Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 3.”Nieodpowiedzialne Decyzje.”



Rozdział 3.”Nieodpowiedzialne Decyzje.”

Złapał El za rękę i skierowali się to jednego z pokoi. Harry poprowadził mnie na dół do nowoczesnej kuchni. Wyciągnął z ogromnej dwudrzwiowej lodówki sok pomarańczowy i nalał mi i sobie. Podał mi szklankę z pomarańczową cieczą i przysunął się do mnie obejmując ramieniem.
            Nie ukrywam było to przyjemna, poczuć choć trochę takiego ciepła, ale to za szybko na takie gesty. Nie znałam go tak dobrze żeby wtulać się w niego jak pluszaka. Tak naprawdę znałam go może jeden dzień jeśli odrzucić dialogi o kaktusach.
-Może my kiedyś pójdziemy z nimi na podwójną randkę.-zaproponował Harry.
            Poczułam się co najmniej niekomfortowo. Nie chciałam żeby to działo się tak szybko. I w ogóle o jakich on randkach do mnie mówi.?! Rozumiem ludzie chodzą na randki, to normalne, ale on zachowywał się jakbyśmy byli co najmniej parą.
-Na razie jednak wolał bym się z tobą spotkać sam na sam.- szepnął mi do ucha muskając delikatnie jego płatek.- Co ty na to.?- spytał.
            Rozluźniłam jego objęcia i odeszłam kawałek. Odstawiłam szklankę na blat i spojrzałam na chłopaka. Był zdezorientowany. Ja też bym była gdyby on odstawił mi takie coś. Przecież ja mu na to wszystko pozwalałam. Pozwoliłam mu na to żeby u góry się do mnie przysunął, pozwoliłam mu złapać się za rękę, pozwoliłam mu szeptać mi do ucha, ale nie chciałam żeby to wszystko tak wyglądało. Nie wiedziałam co robić. Kontakty z chłopcami były mi obce. Nie potrzebowałam ich i nie wiedziałam jak na to wszystko zareagować.
-Przykro mi –zaczęłam spuszczając wzrok. –Ale nie wiem czy to wszystko wypali.- oznajmiłam ponownie kierując wzrok na Harry’ego jego cudowny uśmiech znikł, a zamiast niego pojawił się grymas.
-Przepraszam-dodałam i jak najszybciej wyszłam z jego domu zostawiając go samego z zapewne tysiącami myśli.
            Wbiegłam do swojego mieszkania i nakluczyłam je jakby w obawie, ze ktoś mnie gonił, ale tak nie było. Nikt za mną nie biegł. Może tak próbowałam ochronić się przed wyrzutami sumienia. Wpadłam do łazienki i rozebrałam się w pośpiechu. Weszłam do kabiny prysznicowej i odkręciłam kurek.
            Przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze kiedy poczułam jak zimna woda rozlewa się po moim ciele. Umyłam się różanym żelem pod prysznic i owijając się w mój ręcznik wyszłam z łazienki. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Z jednej strony żal mi było tamtego chłopaka, a z drugiej miałam ochotę o tym wszystkim zapomnieć i żyć jakby się nic nie stało.
            Chwyciłam za telefon i jak najszybciej zadzwoniłam po przyjaciółkę. Miałam nadzieję, ze odbierze. Była czternasta trzydzieści, więc pewnie jej spotkanie ze Stevem nadal trwa. Wiedziałam, ze robię głupio przerywając im to, ale potrzebowałam jej wsparcia i porady. Ona lepiej radziła sobie w sprawach damsko męskich.
            Diana zarówno jak Steve byli moimi bliskimi przyjaciółmi jeszcze za czasów zerówki, więc ufałam im obojgu, ale tylko Dianie mogłam powiedzieć coś takiego.
-Halo.?- usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
-Mogłabyś do mnie przyjechać, sama.? –spytałam, a kiedy usłyszałam tylko jej oddech dodałam przeciągłe „Błagam”
-O co chodzi.?- spytała
-O faceta..?- oznajmiłam nieśmiało.
            Diana chyba zrozumiała jakie to było dla mnie ważne, bo w ciągu kilku minut znalazła się w moim mieszkaniu. Na szczęście zdążyłam się ubrać w luźną koszulkę i krótkie spodenki.
-Co się stało.? –wysapała ciekawa zdarzenia.
            Podałam jej szklankę z sokiem, by mogła ugasić pragnienie. Kiedy już ją opróżniła zaczęłam opowiadać jej całe zdarzenie z Harry’m pomijając oczywiście sprawę mojego bohatera, że tak powiem. Diana zastanowiła się chwilkę.
-Powinnaś dać chłopakowi szansę.- oznajmiła
-Ale nie rozumiesz…
-Rozumiem- przerwała mi –Kiedy ostatnio byłaś na randce.?
Podrapałam się po karku. Tak, rzeczywiście minęło sporo czasu od mojej ostatniej randki. Nawet nie pamiętam kiedy ona była. Może z jakiś rok temu.
-Widzisz.?! Idź z nim na tą randkę. Z tego co mówisz jest przystojny i słodki.- stwierdziła. –No bo jaki chłopak starał się tak dla ciebie, żeby kupować codziennie kaktusy.?- zaśmiała się.
            Skinęłam na znak porozumienia. Tylko był problem. Jak ja mam mu powiedzieć, że chcę iść z nim na randkę. Nie miałam jego numeru, a do jego domu nie pójdę. Stresowałabym się przy jego kolegach. Pamiętam jednak jak zostawił swój numer w kwiaciarni kiedy zabrakło jego ulubionych doniczek. Miał być pierwszym, który dowie się o dostawie żeby wybrać najlepsze kolory.
-Słuchaj, w kwiaciarni mam jego numer. Mogłybyśmy po niego iść, ale jak się David dowie –zaniepokoiłam się. Gdyby on się dowiedział od razu wyrzucił by mnie z pracy.
-A kto jest ważniejszy David czy miłość.!- wtrąciła Diana.
-Jaka miłość- roześmiałam się na co koleżanka tylko zrobiła śmieszną minę.
            Przebrałam się w oś w czym nie wstydziłam się wyjść na ulicę i jak najszybciej popędziłyśmy do kwiaciarni. Na szczęście za ladą siedziała Hellen. Tylko ona mogła by mi w takiej sprawie pomóc.
-Hellen, mogłabyś poszukać w notatniku numer pana Styles.?- spytałam pełna nadziei.
            Kobiety tylko uśmiechnęła się do mnie. Dobrze wiedziała kto to pan Styles, przecież też przy tym była i chyba pierwszy raz udało jej się ze mną kogoś swatać. Hellen podała mi karteczkę z zapisanym numerem. Całe szczęście zdążyłam schować ją do kieszeni, bo wszedł mój szef.
-Dzień Dobry.-przywitałam się jak najgrzeczniej umiałam.
            On ominął mnie tylko podejrzliwie patrząc w moją stronę. Nie lubiłam go, poprawka nienawidziłam.! Zabrał mi mamę. Wiem mam już swoje osiemnaście lat, ale to było bezczelne z jego strony. Teraz pragnęłam tylko znaleźć jakąś inną pracę i jak najszybciej kopnąć w dupę tego idiotę.
            Wybiegłam wraz z Dianą z kwiaciarni i ruszyłyśmy w stronę pobliskiej kawiarenki. Zamówiłyśmy po soku bananowym. Dają do nich takie fajne palemki, które interesowały mnie bardziej niż sam napój. Wzięłam łyk cieczy i spojrzałam z przerażeniem na Dianę.
-Na co czekasz, dzwoń.! -pośpieszyła mnie
Wybiłam numer na klawiaturze i już miałam wcisnąć zieloną słuchawkę.
-A co jeśli jest na mnie zły.? –spytałam
            Bałam się, że nie będzie chciał się ze mną spotkać po tym co zrobiłam. Z mojego punktu widzenia to też było dziwne. Najpierw pokazuje mu, że go lubię, później uciekam, a teraz zapraszam na randkę. Czyste szaleństwo.!
-Zamknij się i dzwoń.!- krzyczała na mnie Diana.
Widocznie bardzo chciała żebym miała chłopaka. Mogłybyśmy chodzić na podwójne randki i w ogóle. O czym ja myślę.?! Nawet nie wiem czy on się zgodzi.
Wcisnęłam tą uporczywą zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze. Usłyszałam jeden sygnał, następny, następny.
-Halo.?- spytał ktoś po drugiej stronie
-Harry.?
-Znamy się.?
-Lili, jestem Lili- oznajmiłam pełna nadziei, ale też strachu
-Aha.- powiedział oschle.
            „Brawo Lili, przez ciebie chłopak jest smutny.!” Nie chciałam, ale jakoś tak wyszło. Lubiłam go, ale bardziej jak kumpla, a nie chłopaka. No cóż przyjaciółki robią swoje. Przez nią przez chwilę poczułam się jak w jakimś romansie. Tanim, ale nadal romansie.
-Bo ja…-zaczęłam niepewnie. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na Dianą, która tylko życzliwie się uśmiechnęła. –Bo ja chciałam przeprosić cię za to, że uciekłam i zaprosić cię na spotkanie- ostatnie słowo było ledwie słyszalne nawet dla mnie. Jednak byłam pewna, ze chłopak je usłyszał.
-Spotkanie.?- zdziwił się. –Dlaczego miałbym się zgodzić po tym jak zrobiłaś ze mnie idiotę.?
-Bo…-zastanowiłam się –Nigdzie nie kupisz takich pięknych kaktusów jak u mnie. –próbowałam rozładować atmosferę. Przyjaciółka pokazała mi tylko dwa kciuki w górę, więc było dobrze.
-No to chyba musze się zgodzić- zaśmiał się chłopak.
- Jutro o szesnastej w tej kawiarni „Time for Tea”.? Bo muszę iść jeszcze do pracy.
-Zgoda.
            Po krótkich pożegnaniach rozłączyłam się i przytuliłam przyjaciółkę. W końcu to ona mi w tym wszystkim pomogła. Gdyby nie ona. Pewnie nawet nie pomyślałabym żeby do niego zadzwonić i przeprosić, a co dopiero umówić się z nim na spotkanie.
*** następny dzień.
            Obudziłam się w wyśmienitym humorze. Wręcz wyskoczyłam z łóżka i popędziłam pod prysznic. Narzuciłam na siebie zwiewną kwiecistą sukienkę. I białe baletki i po zjedzonym śniadaniu i wypitej herbacie ruszyłam do pracy.
            W kwiaciarni powitał mnie miły uśmiech Hellen i przyjazny zapach róż. Zasiadłam za ladą i wzięłam łyk herbaty wcześniej przygotowanej przez koleżankę z pracy. Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. Wiem o co chciała zapytać. Już otwierała buzię kiedy ją wyprzedziłam.
-Idę z nim na randkę o szesnastej- odpowiedział nie spuszczając wzroku gorącej cieczy.
            Reszta dnia minęła mi na obsłudze kilku klientów i przyjęciu dostawy. Mówiąc krótko to chyba mój najlepszy dzień odkąd mieszkam w Londynie. Pracę skończyłam punktualnie o piętnastej, więc miałam trochę czasu na przygotowanie się do randki. Pobiegłam do domu i pierwsze co zrobiłam to orzeźwiający prysznic z moim ulubionym różanym żelem. Wysuszyłam włosy i uczesałam je w kłosa, którego położyłam na prawym ramieniu, wypuszczając kilka pasem. Wbiłam się w czerwoną koronkową bieliznę, a na to ubrałam białą bluzkę, czarne spodenki i dżinsową, letnią kurtkę. Do tego musnęłam moje usta różowym, delikatnym błyszczykiem, który eksponował moje usta i ruszyłam na randkę.
            Doszłam do kawiarni i zajęłam miejsce w środku przy oknie, bo robiło się trochę zimno żeby siedzieć na zewnątrz. Chłopaka jeszcze nie było. Przyszłam za wcześnie tylko o kilka minut, ale miałam nadziej, ze starczy mi żeby to wszystko poukładać. Musiałam mu powiedzieć delikatnie, ze mnie nie interesuje i, że możemy zostać przyjaciółmi.
            Rozmyślanie przerwał mi on. Chwycił moją rękę i delikatnie musnął ją swoimi malinowymi wargami. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, ale nie zwróciłam na niego uwagi. Miałam mu to delikatni powiedzieć. Usiadł na miejscu obok mnie i słodko wpatrywał się w moje oczy. Na szczęście przerwała to kelnerka pytając o zamówienie. Postanowiliśmy, że weźmiemy herbatę i kawałek ciasta cytrynowego.
            Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę. Musiałam się na razie zrelaksować i powiedzieć to na spokojnie, więc z chęcią słuchałam żartów chłopaka. Był naprawdę miły, ale nie miałam czasu i nie chciałam go za chłopaka za bardzo zafascynowałam się Lou. W końcu poczułam, że trzeba mu to powiedzieć.
-Harry…- zaczęłam nie wiedząc jak się za to zabrać. –Ja sądze…
            On przerwał mi pocałunkiem. Bałam się tego i nie chciałam, ale teraz nie zwracałam na to uwagi. Jego malinowe usta idealnie pasowały do moich. Poruszały się z taką prawą. Poczułam jak w moim brzuchu rodzą się motyle. Już miałam oddać pocałunek, ale się opamiętałam.
***oczami Harry’ego.
Oderwała się od mnie. Byłem zaskoczony, przecież wszystko szło dobrze. Wiem to było za szybko i niespodziewanie, ale chciałem tego jak niczego innego. Ja się w niej chyba zakochałem. Lili powiedziała mi słowa, których usłyszeć się bałem.
-Przepraszam, to nie powinno się stać.- rzuciła i uciekła zapominając dżinsowej kurtki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz