Rozdział 39 „Pustka”
Oboje pisnęliśmy jak małe
dziewczynki i mocno się przytuliliśmy. Liam z emocji aż skakał w fotelu.
Musiałam go uspokoić i dopiero po jakimś czasie ruszyliśmy. Oczywiście Niall
staranował mnie od razu w przejściu rzucając się na mnie jak wygłodniałe
zwierzę, ale przeżyłam. Rozsiadłam się szczęśliwa na sofię i wypuściłam głośno
powietrze. Chyba pierwszy raz od wielu dni poczułam, ze zrobiłam coś dobrze.
-Lili –usłyszałam wołanie Zayna.
Ruszyłam do kuchni skąd
dochodziło wołanie
-Tak.?
-Skoro jesteś w domu, to może
zrobisz jakieś ciasto.? –spytał z miną słodkiego szczeniaczka
-Truskawkowe.?
-Z polewą czekoladową.
Słodkie fantazje Zayna… Ciasto
truskawkowe z polewą czekoladową. Nie winię go za to. Pięciu… teraz trzech (w
tym Niall) w jednym domu… Ja sama nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam jakieś
ciasto. Chyba jeszcze zanim wyjechałam z Polski. Były babeczki i ciastka, ale
one się nie liczą. To nie to samo. Zabrałam się za przygotowanie ciasta. W
między czasie robiłam obiad, bo zanim skończę ciasto będzie dwudziesta i
zapewne Niall będzie się denerwował.
O
dziwo poszło mi to trochę szybciej. Skończyłam tak o osiemnastej. Na obiad
zrobiłam zapiekankę Cottage pie, zapiekankę wiejską. Z tego co słyszałam to
Anglicy ją ulubią, więc miałam nadzieje, że chłopcy docenią mój wysiłek.
-Chłopcy…
-Obiad.! –przerwał mi Niall wbiegając
do kuchni.
Jako pierwszy nałożył sobie
porcję. Nie byłam pewna czy to zje, bo nie mieściło mu się to na talerzu. Liam
i Zayn także przyszli szybko. Widocznie byli już głodni. Sama musiałam
pośpiesznie zjeść, bo bałam się, że dla mnie nie starczy. Nałożyłam im jeszcze
ciasto. Coś czuję, że Nialla po takiej ilości tego wszystkiego zacznie boleć
brzuch.
Miałam
rację godzinkę później zwijał się w swoim łóżku, a ja musiałam latać z
kropelkami ziołowymi. Biedak, mógł tyle nie jeść, ale to Niall. On tak nie
potrafi. Usłyszałam okropny dzwonek i wiedziałam, ze to mój telefon. Odebrałam
go szybko widząc, ze to Harry.
-Hej kotek. –uśmiechnęłam się
słysząc jego głos. –Co u ciebie.?
-Właśnie robię za pielęgniarkę.
Niall się napchał i teraz stęka, bo go brzuch boli.
-Daj mi go do telefonu. Już ja z
nim porozmawiam.
Podałam Horanowi telefon i
usiadłam na brzegu łóżka. Toczyli zażartą, przyjacielską kłótnie. Niall co
chwile wyzywał go od upierdliwych kocurów lub „chyba loki ci się wyprostowały”.
Idioci. W końcu odzyskałam swój telefon.
-Jak ty go wychowałaś.?! Zero
szacunku.
-Wiesz, on chyba potrzebuje
męskiej ręki.
-Też tak sądzę. Jak przyjadę to
mu te jedzenie w du…
-Rozumiem –wyprzedziłam go.
-Przyjdziesz jutro.? –spytał z
nadzieją w głosie
-Kociaku, wiesz, że nie mogę.
Gdyby
mi tylko pozwolili od razu bym do niego pobiegła, ale cóż mają swoje zasady.
Rozumiałam to i szanowałam, w końcu leczyli mi chłopaka. Jutro miałam iść na
spotkanie z lekarzem i on miał mi powiedzieć za ile wyjdzie Harry. Miałam
nadzieję, że jak najszybciej. Jego uzależnienie nie było takie duże. Nie brał
długo. Powinno być dobrze.
-Niedługo będziemy się widywać
codziennie. Nie martw się.
-Tak, wiem. – odpowiedział
niemrawo.
-Nie smuć się. –próbowałam go
pocieszyć –Jeśli się postarasz to niecały miesiąc i będziesz z nami.
-Nie mogę się doczekać.
Pamiętasz jeszcze, co mi obiecałaś.?
-Pamiętam.
Dziś
rozmawialiśmy znacznie krócej niż przedtem, bo Harry musiał skończyć. Szedł na
jakieś badanie toksykologiczne czy coś. Odłożyłam telefon i przyszło mi
zajmować się Blondynem, który cały czas „umierał w katuszach”.
-Niall, może chcesz zielonej
herbaty.?
-Nie
-A może jakiegoś soku
-Nie. –po raz kolejny odmówił
-Może… -musiałam zastanowić się
co zrobić by wreszcie przestał jęczeć.
-Przytul. –wyciągnął do mnie
łapki
Ułożyłam się koło niego i mocno
przytuliłam. Chłopak westchnął tylko. Puściłam go w końcu, ale nie chciało mi
się schodzić z miękkiego łóżka. Niall położył się na drugim końcu łóżka i
wyciągnął chipsy. Rzucił je gdzieś pomiędzy nas i zaczął się zajadać.
-Przed chwilą bolał cię brzuch. –zauważyłam
-Nie po prostu było mi smutno.
-Smutno.? –zdziwiłam się na jego
słowa. –Jesteś Niall Horan, ci nigdy nie jest smutno
-No tak, ale zobacz ty masz
Harryego, Zayn ma Perrie, Liam chwalił się, że jakaś laska dała mu numer, a
ja.?! Ja jestem sam. Nikt mnie nie chce.
-Nie mów tak, jesteś przystojny,
masz wspaniały charakter każda dziewczyna cię chcę. Masz fanek po uszy..
-Ale nie o to chodzi. Myślę o
takiej prawdziwej miłości wiesz. Randki i te sprawy z fanką się nie da.
-Bardzo chciałabym ci pomóc, ale
nie wiem jak.
-No wiem. Po prostu dołuje mnie
to kiedy widzę tych zakochańców.
-Myślisz, że mnie nie. Ja mogę
widywać swojego chłopaka raz na miesiąc.
-Ale rozmawiasz z nim przez
telefon.
-A na twoich koncertach jest
miliony dziewczyn i z nimi też rozmawiasz.
Chłopak
tylko stęknął i napchał sobie chipsy do buzi. Rozmowa z Harrym przez telefon
dawała mi trochę nadziei, ale także pogarszała mój stan. Mogę go usłyszeć, ale
nie dotknąć czy choćby zobaczyć. Dołowałam się tym. Gdyby nie ja to by tam nie
trawił. W ogóle może mogliśmy go tam nie dawać.? Może sam by sobie z tym
wszystkim poradził. Nie wiem. Nie potrafię przewidzieć co by się stało.
-Idę jutro z koleżanką do kina,
idziesz z nami.? –spytałam smutnego Horanka
-Zgoda, ale nie miałaś iść na
spotkanie z lekarzem.
-Tak, ale do kina miałyśmy iść
po spotkaniu.
-Spoko.
Rozmawialiśmy
jeszcze chwilkę. Później wzięłam prysznic i poszłam spać. Nie wiem czemu, ale
do pokoju Harryego. Leżała tam jedna z jego ulubionych bluz. Założyłam ją i
zaciągnęłam się jego zapachem. Tak bardzo mi go brakowało.
Dlaczego taki krótki? :c Świetnie piszesz. ;3
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie: http://in-the-darkness-harry-styles.blogspot.com/