Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

środa, 25 września 2013

Rozdział 32„Kochanie zostań ze mną…wróć”

Pierwszy raz dodam do jakiegoś rozdziału piosenkę. Nie wiem czy trafiona, ale bardzo mi się spodobała. No może oprócz teledysku.
Muzyka...xX



Rozdział 32„Kochanie zostań ze mną…wróć”

„Moja miłość właśnie odjechała, a ja zostałam tu sama z sercem wypełnionym miłością i bólem jakiego nie zaznałam nigdy prędzej.”

Chłopak rzucił się na mnie zgniatając ciało. Zniknęłam cała w jego ramionach. Niby było to przyjemne, ale…. Tam był Loui. Mógł patrzeć się na to wszystko. Na pewno było mu z tym źle. Pozwolił odejść dziewczynie, którą kocha aby ratować przyjaciela. To było ogromne poświęcenie, mógł przecież olać to wszystko i być ze mną… ale Hazz najpewniej zaćpał by się wtedy na śmierć.
-Chodź, zabieram cię do domu. – Hazz pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia niestety udaremnił mu to Liam
-Poczekajcie. W domu nikt cię nie będzie kontrolować. Lili to za mało. –ostudził jego zapał- Zostajecie na jakiś czas tu. Weźmiemy z chłopcami jakiś czas wolnego i wszystko uporządkujemy.
Kochany Liam. Jak zawsze tatuś, martwi się o wszystko i o każdego. Niby to był dobry pomysł, ale nie zniosłabym myśli, że na to wszystko musi się patrzeć…on. Chłopak, który jeszcze parę minut był mój. Widziałam ile bólu mu to zadało. Musiałam z nim porozmawiać.
-Masz rację- zgodziłam się z Li –Może jedźcie już po jego rzeczy. Im szybciej tym lepiej
Spojrzałam znacząco na mężczyznę za Lokatym. Zrozumiał o co mi chodziło. Mimo iż Hazz stawiał się na początku „Dopiero wróciliśmy”, „Nie chce mi się” i inne tego typu wymówki Liaś go szybko przekonał. Kochałam tego gościa.
            Chłopcy wyszli i już po chwili odjeżdżali w stronę naszego dawnego domu. Miałam niecałe dwadzieścia minut… może krócej. Nie wiem ile im to zajmie. Działałam więc jak najszybciej. Pośpiesznie ruszyłam na taras. Louis stał oparty o jedną ze ścian i próbował powstrzymać łzy. Widziałam jak mu ciężko. Podeszłam do niego i przejechałam ręką po idealnym torsie okrytym cienkim materiałem.
-Lou… -zaczęłam niepewnie – Kocham cię wiesz i nic tego nie zmieni.
Mężczyzna nabrał powietrza tak, że jego klatka piersiowa się uniosła, po czym głośno je wypuścił. Odepchnął się od ściany i ułożył mi ręce na talii. Nie mogę uwierzyć, ze już mogę nie poczuć tego dotyku. Wtuliłam się w jego tors i przymknęłam powieki. Było mi tam tak dobrze.
-Lili, nie wyobrażam sobie momentu kiedy mógłbym pokochać kogoś bardziej od ciebie, ale musimy to skończyć dla Hazzy. Przynajmniej na razie. –powiedział mi to jak dziecku, które nie rozumie pewnych spraw
Wiedziałam to doskonale. Dla Hazzy… ale było mi z tym tak okropnie, przecież ja sama nie wiedziałam co czułam. Z jednej strony był Louis, który był kochanym, słodkim urwisem, a z drugiej Hazz, chłopak którego kochałam bezgranicznie, z którym planowałam przyszłość, któremu się oddałam, ale ten idealny obrazek psuły narkotyki i brak czułości. Może się to zmieni.? Ale to nie zmienia faktu, że Pasiasty też był dla mnie kimś ważnym.. kimś okropnie ważnym i pomimo nieprzyjemności doznanych z jego strony ja go kochałam…
-Na jakiś czas wyjadę do Doncaster, do rodziny. –kontynuował –Później może znajdę sobie jakieś mieszkanie –pokręcił głową, a później oparł swoje czoło o moje- Daleko stąd.
            Mocniej się do niego przycisnęłam. To naprawdę był konieczne.? Nie musiał wyjeżdżać, ale rozumiałam to, że nie chce patrzeć na mnie i na Harryego kiedy jesteśmy razem „szczęśliwi”. Zaczęłam szybciej mrugać by odgonić łzy. Hazz od razu zauważyłby, że płakałam i nie wywinęłabym się już.
-Obiecuję ci, że jeśli to wszystko się skończy to ja wrócę do ciebie.
-Kochanie… -zaczął spokojnie. –Bardzo bym chciał, ale widzę, że czujesz też cos do niego i nie wiadomo co będzie za miesiąc lub tydzień. Nikt tego nie wie. – jego spokój w głosie aż mnie zabijał. Ja cała krzyczałam w środku, a on… był taki spokojny. –Jeśli za te kilka miesięcy będziesz pewna, że cos do mnie czujesz to powiesz mi to. Jeśli nie to nie mów nic. Ja zrozumiem.
            Jego uścisk rozluźnił się, a on odszedł. Poszedł na górę. Ja także wyszłam z tarasu i usiadłam na sofię. Nie wierzyłam w to co się właśnie działo. Nie dość, ze zakochałam się w obu tych mężczyznach to jeszcze musiałam wybierać. Wolałabym żeby wszystko samo się jakoś potoczyło, ale wiedziała, że to nie możliwe. Ruszyłam na górę. Nasze pożegnanie nie mogło tak wyglądać. Po drodze zauważyłam Nialla i Zayna grali w jakąś durna grę na telefonie i obrzucali się chipsami.  Otworzyłam drzwi od pokoju Lou. Chłopak się już pakował. Rozumiałam to, ze chciał wyjechać jak najprędzej, ale żeby tak od razu. Usiadłam naprzeciwko niego. Nawet na mnie nie spojrzał.
-Kiedy jedziesz.? – spytałam mając nadzieje, że tą noc zostanie tu.
-Spakuję się i jadę. Dzwoniłem już do mamy. Czekają na mnie. –oświadczył bez jakiegokolwiek uczucia
Bałam się. Bałam się, że on mnie już nie kocha, że to wszystko się skończyło, że kiedyś nie będę miała do czego wracać.
Chłopak podniósł się i zdjął materiał z torsu. Chciał się przebrać. Chwycił w rękę bordową koszulę na krótki rękaw i założył ją pozostawiając guziki odpięte.
Poczułam jak ciepłe uczucie rozlewa się po moim ciele. Co się dziwić. Przed mną stał jeden z najprzystojniejszych facetów jakich widziałam. Spuściłam wzrok. Chciałam go takiego zapamiętać. Chciałam żeby właśnie taki pojawiał się w moich myślach.
-Lou.?- podniosłam głowę –Kochasz mnie.?
Chłopak podszedł do mnie i uniósł do góry. Oplotłam swoje nogi wokół jego bioder, a ręce położyłam na kark. Loui podparł się o szafę wzdychając głośno. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Może on wyjeżdżał nie dlatego bo Harry wrócił, ale dlatego ze nic do mnie nie czuł.
-Głupie pytanie. –uniósł kącik swoich ust. –Pewnie, że kocham.
Poczułam jego malinowe wargi. Przyciągnęłam go bliżej siebie i pogłębiłam pocałunek. Tak bardzo będzie mi tego brakować. Jego ręce zacisnęły się na moich biodrach. Całowaliśmy się bez opamiętania. Jakby to był nasz….To nasz ostatni raz. Moja dłoń wplotła się w jego miękkie włosy przyciskając go do mnie. Uwielbiałam jego smak. Może i poznałam go dopiero wczoraj, ale był on niesamowity. Ciepłe ręce chłopaka wsunęły się pod moją koszulkę gładząc moją skórę.
-Lili..- chłopak oderwał się od mnie -Ja musze już iść
-Rozumiem.
Odsunęliśmy się od siebie. Tommy zapiął swoją walizkę i chwycił ją jak i drugą. Zeszliśmy na dół. Teraz byłam pewna, że widzę go po raz ostatni. Przytuliłam go . Loui pogładził mnie po włosach.
-Wiesz, ze zawszę będę cię kochać.? –zapytał z uśmiechem, który nie był w stanie zakryć łez, spływających po jego policzku.
-Wiem. –odpowiedziałam jakby to była najprostsza rzecz jaka istniała
-A będziesz o tym pamiętała.?
Zacisnęłam powieki i skinęłam głową. Uroniłam kilka naprawdę dużych łez. On odchodził za parę minut już go nie będzie. Nie zobaczę już jego roztrzepanej grzywki, lazurowych oczy przypominających ocean, malinowych ust, sprawiających tyle przyjemności, koszulek w paski, które zakrywały doskonały tors, kolorowych spodni, podwiniętych na końcach nogawek, vansów porozrzucanych po całym domu. Nie zobaczę go… Mój Loui odchodzi… Jedzie do Doncaser i go nie zobaczę przez pewnie długi czas. Może wcale. Chłód przenikał skórę na mojej szyi. Otworzyłam załzawione oczy. Boo Bear zawiesił coś na mnie. Dotknęłam lodowatego serduszka zawieszonego na końcu srebrnego łańcuszka.
-Kocham Cię. –odpowiedziałam na jego gest
Przylgnęliśmy do siebie wargami mokrymi od łez. Jego dłoń powędrowała na mój policzek, gładząc go. Jego dotyk był taki idealny… niepowtarzalny.
-Kiedyś jak wrócę, a ty będziesz na mnie czekać to całować cię będę cały czas, a kiedyś jak będziemy mieli dzieci to będą nas zamykać w szafie żeby tego nie widzieć- oznajmił mi drżącym głosem.
-Będziemy mieli synka, zgoda.? – próbowałam się do niego uśmiechną, ale wyszedł mi z tego tylko jakiś grymas.
-Tommy Tomlinson… -dodał całując mnie w czoło
-I będziesz go uczył grać w piłkę nożną.
Zobaczyłam jego uśmiech ostatni raz. Wyszedł… zostawiając mnie samą z tysiącem myśli. Chciałam wybiec z domu i odjechać z nim, ale nie mogłam. Harry potrzebował pomocy, ale co z tego skoro ja potrzebowałam Lou.? Drżącą ręką pomachałam mu przez okno i posłałam całusa… ostatniego. Odwzajemnił to i odjechał.... znikając mi z oczu. Mój Loui, Tommy, Boo Bear… Moja miłość właśnie odjechała, a ja zostałam tu sama z sercem wypełnionym miłością i bólem jakiego nie zaznałam nigdy prędzej.
-Kochanie, zostań ze mną… wróć 





Otóż następny rozdział dodam jeszcze w tym tygodniu, ponieważ dobrze mi się piszę jakoś tą cześć.  Jeśli chodzi o  trzecią cześć imagina o Harrym to nie wiem kiedy ją dodam, ale na pewno będzie to niedługo. Dziś dodam także ankietę dotyczącą chłopców (dokładniej to Lou i Hazzy), którego wolicie. Możecie także pisac to w komentarzach żebym wiedziała, która lubi, którego.

środa, 18 września 2013

Harry Cz.2



 obiecana druga cześć. Będzie ich jeszcze kilka. Może dwie.? Nie wiem. piszcie jeśli chcecie następną.


Harry Cz.2
            Wybiegłem z Sali za moją uczennicą. Jak mogłem być tak głupi i rzucić taki tekst. Zachowałem się jak jakiś idiota, ale ona jest taka ładna. Myślałem, że wszyscy chłopacy w szkolę za nią biegają i, że już to robiła. Bądź, co bądź ma już szesnaście lat… niedługo siedemnaście.
-Ej, zaczekaj.! –wołałem bez skutku. –[t.i].!!!
Usłyszałem dzwonek. Klasa rzuciła się do wyjścia. Spakowałem swoje rzeczy i chwyciłem aktówkę. Dziewczyna skierowała się na podwórko szkolne gdzie można było przejść podczas przerw. W tłumię jednak zgubiłem jej sylwetkę. Stałem na przy wejściu i jak idiota rozglądałem się po podwórku. Zero śladu. Cofnąłem się zrezygnowany do budynku.
***Nazajutrz.
            Wszedłem do pokoju nauczycielskiego, który o tej porze jak zwykle był pusty. Odstawiłem swoją aktówkę na krzesło i ruszyłem w stronę korytarza. Musiałem przeprosić tą dziewczynę, przecież niczym nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Kupiłem jej nawet mały bukiet złożony z pięciu czerwonych jak jej usta róż. I znów przyłapałem się na fantazjowaniu o niej. Myślałem jakby to było gdybym mógł ją pocałować, dotknąć, ale nie mogę.  Dziewczyna siedziała przed klasą 101 gdzie odbywała się matematyka. Szybkim krokiem skierowałem się w jej stronę. Blondynka zorientowała się, że idą do niej. Zerwała się z podłogi i wręcz zaczęła uciekać przy czym jej loki zaczęły tak zabawnie podskakiwać. Szybko ją dogoniłem i złapałem za rękę obracając w swoją stronę. Jej wzrok mnie sparaliżował. Jej oczy błyszczały wyrażając tyle na raz poprzez ból i złość do rozczarowania. Stałem tak chwilkę wpatrując się w jej pełne zieleni kocie oczy.
-Przepraszam za wczoraj. –tylko tyle udało mi się wydusić. Wyciągnąłem w jej stronę bukiecik i uśmiechnąłem się szeroko w nadziei, że dziewczyna zapomni o wczorajszym incydencie. Na moje szczęście przymknęła powieki i ponownie szeroko je otworzyła z radością w oczach. Ułożyłem w jej dłoni, delikatnie kwiaty i zacisnąłem jej palce tak aby się nie pokuła.
-Zapomnijmy o tym. –ukazała mi rząd swoich białych perełek.
Skinąłem głową i oddaliłem się po usłyszeniu dzwonka.
***oczami [i.t]
            Właśnie wychodziłam z klasy od biologii, która była moją ostatnią lekcją. Szłam u boku mojej najlepszej przyjaciółki Elizabeth. Dziewczyna cały czas wpatrywała się we mnie z uśmiechem, który próbowała ukryć. Nie wytrzymałam. Zawszę byłam ciekawska, a ona doprowadzała mnie do szału.
-O co ci chodzi.?! –wrzasnęłam kiedy już znaleźliśmy się poza terenem szkoły.
-Nie udawaj, ze nie wiesz. –burknęła pod nosem i odwróciła wzrok.
Miałam ochotę ją w tej chwili ukatrupić. Gdybym wiedziała to bym się jej chyba nie pytała. Przybliżyłam się do niej delikatnie szarpnęłam za jej rękaw.
-No mów.
-No o ciebie i Pana Stylesa… -uśmiechnęła się zadziornie
Szturchnęłam ją w ramie gdyż właśnie Pan Styles, o którym była mowa stał przy swoim aucie z telefonem. Rozmawiał z kimś. Elizabeth krzyknęła mu na pożegnanie „Do Jutra” jednak ja nie chciałam mu przeszkadzać. Mężczyzna odwrócił się w naszym kierunku, a ja odwróciłam wzrok. Później usłyszałam warkot silnika. Złapałam Elizabeth za skrawek koszulki i przyśpieszyłam tępo. Kiedy w końcu zniknęłyśmy z pola widzenia mężczyzny puściłam ją i teraz szłam spokojnie.
-Pomachał mi, widziałaś.? –Elizabeth podniecała się tym jakby to było nie wiadomo co.
-Co ty się tym tak ekscytujesz.?
-A zapomniałam. Nie mam u niego szans… za to ty…-wskazała na róże, które trzymałam w ręku.
            Schowałam  go za siebie i dałam jej kuksańca w bok. Szczerze mówiąc. Nie wiem co te wszystkie dziewczyny widziały w tym idiocie. Jest on kolejnym facetem, który myśli, że dzięki swojej urodzie może zrobić wszystko. To, że tał mi kwiaty na przeprosiny nie oznacza, że zapomniałam o tej całej sprawię.
-Kolejny idiota. W tej szkole to i tak nie robi różnicy. –burknęłam pod nosem.
-Przestań.! Widziałaś jakie to ciacho i ten tors.!
-Ta specjalnie rozpiął sobie kilka guzików żeby takie małolaty jak my się nim podniecały.
-Lili, jak zawsze masz jakieś problemy
Nie miałam z nim żadnego problemu po za tym, ze był chamski i zgrywał macho. Nie lubiłam takich mężczyzn. Niby są najlepsi, przelecą każdą dziewczynę, a jak przyjdzie co do czego to uciekają.
            Szłyśmy dalej. Na szczęście El zmieniła temat. Nie musiałam już słuchać o tym jaki on jest „sexy”. Teraz rozmawiałyśmy o szkole, przyszłej kartkówce, ocenach… nic szczególnego. Zauważyłam, ze jeden z samochodów zatrzymał się koło nas.
-Może podwieźć.?
Dobrze wiedziałam do kogo należał ten głos. Idiota nie dawał o sobie zapomnieć. Temat zmieniłyśmy, a on musi się pojawiać.! Jak na Elizabeth przystało zgodziła się bez wahania. Ja wiedziałam co odpowiem. „Nie” i gdyby nie moja przyjaciółka postawiłabym na swoim.
-Lili, usiądź do przodu. Nie będziecie się tam obie gnieść.
Wykonałam jego polecenie choć z niechęcią. Gnieść.?! Była tam tylko El i jego aktówka, a ja chyba taka gruba jeszcze nie jestem. Pierwsza do domu dotarła Elizabeth. Mieszkała ona bliżej szkoły niż ja. Zawsze jej tego zazdrościłam. Nie musiała wlec się codziennie taką drogą, a dziś to już szczególnie.
-Do jutra. –pożegnał się ze mną kiedy wysiadałam.
-Do jutra. –odpowiedziałam niechętnie.
***Jakiś czas później.
            Siedziałam właśnie w kuchni. Czekałam na moją mamę Oczywiście wywiadówka. Z nerwów i strachu posprzątałam każdy skrawek domu. Nie szło mi zbyt dobrze jeśli chodzi o matematykę. Zawsze byłam w tym słaba. Usłyszałam dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Wyszłam z kuchni i od razu napotkałam rozwścieczoną twarz mojej mamy.
-Co to jest.?!- warknęła pokazując mi moje oceny.
Moim oczom ukazał się rządek czerwonych ocen, a dokładnie jedynek. Z czego.? Z matematyki oczywiście.!
-Mamo…
-Żadne Mamo.!- wrzasnęła –Pierwsze miesiące szkoły, a ty mi takie coś odwalasz i jeszcze ta ucieczka w poniedziałek.!
No tak. Mówiłam Elizabeth, że to zły pomysł, ale ona jak zawsze musiała mnie przekonać. Miała do tego nadzwyczajny dar. Nie mogłam jej odmówić.
-Jutro nie idziesz na żadną imprezę. Pójdziesz sobie na korepetycję. –oznajmiła mi
-Korepetycję.? –zdziwiłam się
Przecież nigdy nie chodziłam na korepetycję. Pamiętałabym to chyba.
-Tak. Jeden z twoich nauczycieli zgodził się cię douczać.
            Ruszyłam pokornie do swojego pokoju. Korepetycję… może mi pomogę. Nie, przecież dla mnie nie ma już żadnej nadziei. Nawet jakieś tam douczania mi nie pomogą. Jestem w tym po prostu za cienka. Jeśli ktoś nie chce nie powinien na to chodzić. Ułatwiło by to życie wielu nastolatką, a tym czasem oni nas tym dręczą.
            Mama jak obiecała tak zrobiła. Nazajutrz podwiozła mnie pod dom mojego nowego korepetytora. Dom był jak każdy inny. Ogród był zadbany. Widać, że ten ktoś miał naprawdę „ciekawe” życie, albo zatrudniał ogrodnika. Ja bym nigdy nie znalazła czasu na dbanie o taką liczbę roślin. Zapukałam do drzwi. Właściciel nie dał na siebie długo czekać. Usłyszałam kroki i po chwili klamka opadła w dół.
-Dzień Dobry. –przywitał mnie radosny głos mojego nauczyciela. –Zapraszam.
Pan Styles…mogłam się domyślić. Żaden inny nauczyciel nie wziąłby sobie na głowę nastolatki. Tylko on. Jeśli myśli, że choć jeden z tych jego rąbniętych planów się uda to się myli.

Harry. Cz.1



 To pierwsza cześć imagina o Harrym tego z fb. Jedna z czytelniczek poprosiła mnie o drugą cześć, którą wstawię dosłowni za chwilkę. Uwaga.! W tym imaginie 1D nie istnieje.





Harry. Cz.1
            Wszedłem do klasy gdzie zebrali się już wszyscy moi uczniowie. Odłożyłem swoją aktówkę na biurko i rozejrzałem się po klasie. Dzieciaki miały tak po szesnaście lat. Mogłem tak o nich mówić…sam przecież miałem dwadzieścia dwa i jestem od nich o jakieś pięć lat starszy. Otworzyłem dziennik by zapoznać się z listą uczniów. Było ich około dziewiętnastu.
-Dzień Dobry,  jestem Harry Styles. Będę waszym nauczycielem od dość osobliwego przedmiotu jakim jest Wiedza O Seksie. –uśmiechnąłem się na wypowiadane właśnie przez siebie słowa. Prędzej nie wiedziałem, ze można zarabiać na tym by uczyć innych jak dobrze wykorzystać swoje dary od boga.
            Większość klasy zaśmiała się na moją wypowiedź, a reszta burknęła pod nosem „Dzień Dobry”. Usiadłem za swoim biurkiem i spojrzałem na dziennik. Żadne imię, a ni nazwisko nic mi nie mówiło.
-Może najpierw się poznamy. Ja będę czytał wasze imiona i po prostu podniesiecie rękę.- zaproponowałem na co klasa odpowiedziała bez entuzjazmu.
Zacząłem więc czytać. Poznawałem kolejnych uczniów jak i uczennice, których było trochę więcej. Zauważyłem nawet, że pewna dziewczyna próbuję skupić na mnie swoją uwagę… przygryza wargę, bawi się kosmykiem swoich włosów, nawet próbuje uwodzić mnie wzrokiem. Jednak nie była w moim typie. Lubiłem dziewczyny dojrzałe, naturalne, a ona stawiała na piękno, a nie to co jest w środku. Markowe ciuchy, droga biżuteria, idealnie ułożone włosy i jeszcze tona makijażu na twarzy.
            Zapoznałem się już z wszystkimi uczniami. Dowiedziałem się nawet kto będzie moim potencjalnie najlepszym uczniem. Chodziło o jakiegoś Davida, który „zaliczył” już większość dziewczyn w szkole. Szczerze, nie rozumiałem go. Sex to przecież ukoronowanie miłości, a on zrobił z tego jakąś głupią zabawę. Oczywiście to zajęcie było jednym z moich ulubionych, ale nie odstawałem od swojego postanowienia. Zdarzyło się parę razy gdzie po imprezie nie pamiętałem z kim wylądowałem w łóżku, ale było to rzadko i nieświadomie.
            Podszedłem do tablicy w celu napisania tematu. Pierwsze białe litery zaczęły pojawiać się na zgniło zielonej tablicy kiedy ktoś wpadł do klasy. Odłożyłem kredę i spojrzałem na ucznia, który przeszkodził mi w lekcji. Była to szczupła dziewczyna, ubrana jedynie w zwiewną kwiecistą sukienkę. Jej twarz ozdobioną czerwonymi wypiekami na policzkach przesłaniała mi burza loków, która ją okrywała. Odgarnęła włosy i przerzuciła je na prawy bok tak, ze teraz mogłem zobaczyć jej cudną twarz. Zielone głębokie oczy ozdabiał wachlarz czarnych rzęs, które rzucały cień na jej delikatne policzki, czerwone usta aż zachęcały do fantazjowania o ich smaku…
-Przepraszam za spóźnienie. –wymamrotała kierując się do ławki przerywając mi tym samym możliwość podziwiania jej.
-Nie szkodzi. Dopiero pisałem temat. –odpowiedziałem podchodząc do jej ławki. – Harry Styles- wyciągnąłem w jej kierunku dłoń.
*** twoimi oczami.
            Pierwszy raz zobaczyłam tak onieśmielający uśmiech. Musiałam szybko uciec do swojej ławki by nie zauważył, że policzki pokrywają się jeszcze większymi rumieńcami niż te, które już miałam. On jeszcze podszedł do mojej ławki i wyciągnął w moją stronę dłoń. Harry… to chyba od dziś moje ulubione imię.
-[t.i.] [t.n.] –odpowiedziałam ściskając jego duża rękę.
Nawet jego dotyk był cudowny. Przeszły mnie dreszcze, ale to może zostało spowodowane tym, ze to jedyny tak młody mężczyzna, który jest w tej szkolę. Otworzyłam zeszyt i chwyciłam w dłoń długopis. Szybko zapisałam temat podany przez Pana Stylesa.
-Więc tak. Dziś może porozmawiamy o grze wstępnej. –uśmiechnął się znacząco na co połowa klasy roześmiała się. No tak sex jest i zawszę będzie czymś „śmiesznym” dla nich. Czymś na co zawsze będą reagować śmiechem.
-Na ciele kobiety, zarówno jak u mężczyzny jest kilka słabych punktów takich jak szyja, uszy, skóra wokół oczu czy nawet plecy. –opowiadał zapisując kolejne słowa na tablicy. –Z resztą lepiej jest to pokazać na żywo. Może ty. –zaproponował wskazując w moją stronę. –Podejdź.
            Wstałam z drewnianego krzesła i skierowałam się w stronę pana Stylesa. Czułam spojrzenia całej klasy na swoim cielę. Nigdy nie byłam osobą, która lubiła być w centrum uwagi. Wolałam książkę od imprezy, zacisze od chmary przyjaciół czy kakao zamiast alkoholu. Mężczyzna podał mi rękę i ustawił mnie przed sobą plecami.
-Szyja i uszy to chyba moje ulubione miejsca do całowania. Oczywiście widoczne –zażartował sprawiając, że klasa wybuchła śmiechem. –Dotykając czy całując te miejsca sprawiacie kobiecie niebywałą przyjemność. Choć nie jest to nic takiego. Pobudzacie ją. –opowiedział sunąc palcem po mojej szyi aż do obojczyka.
            Poczułam jego ciepłe wargi tuż pod moim lewym uchem. Przeszły mnie dreszcze. Odruchowo przechyliłam głowę w tą właśnie stronę powodując, że nauczyciel się odsunął. Powtórzył to kilka razy, a ja powoli zaczęłam przyzwyczajać się do jego delikatnego dotyku. Odsunął mi skrawek koszulki i ucałował obojczyk.
-Jak się czujesz.?- szepnął muskając moją szyję swoimi gorącymi wargami.
-Niezręcznie. –oznajmiłam zgodnie z prawdą.
Było to przyjemne, ale nie lubiłam kiedy ktoś mnie dotykał. Było to co najmniej krępujące. Mężczyzna odsunął się od mnie obejmując w tali. Jego ręce zgrabnie wsunęły się pod moją koszulkę zmierzając ku górze. Pan Styles zbliżył się do mnie.
-Nie bój się będzie fajnie. –prawie niesłyszalnie nawet dla mnie jego głos doszedł do moich uszu.
Chwyciłam jego ręce i odepchnęłam go od siebie. Tego było za dużo. Odsunęłam się od nauczyciela i stanęłam na wprost niego czekając na kolejny ruch.
-Jeśli chodzi o dalszą cześć to można zrobić to klasycznie albo dodać jakieś „smaczki” –zrobił cudzysłów w powietrzu i chwycił za dłoń przyciągając do siebie na bezpieczna odległość. –Partnera trzeba umieć odpowiednio rozebrać aby atmosfera nie prysła.
Klasa oczywiście wypełniła się szeptami obijającymi się o nagie ściany. Było można usłyszeć teksty w stylu „Co on ja będzie rozbierał.?!” Lub „Bzykną się przy tablicy” Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Mężczyzna obkręcił nas tak, ze teraz siedział na biurku, a ja stałam przed nim.
-Rozepnij mi rozporek. –zażądał podbierając się na blacie dłońmi.
-Ale ja nie umiem. –odpowiedziałam zażenowana.
-No dawaj. Przypomnij sobie jakąś noc z chłopakiem i po prostu zrób to.
-Ale…
-Nie wstydź się no przecież cnotką nie jesteś.
            Spuściłam wzrok nikt nie powinien o tym mówić. To była moja sprawa i tak dziewczyny z mojej klasy śmieją się ze mnie, bo mając szesnaście lat nawet nie widziałam faceta nago, ale było mi z tym dobrze. Wolę żeby było o przemyślane niż zrobić to na odpieprz.
-Co ty tego nie robiłaś.? –zdziwił się, a ja spojrzałam w jego oczy. –Żartujesz, nie.? –pokręciłam przecząco głową. – Żartujesz sobie ze mnie. Nikt cię jeszcze ni puknął.?! Przecież gdybym był w twoim wieku od razu bym cię przeleciał.. –roześmiał się, a klasa poszła w ślad za nim.
Tego było za wiele. Wymierzyłam mu siarczystego ciosa w policzek i cofnęłam się do ławki. Chwyciłam swoje rzeczy i nie czekając na reakcję zaskoczonego nauczyciela wyszłam z niej trzaskając drzwiami. Nikt nie będzie mnie tak traktował. Nie jestem rzeczą do przelecenia.

wtorek, 17 września 2013

Rozdział 31 „Pomoc niesiona miłością”



Rozdział 31 „Pomoc niesiona miłością”
            Obudziłam się z głową na torsie Louisa. Chłopak najwyraźniej już nie spał, bo bawił się moimi kosmykami. Przejechałam palcem po zagłębieniach w jego mięśniach i ucałowałam środek jego brzucha. Louis zachichotał jak mała dziewczynka i poruszył się niespokojnie.
-Nie wierć się. –uspokoiłam go roześmiana.
-Nie mogę to łaskocze.
Podciągnęłam się o oparcie łóżka i teraz leżałam na wprost twarzy Lou. Przejechałam palcem po linii jego szczęki. Nie mogłam uwierzyć, ze teraz jest mój, a ja jestem jego. To nieprawdopodobne, ze w końcu uwolniłam się od tego koszmaru. Pasiasty delikatnie chwycił moją dłoń i ucałował. Był taki… delikatny. Nie wiedziałam, ze ten idiota, który z każdym nowym dnie coraz bardziej niszczył mi życie potrafi być taki czuły.
-Chyba czas jechać do chłopców. Martwią się. Liam dzwonił chyba z dziesięć razy.
-Masz rację.
            W pośpiechu przygotowaliśmy się do spotkania z chłopcami. Założyłam na siebie tylko różowy sweterek i białe spodnie. Włosy spięłam w koka. Dojechaliśmy do chłopców w jakieś pięć minut. Czas niestety mi się bardzo dłużył. Myślałam o tym jak ja im to powiem, przecież odeszłam od Hazzy i w ten sam dzień poszłam do Lou. Co jak co, ale to trochę niemoralne. Drzwi otworzył nam Zayn. Był trochę zdziwiony, ze widzi mnie w obecności Lou. Niall i Liam zareagowali podobnie. Rozsiedliśmy się na sofię. Daddy przyniósł nam herbatę i śniadanie. Ja jakoś straciłam apetyt, za to Louis jadł jak opętany. Rozśmieszyło mnie to lekko, bo chłopak nie zraził się nawet tym, ze kawałek Tosta spadło mu na podłogę.
-A Harry gdzie.? –spytał w końcu Niall
Spuściłam głowę. Wiedziałam, ze w końcu zapytają, ale miałam nadzieję, że nastąpi to trochę później. Miałaby czas na zastanowienie się co zrobić. W końcu i tak bym im to powiedziała. Lepiej później niż wcale jak to mówią.
-Harry pewnie siedzi teraz w domu i ćpa, a ja nie mam zamiaru na to patrzeć. –wydukałam po przez łzy.
-Jak to ćpa.? –reakcja Nialla była do przewidzenia.
-Normalnie. On z tym nie skończy. Od razu po powrocie wyciągnął te świństwo.
-Przecież on powiedział, ze nie musi iść na odwy…
-Kłamał –przerwałam mu –Harry powinien iść na ten odwyk już teraz, ale to nic nie da jeśli on nie będzie chciał się zmienić.
-A ty nie możesz go przekonać.?
-Harry, nie chce mojej pomocy. Kazał mi się wynosić i zostawić go w spokoju. –odpowiedziałam szybko na pytanie Liama
            Nie miałam teraz ochoty o tym mówić i każdy z chłopców chyba to zauważył. Miałam dość tego całego tematu. Dla mnie to rozdział zamknięty. Chciałam jeszcze tylko o tym zapomnieć. Zapomnieć o nim.
-No, ale jest jedna pozytywna strona tego wszystkiego. –dołączył się Louis.
-Że możesz teraz startować do Lili.? –przerwał mu Niall
-Już sobie to wyobrażam- parsknął Liam
-Lili, skarbie jak moje nowe bokserki w baski. Kupiłem je specjalnie dla ciebie –Zayn zaczął naśladować Louisa
-Albo. Hej mała zjadłem dziesięć kilo marchwi i nie dostałem carotynerii, zadzwoń –roześmiał się Niall
            Oni chyba ze wszystkiego potrafią zrobić żart. Przynajmniej powiemy im to w miłej atmosferze. Pośmiejemy się przy okazji i zapomnę o Hazzie. To chyba dobry pomysł. Jednak to nie zmienia fakty, ze szkoda mi Loczka jeszcze wczoraj wszystko było dobrze, a dziś…
-Bez przesady. Ja umiem podrywać. –burknął tak samo rozśmieszony Louis.
-No niby tak, ale sposób na „marchewkę” jest już dawno przereklamowany. –oświadczył Niall robiąc śmieszny gest ręką.
-Jej się podoba. –wskazał na mnie Zayn
Poczułam jak mimowolny rumieniec wkrada się na moją twarz. Miałam takiego pecha, ze chłopcy to zobaczyli. Od razu usłyszałam głośne „Uuu.” Loui objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.
-Tak właściwie to ona już jest moja. –chłopak cmoknął mnie w policzek i opadł na oparcie sofy ciągnąc mnie za sobą.
-To nawet lepiej. Zayn zrobił sobie w twoim pokoju mały salon piękności, więc spać będziesz u Lou.
-Salon piękności. Naprawdę.? –nie mogłam powstrzymać śmiechu, tak jak reszta.
-Myślicie, że te włosy same się ułożą.?!
            Niall klepnął Zayna w ramię, a ten zrobił urażoną minę szczeniaczka. Tego mi brakowało. Już dawno się tak nie uśmiałam. Ci idioci sprawiali, ze najpoważniejsza rozmowa przeistaczała się w żart.
-No to teraz nie będę musiał jeść naleśników Liama – powiedział z obrzydzoną mina Niall.
-Przepraszam, czy cos z nimi jest nie tak.?! –oburzył się i wstał z kanapy
Liam popędził na górę śmiesznie kręcąc tyłkiem. Niall jako dobry przyjaciel i stwórca tego „niemiłego zdarzenia”  pobiegł za nim krzycząc „To nie tak jak myślisz.” Powiem szczerze, nigdy nie spotkałam większych wariatów. Zayn także po chwili się tez ulotnij. Jak mniemam do swojego królestwa. A miałam takie ładne łóżko…
-Idioci. –uśmiechnął się Loui.
-Za to ich kocham.
-Nie przesadzasz czasami.?- warknął z grymasem na twarzy.
            Po tym jak dostał całusa od razu się uśmiechnął. Kochana marchewka. Podkurczyłam nogi i mocniej wtuliłam się w jego ciało. Byłam zmęczona. Dziwne… oni samą rozmową człowieka męczą. Uspokajające oddechy Lou sprawiły, że odleciałam. Po prostu zasnęłam. To było takie przyjemne, że nie zauważyłam kiedy to się stało. Jego zapach ogarnął moje całe ciało, ciepło przeniknęło aż do środka… zasnęłam.
            Obudziłam się u niego w pokoju. Chłopak szukał czegoś w szafie. Miał na sobie same dżinsy. Ściągał jakiś karton z szafy. Musiał być ciężki. Loui napiął mięśnie tak, że były widoczniejsze niż kiedykolwiek. Jego tatuaże także zrobiły się wyraźniejsze. Taki widok mi odpowiadał. Mogłam leżeć tak i patrzeć się na niego całymi dniami. Loui odstawił karton na podłogę i zamknął szafę. Szybko przymknęłam powieki tak by móc go oglądać, ale żeby nie wiedział, że to robię. Łóżko ugięło się pod ciężarem Lou. Jego delikatne opuszki błądziły po mojej twarzy.
-Nie udawaj. Wiem, ze nie śpisz. –cmoknął mnie w czoło –Chyba musimy załatwić to inaczej…
Jego ręce zjechały na mój brzuch. Zaczął mnie łaskotać. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Po chwili wiłam się pod pływem jego natarczywego dotyku. Wiedział jak mnie rozweselić
-Louis, stop. Błagam. –wręcz płakałam ze śmiechu.
-Ale musisz mi coś za to obiecać. –zażądał z poważna miną.
-Zrobię co tylko  chcesz.
-Dobra najpierw całus, a później robisz mi pierogi.
            Przyciągnęłam go bliżej siebie i wpiłam się w jego malinowe wargi. Moje ręce odruchowo powędrowały na jego klatkę piersiową. Był taki doskonały. Mimowolnie przeszły mnie dreszcze. Louis stracił równowagę i przewrócił się na mnie. Moja dłoń wplotła się w jego włosy przyciągając go tym samym bliżej. Odsunęłam się kawałek od niego.
-Louis.?
-Mhm.?
-Z kapustą czy ziemniakami.?
Pasiasty przewrócił oczami i rzucił się na miejsce obok mnie tak, ze aż podskoczyłam. Wiem, że liczył na coś innego, ale teraz to nie była odpowiednia chwila. Na dole są chłopcy. Słyszeli by.  Zeszłam na dół i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zmartwiona mina Nialla. Stał oparty ścianę. Zayn siedział na sofię z równie dziwnym wyrazem twarzy. Nie widziałam tylko Liama. Podeszłam do zmartwionego Irlandczyka i próbowałam odczytać powody dlaczego się smuci. Nie dało to nic. On jedynie odwrócił wzrok. Usiadłam koło mulata. Chłopcy byli zupełnie cicho.
-Może łaskawie ktoś mi powie o co chodzi.?
-Ja nie wiem czy…
-Lili chodź na chwilkę. –przerwał Liam
Zayn chyba odczuł ulgę, że nie musi mi mówić o co chodzi. Jak najszybciej poszłam za Liamem. Chłopak zaprowadził mni9e na dwór gdzie czekał na mnie gość.
            Wyglądał okropnie. Napuchnięte i przekrwione oczy, szary odcień skóry, spierzchnięte, popękane wargi i włosy w nieładzie. Nawet ubrany był jakoś niechlujnie. Biała poplamiona koszulka i zwykłe dżinsy to do niego nie podobne. W rękach trzymał kwiaty. Wiedziałam o co mu chodzi, ale ja jestem teraz z Lou. On wywalił mnie i zostawił. Przemawiały przez niego narkotyki, ale mógł ich nie brać.
-Lili, kochanie… -podszedł do mnie i chwycił za dłoń.
Wyrwałam mu się gwałtownie. Nie chciałam jego przeprosin. Nie chciałam nic od niego. Chłopak zauważył, że raczej nie rozkleję się i nie wpadnę mu w ramiona. Był mi teraz obojętny… chyba. Nie wiedziałam co do niego czuję. Kochałam Louisa to na pewno, ale widząc go. Chłopaka, który był moją wielką miłością, któremu się oddałam, z którym planowałam przyszłość to zmiękło mi serce. Jeszcze ten jego stan.
-Po co tu przyszedłeś.?- burknęłam
-Chciałem cię przeprosić. Proszę wróć do mnie. Ja sobie bez ciebie nie poradzę. –w jego oczach pojawiły się łzy. Wiedziałam, ze cierpi, ale on to już przeszłość.
-Jakoś wczoraj nie myślałeś czy ja sobie poradzę.
            Nie mogłam wytrzymać. Odwróciłam wzrok od chłopaka, który budził we mnie tyle bólu, ale i miłości. Gdybym dalej patrzała się na jego szmaragdowe tęczówki, na oczy przepełnione łzami i na grymas, który pokazywał jak go to wszystko boli.
-Lili –poczułam jego ciepłą rękę na policzku. –Co będzie z nami, z małżeństwem, z Darcy.?
Nie dałam rady. Łzy popłynęły po moich policzkach jak dwie rzeki. Byłam słaba. Wiedział teraz, że mi zależy. Był dal mnie ważny. Ja nadal go kochałam.
-Lili, pomyśl nad tym, a ja może pojadę z Harrym się przebrać. –zaproponował Liam.
Zgodziłam się na to choć i tak wiedziałam już co zrobię. Zostanę z Lou.
            Usiadłam na sofię. W salonie był już Louis. Wtuliłam się w jego gorący tors i rozpłakałam. W końcu, kiedy znalazłam szczęście wraca on. Jak złe wspomnienie. Niall i Zayn widzieli w jakim jestem stanie. Nawet nie próbowali mnie pocieszać, bo ta próba i tak skończyłaby się na niczym.
-Lili, Lou….- zaczął niepewnie Zayn. –Wiem, ze to brzmi absurdalnie, ale powinnaś wrócić do Harryego.
-Chyba oszalałeś.! –wrzasnął Loui.
Sama nie wierzyłam w to, że czarnowłosy to powiedział.
-Louis, uspokój się. Ja też myślę, że to dobry pomysł. –do dyskusji wtrącił się Niall
-Harry powinien mieć dla kogo się leczyć. Tak to on nigdy nie przestanie. Nawet może sobie coś zrobić.
Louis zamilkł. Jego mina przepełniona gniewem zamieniła się teraz na pełną bólu. Myślał nad tym. Chyba też uważał, ze to dobry pomysł. Czy tylko ja wiedziałam, że to głupota. Tak nie można. Zayn miał rację. Harry musiał mieć dla kogo się leczyć, ale nie kosztem moim i Lou. Powinien znaleźć sobie dziewczynę, a ja… powinnam o nim zapomnieć. Ciekawe czy będę potrafiła… ja chyba nadal go kocham.
-Lili, oni mają rację. Kiedy Hazz z tym skończy będzie łatwiej go pilnować i wszystko się ułoży, ale teraz to dobre wyjście –Loui zgodził się z przyjaciółmi.
-Ale Louis, przecież…
-Będzie dobrze. Wszystko się ułoży –przerwał mi.
            Usłyszeliśmy dźwięk silnika. Zayn i Niall poszli chyba do kuchni. Nie wiem. Byłam zbyt przejęta żeby zwracać na to uwagę. Odwróciłam się do Louisa. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. Było w tym tyle bólu, rozpaczy, tęsknoty… Dziś miałam go stracić. Stracić codzienne śmiechy, zabawy.. i wrócić do dawnego życia.
Samochód zamilkł, a my oderwaliśmy się do siebie. Widziałam jak pasiasty wychodzi na taras. Nie chciał tego widzieć rozumiem go.
            Drzwi się otworzyły, a przez nie wszedł przebrany i ogarnięty już Harry. Poczułam jak coś dzieje się we mnie. Ja chyba stęskniłam się za nim. Za jego chrypką, lokami, zielonymi oczami… za nim, ale to nie było możliwe. Loczek z nadzieją w oczach podszedł do mnie i delikatnie złapał za mój nadgarstek, zjeżdżając niżej dotarł do dłoni, którą pozwoliłam mu chwycić i spleść nasze palce.
-Lili…
-Masz ostatnią szansę. –przerwałam mu. –Ale musisz z tym skończyć.





 ***
No wiec obiecałam wam dziś nowy rozdział i o to i on. Jeśli chodzi o imagina na fb. To mam w planach go dokończyć. Po prostu opowiadanie stawiam  na pierwszym miejscu i nie miałam na to czasu. Pierwszą część jak i napisaną już drugą wstawię tu na bloga, ponieważ częściej tu wchodzę, a fb nie jest jakąś moją ulubioną stronką.

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 30 „Nowy początek”



Rozdział 30 „Nowy początek”
Szybka odpowiedź dobiegła do moich uszu. Wiedziałam, ze nie odmówi. On zawsze pomagał mi jak tylko mógł. Nie wiedziałam jak ja mam mu dziękować. Po mimo tego jaki był wcześniej miałam ochotę rzucić się mu na szyję, ale bądź co bądź miał rację. Hazz okazał się zwykłym dupkiem.
-Podjadę po ciebie. –zaproponował
            Po pięciu minutach czekania na chłodzie do moich uszu dobiegł dźwięk silnika. Podeszłam do auta. Louis otworzył mi drzwi ja jednak nie miałam ochoty wsiadać. Musiałam… nawet nie wiem po co dzwoniłam.
-Co się stało.?- spytał wskazując na różową walizkę przy boku.
Nie odpowiedziałam. Łzy same popłynęły z moich oczu. Loui wysiadł z auta i podszedł do mnie. Jego gorące dłonie objęły mnie wokół talii. Jak dobrze, ze znajdujemy się kilka domów od Hazzy. Nie chciałabym żeby to widział. Odwaliło by mu i Louis znów by dostał.
-Lili, wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.
-Miałeś rację.- łzy popłynęły jak dwie rwące rzeki. Nie mogłam już tego kontrolować.
Poczułam ciepłe ciało chłopaka. Wtuliłam się w jego tors. Już dawno nie poczułam czegoś takiego. O bliskości Hazzy mogłam zapomnieć.
-Chodź, zabiorę cię do domu.
-Nie. –zaprotestowałam kiedy chłopak chwycił moją walizkę.- Nie chcę żeby chłopcy wiedzieli. Proszę. Nie teraz. Uspokoję się to im powiem, ale teraz nie.
-Wiesz co. Mam pomysł…
Loui wziął moje rzeczy i włożył je do bagażnika. Nie wiedziałam co on kombinuje, ale  ufałam mu. On mnie nie zawiedzie. Wsiadłam do jego auta, a po chwili chłopak ruszył w w ogóle nie znane mi miejsce. Zatrzymał się przed hotelem. Bez jakiegokolwiek pytania wyjął moją walizkę i otworzył mi drzwi od samochodu. Boo Bear szybko pociągnął mnie w stronę budynku. Poprosił recepcjonistkę o jakiś pokój i po chwili już z kartą w dłoni ruszyliśmy na szóste piętro. Pani, która wydawała nam klucze chyba wiedziała, że Louis jest sławny i potrzebuje spokoju, bo piętro na, którym znajdował się nasz pokój święcił pustkami.  Chłopak jednym szybkim ruchem nadgarstka otworzył apartament i przepuścił mnie jako pierwszą.
Odłożył moją walizkę gdzieś przy drzwiach i podszedł do mnie. Razem usiedliśmy na dużej, białej, skórzanej sofię. Lou był naprawdę blisko. Niemal czułam jego ciepło. Jedną rękę położył na oparci sofy, tak, że teraz bez trudu bawił się moimi kosmykami. Krępowało mnie to. Prawda, okazał się jedyna mi pomocą, ale także był kiedyś moim… tak jakby wrogiem.
-Mów co się stało.
Szybko opowiedziałam mu historię sprzed półgodziny. Widać było jaki był zaskoczony. Przejęło go to. W jego oczach zobaczyłam jaką ma chęć by zabić teraz Harryego. Jego gniew jak i współczucie były bardzo widoczne.
-Lili, przecież mówiłem ci. –objął mnie i ucałował w czoło.
-Wiem, przepraszam, a ja myślałam, ze jesteś tylko zwykłym dupkiem.- Mocniej wtuliłam się w jego ciało. Nie wiem czemu, ale nie płakałam. Było mi to obojętne. Nie obchodziła mnie już osoba Harryego. Miłość prysła jak bańka mydlana. On zachował się jak zwykły dzieciak.
-Nie wiem jak on mógł to zrobić. Gdybym to ja był na jego miejscu nigdy bym cię tak nie skrzywdził. Nie zasługujesz na to.- poczułam jak Loui unosi mój podbródek.
            Spojrzałam w jego lazurowe tęczówki i od razu zachciało mi się żyć. Było w nich cos ciepłego… cos co sprawiało, że miało się ochotę rzucić na niego i wycałować za całą dobroć, którą ci ofiarował. Jego ciepłe dłonie skierowały się na moją talię. Palce zręcznie wsunęły się pod koszulkę gładząc delikatnie moją zimną skórę. Znajdował się tak niebezpiecznie blisko mnie, że wariowałam. Miękkie usta musnęły moje. Poczułam jak całe stado motyli wznosi się do lotu w moim brzuchu. Moje ręce skierowały się na jego kark. Przysunęłam go bliżej siebie i zachłannie wbiłam w jego wargi. Brakowało mi tego. On podążył wyżej. Zaczął drażnić się z zapięciem od stanika. Wycofał dłonie i złapał za róg mojej koszulki, która po chwili leżała gdzieś w kącie apartamentu. Ustałam na sofie na kolanach by mieć do niego lepszy dostęp. Wplotłam swoje zimne palce w jego miękkie włosy i znów połączyliśmy nasze usta. Nie myślałam w tej chwili.
Zapomniałam o wszystkim, o Harrym, o chłopcach, o tym całym gównianym zmartwieniu.  Zaczęłam rozpinać jego dżinsową koszulę. Pasiasty zrzucił ją ze swoich ramion. Chłopak zaczął odpinać mi spodnie. Materiał opadł do kolan. Dalej mu pomogłam. Jego mocne ręce złapały mnie w talii i uniosły do góry. Oplotłam swoje nogi wokół jego bioder. Loui zaniósł mnie do sypialni i wręcz rzucił na łóżko.  Chwyciłam go za pasek od spodni przyciągnęłam do siebie sprawiając, że Loui opadł na mnie swoim ciałem. Jego dłonie szybko odnalazły zapięcie od mojego stanika. Biustonosz poleciał na drugi koniec pokoju.
Jego wargi przylgnęły teraz do moich piersi. Sprawiał mi tym niewyobrażalną przyjemność. Przygryzał i ssał sutek, który teraz stał się jak malutki kamyczek. Jego usta odnalazły moje i ponownie przywarliśmy do siebie w namiętnym pocałunku. Odpięłam jego spodnie, które opadły do kostek. Szatyn wyrzucił je gdzieś i wrócił do mnie. Widziałam już spore wybrzuszenie w jego bokserkach. O dziwo one też były w paski. Wsunęłam dłoń i ujęłam jego przyrodzenie w dłoń. Jego kolega był już twardy. Zaczęłam wykonywać ruchy ręką. Boo Bear zsunął moje koronkowe majtki i pogładził wewnętrzną stronę moich ud.
Skrawek materiału, który pozostał na chłopaku także znikł. Mogłam zobaczyć go teraz w całej okazałości. Chłopak złapał mnie  tali i położył na środek lóżka. Pod ciężarem jego ciała ułożyłam się na miękkiej poduszce. Czubek jego penisa otarł się o mnie, a ja jęknęłam. Rozkoszny dotyk sprawił, że zamarłam. Loui wszedł we mnie delikatnie, cały czas obserwują moją reakcję. Pisnęłam wtulona w jego rozgrzane ciało. Chłopak ruszał się powoli. Sposób w jaki robił to wewnątrz mnie pozbawił mnie oddechu. Wiłam się pod nim co jakiś czas pojękując. Jego pchnięcia nabierały zdecydowania. Robił to coraz szybciej i mocniej. W pokoju słychać było tylko moje jęki i sapania chłopaka zmieszane ze sobą. W końcu Louis przyśpieszył. Robił to bez opamiętania jakby chciał nacieszyć się swoją nową zabawką. Oplotłam moje nogi wokół jego bioder ułatwiając mu dostęp. Nie mogłam wytrzymać będąc cicho. To samo wychodziło z moich ust. Robił to tak idealnie. Tak delikatnie, a jednak szybko i z dużą siłą. Jego imię wypełniało teraz przestrzeń. Jęczałam tak, że nazajutrz na pewno gardło będzie mnie bolało. Jego kolega doskonale trafiał w mój punkt G powodując tym samym cudowne doznania. Wbiłam moje paznokcie w jego plecy. To było tak nieziemsko cudowne…. Jęki chłopaka także nabierały siły. Wiedziałam, że jego finał jak i mój jest już blisko. Poczułam jak fala przyjemności zalewa moje ciało. Wygięłam się w łuk. Chłopak zadał jeszcze trzy mocne ruchy i zakończył w moim wnętrzu. Ciepły płyn rozlał się we mnie, a ja poczułam jeszcze większa przyjemność.
Chwilę został we mnie jednak szybko ułożył się obok mnie otulając pierzyną jak i ramieniem. Wtuliłam się w jego ciepłe ciała i ucałowałam w czubek nosa. Może właśnie tego mi brakowało. Może po prostu nie chodziło o Harryego, ale o Louisa, może to on jest tym jedynym. Wiem jedno… nie chcę wracać do Hazzy. To Loui jest tym, którego chcę. On potrafi mnie obronić, a nie jak Styles naraża mnie na niebezpieczeństwa. Brakowało mi tego. Miłości, czułości, dotyku…
-Lili, wiesz, ze będziesz musiała o wszystkim opowiedzieć chłopcom.? –spytał obracając się w moją stronę.
-Wiem.
-O wszystkim
-Tak.
-Ale ja tu mówię także o dzisiejszym wieczorze. –uśmiechnął się do mnie znacząco i śmiesznie poruszał brwiami.
-zgoda. Opowiem im o tym jak zręcznie odpinasz stanik i jak…
-Szczegóły pomińmy. –przerwał mi wesołym głosem.
            Co za kochany idiota. Zmierzwiłam mu jego i tak już fryzurę w nieładzie i schowałam się w jego ramionach. Było tam tak bezpiecznie. Jakby całe otaczające zło bało przedrzeć się przez tą ochronę. Jestem niską i delikatną dziewczyną, potrzebuję kogoś  takiego jak on. Potrzebuje mojego bohatera, a nie zdradliwego wilka.
-Kocham cię, wiesz.? –usłyszałam jego melodyjny głos.
Słowa jakich nie słyszałam już bardzo długo wywarły na mnie wrażenie…?... nie to chyba był raczej szok. Wiedziałam, ze Louis cos do mnie czuje, ale nie wiedziałam, że mi to powie.
-A wiesz, że ja ciebie mocniej. –pokazałam rząd białych zębów i cmoknęłam go w szczękę
-Nikt nie kocha nikogo tak mocno jak ja kocham ciebie.

sobota, 14 września 2013

Rozdział 29 „Koniec”



Rozdział 29 „Koniec”
„To wszystko przez nich, nie mogę normalnie myśleć widząc ich razem czy nawet osobno. On robi wszystko żeby mi ją zabrać, a ja jestem bezradny. Mogę tylko stać i patrzeć jak mu ulega. Wiem, ze ona mnie kocha, ale także, ze kocha jego Zawsze tak był. Już na pierwszym spotkaniu to Louis był obiektem jej westchnień. Ja byłem odstawiony na bok. Nienawidzę go. Nie wiem czy można kochać i nienawidzić, ale ja chyba to czuję. Kocham ją, ale mam ochotę zamknąć w piwnicy i nie wypuszczać żeby nie mógł na nią spojrzeć żeby nie mógł jej dotknąć. Zapewnia mnie, że mnie kocha, ale to chyba nie jest prawdziwe. Mówi tak, bo wie, że bez niej nie wytrzymam, że bez niej się zabiję.”
            Zamknęłam szybko pamiętnik Harryego i odłożyłam go do szafki nocnej. To przez mnie. On myślał, że kocham Lou, ale dlaczego.?! Jego darzę uczuciem, nie tego pasiastego idioty, który na każdym kroku próbuje popsuć moje szczęście. Otarłam samotną łzę i opadłam na poduszki. Może nie pokazywałam, że mi na nim zależy… ja nawet tego nie mówiłam. W ostatnich czasach było ciężko choćby powiedzieć mu, ze go kocham, a co dopiero pokazać mu to. Jak ja mogłam być tak ślepa.?! Zaczął brać, bo był zazdrosny. Chciał się od tego wszystkiego odciąć. Zapomnieć jak ja i jego najlepszy przyjaciel krzywdzimy go, nieświadomie. Louis mógł w końcu odpuścić, ale jest zbyt uparty. Musi ostać to co chcę albo wykończy cię psychicznie.  Przez ostatnie dwa miesiące nawet go nie dotknęłam, a przez ten czas Loui dzwonił codziennie. Nigdy nie odbierałam. Para razy zdarzyło się, że Harry odrzucał połączenie bez mojej najmniejszej zgody. Był pewny, że go nie widzę albo śpię. Muszę mu pokazać, że go kocham. Nieważne jak byle mu to pokazać. Zasługuje na to.
Przymknęłam powieki i zmusiłam się do snu, który po długim locie był mi bardzo potrzebny. Przyszedł bardzo szybko. Praktycznie po tym jak zamknęłam oczy. Śnił mi się Harry. Ten dawny…szczęśliwy, uśmiechnięty. Biegał po naszym domu w otoczeniu kilku kotków. Cóż mam porazić. Kocham go i nawet w śnie nie potrafię o nim zapomnieć.
-Lili… -usłyszałam czyjś melodyjny głos. Ktoś poruszył moim ciałem na co ja tylko przekręciłam się na drugi bok. –Lili.!- ktoś uniósł się coraz mocniej wstrząsając mną.
W końcu podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju. Nieliczne promienie światła przedostawały się przez żaluzję. Obróciłam głowę w stronę mojego męczyciela.
-Louis…?- zdziwiłam się jego odwiedzinami.
-Tak, Liam jedzie właśnie do Harryego i kazał się ciebie spytać czy chcesz się z nim wybrać.
-Oczywiście.!- zerwałam się z łóżka pędząc do łazienki.
Szybka poranna toaleta i jeszcze ubrać się w coś przyzwoitego i byłam gotowa. Zauważyłam, ze zabrałam więcej rzeczy niż planowałam. Poza przyborami potrzebnymi do codziennej toalety było także sporo ciuchów. Nie wiem jak ja je tam upchałam. Być może to z tego przejęcia i pośpiechu nie zwracałam uwagi na to, co robię. Założyłam na nogi trampki i wyszłam z pokoju Hazzy, który aktualnie zajmowałam. Liam zaprowadził mnie na parking hotelowy gdzie stał już wynajmowany przez nich samochód. Nie znałam się na motoryzacji, ale auto zrobiło na mnie dość sporę wrażanie. Z resztą chłopcy zawsze mieli świetny gust co do takich spraw.
Dojechaliśmy na miejsce w zaledwie pięć minut. Mimo porannej godziny wiele osób kręciło się już w szpitalu w poszukiwaniu swoich  bliskich. Pielęgniarki i lekarze też nie siedzieli bezczynnie. Białe fartuchy co chwilę rzucały mi się w oczy. Poszliśmy do Sali Harryego. Chłopak właśnie jadł śniadanie.
-Hej młody. –przywitał się Liam i zmierzwił mu włosy.
Cmoknęłam Hazze w nos brudny od owsianki i zajęłam miejsce obok Liama
-Jak się czujesz.?
-Dziś jest już lepiej. Nadal boli mnie głowa, ale lekarz powiedział, że przejdzie. –chłopak posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów na świecie.
            Kochałam go za to. Mogło być gorzej niż jest teraz. Budynki mogłyby się zawalać, przyszło by tornado, tsunami…. Totalna apokalipsa, umierałabym ze strachu, ale gdyby on się uśmiechnął…. Zapomniałabym o wszystkich zmartwieniach. Tak jak teraz. Łóżko szpitalne i charakterystyczny zapach dla tego budynku  znikł jak za ruchem magicznej różdżki.
-No to kiedy wychodzisz.?- spytał Liam przeglądając szafkę Hazzy.
-Lekarz powiedział, ze jutro rano mogę iść. Wypłukali mi już żołądek i nic mi nie jest. –oświadczył zamykając drzwiczki metalowego mebla.
-A ty nie miałeś iść na jakiś odwyk.?
-Powiedzieli mi, że to nie jest konieczne w moim stanie.
***nazajutrz
            Siedzieliśmy już na swoich miejscach w samolocie. Zayn właśnie zagadywał seksowną stewardessę, Liam próbował rozplątać swoje słuchawki, które kupił wczoraj na rzecz lotu, Niall opychał się orzeszkami, a Louis  czytał jakieś pisemko. Szczerze mówiąc nie rozmawiałam z nim od kiedy obudził mnie żebym jechała z Li do szpitala. Może już sobie odpuścił.? Może zrozumiał, że kocham Harryego. W każdym razie jest o wiele spokojniej. Usłyszałam ciche chrapanie Hazzy. Biedak. Musiał być naprawdę zmęczony skoro tak szybko zasnął. Przecież to dopiero pierwsze minuty w powietrzu. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało i razem z nim odpłynęłam.
            Chwyciłam swoją walizkę, która wyjeżdżała na taśmie. Chłopcy czekali już na mnie przy wyjściu. Szybko do nich dołączyłam i udaliśmy się do zamówionych taksówek. Po dotarciu do domu Hazz rzucił się na sofę. Potknęłam się o jego nogi i upadłam na ziemię. Dobrze, ze chociaż na puchowy dywan.
-Lili, ty niezdaro.- zaśmiał się poprawiając się tylko na sofie.
-Nie no dzięki za okazaną pomoc. –roześmiałam się wstając. –Lecę pod prysznic, a ty może idź się połóż na górę. –zmierzwiłam jego włosy i udałam się na górę.
Chłopak podążył za mną. Ułożył się na łóżku i zamknął oczy.
            Marzył mi się długi prysznic. Najlepiej taki z naprawdę gorącą wodą. Położyłam ciuchy na zmianę na wannie i odkręciłam korek by spłynęła zimna woda. Rozpięłam swój sweterek i rzuciłam go gdzieś za siebie. Spodnie poleciały w tym samym kierunku. W porę przypomniało mi się, ze nie wzięłam ręcznika. Całe szczęście, ze się nie rozebrałam do końca.
Mimo to, że nie miałam uprzedzeń do chodzenia nago przed Harrym wolałam jednak być ubrana. Niby widział mnie już tyle razy nago, ale coś mnie blokowało do chodzenia przed nim taj jak mnie pan Bóg stworzył. Nie mogłam robić tego od tak.  Chwyciłam klamkę i popchnęłam drzwi.
-Harry, widziałeś może… -zamurowało mnie.
            Hazz poderwał się na równe nogi. Z łóżka spadł dolar, a Styles czym prędzej próbował przykryć swoje rzeczy. Podeszłam do niego i lekko odsunęłam. Uniosłam róg pierzyny do góry. Przez mój gwałtowny biały proszek rozsypał się po posłodzę. Cofnęłam się nie chcą y spadł na mnie. Nie wierzyłam własny oczom. Przecież chłopak właśnie wyszedł ze szpitala i znów pakuje się w te gówno. On jest chyba jakiś chory i odwyk mu nie jest potrzebny.
-Lili, posłuchaj… -próbował do mnie podejść, ale ja go odepchnęłam. –To nie tak.
-Obiecałeś mi Styles. –warknęłam a z oczu pociekły mi ciepłe strużki. –Powiedziałeś, że żaden odwyk nie jest ci potrzebny.
-Ale posłuchaj ja muszę…
-Co musisz.?! –krzyknęłam. Hazz próbował spleść nasze palce, ale ja go odepchnęłam. –No powiedz, co musisz.? Musisz ćpać.? Musisz mnie tym katować.?! No proszę tłumacz się. –moje krzyki przybierały na wartości.
-Ja nie potrafię przestać.
-Od tego jest odwyk.
-Lili…
-Co Lili.? –przerwałam mu.
            Jego oczy wypełniły się smutkiem jak i… gniewem.? Odeszłam od niego na parę kroków. Miałam go dość. Nie tak to wszystko miało wyglądać. Miał być znów normalny, no przecież sam lekarz mu mówił, ze odwyk jest nie potrzebny. No chyba, że Harry mnie okłamał. Nie, nie zrobił by tego. Nie mi.
-Jesteś zwykłym ćpunem, który zrobi wszystko by tylko zażyć swoją dawkę. –wrzasnęłam mu prosto w twarz.
Wiedział, ze może go to zaboleć, ale to co robił mi bolało sto razy mocniej. Nie rozumiem tego wszystkiego… on tego nie widział.?!
            Poczułam mrowiące ślady rozchodzące się po twarzy. Z każdą chwila przeradzały się w gorszy ból. Nie wierzę. On znów zaczyna. Znów bije…. Nie chcę tak żyć. To okropne. Ja nie mogę marnować swojego życia. Do niego nic nie dociera. Chciałam mu pomóc, ale on nie chce tego.
-Harry…
-Gdybyś była cicho to Nie doszło by do tego. –krzyknął rzucając we mnie poduszką.
Potarłam swój obolały policzek. Nie dość, że chcę mu pomóc, ze chcę żeby wszystko się ułożyło… to on…mnie bije i jeszcze uważa, ze to moja wina.
-Czyli uważasz, że to moja wina.?! Moją winą jest to, że ćpasz i że właśnie mnie uderzyłeś.?! –teraz nie bałam się niczego. Może mnie uderzyć i co z tego.?
            Będzie bolało, wiem, ale mój ból psychiczny przewyższa nad tym fizycznym. Ja po prostu przestałam się tym tak przejmować. To już nie było takie zaskoczenie jak za pierwszym razem. Teraz dopiero zaczęłam się zastanawiać czy ja go kocham, bo przecież gdybym go kochała to wybaczyłabym mu to… zostałabym z nim, a teraz jedyne co chcę zrobić to uciec.
-To przez ciebie zacząłem.! To ty kręciłaś tyłkiem przed Louisem.! Myślisz, że tego nie widziałem.?! Myślisz, że jestem ślepy.? Ale proszę bardzo skoro tak go ubóstwiasz to wypierdalaj.!- chłopak rzucił we mnie walizką –No proszę tam są drzwi. Idź i zniknij z mojego życia. Dziwka ma więcej godności niż ty. Jesteś dla mnie nikim.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. On… nawet nie wiem co mam o tym myśleć. Ubrałam się i chwyciłam walizkę. Nie zostało mi nic innego. Muszę iść. Bolało mnie to osoba, którą kocham sprawiła mi tyle bólu, ale ja miałam już tego dość. Mam GO dość. Niech zostanie tu i niech zaćpa się na śmierć. Nie chcę już tak żyć.
Zamknęłam za sobą drzwi wyjściowe i wyciągnęłam telefon. Jesienny chłód dał o sobie znać. Nie zdążyłam zabrać swojej kurtki. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie zadzwonię do chłopców, bo niby co ja mam im powiedzieć.?! Nie chcę żeby traktowali mnie jak poszkodowaną dziewczynkę. Nie chce żeby wiedzieli… Było jedno wyjście. Nie podobało mi się, ale było….
-Halo. –usłyszałam głos po drugiej stronie słuchawki
Od razu zrobiło mi się cieplej. Wiedziałam, ze on mi pomoże.
-Louis, możemy porozmawiać.?

czwartek, 5 września 2013

Facebook.

Otóż od niedawna prowadzę stronkę na fb o nazwie Chodź Harry, kupię ci Kotka.Xx bardzo bym chciała żebyście odwiedzili tą stronkę. Potrzebne mi jest wasze wsparcie. Pojawiać się na niej też będą powiadomienia o nowych rozdziałach mojego opowiadania.Nie jest idealna, ale z każdym dniem spróbuję ją ulepszać. :D

poniedziałek, 2 września 2013

Besty...

Zapewne widzieliście już wiele obrażających bestów na temat One Direction. Musimy to jakoś powstrzymać. Nie zdarzył mi się jeszcze ani jeden dzień, w którym nie zobaczyłabym czegoś obraźliwego o nich na tej właśnie stronie. Proszę was o szybką reakcję. Jeśli zobaczycie jakiś obraźliwego besta właśnie o nich, przeróbcie go natychmiast. Tu wam wstawiam kilka z tych właśnie przerobionych.





niedziela, 1 września 2013

Rozdział 28 „Wina”



                                   Rozdział 28 „Wina”
            Otarłam czerwoną ciecz, która spływała mi po dłoni. Zdezynfekowałam rany i przyłożyłam do niego gazę. Owinęłam nadgarstek bandażem. Nie wiem czemu to zrobiłam. Teraz wydawało mi się to głupie, ale wtedy…to była ulga. Taka jakiej nigdy nie przeżyłam. Westchnęłam głośno i otarłam łzy. Miesiąc…miesiąc mam czekać aż go przytulę. Jeśli w ogóle się to stanie. Może to była ostatnia szansa na poczucie tego ciepła bijącego od jego ciała. Brakował mi go choć nie widziałam go zalewie kilka minut. Poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam piwo. Nigdy prędzej go nie piłam. Jego smak mnie odrzucał. Takie gorzkie zimne coś… Otworzyłam butelkę i upiłam łuk cieczy. Musiałam sprawdzić ile tego ma Hazz, przecież nie trzymał w sekrecie tylko jednej torebeczki…na pewno. Po raz kolejny uraczyłam swoje gardło zimną cieczą i ruszyłam na górę.
            Zaczęłam przeglądać jego rzeczy. Wiem to nie zbyt fair, ale musiałam sprawdzić czym on się katuje. Przejrzałam jedną szafkę, drugą, trzecią i nic… Położyłam się na podłodze. Miałam już tego wszystkiego dość. Ten ruch był dość korzystny, bo spostrzegłam folijkę wystającą z pod łóżka. Wyciągnęłam ją jednak po łóżkiem niczego więcej nie znalazłam. Podniosłam więc materac. Było ich więcej. Mogę jasno powiedzieć, ze chyba z dziesięć działek. Najwyraźniej robił zapasy…chomik pierdolony. Chwyciłam to wszystko i poszłam do łazienki. Otwierałam każde opakowanie po kolei i wszystko wysypywałam do toalety. Spłukałam i z zadowoleniem patrzyłam jak to całe gówno spływa do ścieków.
***półtora tygodnia później.
            Skończyłam właśnie sprzątać dom. Miałam trochę czasu dla siebie. Po tym jak Hazz wyjechał było mi lżej. To nie zmienia jednak faktu, że go kocham i tęsknie, ale bez niego jest mi jakoś….łatwiej. Usłyszałam dźwięk swojej komórki. Zgramoliłam się z wygodniej sofy i wyłączyłam telewizor. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Lili, musisz tu natychmiast przyjechać.! –wrzasnął ktoś po drugiej stronie nie pozwalając mi się nawet przywitać.
-Lou to ty.?! Mówiłam ci żebyś do mnie nie dzwonił. Oberwie ci się od Ha…
-Właśnie chodzi o Hazze.!- przerwał mi krzycząc do słuchawki –Jest w szpitalu –dokończył łagodniej
-W szpitalu.?! Co się stało.?!
-To nie rozmowa na telefon. Masz tu być za godzinę.! Rozumiesz.?!
-Tak, tak.! Oczywiście
Rozłączyłam się i zabrałam za pakowanie. Wzięłam małą walizkę i włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy.
            Na lotnisko dojechałam taksówką. Nie zajęło mi to za dużo czasu. Podbiegłam do kasy biletowej i wykupiłam ostatni bilet do L.A. Miałam szczęście, bo lot miał się odbyć za pięć minut. Nie wzięłam za dużo bagażów, więc to też miałam z głowy. Wsiadłam do samolotu i teraz nie pozostawało mi nic jak czekać. Trudno Louis musi pogodzić się z tym, że w godzinkę nie dolecę. Lot musiał zająć dość czasu. Chyba nie jestem cudotwórcą. Do L.A. dojechałam w ponad jedenaście godzin. To i tak szybko. Ponoć leci się dwanaście. Z resztą nie wiem. Zadzwoniłam do Louisa, który podał mi adres szpitala. Po mimo tego, ze trasa do szpitala nie była długa, to czas strasznie mi się dłużył. W końcu dotarłam do celu. Wyskoczyłam z auta prawie zapominając o walizce. Chwyciłam ją szybko i wbiegłam do budynku. Louis siedział na recepcji. Zapewne na mnie czekał.
-Gdzie jest Harry.?
-Tam. –wskazał na jedną z sal.
            Zostawiłam przy nim walizkę i pobiegłam do wskazanego miejsca. Delikatnie uchyliłam drzwi od Sali i zobaczyłam go… Leżał całkiem wycieńczony. Pielęgniarka właśnie zmieniała mu kroplówkę. Przy nim siedzieli Zayn i Liam. Weszłam do środka i zajęłam miejsce obok nich. To wszystko go tak strasznie wycieńczyło. Był podłączony do jakiejś maszyny. Nawet nie wiem po co.
-Hazza, coś ty z sobą zrobił. –szepnęłam gładząc jego dłoń.
Po moim policzku spłynęła ciepła łza. Mój mały biedak i po co on się tym katował. Mógł żyć bez tego. Gdybym od razu zgodziła się na to wszystko zapewne nie było by tego. Musiał się naprawdę stresować skoro zaczął to brać.
-Przepraszam. –ścisnął mocniej moją dłoń, a z oczu wypłynęły mu dwie rwące rzeki.
Otarłam jego mokre policzki i cmoknęłam w nos. To nie była jego wina. Był zestresowany. Na pewno. Inaczej by tego nie wziął. Jestem tego pewna, przecież jest rozsądny. Nie wierzę, że mógłby to wziąć gdyby wszystko szło tak jak należy. Gdybym prędzej się na to zgodziła…
-Nie masz za co, ale Hazz musisz z tym skończyć. Zrób to dla mnie i dla samego siebie.
Chłopak skinął głową i mocniej się rozpłakał. Na pewno to wszystko go przytłaczało tak jak i mnie, a może nawet gorzej. Wstałam z krzesełka i mocno go przytuliłam.
            Po raz pierwszy od tych dwóch miesięcy poczułam ciepło bijące od jego ciała. Zapomniałam już jakie to wspaniałe uczucie. W końcu miałam go dla siebie. No może nie tak do końca, ale był mój. Kochałam tego idiotę i nawet jeśli wplątał się w to całe gówno to ja pomogę mu wyjść. Nie potrafiłabym bez niego żyć. Bez jego uśmiechu, oczu, loków…wszystko w nim sprawiało, ze nie chciałam go oddać. Nawet jeśli teraz jego oczy są sine i podkrążone, skóra przybrała siwy kolor, a włosy są proste i stoją w każdym kierunku to jest piękny, bo to ten sam Hazza. Pogładziłam go wierchem dłoni po policzku.
-Lili, ja się zmienię. Tylko mnie nie zostawiaj. –chłopak złapał mnie za ramie i ponownie do siebie przycisnął.
Jak on mógł pomyśleć, ze go zostawię.?! Byłam przy nim najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi po mimo tych wszystkich kłopotów. Wierzę w to, że niedługo stąd wyjdzie i będziemy oglądać SpongeBob’a zajadając się naleśnikami.  Poczułam coś mokrego na ramieniu. Hazz najwyraźniej tak mocno płakał, ze jestem teraz mokra. Hazz przekręcił się trochę i wargami dotknęłam jego kącika ust.  Loczek zadrżał. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale wpiłam się w jego usta nie czekając na jego reakcje. Może to tęsknota za jego bliskością…sama nie wiem, ale to cos było silniejsze od mnie. Curly odwzajemnił gest. Jego język próbował dostać się do środka moich ust. Rozchyliłam wargi i pozwoliłam mu na wtargnięcie do nich. Czubek jego języka dotknął mojego. Niesamowite uczucie. Oderwaliśmy się do siebie po tym jak do Sali wszedł roztargniony Niall
            Odsunęłam się troszeczkę od niego i delikatnie uśmiechnęłam. Móc znowu poczuć jego ciepłe wargi na swoich Liam i Zayn wyszli gdzieś pod pretekstem napicia się kawy. Jednak ich spojrzenia mówiły o wszystkim. Wyciągnęli ze sobą nawet Nialla, który znacząco się do nas uśmiechał. Blondyn poruszał jeszcze brwiami i podążył za przyjaciółmi. Co za durnie. Usiadłam na krześle i zaczęłam bawić się palcami Hazzy.
-Nie jesteś na mnie zła.?- usłyszałam zachrypnięty głos Loczka
Pokiwałam przecząco głową. Jak mogłabym być zła na Hazze. Chciałam być stanowcza, ale co zrobić jak przed tobą leży taki, taki…TAKI HARRY.!?  Na twarzy chłopaka widniał szeroki uśmiech.
-Lili, chłopcy zaprowadzą cię do hotelu. Wyśpij się. Jutro przyjdziesz. –zaproponował Hazza
Jaki on kochany. Pomimo tego, że to on właśnie leży na łóżku szpitalnym to martwi się o mnie i moje samopoczucie. Cmoknęłam go w nos i zmierzwiłam jego włoski.
-Może chcesz coś.?
Hazz pokręcił głową. Pożegnałam go jeszcze pocałunkiem i wyszłam.
            Chłopcy siedzieli przy automacie do kawy. Zayn właśnie siłował się z tą wielką puszką wydająca gorące napoje. Podeszłam do nich jednak zatrzymałam się w bezpiecznej odległości. A co jeśli oni mnie znienawidzili.?! Przecież to przez mnie Hazza zaczął brać. Cofnęłam się o krok, mając nadzieje, że jeszcze mnie nie widzieli. Niestety.
-Lili. –usłyszałam w połowie radosny głoś Nialla.
Irlandczyk podbiegł do mnie i uściskał z taką siłą, że o mało mnie nie zgniótł. Jego oczy były podkrążone, na twarzy widoczny był już delikatny zarost. Zapewne siedział tu przez noc. Na głowie panował nieład, jego blond włosy sterczały w każdą możliwą stronę. Reszta chłopców natychmiast znaleźli się obok mnie obdarzając czułymi uściskami. Wszyscy wyglądali jak Blondynek, oprócz Lou… ten jak zwykle wyglądał nienagannie. Czerwonek rurki i idealnie dopasowana biała koszulka, w granatowe paski powodowała, ze miałam czelność myśleć o nim jak o uroczym chłopaku. Fryzura dodawała mu jeszcze wdzięku, który potęgował jego uśmiech spowodowany moim widokiem. Odwróciłam wzrok by Louis nie zauważył, ze się na niego gapię. Skarciłam się w myślach za przypominanie sobie zarysu jego mięśni, które ujawniały się dzięki bluzce.
-Co się stało Harryemu.? –bez większych zastanowień wyrzuciłam te pytanie
Widziałam jak chłopcy reagują na te pytanie. Zayn spuścił głowę, Niall odwrócił wzrok, Liam aż usiadł na krześle, a Louis…
-Zmieszał amfetaminę z kokainą. –wyjawił bez zbędnych ceregieli
Niall szturchnął go w ramię. Chyba wiedział, ze będę załamana, jednak byłam gotowa na realia życia. Harry bierze i zawsze wiedziałam, ze z tego będą kłopoty.
-Wysłali go wczoraj na detoks, a teraz ma iść na odwyk. Chyba, ze się nie zgodzi. –dokończył po czym upił łyk kawy.
            Detoks.?! Ale takie coś ponoć trwa kilka miesięcy. Nie wiem nie znam się, ale kiedyś był w naszej szkolę taki chłopak, który brał i siedział tam trzy miesiące. Harry chyba bierze dłużej niż on. Wiem, Hazz musi tam iść żeby było dobrze. To jest konieczne i jeśli naprawdę mu na mnie zależy to, to zrobi. Jeśli mu w ogóle na mnie zależy. Może nie mam dla niego absolutnie żadnego znaczenia. STOP.! O czym ja w ogóle myślę. Na pewno Harry mnie kocha. Mówił mi o wiele razy. Ufam mu.
-Będzie dobrze. –Liam objął mnie ramieniem. –Jedźmy lepiej do hotelu na pewno jesteś zmęczona.
Skinęłam głową i wraz z chłopcami ruszyliśmy na parking. Hotel był niedaleko. Zayn przechwycił moją walizkę i weszliśmy do ogromnego budynku. Po recepcji krążyło wiele osób, tych w uniformie jak i gości. Nie miałam głowy do zachwycania się przestrojem pomieszczenia. Weszliśmy do windy, która zabrała nas na jedenaste piętro. Zayn otworzył pokój jednym ruchem nadgarstka. Ich apartament podzielony był na sześć pomieszczeń. Pierwsze z nich pełniło funkcję ogromnego salonu, a reszta pokoje dla chłopców.
-Zajmiesz pokój Hazzy. –oświadczył mi mulat.
Zgodziłam się bez gadania. Czarnowłosy zaprowadził mnie do pomieszczenia i odstawił walizkę przy dużej drewnianej szafie, która wbudowana była w ścianie. Zayn zostawił mnie samą. Wzięłam ręcznik i luźną szarą koszulkę Hazzy i ruszyłam pod prysznic. Gorąca woda dawała niezwykłe ukojenie spiętym mięśniom. Umyłam się swoim różanym żelem i po ponownie odkręciłam kurek. Po wszystkim wytarłam się w puszysty ręcznik i założyłam koszulkę. Pomieszczenie intensywnie pachniało Harrym. Zdziwiłabym się gdyby tak nie było. To przecież jego pokój. Weszłam pod pierzynę, która otuliła mnie sobą jak i niezwykłą wonią perfum Hazzy.
            Ułożyłam się wygodnie i już chciałam zasnąć kiedy coś ukuło mnie w biodro. Odkryłam się i zauważyłam niebieski zeszyt z czarnym kotem na okładce. Był to ten sam, w którym Hazz pisał o swoich „furiach”. Nie powinnam go czytać, ale musiałam dowiedzieć się co powodowało w nim taką agresje. Niechętnie otworzyłam zeszyt. W końcu to ego własność. Zapisywał tam swoje przemyślenia i w ogóle. Nikt nie mógł go dotykać, ale ja musiałam się dowiedzieć kogo to wina. Kto powodował w nim tyle agresji. Skierowałam wzrok na pierwsze zapisane litery „To wszystko przez nich…”













Hej. Dawno mnie nie było, ale sytuacja uspokoiła się trochę mi mogę wracać do pracy. Oczywiście teraz nadchodzi czas szkoły i dochodzą lekcje jak i nauka w domu, więc będzie trochę trudniej pisać. Oczywiście będę starać się dwa razy mocniej by wstawiać posty na czas. :D