Rozdział 34„Ostateczna decyzja”
Dotarliśmy
do domu. Pierwsze co zrobiłam to usiadłam na ulubionym fotelu Hazzy i wtuliłam
się w poduszkę, która jeszcze pachniała jego perfumami. Schowałam nos w jej
miękkim puchu i zacisnęłam powieki. Już mi go brakowało. Praktycznie zostałam
sama. Louis wyjechał, a Hazz musiał iść na odwyk. Liam usiadł na sofię i
włączył telewizor.
-Lili…
-Przepraszam –przerwałam mu odkładając poduszkę
-Nie masz za co. –uśmiechnął się delikatnie pocierając moje
kolano. –Ja wiem, ze to nie najlepszy moment, ale muszę cię o coś zapytać.
Momentalnie zamieniłam się w słuch. Liam zawsze był poważny…
no przynajmniej względem reszty, ale teraz to był zupełnie nowy poziom. Poruszyłam
się na fotelu by znaleźć najlepsze miejsce do siedzenia. Jego twarz była jak z
kamienia. Nie wyrażał żadnych emocji. Nie mogłam w niej nic zobaczyć. Nie
wiedziałam czego się spodziewać.
-Którego z nich kochasz.?
Otworzyłam usta by już coś powiedzieć, ale szybko je
zamknęłam. Co niby miałam powiedzieć.? Kocham ich obu.?! Przecież to
niedorzeczne. Tak nie można, to nie jest normalne, czy choćby odpowiednie.
Chłopak
przeniósł się z sofy na oparcie fotela. Jego ciepła dłoń spoczęła na moim
ramieniu. Był kochany. Wiedziałam, że chce mi pomóc. On każdemu pomagał,
niezależnie kto to był. Mógł być to jego najgorszy wróg, ale i tak by mu pomógł
gdyby ten był w potrzebie.
-Posłuchaj wiem, że to trudne, ale nie możesz kochać ich obu
do końca życia.
Miał racje. Jednak gdybym wiedziała kogo kocham to nie było
by tego wszystkiego. Może właśnie teraz nie byłoby tych kłopotów. Harry by nie ćpał, a Loui tu był, a tak wszystko się
spieprzyło… i to przez mnie… to ja byłam powodem tego.
-Liam, ale ja nie wiem.
Chłopak podrapał się po karku i
na chwilę gdzieś znikł by później wrócić z kartką i długopisem. Trochę się
zdziwiłam. Może zaczął pisać o mnie książkę. Zmieniłam swoje miejsce i usiadłam
obok Liasia. Przedzielił kartkę na pół i na jednej napisał „Harry”, a na
drugiej „Louis”. Nie wiem w czym miało mi to pomóc.
Ok., na jednej piszesz zalety Lou, a na drugiej Harryego.
Kto będzie miał więcej wygrywa.- uśmiechnął się do mnie z miną zwycięscy.
Chwyciłam długopis i zaczęłam pisać.
„Harry
- przystojny
- zabawny
- czuły
- wrażliwy
- kochający
- świetnie gotuje
- cudowny głos
- romantyczny
- uśmiech
- zielone oczy
- dołeczki
Louis
- zabawny
- przystojny
- wrażliwy
- kochający
- czuły
- delikatny głos
- pomocny
- pełen pasji
- wyrzeźbiony tors
- niebieskie oczy
- uśmiech
Powoli się
denerwowałam. Za każdym razem kiedy napisałam jedną cechę do Hazzy,
znajdywałam drugą u Lou i na odwrót. Niby jak ja miałam
wybrać.?! Harry był pierwszy,
ale Louis mi pomógł. Jego darzyłam niesamowitym uczucie już
od początku. Miłość od
pierwszego wejrzenia… Odłożyłam długopis i zgniotłam obie
kartki w kulki, które
rzuciłam przed siebie.
-Lili, nie denerwuj się. – uspokajał mnie Liam
-Jak ja mam się nie denerwować.?! –wrzasnęłam –Jestem durną
idiotką, która nie wiem kogo kocha. Wiesz jak to może wyglądać z innego punktu
widzenia.?! Raz Harry, raz Lou. Puszczam się.! –nie mogłam się uspokoić.
–Normalnie kurwa daje dupy. Ty nie wiesz jak to jest. Jak ci się pierdoli w
głowię od miłości.
Złapałam za
poduszkę i zakryłam nią twarz. Super. Jeszcze on weźmie mnie za zwykłą dziwkę.
Brawo Lili, popsułaś już wszystko. Nie masz ani faceta, ani domu, a za chwilę
stracisz przyjaciół. Gratuluję inteligencji.
-Nie puszczasz się. Kochasz ich i to nie jest puszczanie.
-Tak, wmawiaj sobie to dalej. –burknęłam odrzucając
poduszkę.
-Spróbujemy inaczej. –potarł o siebie dłonie –Może wyobraź
sobie życie z nimi. Będzie ci łatwiej.
Nabrałam głośno powietrza i
zamknęłam oczy. To chyba dobry pomysł. Zobaczę z kim będzie mi lepiej. Jeśli
się tak da… No bo w końcu to mam z
którymś z nich spędzić życie. Muszę wybrać jak chcę je przeżyć. Na pierwszy
ogień Hazza. To o nim myślałam jak o tym jedynym, więc chyba to dobry wybór by
zobaczyć go pierwszego.
„Przeciągnęłam się i przetarłam oczy. Odkryłam kołdrę i
wystawiłam nogi poza łóżko. Nie było nikogo w pomieszczeniu. Ubrałam się i
szybko zeszłam na dół gdzie czekało na mnie śniadanie. Podczas posiłku
usłyszałam głośne śmiechy na dworze. Nie czekając długo podeszłam do dużego
okna, które prowadziło na podwórko. Na zielonej trawie ganiali się Harry i
jakaś mała dziewczynka. Chłopak przewrócił się o różową piłeczkę i upadł na ziemie.
Malutka dziewczynka z długimi kasztanowymi lokami szybko wykorzystała tą chwilę
i położyła się na brzuchu Loczka.
-Złapałam cię tatuś. – uśmiechnęła się szczęśliwa i ułożyła
główkę na klatce piersiowej Hazzy –Teraz już musisz dać mi te ciasteczka.
Curly zmierzwił jej włoski pozostawiając je w lekkim
nieładzie. Wziął małą na rączki i wstał. Od razu zmierzył w kierunku okna.
Otworzył je delikatnie i n mój widok od razu się uśmiechnął.
-Tatuś, patrz mamusia wstała. –pisnęła i wyciągnęła do mnie
rączki.
Chwyciłam ją szybko i mocno ścisnęłam. Otrzymałam od
Harryego jeszcze ciepłego całusa w policzek. Uśmiechnęłam się i posadziłam małą
na sofę.
-Ale Darcy spójrz, mamusia nie śpi. Ona zrobi nam
ciasteczka. –klasnął w dłonie ucieszony
-Nie, bo mamusia musi zostać ze mną i mnie przytulić.
-Coś mi kręcisz –zagroził jej palcem
Darcy schowała się pod jedną z dużych białych poduszek i
wesoło zarechotała.
***
Harry wszedł do sypialni i cicho zamknął drzwi. Jego ciężkie
ciało opadło na łóżko, przygniatając mi tym samym rękę. Okryłam go ciepłą
kołdrą i wtuliłam się w jego ciało.
-Zasnęła.? –spytałam całując go w czoło.
-Tak, ale trochę to trwało. Musiałem przeczytać jej aż dwie
książeczki o tym jak królewna poszukuje jakiegoś ciastka. –prychnął – Ale teraz
już jestem z tobą i mogę się do ciebie przytulić- szepnął chowając głowę w
zagłębieniu mojej szyi.”
-I jak.? –z zamyślenia wyrwał mnie głos Liama.
Szybko otworzyłam oczy i spojrzałam na szatyna.
-Fajnie. –uśmiechnęłam się.
-No to zostaje ci tylko Louis.
Ponownie moje powieki opadły, a ja udałam się do świata
marzeń. Jełki ta wizja z Lou będzie tak samo dobra jak ta z Harrym to już nie
wiem co zrobię. Chyba się zabiję, bo jak na razie to najlepsze wyjście.
„ Otworzyłam oczy. Przed mną leżał Louis z jakimś małym chłopczykiem.
Na ich twarze spadały delikatne promienie słoneczne. Wyłączyłam budzik, który
spowodował moją pobudkę. Przejechałam palcem po linii szczęki mężczyzny i
wtuliłam się w jego ciało, tym samym mocniej ściskając chłopczyka pomiędzy
nami. Poruszył się niespokojnie i ułożył jedną z rączek na moim ciele. Szatyn
leżący obok mnie podniósł powieki i uśmiechnął się do mnie. Jego ciepłe usta
znalazły się na moim czole, a później na ustach.
-Blee –usłyszeliśmy na co oboje skierowaliśmy wzrok na
maluszka.
-Kiedyś ci to przypomnę. –roześmiał się Loui. –Zobaczymy, za
parę lat sam będziesz tak robił.
-Nie- pokręcił głową i schował nosek w zagłębieniu mięśni
Louisa.
On tylko zmierzwił mu brązowe włosy i ucałował w główkę. Boo
Bear podciągnął chłopczyka na wysokość naszych twarzy i delikatnie ugryzł go w
rączkę.
-Tatuś.! –pisnął chowając ją za siebie.
-Jestem głodną piranią. –pasiasty pokazał dwa rzędy białych
ząbków i chwycił w nie skrawek koszulki chłopczyka.
-Mamusiu, musisz zrobić tacie śniadanie, bo mnie zaraz zje.!
–wrzasnął dociskając się do mojego ciała.
Louis jednak złapał go i przyciągnął do siebie. Zaczął go
łaskotać i udawać, że gryzie go po brzuszku. Mały chłopiec zaczął się miotać i
głośno śmiać. Złapał za jedną z małych poduszek i rzucił nią w niebieskookiego.
Nic to nie dało, a Louis jeszcze bardziej zaczął drażnić się z nim. Uspokoiłam
ich. Chłopiec udusił by się, bo przez śmiech nie mógł złapać oddechu. Ja miałam
zrobić śniadanie, a Loui ubrać siebie jak i chłopca. Nakryłam do stołu i
usiadłam na jedno z miejsc. Po chwili na dół zeszła dwójka roześmianych dzieci.
Ubrani byli tak samo. Bordowa koszula, na krótki rękaw, białe spodnie
podwinięte na nogawkach i do tego czarne Vansy. Nawet grzywkę mieli tak samo
ułożoną. Jakby mały Loui. Śniadanie minęło dość szybko, pomijając to, że kilka
kawałków naleśnika spadło na podłogę, bo chłopcy musieli się porzucać. Tommo
złapał za piłkę leżącą w koncie korytarza i razem z małym wybiegli na dwór.
Poszłam za nimi. AJ rozsiadłam się na bujanej ławce, a chłopcy zaczęli grać w
piłkę nożną. Loui uklęknął by ułatwić grę maluszkowi. Chłopiec zbliżał się do
bramki i kiedy już był blisko na drodze stanął mu dość spory przeciwnik. Tommy
chciał kopną, ale pośliznął się na mokrej jeszcze od rosy trawie i zamiast
kopnąć piłkę trafił w coś innego. Powiem jedno. Nie wiem czy po tym zajściu
mały będzie mógł mieć rodzeństwo. Pasiasty upadł na trawę i złapał się za
bolące miejsce. Podeszłam do nich szybko i położyłam się obok Louisa gładząc
jego bok. Chłopak przyłożył twarz do mojej szyi i jęknął z bólu.
-Tatuś, ale ja nie chciałem. –usłyszałam ciche chlipanie zza
siebie.
-Nie jestem zły. –oznajmił resztą sił
Wraz z pomocą mojego małego bohatera, jak i winowajcy tej całej
sytuacji, zaprowadziłam Louiego do salonu, gdzie ułożył się na sofie.
-Tatuś…- zaczął niepewnie Tommy –A boli cię mocno.?
-Troszeczkę, ale mamusia wieczorem mnie uleczy, wiesz.?
-Jak.?- od razu zapytał
-Ma swoje tajne sposoby. Mi podoba się szczególnie jeden z nich-
Mężczyzna puścił do mnie oczko i zmierzwił małemu grzywkę.
-No tatuś powiedz… -jęknął niezadowolony
-Może później teraz muszę poleżeć
***
Loui rzucił w kąt ręcznik,
którym przed chwilą wycierał włosy. Zrobiłam mu miejsce obok siebie i odłożyłam
na bok książkę z opowiadaniem o jakiejś dziewczynie ze wsi, która zakochuje się
w jakimś mężczyźnie. Zimne i jeszcze mokre ciało Pasiastego stykneło się z moim
na co szybko się odsunęłam. On jednak nie dał mi wyboru i przyciągnął do
siebie. Ucałowałam go w linie szczęki i
mocniej wtuliłam się w jego tors. Jego ręka szybko znalazła się na moich
biodrach, a nos schował się w wilgotnych jeszcze włosach. Usłyszeliśmy jak
drzwi cicho się otwierają. W progu stał Tommy ze swoją ulubioną pluszową małpką
i w piżamce z logo Coca Coli. Taką samą tylko większą miał jego tatuś.
-Mogę położyć się z wami.? –zapytał
podchodząc bliżej.
Loui przesunął się i uniósł pierzynę.
-Wskakuj.
Maluch zwinnie wszedł na łóżko i
wgramolił się pomiędzy nas. Jego malutkie rączki oplotły mnie, a twarz schował
gdzieś obok mojego obojczyka. Małpka natomiast położyła się obok tatusia, który
szybko przytulił chłopczyka.
-Tatuś –zaczął nieśmiało
-Hmm.? –mruknął pocierając mój
bok swoją dłonią. –A pojedziemy jutro po pieska.? Bo ja bym bardzo chciał
takiego.
-Jeśli mamusia się zgodzi…
-Mamusiu…
-Sądzę, że jutro rano możemy jechać
–uśmiechnęłam się do chłopczyka na co ten mocniej mnie ścisnął.
-I nazwiemy go Choopy.
-Chyba Chapii –roześmiał się szatyn
-Nie tatuś. Choo-py –przesylabował
mu „
-I jak.? -ponownie Liam wybudził mnie z zamyślenia
-Wiesz, ja już chyba wiem co zrobię.
No więc oto nowy rozdział. Komentarzy nadal mało, a wyświetlenia przy jednym poście około 50... dziwne, ale ok. Jeśli chodzi o imagin z Harrym to mam nadzieje, że dodam go w tym tygodniu. Jutro zaczyna się weekend, więc będę miała więcej czasu na pisani. A i tak na koniec. Piszcie, które opowiadanie o przyszłości bardziej wam się podobało. Harry czy Lou.?
-I jak.? -ponownie Liam wybudził mnie z zamyślenia
-Wiesz, ja już chyba wiem co zrobię.
No więc oto nowy rozdział. Komentarzy nadal mało, a wyświetlenia przy jednym poście około 50... dziwne, ale ok. Jeśli chodzi o imagin z Harrym to mam nadzieje, że dodam go w tym tygodniu. Jutro zaczyna się weekend, więc będę miała więcej czasu na pisani. A i tak na koniec. Piszcie, które opowiadanie o przyszłości bardziej wam się podobało. Harry czy Lou.?
Lou <3 zawsze powiem Louis :D
OdpowiedzUsuńJak już mówiłam to wolę Harry'ego,ale w twoim imaginie to Louis'a.Co do przyszłości,to nie wiem,ale raczej Lou .Kocham tą stronę ♥
OdpowiedzUsuńŚwietny , zapraszam do mnie http://onebeatlove1d.blogspot.com/ <3
OdpowiedzUsuń