Obudziło
mnie delikatne łaskotanie. Przetarłam oczy by po chwili je otworzyć. Louis
uśmiechnął się widząc jak się budzę. Przeniosłam się do pozycji siedzącej. Było
jeszcze jasno, czyli tak długo nie spaliśmy. Boo Bear nadal leżał z rękoma za
głową. Usiadłam na nim okrakiem i cmoknęłam w usta. Chłopak przyciągnął mnie do
siebie przedłużając pocałunek.
-Chodź, mama zrobiła obiad.
Pierogi. Specjalnie dal ciebie.
-Naprawdę.?
-Tak, tylko proszę bądź łagodna.
To jej pierwszy raz.
Zmierzwiłam mu włosy. Co za
kochany idiota. Mamę miał naprawdę świetną. Nie często mi się zdarza, że
Brytyjka robi pierogi specjalnie dla mnie. Ponieważ oboje byliśmy głodni
szybkim krokiem zeszliśmy na dół. Po domu roznosił się już zapach jaki pamiętam
z dzieciństwa. Weszliśmy do kuchni, a ja zaciągnęłam się nim jak dobrym
narkotykiem. Właśnie tak na mnie działał. Przypłynęły do mnie wszystkie dobre
chwile.
Usiedliśmy
przy stole gdzie była już jego cała rodzina. Przywitałam się z nimi. Oczywiście
mama Louisa wyręczyła mnie z opowiadań o moim życiu. Loui chyba naprawdę mówił
jej wszystko. Pierogi naprawdę były wspaniałe. Jak u babci, a ona była w tym
najlepsza. Nałożyłam sobie kolejnego i ugryzłam kęs.
-Baby Bear, chcesz jeszcze.?
–spytała jego mama
-Mamo. –skarcił ją Loui
Baby Bear. Słodkie. Mały Misiak.
Policzki chłopaka przybrały czerwony odcień. Zawstydził się, ale nie rozumiałam
czemu. Miał dobry kontakt z mamą, a przezwisko było uroczę. Chyba je przejmę.
Ciekawe czy w ogóle pozwoli mi tak do siebie mówić.
-Oj, nie denerwuj się. Wiesz, że
lubię cię tak nazywać.
-Ale…
-Ale to słodkie. –przerwałam mu
-Widzisz, nawet twoja dziewczyna
przyznaje mi rację, a teraz się nie dąsaj tylko jedz.
Po domu rozniosły się ciche
chichoty jego sióstr. Louis zgromił je spojrzeniem wściekłego niedźwiadka i
ponownie opchał się pierogiem.
***
Położyłam
się obok Louisa. Chłopak wziął już prysznic i teraz przeglądał twittera.
Położyłam mu jedną rękę na torsie i cmoknęłam w policzek. Pasiasty odłożył
telefon i przyciągnął mnie do siebie.
-Baby Bear, nie tak ostro
–zaśmiałam się na co on wydął wargę.
-Jak możesz.?
-Przestań to słodziutkie.
On tylko wywrócił oczami. Jak na
faceta to szybko się denerwuje, ale przecież to Louis Tomlinson, on nie jest
normalny. Nawet tyłek ma inny niż wszyscy faceci. Przytuliłam go i złączyłam
nasze usta.
-Masz szczęście, że cię kocham.
Chłopak znów przybliżył się do
mnie i z zachłannością wpił się w moje usta. Opadłam na poduszki nie odrywając
się od niego. Wplotłam dłoń w jego miękkie włosy i przyciągnęłam jeszcze bliżej
siebie.
-Co byś powiedziała na małą
partyjkę w kółko i krzyżyk.? –zapytał śmiesznie ruszając brwiami.
-Chętnie, panie Tomlinson.
-To mi się podoba. –znów
poczułam jego miękkie usta.
Odkleiliśmy
się o niego, a ja potarłam swoim noskiem o jego. Uśmiechał się tak uroczo.
Zjechałam niżej i włożyłam mu ręce pod koszulkę. Jego tors był taki idealny,
jak cały on. Złapałam za skrawek koszulki i ściągnęłam mu ją przez głowę. Teraz
mogłam go zobaczyć. Cudny napis na klatce piersiowej, liczba 78 po lewej
stronie i ten jeleń. Zawsze się śmiałam kiedy na niego patrzałam. Wytatuować
sobie jelenia.. ja nie byłabym do tego zdolna. W ogóle do żadnego tatuażu, ale
to ma dla niego znaczenie. Gdybym przeszła coś trudnego w życiu to na pewno
zrobiłabym sobie tatuaż, ale... zaraz, przecież ja przechodzę trudny okres w
życiu. Zero kontaktu z rodzicami, chłopak, który ćpa, dwie miłości, brak
przestrzeni osobistej… dużo by wymieniać, ale cóż to cena za Lou.
Przejechałam
palcem po napisie Louiego, zaznaczyłam kontury liczby 78 i w skupieniu
przyglądałam się ptakowi na przed ramieniu chłopaka. Myślałam, ze on boi się
ptaków. Może to walka z fobią. Nie wiem. Znów połączyliśmy swoje usta. Na
dłużej. Jego język wtargnął do środka. Drażnił się ze mną. Wszystko było by świetnie
gdyby nie mój telefon. Miałam go wyłączyć, ale bałam się, ze chłopcy będą
chcieli zadzwonić.
Uporczywy dzwonek nie dawał nam
spokoju. Miałam go już dawno zmienić, ale to jakoś uciekało z mojej głowy.
Chwyciłam go i spojrzałam na wyświetlacz.
-Harry. –pisnęłam przerażona
Co
ja mam mu teraz powiedzieć „hej, nie mogę rozmawiać, bo leże z Lou w łóżku i
trochę przeszkadzasz.” Tak, to dobre wyjście… naprawdę nie grzeszę
inteligencją. Loui natychmiast podniósł się do pozycji siedzącej i przeczesał
włosy. Zdenerwował się tak samo jak ja. Postanowiłam w końcu nacisnąć zieloną
słuchawkę.
-Dobry wieczór- usłyszałam jego
szczęśliwy głos.
-Hej –odpowiedziałam szybko
-Nie cieszysz się.?
-Jestem po prostu zaskoczona-
próbowałam brzmieć przekonywująco –Myślałam, że nie możesz tam używać telefonu.
-No tak, ale doktor zrobił
wyjątek. Jest tylko warunek, że mogę komunikować się tylko z tobą. Przekonałem
go jakoś, że to ty mnie do tego namówiłaś i on uważa, że masz na mnie dobry
wpływ. –jego wesoły humor jeszcze bardziej mnie smucił.
Dlaczego musze go okłamywać.?! On
jest zawsze taki szczęśliwy jak z nim rozmawiam, a kiedy ja przypomnę sobie co
mu robię to… to boli mnie serce. On nie zasługuje na to.
-To cudownie – oznajmiłam z
entuzjazmem – Będziemy mogli częściej rozmawiać.
-Nie było łatwo, ale dla ciebie
wszystko.
Rozmawiałam
z Harrym z dobrą godzinę. Loui oczywiście wyszedł. Jego mina mówiła sama za
siebie, ale kto by wytrzymał gdyby jego partner rozmawiał z innym na takie
rzeczy. Harry w końcu został upomniany przez jakiegoś dozorcę czy coś. Musiał
się rozłączyć. Odłożyłam telefon na szafkę i poszłam szukać Lou. Siedział na
sofię w salonie. W samych bokserkach. Usiadłam obok niego.
-Kochanie, gdzie masz spodnie.? –próbowałam
rozluźnić atmosferę
-Gdzie masz telefon.? –warknął i
ruszył do kuchni
Poszłam za nim. Szatyn oparł się
o blat i zamoczył wargi w soku pomarańczowym.
-Louis, przepraszam, ale wiesz
przecież, że muszę kiedy to…
-Nic nie musisz. –syknął –Gdybyś
tylko chciała mogłabyś z tym skończyć, ale nie.! Harry jest teraz w klinice,
tam nie pozwolą mu brać. Mogłabyś powiedzieć całą prawdę. Lepiej niech
przygotuję się na to niż później ma wracać nieświadomy do niczego.
-Kochanie…
-Nie Lili, to jest głupi pomysł.
Harry wyjdzie szybko, bo będzie myślał, że na niego czekasz. Kidy okaże się, że
nie znów się naćpa z tęsknoty, a tak, przygotuję się na wszystko.
Miał
rację. Gdyby Harry wyszedł znów by zaczął. Teraz przynajmniej będzie na to
gotów, a ci tam mu pomogą. Jakoś da radę. Musi dać. Przecież nie jestem jego
pierwszą i nie ostatnią dziewczyną.
-Na następnym widzeniu musisz mu
to powiedzieć, bo inaczej to koniec.
-Loui…
-Nie wytrzymam z tym dłużej masz
miesiąc, rozumiesz.?
Hej :) sorry,że nie komentowałam poprzednich części,ale miałam karę na kompa...grr...
OdpowiedzUsuńczekam na dalszą część :D
Kiedy będzie kolejna część?Nie mogę się doczekać...
OdpowiedzUsuń