Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 34 „Ostateczna decyzja”


Rozdział 34„Ostateczna decyzja”

            Dotarliśmy do domu. Pierwsze co zrobiłam to usiadłam na ulubionym fotelu Hazzy i wtuliłam się w poduszkę, która jeszcze pachniała jego perfumami. Schowałam nos w jej miękkim puchu i zacisnęłam powieki. Już mi go brakowało. Praktycznie zostałam sama. Louis wyjechał, a Hazz musiał iść na odwyk. Liam usiadł na sofię i włączył telewizor.
-Lili…
-Przepraszam –przerwałam mu odkładając poduszkę
-Nie masz za co. –uśmiechnął się delikatnie pocierając moje kolano. –Ja wiem, ze to nie najlepszy moment, ale muszę cię o coś zapytać.
Momentalnie zamieniłam się w słuch. Liam zawsze był poważny… no przynajmniej względem reszty, ale teraz to był zupełnie nowy poziom. Poruszyłam się na fotelu by znaleźć najlepsze miejsce do siedzenia. Jego twarz była jak z kamienia. Nie wyrażał żadnych emocji. Nie mogłam w niej nic zobaczyć. Nie wiedziałam czego się spodziewać.
-Którego z nich kochasz.?
Otworzyłam usta by już coś powiedzieć, ale szybko je zamknęłam. Co niby miałam powiedzieć.? Kocham ich obu.?! Przecież to niedorzeczne. Tak nie można, to nie jest normalne, czy choćby odpowiednie.
            Chłopak przeniósł się z sofy na oparcie fotela. Jego ciepła dłoń spoczęła na moim ramieniu. Był kochany. Wiedziałam, że chce mi pomóc. On każdemu pomagał, niezależnie kto to był. Mógł być to jego najgorszy wróg, ale i tak by mu pomógł gdyby ten był w potrzebie.
-Posłuchaj wiem, że to trudne, ale nie możesz kochać ich obu do końca życia.
Miał racje. Jednak gdybym wiedziała kogo kocham to nie było by tego wszystkiego. Może właśnie teraz nie byłoby tych kłopotów. Harry by  nie ćpał, a Loui tu był, a tak wszystko się spieprzyło… i to przez mnie… to ja byłam powodem tego.
-Liam, ale ja nie wiem.
Chłopak podrapał się po karku i na chwilę gdzieś znikł by później wrócić z kartką i długopisem. Trochę się zdziwiłam. Może zaczął pisać o mnie książkę. Zmieniłam swoje miejsce i usiadłam obok Liasia. Przedzielił kartkę na pół i na jednej napisał „Harry”, a na drugiej „Louis”. Nie wiem w czym miało mi to pomóc.
Ok., na jednej piszesz zalety Lou, a na drugiej Harryego. Kto będzie miał więcej wygrywa.- uśmiechnął się do mnie z miną zwycięscy.
Chwyciłam długopis i zaczęłam pisać.







„Harry
  1. przystojny
  2. zabawny
  3. czuły
  4. wrażliwy
  5. kochający
  6. świetnie gotuje
  7. cudowny głos
  8. romantyczny
  9. uśmiech
  10. zielone oczy
  11. dołeczki


Louis
  1. zabawny
  2. przystojny
  3. wrażliwy
  4. kochający
  5. czuły
  6. delikatny głos
  7. pomocny
  8. pełen pasji
  9. wyrzeźbiony tors
  10. niebieskie oczy
  11. uśmiech




Powoli się denerwowałam. Za każdym razem kiedy napisałam jedną cechę do Hazzy,
znajdywałam drugą u Lou i na odwrót. Niby jak ja miałam wybrać.?! Harry był pierwszy,
ale Louis mi pomógł. Jego darzyłam niesamowitym uczucie już od początku. Miłość od
pierwszego wejrzenia… Odłożyłam długopis i zgniotłam obie kartki w kulki, które
rzuciłam przed siebie.
-Lili, nie denerwuj się. – uspokajał mnie Liam
-Jak ja mam się nie denerwować.?! –wrzasnęłam –Jestem durną idiotką, która nie wiem kogo kocha. Wiesz jak to może wyglądać z innego punktu widzenia.?! Raz Harry, raz Lou. Puszczam się.! –nie mogłam się uspokoić. –Normalnie kurwa daje dupy. Ty nie wiesz jak to jest. Jak ci się pierdoli w głowię od miłości.
            Złapałam za poduszkę i zakryłam nią twarz. Super. Jeszcze on weźmie mnie za zwykłą dziwkę. Brawo Lili, popsułaś już wszystko. Nie masz ani faceta, ani domu, a za chwilę stracisz przyjaciół. Gratuluję inteligencji.
-Nie puszczasz się. Kochasz ich i to nie jest puszczanie.
-Tak, wmawiaj sobie to dalej. –burknęłam odrzucając poduszkę.
-Spróbujemy inaczej. –potarł o siebie dłonie –Może wyobraź sobie życie z nimi. Będzie ci łatwiej.
Nabrałam głośno powietrza i zamknęłam oczy. To chyba dobry pomysł. Zobaczę z kim będzie mi lepiej. Jeśli się tak da…  No bo w końcu to mam z którymś z nich spędzić życie. Muszę wybrać jak chcę je przeżyć. Na pierwszy ogień Hazza. To o nim myślałam jak o tym jedynym, więc chyba to dobry wybór by zobaczyć go pierwszego.
„Przeciągnęłam się i przetarłam oczy. Odkryłam kołdrę i wystawiłam nogi poza łóżko. Nie było nikogo w pomieszczeniu. Ubrałam się i szybko zeszłam na dół gdzie czekało na mnie śniadanie. Podczas posiłku usłyszałam głośne śmiechy na dworze. Nie czekając długo podeszłam do dużego okna, które prowadziło na podwórko. Na zielonej trawie ganiali się Harry i jakaś mała dziewczynka. Chłopak przewrócił się o różową piłeczkę i upadł na ziemie. Malutka dziewczynka z długimi kasztanowymi lokami szybko wykorzystała tą chwilę i położyła się na brzuchu Loczka.
-Złapałam cię tatuś. – uśmiechnęła się szczęśliwa i ułożyła główkę na klatce piersiowej Hazzy –Teraz już musisz dać mi te ciasteczka.
Curly zmierzwił jej włoski pozostawiając je w lekkim nieładzie. Wziął małą na rączki i wstał. Od razu zmierzył w kierunku okna. Otworzył je delikatnie i n mój widok od razu się uśmiechnął.
-Tatuś, patrz mamusia wstała. –pisnęła i wyciągnęła do mnie rączki.
Chwyciłam ją szybko i mocno ścisnęłam. Otrzymałam od Harryego jeszcze ciepłego całusa w policzek. Uśmiechnęłam się i posadziłam małą na sofę.
-Ale Darcy spójrz, mamusia nie śpi. Ona zrobi nam ciasteczka. –klasnął w dłonie ucieszony
-Nie, bo mamusia musi zostać ze mną i mnie przytulić.
-Coś mi kręcisz –zagroził jej palcem
Darcy schowała się pod jedną z dużych białych poduszek i wesoło zarechotała.
***
Harry wszedł do sypialni i cicho zamknął drzwi. Jego ciężkie ciało opadło na łóżko, przygniatając mi tym samym rękę. Okryłam go ciepłą kołdrą i wtuliłam się w jego ciało.
-Zasnęła.? –spytałam całując go w czoło.
-Tak, ale trochę to trwało. Musiałem przeczytać jej aż dwie książeczki o tym jak królewna poszukuje jakiegoś ciastka. –prychnął – Ale teraz już jestem z tobą i mogę się do ciebie przytulić- szepnął chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi.”

-I jak.? –z zamyślenia wyrwał mnie głos Liama.
Szybko otworzyłam oczy i spojrzałam na szatyna.
-Fajnie. –uśmiechnęłam się.
-No to zostaje ci tylko Louis.
Ponownie moje powieki opadły, a ja udałam się do świata marzeń. Jełki ta wizja z Lou będzie tak samo dobra jak ta z Harrym to już nie wiem co zrobię. Chyba się zabiję, bo jak na razie to najlepsze wyjście.

„ Otworzyłam oczy. Przed mną leżał Louis z jakimś małym chłopczykiem. Na ich twarze spadały delikatne promienie słoneczne. Wyłączyłam budzik, który spowodował moją pobudkę. Przejechałam palcem po linii szczęki mężczyzny i wtuliłam się w jego ciało, tym samym mocniej ściskając chłopczyka pomiędzy nami. Poruszył się niespokojnie i ułożył jedną z rączek na moim ciele. Szatyn leżący obok mnie podniósł powieki i uśmiechnął się do mnie. Jego ciepłe usta znalazły się na moim czole, a później na ustach.
-Blee –usłyszeliśmy na co oboje skierowaliśmy wzrok na maluszka.
-Kiedyś ci to przypomnę. –roześmiał się Loui. –Zobaczymy, za parę lat sam będziesz tak robił.
-Nie- pokręcił głową i schował nosek w zagłębieniu mięśni Louisa.
On tylko zmierzwił mu brązowe włosy i ucałował w główkę. Boo Bear podciągnął chłopczyka na wysokość naszych twarzy i delikatnie ugryzł go w rączkę.
-Tatuś.! –pisnął chowając ją za siebie.
-Jestem głodną piranią. –pasiasty pokazał dwa rzędy białych ząbków i chwycił w nie skrawek koszulki chłopczyka.
-Mamusiu, musisz zrobić tacie śniadanie, bo mnie zaraz zje.! –wrzasnął dociskając się do mojego ciała.
Louis jednak złapał go i przyciągnął do siebie. Zaczął go łaskotać i udawać, że gryzie go po brzuszku. Mały chłopiec zaczął się miotać i głośno śmiać. Złapał za jedną z małych poduszek i rzucił nią w niebieskookiego. Nic to nie dało, a Louis jeszcze bardziej zaczął drażnić się z nim. Uspokoiłam ich. Chłopiec udusił by się, bo przez śmiech nie mógł złapać oddechu. Ja miałam zrobić śniadanie, a Loui ubrać siebie jak i chłopca. Nakryłam do stołu i usiadłam na jedno z miejsc. Po chwili na dół zeszła dwójka roześmianych dzieci. Ubrani byli tak samo. Bordowa koszula, na krótki rękaw, białe spodnie podwinięte na nogawkach i do tego czarne Vansy. Nawet grzywkę mieli tak samo ułożoną. Jakby mały Loui. Śniadanie minęło dość szybko, pomijając to, że kilka kawałków naleśnika spadło na podłogę, bo chłopcy musieli się porzucać. Tommo złapał za piłkę leżącą w koncie korytarza i razem z małym wybiegli na dwór. Poszłam za nimi. AJ rozsiadłam się na bujanej ławce, a chłopcy zaczęli grać w piłkę nożną. Loui uklęknął by ułatwić grę maluszkowi. Chłopiec zbliżał się do bramki i kiedy już był blisko na drodze stanął mu dość spory przeciwnik. Tommy chciał kopną, ale pośliznął się na mokrej jeszcze od rosy trawie i zamiast kopnąć piłkę trafił w coś innego. Powiem jedno. Nie wiem czy po tym zajściu mały będzie mógł mieć rodzeństwo. Pasiasty upadł na trawę i złapał się za bolące miejsce. Podeszłam do nich szybko i położyłam się obok Louisa gładząc jego bok. Chłopak przyłożył twarz do mojej szyi i jęknął z bólu.
-Tatuś, ale ja nie chciałem. –usłyszałam ciche chlipanie zza siebie.
-Nie jestem zły. –oznajmił resztą sił
Wraz z pomocą mojego małego bohatera, jak i winowajcy tej całej sytuacji, zaprowadziłam Louiego do salonu, gdzie ułożył się na sofie.
-Tatuś…- zaczął niepewnie Tommy –A boli cię mocno.?
-Troszeczkę, ale mamusia wieczorem mnie uleczy, wiesz.?
-Jak.?- od razu zapytał
-Ma swoje tajne sposoby. Mi podoba się szczególnie jeden z nich- Mężczyzna puścił do mnie oczko i zmierzwił małemu grzywkę.
-No tatuś powiedz… -jęknął niezadowolony
-Może później teraz muszę poleżeć
***
Loui rzucił w kąt ręcznik, którym przed chwilą wycierał włosy. Zrobiłam mu miejsce obok siebie i odłożyłam na bok książkę z opowiadaniem o jakiejś dziewczynie ze wsi, która zakochuje się w jakimś mężczyźnie. Zimne i jeszcze mokre ciało Pasiastego stykneło się z moim na co szybko się odsunęłam. On jednak nie dał mi wyboru i przyciągnął do siebie.  Ucałowałam go w linie szczęki i mocniej wtuliłam się w jego tors. Jego ręka szybko znalazła się na moich biodrach, a nos schował się w wilgotnych jeszcze włosach. Usłyszeliśmy jak drzwi cicho się otwierają. W progu stał Tommy ze swoją ulubioną pluszową małpką i w piżamce z logo Coca Coli. Taką samą tylko większą miał jego tatuś.
-Mogę położyć się z wami.? –zapytał podchodząc bliżej.
Loui przesunął się i uniósł pierzynę.
-Wskakuj.
Maluch zwinnie wszedł na łóżko i wgramolił się pomiędzy nas. Jego malutkie rączki oplotły mnie, a twarz schował gdzieś obok mojego obojczyka. Małpka natomiast położyła się obok tatusia, który szybko przytulił chłopczyka.
-Tatuś –zaczął nieśmiało
-Hmm.? –mruknął pocierając mój bok swoją dłonią. –A pojedziemy jutro po pieska.? Bo ja bym bardzo chciał takiego.
-Jeśli mamusia się zgodzi…
-Mamusiu…
-Sądzę, że jutro rano możemy jechać –uśmiechnęłam się do chłopczyka na co ten mocniej mnie ścisnął.
-I nazwiemy go Choopy.
-Chyba Chapii –roześmiał się szatyn
-Nie tatuś. Choo-py –przesylabował mu „
-I jak.? -ponownie Liam wybudził mnie z zamyślenia
-Wiesz, ja już chyba wiem co zrobię.





No więc oto nowy rozdział. Komentarzy nadal mało, a wyświetlenia przy jednym poście około 50... dziwne, ale ok. Jeśli chodzi o imagin z Harrym to mam nadzieje, że dodam go w tym tygodniu. Jutro zaczyna się weekend, więc będę miała więcej czasu na pisani. A i tak na koniec. Piszcie, które opowiadanie o przyszłości bardziej wam się podobało. Harry czy Lou.?

3 komentarze:

  1. Jak już mówiłam to wolę Harry'ego,ale w twoim imaginie to Louis'a.Co do przyszłości,to nie wiem,ale raczej Lou .Kocham tą stronę ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny , zapraszam do mnie http://onebeatlove1d.blogspot.com/ <3

    OdpowiedzUsuń