Rozdział 24 „Ultimatum”
Louis oniemiał. Dostał jakby
paraliżu. Wiedziałam, że to był dla niego szok. Wzdychał do mnie tyle czasu, a
ja teraz proszę go żeby poszedł ze mną do łóżka. Patrzał na mnie jak bym była
jakimś duchem. Po chwili jednak spuścił wzrok i odsunął się kawałek
-Lili, nawet nie wiesz jak bym tego chciał, ale jutro możesz
żałować. Poczekajmy trochę i jeśli nie minie ci ta…ochota na mnie to
spróbujemy- uśmiechnął się do mnie delikatnie .
Skinęłam głową na znak zrozumienia. Chłopak pokazał, że nie
jest zwykłym napalonym idiotą. Zachował się naprawdę po męsku.
-To przynajmniej mnie przytul. –zaproponowałam wymuszając na
twarzy grymas.
-Wiesz, mam pomysł. Jedziemy jutro porozmawiać z Harrym.
Nie byłam z tego powodu szczęśliwa, ale przecież musiałam.
Jeśli by nie chciał ze mną rozmawiać to wzięłabym swoje rzeczy i tyle.
Przystałam na tą propozycje i pożegnałam się z Lou.
Ułożyłam
się wygodnie w łóżku. Jednak nie mogłam zasnąć. Coś mnie męczyło. Da dziwna
pustka nie pozwalająca mi spać. Brakowało mi bliskości drugiej osoby. Można by
powiedzieć, że teraz byłam od tego uczucia uzależniona. Leżałam tak chyba kilka
godzin. Zegarek na moim telefonie wskazywał siedem po pierwszej. Dopiero teraz
sen mnie zmorzył.
***tydzień później
Ranek nie był dość przyjemny.
Usiadłam na łóżku i zobaczyłam walizkę ustawioną przy drzwiach. Zapewne Louis
mi ją przyniósł. Poszłam pod prysznic, ubrałam bieliznę, na którą zarzuciłam
białą koszulkę z króliczkiem i zwykłe spodnie dresowe. Włosy spięłam w koka.
Nie musiałam dziś wyglądać pięknie. Nie miałam dla kogo się stroić. Harry mnie
nie chciał, Lou to mój przyjaciel… szczerze mówiąc nie miałam drugiej połówki.
Jedyne co dziś chciałam zrobić to przeprosić Hazze. Mogłam brać ten cholerny
ślub, tylko po to by mieć go przy sobie.
Weszłam do kuchni. W pomieszczeniu rozchodził się piękny zapach. Chłopcy
chyba nadal nie wrócili, bo jak na razie widziałam tylko Louisa.
-W końcu wstałaś. –przywitał mnie radośnie.- Zjedz śniadanie
i jedziemy do Hazzy.
-Możemy jechać teraz. Nie jestem głodna –oznajmiłam
-Jak chcesz.- rzekł niechętnie, ale ruszył za mną.
Wsiedliśmy do jego auta i ruszyliśmy.
Dotarcie tam nie zajęło nam za wiele czasu. Od razu w oczy rzuciła mi się mama
Harryego. Pielęgnowała tuje posadzone przy garażu. Zrobiło mi się niedobrze.
Stresowałam się jak nigdy. Wiedziałam, ze zaraz zacznie na mnie wrzeszczeć, ale
musiałam spróbować, przecież tu chodziło o moją miłość. Miałam nadzieję, ze mi
wybaczy. Wiem to głupie, ale nadzieja umiera ostatnia. Wyszłam wraz z Lou z
auta i szybko skierowałam się w stronę domu. Słyszałam, ze jego mama mówiła coś
do nas, ale nie miałam na to czasu. Zapukałam do drzwi. Niby to też był mój
dom, ale wolę zapukać. Otworzył nam zdziwiony ojczym Harryego. Minęła chwila
przekonywania zanim nas wpuścił. Lou został na dolę, a ja poszłam do pokoju
Harryego. Zapukałam do drzwi. Otworzył mi on. Ubrany w same rurki. Poczułam jak
powstaje na mnie gęsia skórka, a ciepło rozlewa się w brzuchu.
-Przyszłaś po resztę rzeczy.?- zapytał kpiąco
-No tak, ale chciałam też porozmawiać.
Chłopak
przez chwilę wpatrywał się we mnie jak w chorą umysłowo osobę, ale później
przepuścił mnie. Weszłam do środka. Harry usiadł na łóżku. Przełknęłam głośno
ślinę. Panowała niezręczna cisza.
-Więc, o czym chciałaś rozmawiać.?- Harry przełamał pierwsze
lody.
-O nas.
-O ile się orientuję to tych „nas” już nie ma –oznajmił
kpiącym głosem
-Harry, ale ja tego nie rozumiem…
-Czego ty kurwa nie rozumiesz.?!- przerwał mi –To koniec i
to twoje wina
-Posłuchaj mnie –poprosiłam cichym głosem.
Chłopak usiadł i z irytującym uśmiechem na twarzy zaczął
słuchać.
-Harry, ja nie chciałam cię zostawiać. Po prostu uważam, ze
jesteśmy za młodzi na ślub i dzieci. Powinniśmy się wyszaleć. Najpewniej byś
później żałował.
-Jaka ty kurwa uparta jesteś.!- przerwał mi, poderwał się do
góry i mocno złapał mnie za nadgarstek - Po prostu przyznaj sama przed sobą, że
lecisz na moją kasę.!
Przestraszyłam
się. Pamiętam wydarzenie z przed tygodnia, ale coś kazało mi do niego wrócić.
Ja musiałam, a teraz to miało się powtórzyć.?! Znowu mnie uderzy. Wolałam
próbować. Kochałam go i nie mogę tego tak zostawić.
-Przestań.- krzyknęłam –Nawet gdybyś nie miał pieniędzy to
bym cię kochała. Ty chyba nawet nie rozumiesz co do ciebie czuję, ale skoro
chcesz się przekonać to daj mi karton i będę spać na dworze, ale błagam nie
zostawiaj mnie.
Poczułam jak ciepłe strużki spływają mi po policzku. Znów
się popłakałam. Chłopak rozluźnił uścisk, a ja osunęłam się na podłogę.
Schowałam twarz w dłoniach i rozpłakałam się jak małe dziecko. Czyli to tak
miało się skończyć.? Miałam zniknąć z jego życia uważana jako dziwka i szmata
lecąca na kasę. Ja naprawdę go kochałam. Nawet nie pozwoli mi tego udowodnić.
Naprawdę mogłam spać w tym kartonie tylko po to by go odzyskać.
-Lili –usłyszałam jego surowy głos.
-Harry chodź się pożegnać.!
-Poczekaj chwilę
Harry
skierował się na dół, a ja otarłam łzy. Niewiarygodne, ze zależy mi na osobie,
która sprawia mi najwięcej bólu. Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, a później
tupania po schodach. Chłopak wszedł do pokoju i podniósł mnie z ziemi.
Przeniósł mnie na łóżko i ukucnął przed mną.
-Mam dla ciebie warunek. –oznajmił, a ja w duchu ucieszyłam
się jak małe dziecko
Skinęłam głową na znak tego, że rozumiem. Zrobiłabym dla
niego wszystko. Nawet wzięłabym z nim ten cholerny ślub, tylko po to by był ze
mną.
-Robimy tak jesteśmy razem, ale musisz mi udowodnić, ze
naprawdę mnie kochasz.
-Harry zrobię wszystko tylko nie zostawiaj mnie.
Chłopak wziął chlust powietrza i głośno przełknął ślinę.
Trochę się niepokoiłam, bo nie wiedziałam, co zamierza, ale byłam gotowa na
wszystko żeby z nim być.
-Bierzemy ślub cywilny…zaczął wyliczać –Za rok ruszamy z
robieniem Darcy i do tego kupujesz mi kota i sprawa załatwiona, zgoda.?
Szybko się zgodziłam i wtuliłam w ciepły tors chłopaka. Tak
bardzo za nim tęskniłam. Nie obchodzi mnie już to, że mamy wziąć ślub i, że tak
szybko mam mieć dzieci. Kochałam go i jeśli to zapewni, ze będę mieć go przy
sobie to zgodziłabym się na to w każdej chwili o każdej porze.
-To jedziemy po kota- ucieszył się
-Mhm…Harry, ja już nigdy nie pozwolę ci odejść, nawet do
łazienki- uśmiechnęłam się
-Mamy problem, bo akurat mam potrzebę. –roześmiał się na co
ja jeszcze mocniej go przytuliłam
W końcu
miałam go ze sobą. Mogłam go znowu przytulić, pocałować, wykorzystać …
fizycznie, że tak ładnie powiem… Szkoda mi było Lou, ja chyba zrobiłam mu
nadzieję. Dobrze, że tamtej nocy nie zgodził się na moją propozycje, było by
jeszcze gorzej.
-Musimy powiedzieć Lou, ze wszystko dobrze.
-Lou.?- zdziwił się chłopak
-No tak, przecież czeka na dole w salonie. –wyjaśniłam mu
jak małemu dziecku
-Nie było go, ale może poszedł do auta. Zadzwonię do niego,
a ty się zbieraj.
-Tylko nie mam tu ubrań i…
-W szafie zostały jeszcze niektóre twoje ubrania –przerwał
mi –Pogadam z Louisem, a ty się ubieraj –zarządził –tylko szybko, bo jak nie…-
zagroził mi palcem
Harry
wyszedł a ja szybko zabrałam się za ubieranie. Wyciągnęłam z szafy jedyną
sukienkę i baletki, których zapomniał spakować wraz z resztą moich ciuchów.
Znalazłam tam jeszcze mój ulubiony ręcznik, turkusową koszulkę i różową
spódniczkę. Rozpuściłam włosy i kilka razy przeczesałam je palcami. Wyszłam na
zewnątrz. Od razu usłyszałam donośną kłótnie
-Możesz przestać się wtrącać w nasze życie.!?- krzyczał
Hazza.
Schowałam się za jedną z tui i zaczęłam podsłuchiwać. Wiem,
ze to nie ładnie, ale od zawsze byłam ciekawska.
-Nie. –odpowiedział mu uśmiechnięty Lou
Z tego będzie poważna kłótnia. Znowu jeden z nich zostanie
poturbowany. Jeden albo oboje, a ja mam już dość rozdzielania ich i opatrywania
ran po bójkach.
-Kurwa, dlaczego ty musisz być taki wścibski.!? Pogodziłem
się z Lili, powinieneś się cieszyć.!
-Ale się nie cieszę.!!!- odkrzyczał mu Lou zmniejszając
znacznie odległość między nimi.- Wiesz czemu.?! Bo nie zasługujesz na Lili, ona
powinna znaleźć sobie lepszego.
-Lepszego.? No i może powiesz mi jeszcze, ze chodzi o
ciebie.?!- roześmiał się Harry trącając Louisa w ramię –I w ogóle od kiedy ona
cię tak bardzo interesuje.?!
-Jakbyś nie zauważył to od zawsze.
-Tak…-zakpił- Jakoś
przedtem traktowałeś ją tylko jako sprzątaczkę, ale nagle poczułeś motylki w
brzuchu i poleciałeś do niej z kwiatami.! Ale sorki, ona woli mnie.!-
uśmiechnął się zwycięsko Hazz
-To niby czemu tydzień temu chciała się ze mną przespać.?!
-Widzisz…chciała, ale później zdjąłeś spodnie i nic tam nie
było. - roześmiał się Harry i chciał już odejść, ale Lou złapał go za ramię i
obrócił twarzą do siebie
-Tylko spróbuj ją jeszcze skrzywdzić.!- pogroził mu palcem,
drastycznie zmniejszając między nimi odległość- To obiecuję, że cię koleś
zatłukę.!
-Wow, już się boję.! – popchnął go, a Louis wpadł na swój
samochód –A teraz sorki jadę z Lili po kota. –oznajmił Harry i odszedł
Miałam
nadzieję, ze to koniec. Wyszłam zza tui, na szczęście Harry nie zauważył, że
ich podsłuchiwałam. Udawałam, że poprawiam buta. Uśmiechnęłam się do niego i
podałam mu dłoń. Chłopak splótł nasze palce i udaliśmy się do auta.
Wyjechaliśmy z podjazdu i już cieszyłam się, że zniknę z oczu Lou. Po tym
wszystkim co dla mnie zrobił ja odebrałam mu wszystkie nadzieję na związek,
które przedtem sama mu dałam. Loczek zatrzymał się jednak obok jeszcze
oszołomionego Lou i otworzył okno.
-Zapomniałem, wpadniesz na nasz ślub, nie.?- zapytał jakby
nigdy nic, a później odjechałPrzepraszam, ze rozdział jest jakiś taki nijaki i krótki, ale jakoś nie mam ostatnio czasu. Mogę usprawiedliwić trzy ostatnie rozdziały, bo nie udały mi się, ale mój dziadek jest teraz w szpitalu i często tam jeżdżę, więc nie mam na to czasu.
mi się bardzo podoba <3 myślałam ze do czegos między nimi dojdzie...
OdpowiedzUsuń