   

 









1 komentarz:

  1. imagin super i nie przeszkadza mi to w jaki sposób opisałaś Louisa.

    OdpowiedzUsuń