Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 24 października 2013

Rozdział 38 „Wszystko będzie dobrze”

           Rozdział 38 „Wszystko będzie dobrze”

           Wyszłam z sali, wręcz uciekłam zostawiając go tam samego. Nie było to mądre, odpowiedzialne czy choćby nawet honorowe. Wsiadłam do auta Louisa. Chłopak cmoknął mnie w policzek.
-I jak załatwiłaś sprawę.? –spytał głaskając mnie po udzie.
-Tak, ale on był taki smutny.
-Nie przejmuj się, to Harry zaraz mu przejdzie.
Próbował mnie pocieszyć. Nie udało mu się to zbytnio. Pomimo tego, że nie jestem z Loczkiem to nie wierzyłam, że od tak może znaleźć sobie inną dziewczynę. My naprawdę byliśmy w sobie zakochani, a później… ja go zostawiłam. Po takim czasie, po takich uczuciach… zostawiłam jak zużytą chusteczkę. Nie zasługiwał na to. Zachowałam się jak zwykła sprzedajna dziwka. Porzuciłam go kiedy zrobiło się ciężej. Znalazłam łatwiejsze wyjście.
            Dlaczego to zrobiłam.? Sama nie wiem. Przecież ja kochałam Harryego. Louisa też, ale Curly miał rację. To on był ze mną przez cały ten czas kiedy Lou miał mnie za złodziejkę i idiotkę, a ja porzuciłam go w okresie kiedy potrzebował pomocy. To on przekonał chłopców bym z nimi zamieszkała, a ja.? Zostawiłam go samego. Loui odpalił auto, a ja z każdą minutą czułam, że zrobiłam źle.
-Louis, kochasz mnie.? –spytałam nieśmiało bawiąc się palcami.
-Pewnie, dlaczego pytasz.? – zdziwił się
-A dlaczego mnie kochasz.?
-Jesteś miła, mądra, piękna…
-Ale zauważyłeś to dopiero jak zerwałeś z El. –wtrąciłam mu się.
-Lili, nie zaczynaj… -przewrócił oczami.
No właśnie, Dlaczego dopiero wtedy.? Może szukał pocieszenia, może panicznie boi się zostać sam.? Nie wiem. Nie rozumiem. Może z mojej strony to tylko zwykła fascynacja nim. Szukałam kogoś kto mnie obroni, a on przygarnął mnie do siebie i zaopiekował się mną tym samym budząc we mnie coś w rodzaju miłości. To nie była normalna miłość. Raczej braterska, przyjacielska… chwilowa. Tylko dlaczego musiałam to zrozumieć dopiero po tym kiedy powiedziałam to wszystko Harryemu.? Może potrzebowałam mocnego kopa w tyłek. Dopiero teraz tak naprawdę zakończyłam związek z Loczkiem. Dopiero teraz mam za czym tęsknić.
-Louis, ja chyba źle zrobiłam.
-Co.?
-Sądzę, że to nie jest to.
-O co ci teraz chodzi.?! –podniósł głos
-Ja cię nie kocham. Nie w taki sposób. –wyznałam pewna swoich uczuć.
-Wysiądź. –poprosił opierając czoło o kierownice.
-Przepra…
-Zejdź mi z oczy i leć do swojego Romeo. –wrzasnął
            Zrobiłam co kazał i tak musiałam wyjaśnić tą sprawę z Harrym. Musiałam go przeprosić. Musiał poznać całą prawdę, nie tylko kawałek tego co miałam na sercu. Wiedział tylko to, że chciałam aby wyzdrowiał, ale nie powiedziałam mu czemu… ja go kocham. Ponieważ nawet nie wyszłam z terenu kliniki przeszłam tylko powierzchowne przeszukania i mogłam ruszyć do pokoju Hazzy. Zapukałam cicho do drzwi. Nikt mi nie otworzył. Zrobiłam to sama. Widok jaki tam zastałam był okropny. Curly leżał na podłodze zwinięty w kłębek. Trząsł się od cały, a twarz całą zalaną miał łzami. Usiadłam obok niego i pogładziłam po ramieniu.
-Harry…
-Lili, błagam, nie zostawiaj mnie.
Ułożyłam się obok niego i swoim turkusowym sweterkiem otarłam jego twarz. Cały był mokry. Jego ręce silnie oplotły mnie i przyciągnęły do siebie. Schował mnie w swoich ramionach.
-Zostań ze mną. Proszę, ja nie dam rady bez ciebie.
-Musisz mi coś obiecać.
Chłopak odsunął mnie trochę żebym mogła na niego spojrzeć.
-Wszystko mogę ci obiecać, ale zostań.
-Jeśli będziemy chcieli mieć dziecko, to obiecaj, że postarasz się żeby to była córeczka.
-Skarbie, ja zawszę się staram żeby to była córeczka. Wiesz wrazi co. –uśmiechnął się przez łzy.
-Nie żartuj sobie, tylko połóż się do łóżka, bo tu zmarzniesz.
Hazz wstał i podniósł mnie z dębowych paneli. Położył mnie na miejscu gdzie spał, a sam ułożył się obok mnie kolejny raz tego dnia przytulając. Ucałował mnie w czoło i schował nosek w moich włosach.
-Obiecuję ci, że z tego wyjdę. Dla mnie, dla ciebie i dla Darcy.
-Jej jeszcze nie ma. –zauważyłam podnosząc wzrok na niego.
-Ale jak stąd wyjdę to rozpoczynamy akcję „Darcy”. Zgoda.? –uśmiechnął się pocierając swoim nosem o mój.
-Od razu jak wyjdziesz. –potwierdziłam
            Nie wiem jak to się stało, ale po chwili zasnęliśmy. Obudził mnie dopiero telefon. Dzwonił do mnie Liam. Odebrałam szybko nie chcąc by Harryego obudził mój denerwujący dzwonek.
-Hej –przywitałam się zaspana
-Lili, gdzie jesteś.? –wrzasnął na mnie
-Ja.? U Harryego. –odpowiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-Jezu, czy ty wiesz jak ja się o ciebie martwiłem.? –krzyknął jak zwykle opiekuńczy tatuś.- Louis przyjechał tu naburmuszony, rzucił w Nialla twoją walizką tak, ze biedakowi hamburger spadł. Mówił coś o Harrym, ale szybko się zmył.
-Wytłumaczę ci to jak wrócę.
-Poczekaj podjadę po ciebie i przy okazji skoczymy do Nandos.
-Zgoda. –przytaknęłam niechętnie
            Ile ja bym dała żeby teraz tu zostać albo żeby Hazz pojechał z nami. Czy tak wiele od życia wymagam.?! Tylko Harry. Widocznie musze poczekać, bo przez ostatni czas nie mogłam się zdecydować.
-Kto to był.? –spytał Curly przecierając oczka.
-Liam. Zaraz po mnie będzie. Muszę iść.
Chłopak przeciągnął się niezadowolony. Była dopiero szesnasta. Zważając na to, ze przyjechałam tu o jedenastej to przespaliśmy prawie cały dzień. W nocy nie będziemy mogli zasnąć. Cóż więcej czasu na gadanie. Ubrałam swój płaszcz i buty. Chwyciłąm swój telefon i jeszcze ucałowałam Harryego w nos na pożegnanie.
-Pa.
-Pa. Zadzwonię do ciebie. –wrzasnął przekręcając się w moją stronę.
-Spróbował byś nie. –zagroziłam mu palcem.
            Zamknęłam drzwi i zapięłam kurtkę. Miałam odejść lecz ktoś złapał mnie za nadgarstek. Był to Hazz. Może czegoś zapomniałam, ale nie mam wszystko. Widać był, ze jest smutny, delikatnie, ale jest.
-O co chodzi.?
-Przyrzeknij, że to nie kłamstwo. Powiedz, że nie idziesz do niego.
Zdziwiłam się. On chyba nadal się bał, że to wszystko to jeden wielki spisek. Było mi go bardzo szkoda. Sam nie wiedział na czym stoi.
-Przyrzekam. –odpowiedziałam z jedną ręką u góry i z jedną na sercu.
-I jak wrócę to będziemy ze sobą mieszkać, tak.?
-Tak, ale nie sami.
-Nie sami.?
-Obiecałeś mi córeczkę. Chcesz powiedzieć, że kłamałeś.?
-Nie.! –wrzasnął tak, że chyba cała klinika usłyszała. Zaśmiałam się cicho i mocno przytuliłam chłopaka.
            Chyba poczuł się trochę lepiej. Miałam ochotę wziąć go ze sobą i cały czas tak tulić, ale cóż w końcu zostaliśmy upomniani. Lekarze właśnie wychodzili na obchód, więc ja także musiałam wyjść. Przed kliniką czekał na mnie Liam. Widać jaki był zdenerwowany i zakłopotany. Wsiadłam do auta i przywitałam go mocnym uściskiem.
-Co się stało.?
-Tak, stało się, ale ja nie wiem co. Możesz mi to wytłumaczyć.? –warknął. –Jak śmiałaś powiedzieć Harryemu o tym wszystkim.?! O się załamie. Myślałaś chociaż o innych, a nie tylko o sobie.?!
Widać było jaki był zdenerwowany. Nie znał całej prawdy, więc to było zrozumiałe. Ja sama rozumiałam, ze powiedzenie Harryemu całej prawdy nie było dobre, ale nie mogłam go cały czas okłamywać. Kiedyś wyszłoby na jaw, że byłam z nim tylko dla jego zdrowia, a później.? Może bym nawet teraz z nim nie była. Tylko dalej z Lou. Sama nie wiem.
-Liaś, uspokój się. –załagodziłam jego nerwy –Powiedziałam Harryemu prawdę, bo poprosił mnie o to Louis, kiedyś to i tak by wyszło na jaw…
-Loui. –przerwał mi kpiącym głosem. – Czy wiesz jak się teraz czuje Harry.?! On naprawdę myślał o tobie poważnie.
-Liam daj mi dokończyć. –lekko zirytował mnie tym, że ciągle mi przerywał.
Chłopak położył głowę na oparcie fotela i czekał na moje wyjaśnienie.
-Powiedziałam mu to, bo i tak wyszłoby to na jaw. Harry ma się dobrze. Ja nie zostawię go teraz, a Louis zachował się jak zwykły dupek. Powiedziałam mu, że to nie ma sensu, bo ja byłam nim tylko zafascynowana. Zostawił mnie tu. Nawet nie przejmując się co by ze mną było. Chciałam z nim porozmawiać, że jeśli ja nic do niego nie czuję to, to nie mogłaby być miłość na wieki, rozumiesz.?
-Tak, ja przepraszam. Zachowałem się jak kretyn, tak naskakując na ciebie.
-Nic się nie stało. Masz tego hamburgera dla Horanka.?
-Nie czekałem, aż cię wezmę. Nie chciało mi się wychodzić
            Ruszyliśmy pod ulubioną knajpkę Irlandczyka – Nandos. W sumie zastanawiając się, ja tam nigdy nie jadłam. Przechodziłam wiele razy obok niej, słyszałam opowieści zachwyconego Nialla, jakby opowiadał o swojej dziewczynie, a jednak nigdy nie skusiłam się wejść i coś zamówić. Ustałam w kolejce i czekałam aż ludzie przed mną zamówią to co chcą.
-Przepraszam. –zagadała mnie jedna z dziewczyn. –Jesteś przyjaciółką Liama, prawda.?
-T-tak sądzę. –zdziwiłam się
Ludzie rozpoznają mnie po tym, że znam 1D, ale nie dziwie się im. Ich zawsze jest pełno. Nawet teraz jedna dziewczynka miała z nimi koszulkę. Bacznie mi się przyglądała. Prawie jak każdy. No oprócz dwójki staruszków, którzy dzielili się frytkami w kącie knajpki. Urocze.
-To cudownie. Liam wszedł tu, ale zaraz znikł. Może ma jakieś ważne sprawy. Nie wiem. Przekaż mu tą karteczkę i powiedz, że jestem Sophie. Będzie wiedział o co chodzi. Znałam go jeszcze za czasów szkolnych.
-Zgoda.
Kobieta wręczyła mi kartkę, którą szybko schowałam do kieszeni. Przyszła moja kolej. Zamówiłam tego hamburgera dla Nialla. Wystarczyło powiedzieć, że dla niego i pani za ladą wiedziała co przynieść. Stały klient. Ponoć nawet miał tu oddzielny stolik. Niall –Vip w Nandos.
-Przepraszam. –usłyszałam cichy głos.
Była to, ta mała dziewczynka z ich podobiznami na koszulce. Mogła mieć zaledwie dziewięć lat. Widać było, że jest nieśmiała.
-Tak.?
-Bo ja chciałam spytać… jeśli to nie problem to czy Harry wyzdrowiał.?
Ukucnęłam przed nią by mieć lepszy kontakt.
-Jeszcze nie, ale niedługo będzie dobrze. Obiecuję ci, że Harry wyjdzie lada chwila.
-Dziękuje.
            Urocza dziewczynka. Miałam taką małą kuzynkę. Może trochę mniejszą. Zawsze uwielbiałam małe dziewczynki. Nie miałam zbyt wiele czasu, bo Niall już się pewnie denerwował. Szybkim krokiem ruszyłam do auta. Wsiadłam do niego i od razu postanowiłam porozmawiać z Li.
-Możesz mi powiedzieć dlaczego nie chciałeś iść do Nandos.?
-Wiesz, nie chciało mi się.
-Wiesz… -powtórzyłam jego słowa. –Jedna z dziewczyn o imieniu Sophia powiedziała, że wszedłeś tam na chwilę i…
-Wiem. –chłopak schował twarz w dłonie.
-Kazała ci dać tą karteczkę –oznajmiłam podając mu papier.
Zestresował się jeszcze bardziej. Ręce zaczęły się mu trząść, a policzki zrobiły się całe czerwone. Jednak po tym jak przeczytał to co było tam napisane od razu rozpromieniał. Na jego twarz wstąpił szeroki uśmiech. Przytulił mnie tak mocno, że prawie mnie rozgniótł.
-Co się stało.? –zdziwiłam się jego zachowaniem.
-Nic.
-Ta właśnie widzę. –przewróciłam oczami.
-Zaprosiła mnie na randkę.!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz