Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 15 „Jeden człowiek, wiele problemów.”



           Rozdział 15 „Jeden człowiek, wiele problemów.”
            „Drogi Harry, każdy dzień był z tobą wyjątkowy. Jesteś cudownym mężczyzną. Poczułam do ciebie coś, czego jeszcze nie darzyłam żadnego chłopaka, który pojawił się w moim życiu. Byłeś dla mnie oparciem. Czułam się przy tobie bezpieczna. Pokazałeś mi, czym naprawdę jest miłość. To nie tylko obściskująca się para czekająca na oklaski i wiwaty na cześć ich miłości, ale to sposób bycia. To każdy piękny dzień spędzony z tą drugą osobą. To sama ta druga osoba, która powoduje szybsze bicie serca. Wiem, ze teraz nie rozumiesz, dlaczego mnie przy tobie nie ma. Teraz, kiedy potrzebujesz mojego wsparcia i opieki ja cię zostawiłam.  Proszę nie zastanawiaj się nad powodem mojej nieobecności. Ja obiecuję ci, że wrócę muszę tylko poukładać kilka spraw. Nie chodzi o to, że nic do ciebie nie czuję, bo to uczucie wzrasta z każdym dniem. Najchętniej wzięłabym cię ze sobą, ale rozumiem, ze masz tu przyjaciół i nie odszedłbyś od tego, ale ja po prostu musiałam. Może kiedyś powiem ci dlaczego zostawiłam swoją miłość na, jak dla mnie zbyt długi okres czasu. Podejrzewam, że i tak mi nie uwierzysz, ale warto spróbować, nie.? Dla miłości…
                                                                                                   Kocham cię, Lili. „

            Teraz siedziałam w fotelu samolotu, którym leciałam do Polski. Cały czas nie mogłam pogodzić się ze swoją decyzją. Może warto było tam zostać i zmagać się z tym wszystkim niż zostawiać go tam. Pragnęłam cały czas być z nim, nie opuszczać go nawet na krok. Kochałam go, ale okoliczności, które wymalowały moją decyzje były zbyt…nawet nie wiedziałam jak je nazwać. Brutalne.?...nie to chyba nie to…one były zbyt prawdziwe. Nie chciałam ich, bo spójrzmy prawdzie w oczy. Kto by chciał?
Wtuliłam się mocniej w fotel i zaczęłam obserwować dość nieciekawe widoki z małego okna. Jedyne co dostrzegałam to chmury. Wielkie białe kłęby, które nie zmieniały kształty czy nawet położenia, a każda z nich przypominała mi mojego ukochanego. Poczułam jak po moim policzku spłynęła jedna pojedyncza łza. Otarłam ją szybko kiedy usłyszałam, ze jesteśmy na miejscu.
Lot się dłużył jednak gorsze było to co przeżywałam żeby odebrać swój bagaż. Setki ludzi pchający się do jednego wejścia. Ta… polskie lotniska…genialne. W końcu odebrałam swój bagaż i ruszyłam do wyjścia. Stanęłam na parkingu, na którym czekała już na mnie ciocia wraz z wujkiem i kilkuletnią kuzynkę. Podałam wujkowi bagaż, a on zaniósł go do bagażnika. Wsiadłam na tylne miejsce obok mojej kuzynki i mocno ją przytuliłam.
-Hej, mała. Co u ciebie.?- zapytałam
-Fajnie. Rodzice kupili mi pieska i ma na imię Braian, ale później okazało się, że to dziewczynka i teraz mam problem.- wzruszyła ramionami robiąc niewinną minę.
-Ooo, i widzę, że nauczyłaś się wymawiać „r”.!- wrzasnęłam radośnie i zmierzwiłam jej włosy.
            Do domu mieliśmy około godzinę drogi, a moja kuzynka nie dawała mi spokoju. Opowiadała mi o wszystkim, nawet o rzeczach, które już wiedziałam. Zdała mi relacje z tego jak przekuła sobie uszy, kupiła nowe sandałki i o tym jak bocian zbudował gniazdo na kominie dziadka. Po każdym zdaniu uśmiechała się wesoło i jej optymizm przeszedł też na mnie, jednak padło później pytanie, którego się obawiałam.
-Co u Harryego.?- spytała, a ja dopiero teraz przypomniałam sobie, ze jest małą Directioner.
Pamiętam jak jej trzynastoletnia siostra uczyła ją każdego chłopca na pamięć. Jej ulubieńcem był właśnie Harry.
-Nikola.!- wrzasnęła moja ciocia.
Chyba wiedziała, że ten temat…jest dla mnie dość…nie wiem jak to określić, ale cóż dziecko to dziecko. Ciocia wiedziała o wszystkim, bo powiedziałam jej to przed wylotem, a mała najprawdopodobniej słuchała swojej siostry, która czytała różne strony plotkarskie.
-U niego dobrze- skłamałam, przecież Harry był w szpitalu, teraz jeździ na wózku i jeszcze od niego uciekłam. Naprawdę chłopak miał zajebiste życie.!
-Lili, przecież obiecałaś mi, że mi go zostawisz.- burknęła Nikolka. –Zaklepałam go.!
            Uśmiechnęłam się i mocno ją przytuliłam. Tak, jakiś tydzień przed tym jak wyleciałyśmy z mamą do Anglii, po jej rozwodzie mała powiedziała mi to, bo słyszała, że jej ulubieniec mieszka w Londynie, blisko mojego miejsca zamieszkania.
-No wiem, ale nie dałam rady- przeprosiłam ją.
-To przez jego oczy.!- stwierdziła radośnie mała- Wygląda jak mały kiciuś.!
-Wiesz, ale Niall też jest wolny i jak dasz mu czekoladę to na pewno się z tobą umówi. Tylko wiesz taką dobrą.- zażartowałam, a mała pisnęła zadowolona.
-Mamuś, mój mąż będzie Irlandczykiem.!- krzyknęła sprawiając, że ciocia zatkała uszy.
            Dojechaliśmy do domu mojego wujostwa. Kiedy wysiadłam do nosa od razu dostał się powiew wiatru. To było coś wspaniałego. Po tylu miesiącach mieszkania w zatłoczonym mieście poczułam zapach małej wsi. Tego uczucia nie da się opisać. Coś wspaniałego.!
***oczami Louisa.
            Do domu przyszedłem trochę później niż cała reszta. Wszedłem do salonu gdzie siedziała już cała czwórka. Od razu poczułem tą napiętą atmosferę. Harry był w samym centrum tego. Siedział zaryczany, a reszta próbowała go pocieszyć. Pomyślałem, że znów użala się nad sobą. Jaki to jest biedny, bo jeździ na wózku, ale przecież ma super dziewczynę, która….zaraz zaraz… gdzie Lili.?! Przecież to zawsze ona najbardziej przejmowała się jego losem. Zawsze siedział przy nim i przytulała z całych sił.
            Pomyślałem, ze się pokłócili. Najwyraźniej wolała mnie. Wystarczyło ją tylko zaliczyć, a ona zmieniła swoje nastawienie. Zachwycałem się sobą, bo przecież teraz mogła być moja właściwie już była, ale moją uwagę przykuła biała kartka. Leżała na stoliku od kawy. Chwyciłem ją i poczułem na sobie wzrok reszty. Czytałem i nie mogłem wierzyć w to, co właśnie widzą moje oczy. Ona uciekła.! I to przez mnie, a w dodatku mnie nie wydała. Przeanalizowałem treść chyba z dziesięć razy, a później odłożyłem pismo na jego poprzednim miejscu.
To była moja wina. Moja.! To przez mnie ona zostawiła Harryego. Dopiero teraz widziałem jak mu na niej zależy. Cały się trząsł, po policzkach spływały mu rzeki łez. Coś nie do opisania. W gorszej depresji go jeszcze nie widziałem. Podszedłem do nich i ukucnąłem. naprzeciw Hazzy i mocno go do siebie przytuliłem. Najwyraźniej był zaskoczony tym gestem.
-Będzie dobrze, zobaczysz. Ona wróci. Choćbym miał ją tu osobiście sprowadzić- próbowałem go pocieszyć.
Loczek pokręcił przecząco głową szlochając coraz głośniej.
-Zostawcie mnie.!- wrzasnął po tym jak próbowałem poklepać go po ramieniu- Wszyscy.! Idźcie sobie.!
            Zrobiłem jak mi kazał. Oddaliłem się w stronę tarasu. Inni poszli…nawet nie wiem gdzie. Usiadłem na poręczy i wyciągnąłem telefon. Musiałem do niej zadzwonić. Naprostować wszystko. Lili musiała tu wrócić. Usłyszałem jeden sygnał, a później drugi. Nikt nie odebrał. Dzwoniłem do skutku. Chyba przy dziesiątym razie odebrała.
-Czego.?- usłyszałem jej rozwścieczony głos
-Lili, dlaczego uciekłaś.?- spytałem
-No ty to raczej powinieneś wiedzieć.!- odparła kpiącym tonem.
Wiedziałem, o co chodzi. Nawet za dobrze. Ja byłem tym cośem przez, którego uciekła ukochana mojego przyjaciela. Zapadła niezręczna cisza. Ja myślałem, ze jej się podobało. Myślałem, ze teraz będzie moja, że teraz będzie wszystko dobrze, ale nie zdawałem sobie sprawy, jaka ogromną krzywdę jej wyrządziłem. Jej, Harryemu i samemu sobie.
-Przepraszam- próbowałem się nie rozpłakać.
To wszystko tak bolało. Sam przed sobą musiałem przyznać się do błędu i to tak wielkiego. Nigdy bym nie pomyślał, że mogę zrobić coś takiego, ale cóż alkohol robi swoje. Upiłem się tamtego dnia. Chcąc zapomnieć jak Lili jest przywiązana do Hazzy i jak bardzo się kochają wypiłam ponad litr czystego Bolsa w niecałą godzinę.
-Jak miło. –zaśmiała się przez łzy.
-Lili, proszę. Ty musisz wrócić. Harry cię potrzebuje. Ty nie jesteś tu gdzie ja i nie widzisz, w jakim on jest stanie. Hazza cierpi. Czy ty tego nie rozumiesz.?!- ostatnie słowa wręcz wykrzyczałem. Miałem tylko nadzieje, że nikt nie usłyszy.
Przez chwilę po drugiej stronie słyszałem tylko ciche łkanie. Każda sekunda tej rozmowy bolała mnie bardziej. Kilkakrotnie słyszałem jak dziewczyna próbuje coś powiedzieć. Zaczyna słowo, ale go nie kończy. Miałem ochotę jechać tam gdziekolwiek jest i przywieść ją tu.
-Lili, ja już nie będę. Zostawię cię i Harryego w spokoju. Tylko przyjedź tu.- błagałem.
Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Co raz szybciej, co raz więcej. Nie mogłem tego powstrzymać. Podparłem się łokciem o ścianę domu i pociągnąłem nosem.
-Czy y w ogóle zdajesz sobie sprawę, co zrobiłeś.?- odezwała się cicho.
-Ja cię…- przerwałem. Prawda bolała, ale musiałem to powiedzieć żeby się od tego uwolnić- Ja cię zgwałciłem. –oznajmiłem.
-I wiesz jak to boli.? Co ja mam teraz powiedzieć Hazzie.? Co będzie jak on się dowie.?! Jak dowie się, że spałam z tobą.?!- krzyczała do słuchawki.
-On się nie dowie. I obiecuję ci, ze ja to wszystko naprawię. Tylko wróć tutaj.
Ponownie zamilkła. Wiedziałem, że zastanawia się co powiedzieć. Jedna część mnie wierzyła, że ona wróci, że już jutro tu będzie, ale druga… wręcz przeciwnie.
-Powiedz mu tylko…-uspokoiła się- Powiedz mu, że go kocham.- wypowiedziała ostatnie słowa i rozłączyła się.
            Walnąłem ręką o ścianę nie bojąc się bólu, który temu towarzyszył. Rozryczałem się jak małe dziecko. Ja dwudziestojednoletni facet płakałem jak malutki chłopczyk, któremu zabrano zabawkę. Pokręciłem z niedowierzaniem głową. Zepsułem wszystko. Zepsułem naszą przyjaźń, zepsułem ich miłość…wszystko poszło się…lepiej nie dokończę. Zeskoczyłem z poręczy i schowałem telefon. Otarłem jeszcze twarz i już miałem wychodzić kiedy…
-Niall.?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz