Wyszłam z sali, wręcz uciekłam
zostawiając go tam samego. Nie było to mądre, odpowiedzialne czy choćby nawet
honorowe. Wsiadłam do auta Louisa. Chłopak cmoknął mnie w policzek.
-I jak załatwiłaś sprawę.? –spytał
głaskając mnie po udzie.
-Tak, ale on był taki smutny.
-Nie przejmuj się, to Harry zaraz
mu przejdzie.
Próbował mnie pocieszyć. Nie udało
mu się to zbytnio. Pomimo tego, że nie jestem z Loczkiem to nie wierzyłam, że
od tak może znaleźć sobie inną dziewczynę. My naprawdę byliśmy w sobie
zakochani, a później… ja go zostawiłam. Po takim czasie, po takich uczuciach…
zostawiłam jak zużytą chusteczkę. Nie zasługiwał na to. Zachowałam się jak
zwykła sprzedajna dziwka. Porzuciłam go kiedy zrobiło się ciężej. Znalazłam
łatwiejsze wyjście.
Dlaczego
to zrobiłam.? Sama nie wiem. Przecież ja kochałam Harryego. Louisa też, ale
Curly miał rację. To on był ze mną przez cały ten czas kiedy Lou miał mnie za
złodziejkę i idiotkę, a ja porzuciłam go w okresie kiedy potrzebował pomocy. To
on przekonał chłopców bym z nimi zamieszkała, a ja.? Zostawiłam go samego. Loui
odpalił auto, a ja z każdą minutą czułam, że zrobiłam źle.
-Louis, kochasz mnie.? –spytałam
nieśmiało bawiąc się palcami.
-Pewnie, dlaczego pytasz.? –
zdziwił się
-A dlaczego mnie kochasz.?
-Jesteś miła, mądra, piękna…
-Ale zauważyłeś to dopiero jak
zerwałeś z El. –wtrąciłam mu się.
-Lili, nie zaczynaj… -przewrócił
oczami.
No
właśnie, Dlaczego dopiero wtedy.? Może szukał pocieszenia, może panicznie boi
się zostać sam.? Nie wiem. Nie rozumiem. Może z mojej strony to tylko zwykła
fascynacja nim. Szukałam kogoś kto mnie obroni, a on przygarnął mnie do siebie
i zaopiekował się mną tym samym budząc we mnie coś w rodzaju miłości. To nie
była normalna miłość. Raczej braterska, przyjacielska… chwilowa. Tylko dlaczego
musiałam to zrozumieć dopiero po tym kiedy powiedziałam to wszystko Harryemu.?
Może potrzebowałam mocnego kopa w tyłek. Dopiero teraz tak naprawdę zakończyłam
związek z Loczkiem. Dopiero teraz mam za czym tęsknić.
-Louis, ja chyba źle zrobiłam.
-Co.?
-Sądzę, że to nie jest to.
-O co ci teraz chodzi.?! –podniósł
głos
-Ja cię nie kocham. Nie w taki
sposób. –wyznałam pewna swoich uczuć.
-Wysiądź. –poprosił opierając
czoło o kierownice.
-Przepra…
-Zejdź mi z oczy i leć do swojego
Romeo. –wrzasnął
Zrobiłam
co kazał i tak musiałam wyjaśnić tą sprawę z Harrym. Musiałam go przeprosić.
Musiał poznać całą prawdę, nie tylko kawałek tego co miałam na sercu. Wiedział
tylko to, że chciałam aby wyzdrowiał, ale nie powiedziałam mu czemu… ja go
kocham. Ponieważ nawet nie wyszłam z terenu kliniki przeszłam tylko
powierzchowne przeszukania i mogłam ruszyć do pokoju Hazzy. Zapukałam cicho do
drzwi. Nikt mi nie otworzył. Zrobiłam to sama. Widok jaki tam zastałam był
okropny. Curly leżał na podłodze zwinięty w kłębek. Trząsł się od cały, a twarz
całą zalaną miał łzami. Usiadłam obok niego i pogładziłam po ramieniu.
-Harry…
-Lili, błagam, nie zostawiaj
mnie.
Ułożyłam
się obok niego i swoim turkusowym sweterkiem otarłam jego twarz. Cały był
mokry. Jego ręce silnie oplotły mnie i przyciągnęły do siebie. Schował mnie w
swoich ramionach.
-Zostań ze mną. Proszę, ja nie
dam rady bez ciebie.
-Musisz mi coś obiecać.
Chłopak odsunął mnie trochę
żebym mogła na niego spojrzeć.
-Wszystko mogę ci obiecać, ale
zostań.
-Jeśli będziemy chcieli mieć
dziecko, to obiecaj, że postarasz się żeby to była córeczka.
-Skarbie, ja zawszę się staram
żeby to była córeczka. Wiesz wrazi co. –uśmiechnął się przez łzy.
-Nie żartuj sobie, tylko połóż
się do łóżka, bo tu zmarzniesz.
Hazz
wstał i podniósł mnie z dębowych paneli. Położył mnie na miejscu gdzie spał, a
sam ułożył się obok mnie kolejny raz tego dnia przytulając. Ucałował mnie w
czoło i schował nosek w moich włosach.
-Obiecuję ci, że z tego wyjdę.
Dla mnie, dla ciebie i dla Darcy.
-Jej jeszcze nie ma. –zauważyłam
podnosząc wzrok na niego.
-Ale jak stąd wyjdę to
rozpoczynamy akcję „Darcy”. Zgoda.? –uśmiechnął się pocierając swoim nosem o
mój.
-Od razu jak wyjdziesz.
–potwierdziłam
Nie
wiem jak to się stało, ale po chwili zasnęliśmy. Obudził mnie dopiero telefon.
Dzwonił do mnie Liam. Odebrałam szybko nie chcąc by Harryego obudził mój
denerwujący dzwonek.
-Hej –przywitałam się zaspana
-Lili, gdzie jesteś.? –wrzasnął
na mnie
-Ja.? U Harryego.
–odpowiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-Jezu, czy ty wiesz jak ja się o
ciebie martwiłem.? –krzyknął jak zwykle opiekuńczy tatuś.- Louis przyjechał tu
naburmuszony, rzucił w Nialla twoją walizką tak, ze biedakowi hamburger spadł.
Mówił coś o Harrym, ale szybko się zmył.
-Wytłumaczę ci to jak wrócę.
-Poczekaj podjadę po ciebie i
przy okazji skoczymy do Nandos.
-Zgoda. –przytaknęłam niechętnie
Ile
ja bym dała żeby teraz tu zostać albo żeby Hazz pojechał z nami. Czy tak wiele
od życia wymagam.?! Tylko Harry. Widocznie musze poczekać, bo przez ostatni
czas nie mogłam się zdecydować.
-Kto to był.? –spytał Curly
przecierając oczka.
-Liam. Zaraz po mnie będzie.
Muszę iść.
Chłopak przeciągnął się
niezadowolony. Była dopiero szesnasta. Zważając na to, ze przyjechałam tu o
jedenastej to przespaliśmy prawie cały dzień. W nocy nie będziemy mogli zasnąć.
Cóż więcej czasu na gadanie. Ubrałam swój płaszcz i buty. Chwyciłąm swój
telefon i jeszcze ucałowałam Harryego w nos na pożegnanie.
-Pa.
-Pa. Zadzwonię do ciebie.
–wrzasnął przekręcając się w moją stronę.
-Spróbował byś nie. –zagroziłam
mu palcem.
Zamknęłam
drzwi i zapięłam kurtkę. Miałam odejść lecz ktoś złapał mnie za nadgarstek. Był
to Hazz. Może czegoś zapomniałam, ale nie mam wszystko. Widać był, ze jest
smutny, delikatnie, ale jest.
-O co chodzi.?
-Przyrzeknij, że to nie
kłamstwo. Powiedz, że nie idziesz do niego.
Zdziwiłam się. On chyba nadal
się bał, że to wszystko to jeden wielki spisek. Było mi go bardzo szkoda. Sam
nie wiedział na czym stoi.
-Przyrzekam. –odpowiedziałam z
jedną ręką u góry i z jedną na sercu.
-I jak wrócę to będziemy ze sobą
mieszkać, tak.?
-Tak, ale nie sami.
-Nie sami.?
-Obiecałeś mi córeczkę. Chcesz
powiedzieć, że kłamałeś.?
-Nie.! –wrzasnął tak, że chyba
cała klinika usłyszała. Zaśmiałam się cicho i mocno przytuliłam chłopaka.
Chyba
poczuł się trochę lepiej. Miałam ochotę wziąć go ze sobą i cały czas tak tulić,
ale cóż w końcu zostaliśmy upomniani. Lekarze właśnie wychodzili na obchód,
więc ja także musiałam wyjść. Przed kliniką czekał na mnie Liam. Widać jaki był
zdenerwowany i zakłopotany. Wsiadłam do auta i przywitałam go mocnym uściskiem.
-Co się stało.?
-Tak, stało się, ale ja nie wiem
co. Możesz mi to wytłumaczyć.? –warknął. –Jak śmiałaś powiedzieć Harryemu o tym
wszystkim.?! O się załamie. Myślałaś chociaż o innych, a nie tylko o sobie.?!
Widać
było jaki był zdenerwowany. Nie znał całej prawdy, więc to było zrozumiałe. Ja
sama rozumiałam, ze powiedzenie Harryemu całej prawdy nie było dobre, ale nie
mogłam go cały czas okłamywać. Kiedyś wyszłoby na jaw, że byłam z nim tylko dla
jego zdrowia, a później.? Może bym nawet teraz z nim nie była. Tylko dalej z
Lou. Sama nie wiem.
-Liaś, uspokój się.
–załagodziłam jego nerwy –Powiedziałam Harryemu prawdę, bo poprosił mnie o to
Louis, kiedyś to i tak by wyszło na jaw…
-Loui. –przerwał mi kpiącym
głosem. – Czy wiesz jak się teraz czuje Harry.?! On naprawdę myślał o tobie
poważnie.
-Liam daj mi dokończyć. –lekko
zirytował mnie tym, że ciągle mi przerywał.
Chłopak położył głowę na oparcie
fotela i czekał na moje wyjaśnienie.
-Powiedziałam mu to, bo i tak
wyszłoby to na jaw. Harry ma się dobrze. Ja nie zostawię go teraz, a Louis
zachował się jak zwykły dupek. Powiedziałam mu, że to nie ma sensu, bo ja byłam
nim tylko zafascynowana. Zostawił mnie tu. Nawet nie przejmując się co by ze
mną było. Chciałam z nim porozmawiać, że jeśli ja nic do niego nie czuję to, to
nie mogłaby być miłość na wieki, rozumiesz.?
-Tak, ja przepraszam. Zachowałem
się jak kretyn, tak naskakując na ciebie.
-Nic się nie stało. Masz tego
hamburgera dla Horanka.?
-Nie czekałem, aż cię wezmę. Nie
chciało mi się wychodzić
Ruszyliśmy
pod ulubioną knajpkę Irlandczyka – Nandos. W sumie zastanawiając się, ja tam
nigdy nie jadłam. Przechodziłam wiele razy obok niej, słyszałam opowieści
zachwyconego Nialla, jakby opowiadał o swojej dziewczynie, a jednak nigdy nie
skusiłam się wejść i coś zamówić. Ustałam w kolejce i czekałam aż ludzie przed
mną zamówią to co chcą.
-Przepraszam. –zagadała mnie
jedna z dziewczyn. –Jesteś przyjaciółką Liama, prawda.?
-T-tak sądzę. –zdziwiłam się
Ludzie rozpoznają mnie po tym,
że znam 1D, ale nie dziwie się im. Ich zawsze jest pełno. Nawet teraz jedna
dziewczynka miała z nimi koszulkę. Bacznie mi się przyglądała. Prawie jak
każdy. No oprócz dwójki staruszków, którzy dzielili się frytkami w kącie
knajpki. Urocze.
-To cudownie. Liam wszedł tu,
ale zaraz znikł. Może ma jakieś ważne sprawy. Nie wiem. Przekaż mu tą karteczkę
i powiedz, że jestem Sophie. Będzie wiedział o co chodzi. Znałam go jeszcze za
czasów szkolnych.
-Zgoda.
Kobieta
wręczyła mi kartkę, którą szybko schowałam do kieszeni. Przyszła moja kolej.
Zamówiłam tego hamburgera dla Nialla. Wystarczyło powiedzieć, że dla niego i
pani za ladą wiedziała co przynieść. Stały klient. Ponoć nawet miał tu
oddzielny stolik. Niall –Vip w Nandos.
-Przepraszam. –usłyszałam cichy
głos.
Była to, ta mała dziewczynka z
ich podobiznami na koszulce. Mogła mieć zaledwie dziewięć lat. Widać było, że
jest nieśmiała.
-Tak.?
-Bo ja chciałam spytać… jeśli to
nie problem to czy Harry wyzdrowiał.?
Ukucnęłam przed nią by mieć
lepszy kontakt.
-Jeszcze nie, ale niedługo
będzie dobrze. Obiecuję ci, że Harry wyjdzie lada chwila.
-Dziękuje.
Urocza
dziewczynka. Miałam taką małą kuzynkę. Może trochę mniejszą. Zawsze uwielbiałam
małe dziewczynki. Nie miałam zbyt wiele czasu, bo Niall już się pewnie denerwował.
Szybkim krokiem ruszyłam do auta. Wsiadłam do niego i od razu postanowiłam porozmawiać
z Li.
-Możesz mi powiedzieć dlaczego nie
chciałeś iść do Nandos.?
-Wiesz, nie chciało mi się.
-Wiesz… -powtórzyłam jego słowa.
–Jedna z dziewczyn o imieniu Sophia powiedziała, że wszedłeś tam na chwilę i…
-Wiem. –chłopak schował twarz w dłonie.
-Kazała ci dać tą karteczkę –oznajmiłam
podając mu papier.
Zestresował
się jeszcze bardziej. Ręce zaczęły się mu trząść, a policzki zrobiły się całe czerwone.
Jednak po tym jak przeczytał to co było tam napisane od razu rozpromieniał. Na jego
twarz wstąpił szeroki uśmiech. Przytulił mnie tak mocno, że prawie mnie rozgniótł.
-Co się stało.? –zdziwiłam się jego
zachowaniem.
-Nic.
-Ta właśnie widzę. –przewróciłam
oczami.
-Zaprosiła mnie na randkę.!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz