Rozdział 40 „To nie może być prawda”
Rano wzięłam szybki prysznic i ubrałam się na spotkanie z lekarzem. Musiałam zrobić jeszcze tylko śniadanie dla chłopców. Niall podwiózł mnie do kliniki i razem ze mną poszedł do lekarza. Sama się bałam. Przewidywałam najgorsze. Wyobrażałam sobie, że już go nigdy nie zobaczę, że stracę go na zawszę. Przywitałam się z nim grzecznie. Lekarz usiadł za biurkiem, a ja i Niall przed nim.
Rano wzięłam szybki prysznic i ubrałam się na spotkanie z lekarzem. Musiałam zrobić jeszcze tylko śniadanie dla chłopców. Niall podwiózł mnie do kliniki i razem ze mną poszedł do lekarza. Sama się bałam. Przewidywałam najgorsze. Wyobrażałam sobie, że już go nigdy nie zobaczę, że stracę go na zawszę. Przywitałam się z nim grzecznie. Lekarz usiadł za biurkiem, a ja i Niall przed nim.
-Więc… -przeciągnął –Sytuacja
jest dość korzystna. Na ostatnim badaniu nie wykryto śladu narkotyków także
mamy pewność, że w ostatnim czasie pacjent niczego nie zażywał. Widać, że ma
się dobrze, a jego uzależnienie nie jest tak duże jak myślałem to tylko było
spowodowane stresem, że zaczął brać. Teraz kiedy już minął nie czuje potrzeby…
-Kiedy wyjdzie.? –przerwałam mu.
-Do końca miesiąca powinien
wyjść.
-Koniec miesiąca. –zaczęłam
odliczać.
-Jakieś szesnaście dni.
-To cudownie.!- wrzasnęłam.
Szesnaście
dni.! Znów będzie mój i będę go tulić i całować i przytulać… mówiłam już, że
będę go przytulać.? Musze nadrobić ten stracony czas. Teraz wszystko powinno
być lepiej. Pożegnaliśmy się z lekarzem i ruszyliśmy pod dom Bianki. Poznałyśmy
się w kwiaciarni. Była moją najlepszą przyjaciółkę, także pochodziła z Polski.
Przez to całe zamieszanie nie miałam czasu się z nią kontaktować.
-Hej mała. –przywitała mnie
całusem w policzek.
Szatynka zamknęła drzwi od
czarnego wozu Nialla i ruszyliśmy pod kino. Poszliśmy na jakąś fajną komedie.
Oczywiście Niall musiał uprzednio zrobić zapasy popcornu. Usiedliśmy w ostatnim
rzędzie i zaczęliśmy oglądać film. Na początku Niall był dość cicho, ale
później wraz z Bianką rozgadali się tak, że kilkakrotnie ktoś ich uciszał.
Poczułam się odsunięta. Nikt nie lubi kiedy twój przyjaciel i przyjaciółka
odstawiają cię dla siebie. Jednak cieszyłam się, że Niall już nie jest tak
smutny.
Dzień
minął mi cudownie. Oczywiście spędziłam go „sama”, bo moi przyjaciele zajęli
się sobą, ale podobało mi się, bo od wielu dni w końcu wyszłam do ludzi. Widać,
że Niall i Bianka mają się ku sobie. Kolejny dobry uczynek zaliczony.! Ułożyłam się wygodnie w łóżku. Byłam już po
prysznicu. Chłopcy jeszcze jedli kolację. Niewiarygodne jest to jak zrobiło się
tu cicho i pusto od kiedy nie ma Harryego i Lou. Teraz jest taki inaczej…
gorzej. Może jeśli wróci Hazz ten dom znów wypełni się śmiechami i żartami, ale
chyba my i tak znów zamieszkamy w naszym starym domu. Harry go kupił i
bylibyśmy idiotami gdyby stał on tak bez urzynku, a my musielibyśmy płacić
podatki i takie rzeczy. Sprzedać też by się nie opłacało, bo cena na pewno
zdążyła się obniżyć. Z resztą obiecałam mu córkę, a nie pozwolę by zamieszkała
tu. W wieku trzech lat wiedziałaby wszystko czego wiedzieć nie powinna. Zaleta
głupich wujków.
***jakiś czas później
Minęły
ponad dwa tygodnie. Każdy mój poprzedni dzień zlewał się z pozostałym. Nic nie
było takie samo odkąd Harry wyjechał do kliniki. Było tu smutno jak nigdy.
Jedynie Niall bawił się dobrze. Co raz częściej przyprowadzał tu Biankę. Zayn
jeździł do Perrie, a Liam spotykał się z Sophie. Coś czuję, że naprawdę
pomiędzy nimi ostro zaiskrzyło. Muszą się naprawdę kochać. Czasem zostawałam
sama w domu i wtedy już nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Bawiłam się wtedy z
naszym kotem. Kąpałam go, czesałam, rzucałam różne zabawki… PO tych wszystkich
zabiegach wyglądał lepiej niż zwykle. Ostatnio trochę go zaniedbaliśmy, ale to
się nadrobi. Usmażyłam jej kurczaka z marchewką i sosem, który kotka uwielbia i
nałożyłam jej do różowej miseczki. Gdyby Harry się dowiedział, że choć raz
nakarmiłam kota kocią karmą to by mnie chyba zabił. Zawsze mówił, ze jest w
nich tylko chemia. Był strasznie przewrażliwiony na jej punkcie.
Usłyszałam
jak ktoś wchodzi do domu. Zapewne był to jeden z chłopców. Pokazałam kotu
miskę, a ta rzuciła się na swoje jedzenie. Wyszłam z kuchni i zastałam Nialla.
Prawie uderzyłam go drzwiami gdy te chciał wejść do środka.
-Zbieraj się.! –wrzasnął na mnie
z uśmiechem. -za godzinkę mamy tam być.
-To już ta godzina.?!
Szybko popędziłam na górę i
ubrałam się w przyszykowane ciuchy. Na białą bokserkę założyłam jeszcze kremową
bluzę z uszami i ogonkiem misia. Zbiegłam na dół. Niall siedział na sofię i
zajadał się kanapką. Ubrałam szybko buty i kurtkę. Musiałam go jeszcze
popędzić, bo niesamowicie się ociągał. Na szczęście umiał jeszcze jeździć
samochodem. Nie powiem. Pędziliśmy dość szybko. W czasie krótszym niż zwykle
podjechaliśmy pod klinikę. Lekarz wraz z Harrym czekali przed wejściem. Chłopak
wypełniał jeszcze jakieś papiery. Szybko do niego podbiegłam i rzuciłam mu się
na szyję.
Jak ja
za nim tęskniłam. Hazz oddał lekarzowi papier wraz z podkładką i wpił się w
moje usta. Czekać na chłopaka miesiąc, to jak umierać przez całe życie. Niall
odchrząknął znacząco i musieliśmy się od siebie odsunąć. Jak on mógł, ja się
pytam.?!
-Hej stary. –przywitał go Hazz
-Hej młody.
Chłopcy przytulili się, a mi
zrobiło się ciepło w brzuchu. Taki słodki widok nie zdążą się często. To tak
jakby słodki brytyjski kotek przytulał małą irlandzką kaczuszkę. Niall w końcu
mi go oddał i znów mogłam się nim cieszyć. Jednak nie mogliśmy się za długo
przytulać. Byliśmy umówieni w Nandos. Zayn i Liam mieli przyjść z Perrie i
Sophie, a później miała dołączyć Bianka. Harry i ja usiedliśmy z tyłu, a Niall
musiał wysłuchiwać naszych tekstów. Cały czas byłam do niego przytulona. Jego
spokojne bicie serca jakby mówiło, że wszystko od dziś będzie dobrze.
Zajechaliśmy pod ulubioną knajpkę Nialla i ruszyliśmy do środka. Sam Irlandczyk
pojechał po Biankę. Reszta była już przy naszym ulubionym stoliku. Harry czule
przywitał się z przyjaciółmi. Oczywiście jeszcze nie znał „koleżanki” Liama,
więc musiał ją mu przedstawić. Hazz zamówił dla siebie hamburgera, a ja frytki.
Kelnerka przyniosła nam nasze zamówienia.
Nigdy
chyba nie widziałam żeby Harry jadł tak hamburgera, ale rozumiem. Długo nie
jadł nic oprócz stołówkowego jedzenia. Sama bym tak zrobiła. Jadł szybciej niż
Niall. Właśnie Niall…. Gdzie on się podziewał.?! Miał być tu jakieś dwadzieścia
minut temu. Miałam do niego zadzwonić, ale jakoś wygoniłam tą myśl z głowy. Nie
chciałam im przeszkadzać.
-Kochanie… -przeciągnął Harry.
-Hm.?
-Użyczysz mi swojej lemoniady.?
–spytał robiąc oczy małego szczeniaczka.
Podsunęłam mu ją pod nos, a on
upił spory łyk. Naprawdę musiało chcieć mu się pić. Kiedy skończyliśmy posiłek
Hazz złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, przytulając zachłannie. Jego
nosek zaczął drażnić moje ucho. Niby normalna chwila, ale właśnie tak
uświadamiasz sobie co to jest miłość.
-Chyba tracimy czas. –szepnął
przygryzając płatek mojego ucha. –Zobacz, oni sobie bez nas poradzą. Może
lepiej wykorzystamy ten dzień.?
-Uspokój się. –skarciłam go tak
by tylko on mógł usłyszeć.
Z
drugiej strony jego plan nie był taki głupi. Ja on… sami. Mogło być ciekawie.
Na samą myśl co moglibyśmy robić w dodatku po tak długim czasie…. Poczułam jak
na moją twarz wpływa rumieniec.
-Harry, choć już. Źle się czuje.
–zaczęłam marudzić
-No właśnie widzę. Jesteś cała
czerwona. Może masz gorączkę. – chłopak umiał posługiwać się swoim darem
aktorskim. –Choć pójdziemy do domku, zrobię ci herbatę i położysz się w
łóżeczku.
Skinęłam głową z grymasem na
twarzy. Pożegnaliśmy się z przyjaciółmi i zamówiliśmy taxi. Zawiózł nas pod
dom. Nasz dom. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka.
-Połóż się, a ja pojadę na
jakieś zakupy.
Żartował
chyba. Powiedzcie, że tak. Robił sobie ze mnie żarty czy co.? Ja dla niego
zrezygnowałam ze spotkania z przyjaciółmi, a on mi tu wyjeżdża z troskliwą
mamusią. Spojrzałam na niego by upewnić się, że nie żartuje. Jednak jego mina
była jak najbardziej poważna. Machnęłam tylko ręką i usadowiłam się na sofię.
On w tym czasie pojechał na zakupy.
Zanim
wrócił zdążyłam obejrzeć jeden odcinek „Pingwinów z Madagaskaru”. Zaniósł torby
do kuchni i wrócił do mnie.
-Lili, jesteś chora. Idź na górę
weź jakiś prysznic i połóż się w łóżeczku.
Zrobiłam co kazał. Perspektywa
dnia lenia była bardzo kusząca, ale to nie zmienia faktu, że byłam na niego
zła. Przykryłam się ciepłą kołdrą i chwyciłam jakąś książke.
-Jak się czujesz.? –spytał mój
„tatuś”
-Dobrze, chyba powinieneś o tym
wiedzieć.
-Mam coś dla ciebie do jedzenia.
Chłopak wszedł do pokoju z tacą.
Stała na niej miska z truskawkami, roztopiona czekolada i bita śmietana.
-Pomyślałem, że mogę cię jakoś
uleczyć. –uśmiechnął się chytrze.
-Teraz to sobie idź.
–przekręciłam się nie chcąc patrzeć na tego oszusta.
-Oh, Lili. Musiałem to
przygotować.
-Wziąłeś ze sobą bitą śmietanę,
czekoladę i truskawki. To nie jest takie trudne do przygotowania żeby zajęło ci
to niewiadomo ile. –warknęłam podirytowana
-Lili…
Chłopak
odstawił tacę na szafę nocną i położył się za mną obejmując w talii. Harry
zwinnie wślizgnął się pod kołdrę dra…drażniąc mnie swoimi dużymi dłońmi.
Odsunęłam się na sam koniec łóżka. Hazz tylko przyciągnął mnie do siebie.
Zaczął bawić się moimi kosmykami. Jedna ręka zjechała na dół zsuwając moje
spodnie dresowe. Skarciłam go za to, jednak on nie stracił chęci na zabawę.
Gorące usta musnęły mój kark. Dłoń sprawnie wśliznęła się pod dresy, bawiąc się
moją bielizną.
-Przestań. –syknęłam.
-Mi się podoba. –szepnął
przygryzając płatek mojego ucha.
Gładził mnie po wewnętrznej
stronie ud, cały czas poruszając się wyżej.
-Ale mi nie.
-Skarbie, nie stęskniłaś się za
mną.? –spytał delikatnie zsuwając materiał pod spodniami. –Za moim głosem,
dotykiem.?
Jego
ręka dostała się do moich majtek, a ja jęknęłam pod wpływem jego dotyku.
Zaśmiał się cicho i przystąpił do działania. Drażnił mój czuły punkt, wolno
powodując u mnie szaleństwo. Przełknęłam ślinę czując jak gorąco mnie wypełnia.
Dwa palce sprawnie dostały się do mojego wnętrza. Jęknęłam pod wpływem tego
doznania. Najpierw zaczął wolno, jednak z każdą kolejną minutą przyśpieszał.
Uniosłam delikatnie nogę by miał lepszy dostęp.
-Widzę, że się do mnie
przekonałaś. –mimo to, że nie widziałam jego twarzy, wiedziałam, ze się
uśmiecha.
Mój oddech drastycznie
przyśpieszył kiedy chłopak przyśpieszył do granic możliwości. Szczyt był
blisko. Przygryzłam poduszkę by stłumić jęki. Kiedy już w końcu osiągałam
szczyt przestał.
-Harry. –sapnęłam prosząc o
więcej.
-Poczekaj mała. Nie tak szybko.
–zaśmiał się przekręcając mnie w taki sposób, że teraz leżałam na plecach.
Chłopak
jednym zwinnym ruchem ściągnął moje spodnie wraz z bielizną, to samo uczynił z
górną warstwą ubrań pozostawiając mnie zupełnie nagą. Sam również się rozebrał
pozwalając mi delektować się widokiem jego erekcji. Zimne dłonie sunęły po moim
ciele powodując dreszcze. Gorące wargi chłopaka przylgnęły do mojej szyi zostawiając
pokaźnych rozmiarów malinkę. Zjechał pocałunkami niżej tworząc mokrą ścieżkę.
Dotarł do dekoltu tworząc tam czerwony ślad.
-Może urozmaicimy tą zabawę.
–szepnął.
Widząc jego chytry uśmieszek nie
mogłam odmówić. Harry sięgnął po bitą śmietanę i zaczął malować mi nią na
brzuchu kółka. Zamoczył truskawkę w czekoladzie i umiejscowił ją na samym
środku.
-Mogę.? –spytał muskając moje
usta
-Niech się zastanowię…
-Nie mamy na to czasu. –
przerwał mi i zlizał kawałek dróżki z bitej śmietany.
-To łaskocze. –zachichotałam pod
wpływem jego dotyku.
-Musisz wytrzymać. –oznajmił i
dokończył swoje dzieło.
Chwycił
w zęby truskawkę i przytknął mi ją do ust. Ugryzłam kawałek muskając tym samym
jego wargi. Uśmiechnął się i potarł swoim nosem mój nosek. Usta chłopaka przywarły do moich. Całował
mnie tak jakby jutro miał mnie nie zobaczyć. Oderwał się od mnie i kolejna
porcja bitej śmietany wylądowała na moim ciele. Tym razem na dekolcie i
piersiach. Zniknęła w kilka sekund. Przez truskawkę umoczoną w czekoladzie
byłam cała brudna. Oczywiście Harry by na to nie pozwolił. Jego zwinny język
wyczyścił ślady z czekolady . Zatrzymał się na jednej z piersi biorąc w usta
sute. Przygryzał go i ssał, a ja jęknęłam cicho. Bawił się mną jak dziecko
zabawką, którą dopiero dostało.
Niespodziewane
pukanie do drzwi wytrąciło go z rytmu. Podniósł się i ubrał szybko bokserki.
Nie wiem co powie ten ktoś za drzwiami, ale na pewno się zdziwi, bo Harry
pokaże mu się w samej bieliźnie i do tego z żołnierzykiem na baczność. Ubrałam
swoja bieliznę i jakąś bluzę Hazzy. Podążyłam za nim. Hazz odkluczył drzwi i
otworzył je wpuszczając do domu okropny chłód.
-Co wy tu robicie.? –zdziwił się
na widok Przyjaciół w drzwiach.
-No zaszliśmy żeby uczcić twój
powrót.- oznajmił Niall pokazując dwie dwulitrowe butelki wódki.
-Jakoś szybko się zmyliście.
–zauważyła Perrie. –I już widzę dlaczego. –zachichotała pokazując palcem
erekcję Loczka.
-No widzę, że wróciłeś do formy.
–zaśmiał się Liam
-Zamknij się. – warknął
wpuszczając ich do środka
Nawet Bianka przyszła. Jeden gość,
sorki dwóch, bardzo mnie zdziwiło. Loui i El także przyszli. No właśnie Louis.
On to jeszcze rozumiem, byli najlepszymi przyjaciółmi, więc może się za nim
stęsknił, ale El.? Oni przecież zerwali. Ja i Hazz polecieliśmy się ubrać i jak
najszybciej wróciliśmy do przyjaciół, którzy zdążyli rozsiąść się na zestawie
wypoczynkowym.
-To ja przyniosę coś do jedzenia
i jakieś szklanki. –zaproponował Hazz.
-Mogę iść z tobą.? –spytał
skruszony Louis.
Curly zgodził się i gestem ręki
zaprosił go do kuchni. Ja usiadłam na moim ulubionym fotelu i wkręciłam się w
rozmowę. Obecność Eleonor drażniło mnie, nawet nie umiem powiedzieć jak bardzo.
Ciągle tylko nawijała jak to jest im dobrze razem. Chciało mi się tym rzygać.
Może próbowała wywołać we mnie zazdrość, ale to było na nic. Ja miałam Harryego
i było mi z nim o wiele lepiej niż z Lou. Jej starania poszły na marne.
Harry
i Loui wrócili z kuchni obładowani jakimiś przekąskami. Obaj mieli szerokie
uśmiechy na twarzach. Widocznie się pogodzili. Na szczęście. Jest szansa, że
wszystko wróci do normy. Lou usiadł obok El i objął ją ramieniem. Ja natomiast
ustąpiłam miejsca Hazzie i przysiadłam na jego kolanach. Niall jako pierwszy
rzucił się na chipsy paprykowe, a Zayn jak dobry gospodarz rozlał palącą ciecz do
kieliszków i sok malinowy do szklanek. Ponoć nie czuć tak bardzo smaku wódki.
Wszyscy jednocześnie wypili zawartość kieliszków. Zacisnęłam mocno powieki. Nie
piłam zbyt często. Prawie wcale, dlatego ten pierwszy łyk był taki okropny. Z
każdym kolejnym kieliszkiem było co raz lepiej. Rozmowa rozkręciła się na tyle,
że zaczęliśmy rozmawiać o seksie. Śmieszne… jeszcze kilka godzin temu sami
mieliśmy się tak bawić, a teraz tylko rozmawiamy. Zapewne gdyby nie oni
leżelibyśmy teraz zasapani w łóżku.
-Ta jak loda zrobi to tydzień
patrzę co mi się w bokserkach stało. –roześmiał się Zayn wskazując na Perrie.
Blondynka oblała się szkarłatnym
rumieńcem i schowała twarz w torsie Zayna.
-A El.? Lepszej dziewczyny nigdy
nie znałem. Żądna nie była tak dobra w łóżku. – wypowiedział się Lou akcentując
słowa „Lepszej dziewczyny nigdy nie znałem”
Zignorowałam
go. Boo i tak był wstawiony. Może po prostu tak jak reszta żartował z tego
tematu. Nie wiem. Nie drążyłam tematu. Harry także dołączył się do rozmowy i
zaczął im opowiadać o naszych nocnych zabawach. Miałam nadzieje, że są już na
tyle upici, że zapomną o tym wszystkim do rana. Loczek nie dawał za wygraną i
kiedy Zayn powiedział coś o Perrie ten musiał dodać coś od siebie.
-Raz to myślałem, że się na
wstępie spuszczę. – zaśmiał się, a reszta zaśmiała się tak, że pewnie sąsiedzi
słyszeli.
-No to długo nie wytrzymałeś.
–dodał Niall
-Ja.?! –zdziwił się Curly – Do
końca było. Zresztą co ty tam możesz wiedzieć o seksie. –machnął lekceważąco
ręką.
Widziałam
jak twarz Blondyna jak i Bianki robi się cała czerwona. Coś musiało pomiędzy
nimi być. Brunetka sama z siebie nie strzeliła by buraka. Reszcie tez to nie
umknęło. Zaczęli klaskać i gwizdać.
-No to opowiadaj.!
-Liam. –speszył się Irlandczyk.
–Sam opowiadaj, a nie cicho siedzisz i tylko słuchasz.
-U mnie jest świetnie. Ona to ci
nawet prezerwatywę ustami założy.
-Musimy spróbować. –zauważył
Loczek na co wszyscy się zaśmiali
-Oj zamknijcie się. Nawet im
dokończyć nie pozwoliliście. –roześmiała się Sophie.
Hazz
pacnął ją w rękę na co Liam zareagował szybko i oblał go drinkiem. Curly nie
pozostał mu dłużny. Sam wziął butelkę wódki i oblał go. Na szczęście było jej
tyle co nic. Ledwie starczyło na kieliszek. Po salonie rozniosło się głośnie
„Uuu”. Liaś wstał i wziął Harryego na ręce. Wyniósł go na zewnątrz i wrzucił do
basenu. Biedak, na dworze zimno, a on go do wody wrzucił. Na szczęście była
podgrzewana woda także Styles mało ucierpiał. Chłopak pociągnął roześmianego
przyjaciela za nogawkę i ten także wpadł do wody. Obaj zaczęli się szturchać i
na żarty bić w wódzię. Kochani idioci.
Zayn
próbował ich rozdzielić. Wyszło mu to kiepsko. Dopiero z pomocą Nialla udało mu
się powstrzymać chłopaków. Na bank będą jutro chorzy. Z chęcią napisałabym, co
było potem, ale urwał mi się film. Zapewne od alkoholu.
Obudziłam się ze strasznym bólem
głowy. Po chwili dotarło do mnie te nieprzyjemne uczucie mdlenia. Denerwujące
promienie słońca dostawały się do sypialni przez okno drażniąc moje źrenice.
Przewróciłam się na drugi bok i wtuliłam w plecy Hazzy. Chłopak obkręcił się do
mnie powodując u mnie pomruk niezadowolenia. Usłyszałam u niego cichy śmiech.
Czyli nie spał.
-Głowa mnie boli. –mruknęłam
mocniej wtulając się w jego ciało
-Nic dziwnego. –zauważył. –Wiesz
ile wczoraj wypiłaś.?
-Babcia nie była by ze mnie
dumna. –zaśmiałam się
Curly
ucałował mnie w czoło i pogładził po włosach cicho chichotając. Usłyszałam
ciche skrzypienie drzwi i czyjeś kroki. Kto śmie przerywać mi ten spokój.?
Podniosłam się do pozycji siedzącej oczywiście przytrzymując kołdrę, bo jak
wiadomo Harry nie odpuszcza i spojrzałam na tego kogoś.
-O świetnie nie śpicie.
–zaważył.
-Tak jakby. Zaynie nie możesz
spać czy co.? –spytałam opadając na miękką poduszkę.
-Spać.? –zdziwił się –Dziewczyno
jest czternasta, ale się nie dziwię. Harry cię wczoraj wymęczył. –zaśmiał się
na co Styles rzucił go budzikiem. –Ej, opanuj się. To nie ja dziewczynę tak
mocno pieprzyłem, że aż tynk leciał.
-Zamknij się. –warknął Harry –
Ty chyba jeszcze pijany jesteś.
-No chyba ty, kociaku. –drażnił
się z nim
-Wypieprzaj. –syknął przenosząc
się do pozycji siedzącej.
-Bo.?
Loczek
wyciągnął z szafy pierwsze lepsze bokserki i je założył. Szybkim krokiem
podszedł do Zayna i wypchnął go z pokoju. Ja także szybko ubrałam bieliznę i
założyłam koszulkę Hazzy z napisem „Hipsta Please”. Zeszliśmy na dół i
zasiadaliśmy przy stolę razem z przyjaciółmi, którzy zdążyli zrobić sobie
śniadanie, a raczej obiad. Nałożyłam sobie Tosta i posmarowałam go masłem
orzechowym.
-I jak fajnie było.? –spytał
Liam przełykając naleśnika
-Ale co.? –zdziwiłam się jego
pytaniem
-No wiesz… w nocy –poruszał
śmiesznie brwiami.
Chwyciłam
kawałek jego naleśnika i rzuciłam nim go. Dlaczego każdy musi o to pytać.?
Jezu, co on nigdy tego nie robili.?! I może jeszcze chcą szczegóły. Byłoby fajnie
gdybym ja je pamiętała.
-Zabezpieczaliście się chociaż?
–zarechotał czarnowłosy.
Uśmiech zszedł z twarzy
Harryego. Walnął Zayna w ramię i odszedł by nalać sobię soku. Przez chwilę się
bałam, ale Harry nie jest taki głupi żeby zapomnieć o prezerwatywie, no nie.?
Robił to już tyle razy, ze chyba weszło mu w nawyk. Przez resztę dnia
leczyliśmy kaca. Naprawdę wypiłam za dużo, a teraz czułam skutki.
***3 tygodnie później.
Zeszłam
na dół i od razu jakbym dostała w nos. Niall naprawdę nie mógł się pohamować. Mógłby,
chociaż wyjść jeżeli zamierza wypuścić trujące gazy. To tak jakby nas powoli
mordował. Nie wiem, czemu, ale prędzej to mi tak nie przeszkadzało. Kiedy
mieszkałam z nimi to była rutyna. Przyzwyczaiłam się, a teraz czuję się tak jakby
to była jakaś bomba atomowa. Do kuchni weszłam dopiero po chwili. Harry
siedział przy stole wraz z Niellem i
Bianką i jedli obiad, który przygotowałam. Ja jakoś nie miałam ochoty. Mdliło
mnie od rana. Wczesnym rankiem nawet wymiotowałam. Harry stwierdził u mnie
zatrucie pokarmowe. Być może to od tego taco. Mówiłam mu, że nie dobrze jest kupować
jedzenie w jakiś obskurnych budkach, ale on swoje , no i uległam. Usiadłam obok
nich i upiłam łyk oku Hazzy.
-Lili, przecież możesz być
chora. –stwierdził dolewając mi soku.
-Chora.? –zdziwiła się moja
przyjaciółka
-Tak, wymiotowała rano i teraz
cały czas ją mdli.
-A może jest w ciąży.? –roześmiał
się wesoło Horanek.
Styles
poskromił go wzrokiem. Nie wiem czemu się tak tym przejął. To tylko żarty.
Zawsze kiedy dziewczyna powie, że jej niedobrze, a weźmy już to robiła to nie
wiadomo co będzie i tak powiedzą, że
jest w ciąży. Taki już urok bycia dziewczyną Jesteś narażona na takie właśnie
żarty, ale on są wszędzie ich nie unikniesz.
-Porąbało cię chyba.? –pacnęłam Nialla
-Na, ale co byście zrobili
gdybyście przykładowo tak wpadli.? –spytał przekręcając głowę – Nie było by
wyjścia. –wzruszył ramionami i dokończył swoją porcję obiadu.
-Dobra Niall, ale ciąża.? Teraz.?
To nie możliwe. –prychnął Hazz
-Skąd wiesz.? Moja ciocia jak była
w ciąży to też tak reagowała. –wtrąciła się Bianka. –No i jeszcze zasypiała tak
w południe, była czasami wzdęta no i miała zgagę często. Praktycznie zawsze jak
coś zjadła. –wyliczyła brunetka.
-No, a żona Grega.?
Spojrzałam
zdenerwowana na Harryego. To nie mogła być prawda. Co najwyżej głupi sen. Wszystkie
objawy się zgadzały. Wymioty, senność, nawet Hazz musiał mnie dziś masować, bo brzuchu,
bo byłam wzdęta, a pudełko leków na zgagę jest już całkiem puste. Po jakimś czasie
pożegnaliśmy się z przyjaciółmi, bo ci musieli udać się do kina na zaplanowany seans.
Musiałam jak najszybciej porozmawiać z Harrym.
-I co teraz.?
-Co ma być.? –spytał lekceważąco
-No słyszałeś ich. Wszystko idealnie
pasuje. Jeśli ja jestem w…
-To nie możliwe. –przerwał mi
-Nie mamy pewności Harry. Ja nie
będę spokojna póki nie zrobię jakiegoś testu.
-Lili…
Po
dość długich błaganiach Harry, obiecał, że pojedzie po test. Zrobił to naprawdę
w ekspresowym tępię. Widać było, że on też się tym denerwował. No, ale on jest młody,
ma karierę, a teraz dziecko.? Przeszkodziłoby mu to we wszystkim. Zgodnie z instrukcją
na pudełku zrobiłam test i usiadłam na łóżku obok Hazzy. Odwróciłam test i położyłam
go na miękkiej satynowej pościeli.
-Mogę ci coś powiedzieć.? –spytał
zdenerwowany Loczek.
-Co.?
-Pamiętasz te imprezę.? – przytaknęłam
mu i pozwoliłam żeby rozwiną myśl. –Ja się nie… -przerwał –No wiesz. Nie zabezpieczyłem
Świat mi
zawirował. Jak on mógł zapomnieć o tak ważnej rzeczy.?! Za dziewięć miesięcy prawdopodobnie
będziemy rodzicami. W ogóle kiedy on mi to zamierzał powiedzieć.?! Jak urodzę.?
Przecież po tym całym zajściu mogliśmy pójść do ginekologa i on zapisał by nam tabletkę
„dzień po”. Nie wiem czego on się tak bał.?! Teraz będzie tatusiem. Brawo.
-Harry… -schowałam twarz w dłonie.
-Przepraszam, ale i tak mieliśmy
mieć córeczkę. Więc jeśli…
-Ale ja myślałam, ze to będzie inaczej.
–przerwała mu –Że to uzgodnimy, porozmawiamy z rodzicami. Przygotujemy się na to.
Dziecko to nie rzecz. Nie można się tak tym bawić.
-Lili, ja obiecuję, że jak coś to
się wami zajmę. Naprawdę będę najlepszym tatą na świecie.
-Harry, gdyby.
Nic jeszcze
nie było wiadomo. Może nam się udało, a to to tylko objawy zatrucia. Chwyciłam test
w dłonie i obróciłam go. Można powiedzieć, że w tej właśnie chwili nogi miałam jak
z waty. To nie mogła być prawda. Może on jest jakiś zepsuty.? Harry spojrzał na
niego i momentalnie stał się blady. Przeczesał swoje loki i mocno mnie przytulił.
-Będzie dobrze.