Rozdział 21 „Natrętny gość.”
To było dla mnie duże
zaskoczenie. Jak moja mama mogła wejść po tym jak dopiero skończyliśmy
stosunek.?! Bałem się co teraz myśli o mnie Lili. Na pewno ma ją teraz za
wariatkę. Szczerze to się nie dziwi. Wyjąłem z szafki nocnej moje białe
bokserki, ubrałem je i poszedłem za mamą. Byłem pewny, że musieli coś narobić,
bo to nowy dom jak i meble i na pewno nic by od tak nie poszło. Szedłem za nią,
jednak ona zatrzymała mnie na korytarzu.
-Zabezpieczaliście się.?- spytała na co ja stanąłem jak
wryty
-Co.?- szepnąłem pytająco
-Będę babcią.?- pytała coraz bardziej podekscytowana
-Babcią.?- zdziwiłem się
-No tak.! No powiedz. Jak wam poszło.? ;Postarałeś się.?
Patrzałem na nią i nie mogłem się
nadziwić. Moja mama właśnie pytała mnie się jak mi poszło w łóżku. Myślałem, że
żartuje, ale ona z każdą chwilą z większą niecierpliwością czekała na
odpowiedź. Co ja jej niby miałem powiedzieć.? „Przeżyłem jeden z najlepszych
orgazmów w moim życiu, a moja dziewczyna wiła się pod mną i najpewniej
krzyczała by ze szczęścia, ale włożyłem jej springi do buzi i nic nie
słyszeliście.” Tak, na pewno to chciała usłyszeć.! Chciałem już coś powiedzieć,
ale zamknąłem usta i ruszyłem do swojego pokoju. Moja mam jednak złapała mnie
za rękę, zatrzymując mnie tym samym przy sobie.
-Harry, jestem twoją mamą. Nie musisz się niczego wstydzić
przecież…
-Mamo, ale co ja mam ci powiedzieć. Babcią nie będziesz, bo
Lili bierze tabletki, a co do naszego sexu, to on nie powinien cię interesować-
odpowiedziałem na jednym wdechu i ruszyłem do swojego pokoju nie zważając na
moją rodzicielkę, która teraz samotnie stoi na środku korytarza.
Weszłem do
naszej sypialni. Lili już spała wtulona w poduszkę. Wyglądała tak słodko i
niewinnie. Weszłem pod pierzynę i przytuliłem ją. Wtuliła się we mnie
pocierając noskiem o mój tors. Przez chwilę wpatrywałem się w jej twarz. W
zamknięte oczy, wachlarz czarnych rzęs, rumiane policzki, które zawsze pokrywały
się czerwienią kiedy mówiłem jej jakiś komplement lub choćby pocałowałem, pełne
usta. Uwielbiałem delektować się ich różanym smakiem i delikatnym dotykiem. W
ogóle moja Lili była cała idealna. Nie wyobrażałem sobie, że mogę ją stracić.
Po chwili zasnąłem uraczony jej dotykiem i zapachem.
-Harry…- do
moich uszu dobiegł czyjś głos –Harry, wstawaj.- ktoś dołączył także szarpanie
mnie za ramie.
Leniwie otworzyłem oczy. Moje źrenice podrażniło światło,
które wpadało przez okno, więc musiałem chwilę poczekać by się do tego
przyzwyczaiły. Poczułem kruche ciało w moich rękach. Zapewne ktośem, którym
mnie budził nie była Lili. Spojrzałam w kierunku mojego dręczyciela. Była to
moja mama.
-Co.?- spytałem zdenerwowany.
-Zrobić ci śniadanie.?
-Śniadanie.?- zdziwiłem się, przecież mieliśmy ustawiony
budzik na ósmą, która musiała być godzina, ze ona nas budzi.?...
-No tak.
-Która godzina.?
-Siódma. –oznajmiła mi
Poczułem jak Lili kręci się niespokojnie w moich ramionach.
Jeszcze tego brakowało żeby się obudziła. Wczoraj ją tak wymęczyłem powinna
pospać. Ucałowałem ją delikatnie w głową chcąc żeby trochę się uspokoiła i
spała dalej, ale ona nie zgodziła się na to. Przetarła zaspane oczka, a później
otworzyła je. Rozejrzała się po pokoju. Spojrzała na moją mamę.
-Co się stało.?- spytała przechodząc do pozycji siedzącej.
-Pytałam się właśnie czy Harry chce śniadanie.-
odpowiedziała moja rodzicielka
-Ale proszę się nie męczyć. Jest pani tu gościem i to do
mnie należy ta powinność- uśmiechnęła się życzliwie i ubrała na siebie bieliznę
i wiszącą nieopodal sukienkę w kwiatki.
Zanim
zdążyłem ją zatrzymać zbiegła na dół. Opadłem bezsilnie na poduszki i szeroko
się uśmiechnąłem. Mieć przy sobie taką dziewczynę to skarb. Moja mama wyszła za
nią, więc miałem chwilę spokoju. Poszedłem po prysznic, ubrałem się i tak jak
reszta poszedłem na dół. Moja mama i Robin jedli właśnie śniadanie. Najpewniej
przygotowane przez Lili. Jej samej nie było. Niechętnie zasiadłem do stołu
przypominając sobie wczorajszą rozmowę z moja mamą. Chwyciłem jedną z grzanek i
ugryzłem kawałek.
-Gdzie Lili.?- spytałem przeżuwając posiłek
-Pod prysznicem i nie mów z pełną buzią
-Anne, przecież on jest dorosły.!- pokręcił głową Robin.
Mama tylko wywróciła oczami i dodała tekst o wiecznym
dziecku i coś o miłości. Nie za bardzo mnie to interesowało. Upiłem łyk soku.
Lili właśnie wyszła z łazienki na dole. Ubrana była teraz w kusą beżową
sukienkę z cienkim paskiem w okolicy talii. Wyglądała co najmniej seksownie.
Usiadła obok mnie i dała mi czułego całusa w policzek. Uśmiechnąłem się i
oddałem gest tym razem w kącik jej ust. Jej twarz pokryła się słodkim
rumieńcem.
Zjedliśmy
śniadanie w dość przyjemnej atmosferze. Później Lili wyruszyła na zakupy z moją
mamą, a ja z moim ojczymem urządziliśmy sobie męski wieczór.
***oczami Lili
Szłam właśnie z mamą Hazzy
ulicami Londynu. Ciągle ciągała mnie po jakiś sklepach, a to z sukniami
ślubnymi albo z bielizną. „Weź tą, Harry lubi czarną bieliznę” przypomniałam
sobie jedną z niekomfortowych sytuacji. Kobieta zatrzymała się przed witryną z
ubrankami dla dzieci. Pokazała mi różową sukienkę w kolorowe kwiatuszki. Jeszcze
tego brakowało. Dzieci.!
-Weźmy ją.- zaproponowała- Harry się ucieszy
-Sukienka jest ładna, ale wątpię czy w najbliższym czasie
się przyda. Na razie nie planujemy dzieci. –oznajmiłam na co Anne się oburzyła.
-Jak to, nie planujecie dzieci.?!- warknęła
-Musimy się jeszcze zastanowić..
-Zastanowić.?!- przerwała mi –Nad czy się tu zastanawiać.?! Dziewczyno
wiecznie młoda nie będziesz.! A taki mały brzdąc na pewno dopełni wasz związek.
Najlepiej jakby to była dziewczynka- kobieta ponownie skierowała wzrok na
wystawę. - Darcy, tak…Harry uwielbia to imię.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz