Rozdział 42 „Spotkanie”
Zacisnęłam pięści wyobrażając sobie co ona może mu zrobić. Uwiedzie, wykorzysta i porzuci. Liam był bardzo wrażliwy. Widać była jak cieszy się na każde spotkanie z nią. Załamał by się. Trzeba mu to w porę wytłumaczyć. Nie chodzi o to żeby z nią zerwał. Tylko żeby ją sprawdził. Mały test nie zaszkodzi. Upewnimy się do niej. Podniosłam się z sofy i wyciągnęłam telefon.
-Gdzie dzwonisz.? –zdziwił się
Niall
-Ci. – uciszyłam go słysząc głos
Liama po drugiej stronie. –Hej. –przywitałam się z chłopakiem – Chciałabym
spytać gdzie jesteś.?
-Właśnie wracamy z centrum
handlowego.
-to cudownie- ucieszyłam się-
Mógłbyś zajechać do jakiegoś sklepu po pomidory i sałatę. Hazzie zachciało się
Taco.
-Nie wiem czy to wyjdzie. Chyba
już nic przy sobie nie mam. Może jutro zrobimy taco.
-Tak. Chyba masz rację.
Rozłączyłam
się i znów usiadłam do chłopców. Razem zaczęliśmy obmyślać jakiś plan. Od razu
było wiadome, że Liaś nie zgodzi się na to. Pozostało nam tylko rozdzielić w
tym wszystkim role. Niestety nie zdążyliśmy, bo drzwi otworzyły się i do środka
weszła rozradowana para. Na szczęście nawet nie zauważyli naszego zmieszania.
Liam odstawił torby, które aktualnie trzymał, Sophie natomiast poleciała do
kuchni. Zapewne coś zjeść. Dziwne jak szybko się tu zadomowiła. Ja miałam
problemy iść tu do łazienki po dwóch tygodniach, a ona swobodnie buszuje nam po
szafach.
-Więc widzę, że nieźle się
obkupiliście. –zauważył Zayn
-Kupiłeś sobie skarpetki z
Batmanem.? –spytał wesoło Niall
-Nie. –zmęczony chłopak opadł na
fotel.
-Ogarnij się. –pacnął go Harry –Na
galę skarpetek w Batmana nie ubierze. Kupiłeś coś na galę, nie.?
-Co.? –mruknął niezadowolony
Hazz
wstał i lekko go szturchnął. Liaś usiadł bardziej cywilizowanie i oparł głowę o
brzuch Hazzy. Widać było jaki był zmęczony. Każdy zmęczyłby się gdyby musiał
taszczyć za sobą tyle toreb. Loczek zmierzwił mu czuprynę, a Liam tylko
westchnął
-Garnitur. Kupiłeś go.?
–powtórzył pytanie
-Harry, jutro kupię. Nie miałem
teraz kasy.
-Wiesz to trochę dziwne. To skąd
tyle toreb.? –wtrącił się Louis
-No Sophie. Ona też musi mieć
coś na galę.
-Ona to wszystko na siebie
założy.? –zakpił Hazz wyciągając jedną z koszulek z głębokim dekoltem.
-Chyba musi mieć tu cos do
chodzenia. –Liam zachowywał się tak jakby to było normalne
Rozumiem
dwie bluzki czy coś to tak, ale tam było chyba z dziesięć toreb wypełnionych po
brzegi ciuchami i butami i to z tych droższych firm. Niezła sumka na to poszła.
Dziwne było też to, że miała w tym chodzić po domu. Co ona nie zabrała ze sobą
walizek.? Gniewna mina chłopaka
pokazywała, że ataki chłopców go już męczyły. Pokazałam Hazzie, żeby odpuścić.
Reszta też zrozumiała.
-Idziemy na taco.? –próbowałam
uspokoić emocję chłopców.
-Taco. –prychnął Curly
W
ostateczności wyszliśmy żeby się trochę poszwendać i spokojnie to obgadać.
Niestety nie mieliśmy takiej możliwości. Z każdej strony atakowały nas fanki.
Zrobiliśmy chyba milion zdjęć. Zdziwiło mnie to, że one chcą zdjęcia tez ze
mną, ale co się dziwić, dziewczyna Harryego Stylesa w towarzystwie jego kolegów
jak i samego Loczka. Wow, szok.! Weszliśmy do małej kawiarenki. Raczej nie było
tam za wiele osób także mieliśmy spokój. Usiedliśmy przy stoliku w kącie tak,
aby nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi. Zamówiliśmy po herbacie z
miodem. Kelnerka podała nam zamówienie w ekspresowym tempie.
-To co robimy.? –zaczął Niall
-Nie wiem –westchnął Styles.
-Zróbmy może jakiś taki wspólny
wieczór. Zobaczymy jak na tle innych będzie się ona zachowywać. Może nie jest
taka zła i te zakupy to był pomysł Liama –Czarnowłosy wzruszył ramionami
-Liam tego i tak nie zauważy
–mruknęłam upijając łyk gorącej cieczy
-Mi się wydaje, ze to dobry
pomysł. Może chociaż coś zauważy.? –wtrącił się Boo
-Może.
-Trzeba próbować wszystkiego. To
jak dzisiaj.?
-Zgoda. Zaproście Perrie,
Bainkę, El i Danielle –wyliczyłam.
-Daniell.?! –wszyscy
jednocześnie wypowiedzieli to imię.
-Może kiedy Li ją zobaczy i to
jak się zachowuję, a jak się zachowuje Sophie to zrozumie, ze ona nie jest dla
niego.
-To chyba może się udać.
Wieczorem
ruszyły przygotowania. Wszystko miało się odbyć w domu moim i Hazzy. Chłopcy
wraz ze swoimi dziewczynami przyszli bardzo szybko. Miałam tylko nadzieję, ze
Dan się nie rozmyśli. Miałam szczęście, bo po dziesięciu minutach zadzwoniła do
naszych drzwi. Chłopcy radośnie ją przywitali. Oprócz Liama. On tylko odwrócił
wzrok i zajął się sobą i Sophie. Muszę przyznać, że Daniell była piękna. Nie
wiem co wyszło pomiędzy nimi nie tak. Nie miałam jej okazji poznać osobiście,
bo kiedy zaczęłam chodzić z Harrym oni nie byli już chyba razem. Nie wiem. Nie
zwracałam uwagi tak bardzo na ich życie prywatne. Teraz znam ich na wylot.
-Więc to ty jesteś Lili
–wskazała na mnie.
-Tak, miło mi cię poznać.
–przywitałam się.
-Harry, widzę, ze z ciebie
szczęściarz. To już tylko ślub i dzieci –uśmiechnęła się.
-Dzieci będą. –oznajmił całując
ją na przywitanie w policzek.
Daniell
usiadła pomiędzy Lou i Zaynem. Ja i Hazz poszliśmy do kuchni, ja musiałam iść
po szklankę, talerz i sztućce dla naszego nowego gościa, a Harry poszedł tak
dla towarzystwa. Harry usiadł na fotelu, a ja na jego kolanach. Od razu
zaczęliśmy rozmawiać na luźne tematy. Jak minął dzień i tego typu. Z czasem
przeszliśmy na temat związków. Widać było wyraz twarzy Liama, jak i Daniell.
Nie podobało im się, ale chłopcy drążyli temat. Ktoś w końcu powiedział jej, że
ja i Harry będziemy mieć dziecko.
-Też bym chciała takiego
maluszka. –pisnęła wesoło
-Jakby cię ktoś chciał to byś
miała- roześmiała się Sophie. Ona chyba myślała, że to zabawne
-Przesadzasz –mruknęła
-Uspokój się. To moja wina, że
wyglądasz jak gruba świnia.? –dziewczyna po raz kolejny zarechotała.
Twarz
Daniell przybrała czerwony kolor. Dziewczyna wstała i zaczęła zbierać po sobie
rzeczy. Chwyciła torebkę i już miała wychodzić, ale ją zatrzymałam. Mnie tez by to mocno wkurzyło, ale Sophie
podpiła trochę i teraz ujawnia się jej prawdziwe obliczę. Jeszcze chwila , a
nasz plan wypali. Ona musiała tylko zostać.
-Niech on uspokoi swoją
dziewczynę. –wskazała na Liama, który był zażenowany tą cała sytuacją.
-Widzisz. To ja jestem jego
dziewczyną –uśmiechnęła się podle –Ty jesteś jak zużyta chusteczka. Do niczego.
Oczy szatynki się zaszkliły.
Miałam już dość tej wrednej małpy. Najgorsze było to, ze Li nic z tym nie
robił. Tylko siedział i patrzał na to wszystko. Spakowałam rzeczy Sophie do jej
torebki i jej podałam.
-Chyba na ciebie czas.
–wskazałam jej drzwi
-Lili. –Liaś próbował mnie
uspokoić.
-Nie Liam. Ona ma przeprosić
Daniell albo niech idzie. Możesz z nią iść albo zostać. Wybieraj.
-Daniell jest sama sobie winna-
jego odpowiedź mnie zszokowała –Po co tu w ogóle przychodziła.?
-Liam, chyba dość. –Harry
wtrącił się do naszej małej kłótni.
Para
wyszła, a my pozostaliśmy w ciszy. No i nastało to głupie pytanie. Daniell
oczywiście zapytała dlaczego ona miała się zjawić. Chłopcy oczywiście
powiedzieli jej cała prawdę, o planie, o Liamie i o Sophie. Widać było, że się
tym przejęła. Jeszcze nie tak dawno byli razem, a teraz ma go inna i w dodatku
co ona z nim robi.?! Obiecała, że nam pomoże. Pożegnaliśmy się z nią i resztą.
Niall i Bianka mieli ją odwieść także byliśmy spokojni, co do jej powrotu.
Zmęczona opadłam na ciało Harryego. Pogładził mnie po włosach, a ja głośno
westchnęłam. Loczek rozłożył się na sofię i pociągnął mnie bliżej siebie.
Leżałam głową na jego klatce piersiowej i wsłuchiwałam się w spokojne bicie
jego serca. Był tak spokojny jakby się tym wcale nie przejmował.
-Harry…- mruknęłam cicho
-Hm.?
-I co teraz będzie.? Myślisz, że
Liam w końcu to zauważy.? –spytałam podnosząc głowę żeby spojrzeć w jego
przymrużone oczy.
-Mam nadzieję, że tak. Nie pozwolę
żeby mój przyjaciel zmarnował się przez dziewczynę.
Obudziłam
się w salonie. Widocznie musieliśmy zasnąć na sofię. Byłam tak tym wszystkim
zmordowana, że usnęłam nawet nie pamiętając kiedy. Byłem przykryta kocem, a
Hazzy już nie było, tak jak rzeczy na stolę, które wczoraj tam zostawiliśmy.
Harry musiał je posprzątać. Kochany Loczek. Podniosłam się i przeciągnęłam.
Rozczochrana głowa Harryego wychyliła się zza drzwi od kuchni. Na jego twarzy
zakwitł szeroki uśmiech.
-Wstałaś.?
-Tak –ziewnęłaś po czym opadłaś
powrotem na sofę.- A może jednak nie.
-Mała. –Loczek podszedł do
ciebie i wziął na ręce –Chyba nie chcesz stracić dzisiejszego dnia.
-Harry. –jęknęłaś. –Może mały
dzień lenia.?
Naprawdę
dziś nie miałam ochoty na nic. Tylko położyć się do łóżka. Najlepiej z Harrym,
który działał jak bezprzewodowy grzejnik. Uwielbiałam się do niego przytulać.
Taki jakby misiek. Chłopak położył mnie
na sofię, a sam poszedł do góry. Nawet nie miałam sił go wołać. Usłyszałam jak
odkręca wodę. Siedział tam chwilkę, po czym wrócił do mnie. Zaniósł mnie na
górę i posadził na fotelu.
-Rozbieraj się.- nakazał jakby
był moim właścicielem.
-Ty mnie rozbierz.
Curly
wziął się do pracy i po chwili byłam naga. Delikatnie ułożył mnie w wannie
wypełnionej po brzegi gorącą wodą i pianą. Sam również pozbył się ubrań i
dołączył do nie. Przytulając mnie mocno. Oparłam głowę o jego tors i
westchnęłam.
-Mogłabym tak codziennie.
-Będzie tak codziennie.
–ucałował mnie w czubek głowy
-A jak pojedziesz w trasę.?
-Teraz kiedy będziemy mieli dziecko,
będziesz jeździła ze mną wszędzie. –Curly zaczął bawić się kosmykiem moich
włosów –Będziemy pokazywać naszej małej Brzoskwince każdy zakątek świata i
kupować jej różne pamiątki. Jak będzie większa będzie miała się czym chwalić w
przedszkolu.
-Ale ja zacznie chodzić do tego
przeczkola to nie będzie mogła z tobą jeździć.
-To wtedy nie będę jeździł
–stwierdził jakby to było oczywiste.
-A kariera.?
-Będę robił karierę
rodzicielską. Jako najlepszy tata na świecie.
Ucieszyłam
się, że na poważnie o tym wszystkim myślał, że nie chciałby mnie zostawić z tym
wszystkim samą, ale jego kariera, jego fani. One Direction nie może się rozpaść
kiedy są u szczytu kariery. Może jakoś by to było. Na początku by mi pomagał i
wykonywali by koncerty i trasy krótsze od tych na dwa tygodnie na przykład.
Później kiedy dziecko byłoby większe i ogarnęłabym to wszystko to mógłby już
normalnie pracować. To byłoby dobre rozwiązanie. Wzięłabym mamę do pomocy kiedy
nie wiedziałbym co zrobić. Ona w końcu wychowała już jedno dziecko. Nawet mama
Harryego mogłaby pomóc. Choć jakoś tego nie widzę.
-Brzoskwinka.? –uśmiechnęłam się
po chwili ciszy
-Nie oglądałaś nigdy Epoki
Lodowcowej.?!- zdziwił się – Tam też były takie dwa słonie i miały małą
słoninkę.
-Słoninkę- roześmiałam się
–Słoniątko, raczej.
-No nie wiem jak to się tam
odmienia. –machnął ręką pozostawiając na moim nosie pianę.
***oczami Harryego
Usłyszałem
pukanie do drzwi. Wyszedłem z wanny uspakajając Lili i prosząc ją by została.
Sam wytarłem się trochę i ubrałem spodnie. Szybkim krokiem ruszyłem na dół by
otworzyć naszemu gościowi. Odkluczyłem drzwi i otworzyłem je.
-Mama.?! –wrzasnąłem
Kobieta rzuciła mi się w
ramiona, a ja zrobiłem to samo. Stęskniłem się za nią. O dziwo przyjechała
sama. Wciągnąłem jej dwie ogromne walizki do środka i ponownie przytuliłem.
Niewiarygodne jak za nią tęskniłem. Dopiero teraz to zauważyłem.
-Co ty tu robisz.?
-Usłyszałam od twojego kolegi o
dobrej nowinie –oznajmiła z szerokim uśmiechem. –Przyjechałyśmy tu zobaczyć jak
się macie. Szczerze to myślałam, że sam mi o tym powiesz.
-Czekaj, jak to „przyjechałyście”.?
–lekko się zdziwiłem
Drzwi ponownie się otworzyły, a do
środka weszła Gemma. Rzuciłem jej się na szyję. Siostra odwzajemniła uścisk. Jej
także pomogłem z bagażem.
-Dzień dobry. –usłyszałem cichy głos
Lili
Dziewczyna stała na schodach ubrana
jedynie w moją bluzę i delikatni się uśmiechała. Podbiegłem do niej i wziąłem na
ręce po czym zniosłem na dół.
Zapoznałem
ją z siostrą. Myślę, że od razu się polubiły. Gemma zawsze miała nadzieję, że zakocham
się na zabój i chyba w końcu to zrobiłem. Moje szczęście było ogromne. Brakowało
mi jeszcze taty, ale do niego zadzwonię jeszcze dzisiaj. Sądzę, że udadzą nam się
te małe odwiedziny.
-Dziewczyno, jak ty jesteś ubrana.?!
Chcesz się przeziębić.?!
Może jednak nie….
Świetny,na prawdę dobrze piszesz.Nie mogę doczeka się kolejnego rozdziału
OdpowiedzUsuńCo w końcu z tymi odwiedzinami?Nie chcę się narzucać.Wiem,że masz dużo pracy,nauki i w ogóle...ale mam złe przeczucia co do tych odwiedzin.
OdpowiedzUsuń