Rozdział 3.”Nieodpowiedzialne Decyzje.”
Złapał El za
rękę i skierowali się to jednego z pokoi. Harry poprowadził mnie na dół do nowoczesnej
kuchni. Wyciągnął z ogromnej dwudrzwiowej lodówki sok pomarańczowy i nalał mi i
sobie. Podał mi szklankę z pomarańczową cieczą i przysunął się do mnie
obejmując ramieniem.
Nie
ukrywam było to przyjemna, poczuć choć trochę takiego ciepła, ale to za szybko
na takie gesty. Nie znałam go tak dobrze żeby wtulać się w niego jak pluszaka.
Tak naprawdę znałam go może jeden dzień jeśli odrzucić dialogi o kaktusach.
-Może my kiedyś pójdziemy z nimi
na podwójną randkę.-zaproponował Harry.
Poczułam
się co najmniej niekomfortowo. Nie chciałam żeby to działo się tak szybko. I w
ogóle o jakich on randkach do mnie mówi.?! Rozumiem ludzie chodzą na randki, to
normalne, ale on zachowywał się jakbyśmy byli co najmniej parą.
-Na razie jednak wolał bym się z
tobą spotkać sam na sam.- szepnął mi do ucha muskając delikatnie jego płatek.-
Co ty na to.?- spytał.
Rozluźniłam
jego objęcia i odeszłam kawałek. Odstawiłam szklankę na blat i spojrzałam na
chłopaka. Był zdezorientowany. Ja też bym była gdyby on odstawił mi takie coś.
Przecież ja mu na to wszystko pozwalałam. Pozwoliłam mu na to żeby u góry się
do mnie przysunął, pozwoliłam mu złapać się za rękę, pozwoliłam mu szeptać mi
do ucha, ale nie chciałam żeby to wszystko tak wyglądało. Nie wiedziałam co
robić. Kontakty z chłopcami były mi obce. Nie potrzebowałam ich i nie
wiedziałam jak na to wszystko zareagować.
-Przykro mi –zaczęłam spuszczając
wzrok. –Ale nie wiem czy to wszystko wypali.- oznajmiłam ponownie kierując
wzrok na Harry’ego jego cudowny uśmiech znikł, a zamiast niego pojawił się
grymas.
-Przepraszam-dodałam i jak
najszybciej wyszłam z jego domu zostawiając go samego z zapewne tysiącami
myśli.
Wbiegłam
do swojego mieszkania i nakluczyłam je jakby w obawie, ze ktoś mnie gonił, ale
tak nie było. Nikt za mną nie biegł. Może tak próbowałam ochronić się przed
wyrzutami sumienia. Wpadłam do łazienki i rozebrałam się w pośpiechu. Weszłam
do kabiny prysznicowej i odkręciłam kurek.
Przeszły
mnie nieprzyjemne dreszcze kiedy poczułam jak zimna woda rozlewa się po moim
ciele. Umyłam się różanym żelem pod prysznic i owijając się w mój ręcznik
wyszłam z łazienki. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Z jednej strony żal mi
było tamtego chłopaka, a z drugiej miałam ochotę o tym wszystkim zapomnieć i
żyć jakby się nic nie stało.
Chwyciłam
za telefon i jak najszybciej zadzwoniłam po przyjaciółkę. Miałam nadzieję, ze
odbierze. Była czternasta trzydzieści, więc pewnie jej spotkanie ze Stevem
nadal trwa. Wiedziałam, ze robię głupio przerywając im to, ale potrzebowałam
jej wsparcia i porady. Ona lepiej radziła sobie w sprawach damsko męskich.
Diana
zarówno jak Steve byli moimi bliskimi przyjaciółmi jeszcze za czasów zerówki,
więc ufałam im obojgu, ale tylko Dianie mogłam powiedzieć coś takiego.
-Halo.?- usłyszałam po drugiej
stronie słuchawki.
-Mogłabyś do mnie przyjechać,
sama.? –spytałam, a kiedy usłyszałam tylko jej oddech dodałam przeciągłe
„Błagam”
-O co chodzi.?- spytała
-O faceta..?- oznajmiłam
nieśmiało.
Diana
chyba zrozumiała jakie to było dla mnie ważne, bo w ciągu kilku minut znalazła
się w moim mieszkaniu. Na szczęście zdążyłam się ubrać w luźną koszulkę i
krótkie spodenki.
-Co się stało.? –wysapała ciekawa
zdarzenia.
Podałam
jej szklankę z sokiem, by mogła ugasić pragnienie. Kiedy już ją opróżniła
zaczęłam opowiadać jej całe zdarzenie z Harry’m pomijając oczywiście sprawę
mojego bohatera, że tak powiem. Diana zastanowiła się chwilkę.
-Powinnaś dać chłopakowi szansę.-
oznajmiła
-Ale nie rozumiesz…
-Rozumiem- przerwała mi –Kiedy
ostatnio byłaś na randce.?
Podrapałam się po karku. Tak,
rzeczywiście minęło sporo czasu od mojej ostatniej randki. Nawet nie pamiętam
kiedy ona była. Może z jakiś rok temu.
-Widzisz.?! Idź z nim na tą
randkę. Z tego co mówisz jest przystojny i słodki.- stwierdziła. –No bo jaki
chłopak starał się tak dla ciebie, żeby kupować codziennie kaktusy.?- zaśmiała
się.
Skinęłam
na znak porozumienia. Tylko był problem. Jak ja mam mu powiedzieć, że chcę iść
z nim na randkę. Nie miałam jego numeru, a do jego domu nie pójdę.
Stresowałabym się przy jego kolegach. Pamiętam jednak jak zostawił swój numer w
kwiaciarni kiedy zabrakło jego ulubionych doniczek. Miał być pierwszym, który
dowie się o dostawie żeby wybrać najlepsze kolory.
-Słuchaj, w kwiaciarni mam jego
numer. Mogłybyśmy po niego iść, ale jak się David dowie –zaniepokoiłam się.
Gdyby on się dowiedział od razu wyrzucił by mnie z pracy.
-A kto jest ważniejszy David czy
miłość.!- wtrąciła Diana.
-Jaka miłość- roześmiałam się na
co koleżanka tylko zrobiła śmieszną minę.
Przebrałam
się w oś w czym nie wstydziłam się wyjść na ulicę i jak najszybciej
popędziłyśmy do kwiaciarni. Na szczęście za ladą siedziała Hellen. Tylko ona
mogła by mi w takiej sprawie pomóc.
-Hellen, mogłabyś poszukać w notatniku
numer pana Styles.?- spytałam pełna nadziei.
Kobiety
tylko uśmiechnęła się do mnie. Dobrze wiedziała kto to pan Styles, przecież też
przy tym była i chyba pierwszy raz udało jej się ze mną kogoś swatać. Hellen
podała mi karteczkę z zapisanym numerem. Całe szczęście zdążyłam schować ją do
kieszeni, bo wszedł mój szef.
-Dzień Dobry.-przywitałam się jak
najgrzeczniej umiałam.
On
ominął mnie tylko podejrzliwie patrząc w moją stronę. Nie lubiłam go, poprawka
nienawidziłam.! Zabrał mi mamę. Wiem mam już swoje osiemnaście lat, ale to było
bezczelne z jego strony. Teraz pragnęłam tylko znaleźć jakąś inną pracę i jak
najszybciej kopnąć w dupę tego idiotę.
Wybiegłam
wraz z Dianą z kwiaciarni i ruszyłyśmy w stronę pobliskiej kawiarenki.
Zamówiłyśmy po soku bananowym. Dają do nich takie fajne palemki, które
interesowały mnie bardziej niż sam napój. Wzięłam łyk cieczy i spojrzałam z
przerażeniem na Dianę.
-Na co czekasz, dzwoń.!
-pośpieszyła mnie
Wybiłam numer na klawiaturze i
już miałam wcisnąć zieloną słuchawkę.
-A co jeśli jest na mnie zły.?
–spytałam
Bałam
się, że nie będzie chciał się ze mną spotkać po tym co zrobiłam. Z mojego
punktu widzenia to też było dziwne. Najpierw pokazuje mu, że go lubię, później
uciekam, a teraz zapraszam na randkę. Czyste szaleństwo.!
-Zamknij się i dzwoń.!- krzyczała
na mnie Diana.
Widocznie
bardzo chciała żebym miała chłopaka. Mogłybyśmy chodzić na podwójne randki i w
ogóle. O czym ja myślę.?! Nawet nie wiem czy on się zgodzi.
Wcisnęłam tą uporczywą zieloną
słuchawkę i czekałam aż odbierze. Usłyszałam jeden sygnał, następny, następny.
-Halo.?- spytał ktoś po drugiej
stronie
-Harry.?
-Znamy się.?
-Lili, jestem Lili- oznajmiłam
pełna nadziei, ale też strachu
-Aha.- powiedział oschle.
„Brawo
Lili, przez ciebie chłopak jest smutny.!” Nie chciałam, ale jakoś tak wyszło.
Lubiłam go, ale bardziej jak kumpla, a nie chłopaka. No cóż przyjaciółki robią
swoje. Przez nią przez chwilę poczułam się jak w jakimś romansie. Tanim, ale
nadal romansie.
-Bo ja…-zaczęłam niepewnie.
Przełknęłam ślinę i spojrzałam na Dianą, która tylko życzliwie się uśmiechnęła.
–Bo ja chciałam przeprosić cię za to, że uciekłam i zaprosić cię na spotkanie-
ostatnie słowo było ledwie słyszalne nawet dla mnie. Jednak byłam pewna, ze
chłopak je usłyszał.
-Spotkanie.?- zdziwił się.
–Dlaczego miałbym się zgodzić po tym jak zrobiłaś ze mnie idiotę.?
-Bo…-zastanowiłam się –Nigdzie
nie kupisz takich pięknych kaktusów jak u mnie. –próbowałam rozładować
atmosferę. Przyjaciółka pokazała mi tylko dwa kciuki w górę, więc było dobrze.
-No to chyba musze się zgodzić-
zaśmiał się chłopak.
- Jutro o szesnastej w tej
kawiarni „Time for Tea”.? Bo muszę iść jeszcze do pracy.
-Zgoda.
Po
krótkich pożegnaniach rozłączyłam się i przytuliłam przyjaciółkę. W końcu to
ona mi w tym wszystkim pomogła. Gdyby nie ona. Pewnie nawet nie pomyślałabym
żeby do niego zadzwonić i przeprosić, a co dopiero umówić się z nim na spotkanie.
*** następny dzień.
Obudziłam
się w wyśmienitym humorze. Wręcz wyskoczyłam z łóżka i popędziłam pod prysznic.
Narzuciłam na siebie zwiewną kwiecistą sukienkę. I białe baletki i po zjedzonym
śniadaniu i wypitej herbacie ruszyłam do pracy.
W
kwiaciarni powitał mnie miły uśmiech Hellen i przyjazny zapach róż. Zasiadłam
za ladą i wzięłam łyk herbaty wcześniej przygotowanej przez koleżankę z pracy.
Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. Wiem o co chciała zapytać. Już otwierała
buzię kiedy ją wyprzedziłam.
-Idę z nim na randkę o
szesnastej- odpowiedział nie spuszczając wzroku gorącej cieczy.
Reszta
dnia minęła mi na obsłudze kilku klientów i przyjęciu dostawy. Mówiąc krótko to
chyba mój najlepszy dzień odkąd mieszkam w Londynie. Pracę skończyłam
punktualnie o piętnastej, więc miałam trochę czasu na przygotowanie się do
randki. Pobiegłam do domu i pierwsze co zrobiłam to orzeźwiający prysznic z
moim ulubionym różanym żelem. Wysuszyłam włosy i uczesałam je w kłosa, którego
położyłam na prawym ramieniu, wypuszczając kilka pasem. Wbiłam się w czerwoną
koronkową bieliznę, a na to ubrałam białą bluzkę, czarne spodenki i dżinsową, letnią
kurtkę. Do tego musnęłam moje usta różowym, delikatnym błyszczykiem, który
eksponował moje usta i ruszyłam na randkę.
Doszłam
do kawiarni i zajęłam miejsce w środku przy oknie, bo robiło się trochę zimno
żeby siedzieć na zewnątrz. Chłopaka jeszcze nie było. Przyszłam za wcześnie
tylko o kilka minut, ale miałam nadziej, ze starczy mi żeby to wszystko
poukładać. Musiałam mu powiedzieć delikatnie, ze mnie nie interesuje i, że
możemy zostać przyjaciółmi.
Rozmyślanie
przerwał mi on. Chwycił moją rękę i delikatnie musnął ją swoimi malinowymi
wargami. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, ale nie zwróciłam na niego uwagi.
Miałam mu to delikatni powiedzieć. Usiadł na miejscu obok mnie i słodko
wpatrywał się w moje oczy. Na szczęście przerwała to kelnerka pytając o
zamówienie. Postanowiliśmy, że weźmiemy herbatę i kawałek ciasta cytrynowego.
Nie
wiedziałam jak zacząć rozmowę. Musiałam się na razie zrelaksować i powiedzieć
to na spokojnie, więc z chęcią słuchałam żartów chłopaka. Był naprawdę miły,
ale nie miałam czasu i nie chciałam go za chłopaka za bardzo zafascynowałam się
Lou. W końcu poczułam, że trzeba mu to powiedzieć.
-Harry…- zaczęłam nie wiedząc jak
się za to zabrać. –Ja sądze…
On
przerwał mi pocałunkiem. Bałam się tego i nie chciałam, ale teraz nie zwracałam
na to uwagi. Jego malinowe usta idealnie pasowały do moich. Poruszały się z
taką prawą. Poczułam jak w moim brzuchu rodzą się motyle. Już miałam oddać
pocałunek, ale się opamiętałam.
***oczami Harry’ego.
Oderwała się
od mnie. Byłem zaskoczony, przecież wszystko szło dobrze. Wiem to było za
szybko i niespodziewanie, ale chciałem tego jak niczego innego. Ja się w niej
chyba zakochałem. Lili powiedziała mi słowa, których usłyszeć się bałem.
-Przepraszam, to nie powinno się
stać.- rzuciła i uciekła zapominając dżinsowej kurtki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz