Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 21 „Natrętny gość.”



                         Rozdział 21 „Natrętny gość.”
To było dla mnie duże zaskoczenie. Jak moja mama mogła wejść po tym jak dopiero skończyliśmy stosunek.?! Bałem się co teraz myśli o mnie Lili. Na pewno ma ją teraz za wariatkę. Szczerze to się nie dziwi. Wyjąłem z szafki nocnej moje białe bokserki, ubrałem je i poszedłem za mamą. Byłem pewny, że musieli coś narobić, bo to nowy dom jak i meble i na pewno nic by od tak nie poszło. Szedłem za nią, jednak ona zatrzymała mnie na korytarzu.
-Zabezpieczaliście się.?- spytała na co ja stanąłem jak wryty
-Co.?- szepnąłem pytająco
-Będę babcią.?- pytała coraz bardziej podekscytowana
-Babcią.?- zdziwiłem się
-No tak.! No powiedz. Jak wam poszło.? ;Postarałeś się.?
Patrzałem na nią i nie mogłem się nadziwić. Moja mama właśnie pytała mnie się jak mi poszło w łóżku. Myślałem, że żartuje, ale ona z każdą chwilą z większą niecierpliwością czekała na odpowiedź. Co ja jej niby miałem powiedzieć.? „Przeżyłem jeden z najlepszych orgazmów w moim życiu, a moja dziewczyna wiła się pod mną i najpewniej krzyczała by ze szczęścia, ale włożyłem jej springi do buzi i nic nie słyszeliście.” Tak, na pewno to chciała usłyszeć.! Chciałem już coś powiedzieć, ale zamknąłem usta i ruszyłem do swojego pokoju. Moja mam jednak złapała mnie za rękę, zatrzymując mnie tym samym przy sobie.
-Harry, jestem twoją mamą. Nie musisz się niczego wstydzić przecież…
-Mamo, ale co ja mam ci powiedzieć. Babcią nie będziesz, bo Lili bierze tabletki, a co do naszego sexu, to on nie powinien cię interesować- odpowiedziałem na jednym wdechu i ruszyłem do swojego pokoju nie zważając na moją rodzicielkę, która teraz samotnie stoi na środku korytarza.
            Weszłem do naszej sypialni. Lili już spała wtulona w poduszkę. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Weszłem pod pierzynę i przytuliłem ją. Wtuliła się we mnie pocierając noskiem o mój tors. Przez chwilę wpatrywałem się w jej twarz. W zamknięte oczy, wachlarz czarnych rzęs, rumiane policzki, które zawsze pokrywały się czerwienią kiedy mówiłem jej jakiś komplement lub choćby pocałowałem, pełne usta. Uwielbiałem delektować się ich różanym smakiem i delikatnym dotykiem. W ogóle moja Lili była cała idealna. Nie wyobrażałem sobie, że mogę ją stracić. Po chwili zasnąłem uraczony jej dotykiem i zapachem.
            -Harry…- do moich uszu dobiegł czyjś głos –Harry, wstawaj.- ktoś dołączył także szarpanie mnie za ramie.
Leniwie otworzyłem oczy. Moje źrenice podrażniło światło, które wpadało przez okno, więc musiałem chwilę poczekać by się do tego przyzwyczaiły. Poczułem kruche ciało w moich rękach. Zapewne ktośem, którym mnie budził nie była Lili. Spojrzałam w kierunku mojego dręczyciela. Była to moja mama.
-Co.?- spytałem zdenerwowany.
-Zrobić ci śniadanie.?
-Śniadanie.?- zdziwiłem się, przecież mieliśmy ustawiony budzik na ósmą, która musiała być godzina, ze ona nas budzi.?...
-No tak.
-Która godzina.?
-Siódma. –oznajmiła mi
Poczułem jak Lili kręci się niespokojnie w moich ramionach. Jeszcze tego brakowało żeby się obudziła. Wczoraj ją tak wymęczyłem powinna pospać. Ucałowałem ją delikatnie w głową chcąc żeby trochę się uspokoiła i spała dalej, ale ona nie zgodziła się na to. Przetarła zaspane oczka, a później otworzyła je. Rozejrzała się po pokoju. Spojrzała na moją mamę.
-Co się stało.?- spytała przechodząc do pozycji siedzącej.
-Pytałam się właśnie czy Harry chce śniadanie.- odpowiedziała moja rodzicielka
-Ale proszę się nie męczyć. Jest pani tu gościem i to do mnie należy ta powinność- uśmiechnęła się życzliwie i ubrała na siebie bieliznę i wiszącą nieopodal sukienkę w kwiatki.
            Zanim zdążyłem ją zatrzymać zbiegła na dół. Opadłem bezsilnie na poduszki i szeroko się uśmiechnąłem. Mieć przy sobie taką dziewczynę to skarb. Moja mama wyszła za nią, więc miałem chwilę spokoju. Poszedłem po prysznic, ubrałem się i tak jak reszta poszedłem na dół. Moja mama i Robin jedli właśnie śniadanie. Najpewniej przygotowane przez Lili. Jej samej nie było. Niechętnie zasiadłem do stołu przypominając sobie wczorajszą rozmowę z moja mamą. Chwyciłem jedną z grzanek i ugryzłem kawałek.
-Gdzie Lili.?- spytałem przeżuwając posiłek
-Pod prysznicem i nie mów z pełną buzią
-Anne, przecież on jest dorosły.!- pokręcił głową Robin.
Mama tylko wywróciła oczami i dodała tekst o wiecznym dziecku i coś o miłości. Nie za bardzo mnie to interesowało. Upiłem łyk soku. Lili właśnie wyszła z łazienki na dole. Ubrana była teraz w kusą beżową sukienkę z cienkim paskiem w okolicy talii. Wyglądała co najmniej seksownie. Usiadła obok mnie i dała mi czułego całusa w policzek. Uśmiechnąłem się i oddałem gest tym razem w kącik jej ust. Jej twarz pokryła się słodkim rumieńcem.
            Zjedliśmy śniadanie w dość przyjemnej atmosferze. Później Lili wyruszyła na zakupy z moją mamą, a ja z moim ojczymem urządziliśmy sobie męski wieczór.
***oczami Lili
Szłam właśnie z mamą Hazzy ulicami Londynu. Ciągle ciągała mnie po jakiś sklepach, a to z sukniami ślubnymi albo z bielizną. „Weź tą, Harry lubi czarną bieliznę” przypomniałam sobie jedną z niekomfortowych sytuacji. Kobieta zatrzymała się przed witryną z ubrankami dla dzieci. Pokazała mi różową sukienkę w kolorowe kwiatuszki. Jeszcze tego brakowało. Dzieci.!
-Weźmy ją.- zaproponowała- Harry się ucieszy
-Sukienka jest ładna, ale wątpię czy w najbliższym czasie się przyda. Na razie nie planujemy dzieci. –oznajmiłam na co Anne się oburzyła.
-Jak to, nie planujecie dzieci.?!- warknęła
-Musimy się jeszcze zastanowić..
-Zastanowić.?!- przerwała mi –Nad czy się tu zastanawiać.?! Dziewczyno wiecznie młoda nie będziesz.! A taki mały brzdąc na pewno dopełni wasz związek. Najlepiej jakby to była dziewczynka- kobieta ponownie skierowała wzrok na wystawę. - Darcy, tak…Harry uwielbia to imię. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz