Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 24 „Ultimatum”

Rozdział 24 „Ultimatum”
Louis oniemiał. Dostał jakby paraliżu. Wiedziałam, że to był dla niego szok. Wzdychał do mnie tyle czasu, a ja teraz proszę go żeby poszedł ze mną do łóżka. Patrzał na mnie jak bym była jakimś duchem. Po chwili jednak spuścił wzrok i odsunął się kawałek 
-Lili, nawet nie wiesz jak bym tego chciał, ale jutro możesz żałować. Poczekajmy trochę i jeśli nie minie ci ta…ochota na mnie to spróbujemy- uśmiechnął się do mnie delikatnie .
Skinęłam głową na znak zrozumienia. Chłopak pokazał, że nie jest zwykłym napalonym idiotą. Zachował się naprawdę po męsku.
-To przynajmniej mnie przytul. –zaproponowałam wymuszając na twarzy grymas.
-Wiesz, mam pomysł. Jedziemy jutro porozmawiać z Harrym.
Nie byłam z tego powodu szczęśliwa, ale przecież musiałam. Jeśli by nie chciał ze mną rozmawiać to wzięłabym swoje rzeczy i tyle. Przystałam na tą propozycje i pożegnałam się z Lou.
            Ułożyłam się wygodnie w łóżku. Jednak nie mogłam zasnąć. Coś mnie męczyło. Da dziwna pustka nie pozwalająca mi spać. Brakowało mi bliskości drugiej osoby. Można by powiedzieć, że teraz byłam od tego uczucia uzależniona. Leżałam tak chyba kilka godzin. Zegarek na moim telefonie wskazywał siedem po pierwszej. Dopiero teraz sen mnie zmorzył.
***tydzień później
Ranek nie był dość przyjemny. Usiadłam na łóżku i zobaczyłam walizkę ustawioną przy drzwiach. Zapewne Louis mi ją przyniósł. Poszłam pod prysznic, ubrałam bieliznę, na którą zarzuciłam białą koszulkę z króliczkiem i zwykłe spodnie dresowe. Włosy spięłam w koka. Nie musiałam dziś wyglądać pięknie. Nie miałam dla kogo się stroić. Harry mnie nie chciał, Lou to mój przyjaciel… szczerze mówiąc nie miałam drugiej połówki. Jedyne co dziś chciałam zrobić to przeprosić Hazze. Mogłam brać ten cholerny ślub, tylko po to by mieć go przy sobie.  Weszłam do kuchni. W pomieszczeniu rozchodził się piękny zapach. Chłopcy chyba nadal nie wrócili, bo jak na razie widziałam tylko Louisa.
-W końcu wstałaś. –przywitał mnie radośnie.- Zjedz śniadanie i jedziemy do Hazzy.
-Możemy jechać teraz. Nie jestem głodna –oznajmiłam
-Jak chcesz.- rzekł niechętnie, ale ruszył za mną.
            Wsiedliśmy do jego auta i ruszyliśmy. Dotarcie tam nie zajęło nam za wiele czasu. Od razu w oczy rzuciła mi się mama Harryego. Pielęgnowała tuje posadzone przy garażu. Zrobiło mi się niedobrze. Stresowałam się jak nigdy. Wiedziałam, ze zaraz zacznie na mnie wrzeszczeć, ale musiałam spróbować, przecież tu chodziło o moją miłość. Miałam nadzieję, ze mi wybaczy. Wiem to głupie, ale nadzieja umiera ostatnia. Wyszłam wraz z Lou z auta i szybko skierowałam się w stronę domu. Słyszałam, ze jego mama mówiła coś do nas, ale nie miałam na to czasu. Zapukałam do drzwi. Niby to też był mój dom, ale wolę zapukać. Otworzył nam zdziwiony ojczym Harryego. Minęła chwila przekonywania zanim nas wpuścił. Lou został na dolę, a ja poszłam do pokoju Harryego. Zapukałam do drzwi. Otworzył mi on. Ubrany w same rurki. Poczułam jak powstaje na mnie gęsia skórka, a ciepło rozlewa się w brzuchu.
-Przyszłaś po resztę rzeczy.?- zapytał kpiąco
-No tak, ale chciałam też porozmawiać.
            Chłopak przez chwilę wpatrywał się we mnie jak w chorą umysłowo osobę, ale później przepuścił mnie. Weszłam do środka. Harry usiadł na łóżku. Przełknęłam głośno ślinę. Panowała niezręczna cisza.
-Więc, o czym chciałaś rozmawiać.?- Harry przełamał pierwsze lody.
-O nas.
-O ile się orientuję to tych „nas” już nie ma –oznajmił kpiącym głosem
-Harry, ale ja tego nie rozumiem…
-Czego ty kurwa nie rozumiesz.?!- przerwał mi –To koniec i to twoje wina
-Posłuchaj mnie –poprosiłam cichym głosem.
Chłopak usiadł i z irytującym uśmiechem na twarzy zaczął słuchać.
-Harry, ja nie chciałam cię zostawiać. Po prostu uważam, ze jesteśmy za młodzi na ślub i dzieci. Powinniśmy się wyszaleć. Najpewniej byś później żałował.
-Jaka ty kurwa uparta jesteś.!- przerwał mi, poderwał się do góry i mocno złapał mnie za nadgarstek - Po prostu przyznaj sama przed sobą, że lecisz na moją kasę.!
            Przestraszyłam się. Pamiętam wydarzenie z przed tygodnia, ale coś kazało mi do niego wrócić. Ja musiałam, a teraz to miało się powtórzyć.?! Znowu mnie uderzy. Wolałam próbować. Kochałam go i nie mogę tego tak zostawić.
-Przestań.- krzyknęłam –Nawet gdybyś nie miał pieniędzy to bym cię kochała. Ty chyba nawet nie rozumiesz co do ciebie czuję, ale skoro chcesz się przekonać to daj mi karton i będę spać na dworze, ale błagam nie zostawiaj mnie.
Poczułam jak ciepłe strużki spływają mi po policzku. Znów się popłakałam. Chłopak rozluźnił uścisk, a ja osunęłam się na podłogę. Schowałam twarz w dłoniach i rozpłakałam się jak małe dziecko. Czyli to tak miało się skończyć.? Miałam zniknąć z jego życia uważana jako dziwka i szmata lecąca na kasę. Ja naprawdę go kochałam. Nawet nie pozwoli mi tego udowodnić. Naprawdę mogłam spać w tym kartonie tylko po to by go odzyskać.
-Lili –usłyszałam jego surowy głos.
-Harry chodź się pożegnać.!
-Poczekaj chwilę
            Harry skierował się na dół, a ja otarłam łzy. Niewiarygodne, ze zależy mi na osobie, która sprawia mi najwięcej bólu. Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, a później tupania po schodach. Chłopak wszedł do pokoju i podniósł mnie z ziemi. Przeniósł mnie na łóżko i ukucnął przed mną.
-Mam dla ciebie warunek. –oznajmił, a ja w duchu ucieszyłam się jak małe dziecko
Skinęłam głową na znak tego, że rozumiem. Zrobiłabym dla niego wszystko. Nawet wzięłabym z nim ten cholerny ślub, tylko po to by był ze mną.
-Robimy tak jesteśmy razem, ale musisz mi udowodnić, ze naprawdę mnie kochasz.
-Harry zrobię wszystko tylko nie zostawiaj mnie.
Chłopak wziął chlust powietrza i głośno przełknął ślinę. Trochę się niepokoiłam, bo nie wiedziałam, co zamierza, ale byłam gotowa na wszystko żeby z nim być.
-Bierzemy ślub cywilny…zaczął wyliczać –Za rok ruszamy z robieniem Darcy i do tego kupujesz mi kota i sprawa załatwiona, zgoda.?
Szybko się zgodziłam i wtuliłam w ciepły tors chłopaka. Tak bardzo za nim tęskniłam. Nie obchodzi mnie już to, że mamy wziąć ślub i, że tak szybko mam mieć dzieci. Kochałam go i jeśli to zapewni, ze będę mieć go przy sobie to zgodziłabym się na to w każdej chwili o każdej  porze.
-To jedziemy po kota- ucieszył się
-Mhm…Harry, ja już nigdy nie pozwolę ci odejść, nawet do łazienki- uśmiechnęłam się
-Mamy problem, bo akurat mam potrzebę. –roześmiał się na co ja jeszcze mocniej go przytuliłam
            W końcu miałam go ze sobą. Mogłam go znowu przytulić, pocałować, wykorzystać … fizycznie, że tak ładnie powiem… Szkoda mi było Lou, ja chyba zrobiłam mu nadzieję. Dobrze, że tamtej nocy nie zgodził się na moją propozycje, było by jeszcze gorzej.
-Musimy powiedzieć Lou, ze wszystko dobrze.
-Lou.?- zdziwił się chłopak
-No tak, przecież czeka na dole w salonie. –wyjaśniłam mu jak małemu dziecku
-Nie było go, ale może poszedł do auta. Zadzwonię do niego, a ty się zbieraj.
-Tylko nie mam tu ubrań i…
-W szafie zostały jeszcze niektóre twoje ubrania –przerwał mi –Pogadam z Louisem, a ty się ubieraj –zarządził –tylko szybko, bo jak nie…- zagroził mi palcem
            Harry wyszedł a ja szybko zabrałam się za ubieranie. Wyciągnęłam z szafy jedyną sukienkę i baletki, których zapomniał spakować wraz z resztą moich ciuchów. Znalazłam tam jeszcze mój ulubiony ręcznik, turkusową koszulkę i różową spódniczkę. Rozpuściłam włosy i kilka razy przeczesałam je palcami. Wyszłam na zewnątrz. Od razu usłyszałam donośną kłótnie 
-Możesz przestać się wtrącać w nasze życie.!?- krzyczał Hazza.
Schowałam się za jedną z tui i zaczęłam podsłuchiwać. Wiem, ze to nie ładnie, ale od zawsze byłam ciekawska.
-Nie. –odpowiedział mu uśmiechnięty Lou
Z tego będzie poważna kłótnia. Znowu jeden z nich zostanie poturbowany. Jeden albo oboje, a ja mam już dość rozdzielania ich i opatrywania ran po bójkach.
-Kurwa, dlaczego ty musisz być taki wścibski.!? Pogodziłem się z Lili, powinieneś się cieszyć.!
-Ale się nie cieszę.!!!- odkrzyczał mu Lou zmniejszając znacznie odległość między nimi.- Wiesz czemu.?! Bo nie zasługujesz na Lili, ona powinna znaleźć sobie lepszego.
-Lepszego.? No i może powiesz mi jeszcze, ze chodzi o ciebie.?!- roześmiał się Harry trącając Louisa w ramię –I w ogóle od kiedy ona cię tak bardzo interesuje.?!
-Jakbyś nie zauważył to od zawsze.
-Tak…-zakpił-  Jakoś przedtem traktowałeś ją tylko jako sprzątaczkę, ale nagle poczułeś motylki w brzuchu i poleciałeś do niej z kwiatami.! Ale sorki, ona woli mnie.!- uśmiechnął się zwycięsko Hazz
-To niby czemu tydzień temu chciała się ze mną przespać.?!
-Widzisz…chciała, ale później zdjąłeś spodnie i nic tam nie było. - roześmiał się Harry i chciał już odejść, ale Lou złapał go za ramię i obrócił twarzą do siebie
-Tylko spróbuj ją jeszcze skrzywdzić.!- pogroził mu palcem, drastycznie zmniejszając między nimi odległość- To obiecuję, że cię koleś zatłukę.!
-Wow, już się boję.! – popchnął go, a Louis wpadł na swój samochód –A teraz sorki jadę z Lili po kota. –oznajmił Harry i odszedł
            Miałam nadzieję, ze to koniec. Wyszłam zza tui, na szczęście Harry nie zauważył, że ich podsłuchiwałam. Udawałam, że poprawiam buta. Uśmiechnęłam się do niego i podałam mu dłoń. Chłopak splótł nasze palce i udaliśmy się do auta. Wyjechaliśmy z podjazdu i już cieszyłam się, że zniknę z oczu Lou. Po tym wszystkim co dla mnie zrobił ja odebrałam mu wszystkie nadzieję na związek, które przedtem sama mu dałam. Loczek zatrzymał się jednak obok jeszcze oszołomionego Lou i otworzył okno.
-Zapomniałem, wpadniesz na nasz ślub, nie.?- zapytał jakby nigdy nic, a później odjechał






Przepraszam, ze rozdział jest jakiś taki nijaki i krótki, ale jakoś nie mam ostatnio czasu. Mogę usprawiedliwić trzy ostatnie rozdziały, bo nie udały mi się, ale mój dziadek jest teraz w szpitalu i często tam jeżdżę, więc nie mam na to czasu.

1 komentarz:

  1. mi się bardzo podoba <3 myślałam ze do czegos między nimi dojdzie...

    OdpowiedzUsuń