Rozdział 8. „Zbyt późne przeprosiny.”
-Harry, proszę.- przerwałam pocałunek- Nie teraz.
-Dlaczego.?- spytał przenosząc się z pocałunkami na szyje.
Co raz trudniej było mi się opanować. Chciałam tego, bardzo,
ale bałam się, przecież za ścianą śpią chłopcy. Mogli usłyszeć, a nie chcę
później słuchać głupich tekstów.
-Poczekajmy z tym. – poprosiłam.
Loczek niechętnie się od mnie
odsunął. Wiedziałam, żę bardzo pragnął bliskości ze mną, zdradzała to jak na
razie delikatne wybrzuszenie w bokserkach. Spojrzałam na niego i próbowałam się
uśmiechnąć. Jednak wiedziałam, żę na mojej twarzy pojawił się grymas. Nie
obędzie się bez tłumaczenia, ale wierzyłam mu. Mogłam to powiedzieć
-Bo ja…-zaczęłam nieśmiało- Ja nigdy nie…
-Rozumiem- przerwał mi Curly uwalniając od jakichkolwiek
tłumaczeń na ten temat. Nie lubiłam tego, więc byłam mu winna ogromną
przysługę.
Wtuliłam
się w niego, a chłopak oplótł moją talie swoimi rękoma. Było mi wygodniej niż
wcześniej. Po chwili zasnęłam, zapominając o dzisiejszych zdarzeniach. Może
dobrze, że miały miejsce.? W końcu zrozumiałam coś o czym dawno powinnam
pamiętać.
Obudziłam
się może kilka minut po siódmej. Poszłam pod prysznic i po odświeżeniu się
ubrałam białą bokserkę, a do tego falbaniastą, krótką spódniczkę w kratkę z
szerokim paskiem, który zapinało się trzema małymi klamrami. Miałam w planach
przygotować wcześniej śniadanie chłopcom i może jakiś dobry deser za to, ze
mnie tak bronili. Ugotowałam jajka, zrobiłam tosty, nasypałam do miseczek musli,
przygotowałam jajecznice i nakryłam do stołu. Nie obyłoby się bez kolorowy
kanapek z różnymi wzorkami na nich. Niektóre były z motylkiem utworzonym z
sera, ogórków i pomidorów inne słońca było ich strasznie dużo. Wpadłam w wir
tworzenia. Ciekawe czy można wyżyć z bycia kanapkowym artystą.
Kiedy
usłyszałam, że któryś z chłopców wychodzi ze swojego pokoju szybko nakryłam do
stołu chcąc żeby wszystko było gotowe przed jego przyjście. Nalałam sok
pomarańczowy do szklanek i ustawiłam przy każdym talerzyku.
Niecierpliwie
czekałam na przybycie tego kogoś. Kuchenne drzwi się otworzyły a w nich
ujrzałam trochę zaspanego Hazze. No tak przecież dopiero ósma, a on zasnął
gdzieś po dwudziestej trzeciej. Chłopak mimo to że był zaspany szeroko się
uśmiechnął. Podszedł do mnie i położył swoje dłonie na mojej talii, a głowę na
ramieniu.
-Uciekłaś mi. –oznajmił po chwili ciszy i wtulił się we mnie
jeszcze bardziej.
Pogładziłam
chłopaka po włoskach i dałam delikatnego całusa w policzek na co ten tylko
szerzej się uśmiechnął.
-Wybaczam.
Po chwili
usłyszałam kolejny kroki z góry. Zapewne to reszta. Harry usiadł na swoim
miejscu i zaczął atakować kanapki ze wzorkiem kota. Pierwszy do kuchni wpadł Niall i zaczął
wrzeszczeć śniadanie tuż za nim Liam, który już wybierał wzrokiem co zje, a na
końcu Zayn. Ten pocierał rękoma i oblizywał się. Co jak co, ale nieźli z nich
głodomorzy, a zwłaszcza z Niall’a. Musiałam zacząć przygotowywać dwa razy,
więcej jedzenie bo ten zawsze był głodny.
Zabraliśmy
się do jedzenia. Posiłek mijał nam w przyjemnej atmosferze. Pierwszy razy chyba
dobrze czułam się na śniadaniu. Prędzej już stałabym się ofiarą głupiego żartu
El.
Męczyła mnie tylko ta sprawa ze statuetką. Byłam pewna, że
to ona ją wzięła. Widział to po jej uśmieszku.
Usłyszeliśmy
jak ktoś wchodzi do domu. Zapewne był to Louis. Chłopcy na chwilę przestali
jeść. Kiedy usłyszeliśmy kroki po salonie Harry wstał wychodząc z kuchni.
Pobiegłam za nim żeby się przypadkiem znów nie pobili. Położyłam mu rękę na
ramieniu aby się uspokoił.
Jednak
kiedy zobaczyłam osobę w salonie zamurowało mnie. Zamiast Louis’a do domu
weszła Eleonor z walizką. Zdziwiło mnie to trochę ona chciała się wprowadzić
czy jak. Nie zabraniałam tego, poprawka, nie miałam nic do gadania to był dom
także Lou, więc mógł zapraszać kogo chce.
-Spokojnie, Louis kazał mi przyjść po swoje rzeczy.
–oznajmiła z irytującym uśmiechem. –Bo wiecie niektórych z was nie chce
widzieć. – dodała patrząc na mnie i na Harry’ego.
Ja to rozumiem, bo Lou mocno wierzył w to, że ich okradłam,
ale Harry, przecież oni byli najlepszymi kumplami, a może Eleonor znów coś
kombinuje.
-Ta czy inaczej- westchnęła –pójdę już po jego rzeczy.
-Pójdę z tobą –zaproponował Liam.
Kiedy ta
dwójka udała się na górę, Harry rozluźnił się i wypuścił głośno powietrze.
Przejechałam dłonią od ramienia, jechałam po przedramieniu, aż do nadgarstka i
złapałam go za rękę. Zareagował delikatnym uśmiechem.
- Nie denerwuj się tak- cmoknęłam go w policzek na co
zupełnie się od stresował i poszliśmy do kuchni dokończyć śniadanie. Liam
przyszedł chwilę potem siadając na swoim miejscu.
Chłopcy
skończyli jeść, a ja zaczęłam sprzątać po posiłku. Wytarłam mokry blat i tym
zakończyłam sprzątanie. Powędrowałam do salonu. Siedział tam Niall i Zayn i
grali zacięcie w jakąś grę o zabijaniu zombie. Ja postanowiłam udać się na górę
i ogarnąć trochę w moim pokoju. Nie było tam za dużego syfu, ale chciałam żeby
zawsze panował porządek. Pościeliłam łóżko. Uporządkowałam książki i zebrałam
ciuchy walające się na podłodze.
Kiedy pokój
już był czysty położyłam się na miękkim dywanie i zaczęłam rozmyślać o tym
wszystkim. O rodzinie, o szkole no i o chłopcach. Po kilkukrotnych
przemyśleniach rozumiałam, że żart Elki wyszedł mi na dobre. Usłyszałam ciche pukanie do pokoju, a tuż po
nim skrzypienie drzwi.
-Przeszkadzam.? –spytał chłopak ze słodką chrypką.
-Akurat mam rankę z dywanem, ale jak chcesz to zrobimy
trójkącik- zażartowałam.
Loczek położył się obok mnie i
głośno, wręcz nienaturalnie westchnął. Wiedziałam, żę chce o coś zapytać.
Spojrzałam na niego i szeroko się uśmiechnęłam, a on powtórzył poprzednią
czynność . Rozbawiło mnie to.
-Co ci leży na sercu Haroldzie.? –spytałam z udawaną powagą.
-Bo ja…- zaczął nieśmiało. –Chciałem zaprosić pewną
dziewczynę na lody i…
-Na lody powiadasz.?- roześmiałam się
-Nie takie, mały zboczeńcu. –dał mi kuksańca w bok. – No ja
nie wiem czy ona się zgodzi. –dodał nieśmiało.
-Ależ jestem pewna, ze się zgodzi.- oznajmiłam bawiąc się
jego loczkami.
Chłopak
mocno się we mnie wtulił. Czułam się trochę niezręcznie, bo głowa Loczka znajdowała
się na moich piersiach, więc mógł widzieć wszystko. Chciałam go odsunąć jednak
on przysuwał się coraz bardziej piszcząc jak małe dziecko.
-Wygodnie tu masz.- powiedział w końcu na chwilę odlepiając
się od mnie.
Jak najszybciej położyłam się na brzuchu żeby chłopak nie
miał dostępu do mnie. On próbował mnie odsunąć, przewrócić na drugi bok, nawet
podnieść, ale nie udawał mu się to. Jedyne co wywalczył to śmiech. Zrezygnowany
chłopak położył się na mnie, wgniatając tym samym w podłogę.
-Tu też jest nienajgorzej. –uśmiechnął się.
-Zejdź ze mnie. Jesteś za ciężki.
-Nie ty jesteś wredna to ja też będę. –oświadczył mi nonszalancko.
-Ja bronie swojej przestrzeni osobistej, ale skoro tak
stawiasz sprawę, z lodów nici.
Harry
sturlał się ze mnie przygniatając mi tym samym rękę. Loczek przytulił mnie i
zaczął gładzić po plecach. W jego towarzystwie było mi tak dobrze. Nie
przejmowałam się niczym. Mogłam zostać w jego objęciach na zawsze. Sprawiał, że
zapominałam o wszystkich moich kłopotach.
-To może chodźmy na te lody, bo się rozmyślisz. –
zaproponował.
Wstałam i pomogłam zrobić to samo Harry’emu. Chwyciłam tylko
za torebkę i ruszyłam za chłopakiem.
*** oczami Louis’a
Pakowałem
się jak i Eleonor. Zaplanowaliśmy z nią krótkie wakacje żeby od tego
wszystkiego odpocząć. Miałem dość wszystkiego i do tego chłopaki. Jak mogli
wierzyć obcej osobie.? Przecież to ja jestem ich przyjacielem, a Eleonor znają
od trzech lat. Idiotka pewnie już sprzedała naszą statuetkę jakiemuś
kolekcjonerowi za masę kasy.
Właśnie na
tych wakacjach miałem wypocząć. Udajemy się na tydzień, na Hawaje. Eleonor mnie
o to poprosiła. Osobiście wolałbym pojechać do rodziny, do Doncaster, ale czego
nie robi się dla dziewczyny. Właśnie zamykałem przed ostatnią walizkę El. Jezu,
czy ona naprawdę aż tyle potrzebuje.?! To tylko trzy dni.! Otworzyłem jej
szafkę z bielizną i od razu zacząłem szukać mojego ulubionego kupletu. Znalazłem
coś, ale o dziwo moja ręka trafiła też na coś zimnego. Wygrzebałem to coś z
szafki i to co zobaczyłem wstrząsnęło mną.
Chłopcy
jednak mieli racje. Lili była niewinna, a do tego pobiłem przyjaciela bo stanął
w jej obronie, i to słusznie.! Podrapałem się po karku. Nawet nie wiedziałem,
że El jest do tego zdolna. Robiła naszej nowej lokatorce różne dowcipy, ale cos
takiego.?! Obłęd. Chwyciłem statuetkę mocniej i powędrowałem do kuchni gdzie
siedziała El.
-Co to jest.?- spytałem nerwowy.
Eleonor
spojrzała na mnie zaskoczona. Byłem pewny, że zacznie się tłumaczyć, ale ona
zrobiła coś przeciwnego.
-O boże.!- ucieszyła się.- Lou gdzie ją znalazłeś.?!
Ona jeszcze perfidnie udawała idiotkę. Nie dość, że
znalazłem to w jej szafce, z jej bielizną to jeszcze udaje, .że nie wie o co
chodzi. Nie była zbyt inteligentna, przecież wiedziała, że będę ją pakować to
jeszcze schowała to w swojej szafie. Może było to z powodu braku czasu. Nie
wiem. Miałem to gdzieś.
-Jak to gdzie.?!- podniosłem głos- W twojej szafce.!
-Co.? –udawała zdziwioną –To nie możliwe.! Na pewno ona mnie
wrabia. Była tu i mi ją podrzuciła.
Nie
wierzyłem w jej wymówki. Nikt by nie uwierzył, przecież to niedorzeczne. Niby
kiedy miała to zrobić. Poszedłem do jej pokoju, chwyciłem swoją walizkę i nie
zwracając uwagi na jej błagania wyszedłem. Chciałem jechać do domu, ale bałem
się, że mnie tam nie przyjmą. W końcu tak ich potraktowałem. Postanowiłem, że
pokręcę się po mieście.
Do chłopców
zajechałem dopiero późnym wieczorem. Chciałem chwycić za klamkę i od razu
otworzyć jednak zapukałem. Nie wiem czemu. Poczułem się jakby nie było tu dla
mnie miejsca.
***Oczami Lili.
Leżałam już
wygodnie w łóżku i czekałam aż Harry wyjdzie z łazienki. Dziś także miał się ze
mną położyć. Tępo patrzałam się w miejsce przez, które zaraz wyjdzie, gdy nagle
usłyszałam pukanie do moich drzwi. Byłam zamyślona, więc na ten dźwięk aż
podskoczyłam.
Wyszłam z łóżka i otworzyłam drzwi.
Nie wierzyłam własnym oczom w
progu stał Louis z bukietem czerwonych róż. Rozdziawiłam ze zdziwienia usta. Co
on tu robił.?! Przecież był na mnie zły. Widać było, ze jest smutny. Ja jednak
postanowiłam, że nie pokarze żadnych emocji.
-Tak.? –spytałam obojętnie.
-Lili. Ja wiem, że zabrzmi to głupio- zaczął –Ale ja przyszedłem
cię przeprosić, Ja już wszystko rozumiem.
Patrzałam
na niego. Byłam pewna, że kiedyś przeprosi. Kłamstwo ma krótkie nogi w
przypadku El, bardzo krótkie. Mimo to, że jakiś tydzień temu szalałabym z
radości teraz było to nic nadzwyczajnego.
-Jesteś pewien.?
-Tak. I właśnie chciałem zaprosić cię na jakieś spotkanie.-
oznajmił niepewnie.
-Spotkanie.?- powtórzyłam zdziwiona.
-Właściwie randkę. Bo jesteś śliczną dziewczyną i powinienem ci wierzyć.
W dodatku ja się chyba w tobie zakochałem. No widziałem to pierwszego dnia, ale
miałem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz