Rozdział 4. „Furia”
Zostałem
tam sam, oszołomiony. Nie wiedziałem co robić. Była jak jakaś głupia
nastolatka, która bawi się czyimiś uczuciami. Nie wiedziałem co robić. Być zły
czy płakać. Poczułem delikatną łzę, która spłynęła po moim policzku. Już dawno
nie płakałem prze dziewczynę i to do tego poznaną tak wcześnie. Wziąłem jej
kurtkę. Sam nie wiem po co. Żeby sobie o niej przypominać i płakać w poduszkę.
Myślałem, ze jest moją wielką miłością i może jest, przecież zakochałem się w
niej od pierwszego wejrzenia.
Ruszyłem
do domu do którego dotarłem w zaledwie pięć minut. Oczywiście złamałem chyba
wszelkie możliwe prawa panujące na drodze. Choćby ograniczenie prędkości.
Weszłem do domu można powiedzieć, że załamany i usiadłem na sofie obok Lou.
Chłopak był moim najlepszym przyjacielem, więc od razu coś wyczuł.
-I jak randka.? –spytał niewinnie
jakby nic nie wiedział,
Spojrzałem
na niego i parsknąłem śmiechem. On chyba naprawdę chciał ze mnie pożartować.
Jakby nie wiedział, że to była totalna klapa. Zresztą dla mnie też to było
dziwne. Może po prostu się nie domyślił. No bo, przecież to jest dziwne.
Dziewczyna najpierw mnie lubi , później ucieka by następnie zaprosić mnie na
randkę żeby na niej uciec. Logika kobiet.
-To co tym razem.? –westchnął
odkładając na stół miskę z popcornem.
-Pocałowałem ją, a ona uciekła.
Chłopak
poklepał mnie po ramieniu i życzliwie się uśmiechnął. Może to było nic takiego,
ale bardzo mi pomogło dobrze jest wiedzieć, że masz kogoś kto zawsze cię
pocieszy.
-Nie przejmuj się. Ona nie jest
ciebie warta. Tylko bawi się twoimi uczuciami.
Łatwo
mu mówić. Ja się w niej zakochałem, a dla niego to tylko kolejna idiotka. On
miał Eleonor i był wielkim szczęściarzem, że miał przy sobie dziewczynę, a ja.?
Ja chyba nawet nie wiem co to jest ta miłość. No bo zakochałem się w
dziewczynie, która wystawia mnie przy każdej możliwej sytuacji, ale może to
jest właśnie to. Może miłość to akceptowanie i wymazywanie z podświadomości wad
tego drugiego człowieka.?
Wtuliłem
się w niego i nie widząc dalszego sensu siedzenia na dole ruszyłem do siebie.
Otworzyłem drzwi i rzuciłem się na swoje łóżko. Dlaczego tak trudno jest
kochać.?! Można powiedzieć, ze wręcz po minucie odleciałem. Nie zdążyłem nawet
iść pod prysznic czy rozebrać się. Zresztą teraz miałem to gdzieś.
Wstałem
tak może o dziesiątej. Powolnie zwlokłem się na dół i z lodówki wyjąłem piwo.
Zayn, który akurat stał podparty o blat dziwnie się na mnie spojrzał.
-Nie jesz nic.?- spytał.
Pokręciłem przecząco głową. Nie
byłem głodny. Nawet nie myślałem żeby coś zjeść w głowie ciągle siedziała mi
ona kiedy ucieka. Mogłem ją gonić, ale dlaczego tego nie zrobiłem.?! Może
sprawy wyglądałyby teraz inaczej.
Jednak
czegoś mi brakowało. Brakowało mi jednej osoby w tym domu. Nie było na dole
Lou, a on zawsze o tej porze wyjada mi moje ulubione płatki. Poszedłem do jego
pokoju. Tam też go nie było, a o ile wiem El była teraz w pracy, więc do niej
też się nie udał. Wychodząc z pomieszczenia dorwałem Liama.
-Li, gdzie jest Louis.?
-Pojechał coś załatwić. Chyba do
jakiejś kwiaciarni. Nie pamiętam. On tylko cos bąknął i pojechał.
No
tak. Mogłem się spodziewać. Louis to mój najlepszy przyjaciel i nie pozwoli
abym był smutny. Na pewno pojechał żeby wszystko jej „wytłumaczyć”. Czyli
nawrzeszczeć na nią jak wariat, ale może jej się należało.? Teraz nawet nie
miałem ochoty jechać tam i odciągnąć go od niej. Miałem na to wyrąbane. Dopiłem
piwo i ponownie rzuciłem się na łóżko.
***Oczami Lili.
Pokazywałam
właśnie różową pelargonię jednej z naszych klientek kiedy do kwiaciarni wpadł
on. Wiedziałam, że jest zły, wiedziałam, ze na mnie i nawet wiedziałam o co i
że za to mi nie popuści. Mimo to cieszyłam się, że przyszedł sama nie wiem
dlaczego.
Klientka właśnie odeszła do kasy,
a on podszedł do mnie. Widziałam jaki jest zły. To wszystko malowało się na
jego twarzy i w jego oczach. Już miałam coś powiedzieć kiedy mnie wyprzedził.
-Co to sobie wyobrażasz.?!-
wrzasnął tak, że teraz wszyscy patrzeli się na nas.
-Proszę nie tu.- próbowałam go
uciszyć.
Wiedziałam, że
David jest na zapleczu i pewnie jak to usłyszy od razu wylecę. Tylko tego
brakowało. Bez tej pracy nie dałabym sobie rady. Nie miałabym środków na życie.
-Co nie tu.?!- krzyknął jeszcze
głośniej. Teraz byłam pewna, że szef usłyszał.- Fajnie się to tak bawić czyimiś
uczuciami.? Jesteś tylko głupią małolatą, która próbuje się zabawić czyimś
kosztem.
Nie było tak.
Nie chciałam bawić się uczuciami Harry’ego. Miałam mu tylko powiedzieć, że
lepiej będzie się przyjaźnić, ale to on mnie pocałował. Naprawdę tego nie
chciałam, ale jak mu to teraz wytłumaczyć, przecież to skomplikowane.
-Ale ty nie rozumiesz.-
próbowałam się bronić on jednak nadal krzyczał.
-Lili.!- usłyszałam wnerwiony
głos Davida.
Szybko
skierowałam wzrok na szefa tak jak i Lou. Byłam pewna, ze już po mnie. Mogłam
już tylko wyjść i się nie pokazywać. Spuściłam pokornie głowę. Louis pewnie też
się trochę przestraszył okropnego basu mojego szefa.
-Co ja mówiłem ci o
pogawędkach.!- wrzasnął –Mówiłem ci, przecież wiesz jakie są tego konsekwencje.!
-Ale tego już, więcej nie będzie.
Przecież to pierwszy raz.- usprawiedliwiałam się.
-Gówno mnie to obchodzi.!-
krzyknął jednocześnie wypłaszając połowę klientów –Jesteś zwolniona.!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz