Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

środa, 25 września 2013

Rozdział 32„Kochanie zostań ze mną…wróć”

Pierwszy raz dodam do jakiegoś rozdziału piosenkę. Nie wiem czy trafiona, ale bardzo mi się spodobała. No może oprócz teledysku.
Muzyka...xX



Rozdział 32„Kochanie zostań ze mną…wróć”

„Moja miłość właśnie odjechała, a ja zostałam tu sama z sercem wypełnionym miłością i bólem jakiego nie zaznałam nigdy prędzej.”

Chłopak rzucił się na mnie zgniatając ciało. Zniknęłam cała w jego ramionach. Niby było to przyjemne, ale…. Tam był Loui. Mógł patrzeć się na to wszystko. Na pewno było mu z tym źle. Pozwolił odejść dziewczynie, którą kocha aby ratować przyjaciela. To było ogromne poświęcenie, mógł przecież olać to wszystko i być ze mną… ale Hazz najpewniej zaćpał by się wtedy na śmierć.
-Chodź, zabieram cię do domu. – Hazz pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia niestety udaremnił mu to Liam
-Poczekajcie. W domu nikt cię nie będzie kontrolować. Lili to za mało. –ostudził jego zapał- Zostajecie na jakiś czas tu. Weźmiemy z chłopcami jakiś czas wolnego i wszystko uporządkujemy.
Kochany Liam. Jak zawsze tatuś, martwi się o wszystko i o każdego. Niby to był dobry pomysł, ale nie zniosłabym myśli, że na to wszystko musi się patrzeć…on. Chłopak, który jeszcze parę minut był mój. Widziałam ile bólu mu to zadało. Musiałam z nim porozmawiać.
-Masz rację- zgodziłam się z Li –Może jedźcie już po jego rzeczy. Im szybciej tym lepiej
Spojrzałam znacząco na mężczyznę za Lokatym. Zrozumiał o co mi chodziło. Mimo iż Hazz stawiał się na początku „Dopiero wróciliśmy”, „Nie chce mi się” i inne tego typu wymówki Liaś go szybko przekonał. Kochałam tego gościa.
            Chłopcy wyszli i już po chwili odjeżdżali w stronę naszego dawnego domu. Miałam niecałe dwadzieścia minut… może krócej. Nie wiem ile im to zajmie. Działałam więc jak najszybciej. Pośpiesznie ruszyłam na taras. Louis stał oparty o jedną ze ścian i próbował powstrzymać łzy. Widziałam jak mu ciężko. Podeszłam do niego i przejechałam ręką po idealnym torsie okrytym cienkim materiałem.
-Lou… -zaczęłam niepewnie – Kocham cię wiesz i nic tego nie zmieni.
Mężczyzna nabrał powietrza tak, że jego klatka piersiowa się uniosła, po czym głośno je wypuścił. Odepchnął się od ściany i ułożył mi ręce na talii. Nie mogę uwierzyć, ze już mogę nie poczuć tego dotyku. Wtuliłam się w jego tors i przymknęłam powieki. Było mi tam tak dobrze.
-Lili, nie wyobrażam sobie momentu kiedy mógłbym pokochać kogoś bardziej od ciebie, ale musimy to skończyć dla Hazzy. Przynajmniej na razie. –powiedział mi to jak dziecku, które nie rozumie pewnych spraw
Wiedziałam to doskonale. Dla Hazzy… ale było mi z tym tak okropnie, przecież ja sama nie wiedziałam co czułam. Z jednej strony był Louis, który był kochanym, słodkim urwisem, a z drugiej Hazz, chłopak którego kochałam bezgranicznie, z którym planowałam przyszłość, któremu się oddałam, ale ten idealny obrazek psuły narkotyki i brak czułości. Może się to zmieni.? Ale to nie zmienia faktu, że Pasiasty też był dla mnie kimś ważnym.. kimś okropnie ważnym i pomimo nieprzyjemności doznanych z jego strony ja go kochałam…
-Na jakiś czas wyjadę do Doncaster, do rodziny. –kontynuował –Później może znajdę sobie jakieś mieszkanie –pokręcił głową, a później oparł swoje czoło o moje- Daleko stąd.
            Mocniej się do niego przycisnęłam. To naprawdę był konieczne.? Nie musiał wyjeżdżać, ale rozumiałam to, że nie chce patrzeć na mnie i na Harryego kiedy jesteśmy razem „szczęśliwi”. Zaczęłam szybciej mrugać by odgonić łzy. Hazz od razu zauważyłby, że płakałam i nie wywinęłabym się już.
-Obiecuję ci, że jeśli to wszystko się skończy to ja wrócę do ciebie.
-Kochanie… -zaczął spokojnie. –Bardzo bym chciał, ale widzę, że czujesz też cos do niego i nie wiadomo co będzie za miesiąc lub tydzień. Nikt tego nie wie. – jego spokój w głosie aż mnie zabijał. Ja cała krzyczałam w środku, a on… był taki spokojny. –Jeśli za te kilka miesięcy będziesz pewna, że cos do mnie czujesz to powiesz mi to. Jeśli nie to nie mów nic. Ja zrozumiem.
            Jego uścisk rozluźnił się, a on odszedł. Poszedł na górę. Ja także wyszłam z tarasu i usiadłam na sofię. Nie wierzyłam w to co się właśnie działo. Nie dość, ze zakochałam się w obu tych mężczyznach to jeszcze musiałam wybierać. Wolałabym żeby wszystko samo się jakoś potoczyło, ale wiedziała, że to nie możliwe. Ruszyłam na górę. Nasze pożegnanie nie mogło tak wyglądać. Po drodze zauważyłam Nialla i Zayna grali w jakąś durna grę na telefonie i obrzucali się chipsami.  Otworzyłam drzwi od pokoju Lou. Chłopak się już pakował. Rozumiałam to, ze chciał wyjechać jak najprędzej, ale żeby tak od razu. Usiadłam naprzeciwko niego. Nawet na mnie nie spojrzał.
-Kiedy jedziesz.? – spytałam mając nadzieje, że tą noc zostanie tu.
-Spakuję się i jadę. Dzwoniłem już do mamy. Czekają na mnie. –oświadczył bez jakiegokolwiek uczucia
Bałam się. Bałam się, że on mnie już nie kocha, że to wszystko się skończyło, że kiedyś nie będę miała do czego wracać.
Chłopak podniósł się i zdjął materiał z torsu. Chciał się przebrać. Chwycił w rękę bordową koszulę na krótki rękaw i założył ją pozostawiając guziki odpięte.
Poczułam jak ciepłe uczucie rozlewa się po moim ciele. Co się dziwić. Przed mną stał jeden z najprzystojniejszych facetów jakich widziałam. Spuściłam wzrok. Chciałam go takiego zapamiętać. Chciałam żeby właśnie taki pojawiał się w moich myślach.
-Lou.?- podniosłam głowę –Kochasz mnie.?
Chłopak podszedł do mnie i uniósł do góry. Oplotłam swoje nogi wokół jego bioder, a ręce położyłam na kark. Loui podparł się o szafę wzdychając głośno. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Może on wyjeżdżał nie dlatego bo Harry wrócił, ale dlatego ze nic do mnie nie czuł.
-Głupie pytanie. –uniósł kącik swoich ust. –Pewnie, że kocham.
Poczułam jego malinowe wargi. Przyciągnęłam go bliżej siebie i pogłębiłam pocałunek. Tak bardzo będzie mi tego brakować. Jego ręce zacisnęły się na moich biodrach. Całowaliśmy się bez opamiętania. Jakby to był nasz….To nasz ostatni raz. Moja dłoń wplotła się w jego miękkie włosy przyciskając go do mnie. Uwielbiałam jego smak. Może i poznałam go dopiero wczoraj, ale był on niesamowity. Ciepłe ręce chłopaka wsunęły się pod moją koszulkę gładząc moją skórę.
-Lili..- chłopak oderwał się od mnie -Ja musze już iść
-Rozumiem.
Odsunęliśmy się od siebie. Tommy zapiął swoją walizkę i chwycił ją jak i drugą. Zeszliśmy na dół. Teraz byłam pewna, że widzę go po raz ostatni. Przytuliłam go . Loui pogładził mnie po włosach.
-Wiesz, ze zawszę będę cię kochać.? –zapytał z uśmiechem, który nie był w stanie zakryć łez, spływających po jego policzku.
-Wiem. –odpowiedziałam jakby to była najprostsza rzecz jaka istniała
-A będziesz o tym pamiętała.?
Zacisnęłam powieki i skinęłam głową. Uroniłam kilka naprawdę dużych łez. On odchodził za parę minut już go nie będzie. Nie zobaczę już jego roztrzepanej grzywki, lazurowych oczy przypominających ocean, malinowych ust, sprawiających tyle przyjemności, koszulek w paski, które zakrywały doskonały tors, kolorowych spodni, podwiniętych na końcach nogawek, vansów porozrzucanych po całym domu. Nie zobaczę go… Mój Loui odchodzi… Jedzie do Doncaser i go nie zobaczę przez pewnie długi czas. Może wcale. Chłód przenikał skórę na mojej szyi. Otworzyłam załzawione oczy. Boo Bear zawiesił coś na mnie. Dotknęłam lodowatego serduszka zawieszonego na końcu srebrnego łańcuszka.
-Kocham Cię. –odpowiedziałam na jego gest
Przylgnęliśmy do siebie wargami mokrymi od łez. Jego dłoń powędrowała na mój policzek, gładząc go. Jego dotyk był taki idealny… niepowtarzalny.
-Kiedyś jak wrócę, a ty będziesz na mnie czekać to całować cię będę cały czas, a kiedyś jak będziemy mieli dzieci to będą nas zamykać w szafie żeby tego nie widzieć- oznajmił mi drżącym głosem.
-Będziemy mieli synka, zgoda.? – próbowałam się do niego uśmiechną, ale wyszedł mi z tego tylko jakiś grymas.
-Tommy Tomlinson… -dodał całując mnie w czoło
-I będziesz go uczył grać w piłkę nożną.
Zobaczyłam jego uśmiech ostatni raz. Wyszedł… zostawiając mnie samą z tysiącem myśli. Chciałam wybiec z domu i odjechać z nim, ale nie mogłam. Harry potrzebował pomocy, ale co z tego skoro ja potrzebowałam Lou.? Drżącą ręką pomachałam mu przez okno i posłałam całusa… ostatniego. Odwzajemnił to i odjechał.... znikając mi z oczu. Mój Loui, Tommy, Boo Bear… Moja miłość właśnie odjechała, a ja zostałam tu sama z sercem wypełnionym miłością i bólem jakiego nie zaznałam nigdy prędzej.
-Kochanie, zostań ze mną… wróć 





Otóż następny rozdział dodam jeszcze w tym tygodniu, ponieważ dobrze mi się piszę jakoś tą cześć.  Jeśli chodzi o  trzecią cześć imagina o Harrym to nie wiem kiedy ją dodam, ale na pewno będzie to niedługo. Dziś dodam także ankietę dotyczącą chłopców (dokładniej to Lou i Hazzy), którego wolicie. Możecie także pisac to w komentarzach żebym wiedziała, która lubi, którego.

2 komentarze: