Rozdział 12.
„Niepokój o jutro”
Wróciliśmy
z Harrym do domu i ja od razu chciałam wziąć się za przygotowanie posiłku dla
chłopców. Liam i Zayn siedzieli na sofie i oglądali „Gdzie jest Nemo.?”, a
Niall leżał na dywanie obok i wrzeszczał. „Jestem głodny”
-Spaghetti.?- spytałam na co wszyscy wykrzyczeli „Tak”.
Zabrałam
się za gotowanie. Musiałam jeszcze wymyślić jak to wszystko powiedzieć Lou i
jak pogodzić z nim Hazze. Ciekawe gdzie on był. Pewnie siedział u siebie w
pokoju. Po tym co się stało. Wątpię, że będzie chciał się z kimś widzieć, ale
trzeba spróbować.
Nałożyłam
Spaghetti na talerze, nalałam soku winogronowego i zaniosłam chłopcom do
salonu. Obiad dla Louisa zaniosę razem z Harrym tak więc ciągle go
pośpieszałam. Kiedy kończył odłożyłam jego talerz do zmywarki i zabrałam porcje
dla Louisa. Pośpiesznie udaliśmy się do jego pokoju. Zapukałam i po słowie
„Proszę”, weszliśmy. Chłopak był w nieciekawym stanie. Siny ślad na policzku
było widać już z daleka. U Hazzy to na pewno pokaże się później, jak to zwykle
bywa przy podbitym oku.
-Cześć- przywitałam się.
Dźgnęłam Stylesa w brzuch
łokciem. To nie wypaliło by gdyby nie jego pomoc, a tak poza tym miałam dość
ich ciągłych kłótni. Chłopak spojrzał na mnie ze skwaszoną miną, jednak się
przełamał i wydusił z siebie ciche przywitanie. Lou odpowiedział trochę mniej
entuzjastycznie niż zwykle. Podałam mu obiad, a on od razu wziął się za jego
jedzenie. Chyba cały ten czas nawet nie zeszedł na dół. Chłopaki musieli robić
mu niezłe wyrzuty. Usiadłam na rogu łóżka. Nie wiedziałam jak zacząć.
-Louis, bo my mamy dla ciebie małą niespodziankę.
Chłopak spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Odłożył obiad na
szafkę nocną i zaczął się wsłuchiwać w nasz plan.
-Tak po pierwsze chciałem cię przeprosić. Za to wiesz, na
dole- dodał Harry.
Zaskoczył
mnie. Zachował się tak dorośle wyciągając pierwszy dłoń. Uśmiechnęłam się
szeroko i kontynuowałam opowiadanie o niespodziance.
-Bo zorganizowaliśmy dla ciebie randkę w ciemno.-
dokończyłam.
-Lili…
-wiem podobam ci się, ale chociaż spróbuj- przerwałam mu.
Tomlinson tylko westchnął, a
później na jego twarzy zobaczyłam uśmiech. Ucieszyłam się, bo w końcu były
szanse na odbudowanie tego wszystkiego co straciliśmy przez bezmyślne kłótnie.
Zanim się spostrzegłam chłopcy się przytulili, a ja szybko do nich dołączyłam.
Po grupowym przytulasie podałam miejsce i godzinę spotkania Lou z Grettą.
Oczywiście jedyną informacja, którą mu dałam to jej imię.
Szczęśliwa wyszłam wraz z Harrym
z pokoju Lou. Nie mogłam uwierzyć. Właśnie się pogodziliśmy. Podskoczyłam z
radości, uwieszając się na szyi Hazzy. Oplotłam go nogami wokół bioder i
zaczęłam go całować po całej powierzchni twarzy.
-Postarałeś się.- pochwaliłam go dając ostatniego całusa w
szyje.
-I chyba powinienem dostać nagrodę. –uśmiechnął się szeroko.
-Harry chłopcy są w domu. –oznajmiłam kiedy zamykał już
drzwi do swojego pokoju na klucz.
-Nie usłyszą. – powiedział rzucając mnie na łóżko i
zdejmując z siebie koszulkę
-Przyrzeknij –nie byłam pewna, więc wolałam mieć sto procent
pewności.
Chłopak położył jedną rękę na sercu, a drugą uniósł.
-Już ja się o to postaram.
Przygryzłam
wargę. Krępowałam się trochę, ale pożądanie brało górę. Pociągnęłam chłopaka na
siebie za pasek od spodni. Przygniótł mnie sobą chwilę patrząc na mnie. Wpiłam
się zachłannie w jego usta, wplątując dłoń w jego miękkie loki. To było
wszystko czego było mi trzeba. On i nic więcej. Moje ubrania poleciały w głąb
pokoju, a usta Loczka na nowo poznawały moje ciało. Kreślił mokrą linie od
szyi, zjeżdżając po obojczyku zatrzymując się na dłużej na dekolcie, a później
ja nagich już piersiach, które wcześniej okrywał stanik. Jego usta wciąż nie
zakończyły podróży. Zjeżdżał niżej zagłębiając swój język w moim pępku. Curly
delikatnie ściągnął ze mnie dolną część bielizny, a ja złapałam głośno
powietrze.
Sama
świadomość, ze znajdował się tak blisko mojej kobiecości powodował, ze
wariowałam ze szczęścia. Czułam jego ciepły oddech, a po chwili ręce, które
rozkładają mi nogi. Całował wnętrze moich ud kierując się coraz bliżej mojej
wilgotnej już przyjaciółki. Pisnęłam kiedy poczułam jak zagłębia we mnie palec.
Zakryłam usta rękoma by nikt mnie nie słyszał. Harry zaczął nim delikatnie
poruszać dokładając po chwili następny. Wariowałam i pewnie gdyby nie duże
dłonie trzymające moje biodra rzucałbym się po łóżku jak szalona.
Chłopakowi
było mało. Poczułam jego język, który tak sprawnie się poruszał. Jego długie
liźnięcia zostały zastąpione krótkimi, ale stanowczymi ruchami. Doskonale zajął
się moją łechtaczką przy czym piszczałam tak głośno, że chłopcy na pewno
słyszeli. Poczułam jak dochodzę. Moje ciało już miało wygiąć się w łuk, kiedy
on przestał.
Podciągnął
się na górę i spojrzał mi głęboko w oczy. Przyciągnęłam go do siebie i wpiłam
się w jego malinowe usta. Chłopak jęknął kiedy otarłam się o jego kolegę.
Wiedziałam, że muszę działać. Nawet jeśli kiedyś wydawało mi się to ohydne i
niepoprawne to teraz zrobienie tego było moim największym marzeniem.
Przewróciłam go na plecy, siadając na nim okrakiem. Ani na moment nie
przerwałam pocałunku.
Wsunęłam rękę do jego białych
bokserek i chwyciłam jego przyrodzenie. Ledwo mieściło mi się w ręce.
Wykonywałam powolne ruchy w górę i w dół. Chłopak cicho jęknął. Zeszłam niżej i
ściągnęłam jego białe bokserki. Żołnierzyk stał już na baczność i czekał aż
ktoś się nim zajmie. Polizałam jego czubek i włożyłam kawałek do buzi. Zaczęłam
go ssać. Ręką zaczynałam wykonywać szybsze ruchy. W końcu rękę zastąpiły usta.
Włożyłam go całego do buzi. Chłopak zaczął jęczeć coraz głośniej prowokując
mnie do działania. Przyśpieszyłam ruchy głowa jak i te językiem.
Poczułam jak drży. Odgłosy
wydawane przez mojego chłopaka były jak melodia dla uszu. Wplótł swoją rękę w
moje włosy i zaczął poruszać moją głową w nadany przez niego rytm. Na końcu
przytrzymał ją przy swoim kroczu powodując, że jego sperma znalazła się w mojej
buzi. Połknęłam wszystko. I jasno mogę stwierdzić, że nic nie smakowało tak
dobrze jak to. Oblizałam usta i wróciłam do ukochanego.
Momentalnie
znalazłam się pod nim. Curly założył prezerwatywę i powoli zaczął zbliżać się
do mojego wejścia. Robił to bardzo wolno doprowadzając mnie do szału. Tak
bardzo chciałam mieć go już w sobie. Nagle wszedł we mnie, a ja już miałam
pisnąć, ale chłopak wpił się w moje wargi tłumiąc jęk. Nie był już taki
delikatny jak wczoraj. Prowadził mnie na granicę przyjemności i bólu. Robił to
tak szybko. Był jak maszyna. Dochodziłam i jemu chyba na tym zależało.
Jęczałam, a chłopcy to na pewno usłyszeli.
Próbowałam być cicho, ale
przyjemność sama wychodziła z moich ust. Spojrzałm na chłopaka nad sobą. Widok
jak się poruszał był cudowny. Jego oczy były tak dzikie jak jego ruchy,
ilustrował moją twarz szybkimi ich ruchami. Momentalnie wtuliłam się w niego.
Imię Loczka pomieszało się z jękami. Widziałam jak źrenice tych szalonych oczu
powiększają się, a Curly otwiera usta, z których teraz wydobywa się dźwięk
gardłowy. Jeszcze chwilę poruszał się w mnie, a później wyszedł i położył głowę
na moim dekolcie.
-To chyba twoje ulubione miejsce – powiedziałam kiedy mój
oddech się unormował.
Hazza tylko szeroko
się uśmiechnął i jeszcze mocniej się we mnie wtulił. Okryłam nas niebieskim
kocem, a po chwili usłyszałam jak chłopak zaczyna cicho pochrapywać.
Przetarłam
jeszcze zaspane oczy i rozejrzałam się po pokoju. Byłam u Harry’ego, który
teraz leżał na mnie. Poruszyłam go delikatnie, a on spojrzał na mnie.
-Zejdź ze mnie muszę zrobić kolacje.- oznajmiłam
wypuszczając głośno powietrze.
No tak zdrzemnęliśmy się na kilka godzin po… „zabawie”.
Hazza jęknął niezadowolony i ułożył się obok zabierając mi kocyk.
-Ale później masz przyjść, bo jak nie… –zagroził mi palcem
-Przyjdę, obiecuje –oznajmiłam przypominając sobie o
poprzedniej obietnicy chłopaka- I słowa dotrzymam, a nie tak jak ty.
Curly tylko
szeroko się uśmiechnął i podparł na łokciu. Ja w tym czasie zaczełam się
ubierać, a widząc, że Hazza się na mnie patrzy robiłam to ruszając się przy tym
uwodzicielsko. On przygryzł wargę.
-Zaraz cię zgwałcę –roześmiał się, a ja ubrana jak
najszybciej uciekłam z pokoju.
***nazajutrz
Była za
dziesięć dziewiąta, a Louis strasznie się ociągał. Jak nic się spóźni.
Zachowywał się tak jakby mu na tym w ogóle nie zależało. Bo może tak było.?
Wiedziałam, że ja bardziej się tym przejmowałam niż on. W końcu nie zależało mu
na tej dziewczynie. Robił to tylko dlatego bo go o to poprosiłam i byłam mu za
to ogromnie wdzięczna, ale mógł pokazać, że bardziej się w to angażuje.
W końcu
zeszedł na dół ubrany w czerwone spodnie i bluzkę z granatowymi paskami.
Obrócił się kilka razy żebym mogła go zobaczyć. Poprawiłam pasmo, które akurat
spadło na jego oczy i wręczyłam mu bukiet kwiatów. Louis przewrócił oczami i
udał się do samochodu. Widziałam jak odjeżdża i miałam nadzieje, że wszystko
pójdzie dobrze.
Poczułam jak ktoś przytula mnie od
tyłu, a później muska moją szyje. Mój kochany idiota. Obróciłam się do niego i
mocno wtuliłam się w ciepłe ciało Harry’ego. Usłyszałam jak Curly zabawnie
szlocha. Spojrzałam na niego.
-Oni tak szybko dorastają. –powiedział z udawanym płaczem.
-Oj, nie rozpaczaj tak. –poklepałam go po ramieniu.
Rozsiadłam się z Harrym na sofie i włączyliśmy jakiś film na
DVD.
Godziny mijały, a Louis nie pojawił
się w domu. Byłam zaniepokojona. Rozumiem jest dorosły i może wracać kiedy mu
się podoba, ale na randkę pojechał o dziewiątej, a teraz jest już dwudziesta
trzecia. Co jak co, ale nie wraca się o tak późnej porze z pierwszej randki.
-Hareh, może zadzwonię. –przekonywałam chłopaka.
-Daj spokój, pewnie się zabawiają i będziesz im przerywać.-
zaprotestował obejmując mnie ramieniem.
Próbowałam
zasnąć, ale nie mogłam. Gretta nie jest typem dziewczyny, która pozwoliła by
chłopakowi na takie coś przy pierwszym spotkaniu. W głowie wyobrażałam sobie
najróżniejsze mroczne sceny jak i te pozytywne. Połowa z nich była tak
niewiarygodna, że miałam ochotę walnąć się w głowę za ich wymyślenie.
-Harry, ja jednak zadzwonię
-Rób jak chcesz- odpowiedział zrezygnowany.
Chwyciłam telefon i poszłam na
korytarz. Najpierw próbowałam dodzwonić się do Lou, jednak bezskutecznie. Po
dziesięciu próbach zadzwoniłam do Grety, która odebrała już po dwóch sygnałach.
-Słucham –usłyszałam zaspany głos koleżanki
-Przepraszam, że dzwonie tak późno, ale nie ma gdzieś tam z
tobą Louisa.?
-Louisa.? –zdziwiła się –No chyba żartujesz.! On nawet na
randce się nie pojawił i nie dość, ze zmarnowałam dwie godziny czekania to
jeszcze popsuł mi humor. Idiota
Zaniepokoiłam się. Jak to Louis
nie dojechał na randkę, przecież pojechał na nią. Co ten idiota znów
wymyślił.?! Rozłączyłam się szybko i pobiegłam do Hazzy. Stuknęłam go kilka
razy w ramię, a chłopak się obudził.
-Co znowu.?! –zapytał zaspany.
-Lou, nie pojawił się na randce.
-Jak to „nie pojawił”.?!
Loczek usiadł obok mnie i
przytulił. Schowałam twarz w dłoniach. Gdyby nie ja pewnie spał by już w łóżku,
a tak nie wiadomo gdzie jest. Zobaczyłam, ze Harry wstaje i zaczyna się
ubierać.
-Co ty robisz.?
-Jadę go poszukać. –odpowiedział bez zastanowienia.
-Jadę z tobą.
-Nie ma mowy-zabronił mi –Połóż się spać, a ja niedługo
przywiozę tego wariata.
Podeszłam
do niego i ucałowałam. Harryemu na pewno zależało na przyjacielu, tak mocno, ze
mógł zarwać noc dla niego. Założył swoją szarą bluzę od dresów i chwycił
kluczyki od auta.
-Nie martw się. Znajdę go. –oznajmił przytulając mnie do
siebie od tyłu
-Kocham cię, wiesz.?- obróciłam się do niego.
Miałam taką wewnętrzną potrzebę,
żeby mu to powiedzieć. Wtuliłam się w niego mocniej, a po chwili widziałam jak
wychodzi. Słyszałam dźwięk odpalanego samochodu, a później ucichł. Próbowałam
spać, ale nic mi z tego nie wyszło. W końcu moje powieki zrobiły się ciężkie, a
ja odpłynęłam w błogi sen.
Obudził mnie trzask drzwi. Było
jeszcze ciemno. Spojrzałam na zegarek. Trzecia. Zbiegłam szybko na dół z
nadzieja, że to Harry przyprowadził Louisa. Jednak trochę się zdziwiłam widząc
tylko wstawionego Lou, który zatacza się kierując się na górę.
Lou.?!- wrzasnęłam z pewnością, że obudziłam resztę
chłopców. –Gdzie Harry.?!
-Harry.?! Jaki Harry.? –zdziwił się –Tak się zakochałaś, że wszędzie
go widzisz.? –parsknął śmiechem
-Właśnie jest problem, bo go nie widzę.!- krzyknęłam na
niego
Chłopak
próbował przedostać się na górę, jednak nie za bardzo mu to wychodziło. Obijał
się co rusz o coś. Stłukł dwa wazony i przewrócił stolik do herbaty. Prawie się
wywrócił, ale zdążyłam złapać go w pasie. Loui podparł się rękoma o ścianę. Byłam pewna,
że zachwalę zwymiotuje, więc szybko zaprowadziłam go do łazienki. Było widać,
że cały dzień picia mu nie służył, tak w ogóle to nikomu nie służy.
Pomijając
to, że był cały poobijany i zadrapany, a na ciele odznaczały się ślady walki z
Harrym to był bardzo blady. Lekka opalenizna, którą miał jeszcze dziś rano
zmieniła się na biel jaką charakteryzuje się płatek śniegu. Oparłam się o
framugę drzwi i zamknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć jak się męczy. Nagle
poczułam ciepłą dłoń na ramieniu. Z nadzieją, ze to Harry szybko otworzyłam
oczy. Jednak nie. Przed mną stał tylko Liam, Niall i Zayn, którzy tak samo jak
ja zamartwiali się stanem ich kolegi. Spuściłam wzrok.
Gdzie jest
Harry.?! Przecież obiecał, że wróci. Zbliżała się czwarta. Hazzy nie było już z
cztery godziny jak nie więcej. Martwiłam się o niego. Pomimo tego, że nie jesteśmy
ze sobą od niewiadomo ilu. Był mi bliski, przecież zaufałam mu do tego stopnia,
że oddałam mu niewinność. Nie wiedziałam co robić. Wtuliłam się w ciepły tors
Liama. Nie wiem czemu. Może po prostu potrzebowałam tego uczucia, zapachu
męskich perfum, a Liam używał prawie takich samych perfum co mój Hazza no i był
najbliżej.
-Lili, nie płacz.- pogłaskał mnie po głowie.
Wiedział lepiej od mnie co się
dzieje z moim ciałem. Ja nawet nie zauważyłam tych łez, które spływały mi po
policzku. Zayn poszedł do Lou i ukucnął obok niego. Tylko on był na tyle
odważny żeby do niego bliżej podejść.
-Idioto. Masz szczęście, że Harry śpi, bo by cię chyba utopił
w tym kiblu- usłyszałam głos mulata.
-Harryego nie ma.- odkleiłam się od Liama.
Poczułam teraz wzrok chłopców na moim ciele. Jak ja im
miałam to powiedzieć. Wysłałam ich przyjaciela na bezcelowe poszukiwania i
jeszcze nie przyszedł do domu.
-Pojechał go szukać i nie wrócił- dokończyłam chowając twarz
w dłonie.
Na chwilę nastała niezręczna
cisza, a w pomieszczeniu słyszeć było tylko mój cichy szloch i dźwięki wydawane
przez Lou. Bałam się co oni teraz powiedzą. Mogłam już teraz iść i się spakować,
bo wiem, że nie jestem tu już mile widziana.
-Mała, jeśli pojechał po Louisa to pewnie jeszcze go szuka. –oznajmił
Li
-Na pewno, z resztą już lecę do niego zadzwonić i powiedzieć
mu, że czekasz na niego w łóżku- dodał Niall puszczając mi oczko, na co
delikatnie się uśmiechnęłam.
Blondyn oddalił się na chwilę, a
ja pomogłam Zaynowi zanieść Louisa do jego łóżka. Rozebraliśmy go i
przykryliśmy kołdrą. Czarnowłosy zmierzwił mi włosy i podniósł kącik ust.
-Harry jest jak kot- zaczął, a ja spojrzałam na niego z
zaciekawieniem. –Zgłodniej to wróci. –dokończył pokazując mi swoje zęby.
Zeszliśmy na dół i usiedliśmy na sofie. Od razu spojrzałam
na Nialla, który zszokowany jeszcze trzymał telefon w ręce. Uśmiech zszedł mi z
twarzy. Blondyn skierował wzrok na mnie i powstrzymując łzy głośno przełknął
ślinę. Wiedziałam, że stało się coś złego. Przecież chłopcy nie płaczą z byle
powodu.
-Co się stało.? –spytałam nieśmiało.
Chłopak spuścił wzrok. Ja spojrzałam teraz na Zayna. On
także wydawał się być zaniepokojony całą tą sytuacją. No a kto by nie był.
Oczywiście nie licząc Louisa, który zapewne smacznie sobie śpi.
-Harry…- zaczął Liam- On chyba miał wypadek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz