Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 11. „Randka dla Lou.”



 Rozdział 11. „Randka dla Lou.”
Obudziłam się wtulona w Harry’ego. Musiała minąć chwilka za nim uświadomiłam sobie co wczoraj się wydarzyło. Przypominałam sobie cudowne chwilę. Rozejrzałam się po pokoju. W kącie leżał mój biustonosz. Na środku pokoju znajdowały się moje majtki, a na prawej lampie wisiały bokserki chłopaka. Było półgodziny po ósmej. Tak jak obiecałam musiałam obudzić Harry’ego. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam gładzić po torsie.
-Harry…- obdarzyłam go całusem w szyje- Wstawaj.
            Chłopak przeciągnął się i ziewnął. Jego dłonie wylądowały na moich biodrach. Spojrzałam na niego. Oczy miał ledwie otwarte, ale jego uśmiech był szeroki. Cmoknęłam go w usta i przytuliłam.
-Tak to ja mogę się budzić codziennie. –oznajmił kierując swoje duże dłonie na moje pośladki. Ścisnął je na co ja westchnęłam.
Wiedziałam co mu chodzi po głowie, ale ja musiałam jeszcze przygotować śniadanie. Chłopcy pewnie dawno wrócili do domu. Niall’a i Louis’a najpewniej bolały głowy po imprezie, więc musiałam jeszcze znaleźć tabletki na ból głowy.
-Muszę iść pod prysznic.- powiedziałam wymykając się z łóżka. Curly zrobił to samo. Podał mi ręcznik i swoją koszule.
Umyłam się żelem chłopaka. Bo tylko taki był, a z resztą lubię pachnieć męskim zapachem. Teraz się powącham i wiem, że mnie ktoś kocha.! Zwolniłam prysznic dla Harry’ego i poszła do pokoju szybko się ubrać, umyć zęby i uczesać. Zrobiłam to w rekordowym czasie. Chciałam też jak najszybciej znaleźć się na dole, ale zahaczyłam moją granatową spódniczką o klamkę i upadłam na ziemię z hukiem. Przy upadku z koka wyślizgnęło mi się kilka pasm włosów.
Zobaczyłam Harry’ego, który roześmiany wychodzi w samych bokserkach z pokoju. Widziałam jak go bardzo to rozśmieszyło, ale był jeden plus tej całej akcji. Przyszedł do mnie w samych czarnych bokserkach, które idealnie dopasowywały się do jego ciała. Oblizałam usta, a on jeszcze szerzej się uśmiechnął.. Jego ręce złapały mnie w tali i bez problemu uniosły do góry, tak, ze miałam problemy z dotchnięciem podłogi.
-Moja mała niezdara- powiedział i ucałował mnie w nos.
Owinęłam nogi wokół jego talii i pocałowałam go w czoło, na którym znajdowały się jeszcze mokre od prysznica loczki.
-Mój mały nagusek.- droczyłam się z nim.
Jednak Curly uraczył mnie tylko swoim szerokim uśmiechem.
Ponagliłam go by poszedł do końca się ubrać, a ja zeszłam na dół w celu przygotowania śniadania.
            Kiedy skończyłam nakryłam do stołu i posypałam suflet z czereśniami cukrem pudrem. Pierwszy zszedł na dół Louis, więc od razu podałam mu tabletki na ból głowy i wodę. Usiadłam na blacie w oczekiwaniu na innych. Jak na złość się ociągali.
-Lili- odezwał się Lou. Próbowałam nie zwracać na to uwagi jednak był nachalny –Dlaczego się nie zgodziłaś.?- spytał smutny.
-Miałam swoje powody –oznajmiłam obojętnie. Nie chciałam żeby było mu przykro, ale też nie chciałam dawać mu nadziei.
            Chłopak nie dawał jednak za wygraną. Wstał od stołu i podszedł do mnie. Złapał za mój podbródek i skierował moją twarz na niego. Miałam nadzieje, że Harry jeszcze się nie zjawi. Rozszarpał by go chyba. Odsunęłam go lekko by był na bezpiecznej odległości.
-Lili, proszę. –próbował się uśmiechnąć jednak wyszedł mu z tego jedynie grymas. – Tylko jedna randka i jeśli ci się nie spodoba to ja już nie będę prosił o kolejną.
-Już teraz nie podoba mi się moja propozycja.
            Usłyszałam kroki chłopaków. Całe szczęście. Chyba dostałabym szału sama z Louis’em. Krótko po nich przyszedł Harry, który na mój widok szeroko się uśmiechnął. Mi na policzki wkradły się jedynie rumieńce. Miałam nadzieje, że chłopcy nie dowiedzą się o co chodzi. Mój kociak podszedł do mnie i cmoknął w usta, przygryzając moją wargę. Oderwałam się od niego na chwilę by podać Niall’owi tabletki i wodę.
            Wszyscy siedzieliśmy już przy stole. Atmosfera była napięta. Może tylko dla mnie. Byłam pomiędzy młotem a kowadłem. Z mojej prawej strony znajdował się Harry, a naprzeciwko Louis. Próbowałam się tym nie przejmować i zaczęłam jeść jedną z sześciu porcji jajek zapiekanych z fetą, włoską kapustą i pomidorami. Nabrałam posiłku na widelec i już kierowałam go do ust kiedy Harry przekierował go na swoją stronę sprawiając, że to co na nim było zniknęło jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Nie złościłam się na niego, wręcz przeciwnie rozbawiło mnie to, ale dla Lou był to kolejny powód do kłótni.
-Mógłbyś dać jej zjeść.?- spytał oburzony.
Poczułam jak Liam kopie go pod stołem, bo także dostałam.
-O co ci znowu chodzi.?- zdziwił się Harry
-Dziewczyna chce zjeść, a ty nie dajesz jej spokoju, ale przykro mi napaleńcu musisz poczekać dopiero do wieczora.
-Mi przynajmniej staje.- warknął oburzony.
-Eleonor jakoś nie narzekała.
-Taaa- zaczął lekceważąco –Eleonor, pamiętam ją, jeszcze głupsza od swojego byłego. –dodał bawiąc się posiłkiem.
            Tego było chyba za dużo. Louis wstał od stołu i podszedł do Hazzy podnosząc go z krzesła. Obserwowałam tą całą sytuacje z boku. Bałam się cokolwiek powiedzieć byłam oszołomiona.
-Powiedziałem tylko, ze masz dziewczynie dać zjeść. –krzyknął Tomlinson
-I nie potrzebnie.! Nie mieszaj się do cudzych związków skoro sam nie potrafiłeś zadbać o swój. –uniusł się Curly.
            Louis był jak Bąba. Wybuchł w najmniej oczekiwanym momencie. Uderzył Hazze w twarz. Przez chwilę chłopak stał tylko wpatrując się w niego, ale później przyparł go do ściany i kopnął w brzuch. Postanowiłam ich od siebie odciągnąć. Byli jak psy walczące o dominacje. Teraz jednak się nie bałam uderzenia, ale że może stać się im coś poważniejszemu. Chodziło nie tylko o mojego ukochanego Hazze, bo to naturalne, że się o niego martwiłam, ale także o Louis, który także jest człowiekiem i ma uczucia.
            Podbiegłam do nich i odciągnęłam Harry’ego powodując, że prawie rozszarpałam jego czarną bluzkę. I tak nie stało by się nic takiego. Miał ją już porwaną przy szyi, a sprawcą był Lou. Spojrzałam na niego. Sapał ze zmęczenia i ze wściekłości. Miał rozciętą wargę jak i podbite prawe oko, a z nosa płynęła mu krew. Louis też nie wyszedł z tego cało. Czerwony ślad na policzku sugerował mocne walnięcie Loczka. Jednak z tego całego zamieszania i skoczenia testosteronu nie czuli bólu. Dopiero po chwili Tommy zsunął się po ścianie łapiąc się za brzuch. Posadziłam Hazze na jednym z krzeseł i pomogłam Liamowi zaciągnąć Lou na kanapę do salonu. Reszta chłopców poszła za Liamem, a ja zostałam z Harrym. Usiadłam na krześle obok i prędzej namoczoną ściereczką zaczęłam mu ścierać krew z nosa. Cały czas patrzał się w podłogę. Uniosłam jego podbródek do góry by dobrze go wytrzeć.
-Harry. Nie możecie wiecznie się kłócić – powiedziałam łagodnie.
-Ale to on zaczął- tłumaczył się jak małe dziecko. Mógł przecież nie zwracać na to uwagi.- Po co się mieszał do tego co robimy. Chyba specjalnie szukał zaczepi –odburknął.
-Zróbmy tak. Na jakiś czas przestaniecie sobie wchodzić w drogę, a ja wraz z Dianą poszukamy Lou dziewczynę –zaproponowałam
Chłopak tylko skinął głową znacznie spokojniejszy.
            Był problem. Nie znałam tak dobrze Louisa. Potrzebowałam czyjejś pomocy. Harry znał go bardzo dobrze, więc on mógł mi pomóc. To był jeden warunek. Zgodził się. Czym prędzej zadzwoniłam do Diany i umówiłam się z nią na trzynastą w Milk Shake City.
Miałam trochę czasu, więc zdążyłam zrobić ciasteczka z czekoladą dla chłopców i do tego zrolowane tosty francuskie i owocami leśnymi, by jakoś dotrwali do obiadu.
            Autem Harry’ego dojechaliśmy tam w sekundę. Diana już czekała z jakąś książką w ręku. Strasznie się ucieszyła kiedy spotkała mnie w towarzystwie Harry’ego. Już to widzę ciągłe pytanie się co u „mojego miśka”. Zawsze nazywała tak moich chłopaków. Weszliśmy do środka i przywitaliśmy się z Dianą.
-Nie musisz mi mówić kto to jest- wypaliła z burakiem na twarzy.
Dobrze, wiem Harry jest członkiem zespołu One Direction. Jest on bardzo popularny i nawet mi zdarzało się słuchać ich piosenek, ale myślałam, że przywitamy się jak normalni ludzie. Usiedliśmy przy ławce, a Harry zamówił nam shake. Przyjaciółka pokazała mi, ze ma przy sobie album szkolny, więc szybko znajdziemy Louisowi jakąś dziewczynę.
Kiedy dyskutowałyśmy na temat różnych dziewczyn przyszedł Harry z trzema kubkami zimnego napoju. Podał je nam, a ja z zaciekawieniem spojrzałam na kubeczek. Miałam na nim zdjęcie mojego chłopaka. Wskazałam na nie i chłopak szeroko się uśmiechnął.
-O jakieś nowe.! Nie widziałem ich jeszcze. –co jak co, ale nie umiał kłamać, uśmiechał się wtedy jeszcze szerzej niż zwykłe.
-Kotku, znam cię trochę i wiem, że kłamiesz- oznajmiłam mu kładąc dłoń na jego ramieniu.
Chłopak wtulił się we mnie i zachichotał jak mała dziewczynka.
-Co ci się stało.? –zdziwiłam się
-Jestem twoim kotkiem. –zachichotał ponownie, a ja ucałowałam go w czoło.
-Dobra, bierzmy się za szukanie dziewczyny, bo noc nas zastanie.- pośpieszył nas Diana.
            Szukałyśmy odpowiedniej dziewczyny dla Lou, ale z Harrym jakoś nam to nie szło. Wybrzydzał jak mała dziewczynka. „Lou, nie lubi kujonek.”, „Za wysoka.”, „Ta ma piegi” i już myślałam, że go ukatrupię, ale nastała dobra passa.
-Ta jest dobra.- wskazał palcem na uśmiechniętą rudą dziewczynę.
-Gretta Rowent.?
Chłopak skinął głową na znak zgody. Mi pasowało. Lubiłam ją, była miła, a do tego szalona w sam raz dla Louisa. I jeszcze ten kolor włosów. Tomlinson na pewno przypomni sobie o marchewkach kiedy ją zobaczy. Diana zadzwoniła do niej i spytała czy nie ma ochoty na małą randkę w ciemno. Zgodziła się bez wahania. Trzeba było namówić już tylko Lou.

1 komentarz:

  1. Cudowny rozdział jak i całe opowiadanie. Naprawdę nie wiem czemu wogóle nie masz komentarzy.
    Zapraszam do mnie: www.dont-let-me-go-fan-fiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń