Rozdział 22 „Strata.”
Zaniemówiłam. Ona już nawet
wiedziała jakie imię wybierzemy dla dziecka. Czułam się jakbym nie miała nic do
powiedzenia. Bo rzeczywiście tak było. Pani Cox najwyraźniej ułożyła już sobie
w głowię naszą przyszłość. Zdenerwowała mnie, ale wolałam tego nie pokazywać.
Zależało mi na szczęściu Hazzy, a on będzie zadowolony kiedy się polubimy.
Weszliśmy do sklepu i kupiliśmy tą cholerną sukienkę. Po jakiejś godzinie
wróciliśmy do domu. Oczywiście nie odbyło się bez zaliczenia kilku sklepów z
sukniami i ubrankami dla dzieci.
Weszłyśmy
do domu. Hazza i pan Robin siedzieli na sofię i oglądali jakiś durny program w
telewizji. Musiałam z nim porozmawiać, ale nie tu. Postawiłam torby z zakupami
ze spożywczego w kuchni i zaczęłam ich rozpakowywanie. Zamykałam właśnie
lodówkę kiedy usłyszałam rozmowę Hazzy z jego mamą. Ona ciągle męczyła go o ten
ślub. Nie wiem dlaczego jej tak na tym zależało. Prosiła go o przyśpieszenie
terminu i jeszcze coś o dzieciach. Jakiejś wesołej gromadce. Wyszłam z
pomieszczenia i podeszłam do sofy. Cmoknęłam Hazze w policzek, a ten posadził
mnie na swoich kolanach. Wtuliłam się w jego ciepły tors i kontynuowaliśmy
oglądanie filmu.
-No właśnie, kiedy byłyście w sklepie dzwonił Zayn i pytał
się czy jedziemy na plażę, bo wybierają się z chłopakami –oświadczył Harry
Świetnie.!
Przynajmniej się od tego wszystkiego oderwę. Miałam już dość tej całej gatki o
rodzinie. Szybko się zgodziłyśmy i zaczęły się przygotowania. Spakowałam mnie i
Hazze oraz przygotowałam coś do zjedzenia. Chłopcy podjechali pod nasz dom i
całą grupką ruszyliśmy na plaże. Ja siedziałam z tyłu wraz z panią Anne, a
Harry prowadził. Całą drogę słyszałam tylko to samo. Ciągle męczyli mnie o
założenie rodziny. Przecież ja im ni ucieknę.! A może tego się bali.? Że w
końcu zniknę… zostawię ich..? Nie wiem, ja nawet nie miałam tego w planach.
Kochałam Harryego i zamierzałam spędzić z nim resztę życia, ale to jeszcze nie
teraz. Jestem za młoda na ślub i dzieci. Dojechaliśmy na plażę dopiero po
godzinie, więc znam już teorię karmienia i przewijania oraz tego jaki to Harry
był słodki kiedy był mały. Wyszliśmy z auta. Ja pierwsze co poszłam się
przebrać w strój kąpielowy, Harry poszedł wraz ze mną. Sama nie wiem po co, ale
odpowiadało mi jego towarzystwo. Reszta szukał miejsca. Było dość tłoczno, więc
po tym jak się przebraliśmy dość trudno było ich znaleźć. Na szczęście jeden z
nich stał przy budce z jedzeniem, która znajdowała się niedaleko.
-Naill.!- zawołałam
Chłopak
odwrócił się do nas i radośnie pomachał. Podeszliśmy do niego. Blondyn już
opychał się kebabem. Myślę, że tylko po to tu przyjechał. Zamówiłam lemoniadę,
a Harry colę.
-Gdzie reszta.?- spytał w końcu Harry
-Tam.- wskazał na grupkę bawiących się w piasku dzieci… no
przynajmniej mi się tak wydawało, ponieważ jak się później dowiedziałam był to
Louis, Liam i Zayn. Loui i Li zakopywali mulata w piasku. Chyba nie bardzo mu
się to podobało, bo cały czas coś do nich krzyczał, jednak z tej odległości nie
jestem w stanie stwierdzić, co.
-Idziemy do nich.?
-Ja chyba tu jeszcze posiedzę. Zamówię sobie frytki i do was
przyjdę, zgoda.?- zaproponowałam
Nie mogłabym znieść kolejnych pouczeń jego mamy. Była fajna,
ale jeśli w grę wchodził temat ślubu lub dzieci miałam ochotę się zabić.
Harry
przystał na tą propozycję i ruszył do przyjaciół. Poprosiłam barmana o rzeczone
frytki i po chwili zajadałam się nimi niechętnie. Robiłam to chyba najwolniej
jak umiałam, ale żeby wyglądało realistycznie. Hazza w każdej chwili mógł się
domyślić, że nie chcę spędzać z nimi czasu.
-Coś się stało.?
Niall najwyraźniej mnie przejrzał. Nie było sensu go
okłamywać. Prędzej czy później wymęczył by mnie i dowiedział się prawdy. Ja nie
umiałam kłamać.
-Męczy mnie sprawa z Harrym- zaczęłam przegryzając kolejną
frytkę- On chce ślubu.- wypaliłam szybko
Blondyn zachłysnął się swoim sokiem pomarańczowym. Nie
dziwiła mnie ta reakcja. Chłopak mający dziewiętnaście lat ma zamiar wziąć ślub
z dziewczyną, którą zna ledwie trzy miesiące. Musiał by być bardzo
zdesperowany, ale przecież to Harry Styles, jego każda dziewczyna chce.!
-Ślubu.?!- wrzasnął Niall
Uciszyłam
go gestem ręki. Jeszcze Hazz by usłyszał. W prawdzie był daleko, ale wszystko
może się wydarzyć. Mógł przechodzić obok
lub ktoś z naszej grupy i byłby problem.
-No tak, ale dopiero w wiosnę. Jak ja mam mu to powiedzieć,
że nie chcę.?
Byłam bezradna. Mówiłam mu, że nie jestem gotowa, ale zaczął
mi to tłumaczyć, a widząc jego zmartwione oczka nie mogłam nic z siebie
wykrztusić . Nawet jeślibym chciała na niego nawrzeszczeć nie mogłam. Nie
dawałam rady.
-Nie wiem, może prosto z mostu. Hazza jest za młody na
wesele. –zamartwił się Niall
-No, dzięki, że mną też się przejmujesz. –roześmiałam się
Niall w jakimś stopniu miał
rację. Musiałam mu to powiedzieć. Niechętnie zeszłam z barowego krzesła i
ruszyłam w stronę Harryego. Siedział na kocu obok zakopanego Zayna, który
przymusowo raczył się jabłkiem, które podawał mu Louis. Podeszłam do nich i
szturchnęłam Hazze. Nie chciałam by ktokolwiek widział, że idę z nim
porozmawiać. Mogli sobie myśleć, że idziemy gdzieś po to by się sobą pobawić,
ale nie mogli wiedzieć, ze chodzi akurat o ślub. Dałam mu sygnał , ze ma iść za
mną. Poprowadziłam go za wydmy. Tam gdzie nikt by nas nie widział. Usiadłam
obok kępki trawy. Harry powtórzył tą czynność . Objął mnie ramieniem i
skierował swoje usta na moją szyje. Odepchnęłam go leciutko. Jego wcześniejszy
uśmiech zmienił się teraz na grymas.
-Musimy porozmawiać- oznajmiłam beznamiętnym tonem.
Harry coraz bardziej mi się przyglądał. Najpewniej był tym
zaskoczony.
-Ja…-zaczęłam –Nie chcę ślubu- wycedziłam
-Jak to.?- prawie wrzasnął.
Chłopak poderwał się na równe nogi i z niedowierzaniem
pokręcił głową. Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Wiedziałam, że mu na
tym bardzo zależało, ale przecież jest tak. Nie mówię mu definitywnego „Nie”.
-Czyli to koniec.?- spytał przejęty wycierając łzę.
-Harry, nie- zaprzeczyłam szybko –Kocham cię, ale ślub.? Nie
znamy się na tyle żeby się pobierać. Ja nawet nie wiem czy chcę planować z tobą
przyszłość –najgłupsze słowa w moim życiu właśnie wyszły przez moje usta
Nie
chciałam żeby to tak zabrzmiało. Nie o to mi chodziło.! Harry wręcz uciekł z
miejsca naszego spotkania. Próby dogonienia go były bezowocne. Był od mnie
szybszy i do tego zgubiłam go w tłumie panującym na plaży. Zatrzymałam się na
miejscu, które choć trochę oddalone były od plażowiczów. Rozejrzałam się wokoło.
Nigdzie znajomych twarzy. Hazzy nie ma, zgubiłam nasze miejsce i w dodatku nie
wiem co będzie dalej. Usiadłam na rozgrzanym piasku i zalazłam się łzami. Chyba
dziś straciłam miłość swojego życia
Wiem ten post jest jakiś taki nijaki. Nie miałam weny...jak zawsze -,- przynajmniej coś. Nie mam już teraz pomysłów na to opowiadanie i pomijając ta kłótnie nie wiem czy uda mi się coś więcej napisać. Może macie jakieś pomysły.? Pomyślałam także, że teraz Lili mogłaby być z Lou, może tak jednorazowo albo na dłużej...sama nie wiem.
Wiem ten post jest jakiś taki nijaki. Nie miałam weny...jak zawsze -,- przynajmniej coś. Nie mam już teraz pomysłów na to opowiadanie i pomijając ta kłótnie nie wiem czy uda mi się coś więcej napisać. Może macie jakieś pomysły.? Pomyślałam także, że teraz Lili mogłaby być z Lou, może tak jednorazowo albo na dłużej...sama nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz