Rozdział 11. „Randka dla Lou.”
Obudziłam się wtulona w
Harry’ego. Musiała minąć chwilka za nim uświadomiłam sobie co wczoraj się
wydarzyło. Przypominałam sobie cudowne chwilę. Rozejrzałam się po pokoju. W
kącie leżał mój biustonosz. Na środku pokoju znajdowały się moje majtki, a na
prawej lampie wisiały bokserki chłopaka. Było półgodziny po ósmej. Tak jak
obiecałam musiałam obudzić Harry’ego. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam
gładzić po torsie.
-Harry…- obdarzyłam go całusem w szyje- Wstawaj.
Chłopak
przeciągnął się i ziewnął. Jego dłonie wylądowały na moich biodrach. Spojrzałam
na niego. Oczy miał ledwie otwarte, ale jego uśmiech był szeroki. Cmoknęłam go
w usta i przytuliłam.
-Tak to ja mogę się budzić codziennie. –oznajmił kierując
swoje duże dłonie na moje pośladki. Ścisnął je na co ja westchnęłam.
Wiedziałam co mu chodzi po głowie, ale ja musiałam jeszcze
przygotować śniadanie. Chłopcy pewnie dawno wrócili do domu. Niall’a i Louis’a
najpewniej bolały głowy po imprezie, więc musiałam jeszcze znaleźć tabletki na
ból głowy.
-Muszę iść pod prysznic.- powiedziałam wymykając się z
łóżka. Curly zrobił to samo. Podał mi ręcznik i swoją koszule.
Umyłam się żelem chłopaka. Bo
tylko taki był, a z resztą lubię pachnieć męskim zapachem. Teraz się powącham i
wiem, że mnie ktoś kocha.! Zwolniłam prysznic dla Harry’ego i poszła do pokoju
szybko się ubrać, umyć zęby i uczesać. Zrobiłam to w rekordowym czasie.
Chciałam też jak najszybciej znaleźć się na dole, ale zahaczyłam moją granatową
spódniczką o klamkę i upadłam na ziemię z hukiem. Przy upadku z koka
wyślizgnęło mi się kilka pasm włosów.
Zobaczyłam Harry’ego, który
roześmiany wychodzi w samych bokserkach z pokoju. Widziałam jak go bardzo to
rozśmieszyło, ale był jeden plus tej całej akcji. Przyszedł do mnie w samych
czarnych bokserkach, które idealnie dopasowywały się do jego ciała. Oblizałam
usta, a on jeszcze szerzej się uśmiechnął.. Jego ręce złapały mnie w tali i bez
problemu uniosły do góry, tak, ze miałam problemy z dotchnięciem podłogi.
-Moja mała niezdara- powiedział i ucałował mnie w nos.
Owinęłam nogi wokół jego talii i pocałowałam go w czoło, na
którym znajdowały się jeszcze mokre od prysznica loczki.
-Mój mały nagusek.- droczyłam się z nim.
Jednak Curly uraczył mnie tylko swoim szerokim uśmiechem.
Ponagliłam go by poszedł do końca się ubrać, a ja zeszłam na
dół w celu przygotowania śniadania.
Kiedy
skończyłam nakryłam do stołu i posypałam suflet z czereśniami cukrem pudrem.
Pierwszy zszedł na dół Louis, więc od razu podałam mu tabletki na ból głowy i
wodę. Usiadłam na blacie w oczekiwaniu na innych. Jak na złość się ociągali.
-Lili- odezwał się Lou. Próbowałam nie zwracać na to uwagi
jednak był nachalny –Dlaczego się nie zgodziłaś.?- spytał smutny.
-Miałam swoje powody –oznajmiłam obojętnie. Nie chciałam
żeby było mu przykro, ale też nie chciałam dawać mu nadziei.
Chłopak nie
dawał jednak za wygraną. Wstał od stołu i podszedł do mnie. Złapał za mój
podbródek i skierował moją twarz na niego. Miałam nadzieje, że Harry jeszcze
się nie zjawi. Rozszarpał by go chyba. Odsunęłam go lekko by był na bezpiecznej
odległości.
-Lili, proszę. –próbował się uśmiechnąć jednak wyszedł mu z
tego jedynie grymas. – Tylko jedna randka i jeśli ci się nie spodoba to ja już
nie będę prosił o kolejną.
-Już teraz nie podoba mi się moja propozycja.
Usłyszałam
kroki chłopaków. Całe szczęście. Chyba dostałabym szału sama z Louis’em. Krótko
po nich przyszedł Harry, który na mój widok szeroko się uśmiechnął. Mi na
policzki wkradły się jedynie rumieńce. Miałam nadzieje, że chłopcy nie dowiedzą
się o co chodzi. Mój kociak podszedł do mnie i cmoknął w usta, przygryzając
moją wargę. Oderwałam się od niego na chwilę by podać Niall’owi tabletki i
wodę.
Wszyscy
siedzieliśmy już przy stole. Atmosfera była napięta. Może tylko dla mnie. Byłam
pomiędzy młotem a kowadłem. Z mojej prawej strony znajdował się Harry, a
naprzeciwko Louis. Próbowałam się tym nie przejmować i zaczęłam jeść jedną z
sześciu porcji jajek zapiekanych z fetą, włoską kapustą i pomidorami. Nabrałam
posiłku na widelec i już kierowałam go do ust kiedy Harry przekierował go na
swoją stronę sprawiając, że to co na nim było zniknęło jak za dotykiem
czarodziejskiej różdżki. Nie złościłam się na niego, wręcz przeciwnie rozbawiło
mnie to, ale dla Lou był to kolejny powód do kłótni.
-Mógłbyś dać jej zjeść.?- spytał oburzony.
Poczułam jak Liam kopie go pod stołem, bo także dostałam.
-O co ci znowu chodzi.?- zdziwił się Harry
-Dziewczyna chce zjeść, a ty nie dajesz jej spokoju, ale
przykro mi napaleńcu musisz poczekać dopiero do wieczora.
-Mi przynajmniej staje.- warknął oburzony.
-Eleonor jakoś nie narzekała.
-Taaa- zaczął lekceważąco –Eleonor, pamiętam ją, jeszcze
głupsza od swojego byłego. –dodał bawiąc się posiłkiem.
Tego było
chyba za dużo. Louis wstał od stołu i podszedł do Hazzy podnosząc go z krzesła.
Obserwowałam tą całą sytuacje z boku. Bałam się cokolwiek powiedzieć byłam
oszołomiona.
-Powiedziałem tylko, ze masz dziewczynie dać zjeść.
–krzyknął Tomlinson
-I nie potrzebnie.! Nie mieszaj się do cudzych związków
skoro sam nie potrafiłeś zadbać o swój. –uniusł się Curly.
Louis był
jak Bąba. Wybuchł w najmniej oczekiwanym momencie. Uderzył Hazze w twarz. Przez
chwilę chłopak stał tylko wpatrując się w niego, ale później przyparł go do
ściany i kopnął w brzuch. Postanowiłam ich od siebie odciągnąć. Byli jak psy walczące
o dominacje. Teraz jednak się nie bałam uderzenia, ale że może stać się im coś
poważniejszemu. Chodziło nie tylko o mojego ukochanego Hazze, bo to naturalne,
że się o niego martwiłam, ale także o Louis, który także jest człowiekiem i ma
uczucia.
Podbiegłam
do nich i odciągnęłam Harry’ego powodując, że prawie rozszarpałam jego czarną
bluzkę. I tak nie stało by się nic takiego. Miał ją już porwaną przy szyi, a
sprawcą był Lou. Spojrzałam na niego. Sapał ze zmęczenia i ze wściekłości. Miał
rozciętą wargę jak i podbite prawe oko, a z nosa płynęła mu krew. Louis też nie
wyszedł z tego cało. Czerwony ślad na policzku sugerował mocne walnięcie
Loczka. Jednak z tego całego zamieszania i skoczenia testosteronu nie czuli
bólu. Dopiero po chwili Tommy zsunął się po ścianie łapiąc się za brzuch.
Posadziłam Hazze na jednym z krzeseł i pomogłam Liamowi zaciągnąć Lou na kanapę
do salonu. Reszta chłopców poszła za Liamem, a ja zostałam z Harrym. Usiadłam
na krześle obok i prędzej namoczoną ściereczką zaczęłam mu ścierać krew z nosa.
Cały czas patrzał się w podłogę. Uniosłam jego podbródek do góry by dobrze go
wytrzeć.
-Harry. Nie możecie wiecznie się kłócić – powiedziałam
łagodnie.
-Ale to on zaczął- tłumaczył się jak małe dziecko. Mógł
przecież nie zwracać na to uwagi.- Po co się mieszał do tego co robimy. Chyba
specjalnie szukał zaczepi –odburknął.
-Zróbmy tak. Na jakiś czas przestaniecie sobie wchodzić w
drogę, a ja wraz z Dianą poszukamy Lou dziewczynę –zaproponowałam
Chłopak tylko skinął głową znacznie spokojniejszy.
Był
problem. Nie znałam tak dobrze Louisa. Potrzebowałam czyjejś pomocy. Harry znał
go bardzo dobrze, więc on mógł mi pomóc. To był jeden warunek. Zgodził się.
Czym prędzej zadzwoniłam do Diany i umówiłam się z nią na trzynastą w Milk
Shake City.
Miałam trochę czasu, więc zdążyłam zrobić ciasteczka z
czekoladą dla chłopców i do tego zrolowane tosty francuskie i owocami leśnymi,
by jakoś dotrwali do obiadu.
Autem
Harry’ego dojechaliśmy tam w sekundę. Diana już czekała z jakąś książką w ręku.
Strasznie się ucieszyła kiedy spotkała mnie w towarzystwie Harry’ego. Już to
widzę ciągłe pytanie się co u „mojego miśka”. Zawsze nazywała tak moich
chłopaków. Weszliśmy do środka i przywitaliśmy się z Dianą.
-Nie musisz mi mówić kto to jest- wypaliła z burakiem na
twarzy.
Dobrze, wiem Harry jest członkiem
zespołu One Direction. Jest on bardzo popularny i nawet mi zdarzało się słuchać
ich piosenek, ale myślałam, że przywitamy się jak normalni ludzie. Usiedliśmy
przy ławce, a Harry zamówił nam shake. Przyjaciółka pokazała mi, ze ma przy
sobie album szkolny, więc szybko znajdziemy Louisowi jakąś dziewczynę.
Kiedy dyskutowałyśmy na temat
różnych dziewczyn przyszedł Harry z trzema kubkami zimnego napoju. Podał je
nam, a ja z zaciekawieniem spojrzałam na kubeczek. Miałam na nim zdjęcie mojego
chłopaka. Wskazałam na nie i chłopak szeroko się uśmiechnął.
-O jakieś nowe.! Nie widziałem ich jeszcze. –co jak co, ale
nie umiał kłamać, uśmiechał się wtedy jeszcze szerzej niż zwykłe.
-Kotku, znam cię trochę i wiem, że kłamiesz- oznajmiłam mu
kładąc dłoń na jego ramieniu.
Chłopak wtulił się we mnie i zachichotał jak mała
dziewczynka.
-Co ci się stało.? –zdziwiłam się
-Jestem twoim kotkiem. –zachichotał ponownie, a ja
ucałowałam go w czoło.
-Dobra, bierzmy się za szukanie dziewczyny, bo noc nas
zastanie.- pośpieszył nas Diana.
Szukałyśmy
odpowiedniej dziewczyny dla Lou, ale z Harrym jakoś nam to nie szło. Wybrzydzał
jak mała dziewczynka. „Lou, nie lubi kujonek.”, „Za wysoka.”, „Ta ma piegi” i
już myślałam, że go ukatrupię, ale nastała dobra passa.
-Ta jest dobra.- wskazał palcem na uśmiechniętą rudą
dziewczynę.
-Gretta Rowent.?
Chłopak skinął głową na znak
zgody. Mi pasowało. Lubiłam ją, była miła, a do tego szalona w sam raz dla
Louisa. I jeszcze ten kolor włosów. Tomlinson na pewno przypomni sobie o
marchewkach kiedy ją zobaczy. Diana zadzwoniła do niej i spytała czy nie ma
ochoty na małą randkę w ciemno. Zgodziła się bez wahania. Trzeba było namówić
już tylko Lou.
Cudowny rozdział jak i całe opowiadanie. Naprawdę nie wiem czemu wogóle nie masz komentarzy.
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie: www.dont-let-me-go-fan-fiction.blogspot.com