Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 43 „Oferta zgody”

                          Rozdział 43 „Oferta zgody”


Lili poszła się ubrać. Ja w tym czasie pobiegłem zrobić dla naszych gości herbatę. Gemma i mama usiadły ze mną w salonie, mój mały skarb pojawił się po kilku minutach. Ubrała na siebie ten uroczy różowy sweterek. Z chęcią bym ją teraz wyściskał, ale mamy gości. Moja rodzicielka upiła łyk herbaty.
-Więc od jak dawna wiecie, ze będziecie rodzicami.? –spytała w końcu, odstawiając filiżankę na ławę.
-Od niedawna. Zaledwie kilka dni –odpowiedziała Lili nerwowo bawiąc się palcami u rąk jakby były najciekawszą rzeczą na świecie.
-Tak. Dwa, trzy dni. –dodałem
-Na pewno bardzo się cieszycie –uśmiechnęła się Gemma
Szybko to potwierdziliśmy. Byłem naprawdę szczęśliwy. Za dziewięć miesięcy będę tatusiem. Najchętniej chciałby żeby to trwało jak najkrócej. Chciałbym mieć już przy sobie mojego małego maluszka. Rozpieszczałbym go do granic możliwości, oczywiście zachowując przy tym zdrowy rozsądek. Nie chcę by wychowało się na jakiegoś rozpieszczonego dzieciaka. Po Lili także było widać, że bardzo się cieszy. Chyba pragnęła tego tak samo mocno jak ja.
***oczami Lili
Dzień o dziwo minął dość szybko. Pani Styles nie była tak nachalna jak przedtem. Oczywiście mama Harryego dała mi się we znaki, ale było w miarę dobrze. Harry i jego mama poszły na zakupy i oczywiście poszwędać się po mieście. Siedziałam właśnie w pokoju i składałam pranie kiedy ktoś zapukał. Byłam pewna, że to Gemma, bo tylko ona została w domu.
-Proszę. –odpowiedziałam nie odrywając się od zajęcia.
Dziewczyna niepewnie weszła do pokoju i usiadła na łóżku.
-Przepraszam, czy mogłybyśmy porozmawiać. –spytała cicho jakby bała się odrzucenia propozycji
-Tak, ale o czym.? –zdziwiłam się
Gdyby chodziło o zwykłą rozmowę typu „Co u ciebie.” To ona nie była by tak speszona i normalnie by ze mną rozmawiała. Sam jej głos przekonywał mnie o tym, ze to będzie poważna rozmowa.
-O mojej mamie.
Westchnęłam i odłożyłam na bok czarną koszulkę Hazzy. Usiadłam obok niej i czekałam na jakiejś jej słowo. Mogę od razu się spodziewać, ze to będzie trudna rozmowa.
-Więc.?
-Bo chodzi o to… -przerwała by złapać głębszy oddech –Ona nie jest taka zła. Harry jest jej małym synkiem i za wszelką cenę chce go chronić. Ona po prostu martwi się tym wszystkim. Za każdym razem kiedy Harry miał nową dziewczynę ona robiła sobie nadzieję, że oni będę razem na zawszę, ale zawsze kończyło się to nieciekawie. Teraz pojawiłaś się ty i ona sprawdza cię czy na pewno będziesz z nim na dobre i na złe. Robi z siebie naprawdę okropną kobietę, ale to taki mały sprawdzian. Nie miałam ci mówić, ale widzę, że naprawdę go kochasz i nie zasługujesz na takie traktowanie z jej strony. Porozmawiaj z nią szczerze. Może trochę odpuści.
-Sądzę, że to może się udać, ale….
-Dzień dobry –usłyszałyśmy krzyk dołu.
Wrócili. Oczywiście Hazz wrzeszczał swoje powitanie na cały dom, ale to tylko szczegół, który trzeba pominąć. Zbiegłam szybko na dół żeby jego mamę nie domyśliła się, że rozmawiałam z Gemmą i co najgorsze o czym rozmawialiśmy. Przywitałam się z Hazz całusem w policzek. Chłopak od zimna panującego na dworze i dość porywistego wiatru dostał rumieńców, a czubek jego nosa był czerwony. Wyglądał jak małe dziecko po powrocie z zabawy z kolegami.
-Zrobiłam ci taco. –oznajmiłam z uśmiechem.
Hazz aż podskoczył z radości i pobiegł do kuchni. Dawno już nie robiłam taco dlatego tak się ucieszył. Oczywiście musiałam zrobić ich więcej na wypadek gdyby Harry był naprawdę głodny lub gdyby przyszła reszta chłopców. Wiadomo Niall i ten jego nieposkromiony głód.
-Zrobić pani herbatę. Na pewno zmarzliście.
-Nie dziękuje. Poradzę sobie –odburknęła
            Skończyłam sprzątać w domu. Postanowiłam się trochę zrelaksować. Minęła szesnasta, a ja nie zrobiłam nic dla siebie. Z resztą i tak nie miałam nic takiego w planach. Bałam się, ze mama Hazzy mnie skarci, ale jak tak można.?! Jestem we własnym domu i nawet nie mogę wziąć kąpieli, bo boję się reakcji mamy mojego chłopaka…? Ta myśl mnie przeraża, przecież to ona jest w obcym miejscu. Osobiście to ja bym się krępowała w nie moim domu. Teraz jest zupełnie inaczej. Ja boję się cokolwiek zrobić. Czuję jak Pani Annie obserwuje każdy mój ruch. Trzeba to ukrócić, muszę z nią porozmawiać, bo inaczej nie wytrzymam.
            Zaprosiłam ją do kuchni kiedy Hazz mył auto. Zrobiłam jej herbatę i nie zważałam na jej komentarze dotyczące tego jak źle ją parzę. Usiadłam naprzeciwko niej. Nabrałam dużą ilość powietrz i głośno je wypuściłam. Musiałam przygotować się na to psychicznie.
-Coś się stało.? –spytała troskliwym głosem.
-Musimy porozmawiać. –spojrzałam na nią i umoczyłam wargi w gorącej cieczy. – Chodzi tu o nasze stosunki. One nie są takie jak powinny –zaczęłam dość niepewnie, bo czułam jak świdruje mnie spojrzeniem –Sądzę, że ja i Harry jesteśmy jeszcze młodzi i do końca nie wiemy co to prawdziwe życie, ale mamy prawo do własnego życia i pani nie powinna się tak wtrącać…
-Wtrącam się.?! –przerwała oburzona
-Nie, nie o to chodziło –szybko wyjaśniłam –Raczej o to, że na każdym kroku mnie pani krytykuję. Wiem, że pani bardzo kocha Harryego i boi się o jego przyszłe życie, ale proszę mi wierzyć. Ja go nie skrzywdzę. Wiem, że bywało różnie. To spadło na mnie tak nagle. Miałam pewne wątpliwości, ale teraz wiem, że to on jest dla mnie najważniejszy. Postaram się żeby codziennie budził się z uśmiechem na ustach i z nim zasypiał, ale musi mi dać pani wolną rękę. –skończyłam biorąc głęboki oddech z obawy o jej reakcję.
Pani Styles patrzała się na mnie. Z każdą kolejną chwilą ciszy było co raz gorzej. W głowie kłębiły mi się różne myśli. Zaraz pewnie eksploduje ze złości.
-Cóż.. –kobieta nabrała powietrza –Chyba za bardzo się w to zaangażowałam.
Na moja twarz wkradł się uśmiech. Kamień spadł mi z serca, odciążając mnie tym samym. Czułam się jak każdy mój problem maleje w oczach. Poczułam taką niesamowitą ulgę, że aż trudno mi jest to opisać.
-Powinnyśmy poprawić nasze kontakty. –zaproponowała –Może małe babskie zakupy.
Nie wierzyłam, że to kiedyś może się stać. W końcu po takim czasie męki pogodziłyśmy się i to jeszcze do tego stopnia, ze zaprasza mnie na zakupy. Wstałam z miejsca i mocno uściskałam moją przyszłą mamę co ona odwzajemniła.
-Ubiorę się tylko i możemy iść.



***
Hejka. Wiem, ze długo czekaliście na rozdział i że jest króciutki, ale jakoś nie mam czasu na pisanie. Jedynie udało mi się napisać imaginy na moją drugą stronkę, a to tylko dlatego, ze coś odkryłam. Zauważyłam, że mogę pisać w drodze. Nie wiedziałam na czym skończyłam opowiadanie, wiec nie mogłam dopisać następnej części. Obiecuję, ze od teraz rozdziały będą pojawiać się znacznie częściej. Chciałabym też podziękować dziewczynie o nicku /Stylesowa za zaangażowanie. Następny imagin napisze z dedykacją dla ciebie. Wybierz o kim :)

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 42 „Spotkanie”

           
                  Rozdział 42 „Spotkanie”
             Zacisnęłam pięści wyobrażając sobie co ona może mu zrobić. Uwiedzie, wykorzysta i porzuci. Liam był bardzo wrażliwy. Widać była jak cieszy się na każde spotkanie z nią. Załamał by się. Trzeba mu to w porę wytłumaczyć. Nie chodzi o to żeby z nią zerwał. Tylko żeby ją sprawdził. Mały test nie zaszkodzi. Upewnimy się do niej. Podniosłam się z sofy i wyciągnęłam telefon.
-Gdzie dzwonisz.? –zdziwił się Niall
-Ci. – uciszyłam go słysząc głos Liama po drugiej stronie. –Hej. –przywitałam się z chłopakiem – Chciałabym spytać gdzie jesteś.?
-Właśnie wracamy z centrum handlowego.
-to cudownie- ucieszyłam się- Mógłbyś zajechać do jakiegoś sklepu po pomidory i sałatę. Hazzie zachciało się Taco.
-Nie wiem czy to wyjdzie. Chyba już nic przy sobie nie mam. Może jutro zrobimy taco.
-Tak. Chyba masz rację.
            Rozłączyłam się i znów usiadłam do chłopców. Razem zaczęliśmy obmyślać jakiś plan. Od razu było wiadome, że Liaś nie zgodzi się na to. Pozostało nam tylko rozdzielić w tym wszystkim role. Niestety nie zdążyliśmy, bo drzwi otworzyły się i do środka weszła rozradowana para. Na szczęście nawet nie zauważyli naszego zmieszania. Liam odstawił torby, które aktualnie trzymał, Sophie natomiast poleciała do kuchni. Zapewne coś zjeść. Dziwne jak szybko się tu zadomowiła. Ja miałam problemy iść tu do łazienki po dwóch tygodniach, a ona swobodnie buszuje nam po szafach.
-Więc widzę, że nieźle się obkupiliście. –zauważył Zayn
-Kupiłeś sobie skarpetki z Batmanem.? –spytał wesoło Niall
-Nie. –zmęczony chłopak opadł na fotel.
-Ogarnij się. –pacnął go Harry –Na galę skarpetek w Batmana nie ubierze. Kupiłeś coś na galę, nie.?
-Co.? –mruknął niezadowolony
            Hazz wstał i lekko go szturchnął. Liaś usiadł bardziej cywilizowanie i oparł głowę o brzuch Hazzy. Widać było jaki był zmęczony. Każdy zmęczyłby się gdyby musiał taszczyć za sobą tyle toreb. Loczek zmierzwił mu czuprynę, a Liam tylko westchnął
-Garnitur. Kupiłeś go.? –powtórzył pytanie
-Harry, jutro kupię. Nie miałem teraz kasy.
-Wiesz to trochę dziwne. To skąd tyle toreb.? –wtrącił się Louis
-No Sophie. Ona też musi mieć coś na galę.
-Ona to wszystko na siebie założy.? –zakpił Hazz wyciągając jedną z koszulek z głębokim dekoltem.
-Chyba musi mieć tu cos do chodzenia. –Liam zachowywał się tak jakby to było normalne
            Rozumiem dwie bluzki czy coś to tak, ale tam było chyba z dziesięć toreb wypełnionych po brzegi ciuchami i butami i to z tych droższych firm. Niezła sumka na to poszła. Dziwne było też to, że miała w tym chodzić po domu. Co ona nie zabrała ze sobą walizek.?  Gniewna mina chłopaka pokazywała, że ataki chłopców go już męczyły. Pokazałam Hazzie, żeby odpuścić. Reszta też zrozumiała.
-Idziemy na taco.? –próbowałam uspokoić emocję chłopców.
-Taco. –prychnął Curly
            W ostateczności wyszliśmy żeby się trochę poszwendać i spokojnie to obgadać. Niestety nie mieliśmy takiej możliwości. Z każdej strony atakowały nas fanki. Zrobiliśmy chyba milion zdjęć. Zdziwiło mnie to, że one chcą zdjęcia tez ze mną, ale co się dziwić, dziewczyna Harryego Stylesa w towarzystwie jego kolegów jak i samego Loczka. Wow, szok.! Weszliśmy do małej kawiarenki. Raczej nie było tam za wiele osób także mieliśmy spokój. Usiedliśmy przy stoliku w kącie tak, aby nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi. Zamówiliśmy po herbacie z miodem. Kelnerka podała nam zamówienie w ekspresowym tempie.
-To co robimy.? –zaczął Niall
-Nie wiem –westchnął Styles.
-Zróbmy może jakiś taki wspólny wieczór. Zobaczymy jak na tle innych będzie się ona zachowywać. Może nie jest taka zła i te zakupy to był pomysł Liama –Czarnowłosy wzruszył ramionami
-Liam tego i tak nie zauważy –mruknęłam upijając łyk gorącej cieczy
-Mi się wydaje, ze to dobry pomysł. Może chociaż coś zauważy.? –wtrącił się Boo
-Może.
-Trzeba próbować wszystkiego. To jak dzisiaj.?
-Zgoda. Zaproście Perrie, Bainkę, El i Danielle –wyliczyłam.
-Daniell.?! –wszyscy jednocześnie wypowiedzieli to imię.
-Może kiedy Li ją zobaczy i to jak się zachowuję, a jak się zachowuje Sophie to zrozumie, ze ona nie jest dla niego.
-To chyba może się udać.
            Wieczorem ruszyły przygotowania. Wszystko miało się odbyć w domu moim i Hazzy. Chłopcy wraz ze swoimi dziewczynami przyszli bardzo szybko. Miałam tylko nadzieję, ze Dan się nie rozmyśli. Miałam szczęście, bo po dziesięciu minutach zadzwoniła do naszych drzwi. Chłopcy radośnie ją przywitali. Oprócz Liama. On tylko odwrócił wzrok i zajął się sobą i Sophie. Muszę przyznać, że Daniell była piękna. Nie wiem co wyszło pomiędzy nimi nie tak. Nie miałam jej okazji poznać osobiście, bo kiedy zaczęłam chodzić z Harrym oni nie byli już chyba razem. Nie wiem. Nie zwracałam uwagi tak bardzo na ich życie prywatne. Teraz znam ich na wylot.
-Więc to ty jesteś Lili –wskazała na mnie.
-Tak, miło mi cię poznać. –przywitałam się.
-Harry, widzę, ze z ciebie szczęściarz. To już tylko ślub i dzieci –uśmiechnęła się.
-Dzieci będą. –oznajmił całując ją na przywitanie w policzek.
            Daniell usiadła pomiędzy Lou i Zaynem. Ja i Hazz poszliśmy do kuchni, ja musiałam iść po szklankę, talerz i sztućce dla naszego nowego gościa, a Harry poszedł tak dla towarzystwa. Harry usiadł na fotelu, a ja na jego kolanach. Od razu zaczęliśmy rozmawiać na luźne tematy. Jak minął dzień i tego typu. Z czasem przeszliśmy na temat związków. Widać było wyraz twarzy Liama, jak i Daniell. Nie podobało im się, ale chłopcy drążyli temat. Ktoś w końcu powiedział jej, że ja i Harry będziemy mieć dziecko.
-Też bym chciała takiego maluszka. –pisnęła wesoło
-Jakby cię ktoś chciał to byś miała- roześmiała się Sophie. Ona chyba myślała, że to zabawne
-Przesadzasz –mruknęła
-Uspokój się. To moja wina, że wyglądasz jak gruba świnia.? –dziewczyna po raz kolejny zarechotała.
Twarz Daniell przybrała czerwony kolor. Dziewczyna wstała i zaczęła zbierać po sobie rzeczy. Chwyciła torebkę i już miała wychodzić, ale ją zatrzymałam.  Mnie tez by to mocno wkurzyło, ale Sophie podpiła trochę i teraz ujawnia się jej prawdziwe obliczę. Jeszcze chwila , a nasz plan wypali. Ona musiała tylko zostać.
-Niech on uspokoi swoją dziewczynę. –wskazała na Liama, który był zażenowany tą cała sytuacją.
-Widzisz. To ja jestem jego dziewczyną –uśmiechnęła się podle –Ty jesteś jak zużyta chusteczka. Do niczego.
Oczy szatynki się zaszkliły. Miałam już dość tej wrednej małpy. Najgorsze było to, ze Li nic z tym nie robił. Tylko siedział i patrzał na to wszystko. Spakowałam rzeczy Sophie do jej torebki i jej podałam.
-Chyba na ciebie czas. –wskazałam jej drzwi
-Lili. –Liaś próbował mnie uspokoić.
-Nie Liam. Ona ma przeprosić Daniell albo niech idzie. Możesz z nią iść albo zostać. Wybieraj.
-Daniell jest sama sobie winna- jego odpowiedź mnie zszokowała –Po co tu w ogóle przychodziła.?
-Liam, chyba dość. –Harry wtrącił się do naszej małej kłótni.
            Para wyszła, a my pozostaliśmy w ciszy. No i nastało to głupie pytanie. Daniell oczywiście zapytała dlaczego ona miała się zjawić. Chłopcy oczywiście powiedzieli jej cała prawdę, o planie, o Liamie i o Sophie. Widać było, że się tym przejęła. Jeszcze nie tak dawno byli razem, a teraz ma go inna i w dodatku co ona z nim robi.?! Obiecała, że nam pomoże. Pożegnaliśmy się z nią i resztą. Niall i Bianka mieli ją odwieść także byliśmy spokojni, co do jej powrotu. Zmęczona opadłam na ciało Harryego. Pogładził mnie po włosach, a ja głośno westchnęłam. Loczek rozłożył się na sofię i pociągnął mnie bliżej siebie. Leżałam głową na jego klatce piersiowej i wsłuchiwałam się w spokojne bicie jego serca. Był tak spokojny jakby się tym wcale nie przejmował.
-Harry…- mruknęłam cicho
-Hm.?
-I co teraz będzie.? Myślisz, że Liam w końcu to zauważy.? –spytałam podnosząc głowę żeby spojrzeć w jego przymrużone oczy.
-Mam nadzieję, że tak. Nie pozwolę żeby mój przyjaciel zmarnował się przez dziewczynę.
            Obudziłam się w salonie. Widocznie musieliśmy zasnąć na sofię. Byłam tak tym wszystkim zmordowana, że usnęłam nawet nie pamiętając kiedy. Byłem przykryta kocem, a Hazzy już nie było, tak jak rzeczy na stolę, które wczoraj tam zostawiliśmy. Harry musiał je posprzątać. Kochany Loczek. Podniosłam się i przeciągnęłam. Rozczochrana głowa Harryego wychyliła się zza drzwi od kuchni. Na jego twarzy zakwitł szeroki uśmiech.
-Wstałaś.?
-Tak –ziewnęłaś po czym opadłaś powrotem na sofę.- A może jednak nie.
-Mała. –Loczek podszedł do ciebie i wziął na ręce –Chyba nie chcesz stracić dzisiejszego dnia.
-Harry. –jęknęłaś. –Może mały dzień lenia.?
Naprawdę dziś nie miałam ochoty na nic. Tylko położyć się do łóżka. Najlepiej z Harrym, który działał jak bezprzewodowy grzejnik. Uwielbiałam się do niego przytulać. Taki jakby misiek.  Chłopak położył mnie na sofię, a sam poszedł do góry. Nawet nie miałam sił go wołać. Usłyszałam jak odkręca wodę. Siedział tam chwilkę, po czym wrócił do mnie. Zaniósł mnie na górę i posadził na fotelu.
-Rozbieraj się.- nakazał jakby był moim właścicielem.
-Ty mnie rozbierz.
Curly wziął się do pracy i po chwili byłam naga. Delikatnie ułożył mnie w wannie wypełnionej po brzegi gorącą wodą i pianą. Sam również pozbył się ubrań i dołączył do nie. Przytulając mnie mocno. Oparłam głowę o jego tors i westchnęłam.
-Mogłabym tak codziennie.
-Będzie tak codziennie. –ucałował mnie w czubek głowy
-A jak pojedziesz w trasę.?
-Teraz kiedy będziemy mieli dziecko, będziesz jeździła ze mną wszędzie. –Curly zaczął bawić się kosmykiem moich włosów –Będziemy pokazywać naszej małej Brzoskwince każdy zakątek świata i kupować jej różne pamiątki. Jak będzie większa będzie miała się czym chwalić w przedszkolu.
-Ale ja zacznie chodzić do tego przeczkola to nie będzie mogła z tobą jeździć.
-To wtedy nie będę jeździł –stwierdził jakby to było oczywiste.
-A kariera.?
-Będę robił karierę rodzicielską. Jako najlepszy tata na świecie.
            Ucieszyłam się, że na poważnie o tym wszystkim myślał, że nie chciałby mnie zostawić z tym wszystkim samą, ale jego kariera, jego fani. One Direction nie może się rozpaść kiedy są u szczytu kariery. Może jakoś by to było. Na początku by mi pomagał i wykonywali by koncerty i trasy krótsze od tych na dwa tygodnie na przykład. Później kiedy dziecko byłoby większe i ogarnęłabym to wszystko to mógłby już normalnie pracować. To byłoby dobre rozwiązanie. Wzięłabym mamę do pomocy kiedy nie wiedziałbym co zrobić. Ona w końcu wychowała już jedno dziecko. Nawet mama Harryego mogłaby pomóc. Choć jakoś tego nie widzę.
-Brzoskwinka.? –uśmiechnęłam się po chwili ciszy
-Nie oglądałaś nigdy Epoki Lodowcowej.?!- zdziwił się – Tam też były takie dwa słonie i miały małą słoninkę.
-Słoninkę- roześmiałam się –Słoniątko, raczej.
-No nie wiem jak to się tam odmienia. –machnął ręką pozostawiając na moim nosie pianę.
***oczami Harryego
            Usłyszałem pukanie do drzwi. Wyszedłem z wanny uspakajając Lili i prosząc ją by została. Sam wytarłem się trochę i ubrałem spodnie. Szybkim krokiem ruszyłem na dół by otworzyć naszemu gościowi. Odkluczyłem drzwi i otworzyłem je.
-Mama.?! –wrzasnąłem
Kobieta rzuciła mi się w ramiona, a ja zrobiłem to samo. Stęskniłem się za nią. O dziwo przyjechała sama. Wciągnąłem jej dwie ogromne walizki do środka i ponownie przytuliłem. Niewiarygodne jak za nią tęskniłem. Dopiero teraz to zauważyłem.
-Co ty tu robisz.?
-Usłyszałam od twojego kolegi o dobrej nowinie –oznajmiła z szerokim uśmiechem. –Przyjechałyśmy tu zobaczyć jak się macie. Szczerze to myślałam, że sam mi o tym powiesz.
-Czekaj, jak to „przyjechałyście”.? –lekko się zdziwiłem
Drzwi ponownie się otworzyły, a do środka weszła Gemma. Rzuciłem jej się na szyję. Siostra odwzajemniła uścisk. Jej także pomogłem z bagażem.
-Dzień dobry. –usłyszałem cichy głos Lili
Dziewczyna stała na schodach ubrana jedynie w moją bluzę i delikatni się uśmiechała. Podbiegłem do niej i wziąłem na ręce po czym zniosłem na dół.
            Zapoznałem ją z siostrą. Myślę, że od razu się polubiły. Gemma zawsze miała nadzieję, że zakocham się na zabój i chyba w końcu to zrobiłem. Moje szczęście było ogromne. Brakowało mi jeszcze taty, ale do niego zadzwonię jeszcze dzisiaj. Sądzę, że udadzą nam się te małe odwiedziny.
-Dziewczyno, jak ty jesteś ubrana.?! Chcesz się przeziębić.?!
Może jednak nie….

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 41 „Plany na przyszłość”

                  Rozdział 41 „Plany na przyszłość”

Będzie dobrze. Stać go tylko na te słowa.? Ja tu załamanie nerwowe przechodzę. Gdyby nie mój stan to nie wiem co bym ze sobą zrobiła. Gdybym tylko mogła to już by mnie tu nie było. Muszę to sobie poukładać. Dziecko.?! Nie teraz. Tak być nie może.
-Harry my nie damy sobie rady.
-Damy. –pogładził mnie po włosach. –Nie płacz. –poprosił i otarł mi spływające łzy kciukiem. –Słuchaj, mamy tyle spraw do zrobienie, że nie można tracić czasu na płacz. –uśmiechnął się życzliwie.
-Jaki spraw.? –chlipnęłam
-Po pierwsze to musimy iść do lekarza żeby cię zbadał, po drugie chłopcy na pewno będą wściekli jeśli powiemy im o tym później, a po trzecie pokoik dla dziecka się sam nie zrobi. Dziewczyno mamy tylko dziewięć miesięcy, a tu taki huk roboty.
            Nie wierzyłam. Po mimo tego, że wątpiłam w Hazze jako ojca on okazał się być odpowiedzialny. Zawszę myślałam, że to jeszcze dziecko, że nie wyszalał się jeszcze. Zawsze taki był. Nieporadny i zdziecinniały, taka urocza łamaga. Byłam pewna, że to ja zachowam się doroślej, a tu proszę. Spojrzałam na niego, a on tylko uroczo się uśmiechnął. Uniosłam kącik ust, a ten przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
-To jak. Ubieraj się jedziemy powiedzieć chłopcom. Zgoda.?
-Zgoda. –przytaknęłam mu.
            Wzięłam szybki prysznic i założyłam świeżą bieliznę, a na to mój ulubiony różowy sweterek i białe rurki. Włosy uczesałam w kłosa. Wyrobiłam się w niecałe dwadzieścia minut. Hazz również był już gotowy. Miał na sobie już swoją brązową, skórzaną kurtkę z kożuszkowym kołnierzykiem i swoje ulubione buty. Niewiarygodne jak był do nich przywiązany. Nosił tylko je. Trzymał w ręku już kluczyki od auta. Szybko ubrałam swój czarny płaszcz i buty tego samego koloru, który były na koturnie. Hazz przez całą drogę opowiadał o tym jacy będziemy szczęśliwi. Oznajmił także, że nasi rodzice muszą się o tym dowiedzieć. No tak, od tego nie było odwrotu. Postanowiliśmy, ze zaprosimy ich na kolację i wtedy im to powiemy. Tak uroczyście.
            Siedzieliśmy właśnie na sofię u chłopaków. Liam właśnie wyszedł z kuchni z gorącą herbatą. Podał nam ją, a ja upiłam łyk. Parująca ciecz niezwykle mnie rozgrzała. To naprawdę było potrzebne w jesienne dni.
-Ja musze wam coś powiedzieć. –zaczął Hazz. –Ja i Lili… -przerwał
Każdy patrzył na nas wyczekująco. Loczek chyba się zestresował, bo wziął głęboki oddech i głośno wypuścił powietrze. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Jego dłoń ścisnęła moją, a wzrok spotkał się z moim.
-Będziemy rodzicami.
Chłopcy na chwile zamarli, ale później rzucili się na nas i zaczęli przytulać, całować i gratulować. Widziałam jak Louis idzie na górę. Na pewno to nim wstrząsnęło, przecież byliśmy razem i to z nim miałam być, a teraz będę mieć dziecko z jego najlepszym przyjacielem. Nie wyglądało to za dobrze. Reszta też widziała jego ponurą minę i to jak odchodzi.
-Porozmawiam z nim –zaproponowałam.
-Lili. –Hazz próbował mnie zatrzymać
Pokazałam mu mimiką twarzy, ze wszystko będzie dobrze. Cmoknęłam go jeszcze w policzek tak by jego obawy całkiem zniknęły. Ruszyłam na górę. Louis siedział w swoim pokoju. Twarz miał schowaną w dłoniach. Usiadłam obok niego i pogładziłam po ramieniu. Odepchnął mnie. Szczerze, spodziewałam się takiej reakcji.
-Tommo…
-Twój facet pozwala ci tak do mnie mówić.?! –przerwał mi
-Uspokój się Loui.
-Jak mam się uspokoić. Będziesz miała z nim dziecko. –wrzasnął. –Myślisz, ze to nie boli.?
-Wiem, ze cię to boli, ale musisz zrozumieć…
-Że wolisz jego. –znów nie dał mi dojść do słowa.
Uspokoiłam go trochę. Znów usiedliśmy na łóżku. W pomieszczeniu panowała niezręczna cisza. Bałam się ją przerwać. Z każdą kolejną chwilą było co raz gorzej. Wzięłam głęboki oddech i głośno wypuściłam powietrze żeby się od stresować.
-Musisz zrozumieć, że jeśli ja nic do ciebie nie czuję to, to ni może być miłość na wieki. – w końcu wypowiedziałam całe zdanie. -Kocham Harryego, ciebie też, ale jak starszego brata. To nie mogło by wyjść nawet gdyby nie było Hazzy. Prędzej czy później to by się rozpadło, rozumiesz.?
-Moglibyśmy próbo…
-Louis. Po co skoro i tak nic by z tego nie było, a moglibyśmy przegapić tą prawdziwą miłość. Ja mam Harryego i to jego kocham, a ty i El znów do siebie wróciliście, więc…
-To nie tak. –ten chłopak powoli mnie irytował. Nie mogłam nic dokończyć. –Ja z nią jestem, bo myślałem, ze ty będziesz chciała do mnie wrócić, ale później te dziecko.
-Lou, ale zobacz. Przed mną ty byłeś z El i było wam dobrze, więc dlaczego nie możecie spróbować.?
-Nie wiem –pokręcił głową. –Ja zakochałem się w tobie i…
-Louis. –pogładziłam go po ramieniu. – Wiem, ze to co było między nami zawsze gdzieś będzie krążyć, ale musimy poukładać sobie życie bez tego. Nie brakuje ci przyjaźni z Harrym.?
-Brakuje –odpowiedział spuszczając głowę.
-A nie chciałbyś żeby to wszystko się poukładało, żeby było jak prędzej, tylko lepiej.? Robilibyśmy sobie wieczory filmowe, chodzili na podwójne randki. Loui jest tyle możliwości, ale nie możesz żyć przeszłością.

            Loui chyba zrozumiał. Pokiwał głową i leciutko uniósł kącik ust. Zmierzwiłam jego i tak rozczochraną fryzurę. Wstałam, a chłopak zrobił to samo. Chwyciłam go za rękaw brązowego swetra i sprowadziłam na dół. Widziałam podejrzliwe spojrzenia chłopaków, ale wzrok Harryego jakby mnie przeszukiwał. Podeszłam do niego i ucałowałam szczęśliwa w policzek. Miałam nadzieje, ze teraz wszystko się ułoży. Chłopak niechętnie oddał pieszczotę. Rozumiałam jego podejrzenia. Pasiasty zbliżył się do niego i wyciągnął rękę.
-Gratulacje. –usłyszałam jego wesoły głos.
Hazz przez chwilę się wahał, ale w ostateczności uściskał dłoń przyjaciela jak i samego Lou.
-Och, Kochanie widzę, że masz dziś moje ulubione bokserki. –zażartował sobie szatyn
Loczek odepchnął go roześmiany. Dopiero teraz poczułam się jak dawniej.
            Jeszcze przez chwilę przekomarzali się ze sobą. Curly pchnął kolegę na sofę i sam się na nim położył układając mu głowę na torsie. Boo jeszcze chwilkę się kręcił, ale szybko przestał. Reszta dołączyła do nich tworząc taką jakby kanapkę. Usiadłam na fotelu nie mogąc opanować śmiechu, kiedy wszyscy z hukiem zlecieli na podłogę. Poobijani przez jakiś czas jęczeli. Wszystko pomieszane było z ich śmiechem. Pewnie dale by sobie tak żartowali, ale usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Jako iż byłam jedyną stojącą i w pełni sił osobą w tym domu pobiegłam szybko otworzyć.
-Hej, jest Liam. –przywitała mnie jakaś wysoka szatynka.
-Hej. Tak oczywiście. –oznajmiłam i wpuściłam ją do środka –Liam, ktoś do ciebie.
Musiałam rozwalić ten wielki kłębek zrobiony z ich ciał żeby dotrzeć do Liama. Na moje słowa chłopak szybko się poderwał i skierował do drzwi. Potrącił mnie delikatnie, ale nawet tego nie zauważył. Reszta ogarnęła się trochę i wszystko doszło do ładu. Włączyłam im jakiś film na dvd i stali się bardzo cicho. Jak nie oni. Widocznie telewizor działa na nich tak jak na małe dzieci.  Ja udałam się do kuchni żeby zrobi im coś do jedzenia. Niby tu już nie mieszkałam, ale burczenie brzucha Nialla mnie przekonało. Brzmiało to trochę jak stado waleni. Układałam właśnie na ostatniej kanapce śmieszne wzorki z pomidora, ogórka i innych produktów kiedy poczułam gorące dłonie na swojej talii.
-Nam też będziesz takie robić.? –spytał wskazują na kanapkę z kotkiem.
-Przecież to dla was. –uśmiechnęłam się.
-Nie mówię o tym. – jego duże ręce pojechały wyżej i zatrzymały się na brzuchu. –Mówię o niej lub o nim. –zachichotał cicho –Dla mnie z kotem z sera i ogórka dla niego z pomidora i sałaty. Już to sobie wyobrażam –mruknął – Nasze dziecko będzie miało najlepsze kanapki w szkole.
            Hazz poważnie się rozmarzył, bo po chwili opowiadał mi jaki kupi jej lub jemu kanapnik. Dla dziewczynki różowy z białym kotkiem, dla chłopczyka niebieski z czarnym. Plan pokoiku też miał już obmyślony. Na jednej ścianie byłby taki kolaż z naszych wspólnych zdjęć. Na ścianie środkowej okno, a przy nim łóżeczko maluszka, tak by codziennie budziły go promienie słońca, inna ściana byłaby jakby ogromną półką na wszystkie zabawki, które Loczek zdoła mu kupić. Ściana musiałaby być naprawdę wielka, bo znając Hazze to nie popuści. On chyba tylko na ciuchy nie wydaję. Zawsze w tych samych spodniach z dziurami na kolanach, kroku i kieszeniach. Kiedyś tak zgubił kilka funtów. On po prostu jest typem człowieka, który bardzo zżywa się z ubraniami.
-Kupilibyśmy mu lub jej kota. Najlepiej takiego puszystego żeby mógł się przytulać.
-A jak nie będzie lubiła lub lubił kotków jak tatuś.? –spytałam odwracając się do niego.
-Kochanie ja robiłem i czuję, że będzie lubił kotki. Czuję to w środku, w serduszku –uśmiechnął się i cmoknął mnie w nos.
            Jeszcze chwilę opowiadaliśmy sobie o planach. Hazz cały czas mówił, że będzie bronił nasze dziecko jak tatuś lew lub jak będzie odstraszał chłopaków małej Darcy, ale jeśli to będzie chłopczyk to opowie mu o podrywaniu wszystko, co wie. Z tego co rozumiem nasz synek będzie miał kolekcję kaktusów zanim żonę znajdzie. Jak tatuś.
-Przepraszam, mogę nalać sobie soku.? –czyjś głos wyrwał mnie z zamyślenia.
Momentalnie odwróciliśmy się w tamtą stronę. W drzwiach stał Louis. Wyglądał jakby się speszył.
-Tak, oczywiście. –odsunęliśmy się.
Każdy krok stawiał niepewnie. Jakby bał się, ze zaraz ktoś o zaatakuję. Wyjął szklankę i nalał sobie pomarańczowej cieszy po czym umoczył w nich wargi.
-A co do ciebie też mam plany. –Hazz podszedł do niego i oplótł go ramieniem. –Zostaniesz chrzestnym. Jak to będzie dziewczynka to kupimy sobie różowe koszulę na chrzest, a jak chłopczyk to niebieskie.
            Chłopcy oddalili się do salonu. Ja przeszłam do niego po chwili trzymając w rękach ogromny talerz z kanapkami. Rzucili się na niego jak wygłodniałe zwierzęta. Zaśmiałam się cicho widząc jak opychają sobie nimi buzie, ale zaraz, zaraz… Czegoś mi tu brakowało, a raczej kogoś.
-Gdzie Liam.? –spytałam rozglądając się po pomieszczeniu
-Poszedł ze swoją dziewczyną Sophie na zakupy. –odpowiedział Niall
-A on nie był z nią na zakupach wczoraj.?
-Był, ale nasza gwiazdeczka musi wypchać sobie szafę po brzegi kosztem Liama –stwierdził kpiąco Zayn
Przysiadłam obok nich. Nawet nie znają tej dziewczyny, a już oceniają. Nie można oceniać książki po okładce. Chwyciłam pilota i odrobinę ściszyłam by bardziej przysłuchać się ich rozmowie.
-Gwiazdeczka.?
-No nie wiedziałaś.?! –zdziwił się Louis i wyciągnął komórkę, w której zaczął coś grzebać. –Nasza kochane Sophie to gwiazda porno –oznajmił pokazując mi wyświetlacz.
Nie mogłam w to uwierzyć. Właśnie widziałam setki jej zdjęć nago. Niby Liam tego nie widział.? Może po prostu nie chciał. Nie wiem, ale jak dla mnie to było przerażające. Jak można pokazać komuś swoje ciało. Rozumiem narzeczony, chłopak, mama itp. To tak, ale minioną ludzi.?! Ją chyba coś boli.
-Wiesz co jest najlepsze.? –spytał Niall połykając kawałek kanapki –Kiedy Liam i Sophie chodzili do jednej szkoły to on dwadzieścia dwa razy się jej pytał czy będzie jego dziewczyną. Za każdym razem powiedziała nie.
Liamowi ktoś chyba musi przemówić do rozumu. Nie chodziło o to żeby kazać mu z nią zerwać czy coś, ale sprawdzić ją. Tak nie mogło być. Ona może go podle wykorzystać.





Hejka. Oto nowa część opowiadania. Jeśli ktoś z was lubi Sophie to bardzo przepraszam. Nie chodzi o to, ze jej nie lubię. W jej sprawię jestem bezstronna. Potrzebowałam tego tylko do opowiadania. Nic więcej. Co do tego czy jest gwiazdą porno... słyszałam takie plotki, ale tego nie sprawdzałam, bo nie było mi to potrzebne. Jeśli kogoś uraziłam to przepraszam. Co do rozdziału niby nie jest najlepszy, ale siedziałam nad nim dość długo. W ostatnim czasie nie miałam zbytnio wolnych chwil dlatego dopiero teraz go wstawiłam. Dziś zmobilizowałam się i pisałam go od godziny 2:36 do 4:05 tylko wtedy miałam czas. Zjadłam przy tym chyba z kilkadziesiąt kanapek i wypiłam cały dzbanek herbaty rozpuszczalnej. Mam nadzieje, że wam się spodoba. Co do bloga z imaginami. Pracuję nad jednym o Lou. Niedługo się ukarze.