Rozdział 15
„Jeden człowiek, wiele problemów.”
„Drogi Harry,
każdy dzień był z tobą wyjątkowy. Jesteś cudownym mężczyzną. Poczułam do ciebie
coś, czego jeszcze nie darzyłam żadnego chłopaka, który pojawił się w moim
życiu. Byłeś dla mnie oparciem. Czułam się przy tobie bezpieczna. Pokazałeś mi,
czym naprawdę jest miłość. To nie tylko obściskująca się para czekająca na
oklaski i wiwaty na cześć ich miłości, ale to sposób bycia. To każdy piękny
dzień spędzony z tą drugą osobą. To sama ta druga osoba, która powoduje szybsze
bicie serca. Wiem, ze teraz nie rozumiesz, dlaczego mnie przy tobie nie ma.
Teraz, kiedy potrzebujesz mojego wsparcia i opieki ja cię zostawiłam. Proszę nie zastanawiaj się nad powodem mojej
nieobecności. Ja obiecuję ci, że wrócę muszę tylko poukładać kilka spraw. Nie
chodzi o to, że nic do ciebie nie czuję, bo to uczucie wzrasta z każdym dniem.
Najchętniej wzięłabym cię ze sobą, ale rozumiem, ze masz tu przyjaciół i nie odszedłbyś
od tego, ale ja po prostu musiałam. Może kiedyś powiem ci dlaczego zostawiłam
swoją miłość na, jak dla mnie zbyt długi okres czasu. Podejrzewam, że i tak mi
nie uwierzysz, ale warto spróbować, nie.? Dla miłości…
Kocham
cię, Lili. „
Teraz
siedziałam w fotelu samolotu, którym leciałam do Polski. Cały czas nie mogłam
pogodzić się ze swoją decyzją. Może warto było tam zostać i zmagać się z tym
wszystkim niż zostawiać go tam. Pragnęłam cały czas być z nim, nie opuszczać go
nawet na krok. Kochałam go, ale okoliczności, które wymalowały moją decyzje
były zbyt…nawet nie wiedziałam jak je nazwać. Brutalne.?...nie to chyba nie
to…one były zbyt prawdziwe. Nie chciałam ich, bo spójrzmy prawdzie w oczy. Kto
by chciał?
Wtuliłam się mocniej w fotel i
zaczęłam obserwować dość nieciekawe widoki z małego okna. Jedyne co
dostrzegałam to chmury. Wielkie białe kłęby, które nie zmieniały kształty czy
nawet położenia, a każda z nich przypominała mi mojego ukochanego. Poczułam jak
po moim policzku spłynęła jedna pojedyncza łza. Otarłam ją szybko kiedy
usłyszałam, ze jesteśmy na miejscu.
Lot się dłużył jednak gorsze było
to co przeżywałam żeby odebrać swój bagaż. Setki ludzi pchający się do jednego
wejścia. Ta… polskie lotniska…genialne. W końcu odebrałam swój bagaż i ruszyłam
do wyjścia. Stanęłam na parkingu, na którym czekała już na mnie ciocia wraz z
wujkiem i kilkuletnią kuzynkę. Podałam wujkowi bagaż, a on zaniósł go do
bagażnika. Wsiadłam na tylne miejsce obok mojej kuzynki i mocno ją przytuliłam.
-Hej, mała. Co u ciebie.?- zapytałam
-Fajnie. Rodzice kupili mi pieska i ma na imię Braian, ale
później okazało się, że to dziewczynka i teraz mam problem.- wzruszyła
ramionami robiąc niewinną minę.
-Ooo, i widzę, że nauczyłaś się wymawiać „r”.!- wrzasnęłam
radośnie i zmierzwiłam jej włosy.
Do domu
mieliśmy około godzinę drogi, a moja kuzynka nie dawała mi spokoju. Opowiadała
mi o wszystkim, nawet o rzeczach, które już wiedziałam. Zdała mi relacje z tego
jak przekuła sobie uszy, kupiła nowe sandałki i o tym jak bocian zbudował
gniazdo na kominie dziadka. Po każdym zdaniu uśmiechała się wesoło i jej
optymizm przeszedł też na mnie, jednak padło później pytanie, którego się
obawiałam.
-Co u Harryego.?- spytała, a ja dopiero teraz przypomniałam
sobie, ze jest małą Directioner.
Pamiętam jak jej trzynastoletnia siostra uczyła ją każdego
chłopca na pamięć. Jej ulubieńcem był właśnie Harry.
-Nikola.!- wrzasnęła moja ciocia.
Chyba wiedziała, że ten temat…jest dla mnie dość…nie wiem
jak to określić, ale cóż dziecko to dziecko. Ciocia wiedziała o wszystkim, bo
powiedziałam jej to przed wylotem, a mała najprawdopodobniej słuchała swojej
siostry, która czytała różne strony plotkarskie.
-U niego dobrze- skłamałam, przecież Harry był w szpitalu,
teraz jeździ na wózku i jeszcze od niego uciekłam. Naprawdę chłopak miał
zajebiste życie.!
-Lili, przecież obiecałaś mi, że mi go zostawisz.- burknęła
Nikolka. –Zaklepałam go.!
Uśmiechnęłam
się i mocno ją przytuliłam. Tak, jakiś tydzień przed tym jak wyleciałyśmy z
mamą do Anglii, po jej rozwodzie mała powiedziała mi to, bo słyszała, że jej
ulubieniec mieszka w Londynie, blisko mojego miejsca zamieszkania.
-No wiem, ale nie dałam rady- przeprosiłam ją.
-To przez jego oczy.!- stwierdziła radośnie mała- Wygląda
jak mały kiciuś.!
-Wiesz, ale Niall też jest wolny i jak dasz mu czekoladę to
na pewno się z tobą umówi. Tylko wiesz taką dobrą.- zażartowałam, a mała
pisnęła zadowolona.
-Mamuś, mój mąż będzie Irlandczykiem.!- krzyknęła
sprawiając, że ciocia zatkała uszy.
Dojechaliśmy
do domu mojego wujostwa. Kiedy wysiadłam do nosa od razu dostał się powiew
wiatru. To było coś wspaniałego. Po tylu miesiącach mieszkania w zatłoczonym
mieście poczułam zapach małej wsi. Tego uczucia nie da się opisać. Coś wspaniałego.!
***oczami Louisa.
Do domu
przyszedłem trochę później niż cała reszta. Wszedłem do salonu gdzie siedziała
już cała czwórka. Od razu poczułem tą napiętą atmosferę. Harry był w samym
centrum tego. Siedział zaryczany, a reszta próbowała go pocieszyć. Pomyślałem,
że znów użala się nad sobą. Jaki to jest biedny, bo jeździ na wózku, ale
przecież ma super dziewczynę, która….zaraz zaraz… gdzie Lili.?! Przecież to
zawsze ona najbardziej przejmowała się jego losem. Zawsze siedział przy nim i
przytulała z całych sił.
Pomyślałem,
ze się pokłócili. Najwyraźniej wolała mnie. Wystarczyło ją tylko zaliczyć, a
ona zmieniła swoje nastawienie. Zachwycałem się sobą, bo przecież teraz mogła
być moja właściwie już była, ale moją uwagę przykuła biała kartka. Leżała na
stoliku od kawy. Chwyciłem ją i poczułem na sobie wzrok reszty. Czytałem i nie
mogłem wierzyć w to, co właśnie widzą moje oczy. Ona uciekła.! I to przez mnie,
a w dodatku mnie nie wydała. Przeanalizowałem treść chyba z dziesięć razy, a
później odłożyłem pismo na jego poprzednim miejscu.
To była moja wina. Moja.! To
przez mnie ona zostawiła Harryego. Dopiero teraz widziałem jak mu na niej
zależy. Cały się trząsł, po policzkach spływały mu rzeki łez. Coś nie do
opisania. W gorszej depresji go jeszcze nie widziałem. Podszedłem do nich i
ukucnąłem. naprzeciw Hazzy i mocno go do siebie przytuliłem. Najwyraźniej był
zaskoczony tym gestem.
-Będzie dobrze, zobaczysz. Ona wróci. Choćbym miał ją tu
osobiście sprowadzić- próbowałem go pocieszyć.
Loczek pokręcił przecząco głową szlochając coraz głośniej.
-Zostawcie mnie.!- wrzasnął po tym jak próbowałem poklepać
go po ramieniu- Wszyscy.! Idźcie sobie.!
Zrobiłem
jak mi kazał. Oddaliłem się w stronę tarasu. Inni poszli…nawet nie wiem gdzie.
Usiadłem na poręczy i wyciągnąłem telefon. Musiałem do niej zadzwonić.
Naprostować wszystko. Lili musiała tu wrócić. Usłyszałem jeden sygnał, a
później drugi. Nikt nie odebrał. Dzwoniłem do skutku. Chyba przy dziesiątym
razie odebrała.
-Czego.?- usłyszałem jej rozwścieczony głos
-Lili, dlaczego uciekłaś.?- spytałem
-No ty to raczej powinieneś wiedzieć.!- odparła kpiącym
tonem.
Wiedziałem, o co chodzi. Nawet za dobrze. Ja byłem tym cośem
przez, którego uciekła ukochana mojego przyjaciela. Zapadła niezręczna cisza.
Ja myślałem, ze jej się podobało. Myślałem, ze teraz będzie moja, że teraz będzie
wszystko dobrze, ale nie zdawałem sobie sprawy, jaka ogromną krzywdę jej
wyrządziłem. Jej, Harryemu i samemu sobie.
-Przepraszam- próbowałem się nie rozpłakać.
To wszystko tak bolało. Sam przed sobą musiałem przyznać się
do błędu i to tak wielkiego. Nigdy bym nie pomyślał, że mogę zrobić coś
takiego, ale cóż alkohol robi swoje. Upiłem się tamtego dnia. Chcąc zapomnieć
jak Lili jest przywiązana do Hazzy i jak bardzo się kochają wypiłam ponad litr
czystego Bolsa w niecałą godzinę.
-Jak miło. –zaśmiała się przez łzy.
-Lili, proszę. Ty musisz wrócić. Harry cię potrzebuje. Ty
nie jesteś tu gdzie ja i nie widzisz, w jakim on jest stanie. Hazza cierpi. Czy
ty tego nie rozumiesz.?!- ostatnie słowa wręcz wykrzyczałem. Miałem tylko nadzieje,
że nikt nie usłyszy.
Przez chwilę po drugiej stronie słyszałem
tylko ciche łkanie. Każda sekunda tej rozmowy bolała mnie bardziej. Kilkakrotnie
słyszałem jak dziewczyna próbuje coś powiedzieć. Zaczyna słowo, ale go nie kończy.
Miałem ochotę jechać tam gdziekolwiek jest i przywieść ją tu.
-Lili, ja już nie będę. Zostawię cię i Harryego w spokoju. Tylko
przyjedź tu.- błagałem.
Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Co raz szybciej, co raz
więcej. Nie mogłem tego powstrzymać. Podparłem się łokciem o ścianę domu i pociągnąłem
nosem.
-Czy y w ogóle zdajesz sobie sprawę, co zrobiłeś.?- odezwała
się cicho.
-Ja cię…- przerwałem. Prawda bolała, ale musiałem to powiedzieć
żeby się od tego uwolnić- Ja cię zgwałciłem. –oznajmiłem.
-I wiesz jak to boli.? Co ja mam teraz powiedzieć Hazzie.? Co
będzie jak on się dowie.?! Jak dowie się, że spałam z tobą.?!- krzyczała do słuchawki.
-On się nie dowie. I obiecuję ci, ze ja to wszystko naprawię.
Tylko wróć tutaj.
Ponownie zamilkła. Wiedziałem, że zastanawia się co powiedzieć.
Jedna część mnie wierzyła, że ona wróci, że już jutro tu będzie, ale druga… wręcz
przeciwnie.
-Powiedz mu tylko…-uspokoiła się- Powiedz mu, że go kocham.-
wypowiedziała ostatnie słowa i rozłączyła się.
Walnąłem ręką
o ścianę nie bojąc się bólu, który temu towarzyszył. Rozryczałem się jak małe dziecko.
Ja dwudziestojednoletni facet płakałem jak malutki chłopczyk, któremu zabrano zabawkę.
Pokręciłem z niedowierzaniem głową. Zepsułem wszystko. Zepsułem naszą przyjaźń,
zepsułem ich miłość…wszystko poszło się…lepiej nie dokończę. Zeskoczyłem z poręczy
i schowałem telefon. Otarłem jeszcze twarz i już miałem wychodzić kiedy…
-Niall.?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz