Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 5. „Przyjaciele.?”



Rozdział 5. „Przyjaciele.?”
Straciłam pracę i to wszystko przez mnie.! Gdybym od początku zaproponowała Harry’emu przyjaźń nie było by tego wszystkiego. Poczułam jak po moim policzku spływa pojedyncza łza. Wybiegłam, więc jak najszybciej z kwiaciarni i usiadłam na schodach jednej z kamienic nie kontrolując już płaczu.
            Poczułam ciepłą dłoń na moim ramieniu. To zapewne był Louis. Zrobiło mu się żal szurniętej wariatki i próbował mnie pocieszyć, ale bez skutku.
- Ja naprawdę nie chciałam skrzywdzić Harry’ego. Chciałam mu wytłumaczyć, że lepiej jak będziemy przyjaciółmi, ale on mnie pocałował. – szlochałam jeszcze bardziej.
-Chodź pójdziemy do kawiarni i tam mi to wszystko opowiesz.- zaproponował.
Zgodziłam się chciałam żeby już nie był zły. Żeby to wszystko zrozumiał. Opowiedziałam mu o wszystkim, o Harry’m, pracy i całej rodzinie. Rozkleiłam się, a po takim zwierzeniu poczułam jak kamień spada mi z serca. To taka niewypowiedziana ulga.
Pojechałam z nim do jego domu. Powiedział, że najlepiej będzie jak Harry też się o tym dowie. Wsiadłam do jego auta i ruszyliśmy. Po jakiś dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Louis otworzył drzwi i zaprosił mnie do środka. Zaprowadził mnie do pokoju Harry’ego.
Lou poszedł żeby nam się lepiej rozmawiałam, a ja usiadłam obok Loczka. Położyłam mu rękę na ramieniu, którą szybko strzepnął. Nawet na mnie nie spojrzał. Nie dziwiłam mu się. Spuściłam głowę.
-Harry…-zaczęłam niepewnie
-Weź stąd idź. –powiedział oschle.
-Posłuchaj mnie przynajmniej. –poprosiłam
-Po co.?!- uniósł głos.- Żebyś znowu mogła mnie w sobie rozkochać, żebyś znowu mogła mnie wystawić i zrobić ze mnie głupka.?!
-Ty nic nie rozumiesz.
-rozumiem wszystko, ale skoro chcesz to gadaj. Mi to i tak wisi.
-No bo ja nie chciałam żeby to tak wyszło. J wtedy kiedy się spotkaliśmy chciałam cię poprosić żebyśmy zostali przyjaciółmi, ale ty mnie pocałowałeś i ja…
-I uciekłaś- przerwał mi
-Ja naprawdę przeprasza, ale nic do ciebie nie czuję i chciałam ci to wtedy powiedzieć.
-Poprawiłaś mi humor.
            Położyłam się obok chłopaka i pogładziłam go po włosach. Nie chciałam żeby był na mnie zły. Polubiłam go i on nie zasługiwał na takie traktowanie.
-Proszę nie bądź na mnie zły, bo to koszmar, a ja już jeden dziś przeżyłam
-Jaki.? –spytał pierwszy raz patrząc mi w oczy
-Zwolnili mnie z pracy i teraz pewnie będę mieszkać w kartonie –uśmiechnęłam się
            Chłopak przytulił mnie do siebie, a ja w końcu poczułam ulgę. W końcu mu wytłumaczyłam i nie muszę się już bać, że daje chłopakowi nadzieje na związek. Usłyszałam ciche pukanie i do pokoju zajrzała blond główka z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Harry, obiecałeś mi babeczki.
-No wiem- westchnął –Może jutro.?- spytał z nadzieją.
-Nie.- oznajmił stanowczo zmieniając wyraz twarzy.
-Mogę ci pomóc.- zaproponowałam.
            Harry gestem zaprosił mnie na dół, a później do kuchni. Wyciągnął wszystkie składniki z szafek i lodówki i zaczęliśmy przygotowywać babeczki dla blondyna, który jak się później dowiedziałam miał na imię Niall.
            Pieczenie minęło nam w przyjemnej atmosferze. Jeszcze milej było patrzeć jak Niall z buzią całą w lukrze ucieka z ostatnią babeczką przed czarnowłosym. Spędziłam z nimi cały dzień. Był późny wieczór, więc postanowiłam, że już pójdę. Zatrzymał mnie chłopak o imieniu Liam i poprosił żebym usiadła na sofie obok reszty.
            Powiem szczerze atmosfera była dość tajemnicza. Chłopcy tylko spoglądali na siebie i co chwile coś szeptali, a na ich twarzach pojawiały się szerokie uśmiechy. Louis w końcu zaczął mówić. Myślałam, że przez tą ciszę zaraz zwariuję.
-Postanowiliśmy z chłopcami –przerwał wprawiając mnie w jeszcze większe zainteresowanie ich propozycją. –Że zatrudnimy cię jako pomoc domową. Będziesz zajmować się naszym domem, sprzątać, gotować, a w zamian będziesz mogła tu mieszkać i w ogóle. Co ty na to.?
            Spojrzałam na każdego z osobna. To chyba był jakiś żart. Żartowali ze mnie. Na bank.! Przed chwilą ich najlepszy kumpel przez mnie płakał, a oni chcą żebym jeszcze z nimi mieszkała.
-Śmieszne. –powiedziałam krzyżując nęcę na piersiach.
-Ale my nie żartujemy. –wrzasnął z powagą Niall
Skierowałam na nich wzrok jeszcze raz. Każdy z nich miał poważną minę i czekał na odpowiedź. Nie wiedziałam czy im wierzyć. Mogłam przecież, wyjść na idiotkę.
- Nawet mnie nie znacie.
-Oj tam, oj tam – pomachał rekom Lou.
-To zgadzasz się nie.?- spytał Zayn.
-No pewnie, że tak.- krzyknęłam rzucając się na nich.
            Chłopcy przytulili mnie tak mocno, że na jakiś czas zabrakło mi powietrza. Harry pojechał ze mną do mojego mieszkania po moje rzeczy. Podróż mineła mi bardzo miło. Hazza (bo tak go przezywa Liam) opowiadał mi o tym co będziemy robić mieszkając razem. Czyli ich wieczne odpały.
 Cały czas byłam podekscytowana. Miałam mieszkać z pięcioma chłopakami i zajmować się domem. Praca marzeń. No może pomijając ich bałaganiarski tryb życia.
- Dziękuje. –powiedziałam Harry’emu, który wkładał ostatni karton do samochodu.
Loczek podszedł do mnie i delikatnie przytulił.
-Nie ma za co, bo z tego co wiem od Louis’a to trochę moja wina. Gdybym cię wtedy nie pocałował…
- Nie wracajmy do tego- przerwałam mu.
            Po tym jak dojechaliśmy do domu chłopcy pomagali mi nosić rzeczy do mojego nowego pokoju. Był on przepiękny. W prawej ścianie tuż przy wejściu stała wbudowana szafa, która zamiast drzwi miała lustra. Dalej znajdowała się niska szafka nocna w kolorze białym, na którym stała srebrna lampka nocna. Łóżko stało obok na siwym dywanie. Było tam kilka poduszek. Najpierw rząd był różowych, później białych i na końcu jedna, ale za to bardzo puchata różowa. Pościel była biała, a na niej leżała kołdra okryta siwą poszewką. Na ścianie, która znajdowała się naprzeciw wejścia widniało duże okno. Zaczynające się od jednego końca pokoju do drugiego. Przy nim wisiały śnieżnobiałe firanki i siwe zasłonki. W samym rogu znajdowała się mała bezowa pufa z różową poduszeczką w kształcie serca. Wszystko rozświetlały dwie pół okrągłe białe klosze wmontowane w suficie.
- Ten pokój jest cudowny.! –oznajmiłam odstawiając karton na podłogę.
            Harry rzucił się na łóżko rozwalając tym samym ład, który na nim panował. Położyłam się obok niego i przytuliłam do siebie jedną z poduszek. Tak bardzo się cieszyłam, ze mogłam tu mieszkać. Super towarzystwo, lekka praca no i jak będę chodziła do szkoły to będzie mi łatwiej.
-Cieszy się.? –spytał w końcu Harry.
-No pewnie.! – oznajmiłam wtulając się w niego.
-Wiesz, że chyba masz najwygodniejsze łóżko w całym domu.?
            Oczywiście nie miałam okazji testować innych, ale rzeczywiście łóżko było bardzo wygodne. Było tak miękkie, że wręcz idealnie wpasowywało się w każdą nierówność mojego ciała.
-A ty skąd to wiesz.?
-Miałem okazje spać tu i tam.- uśmiechnął się –Wiesz co, jest już po szesnastej. Na pewno chcesz się rozpakować. Nie będę ci przeszkadzać.- powiedział
Pożegnałam się z nim i zaczęłam przeglądać kartony.
            Kiedy już wszystko było na swoim miejscu usiadłam na łóżku i jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju w celu sprawdzenie czy jest dobrze. Rozmyślanie jednak przerwały mi krzyki z dołu. Zdziwiło mnie to, bo krzyczała dziewczyna i jak sobie teraz przypomnę mogła być to El. Usłyszałam tylko niektóre zdania. Zwłaszcza te podniesione, które wykrzykiwała tylko El. Było w nich coś „Jak to ona tu mieszka.?”, „Oszaleliście.!”, „Uspokój się.!’ i „Nie mów tak o niej.!” Ten ostatnie zapewne należały do Harry’ego. Rozpoznałam go po tej specyficznej chrypce, która prawdę mówiąc dodawała mu uroku. Chyba pierwszy raz przyłapałam się na myśleniu o nim jak o obiekcie wzdychań. Może to dlatego, że  całe te emocje rozwalały mnie od środka.  
            On jeden mnie bronił choć tak go skrzywdziłam. Miałam ochotę rzucić mu się teraz na szyje. Widocznie nie byłam tu mile widziana przez Eleonor. Sama nie wiem czemu. Nic jej nie zrobiłam. Może chłopcy powiedzieli jej coś o tych akcjach z Harry’m.
            Siedziałam tak na łóżku próbując rozpracować dlaczego mnie nie lubi gdy nagle usłyszałam kroki na górę. Nie chciałam by ktoś wiedział, że to słyszałam. Gdyby był to Harry to jeszcze by uszło. Mu wierzyłam choć trochę, a reszty prawię nie znałam. Jednak los mnie nienawidzi. To pokoju wszedł całkiem obcy mi chłopak. No znałam go, ale jego imienia już nie.
-Zayn.?- spytałam z nadzieją.
-Byłaś blisko. –zaczął, a widząc, ze nic nie wymyślę przedstawił mi się – Liam.
-Lili. –odpowiedziałam
            Chłopak podszedł do mnie bliżej i nabrał powietrza po czym głośno je wypuścił. Domyślałam się, ze chce porozmawiać o tym co zdarzyło się na dole. Usiadł koło mnie. Zaczął przeszywać mnie wzrokiem. Było to dość niekomfortowe.
-Słyszałaś, prawda.?- spytał po kilku minutowej ciszy.
-Tylko trochę. –oznajmiłam zgodnie z prawdą.
-Ja bardzo cię za nią przepraszam. Nie wiem co w nią wstąpiło. –powiedział –Louis wstydził się tu przyjść bo wiesz…
-Nie szkodzi. Naprawdę- przerwałam mu delikatnie się uśmiechając.- Po prostu nie będę wchodzić jej w drogę i dam radę.
Liam pokazał rządek białych zębów i podniósł się z łóżka łapiąc również ciebie.
-W takim razie zapraszam na kolacje.
-Nie, nie, nie.!- zaprotestowałam, a chłopak spojrzał się na mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy –Ja tu miałam robić kolacje.- tupnęłam nogą.
-W takim razie masz szczęście, bo jest jeszcze nie gotowa.
            Zeszłam z Liam’em na dół i chcąc uniknąć spotkania z El od razu skierowaliśmy się do kuchni. Chłopak pokazał ci co gdzie leży i poprosił o przygotowanie naleśników. Chętnie się zgodziłaś. Jeszcze dawno, dawno temu, babcia uczyła mnie je robić, więc było to moje „popisowe danie”. Mogłam je robić z zamkniętymi oczami. Kiedy na blacie stał duży talerz z ogromną wierzą naleśników polałam je syropem klonowym. Do tego zrobiłam mus z owoców leśnych, na który nałożyłam bitą śmietanę. Nalałam do szklanek sok pomarańczowy i nakryłam do stołu.
            Chłopcy na słowo „kolacja” zjawili się momentalnie. Tylko Eleonor się ociągała. Wiedziałam, że nie będzie ze mną rozmawiać, więc chciałam jak najszybciej skierować się na górę. Jednak coś mi to uniemożliwiało, dokładnie to ręka Hazzy,  który złapała mnie w nadgarstku i przyciągnęła na miejsce obok. Zasiadłam do stołu pomiędzy Harrym i Niallem i naprzeciwko Eleonor. Nawet na nią nie patrzyłam, a wiedziałam, ze miała naburmuszoną minę.
            Pierwszym, który nałożył sobie kolacje był Niall, później Zayn, Louis i reszta włącznie ze mną. Liam i Zayn. Prowadzili zaciętą dyskusje. Blondyn wrzeszczał na Harry’ego żeby go nie kopał, plując na mnie jednocześnie kawałkami naleśników. Chłopak, który przyciągał moją uwagę po cichu rozmawiał z El, jakby nie chciał żeby ktoś to usłyszał.
            Dziewczyna wzięła kawałek naleśnika i dokładnie go przeżuła krzywiąc się przy tym. Trochę przesadzała. Nawet nie wiem o co się wkurzyła. Nie miałam ochoty na jakieś nieprzyjemności z jej strony, więc spuściłam wzrok na mój talerz, na którym teraz znajdowała się połówka naleśnika.
            Nagle, dosłownie w jednym momencie poczułam jak cos spada na moją twarz. No nie tyle spada co wystrzeliwuje wprost na nią. Były to przeżute kawałki kolacji.
-Ohyda.!- wrzasnęła Eleonor. –Ja nie będę tego jadła.! Próbowałaś mnie otruć- zaczęła na mnie krzyczeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz