Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział 40 „To nie może być prawda”

                          Rozdział 40 „To nie może być prawda”
     Rano wzięłam szybki prysznic i ubrałam się na spotkanie z lekarzem. Musiałam zrobić jeszcze tylko śniadanie dla chłopców. Niall podwiózł mnie do kliniki i razem ze mną poszedł do lekarza. Sama się bałam. Przewidywałam najgorsze. Wyobrażałam sobie, że już go nigdy nie zobaczę, że stracę go na zawszę. Przywitałam się z nim grzecznie. Lekarz usiadł za biurkiem, a ja i Niall przed nim.
-Więc… -przeciągnął –Sytuacja jest dość korzystna. Na ostatnim badaniu nie wykryto śladu narkotyków także mamy pewność, że w ostatnim czasie pacjent niczego nie zażywał. Widać, że ma się dobrze, a jego uzależnienie nie jest tak duże jak myślałem to tylko było spowodowane stresem, że zaczął brać. Teraz kiedy już minął nie czuje potrzeby…
-Kiedy wyjdzie.? –przerwałam mu.
-Do końca miesiąca powinien wyjść.
-Koniec miesiąca. –zaczęłam odliczać.
-Jakieś szesnaście dni.
-To cudownie.!- wrzasnęłam.
            Szesnaście dni.! Znów będzie mój i będę go tulić i całować i przytulać… mówiłam już, że będę go przytulać.? Musze nadrobić ten stracony czas. Teraz wszystko powinno być lepiej. Pożegnaliśmy się z lekarzem i ruszyliśmy pod dom Bianki. Poznałyśmy się w kwiaciarni. Była moją najlepszą przyjaciółkę, także pochodziła z Polski. Przez to całe zamieszanie nie miałam czasu się z nią kontaktować.
-Hej mała. –przywitała mnie całusem w policzek.
Szatynka zamknęła drzwi od czarnego wozu Nialla i ruszyliśmy pod kino. Poszliśmy na jakąś fajną komedie. Oczywiście Niall musiał uprzednio zrobić zapasy popcornu. Usiedliśmy w ostatnim rzędzie i zaczęliśmy oglądać film. Na początku Niall był dość cicho, ale później wraz z Bianką rozgadali się tak, że kilkakrotnie ktoś ich uciszał. Poczułam się odsunięta. Nikt nie lubi kiedy twój przyjaciel i przyjaciółka odstawiają cię dla siebie. Jednak cieszyłam się, że Niall już nie jest tak smutny.  
            Dzień minął mi cudownie. Oczywiście spędziłam go „sama”, bo moi przyjaciele zajęli się sobą, ale podobało mi się, bo od wielu dni w końcu wyszłam do ludzi. Widać, że Niall i Bianka mają się ku sobie. Kolejny dobry uczynek zaliczony.!  Ułożyłam się wygodnie w łóżku. Byłam już po prysznicu. Chłopcy jeszcze jedli kolację. Niewiarygodne jest to jak zrobiło się tu cicho i pusto od kiedy nie ma Harryego i Lou. Teraz jest taki inaczej… gorzej. Może jeśli wróci Hazz ten dom znów wypełni się śmiechami i żartami, ale chyba my i tak znów zamieszkamy w naszym starym domu. Harry go kupił i bylibyśmy idiotami gdyby stał on tak bez urzynku, a my musielibyśmy płacić podatki i takie rzeczy. Sprzedać też by się nie opłacało, bo cena na pewno zdążyła się obniżyć. Z resztą obiecałam mu córkę, a nie pozwolę by zamieszkała tu. W wieku trzech lat wiedziałaby wszystko czego wiedzieć nie powinna. Zaleta głupich wujków.
***jakiś czas później
            Minęły ponad dwa tygodnie. Każdy mój poprzedni dzień zlewał się z pozostałym. Nic nie było takie samo odkąd Harry wyjechał do kliniki. Było tu smutno jak nigdy. Jedynie Niall bawił się dobrze. Co raz częściej przyprowadzał tu Biankę. Zayn jeździł do Perrie, a Liam spotykał się z Sophie. Coś czuję, że naprawdę pomiędzy nimi ostro zaiskrzyło. Muszą się naprawdę kochać. Czasem zostawałam sama w domu i wtedy już nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Bawiłam się wtedy z naszym kotem. Kąpałam go, czesałam, rzucałam różne zabawki… PO tych wszystkich zabiegach wyglądał lepiej niż zwykle. Ostatnio trochę go zaniedbaliśmy, ale to się nadrobi. Usmażyłam jej kurczaka z marchewką i sosem, który kotka uwielbia i nałożyłam jej do różowej miseczki. Gdyby Harry się dowiedział, że choć raz nakarmiłam kota kocią karmą to by mnie chyba zabił. Zawsze mówił, ze jest w nich tylko chemia. Był strasznie przewrażliwiony na jej punkcie.
            Usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Zapewne był to jeden z chłopców. Pokazałam kotu miskę, a ta rzuciła się na swoje jedzenie. Wyszłam z kuchni i zastałam Nialla. Prawie uderzyłam go drzwiami gdy te chciał wejść do środka.
-Zbieraj się.! –wrzasnął na mnie z uśmiechem. -za godzinkę mamy tam być.
-To już ta godzina.?!
Szybko popędziłam na górę i ubrałam się w przyszykowane ciuchy. Na białą bokserkę założyłam jeszcze kremową bluzę z uszami i ogonkiem misia. Zbiegłam na dół. Niall siedział na sofię i zajadał się kanapką. Ubrałam szybko buty i kurtkę. Musiałam go jeszcze popędzić, bo niesamowicie się ociągał. Na szczęście umiał jeszcze jeździć samochodem. Nie powiem. Pędziliśmy dość szybko. W czasie krótszym niż zwykle podjechaliśmy pod klinikę. Lekarz wraz z Harrym czekali przed wejściem. Chłopak wypełniał jeszcze jakieś papiery. Szybko do niego podbiegłam i rzuciłam mu się na szyję.
Jak ja za nim tęskniłam. Hazz oddał lekarzowi papier wraz z podkładką i wpił się w moje usta. Czekać na chłopaka miesiąc, to jak umierać przez całe życie. Niall odchrząknął znacząco i musieliśmy się od siebie odsunąć. Jak on mógł, ja się pytam.?!
-Hej stary. –przywitał go Hazz
-Hej młody.
Chłopcy przytulili się, a mi zrobiło się ciepło w brzuchu. Taki słodki widok nie zdążą się często. To tak jakby słodki brytyjski kotek przytulał małą irlandzką kaczuszkę. Niall w końcu mi go oddał i znów mogłam się nim cieszyć. Jednak nie mogliśmy się za długo przytulać. Byliśmy umówieni w Nandos. Zayn i Liam mieli przyjść z Perrie i Sophie, a później miała dołączyć Bianka. Harry i ja usiedliśmy z tyłu, a Niall musiał wysłuchiwać naszych tekstów. Cały czas byłam do niego przytulona. Jego spokojne bicie serca jakby mówiło, że wszystko od dziś będzie dobrze. Zajechaliśmy pod ulubioną knajpkę Nialla i ruszyliśmy do środka. Sam Irlandczyk pojechał po Biankę. Reszta była już przy naszym ulubionym stoliku. Harry czule przywitał się z przyjaciółmi. Oczywiście jeszcze nie znał „koleżanki” Liama, więc musiał ją mu przedstawić. Hazz zamówił dla siebie hamburgera, a ja frytki. Kelnerka przyniosła nam nasze zamówienia.
            Nigdy chyba nie widziałam żeby Harry jadł tak hamburgera, ale rozumiem. Długo nie jadł nic oprócz stołówkowego jedzenia. Sama bym tak zrobiła. Jadł szybciej niż Niall. Właśnie Niall…. Gdzie on się podziewał.?! Miał być tu jakieś dwadzieścia minut temu. Miałam do niego zadzwonić, ale jakoś wygoniłam tą myśl z głowy. Nie chciałam im przeszkadzać.
-Kochanie… -przeciągnął Harry.
-Hm.?
-Użyczysz mi swojej lemoniady.? –spytał robiąc oczy małego szczeniaczka.
Podsunęłam mu ją pod nos, a on upił spory łyk. Naprawdę musiało chcieć mu się pić. Kiedy skończyliśmy posiłek Hazz złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, przytulając zachłannie. Jego nosek zaczął drażnić moje ucho. Niby normalna chwila, ale właśnie tak uświadamiasz sobie co to jest miłość.
-Chyba tracimy czas. –szepnął przygryzając płatek mojego ucha. –Zobacz, oni sobie bez nas poradzą. Może lepiej wykorzystamy ten dzień.?
-Uspokój się. –skarciłam go tak by tylko on mógł usłyszeć.
            Z drugiej strony jego plan nie był taki głupi. Ja on… sami. Mogło być ciekawie. Na samą myśl co moglibyśmy robić w dodatku po tak długim czasie…. Poczułam jak na moją twarz wpływa rumieniec.
-Harry, choć już. Źle się czuje. –zaczęłam marudzić
-No właśnie widzę. Jesteś cała czerwona. Może masz gorączkę. – chłopak umiał posługiwać się swoim darem aktorskim. –Choć pójdziemy do domku, zrobię ci herbatę i położysz się w łóżeczku.
Skinęłam głową z grymasem na twarzy. Pożegnaliśmy się z przyjaciółmi i zamówiliśmy taxi. Zawiózł nas pod dom. Nasz dom. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka.
-Połóż się, a ja pojadę na jakieś zakupy.
Żartował chyba. Powiedzcie, że tak. Robił sobie ze mnie żarty czy co.? Ja dla niego zrezygnowałam ze spotkania z przyjaciółmi, a on mi tu wyjeżdża z troskliwą mamusią. Spojrzałam na niego by upewnić się, że nie żartuje. Jednak jego mina była jak najbardziej poważna. Machnęłam tylko ręką i usadowiłam się na sofię. On w tym czasie pojechał na zakupy.
Zanim wrócił zdążyłam obejrzeć jeden odcinek „Pingwinów z Madagaskaru”. Zaniósł torby do kuchni i wrócił do mnie.
-Lili, jesteś chora. Idź na górę weź jakiś prysznic i połóż się w łóżeczku.
Zrobiłam co kazał. Perspektywa dnia lenia była bardzo kusząca, ale to nie zmienia faktu, że byłam na niego zła. Przykryłam się ciepłą kołdrą i chwyciłam jakąś książke.
-Jak się czujesz.? –spytał mój „tatuś”
-Dobrze, chyba powinieneś o tym wiedzieć.
-Mam coś dla ciebie do jedzenia.
Chłopak wszedł do pokoju z tacą. Stała na niej miska z truskawkami, roztopiona czekolada i bita śmietana.
-Pomyślałem, że mogę cię jakoś uleczyć. –uśmiechnął się chytrze.
-Teraz to sobie idź. –przekręciłam się nie chcąc patrzeć na tego oszusta.
-Oh, Lili. Musiałem to przygotować.
-Wziąłeś ze sobą bitą śmietanę, czekoladę i truskawki. To nie jest takie trudne do przygotowania żeby zajęło ci to niewiadomo ile. –warknęłam podirytowana
-Lili…
Chłopak odstawił tacę na szafę nocną i położył się za mną obejmując w talii. Harry zwinnie wślizgnął się pod kołdrę dra…drażniąc mnie swoimi dużymi dłońmi. Odsunęłam się na sam koniec łóżka. Hazz tylko przyciągnął mnie do siebie. Zaczął bawić się moimi kosmykami. Jedna ręka zjechała na dół zsuwając moje spodnie dresowe. Skarciłam go za to, jednak on nie stracił chęci na zabawę. Gorące usta musnęły mój kark. Dłoń sprawnie wśliznęła się pod dresy, bawiąc się moją bielizną.
-Przestań. –syknęłam.
-Mi się podoba. –szepnął przygryzając płatek mojego ucha.
Gładził mnie po wewnętrznej stronie ud, cały czas poruszając się wyżej.
-Ale mi nie.
-Skarbie, nie stęskniłaś się za mną.? –spytał delikatnie zsuwając materiał pod spodniami. –Za moim głosem, dotykiem.?
            Jego ręka dostała się do moich majtek, a ja jęknęłam pod wpływem jego dotyku. Zaśmiał się cicho i przystąpił do działania. Drażnił mój czuły punkt, wolno powodując u mnie szaleństwo. Przełknęłam ślinę czując jak gorąco mnie wypełnia. Dwa palce sprawnie dostały się do mojego wnętrza. Jęknęłam pod wpływem tego doznania. Najpierw zaczął wolno, jednak z każdą kolejną minutą przyśpieszał. Uniosłam delikatnie nogę by miał lepszy dostęp.
-Widzę, że się do mnie przekonałaś. –mimo to, że nie widziałam jego twarzy, wiedziałam, ze się uśmiecha.
Mój oddech drastycznie przyśpieszył kiedy chłopak przyśpieszył do granic możliwości. Szczyt był blisko. Przygryzłam poduszkę by stłumić jęki. Kiedy już w końcu osiągałam szczyt przestał.
-Harry. –sapnęłam prosząc o więcej.
-Poczekaj mała. Nie tak szybko. –zaśmiał się przekręcając mnie w taki sposób, że teraz leżałam na plecach.
            Chłopak jednym zwinnym ruchem ściągnął moje spodnie wraz z bielizną, to samo uczynił z górną warstwą ubrań pozostawiając mnie zupełnie nagą. Sam również się rozebrał pozwalając mi delektować się widokiem jego erekcji. Zimne dłonie sunęły po moim ciele powodując dreszcze. Gorące wargi chłopaka przylgnęły do mojej szyi zostawiając pokaźnych rozmiarów malinkę. Zjechał pocałunkami niżej tworząc mokrą ścieżkę. Dotarł do dekoltu tworząc tam czerwony ślad.
-Może urozmaicimy tą zabawę. –szepnął.
Widząc jego chytry uśmieszek nie mogłam odmówić. Harry sięgnął po bitą śmietanę i zaczął malować mi nią na brzuchu kółka. Zamoczył truskawkę w czekoladzie i umiejscowił ją na samym środku.
-Mogę.? –spytał muskając moje usta
-Niech się zastanowię…
-Nie mamy na to czasu. – przerwał mi i zlizał kawałek dróżki z bitej śmietany.
-To łaskocze. –zachichotałam pod wpływem jego dotyku.
-Musisz wytrzymać. –oznajmił i dokończył swoje dzieło.
            Chwycił w zęby truskawkę i przytknął mi ją do ust. Ugryzłam kawałek muskając tym samym jego wargi. Uśmiechnął się i potarł swoim nosem mój nosek.  Usta chłopaka przywarły do moich. Całował mnie tak jakby jutro miał mnie nie zobaczyć. Oderwał się od mnie i kolejna porcja bitej śmietany wylądowała na moim ciele. Tym razem na dekolcie i piersiach. Zniknęła w kilka sekund. Przez truskawkę umoczoną w czekoladzie byłam cała brudna. Oczywiście Harry by na to nie pozwolił. Jego zwinny język wyczyścił ślady z czekolady . Zatrzymał się na jednej z piersi biorąc w usta sute. Przygryzał go i ssał, a ja jęknęłam cicho. Bawił się mną jak dziecko zabawką, którą dopiero dostało.
            Niespodziewane pukanie do drzwi wytrąciło go z rytmu. Podniósł się i ubrał szybko bokserki. Nie wiem co powie ten ktoś za drzwiami, ale na pewno się zdziwi, bo Harry pokaże mu się w samej bieliźnie i do tego z żołnierzykiem na baczność. Ubrałam swoja bieliznę i jakąś bluzę Hazzy. Podążyłam za nim. Hazz odkluczył drzwi i otworzył je wpuszczając do domu okropny chłód.
-Co wy tu robicie.? –zdziwił się na widok Przyjaciół w drzwiach.
-No zaszliśmy żeby uczcić twój powrót.- oznajmił Niall pokazując dwie dwulitrowe butelki wódki.
-Jakoś szybko się zmyliście. –zauważyła Perrie. –I już widzę dlaczego. –zachichotała pokazując palcem erekcję Loczka.
-No widzę, że wróciłeś do formy. –zaśmiał się Liam
-Zamknij się. – warknął wpuszczając ich do środka
         Nawet Bianka przyszła. Jeden gość, sorki dwóch, bardzo mnie zdziwiło. Loui i El także przyszli. No właśnie Louis. On to jeszcze rozumiem, byli najlepszymi przyjaciółmi, więc może się za nim stęsknił, ale El.? Oni przecież zerwali. Ja i Hazz polecieliśmy się ubrać i jak najszybciej wróciliśmy do przyjaciół, którzy zdążyli rozsiąść się na zestawie wypoczynkowym.
-To ja przyniosę coś do jedzenia i jakieś szklanki. –zaproponował Hazz.
-Mogę iść z tobą.? –spytał skruszony Louis.
Curly zgodził się i gestem ręki zaprosił go do kuchni. Ja usiadłam na moim ulubionym fotelu i wkręciłam się w rozmowę. Obecność Eleonor drażniło mnie, nawet nie umiem powiedzieć jak bardzo. Ciągle tylko nawijała jak to jest im dobrze razem. Chciało mi się tym rzygać. Może próbowała wywołać we mnie zazdrość, ale to było na nic. Ja miałam Harryego i było mi z nim o wiele lepiej niż z Lou. Jej starania poszły na marne.
            Harry i Loui wrócili z kuchni obładowani jakimiś przekąskami. Obaj mieli szerokie uśmiechy na twarzach. Widocznie się pogodzili. Na szczęście. Jest szansa, że wszystko wróci do normy. Lou usiadł obok El i objął ją ramieniem. Ja natomiast ustąpiłam miejsca Hazzie i przysiadłam na jego kolanach. Niall jako pierwszy rzucił się na chipsy paprykowe, a Zayn jak dobry gospodarz rozlał palącą ciecz do kieliszków i sok malinowy do szklanek. Ponoć nie czuć tak bardzo smaku wódki. Wszyscy jednocześnie wypili zawartość kieliszków. Zacisnęłam mocno powieki. Nie piłam zbyt często. Prawie wcale, dlatego ten pierwszy łyk był taki okropny. Z każdym kolejnym kieliszkiem było co raz lepiej. Rozmowa rozkręciła się na tyle, że zaczęliśmy rozmawiać o seksie. Śmieszne… jeszcze kilka godzin temu sami mieliśmy się tak bawić, a teraz tylko rozmawiamy. Zapewne gdyby nie oni leżelibyśmy teraz zasapani w łóżku.
-Ta jak loda zrobi to tydzień patrzę co mi się w bokserkach stało. –roześmiał się Zayn wskazując na Perrie.
Blondynka oblała się szkarłatnym rumieńcem i schowała twarz w torsie Zayna.
-A El.? Lepszej dziewczyny nigdy nie znałem. Żądna nie była tak dobra w łóżku. – wypowiedział się Lou akcentując słowa „Lepszej dziewczyny nigdy nie znałem”
            Zignorowałam go. Boo i tak był wstawiony. Może po prostu tak jak reszta żartował z tego tematu. Nie wiem. Nie drążyłam tematu. Harry także dołączył się do rozmowy i zaczął im opowiadać o naszych nocnych zabawach. Miałam nadzieje, że są już na tyle upici, że zapomną o tym wszystkim do rana. Loczek nie dawał za wygraną i kiedy Zayn powiedział coś o Perrie ten musiał dodać coś od siebie.
-Raz to myślałem, że się na wstępie spuszczę. – zaśmiał się, a reszta zaśmiała się tak, że pewnie sąsiedzi słyszeli.
-No to długo nie wytrzymałeś. –dodał Niall
-Ja.?! –zdziwił się Curly – Do końca było. Zresztą co ty tam możesz wiedzieć o seksie. –machnął lekceważąco ręką.
            Widziałam jak twarz Blondyna jak i Bianki robi się cała czerwona. Coś musiało pomiędzy nimi być. Brunetka sama z siebie nie strzeliła by buraka. Reszcie tez to nie umknęło. Zaczęli klaskać i gwizdać.
-No to opowiadaj.!
-Liam. –speszył się Irlandczyk. –Sam opowiadaj, a nie cicho siedzisz i tylko słuchasz.
-U mnie jest świetnie. Ona to ci nawet prezerwatywę ustami założy.
-Musimy spróbować. –zauważył Loczek na co wszyscy się zaśmiali
-Oj zamknijcie się. Nawet im dokończyć nie pozwoliliście. –roześmiała się Sophie.
Hazz pacnął ją w rękę na co Liam zareagował szybko i oblał go drinkiem. Curly nie pozostał mu dłużny. Sam wziął butelkę wódki i oblał go. Na szczęście było jej tyle co nic. Ledwie starczyło na kieliszek. Po salonie rozniosło się głośnie „Uuu”. Liaś wstał i wziął Harryego na ręce. Wyniósł go na zewnątrz i wrzucił do basenu. Biedak, na dworze zimno, a on go do wody wrzucił. Na szczęście była podgrzewana woda także Styles mało ucierpiał. Chłopak pociągnął roześmianego przyjaciela za nogawkę i ten także wpadł do wody. Obaj zaczęli się szturchać i na żarty bić w wódzię. Kochani idioci.
Zayn próbował ich rozdzielić. Wyszło mu to kiepsko. Dopiero z pomocą Nialla udało mu się powstrzymać chłopaków. Na bank będą jutro chorzy. Z chęcią napisałabym, co było potem, ale urwał mi się film. Zapewne od alkoholu.
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Po chwili dotarło do mnie te nieprzyjemne uczucie mdlenia. Denerwujące promienie słońca dostawały się do sypialni przez okno drażniąc moje źrenice. Przewróciłam się na drugi bok i wtuliłam w plecy Hazzy. Chłopak obkręcił się do mnie powodując u mnie pomruk niezadowolenia. Usłyszałam u niego cichy śmiech. Czyli nie spał.
-Głowa mnie boli. –mruknęłam mocniej wtulając się w jego ciało
-Nic dziwnego. –zauważył. –Wiesz ile wczoraj wypiłaś.?
-Babcia nie była by ze mnie dumna. –zaśmiałam się
            Curly ucałował mnie w czoło i pogładził po włosach cicho chichotając. Usłyszałam ciche skrzypienie drzwi i czyjeś kroki. Kto śmie przerywać mi ten spokój.? Podniosłam się do pozycji siedzącej oczywiście przytrzymując kołdrę, bo jak wiadomo Harry nie odpuszcza i spojrzałam na tego kogoś.
-O świetnie nie śpicie. –zaważył.
-Tak jakby. Zaynie nie możesz spać czy co.? –spytałam opadając na miękką poduszkę.
-Spać.? –zdziwił się –Dziewczyno jest czternasta, ale się nie dziwię. Harry cię wczoraj wymęczył. –zaśmiał się na co Styles rzucił go budzikiem. –Ej, opanuj się. To nie ja dziewczynę tak mocno pieprzyłem, że aż tynk leciał.
-Zamknij się. –warknął Harry – Ty chyba jeszcze pijany jesteś.
-No chyba ty, kociaku. –drażnił się z nim
-Wypieprzaj. –syknął przenosząc się do pozycji siedzącej.
-Bo.?
            Loczek wyciągnął z szafy pierwsze lepsze bokserki i je założył. Szybkim krokiem podszedł do Zayna i wypchnął go z pokoju. Ja także szybko ubrałam bieliznę i założyłam koszulkę Hazzy z napisem „Hipsta Please”. Zeszliśmy na dół i zasiadaliśmy przy stolę razem z przyjaciółmi, którzy zdążyli zrobić sobie śniadanie, a raczej obiad. Nałożyłam sobie Tosta i posmarowałam go masłem orzechowym.
-I jak fajnie było.? –spytał Liam przełykając naleśnika
-Ale co.? –zdziwiłam się jego pytaniem
-No wiesz… w nocy –poruszał śmiesznie brwiami.
Chwyciłam kawałek jego naleśnika i rzuciłam nim go. Dlaczego każdy musi o to pytać.? Jezu, co on nigdy tego nie robili.?! I może jeszcze chcą szczegóły. Byłoby fajnie gdybym ja je pamiętała.
-Zabezpieczaliście się chociaż? –zarechotał czarnowłosy.
Uśmiech zszedł z twarzy Harryego. Walnął Zayna w ramię i odszedł by nalać sobię soku. Przez chwilę się bałam, ale Harry nie jest taki głupi żeby zapomnieć o prezerwatywie, no nie.? Robił to już tyle razy, ze chyba weszło mu w nawyk. Przez resztę dnia leczyliśmy kaca. Naprawdę wypiłam za dużo, a teraz czułam skutki.
***3 tygodnie później.
            Zeszłam na dół i od razu jakbym dostała w nos. Niall naprawdę nie mógł się pohamować. Mógłby, chociaż wyjść jeżeli zamierza wypuścić trujące gazy. To tak jakby nas powoli mordował. Nie wiem, czemu, ale prędzej to mi tak nie przeszkadzało. Kiedy mieszkałam z nimi to była rutyna. Przyzwyczaiłam się, a teraz czuję się tak jakby to była jakaś bomba atomowa. Do kuchni weszłam dopiero po chwili. Harry siedział przy stole wraz z  Niellem i Bianką i jedli obiad, który przygotowałam. Ja jakoś nie miałam ochoty. Mdliło mnie od rana. Wczesnym rankiem nawet wymiotowałam. Harry stwierdził u mnie zatrucie pokarmowe. Być może to od tego taco. Mówiłam mu, że nie dobrze jest kupować jedzenie w jakiś obskurnych budkach, ale on swoje , no i uległam. Usiadłam obok nich i upiłam łyk oku Hazzy.
-Lili, przecież możesz być chora. –stwierdził dolewając mi soku.
-Chora.? –zdziwiła się moja przyjaciółka
-Tak, wymiotowała rano i teraz cały czas ją mdli.
-A może jest w ciąży.? –roześmiał się wesoło Horanek.
            Styles poskromił go wzrokiem. Nie wiem czemu się tak tym przejął. To tylko żarty. Zawsze kiedy dziewczyna powie, że jej niedobrze, a weźmy już to robiła to nie wiadomo co będzie i tak powiedzą,  że jest w ciąży. Taki już urok bycia dziewczyną Jesteś narażona na takie właśnie żarty, ale on są wszędzie ich nie unikniesz.
-Porąbało cię chyba.? –pacnęłam Nialla
-Na, ale co byście zrobili gdybyście przykładowo tak wpadli.? –spytał przekręcając głowę – Nie było by wyjścia. –wzruszył ramionami i dokończył swoją porcję obiadu.
-Dobra Niall, ale ciąża.? Teraz.? To nie możliwe. –prychnął Hazz
-Skąd wiesz.? Moja ciocia jak była w ciąży to też tak reagowała. –wtrąciła się Bianka. –No i jeszcze zasypiała tak w południe, była czasami wzdęta no i miała zgagę często. Praktycznie zawsze jak coś zjadła. –wyliczyła brunetka.
-No, a żona Grega.?
Spojrzałam zdenerwowana na Harryego. To nie mogła być prawda. Co najwyżej głupi sen. Wszystkie objawy się zgadzały. Wymioty, senność, nawet Hazz musiał mnie dziś masować, bo brzuchu, bo byłam wzdęta, a pudełko leków na zgagę jest już całkiem puste. Po jakimś czasie pożegnaliśmy się z przyjaciółmi, bo ci musieli udać się do kina na zaplanowany seans. Musiałam jak najszybciej porozmawiać z Harrym.
-I co teraz.?
-Co ma być.? –spytał lekceważąco
-No słyszałeś ich. Wszystko idealnie pasuje. Jeśli ja jestem w…
-To nie możliwe. –przerwał mi
-Nie mamy pewności Harry. Ja nie będę spokojna póki nie zrobię jakiegoś testu.
-Lili…
            Po dość długich błaganiach Harry, obiecał, że pojedzie po test. Zrobił to naprawdę w ekspresowym tępię. Widać było, że on też się tym denerwował. No, ale on jest młody, ma karierę, a teraz dziecko.? Przeszkodziłoby mu to we wszystkim. Zgodnie z instrukcją na pudełku zrobiłam test i usiadłam na łóżku obok Hazzy. Odwróciłam test i położyłam go na miękkiej satynowej pościeli.
-Mogę ci coś powiedzieć.? –spytał zdenerwowany Loczek.
-Co.?
-Pamiętasz te imprezę.? – przytaknęłam mu i pozwoliłam żeby rozwiną myśl. –Ja się nie… -przerwał –No wiesz. Nie zabezpieczyłem
Świat mi zawirował. Jak on mógł zapomnieć o tak ważnej rzeczy.?! Za dziewięć miesięcy prawdopodobnie będziemy rodzicami. W ogóle kiedy on mi to zamierzał powiedzieć.?! Jak urodzę.? Przecież po tym całym zajściu mogliśmy pójść do ginekologa i on zapisał by nam tabletkę „dzień po”. Nie wiem czego on się tak bał.?! Teraz będzie tatusiem. Brawo.
-Harry… -schowałam twarz w dłonie.
-Przepraszam, ale i tak mieliśmy mieć córeczkę. Więc jeśli…
-Ale ja myślałam, ze to będzie inaczej. –przerwała mu –Że to uzgodnimy, porozmawiamy z rodzicami. Przygotujemy się na to. Dziecko to nie rzecz. Nie można się tak tym bawić.
-Lili, ja obiecuję, że jak coś to się wami zajmę. Naprawdę będę najlepszym tatą na świecie.
-Harry, gdyby.
Nic jeszcze nie było wiadomo. Może nam się udało, a to to tylko objawy zatrucia. Chwyciłam test w dłonie i obróciłam go. Można powiedzieć, że w tej właśnie chwili nogi miałam jak z waty. To nie mogła być prawda. Może on jest jakiś zepsuty.? Harry spojrzał na niego i momentalnie stał się blady. Przeczesał swoje loki i mocno mnie przytulił.
-Będzie dobrze.

czwartek, 24 października 2013

Rozdział 39 „Pustka”


                         Rozdział 39 „Pustka”
    Oboje pisnęliśmy jak małe dziewczynki i mocno się przytuliliśmy. Liam z emocji aż skakał w fotelu. Musiałam go uspokoić i dopiero po jakimś czasie ruszyliśmy. Oczywiście Niall staranował mnie od razu w przejściu rzucając się na mnie jak wygłodniałe zwierzę, ale przeżyłam. Rozsiadłam się szczęśliwa na sofię i wypuściłam głośno powietrze. Chyba pierwszy raz od wielu dni poczułam, ze zrobiłam coś dobrze.
-Lili –usłyszałam wołanie Zayna.
Ruszyłam do kuchni skąd dochodziło wołanie
-Tak.?
-Skoro jesteś w domu, to może zrobisz jakieś ciasto.? –spytał z miną słodkiego szczeniaczka
-Truskawkowe.?
-Z polewą czekoladową.
Słodkie fantazje Zayna… Ciasto truskawkowe z polewą czekoladową. Nie winię go za to. Pięciu… teraz trzech (w tym Niall) w jednym domu… Ja sama nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam jakieś ciasto. Chyba jeszcze zanim wyjechałam z Polski. Były babeczki i ciastka, ale one się nie liczą. To nie to samo. Zabrałam się za przygotowanie ciasta. W między czasie robiłam obiad, bo zanim skończę ciasto będzie dwudziesta i zapewne Niall będzie się denerwował.
            O dziwo poszło mi to trochę szybciej. Skończyłam tak o osiemnastej. Na obiad zrobiłam zapiekankę Cottage pie, zapiekankę wiejską. Z tego co słyszałam to Anglicy ją ulubią, więc miałam nadzieje, że chłopcy docenią mój wysiłek.
-Chłopcy…
-Obiad.! –przerwał mi Niall wbiegając do kuchni.
Jako pierwszy nałożył sobie porcję. Nie byłam pewna czy to zje, bo nie mieściło mu się to na talerzu. Liam i Zayn także przyszli szybko. Widocznie byli już głodni. Sama musiałam pośpiesznie zjeść, bo bałam się, że dla mnie nie starczy. Nałożyłam im jeszcze ciasto. Coś czuję, że Nialla po takiej ilości tego wszystkiego zacznie boleć brzuch.
            Miałam rację godzinkę później zwijał się w swoim łóżku, a ja musiałam latać z kropelkami ziołowymi. Biedak, mógł tyle nie jeść, ale to Niall. On tak nie potrafi. Usłyszałam okropny dzwonek i wiedziałam, ze to mój telefon. Odebrałam go szybko widząc, ze to Harry.
-Hej kotek. –uśmiechnęłam się słysząc jego głos. –Co u ciebie.?
-Właśnie robię za pielęgniarkę. Niall się napchał i teraz stęka, bo go brzuch boli.
-Daj mi go do telefonu. Już ja z nim porozmawiam.
Podałam Horanowi telefon i usiadłam na brzegu łóżka. Toczyli zażartą, przyjacielską kłótnie. Niall co chwile wyzywał go od upierdliwych kocurów lub „chyba loki ci się wyprostowały”. Idioci. W końcu odzyskałam swój telefon.
-Jak ty go wychowałaś.?! Zero szacunku.
-Wiesz, on chyba potrzebuje męskiej ręki.
-Też tak sądzę. Jak przyjadę to mu te jedzenie w du…
-Rozumiem –wyprzedziłam go.
-Przyjdziesz jutro.? –spytał z nadzieją w głosie
-Kociaku, wiesz, że nie mogę.
            Gdyby mi tylko pozwolili od razu bym do niego pobiegła, ale cóż mają swoje zasady. Rozumiałam to i szanowałam, w końcu leczyli mi chłopaka. Jutro miałam iść na spotkanie z lekarzem i on miał mi powiedzieć za ile wyjdzie Harry. Miałam nadzieję, że jak najszybciej. Jego uzależnienie nie było takie duże. Nie brał długo. Powinno być dobrze.
-Niedługo będziemy się widywać codziennie. Nie martw się.
-Tak, wiem. – odpowiedział niemrawo.
-Nie smuć się. –próbowałam go pocieszyć –Jeśli się postarasz to niecały miesiąc i będziesz z nami.
-Nie mogę się doczekać. Pamiętasz jeszcze, co mi obiecałaś.?
-Pamiętam.
            Dziś rozmawialiśmy znacznie krócej niż przedtem, bo Harry musiał skończyć. Szedł na jakieś badanie toksykologiczne czy coś. Odłożyłam telefon i przyszło mi zajmować się Blondynem, który cały czas „umierał w katuszach”.
-Niall, może chcesz zielonej herbaty.?
-Nie
-A może jakiegoś soku
-Nie. –po raz kolejny odmówił
-Może… -musiałam zastanowić się co zrobić by wreszcie przestał jęczeć.
-Przytul. –wyciągnął do mnie łapki
Ułożyłam się koło niego i mocno przytuliłam. Chłopak westchnął tylko. Puściłam go w końcu, ale nie chciało mi się schodzić z miękkiego łóżka. Niall położył się na drugim końcu łóżka i wyciągnął chipsy. Rzucił je gdzieś pomiędzy nas i zaczął się zajadać.
-Przed chwilą bolał cię brzuch. –zauważyłam
-Nie po prostu było mi smutno.
-Smutno.? –zdziwiłam się na jego słowa. –Jesteś Niall Horan, ci nigdy nie jest smutno
-No tak, ale zobacz ty masz Harryego, Zayn ma Perrie, Liam chwalił się, że jakaś laska dała mu numer, a ja.?! Ja jestem sam. Nikt mnie nie chce.
-Nie mów tak, jesteś przystojny, masz wspaniały charakter każda dziewczyna cię chcę. Masz fanek po uszy..
-Ale nie o to chodzi. Myślę o takiej prawdziwej miłości wiesz. Randki i te sprawy z fanką się nie da.
-Bardzo chciałabym ci pomóc, ale nie wiem jak.
-No wiem. Po prostu dołuje mnie to kiedy widzę tych zakochańców.
-Myślisz, że mnie nie. Ja mogę widywać swojego chłopaka raz na miesiąc.
-Ale rozmawiasz z nim przez telefon.
-A na twoich koncertach jest miliony dziewczyn i z nimi też rozmawiasz.
Chłopak tylko stęknął i napchał sobie chipsy do buzi. Rozmowa z Harrym przez telefon dawała mi trochę nadziei, ale także pogarszała mój stan. Mogę go usłyszeć, ale nie dotknąć czy choćby zobaczyć. Dołowałam się tym. Gdyby nie ja to by tam nie trawił. W ogóle może mogliśmy go tam nie dawać.? Może sam by sobie z tym wszystkim poradził. Nie wiem. Nie potrafię przewidzieć co by się stało.
-Idę jutro z koleżanką do kina, idziesz z nami.? –spytałam smutnego Horanka
-Zgoda, ale nie miałaś iść na spotkanie z lekarzem.
-Tak, ale do kina miałyśmy iść po spotkaniu.
-Spoko.
            Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę. Później wzięłam prysznic i poszłam spać. Nie wiem czemu, ale do pokoju Harryego. Leżała tam jedna z jego ulubionych bluz. Założyłam ją i zaciągnęłam się jego zapachem. Tak bardzo mi go brakowało.

Rozdział 38 „Wszystko będzie dobrze”

           Rozdział 38 „Wszystko będzie dobrze”

           Wyszłam z sali, wręcz uciekłam zostawiając go tam samego. Nie było to mądre, odpowiedzialne czy choćby nawet honorowe. Wsiadłam do auta Louisa. Chłopak cmoknął mnie w policzek.
-I jak załatwiłaś sprawę.? –spytał głaskając mnie po udzie.
-Tak, ale on był taki smutny.
-Nie przejmuj się, to Harry zaraz mu przejdzie.
Próbował mnie pocieszyć. Nie udało mu się to zbytnio. Pomimo tego, że nie jestem z Loczkiem to nie wierzyłam, że od tak może znaleźć sobie inną dziewczynę. My naprawdę byliśmy w sobie zakochani, a później… ja go zostawiłam. Po takim czasie, po takich uczuciach… zostawiłam jak zużytą chusteczkę. Nie zasługiwał na to. Zachowałam się jak zwykła sprzedajna dziwka. Porzuciłam go kiedy zrobiło się ciężej. Znalazłam łatwiejsze wyjście.
            Dlaczego to zrobiłam.? Sama nie wiem. Przecież ja kochałam Harryego. Louisa też, ale Curly miał rację. To on był ze mną przez cały ten czas kiedy Lou miał mnie za złodziejkę i idiotkę, a ja porzuciłam go w okresie kiedy potrzebował pomocy. To on przekonał chłopców bym z nimi zamieszkała, a ja.? Zostawiłam go samego. Loui odpalił auto, a ja z każdą minutą czułam, że zrobiłam źle.
-Louis, kochasz mnie.? –spytałam nieśmiało bawiąc się palcami.
-Pewnie, dlaczego pytasz.? – zdziwił się
-A dlaczego mnie kochasz.?
-Jesteś miła, mądra, piękna…
-Ale zauważyłeś to dopiero jak zerwałeś z El. –wtrąciłam mu się.
-Lili, nie zaczynaj… -przewrócił oczami.
No właśnie, Dlaczego dopiero wtedy.? Może szukał pocieszenia, może panicznie boi się zostać sam.? Nie wiem. Nie rozumiem. Może z mojej strony to tylko zwykła fascynacja nim. Szukałam kogoś kto mnie obroni, a on przygarnął mnie do siebie i zaopiekował się mną tym samym budząc we mnie coś w rodzaju miłości. To nie była normalna miłość. Raczej braterska, przyjacielska… chwilowa. Tylko dlaczego musiałam to zrozumieć dopiero po tym kiedy powiedziałam to wszystko Harryemu.? Może potrzebowałam mocnego kopa w tyłek. Dopiero teraz tak naprawdę zakończyłam związek z Loczkiem. Dopiero teraz mam za czym tęsknić.
-Louis, ja chyba źle zrobiłam.
-Co.?
-Sądzę, że to nie jest to.
-O co ci teraz chodzi.?! –podniósł głos
-Ja cię nie kocham. Nie w taki sposób. –wyznałam pewna swoich uczuć.
-Wysiądź. –poprosił opierając czoło o kierownice.
-Przepra…
-Zejdź mi z oczy i leć do swojego Romeo. –wrzasnął
            Zrobiłam co kazał i tak musiałam wyjaśnić tą sprawę z Harrym. Musiałam go przeprosić. Musiał poznać całą prawdę, nie tylko kawałek tego co miałam na sercu. Wiedział tylko to, że chciałam aby wyzdrowiał, ale nie powiedziałam mu czemu… ja go kocham. Ponieważ nawet nie wyszłam z terenu kliniki przeszłam tylko powierzchowne przeszukania i mogłam ruszyć do pokoju Hazzy. Zapukałam cicho do drzwi. Nikt mi nie otworzył. Zrobiłam to sama. Widok jaki tam zastałam był okropny. Curly leżał na podłodze zwinięty w kłębek. Trząsł się od cały, a twarz całą zalaną miał łzami. Usiadłam obok niego i pogładziłam po ramieniu.
-Harry…
-Lili, błagam, nie zostawiaj mnie.
Ułożyłam się obok niego i swoim turkusowym sweterkiem otarłam jego twarz. Cały był mokry. Jego ręce silnie oplotły mnie i przyciągnęły do siebie. Schował mnie w swoich ramionach.
-Zostań ze mną. Proszę, ja nie dam rady bez ciebie.
-Musisz mi coś obiecać.
Chłopak odsunął mnie trochę żebym mogła na niego spojrzeć.
-Wszystko mogę ci obiecać, ale zostań.
-Jeśli będziemy chcieli mieć dziecko, to obiecaj, że postarasz się żeby to była córeczka.
-Skarbie, ja zawszę się staram żeby to była córeczka. Wiesz wrazi co. –uśmiechnął się przez łzy.
-Nie żartuj sobie, tylko połóż się do łóżka, bo tu zmarzniesz.
Hazz wstał i podniósł mnie z dębowych paneli. Położył mnie na miejscu gdzie spał, a sam ułożył się obok mnie kolejny raz tego dnia przytulając. Ucałował mnie w czoło i schował nosek w moich włosach.
-Obiecuję ci, że z tego wyjdę. Dla mnie, dla ciebie i dla Darcy.
-Jej jeszcze nie ma. –zauważyłam podnosząc wzrok na niego.
-Ale jak stąd wyjdę to rozpoczynamy akcję „Darcy”. Zgoda.? –uśmiechnął się pocierając swoim nosem o mój.
-Od razu jak wyjdziesz. –potwierdziłam
            Nie wiem jak to się stało, ale po chwili zasnęliśmy. Obudził mnie dopiero telefon. Dzwonił do mnie Liam. Odebrałam szybko nie chcąc by Harryego obudził mój denerwujący dzwonek.
-Hej –przywitałam się zaspana
-Lili, gdzie jesteś.? –wrzasnął na mnie
-Ja.? U Harryego. –odpowiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-Jezu, czy ty wiesz jak ja się o ciebie martwiłem.? –krzyknął jak zwykle opiekuńczy tatuś.- Louis przyjechał tu naburmuszony, rzucił w Nialla twoją walizką tak, ze biedakowi hamburger spadł. Mówił coś o Harrym, ale szybko się zmył.
-Wytłumaczę ci to jak wrócę.
-Poczekaj podjadę po ciebie i przy okazji skoczymy do Nandos.
-Zgoda. –przytaknęłam niechętnie
            Ile ja bym dała żeby teraz tu zostać albo żeby Hazz pojechał z nami. Czy tak wiele od życia wymagam.?! Tylko Harry. Widocznie musze poczekać, bo przez ostatni czas nie mogłam się zdecydować.
-Kto to był.? –spytał Curly przecierając oczka.
-Liam. Zaraz po mnie będzie. Muszę iść.
Chłopak przeciągnął się niezadowolony. Była dopiero szesnasta. Zważając na to, ze przyjechałam tu o jedenastej to przespaliśmy prawie cały dzień. W nocy nie będziemy mogli zasnąć. Cóż więcej czasu na gadanie. Ubrałam swój płaszcz i buty. Chwyciłąm swój telefon i jeszcze ucałowałam Harryego w nos na pożegnanie.
-Pa.
-Pa. Zadzwonię do ciebie. –wrzasnął przekręcając się w moją stronę.
-Spróbował byś nie. –zagroziłam mu palcem.
            Zamknęłam drzwi i zapięłam kurtkę. Miałam odejść lecz ktoś złapał mnie za nadgarstek. Był to Hazz. Może czegoś zapomniałam, ale nie mam wszystko. Widać był, ze jest smutny, delikatnie, ale jest.
-O co chodzi.?
-Przyrzeknij, że to nie kłamstwo. Powiedz, że nie idziesz do niego.
Zdziwiłam się. On chyba nadal się bał, że to wszystko to jeden wielki spisek. Było mi go bardzo szkoda. Sam nie wiedział na czym stoi.
-Przyrzekam. –odpowiedziałam z jedną ręką u góry i z jedną na sercu.
-I jak wrócę to będziemy ze sobą mieszkać, tak.?
-Tak, ale nie sami.
-Nie sami.?
-Obiecałeś mi córeczkę. Chcesz powiedzieć, że kłamałeś.?
-Nie.! –wrzasnął tak, że chyba cała klinika usłyszała. Zaśmiałam się cicho i mocno przytuliłam chłopaka.
            Chyba poczuł się trochę lepiej. Miałam ochotę wziąć go ze sobą i cały czas tak tulić, ale cóż w końcu zostaliśmy upomniani. Lekarze właśnie wychodzili na obchód, więc ja także musiałam wyjść. Przed kliniką czekał na mnie Liam. Widać jaki był zdenerwowany i zakłopotany. Wsiadłam do auta i przywitałam go mocnym uściskiem.
-Co się stało.?
-Tak, stało się, ale ja nie wiem co. Możesz mi to wytłumaczyć.? –warknął. –Jak śmiałaś powiedzieć Harryemu o tym wszystkim.?! O się załamie. Myślałaś chociaż o innych, a nie tylko o sobie.?!
Widać było jaki był zdenerwowany. Nie znał całej prawdy, więc to było zrozumiałe. Ja sama rozumiałam, ze powiedzenie Harryemu całej prawdy nie było dobre, ale nie mogłam go cały czas okłamywać. Kiedyś wyszłoby na jaw, że byłam z nim tylko dla jego zdrowia, a później.? Może bym nawet teraz z nim nie była. Tylko dalej z Lou. Sama nie wiem.
-Liaś, uspokój się. –załagodziłam jego nerwy –Powiedziałam Harryemu prawdę, bo poprosił mnie o to Louis, kiedyś to i tak by wyszło na jaw…
-Loui. –przerwał mi kpiącym głosem. – Czy wiesz jak się teraz czuje Harry.?! On naprawdę myślał o tobie poważnie.
-Liam daj mi dokończyć. –lekko zirytował mnie tym, że ciągle mi przerywał.
Chłopak położył głowę na oparcie fotela i czekał na moje wyjaśnienie.
-Powiedziałam mu to, bo i tak wyszłoby to na jaw. Harry ma się dobrze. Ja nie zostawię go teraz, a Louis zachował się jak zwykły dupek. Powiedziałam mu, że to nie ma sensu, bo ja byłam nim tylko zafascynowana. Zostawił mnie tu. Nawet nie przejmując się co by ze mną było. Chciałam z nim porozmawiać, że jeśli ja nic do niego nie czuję to, to nie mogłaby być miłość na wieki, rozumiesz.?
-Tak, ja przepraszam. Zachowałem się jak kretyn, tak naskakując na ciebie.
-Nic się nie stało. Masz tego hamburgera dla Horanka.?
-Nie czekałem, aż cię wezmę. Nie chciało mi się wychodzić
            Ruszyliśmy pod ulubioną knajpkę Irlandczyka – Nandos. W sumie zastanawiając się, ja tam nigdy nie jadłam. Przechodziłam wiele razy obok niej, słyszałam opowieści zachwyconego Nialla, jakby opowiadał o swojej dziewczynie, a jednak nigdy nie skusiłam się wejść i coś zamówić. Ustałam w kolejce i czekałam aż ludzie przed mną zamówią to co chcą.
-Przepraszam. –zagadała mnie jedna z dziewczyn. –Jesteś przyjaciółką Liama, prawda.?
-T-tak sądzę. –zdziwiłam się
Ludzie rozpoznają mnie po tym, że znam 1D, ale nie dziwie się im. Ich zawsze jest pełno. Nawet teraz jedna dziewczynka miała z nimi koszulkę. Bacznie mi się przyglądała. Prawie jak każdy. No oprócz dwójki staruszków, którzy dzielili się frytkami w kącie knajpki. Urocze.
-To cudownie. Liam wszedł tu, ale zaraz znikł. Może ma jakieś ważne sprawy. Nie wiem. Przekaż mu tą karteczkę i powiedz, że jestem Sophie. Będzie wiedział o co chodzi. Znałam go jeszcze za czasów szkolnych.
-Zgoda.
Kobieta wręczyła mi kartkę, którą szybko schowałam do kieszeni. Przyszła moja kolej. Zamówiłam tego hamburgera dla Nialla. Wystarczyło powiedzieć, że dla niego i pani za ladą wiedziała co przynieść. Stały klient. Ponoć nawet miał tu oddzielny stolik. Niall –Vip w Nandos.
-Przepraszam. –usłyszałam cichy głos.
Była to, ta mała dziewczynka z ich podobiznami na koszulce. Mogła mieć zaledwie dziewięć lat. Widać było, że jest nieśmiała.
-Tak.?
-Bo ja chciałam spytać… jeśli to nie problem to czy Harry wyzdrowiał.?
Ukucnęłam przed nią by mieć lepszy kontakt.
-Jeszcze nie, ale niedługo będzie dobrze. Obiecuję ci, że Harry wyjdzie lada chwila.
-Dziękuje.
            Urocza dziewczynka. Miałam taką małą kuzynkę. Może trochę mniejszą. Zawsze uwielbiałam małe dziewczynki. Nie miałam zbyt wiele czasu, bo Niall już się pewnie denerwował. Szybkim krokiem ruszyłam do auta. Wsiadłam do niego i od razu postanowiłam porozmawiać z Li.
-Możesz mi powiedzieć dlaczego nie chciałeś iść do Nandos.?
-Wiesz, nie chciało mi się.
-Wiesz… -powtórzyłam jego słowa. –Jedna z dziewczyn o imieniu Sophia powiedziała, że wszedłeś tam na chwilę i…
-Wiem. –chłopak schował twarz w dłonie.
-Kazała ci dać tą karteczkę –oznajmiłam podając mu papier.
Zestresował się jeszcze bardziej. Ręce zaczęły się mu trząść, a policzki zrobiły się całe czerwone. Jednak po tym jak przeczytał to co było tam napisane od razu rozpromieniał. Na jego twarz wstąpił szeroki uśmiech. Przytulił mnie tak mocno, że prawie mnie rozgniótł.
-Co się stało.? –zdziwiłam się jego zachowaniem.
-Nic.
-Ta właśnie widzę. –przewróciłam oczami.
-Zaprosiła mnie na randkę.!

środa, 23 października 2013

Rozdział 37 „Przykro mi”


                                               Rozdział 37 „Przykro mi”

          Jak ja miała to zrobić w miesiąc. Niby wszystko dobrze. Dzwonię, mówię i po sprawię, ale ja musiałam przygotować się do tego emocjonalnie. To nie było tylko parę słów rzucanych na wiatr. Ja coś nadal do niego czułam. Nie potrafię tego wyjaśnić. Mam Louisa, ale nadal Harry jest gdzieś w moim sercu.
-Louis, to nie jest takie proste…
-Jest.- przerwał mi- Kochasz mnie albo jego. Wybieraj.
-Ciebie kocham, ale martwię się o niego.
-To przestań. Jest dorosły. Da sobie radę.
Przytaknęłam mu. W milczeniu ruszyliśmy do sypialni. Przytuliłam się tylko do niego i zasnęłam. Było mi z tym ciężko. Jak ja miałam mu to powiedzieć. To okropne. Przez cały czas wmawiałam mu, że jesteśmy idealną parą, a teraz mam mu powiedzieć, że go nie kocham, że wolę Lou
            Obudziłam się z tą samą myślą w głowię. Oczywiście otrzymałam powitalnego sms’a od Harryego z tekstem „Dzień Dobry Kochanie.”. Loui oczywiście się wściekł jednak próbował tego nie pokazywać. Zjedliśmy śniadanie w ciszy. Boo musiał jechać gdzieś z tatą, bo ten chciał u pokazać jak odnowili boisko. Ja wolałam zostać. Siedziałam z jego mamą w kuchni. Nie odzywałam się. Nawet nie wiedziałam o czym miałabym z nią rozmawiać.
-Czemu jesteś taka smutna.? –spytała podając mi kubek z herbatą.
-To nic takiego. –machnęłam ręką
-Pokłóciliście się wczoraj o tego Harryego.?
-Nie. –skłamałam
-Przecież słyszałam –uśmiechnęła się do mnie życzliwie
-Ale ja go rozumiem. Nie mogę całe życie okłamywać Harryego, ze go kocham. –próbowałam go jakoś usprawiedliwić. W końcu miał powód. – On pewnie jest zazdrosny…
-Może i jest. –przerwała mi. –Ale nikt nie może ci mówić co masz robić. Pomysł z Harrym raczej nie wypali, ale Louis nie powinien ci tak tego narzucać. Jesteś dorosła, prawda.? Chyba umiesz podejmować decyzję.
            Prawda. Nikt nie mógł kazać mi zrobić coś czego nie chcę. Był to głupi pomysł i to bardzo, ale ja chciałam doprowadzić go do końca. Teraz jest już i tak za późno na zmiany. Sama nie wiem. Z resztą Louis… on nie zasługiwał na to by to wszystko przechodzić. Nie chciałabym żeby to o udawał, że kocha swoją byłą. Musiałam powiedzieć to Harryemu i nie tylko dla Lou. Dla samej siebie, muszę z tym skończyć inaczej będzie jeszcze gorzej. Coś zawibrowało mi w kieszeni. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to telefon. No tak wyciszyłam go żeby Loui nie słyszał. Przerosiłam mamę Lou i wyszłam na zewnątrz żeby z nim porozmawiać.
-Hej. –powitał mnie jego radosny głos.
-Hej.
-Co ty taka smutna.? –spytał przejęty.
-Nic tylko, moglibyśmy przestawić termin odwiedzin na jakoś bliżej.?
-Oczywiście. –zgodził się bez wahania –A co już się za mną stęskniłam.
-Oczywiście.! –powtórzyłam jego słowa
Wiem, to było złe. Po raz kolejny skłamałam, ale co ja mogłam mu powiedzieć. „Słuchaj, chciałabym cię rzucić, ale przez telefon nie wypada.” Ważne żebym mu to w końcu powiedziała. Nie mogę z tym zwlekać. Każda sekunda to coraz większe bagno. Chłopak poleciał spytać się lekarza, który właśnie prowadził obchód. Jedyny wolny termin był na jutro. Louis się ucieszy, ale ja nie za bardzo.
***nazajutrz
            Jechałam właśnie z Lou do kliniki. Cały czas towarzyszył mu uśmiech. Od rana chodził cały w skowronkach. Cieszył się i to bardzo. Harry w końcu dowie się prawdy. Poukładałam sobie wszystko w głowię. Wiedziałam już jak mu to powiem. Zatrzymaliśmy się na parkingu kliniki. Do Sali Harryego zaprowadził mnie jego lekarz. Oczywiście po przeszukaniu. Oni musieli mieć pewność, ze nie wniosę narkotyków na teren placówki i tak zrobili dla mnie wyjątek. Hazz leżał na łóżku, ale kiedy tylko mnie zobaczył rzucił się na mnie powodując, że prawie upadliśmy.  
-Tak za tobą tęskniłem. – oznajmił obkręcając mnie
-Harry my musimy porozmawiać. –postanowiłam nie przeciągać sprawy
Z jego twarzy zszedł uśmiech. Usiedliśmy na łóżku. Musiałam złapać głęboki oddech.
-Chodzi o to, że… -musiałam przerwać by wszystko to ułożyć w logiczną całość –To żebyśmy byli razem wymyślili Niall i Zayn. Uważali, że tak będzie dla ciebie lepiej, że będziesz miał się dla kogo leczyć i że będziesz miął motywację. Tylko ja jestem z Lou i on się poważnie o to wkurzył. Zrozumiałam, ze nie ma sensu tego ciągnąć, więc…
-Lili –przerwał mi –Ty mnie nie kochasz.? –spytał łamiącym się głosem
Spuściłam wrok. Nie umiałam mu tego powiedzieć w twarz. Nawet sama przed sobą nie umiałam. Czułam coś do niego, ale jestem z Louisem. Nie mogę go kochać. To głupie. Mimo to Harry i tak jest w moim sercu.
-Lili, powiedz coś.
Spojrzałam na niego. Po jego policzkach spływały łzy. Nie wiedziałam co ja mu mam teraz powiedzieć „Będzie dobrze, zostaniesz świadkiem na naszym ślubie”
-To po co było to wszystko. –chłopak schował twarz w dłonie. – Po co mówiłaś, ze mnie kochasz, że tęsknisz.? Myślałem, że wrócę i wszystko będzie po staremu, że będziesz na mnie czekać. Mieliśmy znów zamieszkać w naszym domu Lili.
Głośne szlochanie Harryego łamało mi serce. Sama zaczęłam płakać. Moje policzki szybko stały się mokre.
-Harry. –próbowałam go uspokoić.
-Ja bez ciebie nie dam rady.
-Dasz. Wiem, że będzie dobrze.
-Nie będzie. Ja bez ciebie się zabije. Rozumiesz.? Nie wytrzymam. –pokręcił głową i otarł oczy.
-Nie mów tak. Znajdziesz sobie dziewczynę i będzie dobrze, przecież już wiele razy zmieniałeś partnerki.
Jego ręce zacisnęły się na moich nadgarstkach. Przestraszyłam się. Hazz cały czas analizował całą moją twarz co chwilę krzywiąc się przez płacz. Jego oczy zaszła mgła. Zieleń, którą tak kochałam zbladła.
-Nie rozumiesz. Ty jesteś tą jedyną. Ja nie chcę innej.
-Harry posłuchaj…
-Nie Lili. Ty posłuchaj mnie. –przerwał mi –Powiedz kto cię pokochał jako pierwszy, kto obronił cię kiedy inni myśleli, że jesteś zła, z kim przeżyłaś pierwszy raz, z kim planowałaś przyszłość.? To ja byłem z tobą cały czas, a kiedy pojawiła się rysa na naszym związku to on wtargnął wykorzystując sytuację.
-Proszę przestań. –wyrwałam się mu.
-Dlaczego ty tego nie widzisz.? Ja cię kocham i jestem pewny, że ty mnie też. Nie możemy się teraz poddać.
Harry wpił się w moje wargi i przycisnął do zimnej ściany. Nie miałam linii obrony. Złamał mnie. Nie wiedziałam co robić. Ten pocałunek kompletnie zawrócił mi w głowię. Pomieszał wszystko. Oderwał się od mnie i oparł swoje czoło o moje.
-Nie możesz teraz odejść.
Jedna z jego słonych łez kapnęła mi na policzek. To było okropne. Był jak cień człowieka, którego znałam. Zmienił stan w zaledwie dziesięć minut.
-Proszę powiedz, że mnie kochasz.
-Harry, przykro mi…