Rozdział 7. „Zmiana w kontaktach”
Czy ja się nie przesłyszałam.?! On oskarżał mnie o kradzież.
Niby dlaczego miałam to zrobić.? Zapewnili mi dom, utrzymywali mnie w zamian za
głupie opiekowanie się nim, a ja ich miałam okraść. Nie jestem niewdzięczną
idiotką.
-Ale ja jej nie wzięłam. –zaczęłam się tłumaczyć
Po minie Lou widziałam, ze jakoś nie bardzo mi wierzył.
-El mi powiedziała jak kręciłaś się koło gablotki.!
I nagle dostałam olśnienia.
Eleonor, kochana El. Jak ona mogła. Wiedziałam, ze mnie nie lubiła i to bardzo.
Była zazdrosna o chłopaka, rozumiem, ale żeby robić takie coś. Tego było za
dużo. Miałam ochotę zacząć na nią wrzeszczeć, ale się pohamowałam.
-Przepraszam, ale gdybyś nie zauważył to Eleonor robi mi
jakieś podłe żarty od kiedy tu jestem. –oznajmiłam spokojnie, ale go to jeszcze
bardziej wkurzyło. W końcu obraziłam jej dziewczynę.
-Nie masz prawa jej obrażać.- krzyknął podchodząc do mnie
niebezpiecznie blisko.
-Ale ja nie chciałam jej obrazić. Mówię tylko jak jest.
–próbowałam załagodzić sytuację.
Louis’a to
chyba jeszcze bardziej wkurzyło, bo popchnął mnie z całej siły. Upadłam z
hukiem na podłogę. Na szczęście nie bolało tak mocno. Spojrzałam w górę. Harry
zaczął krzyczeć na Lou i po chwili rzucili się na siebie. Zanim zdążyłam wstać
było po wszystkim. Lou złapał ucieszoną El za rękę
-Do wieczora ma cię tu nie być.!- wrzasnął na odchodne i
zniknął mi z oczy.
Harry stał zasapany wpatrując się to we mnie to w kolegów.
Zauważyłam, że ma przeciętą wargę i czerwony ślad pod okiem. Jutro na pewno
pojawi się tam kolor siny. Podeszłam do niego, jednak nie wiedziałam co robić.
-Harry..- zaczęłam nie pewnie –Przepraszam, ja naprawdę nie
wzięłam tej statuetki.
Chłopak tylko przyciągnął mnie do
siebie i schował w swoich ramionach. Było mi tam tak dobrze. Na chwilę nawet
zapomniałam o tej całej sprawie. Chciałam tam zostać całe życie. Pierwszy raz
nie postrzegałam Harry’ego jako szalonego nastolatka, ale mężczyznę, który mnie
obroni. Może tego mi w nim brakowało przez ten cały czas.
-Lili- usłyszałam delikatny głos Liam’a – Żaden z nas w to
nie wierzy.
-No właśnie.- potwierdził Niall. –Mieszkałaś tu tyle czasu i
dopiero coś wzięłaś.? To niedorzeczne.
- Z resztą nie przejmuj się Lou. On jest zapatrzony w El jak
w obrazek.- dodał Zayn. – i w dodatku to nie tylko dom Louis’a. On nie może cię
stąd wyrzucić.
Skinęłam
tylko głową. Nie miałam siły na jakiś inny gest. Chłopcy poklepali mnie po
ramieniu, a później ruszyłam z Harrym do mojego pokoju. Dopiero teraz
zauważyłam, że na moich policzkach pojawiły się łzy. Loczek delikatnie je
otarł. Pogładziłam go po policzku. Było mi go szkoda. Nie dość, że został
pobity, pokłócił się z przyjacielem to na niedosyt zrobił to dla dziewczyny,
która nic do niego nie czuje. Z resztą ja sama nie wiem co do niego czułam.
Od jakiegoś czasu często
przyłapywałam się na myśleniu o nim i jeszcze te dzisiejsze zdarzenie. Dziś
minęło mi całe zauroczenie do Lou. Wiedziałam, że to nie ten właściwy, bo to
Harry cały czas się dla mnie poświęcał. Był ze mną kiedy miałam zły humor, przytulił
kiedy byłam smutna obronił przed niebezpieczeństwem, był moim rycerzem na
białym koniu.
Uśmiechnęłam się do niego, a on
odwzajemnił gest. Resztę dnia spędziłam z nim zamknięta w pokoju. Zbliżała się
dwudziesta druga kiedy usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Wiedziałam, że to
Lou. Zapewne przyjdzie sprawdzić czy jeszcze tu jestem i najpewniej znowu
poszarpie się z Harry’m, a ja tego nie chciałam. Nie chciałam żeby Hazza znów
oberwał. Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej, a on pocałował mnie w czoło.
Kroki pasiastego słyszałam coraz
głośniej. Czułam, ze zaledwie kilka metrów dzieli go od mojego pokoju.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Harry gwałtownie wyskoczył z łóżka.
Przygotowując się na potyczkę z przyjacielem. Podeszłam do niego i położyłam mu
rękę na torsie żeby nieco się uspokoił.
Nagle światło się zapaliło, a w
progu zobaczyłam zdenerwowaną twarz Lou. Byłam gotowa na jego krzyki i wrzaski,
nawet na to, że i ja dostanę, ale byłam gotowa. Spojrzałm na Harry’ego, który
cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy z Louis’em. Widziałam jak bardzo jest
wkurzony. Ręce zacisnął w pięści gotowy na bójkę.
-Co ona tu jeszcze robi.?-
zapytał Loui.
-Mieszka.- odparł bez zastanowienia Harry. Wiedziałam, że
jest gotów żeby mnie bronić.
-Przecież mówiłem coś.
-Louis- przerwał mu głos z korytarza. Spojrzałam w tamtym
kierunku. Stał tam Liam z Zayn’em, Niall położył się spać jakieś dwie godziny
temu, więc nie mógł tu być. Całe szczęście jeszcze mu by się coś stało.- Nie
możesz podejmować takich decyzji pochopnie. Prześpij się i jutro porozmawiamy
na spokojnie.- próbował załagodzić sytuacje.
-Na spokojnie.?! Okradła nas, a wy jej jeszcze bronicie.?!
-Nie wiesz tego na pewno –wtrącił Zayn.
Boo Bear
tylko zaczął się śmiać i kręcić głową. Przepchał się pomiędzy Zayn’em i Liam’em
i zszedł na dół. Po chwili usłyszałam zamykanie się drzwi wyjściowych. Zapewne
poszedł na noc do El. Liam i Zayn po chwili także się zmyli.
Rzuciłam się na lóżko ciągnąc
Harryego za sobą na co się roześmiał. Wtuliłam się w jego ciepły tors. Słyszałam
jak serce szybko mu bije. Zapewne od adrenaliny, która przed chwilą mu
skoczyła.
-Harry- zaczęłam cicho. – Może zostaniesz u mnie na noc.
Boję się teraz zostać sama.- okłamałam go.
Nie bałam
się ani trochę. Mogłam się w razie czego nakluczyć i było by po kłopocie.
Chciałam po prostu przytulić się do niego. Dopiero teraz tak naprawdę
zrozumiałam, że jest dla mnie kimś więcej. Loczek szeroko się uśmiechnął i
skinął głową na znak zgody.
-Pójdę tylko pod prysznic.- oznajmił
Ja zrobiłam
to samo. Po kilkunastu minutach orzeźwiającej kąpieli, weszłam do pokoju ubrana
w piżamkę z barankami. O dziwo Harry leżał już w moim łóżku i bawił się
telefonem. Zamknęłam drzwi i chłopak szybko skierował wzrok na mnie.
Dostrzegłam, że uśmiecha się jeszcze szerzej niż zwykle.
-Co się stało.?- spytałam podchodząc do łóżka.
-Ładna piżama. –stwierdził.
Już miałam
podziękować, kiedy zrozumiałam aluzję. Piżamka zakrywała tylko połowę moich ud,
więc chłopak mógł sobie popatrzeć. Jak najszybciej schowałam się pod kołdrę zakrywając
się po szyje. Krępował mnie jego wzrok. Czułam się jakby mnie mentalnie
rozbierał. Co jak co, ale nie znane mi były stopnie miłości dalsze od
pocałunku. Tak, jestem cnotką i dobrze mi z tym.! Nie spieszę się do tego.
Oczywiście mam osiemnaście lat i przez to stawałam się często obiektem żartów.
Ja po prostu czekałam na moment, że będę pewna że chcę to zrobić.
Ułożyłam
się jak najwygodniej na poduszce i spojrzałam na chłopaka. Harry odłożył
telefon na szafkę nocną i zrobił to samo co ja. Leżeliśmy tak przez chwilę
patrząc na siebie i robiąc głupie miny. W końcu Hazza przyciągnął mnie do
siebie i przytulił.
-Lili.?- zaczął nieśmiało gładząc mnie po włosach.
-Hm.?
-Czy ja mam u ciebie szanse.?- spytał.
Byłam zaskoczona jego pytaniem.
Miał u mnie szanse i to ogromne i on się jeszcze pyta.?! No cóż, po tym co mu
zrobiłam miesiąc temu nie dziwie się, że musi się upewnić.
-Masz. –oznajmiłam.
-Naprawdę.? –podniósł mój podbródek tak żeby mogła patrzeć w
jego oczy.
Skinęłam głową. Harry szeroko się uśmiechnął, ja z resztą
zrobiłam to samo. Po chwili dostrzegłam, że delikatnie się do mnie zbliża. Przysunęłam
swoją twarz jeszcze bliżej, zamknęłam oczy i po chwili poczułam jego malinowe usta
na swoich. To było niesamowite. Całował mnie tak jakbym za chwilę miała się rozpaść.
Poczułam tysiące motyli w brzuchu. Wszystko zaczęło wirować. Czułam się jakby cały
świat zrobił fikołka. To był niezwykle przyjemne. Jego pocałunek stawał się coraz
bardziej zachłanny. Jego język próbował się dostać do środka moich ust. Ułatwiłam
mu to i otworzyłam je szerzej. Zaczęła się walka. Nie miałam ochotę jej przerywać.
Wplotłam swoją dłoń w jego loki i oddałam się przyjemności. Jego język zaczął pieścić
moje podniebienie, a ja czułam się jak w niebie. Chłopak położył swoją dużą
dłoń na moich plecach i jeszcze bardziej przysunął mnie do siebie. Poczułam jak
zjeżdża nią coraz niżej. Moje ciało przechodziło przyjemny dreszcz. Harry
dotarł do miejsca gdzie kończy się moja krótka piżamka i wsunął rękę pod nią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz