Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 12. „Niepokój o jutro”



                        Rozdział 12. „Niepokój o jutro”
            Wróciliśmy z Harrym do domu i ja od razu chciałam wziąć się za przygotowanie posiłku dla chłopców. Liam i Zayn siedzieli na sofie i oglądali „Gdzie jest Nemo.?”, a Niall leżał na dywanie obok i wrzeszczał. „Jestem głodny”
-Spaghetti.?- spytałam na co wszyscy wykrzyczeli „Tak”.
            Zabrałam się za gotowanie. Musiałam jeszcze wymyślić jak to wszystko powiedzieć Lou i jak pogodzić z nim Hazze. Ciekawe gdzie on był. Pewnie siedział u siebie w pokoju. Po tym co się stało. Wątpię, że będzie chciał się z kimś widzieć, ale trzeba spróbować.
            Nałożyłam Spaghetti na talerze, nalałam soku winogronowego i zaniosłam chłopcom do salonu. Obiad dla Louisa zaniosę razem z Harrym tak więc ciągle go pośpieszałam. Kiedy kończył odłożyłam jego talerz do zmywarki i zabrałam porcje dla Louisa. Pośpiesznie udaliśmy się do jego pokoju. Zapukałam i po słowie „Proszę”, weszliśmy. Chłopak był w nieciekawym stanie. Siny ślad na policzku było widać już z daleka. U Hazzy to na pewno pokaże się później, jak to zwykle bywa przy podbitym oku.
-Cześć- przywitałam się.
Dźgnęłam Stylesa w brzuch łokciem. To nie wypaliło by gdyby nie jego pomoc, a tak poza tym miałam dość ich ciągłych kłótni. Chłopak spojrzał na mnie ze skwaszoną miną, jednak się przełamał i wydusił z siebie ciche przywitanie. Lou odpowiedział trochę mniej entuzjastycznie niż zwykle. Podałam mu obiad, a on od razu wziął się za jego jedzenie. Chyba cały ten czas nawet nie zeszedł na dół. Chłopaki musieli robić mu niezłe wyrzuty. Usiadłam na rogu łóżka. Nie wiedziałam jak zacząć.
-Louis, bo my mamy dla ciebie małą niespodziankę.
Chłopak spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Odłożył obiad na szafkę nocną i zaczął się wsłuchiwać w nasz plan.
-Tak po pierwsze chciałem cię przeprosić. Za to wiesz, na dole- dodał Harry.
            Zaskoczył mnie. Zachował się tak dorośle wyciągając pierwszy dłoń. Uśmiechnęłam się szeroko i kontynuowałam opowiadanie o niespodziance.
-Bo zorganizowaliśmy dla ciebie randkę w ciemno.- dokończyłam.
-Lili…
-wiem podobam ci się, ale chociaż spróbuj- przerwałam mu.
Tomlinson tylko westchnął, a później na jego twarzy zobaczyłam uśmiech. Ucieszyłam się, bo w końcu były szanse na odbudowanie tego wszystkiego co straciliśmy przez bezmyślne kłótnie. Zanim się spostrzegłam chłopcy się przytulili, a ja szybko do nich dołączyłam. Po grupowym przytulasie podałam miejsce i godzinę spotkania Lou z Grettą. Oczywiście jedyną informacja, którą mu dałam to jej imię.
Szczęśliwa wyszłam wraz z Harrym z pokoju Lou. Nie mogłam uwierzyć. Właśnie się pogodziliśmy. Podskoczyłam z radości, uwieszając się na szyi Hazzy. Oplotłam go nogami wokół bioder i zaczęłam go całować po całej powierzchni twarzy.
-Postarałeś się.- pochwaliłam go dając ostatniego całusa w szyje.
-I chyba powinienem dostać nagrodę. –uśmiechnął się szeroko.
-Harry chłopcy są w domu. –oznajmiłam kiedy zamykał już drzwi do swojego pokoju na klucz.
-Nie usłyszą. – powiedział rzucając mnie na łóżko i zdejmując z siebie koszulkę
-Przyrzeknij –nie byłam pewna, więc wolałam mieć sto procent pewności.
Chłopak położył jedną rękę na sercu, a drugą uniósł.
-Już ja się o to postaram.
            Przygryzłam wargę. Krępowałam się trochę, ale pożądanie brało górę. Pociągnęłam chłopaka na siebie za pasek od spodni. Przygniótł mnie sobą chwilę patrząc na mnie. Wpiłam się zachłannie w jego usta, wplątując dłoń w jego miękkie loki. To było wszystko czego było mi trzeba. On i nic więcej. Moje ubrania poleciały w głąb pokoju, a usta Loczka na nowo poznawały moje ciało. Kreślił mokrą linie od szyi, zjeżdżając po obojczyku zatrzymując się na dłużej na dekolcie, a później ja nagich już piersiach, które wcześniej okrywał stanik. Jego usta wciąż nie zakończyły podróży. Zjeżdżał niżej zagłębiając swój język w moim pępku. Curly delikatnie ściągnął ze mnie dolną część bielizny, a ja złapałam głośno powietrze.
            Sama świadomość, ze znajdował się tak blisko mojej kobiecości powodował, ze wariowałam ze szczęścia. Czułam jego ciepły oddech, a po chwili ręce, które rozkładają mi nogi. Całował wnętrze moich ud kierując się coraz bliżej mojej wilgotnej już przyjaciółki. Pisnęłam kiedy poczułam jak zagłębia we mnie palec. Zakryłam usta rękoma by nikt mnie nie słyszał. Harry zaczął nim delikatnie poruszać dokładając po chwili następny. Wariowałam i pewnie gdyby nie duże dłonie trzymające moje biodra rzucałbym się po łóżku jak szalona.
            Chłopakowi było mało. Poczułam jego język, który tak sprawnie się poruszał. Jego długie liźnięcia zostały zastąpione krótkimi, ale stanowczymi ruchami. Doskonale zajął się moją łechtaczką przy czym piszczałam tak głośno, że chłopcy na pewno słyszeli. Poczułam jak dochodzę. Moje ciało już miało wygiąć się w łuk, kiedy on przestał.
            Podciągnął się na górę i spojrzał mi głęboko w oczy. Przyciągnęłam go do siebie i wpiłam się w jego malinowe usta. Chłopak jęknął kiedy otarłam się o jego kolegę. Wiedziałam, że muszę działać. Nawet jeśli kiedyś wydawało mi się to ohydne i niepoprawne to teraz zrobienie tego było moim największym marzeniem. Przewróciłam go na plecy, siadając na nim okrakiem. Ani na moment nie przerwałam pocałunku.
Wsunęłam rękę do jego białych bokserek i chwyciłam jego przyrodzenie. Ledwo mieściło mi się w ręce. Wykonywałam powolne ruchy w górę i w dół. Chłopak cicho jęknął. Zeszłam niżej i ściągnęłam jego białe bokserki. Żołnierzyk stał już na baczność i czekał aż ktoś się nim zajmie. Polizałam jego czubek i włożyłam kawałek do buzi. Zaczęłam go ssać. Ręką zaczynałam wykonywać szybsze ruchy. W końcu rękę zastąpiły usta. Włożyłam go całego do buzi. Chłopak zaczął jęczeć coraz głośniej prowokując mnie do działania. Przyśpieszyłam ruchy głowa jak i te językiem.
Poczułam jak drży. Odgłosy wydawane przez mojego chłopaka były jak melodia dla uszu. Wplótł swoją rękę w moje włosy i zaczął poruszać moją głową w nadany przez niego rytm. Na końcu przytrzymał ją przy swoim kroczu powodując, że jego sperma znalazła się w mojej buzi. Połknęłam wszystko. I jasno mogę stwierdzić, że nic nie smakowało tak dobrze jak to. Oblizałam usta i wróciłam do ukochanego.
            Momentalnie znalazłam się pod nim. Curly założył prezerwatywę i powoli zaczął zbliżać się do mojego wejścia. Robił to bardzo wolno doprowadzając mnie do szału. Tak bardzo chciałam mieć go już w sobie. Nagle wszedł we mnie, a ja już miałam pisnąć, ale chłopak wpił się w moje wargi tłumiąc jęk. Nie był już taki delikatny jak wczoraj. Prowadził mnie na granicę przyjemności i bólu. Robił to tak szybko. Był jak maszyna. Dochodziłam i jemu chyba na tym zależało. Jęczałam, a chłopcy to na pewno usłyszeli.
Próbowałam być cicho, ale przyjemność sama wychodziła z moich ust. Spojrzałm na chłopaka nad sobą. Widok jak się poruszał był cudowny. Jego oczy były tak dzikie jak jego ruchy, ilustrował moją twarz szybkimi ich ruchami. Momentalnie wtuliłam się w niego. Imię Loczka pomieszało się z jękami. Widziałam jak źrenice tych szalonych oczu powiększają się, a Curly otwiera usta, z których teraz wydobywa się dźwięk gardłowy. Jeszcze chwilę poruszał się w mnie, a później wyszedł i położył głowę na moim dekolcie.
-To chyba twoje ulubione miejsce – powiedziałam kiedy mój oddech się unormował.
 Hazza tylko szeroko się uśmiechnął i jeszcze mocniej się we mnie wtulił. Okryłam nas niebieskim kocem, a po chwili usłyszałam jak chłopak zaczyna cicho pochrapywać.
            Przetarłam jeszcze zaspane oczy i rozejrzałam się po pokoju. Byłam u Harry’ego, który teraz leżał na mnie. Poruszyłam go delikatnie, a on spojrzał na mnie.
-Zejdź ze mnie muszę zrobić kolacje.- oznajmiłam wypuszczając głośno powietrze.
No tak zdrzemnęliśmy się na kilka godzin po… „zabawie”. Hazza jęknął niezadowolony i ułożył się obok zabierając mi kocyk.
-Ale później masz przyjść, bo jak nie… –zagroził mi palcem
-Przyjdę, obiecuje –oznajmiłam przypominając sobie o poprzedniej obietnicy chłopaka- I słowa dotrzymam, a nie tak jak ty.
            Curly tylko szeroko się uśmiechnął i podparł na łokciu. Ja w tym czasie zaczełam się ubierać, a widząc, że Hazza się na mnie patrzy robiłam to ruszając się przy tym uwodzicielsko. On przygryzł wargę.
-Zaraz cię zgwałcę –roześmiał się, a ja ubrana jak najszybciej uciekłam z pokoju.
***nazajutrz
            Była za dziesięć dziewiąta, a Louis strasznie się ociągał. Jak nic się spóźni. Zachowywał się tak jakby mu na tym w ogóle nie zależało. Bo może tak było.? Wiedziałam, że ja bardziej się tym przejmowałam niż on. W końcu nie zależało mu na tej dziewczynie. Robił to tylko dlatego bo go o to poprosiłam i byłam mu za to ogromnie wdzięczna, ale mógł pokazać, że bardziej się w to angażuje.
            W końcu zeszedł na dół ubrany w czerwone spodnie i bluzkę z granatowymi paskami. Obrócił się kilka razy żebym mogła go zobaczyć. Poprawiłam pasmo, które akurat spadło na jego oczy i wręczyłam mu bukiet kwiatów. Louis przewrócił oczami i udał się do samochodu. Widziałam jak odjeżdża i miałam nadzieje, że wszystko pójdzie dobrze.
            Poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu, a później muska moją szyje. Mój kochany idiota. Obróciłam się do niego i mocno wtuliłam się w ciepłe ciało Harry’ego. Usłyszałam jak Curly zabawnie szlocha. Spojrzałam na niego.
-Oni tak szybko dorastają. –powiedział z udawanym płaczem.
-Oj, nie rozpaczaj tak. –poklepałam go po ramieniu.
Rozsiadłam się z Harrym na sofie i włączyliśmy jakiś film na DVD.
            Godziny mijały, a Louis nie pojawił się w domu. Byłam zaniepokojona. Rozumiem jest dorosły i może wracać kiedy mu się podoba, ale na randkę pojechał o dziewiątej, a teraz jest już dwudziesta trzecia. Co jak co, ale nie wraca się o tak późnej porze z pierwszej randki.
-Hareh, może zadzwonię. –przekonywałam chłopaka.
-Daj spokój, pewnie się zabawiają i będziesz im przerywać.- zaprotestował obejmując mnie ramieniem.
            Próbowałam zasnąć, ale nie mogłam. Gretta nie jest typem dziewczyny, która pozwoliła by chłopakowi na takie coś przy pierwszym spotkaniu. W głowie wyobrażałam sobie najróżniejsze mroczne sceny jak i te pozytywne. Połowa z nich była tak niewiarygodna, że miałam ochotę walnąć się w głowę za ich wymyślenie.
-Harry, ja jednak zadzwonię
-Rób jak chcesz- odpowiedział zrezygnowany.
Chwyciłam telefon i poszłam na korytarz. Najpierw próbowałam dodzwonić się do Lou, jednak bezskutecznie. Po dziesięciu próbach zadzwoniłam do Grety, która odebrała już po dwóch sygnałach.
-Słucham –usłyszałam zaspany głos koleżanki
-Przepraszam, że dzwonie tak późno, ale nie ma gdzieś tam z tobą Louisa.?
-Louisa.? –zdziwiła się –No chyba żartujesz.! On nawet na randce się nie pojawił i nie dość, ze zmarnowałam dwie godziny czekania to jeszcze popsuł mi humor. Idiota
Zaniepokoiłam się. Jak to Louis nie dojechał na randkę, przecież pojechał na nią. Co ten idiota znów wymyślił.?! Rozłączyłam się szybko i pobiegłam do Hazzy. Stuknęłam go kilka razy w ramię, a chłopak się obudził.
-Co znowu.?! –zapytał zaspany.
-Lou, nie pojawił się na randce.
-Jak to „nie pojawił”.?!
Loczek usiadł obok mnie i przytulił. Schowałam twarz w dłoniach. Gdyby nie ja pewnie spał by już w łóżku, a tak nie wiadomo gdzie jest. Zobaczyłam, ze Harry wstaje i zaczyna się ubierać.
-Co ty robisz.?
-Jadę go poszukać. –odpowiedział bez zastanowienia.
-Jadę z tobą.
-Nie ma mowy-zabronił mi –Połóż się spać, a ja niedługo przywiozę tego wariata.
            Podeszłam do niego i ucałowałam. Harryemu na pewno zależało na przyjacielu, tak mocno, ze mógł zarwać noc dla niego. Założył swoją szarą bluzę od dresów i chwycił kluczyki od auta.
-Nie martw się. Znajdę go. –oznajmił przytulając mnie do siebie od tyłu
-Kocham cię, wiesz.?- obróciłam się do niego.
Miałam taką wewnętrzną potrzebę, żeby mu to powiedzieć. Wtuliłam się w niego mocniej, a po chwili widziałam jak wychodzi. Słyszałam dźwięk odpalanego samochodu, a później ucichł. Próbowałam spać, ale nic mi z tego nie wyszło. W końcu moje powieki zrobiły się ciężkie, a ja odpłynęłam w błogi sen.
Obudził mnie trzask drzwi. Było jeszcze ciemno. Spojrzałam na zegarek. Trzecia. Zbiegłam szybko na dół z nadzieja, że to Harry przyprowadził Louisa. Jednak trochę się zdziwiłam widząc tylko wstawionego Lou, który zatacza się kierując się na górę.
Lou.?!- wrzasnęłam z pewnością, że obudziłam resztę chłopców. –Gdzie Harry.?!
-Harry.?! Jaki Harry.? –zdziwił się –Tak się zakochałaś, że wszędzie go widzisz.? –parsknął śmiechem
-Właśnie jest problem, bo go nie widzę.!- krzyknęłam na niego
            Chłopak próbował przedostać się na górę, jednak nie za bardzo mu to wychodziło. Obijał się co rusz o coś. Stłukł dwa wazony i przewrócił stolik do herbaty. Prawie się wywrócił, ale zdążyłam złapać go w pasie.  Loui podparł się rękoma o ścianę. Byłam pewna, że zachwalę zwymiotuje, więc szybko zaprowadziłam go do łazienki. Było widać, że cały dzień picia mu nie służył, tak w ogóle to nikomu nie służy.
            Pomijając to, że był cały poobijany i zadrapany, a na ciele odznaczały się ślady walki z Harrym to był bardzo blady. Lekka opalenizna, którą miał jeszcze dziś rano zmieniła się na biel jaką charakteryzuje się płatek śniegu. Oparłam się o framugę drzwi i zamknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć jak się męczy. Nagle poczułam ciepłą dłoń na ramieniu. Z nadzieją, ze to Harry szybko otworzyłam oczy. Jednak nie. Przed mną stał tylko Liam, Niall i Zayn, którzy tak samo jak ja zamartwiali się stanem ich kolegi. Spuściłam wzrok.
            Gdzie jest Harry.?! Przecież obiecał, że wróci. Zbliżała się czwarta. Hazzy nie było już z cztery godziny jak nie więcej. Martwiłam się o niego. Pomimo tego, że nie jesteśmy ze sobą od niewiadomo ilu. Był mi bliski, przecież zaufałam mu do tego stopnia, że oddałam mu niewinność. Nie wiedziałam co robić. Wtuliłam się w ciepły tors Liama. Nie wiem czemu. Może po prostu potrzebowałam tego uczucia, zapachu męskich perfum, a Liam używał prawie takich samych perfum co mój Hazza no i był najbliżej.
-Lili, nie płacz.- pogłaskał mnie po głowie.
Wiedział lepiej od mnie co się dzieje z moim ciałem. Ja nawet nie zauważyłam tych łez, które spływały mi po policzku. Zayn poszedł do Lou i ukucnął obok niego. Tylko on był na tyle odważny żeby do niego bliżej podejść.
-Idioto. Masz szczęście, że Harry śpi, bo by cię chyba utopił w tym kiblu- usłyszałam głos mulata.
-Harryego nie ma.- odkleiłam się od Liama.
Poczułam teraz wzrok chłopców na moim ciele. Jak ja im miałam to powiedzieć. Wysłałam ich przyjaciela na bezcelowe poszukiwania i jeszcze nie przyszedł do domu.
-Pojechał go szukać i nie wrócił- dokończyłam chowając twarz w dłonie.
Na chwilę nastała niezręczna cisza, a w pomieszczeniu słyszeć było tylko mój cichy szloch i dźwięki wydawane przez Lou. Bałam się co oni teraz powiedzą. Mogłam już teraz iść i się spakować, bo wiem, że nie jestem tu już mile widziana.
-Mała, jeśli pojechał po Louisa to pewnie jeszcze go szuka. –oznajmił Li
-Na pewno, z resztą już lecę do niego zadzwonić i powiedzieć mu, że czekasz na niego w łóżku- dodał Niall puszczając mi oczko, na co delikatnie się uśmiechnęłam.
Blondyn oddalił się na chwilę, a ja pomogłam Zaynowi zanieść Louisa do jego łóżka. Rozebraliśmy go i przykryliśmy kołdrą. Czarnowłosy zmierzwił mi włosy i podniósł kącik ust.
-Harry jest jak kot- zaczął, a ja spojrzałam na niego z zaciekawieniem. –Zgłodniej to wróci. –dokończył pokazując mi swoje zęby.
Zeszliśmy na dół i usiedliśmy na sofie. Od razu spojrzałam na Nialla, który zszokowany jeszcze trzymał telefon w ręce. Uśmiech zszedł mi z twarzy. Blondyn skierował wzrok na mnie i powstrzymując łzy głośno przełknął ślinę. Wiedziałam, że stało się coś złego. Przecież chłopcy nie płaczą z byle powodu.
-Co się stało.? –spytałam nieśmiało.
Chłopak spuścił wzrok. Ja spojrzałam teraz na Zayna. On także wydawał się być zaniepokojony całą tą sytuacją. No a kto by nie był. Oczywiście nie licząc Louisa, który zapewne smacznie sobie śpi.
-Harry…- zaczął Liam- On chyba miał wypadek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz