Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 8. „Zbyt późne przeprosiny.”



Rozdział 8. „Zbyt późne przeprosiny.”
-Harry, proszę.- przerwałam pocałunek- Nie teraz.
-Dlaczego.?- spytał przenosząc się z pocałunkami na szyje.
Co raz trudniej było mi się opanować. Chciałam tego, bardzo, ale bałam się, przecież za ścianą śpią chłopcy. Mogli usłyszeć, a nie chcę później słuchać głupich tekstów.
-Poczekajmy z tym. – poprosiłam.
Loczek niechętnie się od mnie odsunął. Wiedziałam, żę bardzo pragnął bliskości ze mną, zdradzała to jak na razie delikatne wybrzuszenie w bokserkach. Spojrzałam na niego i próbowałam się uśmiechnąć. Jednak wiedziałam, żę na mojej twarzy pojawił się grymas. Nie obędzie się bez tłumaczenia, ale wierzyłam mu. Mogłam to powiedzieć
-Bo ja…-zaczęłam nieśmiało- Ja nigdy nie…
-Rozumiem- przerwał mi Curly uwalniając od jakichkolwiek tłumaczeń na ten temat. Nie lubiłam tego, więc byłam mu winna ogromną przysługę.
            Wtuliłam się w niego, a chłopak oplótł moją talie swoimi rękoma. Było mi wygodniej niż wcześniej. Po chwili zasnęłam, zapominając o dzisiejszych zdarzeniach. Może dobrze, że miały miejsce.? W końcu zrozumiałam coś o czym dawno powinnam pamiętać.
            Obudziłam się może kilka minut po siódmej. Poszłam pod prysznic i po odświeżeniu się ubrałam białą bokserkę, a do tego falbaniastą, krótką spódniczkę w kratkę z szerokim paskiem, który zapinało się trzema małymi klamrami. Miałam w planach przygotować wcześniej śniadanie chłopcom i może jakiś dobry deser za to, ze mnie tak bronili. Ugotowałam jajka, zrobiłam tosty, nasypałam do miseczek musli, przygotowałam jajecznice i nakryłam do stołu. Nie obyłoby się bez kolorowy kanapek z różnymi wzorkami na nich. Niektóre były z motylkiem utworzonym z sera, ogórków i pomidorów inne słońca było ich strasznie dużo. Wpadłam w wir tworzenia. Ciekawe czy można wyżyć z bycia kanapkowym artystą.
            Kiedy usłyszałam, że któryś z chłopców wychodzi ze swojego pokoju szybko nakryłam do stołu chcąc żeby wszystko było gotowe przed jego przyjście. Nalałam sok pomarańczowy do szklanek i ustawiłam przy każdym talerzyku.
            Niecierpliwie czekałam na przybycie tego kogoś. Kuchenne drzwi się otworzyły a w nich ujrzałam trochę zaspanego Hazze. No tak przecież dopiero ósma, a on zasnął gdzieś po dwudziestej trzeciej. Chłopak mimo to że był zaspany szeroko się uśmiechnął. Podszedł do mnie i położył swoje dłonie na mojej talii, a głowę na ramieniu.
-Uciekłaś mi. –oznajmił po chwili ciszy i wtulił się we mnie jeszcze bardziej.
            Pogładziłam chłopaka po włoskach i dałam delikatnego całusa w policzek na co ten tylko szerzej się uśmiechnął.
-Wybaczam.
            Po chwili usłyszałam kolejny kroki z góry. Zapewne to reszta. Harry usiadł na swoim miejscu i zaczął atakować kanapki ze wzorkiem kota.  Pierwszy do kuchni wpadł Niall i zaczął wrzeszczeć śniadanie tuż za nim Liam, który już wybierał wzrokiem co zje, a na końcu Zayn. Ten pocierał rękoma i oblizywał się. Co jak co, ale nieźli z nich głodomorzy, a zwłaszcza z Niall’a. Musiałam zacząć przygotowywać dwa razy, więcej jedzenie bo ten zawsze był głodny.
            Zabraliśmy się do jedzenia. Posiłek mijał nam w przyjemnej atmosferze. Pierwszy razy chyba dobrze czułam się na śniadaniu. Prędzej już stałabym się ofiarą głupiego żartu El.
Męczyła mnie tylko ta sprawa ze statuetką. Byłam pewna, że to ona ją wzięła. Widział to po jej uśmieszku.
            Usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. Zapewne był to Louis. Chłopcy na chwilę przestali jeść. Kiedy usłyszeliśmy kroki po salonie Harry wstał wychodząc z kuchni. Pobiegłam za nim żeby się przypadkiem znów nie pobili. Położyłam mu rękę na ramieniu aby się uspokoił.
            Jednak kiedy zobaczyłam osobę w salonie zamurowało mnie. Zamiast Louis’a do domu weszła Eleonor z walizką. Zdziwiło mnie to trochę ona chciała się wprowadzić czy jak. Nie zabraniałam tego, poprawka, nie miałam nic do gadania to był dom także Lou, więc mógł zapraszać kogo chce.
-Spokojnie, Louis kazał mi przyjść po swoje rzeczy. –oznajmiła z irytującym uśmiechem. –Bo wiecie niektórych z was nie chce widzieć. – dodała patrząc na mnie i na Harry’ego.
Ja to rozumiem, bo Lou mocno wierzył w to, że ich okradłam, ale Harry, przecież oni byli najlepszymi kumplami, a może Eleonor znów coś kombinuje.
-Ta czy inaczej- westchnęła –pójdę już po jego rzeczy.
-Pójdę z tobą –zaproponował Liam.
            Kiedy ta dwójka udała się na górę, Harry rozluźnił się i wypuścił głośno powietrze. Przejechałam dłonią od ramienia, jechałam po przedramieniu, aż do nadgarstka i złapałam go za rękę. Zareagował delikatnym uśmiechem.
- Nie denerwuj się tak- cmoknęłam go w policzek na co zupełnie się od stresował i poszliśmy do kuchni dokończyć śniadanie. Liam przyszedł chwilę potem siadając na swoim miejscu.
            Chłopcy skończyli jeść, a ja zaczęłam sprzątać po posiłku. Wytarłam mokry blat i tym zakończyłam sprzątanie. Powędrowałam do salonu. Siedział tam Niall i Zayn i grali zacięcie w jakąś grę o zabijaniu zombie. Ja postanowiłam udać się na górę i ogarnąć trochę w moim pokoju. Nie było tam za dużego syfu, ale chciałam żeby zawsze panował porządek. Pościeliłam łóżko. Uporządkowałam książki i zebrałam ciuchy walające się na podłodze.
            Kiedy pokój już był czysty położyłam się na miękkim dywanie i zaczęłam rozmyślać o tym wszystkim. O rodzinie, o szkole no i o chłopcach. Po kilkukrotnych przemyśleniach rozumiałam, że żart Elki wyszedł mi na dobre.  Usłyszałam ciche pukanie do pokoju, a tuż po nim skrzypienie drzwi.
-Przeszkadzam.? –spytał chłopak ze słodką chrypką.
-Akurat mam rankę z dywanem, ale jak chcesz to zrobimy trójkącik- zażartowałam.
Loczek położył się obok mnie i głośno, wręcz nienaturalnie westchnął. Wiedziałam, żę chce o coś zapytać. Spojrzałam na niego i szeroko się uśmiechnęłam, a on powtórzył poprzednią czynność . Rozbawiło mnie to.
-Co ci leży na sercu Haroldzie.? –spytałam z udawaną powagą.
-Bo ja…- zaczął nieśmiało. –Chciałem zaprosić pewną dziewczynę na lody i…
-Na lody powiadasz.?- roześmiałam się
-Nie takie, mały zboczeńcu. –dał mi kuksańca w bok. – No ja nie wiem czy ona się zgodzi. –dodał nieśmiało.
-Ależ jestem pewna, ze się zgodzi.- oznajmiłam bawiąc się jego loczkami.
            Chłopak mocno się we mnie wtulił. Czułam się trochę niezręcznie, bo głowa Loczka znajdowała się na moich piersiach, więc mógł widzieć wszystko. Chciałam go odsunąć jednak on przysuwał się coraz bardziej piszcząc jak małe dziecko.
-Wygodnie tu masz.- powiedział w końcu na chwilę odlepiając się od mnie.
Jak najszybciej położyłam się na brzuchu żeby chłopak nie miał dostępu do mnie. On próbował mnie odsunąć, przewrócić na drugi bok, nawet podnieść, ale nie udawał mu się to. Jedyne co wywalczył to śmiech. Zrezygnowany chłopak położył się na mnie, wgniatając tym samym w podłogę.
-Tu też jest nienajgorzej. –uśmiechnął się.
-Zejdź ze mnie. Jesteś za ciężki.
-Nie ty jesteś wredna to ja też będę. –oświadczył mi nonszalancko.
-Ja bronie swojej przestrzeni osobistej, ale skoro tak stawiasz sprawę, z lodów nici.
            Harry sturlał się ze mnie przygniatając mi tym samym rękę. Loczek przytulił mnie i zaczął gładzić po plecach. W jego towarzystwie było mi tak dobrze. Nie przejmowałam się niczym. Mogłam zostać w jego objęciach na zawsze. Sprawiał, że zapominałam o wszystkich moich kłopotach.
-To może chodźmy na te lody, bo się rozmyślisz. – zaproponował.
Wstałam i pomogłam zrobić to samo Harry’emu. Chwyciłam tylko za torebkę i ruszyłam za chłopakiem.
*** oczami Louis’a
            Pakowałem się jak i Eleonor. Zaplanowaliśmy z nią krótkie wakacje żeby od tego wszystkiego odpocząć. Miałem dość wszystkiego i do tego chłopaki. Jak mogli wierzyć obcej osobie.? Przecież to ja jestem ich przyjacielem, a Eleonor znają od trzech lat. Idiotka pewnie już sprzedała naszą statuetkę jakiemuś kolekcjonerowi za masę kasy.
            Właśnie na tych wakacjach miałem wypocząć. Udajemy się na tydzień, na Hawaje. Eleonor mnie o to poprosiła. Osobiście wolałbym pojechać do rodziny, do Doncaster, ale czego nie robi się dla dziewczyny. Właśnie zamykałem przed ostatnią walizkę El. Jezu, czy ona naprawdę aż tyle potrzebuje.?! To tylko trzy dni.! Otworzyłem jej szafkę z bielizną i od razu zacząłem szukać mojego ulubionego kupletu. Znalazłem coś, ale o dziwo moja ręka trafiła też na coś zimnego. Wygrzebałem to coś z szafki i to co zobaczyłem wstrząsnęło mną.
            Chłopcy jednak mieli racje. Lili była niewinna, a do tego pobiłem przyjaciela bo stanął w jej obronie, i to słusznie.! Podrapałem się po karku. Nawet nie wiedziałem, że El jest do tego zdolna. Robiła naszej nowej lokatorce różne dowcipy, ale cos takiego.?! Obłęd. Chwyciłem statuetkę mocniej i powędrowałem do kuchni gdzie siedziała El.
-Co to jest.?- spytałem nerwowy.
            Eleonor spojrzała na mnie zaskoczona. Byłem pewny, że zacznie się tłumaczyć, ale ona zrobiła coś przeciwnego.
-O boże.!- ucieszyła się.- Lou gdzie ją znalazłeś.?!
Ona jeszcze perfidnie udawała idiotkę. Nie dość, że znalazłem to w jej szafce, z jej bielizną to jeszcze udaje, .że nie wie o co chodzi. Nie była zbyt inteligentna, przecież wiedziała, że będę ją pakować to jeszcze schowała to w swojej szafie. Może było to z powodu braku czasu. Nie wiem. Miałem to gdzieś.
-Jak to gdzie.?!- podniosłem głos- W twojej szafce.!
-Co.? –udawała zdziwioną –To nie możliwe.! Na pewno ona mnie wrabia. Była tu i mi ją podrzuciła.
            Nie wierzyłem w jej wymówki. Nikt by nie uwierzył, przecież to niedorzeczne. Niby kiedy miała to zrobić. Poszedłem do jej pokoju, chwyciłem swoją walizkę i nie zwracając uwagi na jej błagania wyszedłem. Chciałem jechać do domu, ale bałem się, że mnie tam nie przyjmą. W końcu tak ich potraktowałem. Postanowiłem, że pokręcę się po mieście.
            Do chłopców zajechałem dopiero późnym wieczorem. Chciałem chwycić za klamkę i od razu otworzyć jednak zapukałem. Nie wiem czemu. Poczułem się jakby nie było tu dla mnie miejsca.
***Oczami Lili.
            Leżałam już wygodnie w łóżku i czekałam aż Harry wyjdzie z łazienki. Dziś także miał się ze mną położyć. Tępo patrzałam się w miejsce przez, które zaraz wyjdzie, gdy nagle usłyszałam pukanie do moich drzwi. Byłam zamyślona, więc na ten dźwięk aż podskoczyłam.
Wyszłam z łóżka i otworzyłam drzwi.
Nie wierzyłam własnym oczom w progu stał Louis z bukietem czerwonych róż. Rozdziawiłam ze zdziwienia usta. Co on tu robił.?! Przecież był na mnie zły. Widać było, ze jest smutny. Ja jednak postanowiłam, że nie pokarze żadnych emocji.
-Tak.? –spytałam obojętnie.
-Lili. Ja wiem, że zabrzmi to głupio- zaczął –Ale ja przyszedłem cię przeprosić, Ja już wszystko rozumiem.
            Patrzałam na niego. Byłam pewna, że kiedyś przeprosi. Kłamstwo ma krótkie nogi w przypadku El, bardzo krótkie. Mimo to, że jakiś tydzień temu szalałabym z radości teraz było to nic nadzwyczajnego.
-Jesteś pewien.?
-Tak. I właśnie chciałem zaprosić cię na jakieś spotkanie.- oznajmił niepewnie.
-Spotkanie.?- powtórzyłam zdziwiona.
-Właściwie randkę. Bo jesteś śliczną dziewczyną i powinienem ci wierzyć. W dodatku ja się chyba w tobie zakochałem. No widziałem to pierwszego dnia, ale miałem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz