Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 2. „Niepoprawna miłość”



Rozdział 2. „Niepoprawna miłość”

Stałam oszołomiona próbując przeanalizować każde jego słowo. Czy on właśnie zaprosił mnie do siebie.? Tak, ten chłopak zaprosił mnie do siebie, a ja nawet nie znałam jego imienia. Chciałam szybko odpowiedzieć, że nie mogę albo coś, ale on przerwał mi wrzaskiem „to jutro o trzynastej pod „Time for Tea.”.!”
Resztę dnia spędziłam rozmyślając o tamtym mężczyźnie, jeśli można było go tak nazwać. Miał najwyżej dwadzieścia lat..? Tylko te loczki i sposób ich układania sprawiał, ze wydawał się poważniejszy, inaczej dałabym mu szesnaście góra. Głębokie, zielone oczy, urocze dołeczki, malinowe usta i do tego ten zniewalający uśmiech. W teorii facet idealny, ale ja nie chciałam się z nikim teraz umawiać.
Miałam dość problemów. Jest lato, a ja chodzę do pracy, bo musze się jakoś utrzymać nie wiem co będzie jak pójdę do szkoły. Brak czasu na naukę. Możne znajdę jakąś fuchę w nocnym klubie podając obrzydliwym facetom piwo. Na razie nie miałam ochoty o tym myśleć.
Teraz po ciężkim dniu w pracy wylegiwałam się w łóżku próbując odpłynąć w krainę snów, ale chyba Morfeusz mnie nie nawiedzi, bo z zaśnięciem miałam problem, a to poduszka była nie wygodna, albo mnie coś uwierało. Odpłynęłam dopiero po jedenastej.
***     
            Otworzyłam oczy, a moje źrenice podrażniło światło zza okna balkonowego. Spojrzałam na telefon. Już wiem co było moim powodem pobudki. Diana Joley- moja najlepsza przyjaciółka dzwoniła do mnie już trzy razy, było już też po dziesiątej, więc wzięłam szybki kojący prysznic i od razu oddzwoniłam do przyjaciółki.
-Lili.?- usłyszałam jej pogodny głos.
-Hm.?- zapytałam
-Mam dla ciebie super wiadomość.- zaczęła - Wypadamy z Steve’m do kawiarni i jesteś zaproszona.!-wrzasneła do słuchawki
-O której.? –zaciekawiłam się szukając ciuchów na wyjście.
            Zostało na niebieskiej koszulce z logo supermana i krótkich dżinsowych spodenkach z poszarpanymi nogawkami, do tego czarne trampki i mogłam wyjść.
-O czternastej.?-spytała, a ja przypomniałam sobie o spotkaniu z chłopakiem.
-Nie sorki nie pasuje mi. Wychodzę z..- zawahałam się. Diana była moją najlepszą przyjaciółką i wariowała by na wieść, że spotykam się z jakimś facetem, ale nie chciałam jej mówić, ze jest to jakiś nieznajomy.- zzzjeść obiad z mamą, Davidem i tą Jennifer. Sorki.
            Diana rzuciła krótkie „spoko” i rozłączyłam się. Rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone, chyba pierwszy raz w tym roku. Kiedy stałam przed lustrem sprawdzając czy aby na pewno wszystko do siebie pasuje, usłyszałam dziwny dźwięk. Jakby przeszła burza. No tak czas na śniadanie. Czym prędzej chwyciłam patelnię i wyjęłam składniki z lodówki. Postanowiłam, że dziś zrobię sobie naleśniki. Szybko przygotowałam masę i rozgrzałam patelnie.
            Po chwili rozkoszowałam się pysznymi naleśnikami, polanymi syropem klonowym. Kiedyś to była nasza tradycja, moja i mamy, ale cóż było minęło. Włożyłam talerz do zlewozmywaka i spojrzałam na zegarek. Dwunasta czterdzieści trzy. Do kafejki „Time for Tea” miałam zasadniczo niedaleko. Znajdowała się na tej samej ulicy co moje mieszkanie. Wyszłam, więc z mieszkania i ruszyłam w stronę umówionego miejsca.
            Czekał już na mnie, stojąc oparty o srebrny samochód, który na pewno kosztował fortunę.  Grzebał coś w telefonie. Podeszłam do niego i przywitałam się z nim. Chłopak otworzył mi drzwi do auta, a ja lekko się zawahałam.
-Wsiadasz.?- spytał
-Poczekaj, bo ja nawet nie znam twojego imienia.-zaczełam nieśmiało.
            Zawstydziłam się lekko zgodziłam się na spotkanie z chłopakiem, którego w ogóle nie znam. Chociaż gdyby na to spojrzeć… był bardzo nachalny, więc to jego wina.
-Harry.-wyciągnął do mnie rękę i czekał na moją odpowiedź.
-Lili.-podałam mu rękę.
            Chłopak był bardzo pewny siebie. Musnął moją dłoń swoimi delikatnymi wargami i szeroko się uśmiechnął. Może i miał doświadczenie z dziewczynami, ale mnie to nie ruszało. Uodporniłam się na takie coś. Było dużo chłopców, którzy próbowali mnie poderwać, ale żaden z nich nie był w moim typie. Podejrzewam, że z Harry’m jest tak samo. Oczywiście wygląda wspaniale. Kręcone loczki, zielone oczy, dołeczki i piękny uśmiech, ale nie myślałam o nim jak o obiekcie moich wzdychań. Był bardziej jak nastolatek uganiający się za każdą dziewczyną, którym z resztą był. Ja potrzebowałam mężczyzny, chłopaka, który obroni mnie w każdej sytuacji, który przytuli mnie kiedy będę smutny, który powie mi „Kocham Cię” w najmniej spodziewanym momencie, potrzebowałam mojego rycerza na białym koniu.
            Wsiadłam do jego auta i ruszyliśmy w zachodnią stronę Londyn. Podróż zeszła mi na milczeniu i na tępym wgapianiu się w okno auta. Zatrzymaliśmy się przed wielką białą willą, która dookoła porośnięta była tujami nie większymi niż sto dwadzieścia centymetrów. Do dużych dębowych drzwi prowadziła zawiła dróżka z granitu, wzdłuż, której posadzone były jakieś krzaczki bliżej mi nie określonego rodzaju. Chłopak otworzył drzwi i gestem ręki zaprosił mnie do środka.
            Korytarz był szeroki, ale krótki. Ściany były białe, a na nich widniały obrazy w kolorach szaro białych. Trzy małe lampki wbudowane były z dość wysoki sufit. Panele były tego samego koloru co drzwi. Do salonu prowadziły szklane drzwi przez, które było widać salon, który teraz był… jakby to delikatnie powiedzieć..?
-Chłopaki, co wy tu nawyrabialiście.!- wrzasnął Harry.- Jakiś burdel.!- to było dobre określenie.
            Na białym dywanie walały się ziarenka prażonej kukurydzy, poduszki z sofy leżały w dwóch innych miejscach, na drewnianej podłodze rozlane było co najmniej dwa litry coli, a wspólne zdjęcia chłopców walały się po całym salonie.
            Koledzy Harry’ego potulnie zebrali się przed nim, a ten zaczął na nich krzyczeć. Też bym się wkurzyła gdyby ktoś zostawił taki (że tak powiem) syf w moim mieszkaniu, ale jego krzyki były wyraźnie za głośne.
-Harry, uspokój się trochę- powiedziałam cicho mając nadzieje, że mnie nie skrzyczy.
            Chłopak zamknął oczy i podrapał się po karku. Widocznie chciał zrobić na mnie dobre wrażenie, a oni mu pokrzyżowali plany. Curly wypuścił głośno powietrze i ponownie podniósł powieki. Każdy z jego kolegów miał spuszczoną głowę, więc na razie widziałam tylko ich głowę. Był jeden blondyn, brunet i dwóch szatynów, z czego jeden z nich miał znacznie dłuższe i trochę jaśniejsze.
-Louis, prosiłem żebyś ich pilnował.-powiedział znaczenie bardziej uspokojony.
            Jedne z nich podniósł głowę, no i można powiedzieć, że doznałam szoku. Grzywka, której motywem przewodnim był nieład, oczy, które przypominały mi może, usta, które mogłabym całować każdego wieczoru i ten delikatny zarost. Mogłabym powiedzieć, ze to ten, z którym byłabym szczęśliwa.
            Chłopak powiedział coś, ale nie wiem co, za bardzo zapatrzyłam się w jego oczy. Można powiedzieć, że bezczelnie się na niego gapiłam. Ja chyba się w nim zakochałam i to tak od pierwszego wejrzenia, ale tej miłości w ogóle nie powinno być. Nie miałam czasu, a on i tak by na mnie nie spojrzał, taki ideał na pewno ma już dziewczynę, która go nie zostawi, bo niby czemu.? Nie było powodu żeby tak się stało. Choć wiedziałam, ze on nie jest dla mnie, że nie ma na to najmniejszych szans, w moim sercu nadal istniała iskierka nadziei.
-Dobra, mniejsza z tym-Loczek przerwał moje rozmyślania łapiąc mnie za nadgarstek –JA wezmę Lili do siebie, a wy tu ogarnijcie.- zarządził 
            Ja tak bardzo nie chciałam  iść. Chciałam tu zostać i nawet im pomóc żeby tylko móc patrzeć na niego. Był jak ukojenie dla moich oczu, a jego głos tak bardzo przypominał mi ten ze snu. Harry jednak miał inne plany, był bardzo pewny siebie, więc prawie zaciągnął mnie na górę siłą. Przeszliśmy cały korytarz, który urządzony był jak ten na dole. Chłopak wyciągnął z górnej części futryny kluczyk i otworzył drzwi. No tak ja też bym się bała gdybym mieszkała z takimi lokatorami jak ci na dole. Weszliśmy do jego pokoju.
            Rozejrzałam się po nim był wspaniale urządzony. Naprzeciw drzwi stało duże łóżko poduszki jak i kołdra były okryte białą poszewką. Na nich leżał niebieski koc w kratkę. za wszystkim widniało ogromne lustro i jasna tapeta w jakieś wzorki, na której zamontowane były lampki z białym kloszem. Przy łóżku stały niskie lecz długie białe szafki nocne. Pod nimi leżał szary puchaty dywan. Reszta ścian była jasnoszara. Przy jednej z ścian stał oparty ogromny obraz niebieskiego kota. Okno na lewej ścianie przystrojone były prostymi białymi zasłonkami.
            Harry usiadł na łóżku i poklepał miejsce obok siebie. Podeszłam do niego i nieśmiało usiadłam. Pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji. Siedzę sama, zamknięta w pokoju z jakimś obcym mi chłopakiem, którego tak naprawdę nie znałam. Chłopak przysunął się do mnie delikatnie i uroczo się uśmiechnął.
-Podoba ci się.?- spytał po chwili
-Hm.?- spytałam nie wiedząc o co mu chodzi.
-Pokój –podpowiedział mi.- Podoba ci się.?
-Tak.-odpowiedziałam szczerze. Sama chciałabym mieszkać w takim, a nie w jakiejś małej klitce. –Widać, że lubisz koty.
-Wiesz, mam jednego i trudno byłoby gdybym go nie lubił.- oznajmił pokazując bardziej swoje perełki.
            Spuściłam głowę czując jak na moją twarz mimowolnie wpływa rumieniec. Nie wiedziałam dlaczego, bo nie myślałam o nim jak o obiekcie moich wzdychań. Widocznie bliskość i cała ta atmosfera, którą wytwarzał działała na mnie dość dziwnie. Uratował mnie ktoś pukający do drzwi. Spojrzeliśmy momentalnie w tym kierunku. Zza drzwi wychylił się Louis.
            Jeszcze tego brakowało. Spojrzałam na niego i zalałam się czerwienią. Chłopak chyba to zauważył. Miałam tylko nadzieje, że nie skojarzy, ze to na jego widok. Spojrzał na mnie, a później na Harry’ego i szeroko się uśmiechnął.
-Przeszkadzam.?- spytał pewnie podejrzewając, że coś między nami się działo.
-Może trochę.- roześmiał się Harry
-Posprzątaliśmy na dolę.
Harry złapał mnie za rękę i poprowadził na korytarz. Spojrzałam na wysoką brunetkę w kręconych włosach ubraną bardzo elegancko. Trzymała się z Lou za rękę, więc domyśliłam się co to znaczy. Momentalnie moje wszystkie motylki, które czułam w brzuchu zdechły jakby ktoś prysnął w nie muchozolem.
-Eleonor- wyciągnęła do mnie rękę, a ja ją uścisnęłam
-Lili- przedstawiłam się.
-To może my już pójdziemy do mnie.- zarządził Louis.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz