Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 4. „Furia”



Rozdział 4. „Furia”
            Zostałem tam sam, oszołomiony. Nie wiedziałem co robić. Była jak jakaś głupia nastolatka, która bawi się czyimiś uczuciami. Nie wiedziałem co robić. Być zły czy płakać. Poczułem delikatną łzę, która spłynęła po moim policzku. Już dawno nie płakałem prze dziewczynę i to do tego poznaną tak wcześnie. Wziąłem jej kurtkę. Sam nie wiem po co. Żeby sobie o niej przypominać i płakać w poduszkę. Myślałem, ze jest moją wielką miłością i może jest, przecież zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia.
            Ruszyłem do domu do którego dotarłem w zaledwie pięć minut. Oczywiście złamałem chyba wszelkie możliwe prawa panujące na drodze. Choćby ograniczenie prędkości. Weszłem do domu można powiedzieć, że załamany i usiadłem na sofie obok Lou. Chłopak był moim najlepszym przyjacielem, więc od razu coś wyczuł.
-I jak randka.? –spytał niewinnie jakby nic nie wiedział,
            Spojrzałem na niego i parsknąłem śmiechem. On chyba naprawdę chciał ze mnie pożartować. Jakby nie wiedział, że to była totalna klapa. Zresztą dla mnie też to było dziwne. Może po prostu się nie domyślił. No bo, przecież to jest dziwne. Dziewczyna najpierw mnie lubi , później ucieka by następnie zaprosić mnie na randkę żeby na niej uciec. Logika kobiet.
-To co tym razem.? –westchnął odkładając na stół miskę z popcornem.
-Pocałowałem ją, a ona uciekła.
Chłopak poklepał mnie po ramieniu i życzliwie się uśmiechnął. Może to było nic takiego, ale bardzo mi pomogło dobrze jest wiedzieć, że masz kogoś kto zawsze cię pocieszy.
-Nie przejmuj się. Ona nie jest ciebie warta. Tylko bawi się twoimi uczuciami.
            Łatwo mu mówić. Ja się w niej zakochałem, a dla niego to tylko kolejna idiotka. On miał Eleonor i był wielkim szczęściarzem, że miał przy sobie dziewczynę, a ja.? Ja chyba nawet nie wiem co to jest ta miłość. No bo zakochałem się w dziewczynie, która wystawia mnie przy każdej możliwej sytuacji, ale może to jest właśnie to. Może miłość to akceptowanie i wymazywanie z podświadomości wad tego drugiego człowieka.?
            Wtuliłem się w niego i nie widząc dalszego sensu siedzenia na dole ruszyłem do siebie. Otworzyłem drzwi i rzuciłem się na swoje łóżko. Dlaczego tak trudno jest kochać.?! Można powiedzieć, ze wręcz po minucie odleciałem. Nie zdążyłem nawet iść pod prysznic czy rozebrać się. Zresztą teraz miałem to gdzieś.
            Wstałem tak może o dziesiątej. Powolnie zwlokłem się na dół i z lodówki wyjąłem piwo. Zayn, który akurat stał podparty o blat dziwnie się na mnie spojrzał.
-Nie jesz nic.?- spytał.
Pokręciłem przecząco głową. Nie byłem głodny. Nawet nie myślałem żeby coś zjeść w głowie ciągle siedziała mi ona kiedy ucieka. Mogłem ją gonić, ale dlaczego tego nie zrobiłem.?! Może sprawy wyglądałyby teraz inaczej.
            Jednak czegoś mi brakowało. Brakowało mi jednej osoby w tym domu. Nie było na dole Lou, a on zawsze o tej porze wyjada mi moje ulubione płatki. Poszedłem do jego pokoju. Tam też go nie było, a o ile wiem El była teraz w pracy, więc do niej też się nie udał. Wychodząc z pomieszczenia dorwałem Liama.
-Li, gdzie jest Louis.?
-Pojechał coś załatwić. Chyba do jakiejś kwiaciarni. Nie pamiętam. On tylko cos bąknął i pojechał.
            No tak. Mogłem się spodziewać. Louis to mój najlepszy przyjaciel i nie pozwoli abym był smutny. Na pewno pojechał żeby wszystko jej „wytłumaczyć”. Czyli nawrzeszczeć na nią jak wariat, ale może jej się należało.? Teraz nawet nie miałem ochoty jechać tam i odciągnąć go od niej. Miałem na to wyrąbane. Dopiłem piwo i ponownie rzuciłem się na łóżko.
***Oczami Lili.
Pokazywałam właśnie różową pelargonię jednej z naszych klientek kiedy do kwiaciarni wpadł on. Wiedziałam, że jest zły, wiedziałam, ze na mnie i nawet wiedziałam o co i że za to mi nie popuści. Mimo to cieszyłam się, że przyszedł sama nie wiem dlaczego.
Klientka właśnie odeszła do kasy, a on podszedł do mnie. Widziałam jaki jest zły. To wszystko malowało się na jego twarzy i w jego oczach. Już miałam coś powiedzieć kiedy mnie wyprzedził.
-Co to sobie wyobrażasz.?!- wrzasnął tak, że teraz wszyscy patrzeli się na nas.
-Proszę nie tu.- próbowałam go uciszyć.
Wiedziałam, że David jest na zapleczu i pewnie jak to usłyszy od razu wylecę. Tylko tego brakowało. Bez tej pracy nie dałabym sobie rady. Nie miałabym środków na życie.
-Co nie tu.?!- krzyknął jeszcze głośniej. Teraz byłam pewna, że szef usłyszał.- Fajnie się to tak bawić czyimiś uczuciami.? Jesteś tylko głupią małolatą, która próbuje się zabawić czyimś kosztem.
Nie było tak. Nie chciałam bawić się uczuciami Harry’ego. Miałam mu tylko powiedzieć, że lepiej będzie się przyjaźnić, ale to on mnie pocałował. Naprawdę tego nie chciałam, ale jak mu to teraz wytłumaczyć, przecież to skomplikowane.
-Ale ty nie rozumiesz.- próbowałam się bronić on jednak nadal krzyczał.
-Lili.!- usłyszałam wnerwiony głos Davida.
            Szybko skierowałam wzrok na szefa tak jak i Lou. Byłam pewna, ze już po mnie. Mogłam już tylko wyjść i się nie pokazywać. Spuściłam pokornie głowę. Louis pewnie też się trochę przestraszył okropnego basu mojego szefa.
-Co ja mówiłem ci o pogawędkach.!- wrzasnął –Mówiłem ci, przecież wiesz jakie są tego konsekwencje.!
-Ale tego już, więcej nie będzie. Przecież to pierwszy raz.- usprawiedliwiałam się.
-Gówno mnie to obchodzi.!- krzyknął jednocześnie wypłaszając połowę klientów –Jesteś zwolniona.!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz