Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

środa, 16 października 2013

Rozdział 36 „Ultimatum”

                            Rozdział 36 „Ultimatum”

Obudziło mnie delikatne łaskotanie. Przetarłam oczy by po chwili je otworzyć. Louis uśmiechnął się widząc jak się budzę. Przeniosłam się do pozycji siedzącej. Było jeszcze jasno, czyli tak długo nie spaliśmy. Boo Bear nadal leżał z rękoma za głową. Usiadłam na nim okrakiem i cmoknęłam w usta. Chłopak przyciągnął mnie do siebie przedłużając pocałunek.
-Chodź, mama zrobiła obiad. Pierogi. Specjalnie dal ciebie.
-Naprawdę.?
-Tak, tylko proszę bądź łagodna. To jej pierwszy raz.
Zmierzwiłam mu włosy. Co za kochany idiota. Mamę miał naprawdę świetną. Nie często mi się zdarza, że Brytyjka robi pierogi specjalnie dla mnie. Ponieważ oboje byliśmy głodni szybkim krokiem zeszliśmy na dół. Po domu roznosił się już zapach jaki pamiętam z dzieciństwa. Weszliśmy do kuchni, a ja zaciągnęłam się nim jak dobrym narkotykiem. Właśnie tak na mnie działał. Przypłynęły do mnie wszystkie dobre chwile.
            Usiedliśmy przy stole gdzie była już jego cała rodzina. Przywitałam się z nimi. Oczywiście mama Louisa wyręczyła mnie z opowiadań o moim życiu. Loui chyba naprawdę mówił jej wszystko. Pierogi naprawdę były wspaniałe. Jak u babci, a ona była w tym najlepsza. Nałożyłam sobie kolejnego i ugryzłam kęs.
-Baby Bear, chcesz jeszcze.? –spytała jego mama
-Mamo. –skarcił ją Loui
Baby Bear. Słodkie. Mały Misiak. Policzki chłopaka przybrały czerwony odcień. Zawstydził się, ale nie rozumiałam czemu. Miał dobry kontakt z mamą, a przezwisko było uroczę. Chyba je przejmę. Ciekawe czy w ogóle pozwoli mi tak do siebie mówić.
-Oj, nie denerwuj się. Wiesz, że lubię cię tak nazywać.
-Ale…
-Ale to słodkie. –przerwałam mu
-Widzisz, nawet twoja dziewczyna przyznaje mi rację, a teraz się nie dąsaj tylko jedz.
Po domu rozniosły się ciche chichoty jego sióstr. Louis zgromił je spojrzeniem wściekłego niedźwiadka i ponownie opchał się pierogiem.
***
            Położyłam się obok Louisa. Chłopak wziął już prysznic i teraz przeglądał twittera. Położyłam mu jedną rękę na torsie i cmoknęłam w policzek. Pasiasty odłożył telefon i przyciągnął mnie do siebie.
-Baby Bear, nie tak ostro –zaśmiałam się na co on wydął wargę.
-Jak możesz.?
-Przestań to słodziutkie.
On tylko wywrócił oczami. Jak na faceta to szybko się denerwuje, ale przecież to Louis Tomlinson, on nie jest normalny. Nawet tyłek ma inny niż wszyscy faceci. Przytuliłam go i złączyłam nasze usta.
-Masz szczęście, że cię kocham.
Chłopak znów przybliżył się do mnie i z zachłannością wpił się w moje usta. Opadłam na poduszki nie odrywając się od niego. Wplotłam dłoń w jego miękkie włosy i przyciągnęłam jeszcze bliżej siebie.
-Co byś powiedziała na małą partyjkę w kółko i krzyżyk.? –zapytał śmiesznie ruszając brwiami.
-Chętnie, panie Tomlinson.
-To mi się podoba. –znów poczułam jego miękkie usta.
            Odkleiliśmy się o niego, a ja potarłam swoim noskiem o jego. Uśmiechał się tak uroczo. Zjechałam niżej i włożyłam mu ręce pod koszulkę. Jego tors był taki idealny, jak cały on. Złapałam za skrawek koszulki i ściągnęłam mu ją przez głowę. Teraz mogłam go zobaczyć. Cudny napis na klatce piersiowej, liczba 78 po lewej stronie i ten jeleń. Zawsze się śmiałam kiedy na niego patrzałam. Wytatuować sobie jelenia.. ja nie byłabym do tego zdolna. W ogóle do żadnego tatuażu, ale to ma dla niego znaczenie. Gdybym przeszła coś trudnego w życiu to na pewno zrobiłabym sobie tatuaż, ale... zaraz, przecież ja przechodzę trudny okres w życiu. Zero kontaktu z rodzicami, chłopak, który ćpa, dwie miłości, brak przestrzeni osobistej… dużo by wymieniać, ale cóż to cena za Lou.
            Przejechałam palcem po napisie Louiego, zaznaczyłam kontury liczby 78 i w skupieniu przyglądałam się ptakowi na przed ramieniu chłopaka. Myślałam, ze on boi się ptaków. Może to walka z fobią. Nie wiem. Znów połączyliśmy swoje usta. Na dłużej. Jego język wtargnął do środka. Drażnił się ze mną. Wszystko było by świetnie gdyby nie mój telefon. Miałam go wyłączyć, ale bałam się, ze chłopcy będą chcieli zadzwonić.
Uporczywy dzwonek nie dawał nam spokoju. Miałam go już dawno zmienić, ale to jakoś uciekało z mojej głowy. Chwyciłam go i spojrzałam na wyświetlacz.
-Harry. –pisnęłam przerażona
            Co ja mam mu teraz powiedzieć „hej, nie mogę rozmawiać, bo leże z Lou w łóżku i trochę przeszkadzasz.” Tak, to dobre wyjście… naprawdę nie grzeszę inteligencją. Loui natychmiast podniósł się do pozycji siedzącej i przeczesał włosy. Zdenerwował się tak samo jak ja. Postanowiłam w końcu nacisnąć zieloną słuchawkę.
-Dobry wieczór- usłyszałam jego szczęśliwy głos.
-Hej –odpowiedziałam szybko
-Nie cieszysz się.?
-Jestem po prostu zaskoczona- próbowałam brzmieć przekonywująco –Myślałam, że nie możesz tam używać telefonu.
-No tak, ale doktor zrobił wyjątek. Jest tylko warunek, że mogę komunikować się tylko z tobą. Przekonałem go jakoś, że to ty mnie do tego namówiłaś i on uważa, że masz na mnie dobry wpływ. –jego wesoły humor jeszcze bardziej mnie smucił.
Dlaczego musze go okłamywać.?! On jest zawsze taki szczęśliwy jak z nim rozmawiam, a kiedy ja przypomnę sobie co mu robię to… to boli mnie serce. On nie zasługuje na to.
-To cudownie – oznajmiłam z entuzjazmem – Będziemy mogli częściej rozmawiać.
-Nie było łatwo, ale dla ciebie wszystko.
            Rozmawiałam z Harrym z dobrą godzinę. Loui oczywiście wyszedł. Jego mina mówiła sama za siebie, ale kto by wytrzymał gdyby jego partner rozmawiał z innym na takie rzeczy. Harry w końcu został upomniany przez jakiegoś dozorcę czy coś. Musiał się rozłączyć. Odłożyłam telefon na szafkę i poszłam szukać Lou. Siedział na sofię w salonie. W samych bokserkach. Usiadłam obok niego.
-Kochanie, gdzie masz spodnie.? –próbowałam rozluźnić atmosferę
-Gdzie masz telefon.? –warknął i ruszył do kuchni
Poszłam za nim. Szatyn oparł się o blat i zamoczył wargi w soku pomarańczowym.
-Louis, przepraszam, ale wiesz przecież, że muszę kiedy to…
-Nic nie musisz. –syknął –Gdybyś tylko chciała mogłabyś z tym skończyć, ale nie.! Harry jest teraz w klinice, tam nie pozwolą mu brać. Mogłabyś powiedzieć całą prawdę. Lepiej niech przygotuję się na to niż później ma wracać nieświadomy do niczego.
-Kochanie…
-Nie Lili, to jest głupi pomysł. Harry wyjdzie szybko, bo będzie myślał, że na niego czekasz. Kidy okaże się, że nie znów się naćpa z tęsknoty, a tak, przygotuję się na wszystko.
            Miał rację. Gdyby Harry wyszedł znów by zaczął. Teraz przynajmniej będzie na to gotów, a ci tam mu pomogą. Jakoś da radę. Musi dać. Przecież nie jestem jego pierwszą i nie ostatnią dziewczyną.
-Na następnym widzeniu musisz mu to powiedzieć, bo inaczej to koniec.
-Loui…
-Nie wytrzymam z tym dłużej masz miesiąc, rozumiesz.?
           

2 komentarze:

  1. Hej :) sorry,że nie komentowałam poprzednich części,ale miałam karę na kompa...grr...
    czekam na dalszą część :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy będzie kolejna część?Nie mogę się doczekać...

    OdpowiedzUsuń