Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

sobota, 14 września 2013

Rozdział 29 „Koniec”



Rozdział 29 „Koniec”
„To wszystko przez nich, nie mogę normalnie myśleć widząc ich razem czy nawet osobno. On robi wszystko żeby mi ją zabrać, a ja jestem bezradny. Mogę tylko stać i patrzeć jak mu ulega. Wiem, ze ona mnie kocha, ale także, ze kocha jego Zawsze tak był. Już na pierwszym spotkaniu to Louis był obiektem jej westchnień. Ja byłem odstawiony na bok. Nienawidzę go. Nie wiem czy można kochać i nienawidzić, ale ja chyba to czuję. Kocham ją, ale mam ochotę zamknąć w piwnicy i nie wypuszczać żeby nie mógł na nią spojrzeć żeby nie mógł jej dotknąć. Zapewnia mnie, że mnie kocha, ale to chyba nie jest prawdziwe. Mówi tak, bo wie, że bez niej nie wytrzymam, że bez niej się zabiję.”
            Zamknęłam szybko pamiętnik Harryego i odłożyłam go do szafki nocnej. To przez mnie. On myślał, że kocham Lou, ale dlaczego.?! Jego darzę uczuciem, nie tego pasiastego idioty, który na każdym kroku próbuje popsuć moje szczęście. Otarłam samotną łzę i opadłam na poduszki. Może nie pokazywałam, że mi na nim zależy… ja nawet tego nie mówiłam. W ostatnich czasach było ciężko choćby powiedzieć mu, ze go kocham, a co dopiero pokazać mu to. Jak ja mogłam być tak ślepa.?! Zaczął brać, bo był zazdrosny. Chciał się od tego wszystkiego odciąć. Zapomnieć jak ja i jego najlepszy przyjaciel krzywdzimy go, nieświadomie. Louis mógł w końcu odpuścić, ale jest zbyt uparty. Musi ostać to co chcę albo wykończy cię psychicznie.  Przez ostatnie dwa miesiące nawet go nie dotknęłam, a przez ten czas Loui dzwonił codziennie. Nigdy nie odbierałam. Para razy zdarzyło się, że Harry odrzucał połączenie bez mojej najmniejszej zgody. Był pewny, że go nie widzę albo śpię. Muszę mu pokazać, że go kocham. Nieważne jak byle mu to pokazać. Zasługuje na to.
Przymknęłam powieki i zmusiłam się do snu, który po długim locie był mi bardzo potrzebny. Przyszedł bardzo szybko. Praktycznie po tym jak zamknęłam oczy. Śnił mi się Harry. Ten dawny…szczęśliwy, uśmiechnięty. Biegał po naszym domu w otoczeniu kilku kotków. Cóż mam porazić. Kocham go i nawet w śnie nie potrafię o nim zapomnieć.
-Lili… -usłyszałam czyjś melodyjny głos. Ktoś poruszył moim ciałem na co ja tylko przekręciłam się na drugi bok. –Lili.!- ktoś uniósł się coraz mocniej wstrząsając mną.
W końcu podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju. Nieliczne promienie światła przedostawały się przez żaluzję. Obróciłam głowę w stronę mojego męczyciela.
-Louis…?- zdziwiłam się jego odwiedzinami.
-Tak, Liam jedzie właśnie do Harryego i kazał się ciebie spytać czy chcesz się z nim wybrać.
-Oczywiście.!- zerwałam się z łóżka pędząc do łazienki.
Szybka poranna toaleta i jeszcze ubrać się w coś przyzwoitego i byłam gotowa. Zauważyłam, ze zabrałam więcej rzeczy niż planowałam. Poza przyborami potrzebnymi do codziennej toalety było także sporo ciuchów. Nie wiem jak ja je tam upchałam. Być może to z tego przejęcia i pośpiechu nie zwracałam uwagi na to, co robię. Założyłam na nogi trampki i wyszłam z pokoju Hazzy, który aktualnie zajmowałam. Liam zaprowadził mnie na parking hotelowy gdzie stał już wynajmowany przez nich samochód. Nie znałam się na motoryzacji, ale auto zrobiło na mnie dość sporę wrażanie. Z resztą chłopcy zawsze mieli świetny gust co do takich spraw.
Dojechaliśmy na miejsce w zaledwie pięć minut. Mimo porannej godziny wiele osób kręciło się już w szpitalu w poszukiwaniu swoich  bliskich. Pielęgniarki i lekarze też nie siedzieli bezczynnie. Białe fartuchy co chwilę rzucały mi się w oczy. Poszliśmy do Sali Harryego. Chłopak właśnie jadł śniadanie.
-Hej młody. –przywitał się Liam i zmierzwił mu włosy.
Cmoknęłam Hazze w nos brudny od owsianki i zajęłam miejsce obok Liama
-Jak się czujesz.?
-Dziś jest już lepiej. Nadal boli mnie głowa, ale lekarz powiedział, że przejdzie. –chłopak posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów na świecie.
            Kochałam go za to. Mogło być gorzej niż jest teraz. Budynki mogłyby się zawalać, przyszło by tornado, tsunami…. Totalna apokalipsa, umierałabym ze strachu, ale gdyby on się uśmiechnął…. Zapomniałabym o wszystkich zmartwieniach. Tak jak teraz. Łóżko szpitalne i charakterystyczny zapach dla tego budynku  znikł jak za ruchem magicznej różdżki.
-No to kiedy wychodzisz.?- spytał Liam przeglądając szafkę Hazzy.
-Lekarz powiedział, ze jutro rano mogę iść. Wypłukali mi już żołądek i nic mi nie jest. –oświadczył zamykając drzwiczki metalowego mebla.
-A ty nie miałeś iść na jakiś odwyk.?
-Powiedzieli mi, że to nie jest konieczne w moim stanie.
***nazajutrz
            Siedzieliśmy już na swoich miejscach w samolocie. Zayn właśnie zagadywał seksowną stewardessę, Liam próbował rozplątać swoje słuchawki, które kupił wczoraj na rzecz lotu, Niall opychał się orzeszkami, a Louis  czytał jakieś pisemko. Szczerze mówiąc nie rozmawiałam z nim od kiedy obudził mnie żebym jechała z Li do szpitala. Może już sobie odpuścił.? Może zrozumiał, że kocham Harryego. W każdym razie jest o wiele spokojniej. Usłyszałam ciche chrapanie Hazzy. Biedak. Musiał być naprawdę zmęczony skoro tak szybko zasnął. Przecież to dopiero pierwsze minuty w powietrzu. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało i razem z nim odpłynęłam.
            Chwyciłam swoją walizkę, która wyjeżdżała na taśmie. Chłopcy czekali już na mnie przy wyjściu. Szybko do nich dołączyłam i udaliśmy się do zamówionych taksówek. Po dotarciu do domu Hazz rzucił się na sofę. Potknęłam się o jego nogi i upadłam na ziemię. Dobrze, ze chociaż na puchowy dywan.
-Lili, ty niezdaro.- zaśmiał się poprawiając się tylko na sofie.
-Nie no dzięki za okazaną pomoc. –roześmiałam się wstając. –Lecę pod prysznic, a ty może idź się połóż na górę. –zmierzwiłam jego włosy i udałam się na górę.
Chłopak podążył za mną. Ułożył się na łóżku i zamknął oczy.
            Marzył mi się długi prysznic. Najlepiej taki z naprawdę gorącą wodą. Położyłam ciuchy na zmianę na wannie i odkręciłam korek by spłynęła zimna woda. Rozpięłam swój sweterek i rzuciłam go gdzieś za siebie. Spodnie poleciały w tym samym kierunku. W porę przypomniało mi się, ze nie wzięłam ręcznika. Całe szczęście, ze się nie rozebrałam do końca.
Mimo to, że nie miałam uprzedzeń do chodzenia nago przed Harrym wolałam jednak być ubrana. Niby widział mnie już tyle razy nago, ale coś mnie blokowało do chodzenia przed nim taj jak mnie pan Bóg stworzył. Nie mogłam robić tego od tak.  Chwyciłam klamkę i popchnęłam drzwi.
-Harry, widziałeś może… -zamurowało mnie.
            Hazz poderwał się na równe nogi. Z łóżka spadł dolar, a Styles czym prędzej próbował przykryć swoje rzeczy. Podeszłam do niego i lekko odsunęłam. Uniosłam róg pierzyny do góry. Przez mój gwałtowny biały proszek rozsypał się po posłodzę. Cofnęłam się nie chcą y spadł na mnie. Nie wierzyłam własny oczom. Przecież chłopak właśnie wyszedł ze szpitala i znów pakuje się w te gówno. On jest chyba jakiś chory i odwyk mu nie jest potrzebny.
-Lili, posłuchaj… -próbował do mnie podejść, ale ja go odepchnęłam. –To nie tak.
-Obiecałeś mi Styles. –warknęłam a z oczu pociekły mi ciepłe strużki. –Powiedziałeś, że żaden odwyk nie jest ci potrzebny.
-Ale posłuchaj ja muszę…
-Co musisz.?! –krzyknęłam. Hazz próbował spleść nasze palce, ale ja go odepchnęłam. –No powiedz, co musisz.? Musisz ćpać.? Musisz mnie tym katować.?! No proszę tłumacz się. –moje krzyki przybierały na wartości.
-Ja nie potrafię przestać.
-Od tego jest odwyk.
-Lili…
-Co Lili.? –przerwałam mu.
            Jego oczy wypełniły się smutkiem jak i… gniewem.? Odeszłam od niego na parę kroków. Miałam go dość. Nie tak to wszystko miało wyglądać. Miał być znów normalny, no przecież sam lekarz mu mówił, ze odwyk jest nie potrzebny. No chyba, że Harry mnie okłamał. Nie, nie zrobił by tego. Nie mi.
-Jesteś zwykłym ćpunem, który zrobi wszystko by tylko zażyć swoją dawkę. –wrzasnęłam mu prosto w twarz.
Wiedział, ze może go to zaboleć, ale to co robił mi bolało sto razy mocniej. Nie rozumiem tego wszystkiego… on tego nie widział.?!
            Poczułam mrowiące ślady rozchodzące się po twarzy. Z każdą chwila przeradzały się w gorszy ból. Nie wierzę. On znów zaczyna. Znów bije…. Nie chcę tak żyć. To okropne. Ja nie mogę marnować swojego życia. Do niego nic nie dociera. Chciałam mu pomóc, ale on nie chce tego.
-Harry…
-Gdybyś była cicho to Nie doszło by do tego. –krzyknął rzucając we mnie poduszką.
Potarłam swój obolały policzek. Nie dość, że chcę mu pomóc, ze chcę żeby wszystko się ułożyło… to on…mnie bije i jeszcze uważa, ze to moja wina.
-Czyli uważasz, że to moja wina.?! Moją winą jest to, że ćpasz i że właśnie mnie uderzyłeś.?! –teraz nie bałam się niczego. Może mnie uderzyć i co z tego.?
            Będzie bolało, wiem, ale mój ból psychiczny przewyższa nad tym fizycznym. Ja po prostu przestałam się tym tak przejmować. To już nie było takie zaskoczenie jak za pierwszym razem. Teraz dopiero zaczęłam się zastanawiać czy ja go kocham, bo przecież gdybym go kochała to wybaczyłabym mu to… zostałabym z nim, a teraz jedyne co chcę zrobić to uciec.
-To przez ciebie zacząłem.! To ty kręciłaś tyłkiem przed Louisem.! Myślisz, że tego nie widziałem.?! Myślisz, że jestem ślepy.? Ale proszę bardzo skoro tak go ubóstwiasz to wypierdalaj.!- chłopak rzucił we mnie walizką –No proszę tam są drzwi. Idź i zniknij z mojego życia. Dziwka ma więcej godności niż ty. Jesteś dla mnie nikim.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. On… nawet nie wiem co mam o tym myśleć. Ubrałam się i chwyciłam walizkę. Nie zostało mi nic innego. Muszę iść. Bolało mnie to osoba, którą kocham sprawiła mi tyle bólu, ale ja miałam już tego dość. Mam GO dość. Niech zostanie tu i niech zaćpa się na śmierć. Nie chcę już tak żyć.
Zamknęłam za sobą drzwi wyjściowe i wyciągnęłam telefon. Jesienny chłód dał o sobie znać. Nie zdążyłam zabrać swojej kurtki. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie zadzwonię do chłopców, bo niby co ja mam im powiedzieć.?! Nie chcę żeby traktowali mnie jak poszkodowaną dziewczynkę. Nie chce żeby wiedzieli… Było jedno wyjście. Nie podobało mi się, ale było….
-Halo. –usłyszałam głos po drugiej stronie słuchawki
Od razu zrobiło mi się cieplej. Wiedziałam, ze on mi pomoże.
-Louis, możemy porozmawiać.?

1 komentarz:

  1. Dajesz następny...
    Ten imagin jest super i mam nadzieję że się za szybko nie skończy

    OdpowiedzUsuń