Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

środa, 31 lipca 2013

Rozdział 14 „Wyprowadzka”



                              Rozdział 14 „Wyprowadzka”
Wstałam z cudownym humorem i szybko popędziłam pod prysznic. Po krótkim orzeźwieniu ubrałam mój ulubiony, czerwony kuplet bielizny, a na to krótkie spodenki i czerwoną koszulę w kratę. Na nogi założyłam czarne trampki. Rozczesałam włosy, a później zaplotłam z nich kłosa. Wszystko to odbyło się w zawrotnym tempie i już po około dziesięciu minutach byłam na dole i przygotowywałam chłopcom śniadanie. 4/5 1D mozolnie skierowało się do kuchni i zaczęło jeść to co przygotowałam. Co chwilę ich poganiałam. Musieliśmy przecież jechać po Hazze. Zayn zjadł pierwszy, więc to z nim pojechałam po mojego małego kociaka.
-Zaraz go Przytule. –powtarzałam gapiąc się w szybę i poruszając się w dźwięk każdego słowa.
Mogę przysiąść, że Zayn najchętniej wyrzuciłby mnie z auta, bo przecież ja też już nie mogłam ze sobą wytrzymać, ale byłam taka podekscytowana.! W końcu mój Harry wraca do domu. Znów będę mogła go całować, przytulać, spać z nim i wiele, wiele więcej…
            Zatrzymaliśmy się pod szpitalem, a ja szybko wysiadłam, wręcz wyskoczyłam. Zdaje mi się, że poturbowałam kilku przechodniów, bo słyszałam niemiłe komentarze na mój temat, ale nie zwracałam na to uwagi, przecież biegłam do Harryego, który najpewniej siedzi już w recepcji zaniepokojony. Wpadłam do szpitala i rzuciłam się w kierunku siedzącego na krześle lokatego przystojniaka. Poprawka…mojego lokatego przystojniaka.
            Pierwszy raz po długim czasie mogłam poczuć jego ciepło, wtulić się w jego tors, pocałować malinowe usta i dotknąć tych nieziemskich loczków. Nie mogłam się od niego oderwać. W końcu przyszedł Zayn i zrobił to za mnie.
-No już spokój, bo chłopaka udusisz i będzie musiał tu zostać.
-Jeszcze.!- wrzasnął Harry wyciągając do mnie ręce.
Zmierzwiłam mu włosy i chwyciłam jego torbę, którą przywieźliśmy tu dzień po tym wypadku.
-To jak idziemy.- spytałam.
            Powinniśmy siedzieć już w aucie jednak Harry nawet nie myślał żeby wstać. Zaniepokoił mnie wyraz jego twarzy. Przygryzł usta, a jego głębokie zielone oczy zaszła mgła. Nerwowo pukał palcami o krzesło w rytm spokojnej piosenki puszczanej w pomieszczeniu. Usiadłam obok niego i złapałam za rękę.
-Harry, co się stało.? –zdziwił się jego zachowaniem Zayn
-To znaczy…-zaczął rozglądając się na boki. –Ja czekam jeszcze na coś. –oznajmił już ściszonym tonem
-Na co.?
Chłopak nie odpowiedział, bo rozmowę przerwała nam pielęgniarka, która przywiozła…wózek inwalidzki.?! Czyli Harry będzie jeździł na wózku.?! Ale to niemożliwe, przecież on ma dopiero dziewiętnaście lat i wózek.?! Co będzie z ich trasami, z ich marzeniami.?! No, ale przecież wózek to i tak lepsze od śmierci. Ważne, że miałam go przy sobie. Pielęgniarka pomogła mu wsiąść, a ja nadal w szoku zawiozłam go do auta. Zayn wsadził nowy pojazd Harryego –żeby nie mówić znów wózek inwalidzki – do bagażnika i chwilę później ruszyliśmy do domu.
Zatrzymaliśmy się przed bramą garażową i chwilę później znaleźliśmy się w domu. Harry przesiadł się na sofę, a ja usiadłam obok niego. Jednak nie mogłam długo napawać się jego obecnością, bo tą chwilę przerwali nam chłopcy zbiegający z góry. Każdy z nich wrzeszczał coś, a wszystko mieszało się w jednym wielkim wrzasku. Przytulili Hazze i zaczęli rozmowę jakby nic wcześniej się nie stało.
-Będziesz jeździł na wózku.?- spytał Lou wskazując na rzecz przed nami.
Niall pacnął go w głowę jednak Louis nie cofnął pytania. Loczek jedynie skinął głową i mocniej mnie do siebie przytulił.
-Długo.?- nie dawał mu spokoju
-Co cię to.?!- uniósł się Harry.
            Wiedziałam co to znaczy. Najpewniej nie chciał o tym mówić, bo kto by chciał, przecież to jakby koniec jego młodości. Loui spojrzał na mnie, a ja widziałam iskierki w jego oczach. Iskierki nadziei. Ten idiota pewnie myślał, że ja go zostawię, ale przecież Curly jest dla mnie najważniejszy. Cmoknęłam mojego chłopaka w policzek i szeroko się uśmiechnęłam.
-Może zrobimy na obiad taco.?- spytałam chcąc wyładować napięcie.
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami, a ja poszłam do kuchni przygotować posiłek. Chłopcy jeszcze o czymś zaciekle rozmawiali. Byłam w kuchni i nie słyszałam o czym mówią. Jednak po chwili rozmowa stawała się coraz bardziej zaciekła, a później słyszałam tylko podniesione głosy Louisa i Harryego.
-Zabawny jesteś.!- do moich uszu dobiegł wręcz krzyk Lou
-Przestań.!- zainterweniował Liam.
Zaniepokojona weszłam do salonu.
            Harry siedział na sofie ze łzami w oczach, a Louis stał i patrzał się na niego triumfalnie. Reszta chłopców siedziała obok Loczka wpatrując się w pasiastego z zamiarem zabicia go. Podeszłam do nich bliżej i zajęłam miejsce pomiędzy Lou, a Harrym. Niewiele mi to dało, bo BooBear stał, więc mógł kontrolować wszystko. Curly schował twarz w dłonie i cicho zaszlochał. Co on mógł mu zrobić, że ten się popłakał.?! Przecież Harry nie ma siedmiu lat.! Przytuliłam Hazze prowokując go do tego żeby mi się pokazał.
            Chłopak odsłonił się i opadł na oparcie sofy. Jego oczy były czerwone i podpuchnięte, a po policzkach spływały pojedyncze łzy. Zapewne powstrzymywał się od płaczu. Nie wiedziałam co zrobić. Po pierwsze nigdy nie spotkałam się z taką sytuacją, a po drugie nie wiedziałam o co chodzi. Harry wtulił się we mnie łaskocząc mój policzek swoimi loczkami.
-Co się stało.?- spytałam cmokając go w policzek.
Oderwał się od mnie i otarł łzy. Widziałam, ze próbował się uśmiechnąć jednak cos mu nie wychodziło. Jedyne co teraz widniało na jego twarzy to grymas. Zmierzwiłam mu włoski. Najwyraźniej nie chciał o tym mówić. Poszłam do kuchni i przyniosłam chłopcom po taco, tylko Harry dostał dwa na co strasznie oburzył się Niall. Minęło trochę czasu zanim wytłumaczyłam mu dlaczego Harry dostał dwa i że w kuchni jest ich więcej.
            Harry postanowił, ze będzie spać na dole, na sofie. Jego argumentem było to, że i tak nie uda mu się zasnąć więc poogląda telewizje. Wieczorem podałam Harryemu zamówiony sok jabłkowy i zniosłam mu na dół poduszkę jak i jego ulubiony niebieski kocyk w kratkę po czym okryłam go nim i włączyłam mu telewizje.
-Podaj mi pilota.- poprosił Loczek.
Szybko wykonałam jego polecenie i już po chwili Harry skakał po programach. Louis natomiast cały dzień nie wychodził z pokoju. Może ulotnił się oknem. Nie wiem. Cały czas było u niego cicho
            Weszłam do kuchni i chwyciłam czystą szklankę, która po chwili wypełniła się ciemną cieczą. Na biały talerz nałożyłam trzy porcje obiadu, przecież Louis cały dzień był głodny. Przemknęłam cichutko obok zasypiającego już Hazzy i udałam się na górę do pokoju Lou. Stanęłam przed jego drzwiami i nabrałam głośno powietrza. Zapukałam i po chwili do moich uszu dobiegł cichy dźwięk „Wejdź”. Otworzyłam drzwi, które później cicho się zatrzasnęły. Podeszłam do Lou. Leżał na łóżku w samych dżinsach, wpatrując się we mnie z chytrym uśmieszkiem.
-Ja przyniosłam ci coś do jedzenia.- oznajmiłam na jednym wdechu.
Szatyn wstał ze swojego miejsca i po chwili znalazł się tuż obok mnie. Chwycił talerz jak i szklankę z Colą i odstawił na szafkę nocną.
            Znajdował się tak blisko mnie, że niemal czułam jego oddech na twarzy. Próbowałam odejść jednak złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Puść mnie- szepnęłam. Nie chciałam by ktokolwiek usłyszał, zwłaszcza Harry
Pokręcił przecząco głową i jeszcze mocniej mnie objął. Moje serce zaczęło szybciej bić, krew także przyśpieszyła swoją wędrówkę po moim ciele.
-Będę krzyczeć- oznajmiłam chcąc go przestraszyć.
Nie miałam zamiaru tego robić no chyba, ze w ostateczności. Gdyby mnie do tego zmusił swoim zachowaniem. Teraz jest bardzo blisko tego. Poczułam jak jego ręce zjeżdżają niżej, a po chwili wkradają się do dżinsów i ściskają pośladki.
Już otworzyłam buzię żeby wołać o pomoc, ale Louis był szybszy. Zamknął je pocałunkiem. Przywarł do mnie tak mocno, że nie miałam nawet siły się wyrywać. Biłam go po klatce piersiowej jednak to nic nie dało, jedynie zmorzyło jego ‘apetyt’. Jego dłoń zgrabnie wkradła się do mojej bielizny tym samym przemykając na przód. Druga natomiast złapała moje nadgarstki sprawnie przytrzymując je i nie pozwalając uciec. Poczułam jak jego palce pawią się w okolicy mojej kobiecości powodując niechciane dreszcze. Po chwili jeden z nich znajdował się we mnie, a później dołączył drugi.
Nie wiedziałam, co mam robić, przecież na dole siedzi mój chłopak, a kilka metrów stąd są jego koledzy. Zaczęłam się kręcić. Próbowałam coś powiedzieć jednak jego usta mi to uniemożliwiały. Nawet nie zauważyłam jak znalazłam się na jego łóżku, a nad mną on. Teraz jego dłoń, która trzymała nadgarstki zakrywała mi usta, a dżinsy wraz z bielizną znajdowały się na wysokości moich kolan. Chłopak szybko i gwałtownie poruszał nimi we mnie, a moje ciało chcąc nie chcąc zaczęła na tą przyjemność reagować. Próbowałam zacisnąć nogi jednak jego ciało mi to uniemożliwiało.
Zorientowałam się, że jego palce zostały zamienione na coś większego, co dostarczyło mi jeszcze więcej przyjemności, ale ja nie chciałam. Przecież kocham Harryego i teraz, kiedy chłopak potrzebuje mojego wsparcie to ja daje dupy jego koledze. Zaczęłam wiercić się i płakać, ale Louis nie robił sobie z tego nic jedynie przyśpieszył swoje ruchy, które i tak już były gwałtowne. Do moich uszu dobiegało jego sapanie i ciche jęki, które oznaczały bliski finał. Nie minęła chwila, a moje ciało wygięło się w łuk, a ciepła sperma Louisa rozlała się w moim wnętrzu.
Zmęczony chłopak opadł obok mnie i próbował unormować swój oddech. Miałam szansę szybko się ubrałam i uciekłam z jego pokoju pozostawiając otwarte drzwi za sobą. Wbiegłam do swojego pokoju i szybko się nakluczyłam w obawie przed napastnikiem. Rozpłakałam się. Jednak na tyle głośno żebym sama mogła się usłyszeć. Poszłam do łazienki i szybko się rozebrałam. Wskoczyłam pod strumienie zimnej wody. Musiałam to z siebie zmyć. Wszystko. Dokładnie. Nie chciałam ani jednego śladu po tym co zrobił Lou.
Minęła godzina szorowania, a ja nadal czułam się brudna. Męczyły mnie wyrzuty sumienia. Zakręciłam kurek i ubrałam się w świeżą bieliznę i koszulkę Harryego. Wymknęłam się z pokoju i zbiegłam na dół. Harry spał tak niewinnie. O niczym nie wiedział. Nie wiedział, że jego dziewczyna jest taka…sama siebie nie mogę opisać. Podeszłam do niego i delikatnie wślizgnęłam się pod kocyk. Sofa była duża, więc nie groziło nam niewyspanie. Ja po prostu musiałam poczuć, że ktoś mnie ochroni. Owszem, Harry nie mógł by cokolwiek zrobić, ale przecież to mój bohater, mój rycerz na białym koniu.
Loczek drgnął po tym jak dotknęłam go zimną ręką. Zauważyłam jak się przebudza. Pogładziłam go wewnętrzną stroną dłoni tak, aby się uspokoił i mógł spać dalej. Nie chciałam żeby mnie widział. Zapewne miałam czerwone oczy od płaczu. Zaczął by pytać, co się stało, a ja wolałam uniknąć tego tematu.
- Lili.? –mruknął zaspany
-Mogę się z tobą położyć.?- spytałam niewinnie.
On objął mnie ramieniem i pokręcił się jeszcze chwilę tak aby znaleźć dla siebie odpowiednią pozycje do spania. Ostatecznie stanęło na tym, że leżał na mnie ze swoim ciałem pomiędzy moimi nogami i z głową na moich piersiach. Pogładziłam go po włosach i po chwili usłyszałam jego ciche pochrapywanie. Uświadomiłam sobie, że ja po prostu nie jestem jego warta.
            Najlepiej będzie jak się wyprowadzę. Przynajmniej na jakiś czas. Musiałam to wszystko ogarnąć. Najchętniej zabrałabym Hazze ze sobą. Nigdzie nie zostawiała, ale wiem, że on się na to nie zgodzi. Nie pojechał by ze mną, ale także nie pozwoliłby mi nigdzie jechać, ale musiałam się od tego oderwać. Wpadłam na plan. Jak dla mnie doskonały.
***oczami Harryego
Wstałem dość późno. Zegarek w mojej komórce ukazywał kilka minut po dziesiątej. Pokręciłem się niespokojnie, bo zabrakło mi tu czegoś. Poduszka była, kocyk też, pilot…wszystko na swoim miejscu. Jednak coś mi nie pasowało. Nie było Lili. Być może przyśniło mi się to, że w nocy przyszła do mnie. Powiem szczerze, ze przecież to nie był jedyny sen z jej udziałem. Powolnie przeniosłem się do pozycji siedzącej. Poczułem ból w nogach, który przeszedł dość szybko. Rozejrzałem się dookoła. Nikogo nie było. Chłopcy mieli zapewne spotkanie z Paulem, a ja iść nie mogłem. Z resztą ustalaliśmy to wcześniej.
Mój wzrok zatrzymała biała kartka na stoliku do kawy. Chwyciłem ją i otworzyłem. To co przeczytałem było okropne. Ona uciekła od mnie. Już mnie nie chciała, ale lepiej, że zrobiła to teraz niż miała zrobić to w tedy kiedy rzeczywiście potrzebowałbym jej opieki, a przecież za miesiąc wstanę. Tylko że…ja ją kocham i nie rozumiem dlaczego ona mnie nie. Było nam razem dobrze. To wszystko przez ten wózek. Mogłem jej powiedzieć… Zalałem się łzami. Moja Lili…ona uciekła…





Wiem, że jesteście pewnie oburzeni sposobem jakim opisałam Louisa, ale to poprostu siedziało mi w głowię i jakoś nic innego mi tu nie pasowało. Osobiście uwielbiam Lou i razem z Harrym zajmują pierwsze miejsce. Na przeprosiny wstawiam wam tu takich słodziaków.



Harry:



Louis:                                                                                                                                          


 Przepraszam....:(  Czy mi wybaczysz.?                                                                   

 









poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 12. „Niepokój o jutro”



                        Rozdział 12. „Niepokój o jutro”
            Wróciliśmy z Harrym do domu i ja od razu chciałam wziąć się za przygotowanie posiłku dla chłopców. Liam i Zayn siedzieli na sofie i oglądali „Gdzie jest Nemo.?”, a Niall leżał na dywanie obok i wrzeszczał. „Jestem głodny”
-Spaghetti.?- spytałam na co wszyscy wykrzyczeli „Tak”.
            Zabrałam się za gotowanie. Musiałam jeszcze wymyślić jak to wszystko powiedzieć Lou i jak pogodzić z nim Hazze. Ciekawe gdzie on był. Pewnie siedział u siebie w pokoju. Po tym co się stało. Wątpię, że będzie chciał się z kimś widzieć, ale trzeba spróbować.
            Nałożyłam Spaghetti na talerze, nalałam soku winogronowego i zaniosłam chłopcom do salonu. Obiad dla Louisa zaniosę razem z Harrym tak więc ciągle go pośpieszałam. Kiedy kończył odłożyłam jego talerz do zmywarki i zabrałam porcje dla Louisa. Pośpiesznie udaliśmy się do jego pokoju. Zapukałam i po słowie „Proszę”, weszliśmy. Chłopak był w nieciekawym stanie. Siny ślad na policzku było widać już z daleka. U Hazzy to na pewno pokaże się później, jak to zwykle bywa przy podbitym oku.
-Cześć- przywitałam się.
Dźgnęłam Stylesa w brzuch łokciem. To nie wypaliło by gdyby nie jego pomoc, a tak poza tym miałam dość ich ciągłych kłótni. Chłopak spojrzał na mnie ze skwaszoną miną, jednak się przełamał i wydusił z siebie ciche przywitanie. Lou odpowiedział trochę mniej entuzjastycznie niż zwykle. Podałam mu obiad, a on od razu wziął się za jego jedzenie. Chyba cały ten czas nawet nie zeszedł na dół. Chłopaki musieli robić mu niezłe wyrzuty. Usiadłam na rogu łóżka. Nie wiedziałam jak zacząć.
-Louis, bo my mamy dla ciebie małą niespodziankę.
Chłopak spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Odłożył obiad na szafkę nocną i zaczął się wsłuchiwać w nasz plan.
-Tak po pierwsze chciałem cię przeprosić. Za to wiesz, na dole- dodał Harry.
            Zaskoczył mnie. Zachował się tak dorośle wyciągając pierwszy dłoń. Uśmiechnęłam się szeroko i kontynuowałam opowiadanie o niespodziance.
-Bo zorganizowaliśmy dla ciebie randkę w ciemno.- dokończyłam.
-Lili…
-wiem podobam ci się, ale chociaż spróbuj- przerwałam mu.
Tomlinson tylko westchnął, a później na jego twarzy zobaczyłam uśmiech. Ucieszyłam się, bo w końcu były szanse na odbudowanie tego wszystkiego co straciliśmy przez bezmyślne kłótnie. Zanim się spostrzegłam chłopcy się przytulili, a ja szybko do nich dołączyłam. Po grupowym przytulasie podałam miejsce i godzinę spotkania Lou z Grettą. Oczywiście jedyną informacja, którą mu dałam to jej imię.
Szczęśliwa wyszłam wraz z Harrym z pokoju Lou. Nie mogłam uwierzyć. Właśnie się pogodziliśmy. Podskoczyłam z radości, uwieszając się na szyi Hazzy. Oplotłam go nogami wokół bioder i zaczęłam go całować po całej powierzchni twarzy.
-Postarałeś się.- pochwaliłam go dając ostatniego całusa w szyje.
-I chyba powinienem dostać nagrodę. –uśmiechnął się szeroko.
-Harry chłopcy są w domu. –oznajmiłam kiedy zamykał już drzwi do swojego pokoju na klucz.
-Nie usłyszą. – powiedział rzucając mnie na łóżko i zdejmując z siebie koszulkę
-Przyrzeknij –nie byłam pewna, więc wolałam mieć sto procent pewności.
Chłopak położył jedną rękę na sercu, a drugą uniósł.
-Już ja się o to postaram.
            Przygryzłam wargę. Krępowałam się trochę, ale pożądanie brało górę. Pociągnęłam chłopaka na siebie za pasek od spodni. Przygniótł mnie sobą chwilę patrząc na mnie. Wpiłam się zachłannie w jego usta, wplątując dłoń w jego miękkie loki. To było wszystko czego było mi trzeba. On i nic więcej. Moje ubrania poleciały w głąb pokoju, a usta Loczka na nowo poznawały moje ciało. Kreślił mokrą linie od szyi, zjeżdżając po obojczyku zatrzymując się na dłużej na dekolcie, a później ja nagich już piersiach, które wcześniej okrywał stanik. Jego usta wciąż nie zakończyły podróży. Zjeżdżał niżej zagłębiając swój język w moim pępku. Curly delikatnie ściągnął ze mnie dolną część bielizny, a ja złapałam głośno powietrze.
            Sama świadomość, ze znajdował się tak blisko mojej kobiecości powodował, ze wariowałam ze szczęścia. Czułam jego ciepły oddech, a po chwili ręce, które rozkładają mi nogi. Całował wnętrze moich ud kierując się coraz bliżej mojej wilgotnej już przyjaciółki. Pisnęłam kiedy poczułam jak zagłębia we mnie palec. Zakryłam usta rękoma by nikt mnie nie słyszał. Harry zaczął nim delikatnie poruszać dokładając po chwili następny. Wariowałam i pewnie gdyby nie duże dłonie trzymające moje biodra rzucałbym się po łóżku jak szalona.
            Chłopakowi było mało. Poczułam jego język, który tak sprawnie się poruszał. Jego długie liźnięcia zostały zastąpione krótkimi, ale stanowczymi ruchami. Doskonale zajął się moją łechtaczką przy czym piszczałam tak głośno, że chłopcy na pewno słyszeli. Poczułam jak dochodzę. Moje ciało już miało wygiąć się w łuk, kiedy on przestał.
            Podciągnął się na górę i spojrzał mi głęboko w oczy. Przyciągnęłam go do siebie i wpiłam się w jego malinowe usta. Chłopak jęknął kiedy otarłam się o jego kolegę. Wiedziałam, że muszę działać. Nawet jeśli kiedyś wydawało mi się to ohydne i niepoprawne to teraz zrobienie tego było moim największym marzeniem. Przewróciłam go na plecy, siadając na nim okrakiem. Ani na moment nie przerwałam pocałunku.
Wsunęłam rękę do jego białych bokserek i chwyciłam jego przyrodzenie. Ledwo mieściło mi się w ręce. Wykonywałam powolne ruchy w górę i w dół. Chłopak cicho jęknął. Zeszłam niżej i ściągnęłam jego białe bokserki. Żołnierzyk stał już na baczność i czekał aż ktoś się nim zajmie. Polizałam jego czubek i włożyłam kawałek do buzi. Zaczęłam go ssać. Ręką zaczynałam wykonywać szybsze ruchy. W końcu rękę zastąpiły usta. Włożyłam go całego do buzi. Chłopak zaczął jęczeć coraz głośniej prowokując mnie do działania. Przyśpieszyłam ruchy głowa jak i te językiem.
Poczułam jak drży. Odgłosy wydawane przez mojego chłopaka były jak melodia dla uszu. Wplótł swoją rękę w moje włosy i zaczął poruszać moją głową w nadany przez niego rytm. Na końcu przytrzymał ją przy swoim kroczu powodując, że jego sperma znalazła się w mojej buzi. Połknęłam wszystko. I jasno mogę stwierdzić, że nic nie smakowało tak dobrze jak to. Oblizałam usta i wróciłam do ukochanego.
            Momentalnie znalazłam się pod nim. Curly założył prezerwatywę i powoli zaczął zbliżać się do mojego wejścia. Robił to bardzo wolno doprowadzając mnie do szału. Tak bardzo chciałam mieć go już w sobie. Nagle wszedł we mnie, a ja już miałam pisnąć, ale chłopak wpił się w moje wargi tłumiąc jęk. Nie był już taki delikatny jak wczoraj. Prowadził mnie na granicę przyjemności i bólu. Robił to tak szybko. Był jak maszyna. Dochodziłam i jemu chyba na tym zależało. Jęczałam, a chłopcy to na pewno usłyszeli.
Próbowałam być cicho, ale przyjemność sama wychodziła z moich ust. Spojrzałm na chłopaka nad sobą. Widok jak się poruszał był cudowny. Jego oczy były tak dzikie jak jego ruchy, ilustrował moją twarz szybkimi ich ruchami. Momentalnie wtuliłam się w niego. Imię Loczka pomieszało się z jękami. Widziałam jak źrenice tych szalonych oczu powiększają się, a Curly otwiera usta, z których teraz wydobywa się dźwięk gardłowy. Jeszcze chwilę poruszał się w mnie, a później wyszedł i położył głowę na moim dekolcie.
-To chyba twoje ulubione miejsce – powiedziałam kiedy mój oddech się unormował.
 Hazza tylko szeroko się uśmiechnął i jeszcze mocniej się we mnie wtulił. Okryłam nas niebieskim kocem, a po chwili usłyszałam jak chłopak zaczyna cicho pochrapywać.
            Przetarłam jeszcze zaspane oczy i rozejrzałam się po pokoju. Byłam u Harry’ego, który teraz leżał na mnie. Poruszyłam go delikatnie, a on spojrzał na mnie.
-Zejdź ze mnie muszę zrobić kolacje.- oznajmiłam wypuszczając głośno powietrze.
No tak zdrzemnęliśmy się na kilka godzin po… „zabawie”. Hazza jęknął niezadowolony i ułożył się obok zabierając mi kocyk.
-Ale później masz przyjść, bo jak nie… –zagroził mi palcem
-Przyjdę, obiecuje –oznajmiłam przypominając sobie o poprzedniej obietnicy chłopaka- I słowa dotrzymam, a nie tak jak ty.
            Curly tylko szeroko się uśmiechnął i podparł na łokciu. Ja w tym czasie zaczełam się ubierać, a widząc, że Hazza się na mnie patrzy robiłam to ruszając się przy tym uwodzicielsko. On przygryzł wargę.
-Zaraz cię zgwałcę –roześmiał się, a ja ubrana jak najszybciej uciekłam z pokoju.
***nazajutrz
            Była za dziesięć dziewiąta, a Louis strasznie się ociągał. Jak nic się spóźni. Zachowywał się tak jakby mu na tym w ogóle nie zależało. Bo może tak było.? Wiedziałam, że ja bardziej się tym przejmowałam niż on. W końcu nie zależało mu na tej dziewczynie. Robił to tylko dlatego bo go o to poprosiłam i byłam mu za to ogromnie wdzięczna, ale mógł pokazać, że bardziej się w to angażuje.
            W końcu zeszedł na dół ubrany w czerwone spodnie i bluzkę z granatowymi paskami. Obrócił się kilka razy żebym mogła go zobaczyć. Poprawiłam pasmo, które akurat spadło na jego oczy i wręczyłam mu bukiet kwiatów. Louis przewrócił oczami i udał się do samochodu. Widziałam jak odjeżdża i miałam nadzieje, że wszystko pójdzie dobrze.
            Poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu, a później muska moją szyje. Mój kochany idiota. Obróciłam się do niego i mocno wtuliłam się w ciepłe ciało Harry’ego. Usłyszałam jak Curly zabawnie szlocha. Spojrzałam na niego.
-Oni tak szybko dorastają. –powiedział z udawanym płaczem.
-Oj, nie rozpaczaj tak. –poklepałam go po ramieniu.
Rozsiadłam się z Harrym na sofie i włączyliśmy jakiś film na DVD.
            Godziny mijały, a Louis nie pojawił się w domu. Byłam zaniepokojona. Rozumiem jest dorosły i może wracać kiedy mu się podoba, ale na randkę pojechał o dziewiątej, a teraz jest już dwudziesta trzecia. Co jak co, ale nie wraca się o tak późnej porze z pierwszej randki.
-Hareh, może zadzwonię. –przekonywałam chłopaka.
-Daj spokój, pewnie się zabawiają i będziesz im przerywać.- zaprotestował obejmując mnie ramieniem.
            Próbowałam zasnąć, ale nie mogłam. Gretta nie jest typem dziewczyny, która pozwoliła by chłopakowi na takie coś przy pierwszym spotkaniu. W głowie wyobrażałam sobie najróżniejsze mroczne sceny jak i te pozytywne. Połowa z nich była tak niewiarygodna, że miałam ochotę walnąć się w głowę za ich wymyślenie.
-Harry, ja jednak zadzwonię
-Rób jak chcesz- odpowiedział zrezygnowany.
Chwyciłam telefon i poszłam na korytarz. Najpierw próbowałam dodzwonić się do Lou, jednak bezskutecznie. Po dziesięciu próbach zadzwoniłam do Grety, która odebrała już po dwóch sygnałach.
-Słucham –usłyszałam zaspany głos koleżanki
-Przepraszam, że dzwonie tak późno, ale nie ma gdzieś tam z tobą Louisa.?
-Louisa.? –zdziwiła się –No chyba żartujesz.! On nawet na randce się nie pojawił i nie dość, ze zmarnowałam dwie godziny czekania to jeszcze popsuł mi humor. Idiota
Zaniepokoiłam się. Jak to Louis nie dojechał na randkę, przecież pojechał na nią. Co ten idiota znów wymyślił.?! Rozłączyłam się szybko i pobiegłam do Hazzy. Stuknęłam go kilka razy w ramię, a chłopak się obudził.
-Co znowu.?! –zapytał zaspany.
-Lou, nie pojawił się na randce.
-Jak to „nie pojawił”.?!
Loczek usiadł obok mnie i przytulił. Schowałam twarz w dłoniach. Gdyby nie ja pewnie spał by już w łóżku, a tak nie wiadomo gdzie jest. Zobaczyłam, ze Harry wstaje i zaczyna się ubierać.
-Co ty robisz.?
-Jadę go poszukać. –odpowiedział bez zastanowienia.
-Jadę z tobą.
-Nie ma mowy-zabronił mi –Połóż się spać, a ja niedługo przywiozę tego wariata.
            Podeszłam do niego i ucałowałam. Harryemu na pewno zależało na przyjacielu, tak mocno, ze mógł zarwać noc dla niego. Założył swoją szarą bluzę od dresów i chwycił kluczyki od auta.
-Nie martw się. Znajdę go. –oznajmił przytulając mnie do siebie od tyłu
-Kocham cię, wiesz.?- obróciłam się do niego.
Miałam taką wewnętrzną potrzebę, żeby mu to powiedzieć. Wtuliłam się w niego mocniej, a po chwili widziałam jak wychodzi. Słyszałam dźwięk odpalanego samochodu, a później ucichł. Próbowałam spać, ale nic mi z tego nie wyszło. W końcu moje powieki zrobiły się ciężkie, a ja odpłynęłam w błogi sen.
Obudził mnie trzask drzwi. Było jeszcze ciemno. Spojrzałam na zegarek. Trzecia. Zbiegłam szybko na dół z nadzieja, że to Harry przyprowadził Louisa. Jednak trochę się zdziwiłam widząc tylko wstawionego Lou, który zatacza się kierując się na górę.
Lou.?!- wrzasnęłam z pewnością, że obudziłam resztę chłopców. –Gdzie Harry.?!
-Harry.?! Jaki Harry.? –zdziwił się –Tak się zakochałaś, że wszędzie go widzisz.? –parsknął śmiechem
-Właśnie jest problem, bo go nie widzę.!- krzyknęłam na niego
            Chłopak próbował przedostać się na górę, jednak nie za bardzo mu to wychodziło. Obijał się co rusz o coś. Stłukł dwa wazony i przewrócił stolik do herbaty. Prawie się wywrócił, ale zdążyłam złapać go w pasie.  Loui podparł się rękoma o ścianę. Byłam pewna, że zachwalę zwymiotuje, więc szybko zaprowadziłam go do łazienki. Było widać, że cały dzień picia mu nie służył, tak w ogóle to nikomu nie służy.
            Pomijając to, że był cały poobijany i zadrapany, a na ciele odznaczały się ślady walki z Harrym to był bardzo blady. Lekka opalenizna, którą miał jeszcze dziś rano zmieniła się na biel jaką charakteryzuje się płatek śniegu. Oparłam się o framugę drzwi i zamknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć jak się męczy. Nagle poczułam ciepłą dłoń na ramieniu. Z nadzieją, ze to Harry szybko otworzyłam oczy. Jednak nie. Przed mną stał tylko Liam, Niall i Zayn, którzy tak samo jak ja zamartwiali się stanem ich kolegi. Spuściłam wzrok.
            Gdzie jest Harry.?! Przecież obiecał, że wróci. Zbliżała się czwarta. Hazzy nie było już z cztery godziny jak nie więcej. Martwiłam się o niego. Pomimo tego, że nie jesteśmy ze sobą od niewiadomo ilu. Był mi bliski, przecież zaufałam mu do tego stopnia, że oddałam mu niewinność. Nie wiedziałam co robić. Wtuliłam się w ciepły tors Liama. Nie wiem czemu. Może po prostu potrzebowałam tego uczucia, zapachu męskich perfum, a Liam używał prawie takich samych perfum co mój Hazza no i był najbliżej.
-Lili, nie płacz.- pogłaskał mnie po głowie.
Wiedział lepiej od mnie co się dzieje z moim ciałem. Ja nawet nie zauważyłam tych łez, które spływały mi po policzku. Zayn poszedł do Lou i ukucnął obok niego. Tylko on był na tyle odważny żeby do niego bliżej podejść.
-Idioto. Masz szczęście, że Harry śpi, bo by cię chyba utopił w tym kiblu- usłyszałam głos mulata.
-Harryego nie ma.- odkleiłam się od Liama.
Poczułam teraz wzrok chłopców na moim ciele. Jak ja im miałam to powiedzieć. Wysłałam ich przyjaciela na bezcelowe poszukiwania i jeszcze nie przyszedł do domu.
-Pojechał go szukać i nie wrócił- dokończyłam chowając twarz w dłonie.
Na chwilę nastała niezręczna cisza, a w pomieszczeniu słyszeć było tylko mój cichy szloch i dźwięki wydawane przez Lou. Bałam się co oni teraz powiedzą. Mogłam już teraz iść i się spakować, bo wiem, że nie jestem tu już mile widziana.
-Mała, jeśli pojechał po Louisa to pewnie jeszcze go szuka. –oznajmił Li
-Na pewno, z resztą już lecę do niego zadzwonić i powiedzieć mu, że czekasz na niego w łóżku- dodał Niall puszczając mi oczko, na co delikatnie się uśmiechnęłam.
Blondyn oddalił się na chwilę, a ja pomogłam Zaynowi zanieść Louisa do jego łóżka. Rozebraliśmy go i przykryliśmy kołdrą. Czarnowłosy zmierzwił mi włosy i podniósł kącik ust.
-Harry jest jak kot- zaczął, a ja spojrzałam na niego z zaciekawieniem. –Zgłodniej to wróci. –dokończył pokazując mi swoje zęby.
Zeszliśmy na dół i usiedliśmy na sofie. Od razu spojrzałam na Nialla, który zszokowany jeszcze trzymał telefon w ręce. Uśmiech zszedł mi z twarzy. Blondyn skierował wzrok na mnie i powstrzymując łzy głośno przełknął ślinę. Wiedziałam, że stało się coś złego. Przecież chłopcy nie płaczą z byle powodu.
-Co się stało.? –spytałam nieśmiało.
Chłopak spuścił wzrok. Ja spojrzałam teraz na Zayna. On także wydawał się być zaniepokojony całą tą sytuacją. No a kto by nie był. Oczywiście nie licząc Louisa, który zapewne smacznie sobie śpi.
-Harry…- zaczął Liam- On chyba miał wypadek.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 11. „Randka dla Lou.”



 Rozdział 11. „Randka dla Lou.”
Obudziłam się wtulona w Harry’ego. Musiała minąć chwilka za nim uświadomiłam sobie co wczoraj się wydarzyło. Przypominałam sobie cudowne chwilę. Rozejrzałam się po pokoju. W kącie leżał mój biustonosz. Na środku pokoju znajdowały się moje majtki, a na prawej lampie wisiały bokserki chłopaka. Było półgodziny po ósmej. Tak jak obiecałam musiałam obudzić Harry’ego. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam gładzić po torsie.
-Harry…- obdarzyłam go całusem w szyje- Wstawaj.
            Chłopak przeciągnął się i ziewnął. Jego dłonie wylądowały na moich biodrach. Spojrzałam na niego. Oczy miał ledwie otwarte, ale jego uśmiech był szeroki. Cmoknęłam go w usta i przytuliłam.
-Tak to ja mogę się budzić codziennie. –oznajmił kierując swoje duże dłonie na moje pośladki. Ścisnął je na co ja westchnęłam.
Wiedziałam co mu chodzi po głowie, ale ja musiałam jeszcze przygotować śniadanie. Chłopcy pewnie dawno wrócili do domu. Niall’a i Louis’a najpewniej bolały głowy po imprezie, więc musiałam jeszcze znaleźć tabletki na ból głowy.
-Muszę iść pod prysznic.- powiedziałam wymykając się z łóżka. Curly zrobił to samo. Podał mi ręcznik i swoją koszule.
Umyłam się żelem chłopaka. Bo tylko taki był, a z resztą lubię pachnieć męskim zapachem. Teraz się powącham i wiem, że mnie ktoś kocha.! Zwolniłam prysznic dla Harry’ego i poszła do pokoju szybko się ubrać, umyć zęby i uczesać. Zrobiłam to w rekordowym czasie. Chciałam też jak najszybciej znaleźć się na dole, ale zahaczyłam moją granatową spódniczką o klamkę i upadłam na ziemię z hukiem. Przy upadku z koka wyślizgnęło mi się kilka pasm włosów.
Zobaczyłam Harry’ego, który roześmiany wychodzi w samych bokserkach z pokoju. Widziałam jak go bardzo to rozśmieszyło, ale był jeden plus tej całej akcji. Przyszedł do mnie w samych czarnych bokserkach, które idealnie dopasowywały się do jego ciała. Oblizałam usta, a on jeszcze szerzej się uśmiechnął.. Jego ręce złapały mnie w tali i bez problemu uniosły do góry, tak, ze miałam problemy z dotchnięciem podłogi.
-Moja mała niezdara- powiedział i ucałował mnie w nos.
Owinęłam nogi wokół jego talii i pocałowałam go w czoło, na którym znajdowały się jeszcze mokre od prysznica loczki.
-Mój mały nagusek.- droczyłam się z nim.
Jednak Curly uraczył mnie tylko swoim szerokim uśmiechem.
Ponagliłam go by poszedł do końca się ubrać, a ja zeszłam na dół w celu przygotowania śniadania.
            Kiedy skończyłam nakryłam do stołu i posypałam suflet z czereśniami cukrem pudrem. Pierwszy zszedł na dół Louis, więc od razu podałam mu tabletki na ból głowy i wodę. Usiadłam na blacie w oczekiwaniu na innych. Jak na złość się ociągali.
-Lili- odezwał się Lou. Próbowałam nie zwracać na to uwagi jednak był nachalny –Dlaczego się nie zgodziłaś.?- spytał smutny.
-Miałam swoje powody –oznajmiłam obojętnie. Nie chciałam żeby było mu przykro, ale też nie chciałam dawać mu nadziei.
            Chłopak nie dawał jednak za wygraną. Wstał od stołu i podszedł do mnie. Złapał za mój podbródek i skierował moją twarz na niego. Miałam nadzieje, że Harry jeszcze się nie zjawi. Rozszarpał by go chyba. Odsunęłam go lekko by był na bezpiecznej odległości.
-Lili, proszę. –próbował się uśmiechnąć jednak wyszedł mu z tego jedynie grymas. – Tylko jedna randka i jeśli ci się nie spodoba to ja już nie będę prosił o kolejną.
-Już teraz nie podoba mi się moja propozycja.
            Usłyszałam kroki chłopaków. Całe szczęście. Chyba dostałabym szału sama z Louis’em. Krótko po nich przyszedł Harry, który na mój widok szeroko się uśmiechnął. Mi na policzki wkradły się jedynie rumieńce. Miałam nadzieje, że chłopcy nie dowiedzą się o co chodzi. Mój kociak podszedł do mnie i cmoknął w usta, przygryzając moją wargę. Oderwałam się od niego na chwilę by podać Niall’owi tabletki i wodę.
            Wszyscy siedzieliśmy już przy stole. Atmosfera była napięta. Może tylko dla mnie. Byłam pomiędzy młotem a kowadłem. Z mojej prawej strony znajdował się Harry, a naprzeciwko Louis. Próbowałam się tym nie przejmować i zaczęłam jeść jedną z sześciu porcji jajek zapiekanych z fetą, włoską kapustą i pomidorami. Nabrałam posiłku na widelec i już kierowałam go do ust kiedy Harry przekierował go na swoją stronę sprawiając, że to co na nim było zniknęło jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Nie złościłam się na niego, wręcz przeciwnie rozbawiło mnie to, ale dla Lou był to kolejny powód do kłótni.
-Mógłbyś dać jej zjeść.?- spytał oburzony.
Poczułam jak Liam kopie go pod stołem, bo także dostałam.
-O co ci znowu chodzi.?- zdziwił się Harry
-Dziewczyna chce zjeść, a ty nie dajesz jej spokoju, ale przykro mi napaleńcu musisz poczekać dopiero do wieczora.
-Mi przynajmniej staje.- warknął oburzony.
-Eleonor jakoś nie narzekała.
-Taaa- zaczął lekceważąco –Eleonor, pamiętam ją, jeszcze głupsza od swojego byłego. –dodał bawiąc się posiłkiem.
            Tego było chyba za dużo. Louis wstał od stołu i podszedł do Hazzy podnosząc go z krzesła. Obserwowałam tą całą sytuacje z boku. Bałam się cokolwiek powiedzieć byłam oszołomiona.
-Powiedziałem tylko, ze masz dziewczynie dać zjeść. –krzyknął Tomlinson
-I nie potrzebnie.! Nie mieszaj się do cudzych związków skoro sam nie potrafiłeś zadbać o swój. –uniusł się Curly.
            Louis był jak Bąba. Wybuchł w najmniej oczekiwanym momencie. Uderzył Hazze w twarz. Przez chwilę chłopak stał tylko wpatrując się w niego, ale później przyparł go do ściany i kopnął w brzuch. Postanowiłam ich od siebie odciągnąć. Byli jak psy walczące o dominacje. Teraz jednak się nie bałam uderzenia, ale że może stać się im coś poważniejszemu. Chodziło nie tylko o mojego ukochanego Hazze, bo to naturalne, że się o niego martwiłam, ale także o Louis, który także jest człowiekiem i ma uczucia.
            Podbiegłam do nich i odciągnęłam Harry’ego powodując, że prawie rozszarpałam jego czarną bluzkę. I tak nie stało by się nic takiego. Miał ją już porwaną przy szyi, a sprawcą był Lou. Spojrzałam na niego. Sapał ze zmęczenia i ze wściekłości. Miał rozciętą wargę jak i podbite prawe oko, a z nosa płynęła mu krew. Louis też nie wyszedł z tego cało. Czerwony ślad na policzku sugerował mocne walnięcie Loczka. Jednak z tego całego zamieszania i skoczenia testosteronu nie czuli bólu. Dopiero po chwili Tommy zsunął się po ścianie łapiąc się za brzuch. Posadziłam Hazze na jednym z krzeseł i pomogłam Liamowi zaciągnąć Lou na kanapę do salonu. Reszta chłopców poszła za Liamem, a ja zostałam z Harrym. Usiadłam na krześle obok i prędzej namoczoną ściereczką zaczęłam mu ścierać krew z nosa. Cały czas patrzał się w podłogę. Uniosłam jego podbródek do góry by dobrze go wytrzeć.
-Harry. Nie możecie wiecznie się kłócić – powiedziałam łagodnie.
-Ale to on zaczął- tłumaczył się jak małe dziecko. Mógł przecież nie zwracać na to uwagi.- Po co się mieszał do tego co robimy. Chyba specjalnie szukał zaczepi –odburknął.
-Zróbmy tak. Na jakiś czas przestaniecie sobie wchodzić w drogę, a ja wraz z Dianą poszukamy Lou dziewczynę –zaproponowałam
Chłopak tylko skinął głową znacznie spokojniejszy.
            Był problem. Nie znałam tak dobrze Louisa. Potrzebowałam czyjejś pomocy. Harry znał go bardzo dobrze, więc on mógł mi pomóc. To był jeden warunek. Zgodził się. Czym prędzej zadzwoniłam do Diany i umówiłam się z nią na trzynastą w Milk Shake City.
Miałam trochę czasu, więc zdążyłam zrobić ciasteczka z czekoladą dla chłopców i do tego zrolowane tosty francuskie i owocami leśnymi, by jakoś dotrwali do obiadu.
            Autem Harry’ego dojechaliśmy tam w sekundę. Diana już czekała z jakąś książką w ręku. Strasznie się ucieszyła kiedy spotkała mnie w towarzystwie Harry’ego. Już to widzę ciągłe pytanie się co u „mojego miśka”. Zawsze nazywała tak moich chłopaków. Weszliśmy do środka i przywitaliśmy się z Dianą.
-Nie musisz mi mówić kto to jest- wypaliła z burakiem na twarzy.
Dobrze, wiem Harry jest członkiem zespołu One Direction. Jest on bardzo popularny i nawet mi zdarzało się słuchać ich piosenek, ale myślałam, że przywitamy się jak normalni ludzie. Usiedliśmy przy ławce, a Harry zamówił nam shake. Przyjaciółka pokazała mi, ze ma przy sobie album szkolny, więc szybko znajdziemy Louisowi jakąś dziewczynę.
Kiedy dyskutowałyśmy na temat różnych dziewczyn przyszedł Harry z trzema kubkami zimnego napoju. Podał je nam, a ja z zaciekawieniem spojrzałam na kubeczek. Miałam na nim zdjęcie mojego chłopaka. Wskazałam na nie i chłopak szeroko się uśmiechnął.
-O jakieś nowe.! Nie widziałem ich jeszcze. –co jak co, ale nie umiał kłamać, uśmiechał się wtedy jeszcze szerzej niż zwykłe.
-Kotku, znam cię trochę i wiem, że kłamiesz- oznajmiłam mu kładąc dłoń na jego ramieniu.
Chłopak wtulił się we mnie i zachichotał jak mała dziewczynka.
-Co ci się stało.? –zdziwiłam się
-Jestem twoim kotkiem. –zachichotał ponownie, a ja ucałowałam go w czoło.
-Dobra, bierzmy się za szukanie dziewczyny, bo noc nas zastanie.- pośpieszył nas Diana.
            Szukałyśmy odpowiedniej dziewczyny dla Lou, ale z Harrym jakoś nam to nie szło. Wybrzydzał jak mała dziewczynka. „Lou, nie lubi kujonek.”, „Za wysoka.”, „Ta ma piegi” i już myślałam, że go ukatrupię, ale nastała dobra passa.
-Ta jest dobra.- wskazał palcem na uśmiechniętą rudą dziewczynę.
-Gretta Rowent.?
Chłopak skinął głową na znak zgody. Mi pasowało. Lubiłam ją, była miła, a do tego szalona w sam raz dla Louisa. I jeszcze ten kolor włosów. Tomlinson na pewno przypomni sobie o marchewkach kiedy ją zobaczy. Diana zadzwoniła do niej i spytała czy nie ma ochoty na małą randkę w ciemno. Zgodziła się bez wahania. Trzeba było namówić już tylko Lou.

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 10. „Jestem tego pewna.”



Rozdział 10. „Jestem tego pewna.”
            Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Chciałam tego, ale nie wiem, to było dziwne uczucie. Wyobrażałam sobie jak się na niego rzucam, ale w środku coś mnie hamowało. Wstydziłam się, sama nie wiem czego. Może, że mi cos nie wyjdzie, że będzie się śmiać, ale byłam pewna, że tego chcę, że chcę to przeżyć razem z nim.
            Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy. Musiałam się zastanowić. Teraz była doskonała chwila. Chłopcy gdzieś poszli, więc zostaliśmy sami. Mogliśmy to zrobić, musiałam się tylko zgodzić.
-Lili…
-Tak –przerwałam mu. Chłopak spojrzał na mnie –Zgadzam się. –oznajmiłam cicho.
            Loczek podniósł mój podbródek i wpił się w moje usta. To było cudowne. Jego język doskonale dogadywał się z moim. Harry powoli przekręcił się tak, że znalazł się na mną. Owinęłam rękoma jego kark i przyciągnęłam do siebie. Curly obdarowywał teraz całusami moją szyje. Było to takie przyjemne. Czułam się jak porcelanowa laleczka, która za chwile miała się rozpaść. Hazza złapał za róg mojej niebieskiej piżamki i zdjął ją ze mnie. Leżałam przed nim w samej bieliźnie. Zapalił światło i teraz widziałam jak wpatruje się w moje prawie nagie ciało. Krępowało mnie to. Schylił się do mnie i cmoknął mnie w usta.
-Nie bój się. Zaopiekuję się tobą. –oznajmił kładąc ręce na mojej talii. Poczułam jak jego wargi kierują się na mój brzuch i po chwili pieszczą go swoim delikatnym dotykiem. Skierował dłonie na moje biodra i przyciągnąl mnie w dół, tak, że na na wysokości twarzy miał moje piersi. Harry obrał sobie za cel bardziej intymne miejsce i usta skierował na mój dekolt. Po zostawieniu dużej ilości malinek zaczął mu przeszkadzać stanik.
            Poczułam w brzuchu mocny ścisk. Wstydziłam się. Pierwszy raz miałam pokazać się komuś nago, nie licząc rodziców. Nabrałam powietrza i wygięłam się w łuk by ułatwić mu dostęp do zapięcia. Odpiął go jednym szybkim ruchem. Było widać, że ma wprawę. Cieszyłam się, bo wiedziałam, że mnie poprowadzi. Po chwili widziałam jak odlatuje w jakiś kąt pokoju. Spojrzałam na chłopaka. Można powiedzieć, że był wręcz zafascynowany.
            Moje piersi były dość duże. Szczerze, to mi przeszkadzały. Mogłam je komuś oddać w zamian za bycie deską, ale w takiej chwili można tylko podziękować Bogu za ten nietypowy prezent. Loczek położył swoje dłonie na nich i zaczął delikatnie ugniatać. Jednak z każdą chwilą robił to coraz mocniej. Był stanowczy, ale nie sprawiał mi bólu. To było bardzo przyjemne.
            Jedną rękę zamienił na swoje usta. Ssał i przygryzał sutek powodując dreszcze przyjemności, które rozlały się masowo po moim ciele. Zjechał ręką do moich koronkowych, czarnych majtek i zaczął bawić się nimi, po czym ściągnął je tak szybko, ze nawet nie wiedziałam kiedy je straciłam.
            Chłopak odsunął się od mnie i wręcz jak zahipnotyzowany patrzył się na moje ciało ściągając jednocześnie swoje neonowo żółte bokserki, na których znajdowało się duże wybrzuszenie. Kiedy zobaczyłam co w nich chowa zalała mnie fala gorąca. On jednak cały czas wręcz gapił się na mnie. Odruchowo zasłoniłam się rękoma i zacisnęłam nogi.
            Curly nie pozwolił mi na to. Chwycił moje  dłonie i umiejscowił je nad moją głową. Nie sprawiało mi to bólu. Raczej rosło mi przez to podniecenie. Drugą wcisnął pomiędzy nogi aby później ułożyć się pomiędzy nimi. Czułam jak napiera na mnie swoim przyrodzeniem.
Wiedziałam, że nie mogę się już wycofać, ale bałam się. Bałam jak cholera, że to będzie boleć, przecież on jest ogromny. Spojrzałam na Hazze. Jego twarz przybrała teraz formę pytania. To miało się zaraz stać. Pocałowałam go tylko na znak zgody. Jego kolega znalazł się tuż przy mojej kobiecości. Pocałunek nabrał już tempa. Loczek jednym szybkim ruchem wszedł we mnie powodując głośny pisk.
            Bolało, bolało jak sam skurwysyn. Wtuliłam się w niego z nadzieją, że ból minie. Przez chwilę przytulałam się do niego by później się oderwać i położyć na moim poprzednim miejscu. Mieć go w sobie to było dziwne uczucie. Poczułam się jakby w końcu została wypełniona we mnie pustka, którą zawsze w sobie nosiłam.
-Przepraszam –szepnął
-Nic się nie stało. –oznajmiłam oplątując jego kark moimi rękoma.
            Harry delikatnie się we mnie poruszał. Zapominałam o bólu, aż w końcu całkiem minął. Czułam się jak w niebie. Moje dłonie spoczęły na plecach Hazzy wbijając w nie paznokcie. Jęknęłam zadowolona. Byliśmy jakby perfekcyjnie złączeni. Był teraz mój i tylko mój.
            Chłopak przyśpieszył by po chwili kochać się ze mną jak wariat. Piszczałam, jęczałam, to było takie cudowne. Słyszałam sapanie Hazzy nad sobą. To była jak melodia dla moich uszu. Oplotłam go nogami ułatwiając mu dostęp do mnie i zmieniając kąt pod którym we mnie wchodził. W końcu zrozumiałam, ze to co nazywałam szczytem było tylko drogą do niego, bardzo przyjemną. Już nie wiedziałam co mam robić. Przyjemność rozrywała mnie od środka. Wiłam się pod nim krzycząc chyba na całą dzielnice jego imię.
-Mała poczekaj, jeszcze chwilkę- wysapał kiedy myślałam, że nie wytrzymam. Przycisnęłam go do siebie mocniej i zagryzłam wargę. Poczułam smak krwi. Ugryzłam ją za mocno, ale w tej chwili się tym nie przejmowałam. Curly wykonał ostatnie ruchy i oboje doszliśmy wykrzykując swoje imiona. Skończył we mnie, a świadomość tego była lepsza niż cokolwiek.
            Przez chwilę leżeliśmy perfekcyjnie splątani, regulując swoje oddechy. Harry wyszedł ze mnie i ułożył się na miejscu obok. Chciałam się do niego przytulić jednak on wyszedł z łóżka. Byłam zdziwiona nie wiedziałam o co mu chodzi. On tylko uśmiechnął się do mnie i pokazał zużytą prezerwatywę. Nawet nie wiedziałam kiedy ją założył.
-Tylko wyrzucę.
Zachichotałam cicho przypominając sobie sytuacje sprzed kilku minut. Przytuliłam do siebie poduszkę. Byłam szczęśliwsza niż kiedykolwiek. On wrócił po kilku minutach i rzucił się na łóżko. Okryłam go kołdrą, a jego głowa wylądowała na moim dekolcie. Teraz mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Cieszyłam się, ze tam jest. Gładziłam go jakiś czas po włosach, a później zasnęłam.

Rozdział 9. „Dwie miłości.”



Rozdział 9. „Dwie miłości.”
            Czy Louis Tomlinson właśnie wyznał mi miłość.?! Na to wychodzi, bukiet róż, przeprosiny i jeszcze te „kocham cię”. Gdyby zrobił to jakieś trzy dni temu byłabym najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, ale teraz miałam Harry’ego i bardzo się z tego cieszyłam, bo jest to wspaniały chłopak i nie zamieniłabym go nawet na Lou.
            Chłopak stał wpatrując się we mnie, z iskierkami nadziei w oczach. Jednak mnie to nie poruszało. Niedawno pobił Hazze, nawrzeszczał na mnie i jeszcze kazał mi się wynosić, a dziś prosi o randkę.?
-Przykro mi, ale ja nic do ciebie nie czuję- próbowałam powiedzieć to delikatnie, ale chłopaka najwyraźniej to zabolało.
-Weź przynajmniej kwiaty.- poprosił podając mi je.
Chwyciłam róże najostrożniej jak umiałam żeby się nie pokuć. Louis już dawno odszedł. Zamknęłam, więc drzwi i odłożyłam bukiet na szafkę. Zauważyłam, że Harry wyszedł już z łazienki. Musiał to wszystko słyszeć.
Weszłam do łóżka i okryłam się kołdrą. Loczek zrobi to samo wtulając się we mnie. Cmoknęłam go w usta, ale widziałam, ze jest zaniepokojony. Ta cała akcja z Lou. Chłopak był wyraźnie zaniepokojony. Nie chciałam żeby się martwił. Kochałam tylko jego i mogłam to powiedzieć.
-Harry…-zaczęłam łagodnie –Ja się nigdy nie zgodzę.- obiecałam mu.
Curly tylko spojrzał na mnie i przyciągnął do siebie łącząc nasze wargi w pocałunku. Położyłam moją dłoń na jego policzku i oddałam mu się w całości. Chłopak przecisnął swój język i zaczął „bawić się” z moim delikatnie go popychając czy gładząc. Przycisnęłam go jeszcze bliżej nie chcąc żeby to się kończyło. Jednak chłopak oderwał się od mnie. Spojrzałam na niego, a on delikatnie się uśmiechnął i pocałował mnie w nos na co cicho zachichotałam.
            Obudziłam się i zrobiłam to co wczoraj. Szybki prysznic, a później przygotowanie śniadania. Muszę się pochwalić, że wyszło mi lepsze niż wczoraj. Usiadłam na blacie i z zadowoleniem czekałam na chłopców. Pierwszy przeszedł Liam. Chłopak usiadł koło mnie i napił się soku.
-Był u ciebie Louis.? –spytał po chwili ciszy
-Chciał się ze mną umówić. –oznajmiłam spuszczając głowę - Nie zgodziłam się –szybko dodałam.
Liam tylko skinął głowę i teraz siedzieliśmy w kompletnej ciszy. Przerwał ją Harry, który wszedł do pomieszczenia. Nie miał na sobie koszulki, więc mogłam podziwiać jego tors ozdobiony tatuażami. Uśmiechnęłam się do niego. Jednak on tego nie odwzajemnił. Zaniepokoiłam się.
-Dlaczego zeszłaś tak szybko.?- spytał
-Musiałam przygotować śniadanie. –odpowiedziałam podchodząc do niego i wtulając się w ciepłe ciało.
Nie odwzajemnił uścisku. Nie wiem o co mu chodziło. Był jakiś naburmuszony.
-Powitalne dla Lou.?
            Więc o to mu chodziło. Był nerwowy o Louisa. Wkurzył się, że chłopak zaprosił mnie na randkę. Nie dziwie mu się gdyby jakaś dziewczyna zaprosiła go na spotkanie też byłabym zazdrosna, ale dlaczego był taki nieprzyjemny wobec mnie.
-Przecież wszyscy jecie śniadanie. Louis powoduje tylko dodatkową ilość jak i talerz. To tyle.- wytłumaczyłam mu spokojnie.
Chłopak tylko sapnął i usiadł na swoim miejscu.
            Reszta dnia minęła nam w napięciu. Harry cały czas chodził naburmuszony. Nie rozumiałam go, przecież nie chciałam iść z Lou na tą randkę. Nie wiedziałam jak mam mu to wytłumaczyć. Nie chciałam by chłopcy na to patrzyli. Był dla wszystkich nie uprzejmy. Chłopcom to się udzieliło i pod wieczór uciekli gdzieś . Liam do Daniell, Zayn do Perri, a Louis i Niall na jakąś dyskotekę. Zapewne wszyscy wrócą rano.
            Leżałam sama w łóżku. Harry dziś spał u siebie. Obraził się a ja nawet nie wiedziałam o co. Musiałam to z nim wyjaśnić. Przecież nie czułam nic do Lou. Wygramoliłam się z łóżka i ruszyłam do pokoju Hazzy. Zapukałam cicho, ale na tyle głośno żeby usłyszał, kiedy usłyszałam „proszę” weszłam i po ciemku zbliżyłam się do łóżka. Usłyszałam jak Harry odwraca się na drugi bok.
Położyłam mu rękę na ramieniu. Zależało mi na nim. Jesteśmy parą od dwóch dni, a ja wiem, że go kocham. Znałam go dwa miesiące. Dużo zdążyłam się o nim dowiedzieć, ale teraz.? Zachowywał się zupełnie inaczej.
-Harry…- zasmuciłam się – O co chodzi.?
Usłyszałam głośne pociągnięcie nosem. On chyba płakał. Płakał przez mnie, ale dlaczego.? Wiem sprawa Lou go przybiła, ale nie zgodziłam się. On za mocno to wszystko przeżywa. Położyłam się obok niego i przytuliłam go od tyłu. Teraz byłam pewna, że płacze.
-Proszę, nie płacz, przecież ja nawet nie wiem o co chodzi.
Chłopak odwrócił się do mnie. Był tak blisko, a ja widziałam tylko jego nosek, który czule ucałowałam.
-Nie wiesz o co chodzi.?- zaczął wyraźnie zmartwiony. –Louis przystawia się do ciebie, a ty mu jeszcze na to pozwalasz. Latasz za nim jak piesek. Lou mówi nalej mi soku ty lecisz, posprzątaj łazienkę, już cię nie ma. Robisz wszystko co on sobie życzy, a Lou wykorzystuje to by być blisko ciebie. –wyznał szlochając co jakiś czas.
            Były to głupie powody, ale chłopaka zabolały. Dopiero teraz zauważyłam, że dziś cały czas latałam za Louisem, ale co mam na to poradzić, ze mnie wołał. Musiałam to robić to był warunek mieszkania tu.
-Skarbie, to jest moja praca.- oznajmiłam głaszcząc go po policzku. –Nic nie poradzę, że Louis to wielkie dziecko.
Chłopak mocniej się we mnie wtulił. Pozwoliłam mu na to choć kilka godzin temu było to dla mnie krępujące. Był dla mnie ważny jak nikt inny, a jego łzy bolały bardziej niż cokolwiek. Znałam go dwa miesiące i żałuje, że dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jest moim szczęściem. Mogłam mu to powiedzieć. Nie bałam się odrzucenia.
-Kociaku –zaczęłam, a on podniósł wzrok na mnie- Kocham Cię.
Harry rzucił się na mnie i wpił się w moje wargi.  Cały dzień bez niego była jak udręka. Wiem, że życia też bez niego nie wytrzymam. Ufałam mu. Jak nikomu innemu. Tylko jego tak naprawdę w tym cholernym życiu miałam.
-Czy mogę cię o coś poprosić.?- zapytał
-Oczywiście, ze tak- uśmiechnęłam się, czego najpewniej nie zauważył, bo w pokoju panowała okropna ciemność.
Chłopak przez chwilę wahał się, ale wtulił się we mnie mocniej i szepnął coś pod nosem. Nie słyszałam co powiedział, więc poprosiłam go o powtórzenie.
-Kochaj się ze mną.

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 8. „Zbyt późne przeprosiny.”



Rozdział 8. „Zbyt późne przeprosiny.”
-Harry, proszę.- przerwałam pocałunek- Nie teraz.
-Dlaczego.?- spytał przenosząc się z pocałunkami na szyje.
Co raz trudniej było mi się opanować. Chciałam tego, bardzo, ale bałam się, przecież za ścianą śpią chłopcy. Mogli usłyszeć, a nie chcę później słuchać głupich tekstów.
-Poczekajmy z tym. – poprosiłam.
Loczek niechętnie się od mnie odsunął. Wiedziałam, żę bardzo pragnął bliskości ze mną, zdradzała to jak na razie delikatne wybrzuszenie w bokserkach. Spojrzałam na niego i próbowałam się uśmiechnąć. Jednak wiedziałam, żę na mojej twarzy pojawił się grymas. Nie obędzie się bez tłumaczenia, ale wierzyłam mu. Mogłam to powiedzieć
-Bo ja…-zaczęłam nieśmiało- Ja nigdy nie…
-Rozumiem- przerwał mi Curly uwalniając od jakichkolwiek tłumaczeń na ten temat. Nie lubiłam tego, więc byłam mu winna ogromną przysługę.
            Wtuliłam się w niego, a chłopak oplótł moją talie swoimi rękoma. Było mi wygodniej niż wcześniej. Po chwili zasnęłam, zapominając o dzisiejszych zdarzeniach. Może dobrze, że miały miejsce.? W końcu zrozumiałam coś o czym dawno powinnam pamiętać.
            Obudziłam się może kilka minut po siódmej. Poszłam pod prysznic i po odświeżeniu się ubrałam białą bokserkę, a do tego falbaniastą, krótką spódniczkę w kratkę z szerokim paskiem, który zapinało się trzema małymi klamrami. Miałam w planach przygotować wcześniej śniadanie chłopcom i może jakiś dobry deser za to, ze mnie tak bronili. Ugotowałam jajka, zrobiłam tosty, nasypałam do miseczek musli, przygotowałam jajecznice i nakryłam do stołu. Nie obyłoby się bez kolorowy kanapek z różnymi wzorkami na nich. Niektóre były z motylkiem utworzonym z sera, ogórków i pomidorów inne słońca było ich strasznie dużo. Wpadłam w wir tworzenia. Ciekawe czy można wyżyć z bycia kanapkowym artystą.
            Kiedy usłyszałam, że któryś z chłopców wychodzi ze swojego pokoju szybko nakryłam do stołu chcąc żeby wszystko było gotowe przed jego przyjście. Nalałam sok pomarańczowy do szklanek i ustawiłam przy każdym talerzyku.
            Niecierpliwie czekałam na przybycie tego kogoś. Kuchenne drzwi się otworzyły a w nich ujrzałam trochę zaspanego Hazze. No tak przecież dopiero ósma, a on zasnął gdzieś po dwudziestej trzeciej. Chłopak mimo to że był zaspany szeroko się uśmiechnął. Podszedł do mnie i położył swoje dłonie na mojej talii, a głowę na ramieniu.
-Uciekłaś mi. –oznajmił po chwili ciszy i wtulił się we mnie jeszcze bardziej.
            Pogładziłam chłopaka po włoskach i dałam delikatnego całusa w policzek na co ten tylko szerzej się uśmiechnął.
-Wybaczam.
            Po chwili usłyszałam kolejny kroki z góry. Zapewne to reszta. Harry usiadł na swoim miejscu i zaczął atakować kanapki ze wzorkiem kota.  Pierwszy do kuchni wpadł Niall i zaczął wrzeszczeć śniadanie tuż za nim Liam, który już wybierał wzrokiem co zje, a na końcu Zayn. Ten pocierał rękoma i oblizywał się. Co jak co, ale nieźli z nich głodomorzy, a zwłaszcza z Niall’a. Musiałam zacząć przygotowywać dwa razy, więcej jedzenie bo ten zawsze był głodny.
            Zabraliśmy się do jedzenia. Posiłek mijał nam w przyjemnej atmosferze. Pierwszy razy chyba dobrze czułam się na śniadaniu. Prędzej już stałabym się ofiarą głupiego żartu El.
Męczyła mnie tylko ta sprawa ze statuetką. Byłam pewna, że to ona ją wzięła. Widział to po jej uśmieszku.
            Usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. Zapewne był to Louis. Chłopcy na chwilę przestali jeść. Kiedy usłyszeliśmy kroki po salonie Harry wstał wychodząc z kuchni. Pobiegłam za nim żeby się przypadkiem znów nie pobili. Położyłam mu rękę na ramieniu aby się uspokoił.
            Jednak kiedy zobaczyłam osobę w salonie zamurowało mnie. Zamiast Louis’a do domu weszła Eleonor z walizką. Zdziwiło mnie to trochę ona chciała się wprowadzić czy jak. Nie zabraniałam tego, poprawka, nie miałam nic do gadania to był dom także Lou, więc mógł zapraszać kogo chce.
-Spokojnie, Louis kazał mi przyjść po swoje rzeczy. –oznajmiła z irytującym uśmiechem. –Bo wiecie niektórych z was nie chce widzieć. – dodała patrząc na mnie i na Harry’ego.
Ja to rozumiem, bo Lou mocno wierzył w to, że ich okradłam, ale Harry, przecież oni byli najlepszymi kumplami, a może Eleonor znów coś kombinuje.
-Ta czy inaczej- westchnęła –pójdę już po jego rzeczy.
-Pójdę z tobą –zaproponował Liam.
            Kiedy ta dwójka udała się na górę, Harry rozluźnił się i wypuścił głośno powietrze. Przejechałam dłonią od ramienia, jechałam po przedramieniu, aż do nadgarstka i złapałam go za rękę. Zareagował delikatnym uśmiechem.
- Nie denerwuj się tak- cmoknęłam go w policzek na co zupełnie się od stresował i poszliśmy do kuchni dokończyć śniadanie. Liam przyszedł chwilę potem siadając na swoim miejscu.
            Chłopcy skończyli jeść, a ja zaczęłam sprzątać po posiłku. Wytarłam mokry blat i tym zakończyłam sprzątanie. Powędrowałam do salonu. Siedział tam Niall i Zayn i grali zacięcie w jakąś grę o zabijaniu zombie. Ja postanowiłam udać się na górę i ogarnąć trochę w moim pokoju. Nie było tam za dużego syfu, ale chciałam żeby zawsze panował porządek. Pościeliłam łóżko. Uporządkowałam książki i zebrałam ciuchy walające się na podłodze.
            Kiedy pokój już był czysty położyłam się na miękkim dywanie i zaczęłam rozmyślać o tym wszystkim. O rodzinie, o szkole no i o chłopcach. Po kilkukrotnych przemyśleniach rozumiałam, że żart Elki wyszedł mi na dobre.  Usłyszałam ciche pukanie do pokoju, a tuż po nim skrzypienie drzwi.
-Przeszkadzam.? –spytał chłopak ze słodką chrypką.
-Akurat mam rankę z dywanem, ale jak chcesz to zrobimy trójkącik- zażartowałam.
Loczek położył się obok mnie i głośno, wręcz nienaturalnie westchnął. Wiedziałam, żę chce o coś zapytać. Spojrzałam na niego i szeroko się uśmiechnęłam, a on powtórzył poprzednią czynność . Rozbawiło mnie to.
-Co ci leży na sercu Haroldzie.? –spytałam z udawaną powagą.
-Bo ja…- zaczął nieśmiało. –Chciałem zaprosić pewną dziewczynę na lody i…
-Na lody powiadasz.?- roześmiałam się
-Nie takie, mały zboczeńcu. –dał mi kuksańca w bok. – No ja nie wiem czy ona się zgodzi. –dodał nieśmiało.
-Ależ jestem pewna, ze się zgodzi.- oznajmiłam bawiąc się jego loczkami.
            Chłopak mocno się we mnie wtulił. Czułam się trochę niezręcznie, bo głowa Loczka znajdowała się na moich piersiach, więc mógł widzieć wszystko. Chciałam go odsunąć jednak on przysuwał się coraz bardziej piszcząc jak małe dziecko.
-Wygodnie tu masz.- powiedział w końcu na chwilę odlepiając się od mnie.
Jak najszybciej położyłam się na brzuchu żeby chłopak nie miał dostępu do mnie. On próbował mnie odsunąć, przewrócić na drugi bok, nawet podnieść, ale nie udawał mu się to. Jedyne co wywalczył to śmiech. Zrezygnowany chłopak położył się na mnie, wgniatając tym samym w podłogę.
-Tu też jest nienajgorzej. –uśmiechnął się.
-Zejdź ze mnie. Jesteś za ciężki.
-Nie ty jesteś wredna to ja też będę. –oświadczył mi nonszalancko.
-Ja bronie swojej przestrzeni osobistej, ale skoro tak stawiasz sprawę, z lodów nici.
            Harry sturlał się ze mnie przygniatając mi tym samym rękę. Loczek przytulił mnie i zaczął gładzić po plecach. W jego towarzystwie było mi tak dobrze. Nie przejmowałam się niczym. Mogłam zostać w jego objęciach na zawsze. Sprawiał, że zapominałam o wszystkich moich kłopotach.
-To może chodźmy na te lody, bo się rozmyślisz. – zaproponował.
Wstałam i pomogłam zrobić to samo Harry’emu. Chwyciłam tylko za torebkę i ruszyłam za chłopakiem.
*** oczami Louis’a
            Pakowałem się jak i Eleonor. Zaplanowaliśmy z nią krótkie wakacje żeby od tego wszystkiego odpocząć. Miałem dość wszystkiego i do tego chłopaki. Jak mogli wierzyć obcej osobie.? Przecież to ja jestem ich przyjacielem, a Eleonor znają od trzech lat. Idiotka pewnie już sprzedała naszą statuetkę jakiemuś kolekcjonerowi za masę kasy.
            Właśnie na tych wakacjach miałem wypocząć. Udajemy się na tydzień, na Hawaje. Eleonor mnie o to poprosiła. Osobiście wolałbym pojechać do rodziny, do Doncaster, ale czego nie robi się dla dziewczyny. Właśnie zamykałem przed ostatnią walizkę El. Jezu, czy ona naprawdę aż tyle potrzebuje.?! To tylko trzy dni.! Otworzyłem jej szafkę z bielizną i od razu zacząłem szukać mojego ulubionego kupletu. Znalazłem coś, ale o dziwo moja ręka trafiła też na coś zimnego. Wygrzebałem to coś z szafki i to co zobaczyłem wstrząsnęło mną.
            Chłopcy jednak mieli racje. Lili była niewinna, a do tego pobiłem przyjaciela bo stanął w jej obronie, i to słusznie.! Podrapałem się po karku. Nawet nie wiedziałem, że El jest do tego zdolna. Robiła naszej nowej lokatorce różne dowcipy, ale cos takiego.?! Obłęd. Chwyciłem statuetkę mocniej i powędrowałem do kuchni gdzie siedziała El.
-Co to jest.?- spytałem nerwowy.
            Eleonor spojrzała na mnie zaskoczona. Byłem pewny, że zacznie się tłumaczyć, ale ona zrobiła coś przeciwnego.
-O boże.!- ucieszyła się.- Lou gdzie ją znalazłeś.?!
Ona jeszcze perfidnie udawała idiotkę. Nie dość, że znalazłem to w jej szafce, z jej bielizną to jeszcze udaje, .że nie wie o co chodzi. Nie była zbyt inteligentna, przecież wiedziała, że będę ją pakować to jeszcze schowała to w swojej szafie. Może było to z powodu braku czasu. Nie wiem. Miałem to gdzieś.
-Jak to gdzie.?!- podniosłem głos- W twojej szafce.!
-Co.? –udawała zdziwioną –To nie możliwe.! Na pewno ona mnie wrabia. Była tu i mi ją podrzuciła.
            Nie wierzyłem w jej wymówki. Nikt by nie uwierzył, przecież to niedorzeczne. Niby kiedy miała to zrobić. Poszedłem do jej pokoju, chwyciłem swoją walizkę i nie zwracając uwagi na jej błagania wyszedłem. Chciałem jechać do domu, ale bałem się, że mnie tam nie przyjmą. W końcu tak ich potraktowałem. Postanowiłem, że pokręcę się po mieście.
            Do chłopców zajechałem dopiero późnym wieczorem. Chciałem chwycić za klamkę i od razu otworzyć jednak zapukałem. Nie wiem czemu. Poczułem się jakby nie było tu dla mnie miejsca.
***Oczami Lili.
            Leżałam już wygodnie w łóżku i czekałam aż Harry wyjdzie z łazienki. Dziś także miał się ze mną położyć. Tępo patrzałam się w miejsce przez, które zaraz wyjdzie, gdy nagle usłyszałam pukanie do moich drzwi. Byłam zamyślona, więc na ten dźwięk aż podskoczyłam.
Wyszłam z łóżka i otworzyłam drzwi.
Nie wierzyłam własnym oczom w progu stał Louis z bukietem czerwonych róż. Rozdziawiłam ze zdziwienia usta. Co on tu robił.?! Przecież był na mnie zły. Widać było, ze jest smutny. Ja jednak postanowiłam, że nie pokarze żadnych emocji.
-Tak.? –spytałam obojętnie.
-Lili. Ja wiem, że zabrzmi to głupio- zaczął –Ale ja przyszedłem cię przeprosić, Ja już wszystko rozumiem.
            Patrzałam na niego. Byłam pewna, że kiedyś przeprosi. Kłamstwo ma krótkie nogi w przypadku El, bardzo krótkie. Mimo to, że jakiś tydzień temu szalałabym z radości teraz było to nic nadzwyczajnego.
-Jesteś pewien.?
-Tak. I właśnie chciałem zaprosić cię na jakieś spotkanie.- oznajmił niepewnie.
-Spotkanie.?- powtórzyłam zdziwiona.
-Właściwie randkę. Bo jesteś śliczną dziewczyną i powinienem ci wierzyć. W dodatku ja się chyba w tobie zakochałem. No widziałem to pierwszego dnia, ale miałem

Rozdział 7. „Zmiana w kontaktach”



Rozdział 7. „Zmiana w kontaktach”
Czy ja się nie przesłyszałam.?! On oskarżał mnie o kradzież. Niby dlaczego miałam to zrobić.? Zapewnili mi dom, utrzymywali mnie w zamian za głupie opiekowanie się nim, a ja ich miałam okraść. Nie jestem niewdzięczną idiotką.
-Ale ja jej nie wzięłam. –zaczęłam się tłumaczyć
Po minie Lou widziałam, ze jakoś nie bardzo mi wierzył.
-El mi powiedziała jak kręciłaś się koło gablotki.!
I nagle dostałam olśnienia. Eleonor, kochana El. Jak ona mogła. Wiedziałam, ze mnie nie lubiła i to bardzo. Była zazdrosna o chłopaka, rozumiem, ale żeby robić takie coś. Tego było za dużo. Miałam ochotę zacząć na nią wrzeszczeć, ale się pohamowałam.
-Przepraszam, ale gdybyś nie zauważył to Eleonor robi mi jakieś podłe żarty od kiedy tu jestem. –oznajmiłam spokojnie, ale go to jeszcze bardziej wkurzyło. W końcu obraziłam jej dziewczynę.
-Nie masz prawa jej obrażać.- krzyknął podchodząc do mnie niebezpiecznie blisko.
-Ale ja nie chciałam jej obrazić. Mówię tylko jak jest. –próbowałam załagodzić sytuację.
            Louis’a to chyba jeszcze bardziej wkurzyło, bo popchnął mnie z całej siły. Upadłam z hukiem na podłogę. Na szczęście nie bolało tak mocno. Spojrzałam w górę. Harry zaczął krzyczeć na Lou i po chwili rzucili się na siebie. Zanim zdążyłam wstać było po wszystkim. Lou złapał ucieszoną El za rękę
-Do wieczora ma cię tu nie być.!- wrzasnął na odchodne i zniknął mi z oczy.
Harry stał zasapany wpatrując się to we mnie to w kolegów. Zauważyłam, że ma przeciętą wargę i czerwony ślad pod okiem. Jutro na pewno pojawi się tam kolor siny. Podeszłam do niego, jednak nie wiedziałam co robić.
-Harry..- zaczęłam nie pewnie –Przepraszam, ja naprawdę nie wzięłam tej statuetki.
Chłopak tylko przyciągnął mnie do siebie i schował w swoich ramionach. Było mi tam tak dobrze. Na chwilę nawet zapomniałam o tej całej sprawie. Chciałam tam zostać całe życie. Pierwszy raz nie postrzegałam Harry’ego jako szalonego nastolatka, ale mężczyznę, który mnie obroni. Może tego mi w nim brakowało przez ten cały czas.
-Lili- usłyszałam delikatny głos Liam’a – Żaden z nas w to nie wierzy.
-No właśnie.- potwierdził Niall. –Mieszkałaś tu tyle czasu i dopiero coś wzięłaś.? To niedorzeczne.
- Z resztą nie przejmuj się Lou. On jest zapatrzony w El jak w obrazek.- dodał Zayn. – i w dodatku to nie tylko dom Louis’a. On nie może cię stąd wyrzucić.
            Skinęłam tylko głową. Nie miałam siły na jakiś inny gest. Chłopcy poklepali mnie po ramieniu, a później ruszyłam z Harrym do mojego pokoju. Dopiero teraz zauważyłam, że na moich policzkach pojawiły się łzy. Loczek delikatnie je otarł. Pogładziłam go po policzku. Było mi go szkoda. Nie dość, że został pobity, pokłócił się z przyjacielem to na niedosyt zrobił to dla dziewczyny, która nic do niego nie czuje. Z resztą ja sama nie wiem co do niego czułam.
Od jakiegoś czasu często przyłapywałam się na myśleniu o nim i jeszcze te dzisiejsze zdarzenie. Dziś minęło mi całe zauroczenie do Lou. Wiedziałam, że to nie ten właściwy, bo to Harry cały czas się dla mnie poświęcał. Był ze mną kiedy miałam zły humor, przytulił kiedy byłam smutna obronił przed niebezpieczeństwem, był moim rycerzem na białym koniu.
Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił gest. Resztę dnia spędziłam z nim zamknięta w pokoju. Zbliżała się dwudziesta druga kiedy usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Wiedziałam, że to Lou. Zapewne przyjdzie sprawdzić czy jeszcze tu jestem i najpewniej znowu poszarpie się z Harry’m, a ja tego nie chciałam. Nie chciałam żeby Hazza znów oberwał. Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej, a on pocałował mnie w czoło.
Kroki pasiastego słyszałam coraz głośniej. Czułam, ze zaledwie kilka metrów dzieli go od mojego pokoju. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Harry gwałtownie wyskoczył z łóżka. Przygotowując się na potyczkę z przyjacielem. Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na torsie żeby nieco się uspokoił.
Nagle światło się zapaliło, a w progu zobaczyłam zdenerwowaną twarz Lou. Byłam gotowa na jego krzyki i wrzaski, nawet na to, że i ja dostanę, ale byłam gotowa. Spojrzałm na Harry’ego, który cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy z Louis’em. Widziałam jak bardzo jest wkurzony. Ręce zacisnął w pięści gotowy na bójkę.
-Co ona tu jeszcze robi.?-  zapytał Loui.
-Mieszka.- odparł bez zastanowienia Harry. Wiedziałam, że jest gotów żeby mnie bronić.
-Przecież mówiłem coś.
-Louis- przerwał mu głos z korytarza. Spojrzałam w tamtym kierunku. Stał tam Liam z Zayn’em, Niall położył się spać jakieś dwie godziny temu, więc nie mógł tu być. Całe szczęście jeszcze mu by się coś stało.- Nie możesz podejmować takich decyzji pochopnie. Prześpij się i jutro porozmawiamy na spokojnie.- próbował załagodzić sytuacje.
-Na spokojnie.?! Okradła nas, a wy jej jeszcze bronicie.?!
-Nie wiesz tego na pewno –wtrącił Zayn.
            Boo Bear tylko zaczął się śmiać i kręcić głową. Przepchał się pomiędzy Zayn’em i Liam’em i zszedł na dół. Po chwili usłyszałam zamykanie się drzwi wyjściowych. Zapewne poszedł na noc do El. Liam i Zayn po chwili także się zmyli.
Rzuciłam się na lóżko ciągnąc Harryego za sobą na co się roześmiał. Wtuliłam się w jego ciepły tors. Słyszałam jak serce szybko mu bije. Zapewne od adrenaliny, która przed chwilą mu skoczyła.
-Harry- zaczęłam cicho. – Może zostaniesz u mnie na noc. Boję się teraz zostać sama.- okłamałam go.
            Nie bałam się ani trochę. Mogłam się w razie czego nakluczyć i było by po kłopocie. Chciałam po prostu przytulić się do niego. Dopiero teraz tak naprawdę zrozumiałam, że jest dla mnie kimś więcej. Loczek szeroko się uśmiechnął i skinął głową na znak zgody.
-Pójdę tylko pod prysznic.- oznajmił
            Ja zrobiłam to samo. Po kilkunastu minutach orzeźwiającej kąpieli, weszłam do pokoju ubrana w piżamkę z barankami. O dziwo Harry leżał już w moim łóżku i bawił się telefonem. Zamknęłam drzwi i chłopak szybko skierował wzrok na mnie. Dostrzegłam, że uśmiecha się jeszcze szerzej niż zwykle.
-Co się stało.?- spytałam podchodząc do łóżka.
-Ładna piżama. –stwierdził.
            Już miałam podziękować, kiedy zrozumiałam aluzję. Piżamka zakrywała tylko połowę moich ud, więc chłopak mógł sobie popatrzeć. Jak najszybciej schowałam się pod kołdrę zakrywając się po szyje. Krępował mnie jego wzrok. Czułam się jakby mnie mentalnie rozbierał. Co jak co, ale nie znane mi były stopnie miłości dalsze od pocałunku. Tak, jestem cnotką i dobrze mi z tym.! Nie spieszę się do tego. Oczywiście mam osiemnaście lat i przez to stawałam się często obiektem żartów. Ja po prostu czekałam na moment, że będę pewna że chcę to zrobić.
            Ułożyłam się jak najwygodniej na poduszce i spojrzałam na chłopaka. Harry odłożył telefon na szafkę nocną i zrobił to samo co ja. Leżeliśmy tak przez chwilę patrząc na siebie i robiąc głupie miny. W końcu Hazza przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
-Lili.?- zaczął nieśmiało gładząc mnie po włosach.
-Hm.?
-Czy ja mam u ciebie szanse.?- spytał.
Byłam zaskoczona jego pytaniem. Miał u mnie szanse i to ogromne i on się jeszcze pyta.?! No cóż, po tym co mu zrobiłam miesiąc temu nie dziwie się, że musi się upewnić.
-Masz. –oznajmiłam.
-Naprawdę.? –podniósł mój podbródek tak żeby mogła patrzeć w jego oczy.
Skinęłam głową. Harry szeroko się uśmiechnął, ja z resztą zrobiłam to samo. Po chwili dostrzegłam, że delikatnie się do mnie zbliża. Przysunęłam swoją twarz jeszcze bliżej, zamknęłam oczy i po chwili poczułam jego malinowe usta na swoich. To było niesamowite. Całował mnie tak jakbym za chwilę miała się rozpaść. Poczułam tysiące motyli w brzuchu. Wszystko zaczęło wirować. Czułam się jakby cały świat zrobił fikołka. To był niezwykle przyjemne. Jego pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanny. Jego język próbował się dostać do środka moich ust. Ułatwiłam mu to i otworzyłam je szerzej. Zaczęła się walka. Nie miałam ochotę jej przerywać. Wplotłam swoją dłoń w jego loki i oddałam się przyjemności. Jego język zaczął pieścić moje podniebienie, a ja czułam się jak w niebie. Chłopak położył swoją dużą dłoń na moich plecach i jeszcze bardziej przysunął mnie do siebie. Poczułam jak zjeżdża nią coraz niżej. Moje ciało przechodziło przyjemny dreszcz. Harry dotarł do miejsca gdzie kończy się moja krótka piżamka i wsunął rękę pod nią.