Rozdział 14
„Wyprowadzka”
Wstałam z cudownym humorem i
szybko popędziłam pod prysznic. Po krótkim orzeźwieniu ubrałam mój ulubiony,
czerwony kuplet bielizny, a na to krótkie spodenki i czerwoną koszulę w kratę.
Na nogi założyłam czarne trampki. Rozczesałam włosy, a później zaplotłam z nich
kłosa. Wszystko to odbyło się w zawrotnym tempie i już po około dziesięciu
minutach byłam na dole i przygotowywałam chłopcom śniadanie. 4/5 1D mozolnie
skierowało się do kuchni i zaczęło jeść to co przygotowałam. Co chwilę ich
poganiałam. Musieliśmy przecież jechać po Hazze. Zayn zjadł pierwszy, więc to z
nim pojechałam po mojego małego kociaka.
-Zaraz go Przytule. –powtarzałam gapiąc się w szybę i
poruszając się w dźwięk każdego słowa.
Mogę przysiąść, że Zayn
najchętniej wyrzuciłby mnie z auta, bo przecież ja też już nie mogłam ze sobą
wytrzymać, ale byłam taka podekscytowana.! W końcu mój Harry wraca do domu.
Znów będę mogła go całować, przytulać, spać z nim i wiele, wiele więcej…
Zatrzymaliśmy
się pod szpitalem, a ja szybko wysiadłam, wręcz wyskoczyłam. Zdaje mi się, że
poturbowałam kilku przechodniów, bo słyszałam niemiłe komentarze na mój temat,
ale nie zwracałam na to uwagi, przecież biegłam do Harryego, który najpewniej
siedzi już w recepcji zaniepokojony. Wpadłam do szpitala i rzuciłam się w
kierunku siedzącego na krześle lokatego przystojniaka. Poprawka…mojego lokatego
przystojniaka.
Pierwszy
raz po długim czasie mogłam poczuć jego ciepło, wtulić się w jego tors,
pocałować malinowe usta i dotknąć tych nieziemskich loczków. Nie mogłam się od
niego oderwać. W końcu przyszedł Zayn i zrobił to za mnie.
-No już spokój, bo chłopaka udusisz i będzie musiał tu
zostać.
-Jeszcze.!- wrzasnął Harry wyciągając do mnie ręce.
Zmierzwiłam mu włosy i chwyciłam jego torbę, którą
przywieźliśmy tu dzień po tym wypadku.
-To jak idziemy.- spytałam.
Powinniśmy
siedzieć już w aucie jednak Harry nawet nie myślał żeby wstać. Zaniepokoił mnie
wyraz jego twarzy. Przygryzł usta, a jego głębokie zielone oczy zaszła mgła.
Nerwowo pukał palcami o krzesło w rytm spokojnej piosenki puszczanej w
pomieszczeniu. Usiadłam obok niego i złapałam za rękę.
-Harry, co się stało.? –zdziwił się jego zachowaniem Zayn
-To znaczy…-zaczął rozglądając się na boki. –Ja czekam
jeszcze na coś. –oznajmił już ściszonym tonem
-Na co.?
Chłopak nie odpowiedział, bo
rozmowę przerwała nam pielęgniarka, która przywiozła…wózek inwalidzki.?! Czyli
Harry będzie jeździł na wózku.?! Ale to niemożliwe, przecież on ma dopiero
dziewiętnaście lat i wózek.?! Co będzie z ich trasami, z ich marzeniami.?! No,
ale przecież wózek to i tak lepsze od śmierci. Ważne, że miałam go przy sobie.
Pielęgniarka pomogła mu wsiąść, a ja nadal w szoku zawiozłam go do auta. Zayn
wsadził nowy pojazd Harryego –żeby nie mówić znów wózek inwalidzki – do
bagażnika i chwilę później ruszyliśmy do domu.
Zatrzymaliśmy się przed bramą
garażową i chwilę później znaleźliśmy się w domu. Harry przesiadł się na sofę,
a ja usiadłam obok niego. Jednak nie mogłam długo napawać się jego obecnością,
bo tą chwilę przerwali nam chłopcy zbiegający z góry. Każdy z nich wrzeszczał
coś, a wszystko mieszało się w jednym wielkim wrzasku. Przytulili Hazze i
zaczęli rozmowę jakby nic wcześniej się nie stało.
-Będziesz jeździł na wózku.?- spytał Lou wskazując na rzecz
przed nami.
Niall pacnął go w głowę jednak Louis nie cofnął pytania.
Loczek jedynie skinął głową i mocniej mnie do siebie przytulił.
-Długo.?- nie dawał mu spokoju
-Co cię to.?!- uniósł się Harry.
Wiedziałam
co to znaczy. Najpewniej nie chciał o tym mówić, bo kto by chciał, przecież to
jakby koniec jego młodości. Loui spojrzał na mnie, a ja widziałam iskierki w
jego oczach. Iskierki nadziei. Ten idiota pewnie myślał, że ja go zostawię, ale
przecież Curly jest dla mnie najważniejszy. Cmoknęłam mojego chłopaka w
policzek i szeroko się uśmiechnęłam.
-Może zrobimy na obiad taco.?- spytałam chcąc wyładować
napięcie.
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami, a ja poszłam do kuchni
przygotować posiłek. Chłopcy jeszcze o czymś zaciekle rozmawiali. Byłam w
kuchni i nie słyszałam o czym mówią. Jednak po chwili rozmowa stawała się coraz
bardziej zaciekła, a później słyszałam tylko podniesione głosy Louisa i
Harryego.
-Zabawny jesteś.!- do moich uszu dobiegł wręcz krzyk Lou
-Przestań.!- zainterweniował Liam.
Zaniepokojona weszłam do salonu.
Harry
siedział na sofie ze łzami w oczach, a Louis stał i patrzał się na niego
triumfalnie. Reszta chłopców siedziała obok Loczka wpatrując się w pasiastego z
zamiarem zabicia go. Podeszłam do nich bliżej i zajęłam miejsce pomiędzy Lou, a
Harrym. Niewiele mi to dało, bo BooBear stał, więc mógł kontrolować wszystko.
Curly schował twarz w dłonie i cicho zaszlochał. Co on mógł mu zrobić, że ten
się popłakał.?! Przecież Harry nie ma siedmiu lat.! Przytuliłam Hazze
prowokując go do tego żeby mi się pokazał.
Chłopak
odsłonił się i opadł na oparcie sofy. Jego oczy były czerwone i podpuchnięte, a
po policzkach spływały pojedyncze łzy. Zapewne powstrzymywał się od płaczu. Nie
wiedziałam co zrobić. Po pierwsze nigdy nie spotkałam się z taką sytuacją, a po
drugie nie wiedziałam o co chodzi. Harry wtulił się we mnie łaskocząc mój
policzek swoimi loczkami.
-Co się stało.?- spytałam cmokając go w policzek.
Oderwał się od mnie i otarł łzy. Widziałam, ze próbował się
uśmiechnąć jednak cos mu nie wychodziło. Jedyne co teraz widniało na jego
twarzy to grymas. Zmierzwiłam mu włoski. Najwyraźniej nie chciał o tym mówić.
Poszłam do kuchni i przyniosłam chłopcom po taco, tylko Harry dostał dwa na co
strasznie oburzył się Niall. Minęło trochę czasu zanim wytłumaczyłam mu
dlaczego Harry dostał dwa i że w kuchni jest ich więcej.
Harry
postanowił, ze będzie spać na dole, na sofie. Jego argumentem było to, że i tak
nie uda mu się zasnąć więc poogląda telewizje. Wieczorem podałam Harryemu
zamówiony sok jabłkowy i zniosłam mu na dół poduszkę jak i jego ulubiony
niebieski kocyk w kratkę po czym okryłam go nim i włączyłam mu telewizje.
-Podaj mi pilota.- poprosił Loczek.
Szybko wykonałam jego polecenie i już po chwili Harry skakał
po programach. Louis natomiast cały dzień nie wychodził z pokoju. Może ulotnił
się oknem. Nie wiem. Cały czas było u niego cicho
Weszłam do
kuchni i chwyciłam czystą szklankę, która po chwili wypełniła się ciemną
cieczą. Na biały talerz nałożyłam trzy porcje obiadu, przecież Louis cały dzień
był głodny. Przemknęłam cichutko obok zasypiającego już Hazzy i udałam się na
górę do pokoju Lou. Stanęłam przed jego drzwiami i nabrałam głośno powietrza.
Zapukałam i po chwili do moich uszu dobiegł cichy dźwięk „Wejdź”. Otworzyłam
drzwi, które później cicho się zatrzasnęły. Podeszłam do Lou. Leżał na łóżku w
samych dżinsach, wpatrując się we mnie z chytrym uśmieszkiem.
-Ja przyniosłam ci coś do jedzenia.- oznajmiłam na jednym
wdechu.
Szatyn wstał ze swojego miejsca i po chwili znalazł się tuż
obok mnie. Chwycił talerz jak i szklankę z Colą i odstawił na szafkę nocną.
Znajdował
się tak blisko mnie, że niemal czułam jego oddech na twarzy. Próbowałam odejść
jednak złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Puść mnie- szepnęłam. Nie chciałam by ktokolwiek usłyszał,
zwłaszcza Harry
Pokręcił przecząco głową i jeszcze mocniej mnie objął. Moje
serce zaczęło szybciej bić, krew także przyśpieszyła swoją wędrówkę po moim
ciele.
-Będę krzyczeć- oznajmiłam chcąc go przestraszyć.
Nie miałam zamiaru tego robić no chyba, ze w ostateczności.
Gdyby mnie do tego zmusił swoim zachowaniem. Teraz jest bardzo blisko tego.
Poczułam jak jego ręce zjeżdżają niżej, a po chwili wkradają się do dżinsów i
ściskają pośladki.
Już otworzyłam buzię żeby wołać o
pomoc, ale Louis był szybszy. Zamknął je pocałunkiem. Przywarł do mnie tak
mocno, że nie miałam nawet siły się wyrywać. Biłam go po klatce piersiowej
jednak to nic nie dało, jedynie zmorzyło jego ‘apetyt’. Jego dłoń zgrabnie
wkradła się do mojej bielizny tym samym przemykając na przód. Druga natomiast
złapała moje nadgarstki sprawnie przytrzymując je i nie pozwalając uciec.
Poczułam jak jego palce pawią się w okolicy mojej kobiecości powodując
niechciane dreszcze. Po chwili jeden z nich znajdował się we mnie, a później
dołączył drugi.
Nie wiedziałam, co mam robić,
przecież na dole siedzi mój chłopak, a kilka metrów stąd są jego koledzy.
Zaczęłam się kręcić. Próbowałam coś powiedzieć jednak jego usta mi to
uniemożliwiały. Nawet nie zauważyłam jak znalazłam się na jego łóżku, a nad mną
on. Teraz jego dłoń, która trzymała nadgarstki zakrywała mi usta, a dżinsy wraz
z bielizną znajdowały się na wysokości moich kolan. Chłopak szybko i gwałtownie
poruszał nimi we mnie, a moje ciało chcąc nie chcąc zaczęła na tą przyjemność
reagować. Próbowałam zacisnąć nogi jednak jego ciało mi to uniemożliwiało.
Zorientowałam się, że jego palce
zostały zamienione na coś większego, co dostarczyło mi jeszcze więcej
przyjemności, ale ja nie chciałam. Przecież kocham Harryego i teraz, kiedy
chłopak potrzebuje mojego wsparcie to ja daje dupy jego koledze. Zaczęłam
wiercić się i płakać, ale Louis nie robił sobie z tego nic jedynie przyśpieszył
swoje ruchy, które i tak już były gwałtowne. Do moich uszu dobiegało jego
sapanie i ciche jęki, które oznaczały bliski finał. Nie minęła chwila, a moje
ciało wygięło się w łuk, a ciepła sperma Louisa rozlała się w moim wnętrzu.
Zmęczony chłopak opadł obok mnie
i próbował unormować swój oddech. Miałam szansę szybko się ubrałam i uciekłam z
jego pokoju pozostawiając otwarte drzwi za sobą. Wbiegłam do swojego pokoju i
szybko się nakluczyłam w obawie przed napastnikiem. Rozpłakałam się. Jednak na
tyle głośno żebym sama mogła się usłyszeć. Poszłam do łazienki i szybko się
rozebrałam. Wskoczyłam pod strumienie zimnej wody. Musiałam to z siebie zmyć.
Wszystko. Dokładnie. Nie chciałam ani jednego śladu po tym co zrobił Lou.
Minęła godzina szorowania, a ja
nadal czułam się brudna. Męczyły mnie wyrzuty sumienia. Zakręciłam kurek i
ubrałam się w świeżą bieliznę i koszulkę Harryego. Wymknęłam się z pokoju i
zbiegłam na dół. Harry spał tak niewinnie. O niczym nie wiedział. Nie wiedział,
że jego dziewczyna jest taka…sama siebie nie mogę opisać. Podeszłam do niego i
delikatnie wślizgnęłam się pod kocyk. Sofa była duża, więc nie groziło nam
niewyspanie. Ja po prostu musiałam poczuć, że ktoś mnie ochroni. Owszem, Harry
nie mógł by cokolwiek zrobić, ale przecież to mój bohater, mój rycerz na białym
koniu.
Loczek drgnął po tym jak dotknęłam
go zimną ręką. Zauważyłam jak się przebudza. Pogładziłam go wewnętrzną stroną
dłoni tak, aby się uspokoił i mógł spać dalej. Nie chciałam żeby mnie widział.
Zapewne miałam czerwone oczy od płaczu. Zaczął by pytać, co się stało, a ja
wolałam uniknąć tego tematu.
- Lili.? –mruknął zaspany
-Mogę się z tobą położyć.?- spytałam niewinnie.
On objął mnie ramieniem i pokręcił się jeszcze chwilę tak
aby znaleźć dla siebie odpowiednią pozycje do spania. Ostatecznie stanęło na
tym, że leżał na mnie ze swoim ciałem pomiędzy moimi nogami i z głową na moich
piersiach. Pogładziłam go po włosach i po chwili usłyszałam jego ciche pochrapywanie.
Uświadomiłam sobie, że ja po prostu nie jestem jego warta.
Najlepiej
będzie jak się wyprowadzę. Przynajmniej na jakiś czas. Musiałam to wszystko
ogarnąć. Najchętniej zabrałabym Hazze ze sobą. Nigdzie nie zostawiała, ale
wiem, że on się na to nie zgodzi. Nie pojechał by ze mną, ale także nie
pozwoliłby mi nigdzie jechać, ale musiałam się od tego oderwać. Wpadłam na
plan. Jak dla mnie doskonały.
***oczami Harryego
Wstałem dość późno. Zegarek w
mojej komórce ukazywał kilka minut po dziesiątej. Pokręciłem się niespokojnie,
bo zabrakło mi tu czegoś. Poduszka była, kocyk też, pilot…wszystko na swoim
miejscu. Jednak coś mi nie pasowało. Nie było Lili. Być może przyśniło mi się
to, że w nocy przyszła do mnie. Powiem szczerze, ze przecież to nie był jedyny
sen z jej udziałem. Powolnie przeniosłem się do pozycji siedzącej. Poczułem ból
w nogach, który przeszedł dość szybko. Rozejrzałem się dookoła. Nikogo nie
było. Chłopcy mieli zapewne spotkanie z Paulem, a ja iść nie mogłem. Z resztą
ustalaliśmy to wcześniej.
Mój wzrok zatrzymała biała kartka
na stoliku do kawy. Chwyciłem ją i otworzyłem. To co przeczytałem było okropne.
Ona uciekła od mnie. Już mnie nie chciała, ale lepiej, że zrobiła to teraz niż
miała zrobić to w tedy kiedy rzeczywiście potrzebowałbym jej opieki, a przecież
za miesiąc wstanę. Tylko że…ja ją kocham i nie rozumiem dlaczego ona mnie nie.
Było nam razem dobrze. To wszystko przez ten wózek. Mogłem jej powiedzieć…
Zalałem się łzami. Moja Lili…ona uciekła…
Wiem, że jesteście pewnie oburzeni sposobem jakim opisałam Louisa, ale to poprostu siedziało mi w głowię i jakoś nic innego mi tu nie pasowało. Osobiście uwielbiam Lou i razem z Harrym zajmują pierwsze miejsce. Na przeprosiny wstawiam wam tu takich słodziaków.
Harry:
Wiem, że jesteście pewnie oburzeni sposobem jakim opisałam Louisa, ale to poprostu siedziało mi w głowię i jakoś nic innego mi tu nie pasowało. Osobiście uwielbiam Lou i razem z Harrym zajmują pierwsze miejsce. Na przeprosiny wstawiam wam tu takich słodziaków.
Harry:
Louis:
Przepraszam....:( Czy mi wybaczysz.?


