Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 42 „Spotkanie”

           
                  Rozdział 42 „Spotkanie”
             Zacisnęłam pięści wyobrażając sobie co ona może mu zrobić. Uwiedzie, wykorzysta i porzuci. Liam był bardzo wrażliwy. Widać była jak cieszy się na każde spotkanie z nią. Załamał by się. Trzeba mu to w porę wytłumaczyć. Nie chodzi o to żeby z nią zerwał. Tylko żeby ją sprawdził. Mały test nie zaszkodzi. Upewnimy się do niej. Podniosłam się z sofy i wyciągnęłam telefon.
-Gdzie dzwonisz.? –zdziwił się Niall
-Ci. – uciszyłam go słysząc głos Liama po drugiej stronie. –Hej. –przywitałam się z chłopakiem – Chciałabym spytać gdzie jesteś.?
-Właśnie wracamy z centrum handlowego.
-to cudownie- ucieszyłam się- Mógłbyś zajechać do jakiegoś sklepu po pomidory i sałatę. Hazzie zachciało się Taco.
-Nie wiem czy to wyjdzie. Chyba już nic przy sobie nie mam. Może jutro zrobimy taco.
-Tak. Chyba masz rację.
            Rozłączyłam się i znów usiadłam do chłopców. Razem zaczęliśmy obmyślać jakiś plan. Od razu było wiadome, że Liaś nie zgodzi się na to. Pozostało nam tylko rozdzielić w tym wszystkim role. Niestety nie zdążyliśmy, bo drzwi otworzyły się i do środka weszła rozradowana para. Na szczęście nawet nie zauważyli naszego zmieszania. Liam odstawił torby, które aktualnie trzymał, Sophie natomiast poleciała do kuchni. Zapewne coś zjeść. Dziwne jak szybko się tu zadomowiła. Ja miałam problemy iść tu do łazienki po dwóch tygodniach, a ona swobodnie buszuje nam po szafach.
-Więc widzę, że nieźle się obkupiliście. –zauważył Zayn
-Kupiłeś sobie skarpetki z Batmanem.? –spytał wesoło Niall
-Nie. –zmęczony chłopak opadł na fotel.
-Ogarnij się. –pacnął go Harry –Na galę skarpetek w Batmana nie ubierze. Kupiłeś coś na galę, nie.?
-Co.? –mruknął niezadowolony
            Hazz wstał i lekko go szturchnął. Liaś usiadł bardziej cywilizowanie i oparł głowę o brzuch Hazzy. Widać było jaki był zmęczony. Każdy zmęczyłby się gdyby musiał taszczyć za sobą tyle toreb. Loczek zmierzwił mu czuprynę, a Liam tylko westchnął
-Garnitur. Kupiłeś go.? –powtórzył pytanie
-Harry, jutro kupię. Nie miałem teraz kasy.
-Wiesz to trochę dziwne. To skąd tyle toreb.? –wtrącił się Louis
-No Sophie. Ona też musi mieć coś na galę.
-Ona to wszystko na siebie założy.? –zakpił Hazz wyciągając jedną z koszulek z głębokim dekoltem.
-Chyba musi mieć tu cos do chodzenia. –Liam zachowywał się tak jakby to było normalne
            Rozumiem dwie bluzki czy coś to tak, ale tam było chyba z dziesięć toreb wypełnionych po brzegi ciuchami i butami i to z tych droższych firm. Niezła sumka na to poszła. Dziwne było też to, że miała w tym chodzić po domu. Co ona nie zabrała ze sobą walizek.?  Gniewna mina chłopaka pokazywała, że ataki chłopców go już męczyły. Pokazałam Hazzie, żeby odpuścić. Reszta też zrozumiała.
-Idziemy na taco.? –próbowałam uspokoić emocję chłopców.
-Taco. –prychnął Curly
            W ostateczności wyszliśmy żeby się trochę poszwendać i spokojnie to obgadać. Niestety nie mieliśmy takiej możliwości. Z każdej strony atakowały nas fanki. Zrobiliśmy chyba milion zdjęć. Zdziwiło mnie to, że one chcą zdjęcia tez ze mną, ale co się dziwić, dziewczyna Harryego Stylesa w towarzystwie jego kolegów jak i samego Loczka. Wow, szok.! Weszliśmy do małej kawiarenki. Raczej nie było tam za wiele osób także mieliśmy spokój. Usiedliśmy przy stoliku w kącie tak, aby nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi. Zamówiliśmy po herbacie z miodem. Kelnerka podała nam zamówienie w ekspresowym tempie.
-To co robimy.? –zaczął Niall
-Nie wiem –westchnął Styles.
-Zróbmy może jakiś taki wspólny wieczór. Zobaczymy jak na tle innych będzie się ona zachowywać. Może nie jest taka zła i te zakupy to był pomysł Liama –Czarnowłosy wzruszył ramionami
-Liam tego i tak nie zauważy –mruknęłam upijając łyk gorącej cieczy
-Mi się wydaje, ze to dobry pomysł. Może chociaż coś zauważy.? –wtrącił się Boo
-Może.
-Trzeba próbować wszystkiego. To jak dzisiaj.?
-Zgoda. Zaproście Perrie, Bainkę, El i Danielle –wyliczyłam.
-Daniell.?! –wszyscy jednocześnie wypowiedzieli to imię.
-Może kiedy Li ją zobaczy i to jak się zachowuję, a jak się zachowuje Sophie to zrozumie, ze ona nie jest dla niego.
-To chyba może się udać.
            Wieczorem ruszyły przygotowania. Wszystko miało się odbyć w domu moim i Hazzy. Chłopcy wraz ze swoimi dziewczynami przyszli bardzo szybko. Miałam tylko nadzieję, ze Dan się nie rozmyśli. Miałam szczęście, bo po dziesięciu minutach zadzwoniła do naszych drzwi. Chłopcy radośnie ją przywitali. Oprócz Liama. On tylko odwrócił wzrok i zajął się sobą i Sophie. Muszę przyznać, że Daniell była piękna. Nie wiem co wyszło pomiędzy nimi nie tak. Nie miałam jej okazji poznać osobiście, bo kiedy zaczęłam chodzić z Harrym oni nie byli już chyba razem. Nie wiem. Nie zwracałam uwagi tak bardzo na ich życie prywatne. Teraz znam ich na wylot.
-Więc to ty jesteś Lili –wskazała na mnie.
-Tak, miło mi cię poznać. –przywitałam się.
-Harry, widzę, ze z ciebie szczęściarz. To już tylko ślub i dzieci –uśmiechnęła się.
-Dzieci będą. –oznajmił całując ją na przywitanie w policzek.
            Daniell usiadła pomiędzy Lou i Zaynem. Ja i Hazz poszliśmy do kuchni, ja musiałam iść po szklankę, talerz i sztućce dla naszego nowego gościa, a Harry poszedł tak dla towarzystwa. Harry usiadł na fotelu, a ja na jego kolanach. Od razu zaczęliśmy rozmawiać na luźne tematy. Jak minął dzień i tego typu. Z czasem przeszliśmy na temat związków. Widać było wyraz twarzy Liama, jak i Daniell. Nie podobało im się, ale chłopcy drążyli temat. Ktoś w końcu powiedział jej, że ja i Harry będziemy mieć dziecko.
-Też bym chciała takiego maluszka. –pisnęła wesoło
-Jakby cię ktoś chciał to byś miała- roześmiała się Sophie. Ona chyba myślała, że to zabawne
-Przesadzasz –mruknęła
-Uspokój się. To moja wina, że wyglądasz jak gruba świnia.? –dziewczyna po raz kolejny zarechotała.
Twarz Daniell przybrała czerwony kolor. Dziewczyna wstała i zaczęła zbierać po sobie rzeczy. Chwyciła torebkę i już miała wychodzić, ale ją zatrzymałam.  Mnie tez by to mocno wkurzyło, ale Sophie podpiła trochę i teraz ujawnia się jej prawdziwe obliczę. Jeszcze chwila , a nasz plan wypali. Ona musiała tylko zostać.
-Niech on uspokoi swoją dziewczynę. –wskazała na Liama, który był zażenowany tą cała sytuacją.
-Widzisz. To ja jestem jego dziewczyną –uśmiechnęła się podle –Ty jesteś jak zużyta chusteczka. Do niczego.
Oczy szatynki się zaszkliły. Miałam już dość tej wrednej małpy. Najgorsze było to, ze Li nic z tym nie robił. Tylko siedział i patrzał na to wszystko. Spakowałam rzeczy Sophie do jej torebki i jej podałam.
-Chyba na ciebie czas. –wskazałam jej drzwi
-Lili. –Liaś próbował mnie uspokoić.
-Nie Liam. Ona ma przeprosić Daniell albo niech idzie. Możesz z nią iść albo zostać. Wybieraj.
-Daniell jest sama sobie winna- jego odpowiedź mnie zszokowała –Po co tu w ogóle przychodziła.?
-Liam, chyba dość. –Harry wtrącił się do naszej małej kłótni.
            Para wyszła, a my pozostaliśmy w ciszy. No i nastało to głupie pytanie. Daniell oczywiście zapytała dlaczego ona miała się zjawić. Chłopcy oczywiście powiedzieli jej cała prawdę, o planie, o Liamie i o Sophie. Widać było, że się tym przejęła. Jeszcze nie tak dawno byli razem, a teraz ma go inna i w dodatku co ona z nim robi.?! Obiecała, że nam pomoże. Pożegnaliśmy się z nią i resztą. Niall i Bianka mieli ją odwieść także byliśmy spokojni, co do jej powrotu. Zmęczona opadłam na ciało Harryego. Pogładził mnie po włosach, a ja głośno westchnęłam. Loczek rozłożył się na sofię i pociągnął mnie bliżej siebie. Leżałam głową na jego klatce piersiowej i wsłuchiwałam się w spokojne bicie jego serca. Był tak spokojny jakby się tym wcale nie przejmował.
-Harry…- mruknęłam cicho
-Hm.?
-I co teraz będzie.? Myślisz, że Liam w końcu to zauważy.? –spytałam podnosząc głowę żeby spojrzeć w jego przymrużone oczy.
-Mam nadzieję, że tak. Nie pozwolę żeby mój przyjaciel zmarnował się przez dziewczynę.
            Obudziłam się w salonie. Widocznie musieliśmy zasnąć na sofię. Byłam tak tym wszystkim zmordowana, że usnęłam nawet nie pamiętając kiedy. Byłem przykryta kocem, a Hazzy już nie było, tak jak rzeczy na stolę, które wczoraj tam zostawiliśmy. Harry musiał je posprzątać. Kochany Loczek. Podniosłam się i przeciągnęłam. Rozczochrana głowa Harryego wychyliła się zza drzwi od kuchni. Na jego twarzy zakwitł szeroki uśmiech.
-Wstałaś.?
-Tak –ziewnęłaś po czym opadłaś powrotem na sofę.- A może jednak nie.
-Mała. –Loczek podszedł do ciebie i wziął na ręce –Chyba nie chcesz stracić dzisiejszego dnia.
-Harry. –jęknęłaś. –Może mały dzień lenia.?
Naprawdę dziś nie miałam ochoty na nic. Tylko położyć się do łóżka. Najlepiej z Harrym, który działał jak bezprzewodowy grzejnik. Uwielbiałam się do niego przytulać. Taki jakby misiek.  Chłopak położył mnie na sofię, a sam poszedł do góry. Nawet nie miałam sił go wołać. Usłyszałam jak odkręca wodę. Siedział tam chwilkę, po czym wrócił do mnie. Zaniósł mnie na górę i posadził na fotelu.
-Rozbieraj się.- nakazał jakby był moim właścicielem.
-Ty mnie rozbierz.
Curly wziął się do pracy i po chwili byłam naga. Delikatnie ułożył mnie w wannie wypełnionej po brzegi gorącą wodą i pianą. Sam również pozbył się ubrań i dołączył do nie. Przytulając mnie mocno. Oparłam głowę o jego tors i westchnęłam.
-Mogłabym tak codziennie.
-Będzie tak codziennie. –ucałował mnie w czubek głowy
-A jak pojedziesz w trasę.?
-Teraz kiedy będziemy mieli dziecko, będziesz jeździła ze mną wszędzie. –Curly zaczął bawić się kosmykiem moich włosów –Będziemy pokazywać naszej małej Brzoskwince każdy zakątek świata i kupować jej różne pamiątki. Jak będzie większa będzie miała się czym chwalić w przedszkolu.
-Ale ja zacznie chodzić do tego przeczkola to nie będzie mogła z tobą jeździć.
-To wtedy nie będę jeździł –stwierdził jakby to było oczywiste.
-A kariera.?
-Będę robił karierę rodzicielską. Jako najlepszy tata na świecie.
            Ucieszyłam się, że na poważnie o tym wszystkim myślał, że nie chciałby mnie zostawić z tym wszystkim samą, ale jego kariera, jego fani. One Direction nie może się rozpaść kiedy są u szczytu kariery. Może jakoś by to było. Na początku by mi pomagał i wykonywali by koncerty i trasy krótsze od tych na dwa tygodnie na przykład. Później kiedy dziecko byłoby większe i ogarnęłabym to wszystko to mógłby już normalnie pracować. To byłoby dobre rozwiązanie. Wzięłabym mamę do pomocy kiedy nie wiedziałbym co zrobić. Ona w końcu wychowała już jedno dziecko. Nawet mama Harryego mogłaby pomóc. Choć jakoś tego nie widzę.
-Brzoskwinka.? –uśmiechnęłam się po chwili ciszy
-Nie oglądałaś nigdy Epoki Lodowcowej.?!- zdziwił się – Tam też były takie dwa słonie i miały małą słoninkę.
-Słoninkę- roześmiałam się –Słoniątko, raczej.
-No nie wiem jak to się tam odmienia. –machnął ręką pozostawiając na moim nosie pianę.
***oczami Harryego
            Usłyszałem pukanie do drzwi. Wyszedłem z wanny uspakajając Lili i prosząc ją by została. Sam wytarłem się trochę i ubrałem spodnie. Szybkim krokiem ruszyłem na dół by otworzyć naszemu gościowi. Odkluczyłem drzwi i otworzyłem je.
-Mama.?! –wrzasnąłem
Kobieta rzuciła mi się w ramiona, a ja zrobiłem to samo. Stęskniłem się za nią. O dziwo przyjechała sama. Wciągnąłem jej dwie ogromne walizki do środka i ponownie przytuliłem. Niewiarygodne jak za nią tęskniłem. Dopiero teraz to zauważyłem.
-Co ty tu robisz.?
-Usłyszałam od twojego kolegi o dobrej nowinie –oznajmiła z szerokim uśmiechem. –Przyjechałyśmy tu zobaczyć jak się macie. Szczerze to myślałam, że sam mi o tym powiesz.
-Czekaj, jak to „przyjechałyście”.? –lekko się zdziwiłem
Drzwi ponownie się otworzyły, a do środka weszła Gemma. Rzuciłem jej się na szyję. Siostra odwzajemniła uścisk. Jej także pomogłem z bagażem.
-Dzień dobry. –usłyszałem cichy głos Lili
Dziewczyna stała na schodach ubrana jedynie w moją bluzę i delikatni się uśmiechała. Podbiegłem do niej i wziąłem na ręce po czym zniosłem na dół.
            Zapoznałem ją z siostrą. Myślę, że od razu się polubiły. Gemma zawsze miała nadzieję, że zakocham się na zabój i chyba w końcu to zrobiłem. Moje szczęście było ogromne. Brakowało mi jeszcze taty, ale do niego zadzwonię jeszcze dzisiaj. Sądzę, że udadzą nam się te małe odwiedziny.
-Dziewczyno, jak ty jesteś ubrana.?! Chcesz się przeziębić.?!
Może jednak nie….

2 komentarze:

  1. Świetny,na prawdę dobrze piszesz.Nie mogę doczeka się kolejnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  2. Co w końcu z tymi odwiedzinami?Nie chcę się narzucać.Wiem,że masz dużo pracy,nauki i w ogóle...ale mam złe przeczucia co do tych odwiedzin.

    OdpowiedzUsuń