Rozdział 1. „Nachalny Klient”
Stałam
na środku czegoś w rodzaju polany, jeśli można by było to tak nazwać. Dookoła
rozpościerała się szara nicość. W oddali można było zobaczyć jedynie uschnięte
z pragnienia drzewa o powywijanych gałęziach. Ziemia była spękana, a jej kolor
był jakby odzwierciedleniem wszystkich smutków na tej ziemi.
Stałam tak na środku tego dziwnego miejsca
zastanawiając się co tam robię, czy ktoś tu jeszcze jest. Miliony pytań
przelatywały mi przez głowę. Z zamyślenia wyrwał mnie huk, a raczej coś w
rodzaju trzasku. Spojrzałam na swoje stopy. Ziemia zaczęła się pod nim zapadać.
Nie wiedziałam co robić. Próbowałam uciekać, ale nie mogłam. Nogi odmawiały mi
posłuszeństwa. Wołanie o pomoc.? To też mi nie pomogło. Wydawałam z siebie
jedynie niemy krzyk. Zresztą tak nikogo
tu nie ma. Byłam jak drewniany kołek, który nawet nie drgnie.
Grunt prawie znikł, a ja zaczęłam się
zapadać. Wiedziałam, że to koniec. Wiedziałam, że nikt mi nie pomoże, bo niby
kto.? Nawet płacz nie chciał wyjść z moich oczu. Nie byłam w stanie na żadną
reakcje
Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę
i wyciąga z przepaści, którą prędzej uważałam za moje miejsce spoczynku. Bose
Stopy znów poczuły glebę, a moja ciało znikło w silnych ramionach mojego
wybawiciela.
-Już ci nic
nie grozi.-do moich uszu dobiegł łagodny i kojący głos.
Wiedziałam, że już jestem bezpieczna, wiedziałam, że ten ktoś mnie
pilnuje i ocali w każdej sytuacji tak
jak to przed chwilą zrobił. Jednym zdaniem czułam się tam bezpieczna. Tam…czyli
w ramionach mojego bohatera. Tak, sądzę, ze mogę go tak nazwać. Mój bohater…
Jednak przyszedł czas na coś czego każdy z nas boi się podświadomie,
ale to ukrywa. Przyszedł czas na realne życie, a ja tak bardzo nie chciałam
odrywać się od mojego wybawcy.
Nie mogłam już nic poradzić na wdzierające się do mojego snu strumienie
światła, które zapewne pochodzą z okna balkonowego w moim pokoju. Kiedy mój
rycerz na białym koniu zupełnie znikł, przetarłam oczy i podniosłam się do
pozycji leżącej.
Rozejrzałam się po pokoju. Otwarta szafa, porozrzucane ciuchy, kartki
walające się po całym pokoju. Kiedy upewniłam się, że już nie śnie wyszła z
łóżka i zabierając ręcznik z krzesła stojącego przy biurku ruszyłam do
łazienki. Zdjęłam z siebie piżamkę w baranki, którą obcy ludzie uważają jako
rzecz dla siedmiolatki i weszłam do kabiny prysznicowej.
Odkręciłam kurek i poczułam jak pierwsze gorące krople spadają na moje
ciało rozluźniając mnie tym samym. Różany żel pod prysznic jeszcze bardziej
spotęgował to uczucie.
Kiedy w końcu wyszłam z pod prysznica owinęłam się puszystym białym
ręcznikiem i zaczęłam przygotowywać się do pracy. Wysuszyłam i rozczesałam
włosy. Postanowiłam spiąć je w luźny kok na boku. Ich długość uniemożliwiała mi
częste pozostawienie ich na wolności. Włosy do pasa potrafią być gnębiące i do
tego te loki, których nie można opanować, zwłaszcza jeśli się mieszka w Anglii.
Częste deszcze i pozostawiająca wilgoć sprawiały, że wyglądałam jak
pudelek. Wyszłam z łazienki i założyłam na siebie czarną koronkową bieliznę, na
którą nałożyłam turkusową, luźną koszulkę na ramiączka. Przestawiała ona
słodkiego miśka z kompletem kluczy i jakieś napisy, prawdę mówiąc nigdy nie
trudziłam się żeby je odczytać. Do koszulki dołożyłam siwe rurki i buty marki
converse tego samego kolory co koszulka.
Zbliżała się ósma, więc pędem pobiegłam do mojej pracy. Tak…pracy.
Dziwne mam dopiero osiemnaście lat, a muszę pracować. Czemu.? Moja mama
niedawno wyszła ponownie za mąż po tym jak tata trzy lata temu się wyprowadził
i zamieszkał we Francji. Zyskałam na tym przeprowadzkę z Polski do Anglii,
przyrodnią młodszą siostrę w wieku piętnastu lat, gburowatego ojczyma i
niezależność.
To on zadecydował, że lepiej będzie jak zacznę swoje własne życie.
Łaskawie pozwolił mi pracować w swojej kwiaciarni dzięki czemu miałam środki na
utrzymanie.
Otworzyłam budynek zapełniony kwiatami i po zrobieniu sobie ciepłej
herbaty z cytryna zasiadła za kasą. Przez pierwsze trzy godziny ruchu nie było
prawie wcale. Tylko niektórzy przechodnie wchodzili tu i kupowali po jednym
kwiatku. Rozkręcać zaczęło się dopiero około jedenastej. Zawsze był największy
ruch właśnie o tej godzinie. Przyszła też moja współpracownica Hellen.
Uwielbiałam tą kobietę po czterdziestce. Można by było powiedzieć, że
wręcz emanowało z niej ciepło. Cudownie mi się z nią rozmawiało.
-Lili patrz -szepnęła wskazując
na chłopaka w loczkach.
Jak dla mnie
jego strój przypominał mi szesnastolatka. Biała, bardzo luźna koszulka na
ramiączka, ostro wycięta i z jakimiś nadrukami, czarne rurki, białe znoszone
trampki i szara czapka. Wyglądał jakby czegoś szukał, ale do końca nie wiedział
czego.
-Idź z nim
porozmawiaj, przystojny jest.-namawiała mnie Hellen. Moja kochana swatka. Każdy
przystojny chłopak, który tu wejdzie musi od razu być przeanalizowany. Dałam
jej kuksańca w bok i poszłam pomóc mężczyźnie.
-Mogę jakoś
pomóc.? -spytałam uśmiechając się szeroko
-Właściwie to
tak.-zaczął kierując wzrok na mnie-Szukam kwiatów dla mojej mamy. Ma dziś
imieniny.
Szybko pomogłam znaleźć mojemu klientowi
odpowiedni bukiet. Chłopak zapłacił i ruszył w stronę wyjścia, a ja ponownie
zajęłam miejsce przy Hellenie. Byłam na nią lekko wkurzona to już chyba setny
chłopak w tym miesiącu i nie chodzi tu o to, ze umawiała mnie ze wszystkimi
chłopakami jak leci, ale o to, że mój szef, a zarazem ojczym nie toleruje
randkowania podczas pracy. Nawet zamienienie słowa z klientem nie na temat
kwiatów prowadziło do furii/
Hellen spojrzała na mnie z szerokim
uśmiechem, a ja miałam nadzieje, że już nigdy więcej nie spotkam tego chłopaka.
Był przystojny, ale nie umiałabym nawiązać z nim kontaktu. Zawsze byłam
zamknięta jeśli chodzi o chłopców
-Ładny, nie.?
-spytała
-Tak, ale
wiesz co powie David kiedy dowie się, że podrywam klientów.-oznajmiłam bez
zapału
-Podrywasz.?!
-zdziwiła się- Przecież ty nawet nie próbowałaś go poderwać.
-Oj, wiesz o
co chodzi.-odpowiedziałam przewracając oczami.
Dzień pracy minął powoli. Myślałam, ze już
nigdy stąd nie wyjdę. Jednak kiedy tylko minęła moja zmiana pobiegłam do domu.
Pierwsze co zrobiłam po wejściu do mieszkania to rozebranie się i wskoczenie do
wanny pełnej gorącej wody.
***miesiąc później.
Chłopak, którego poznałam miesiąc temu. Zaczął codziennie przychodzić
do kwiaciarni. Nie wiem po co. Codziennie albo kupował kaktusa, albo stał przed
kwiaciarnią „oglądając” wystawę. Zerkał w tedy przez okno i pokazywał mi swoje
śnieżnobiałe ząbki. Byłabym zdziwiona gdyby dziś nie przyszedł.
Usłyszałam dzwonienie dzwonka zawieszonego przed drzwiami, który
oznajmił mi przybycie klienta. Było dopiero pięć po ósmej, więc zdziwiło mnie
tak szybkie przybycie jakiegokolwiek klienta. Wyjrzałam znad gazety i ujrzałam
dobrze znajome mi loczki. Chłopak od razu ruszył ku jego ulubionym „kwiatkom”
czyli kaktusom. Nie wiem dlaczego on je tak lubił.
-Przepraszam.-usłyszałam jego głos po
kilku minutach.-Czy mogłaby mi pani pomóc w wyborze.? -spytał.
Niechętnie
odłożyłam gazetę i ruszyłam w stronę klienta. Byłam jeszcze śpiąca, więc
dojście do niego zajęło mi więcej czasu niż zwykle. Od dziś nigdzie nie
wychodzę w tygodniu. Mężczyzna pokazał mi rządek śnieżnobiałych perełek na co
ja delikatnie się uśmiechnęłam.
-Więc.?- poczułam się niezręcznie
kiedy na mnie patrzył. Jakby przeszywał mnie na wylot swoimi zielonymi
tęczówkami.
-Zastanawiam się, którego kaktusa
mi pani poleci.
-W zasadzie to nie wiem czy pan
nie ma już wszystkich rodzai.
Curly
uśmiechnął się jeszcze raz i pokręcił głową. Miałam nadzieje, że zrozumiał to,
ze codzienne przychodzenie do kwiaciarni i kupowanie kaktusa nie jest zbyt
dobrym sposobem na dziewczynę.
-Wiem, to dziwne.-zaczął, a ja w
duchu odetchnęłam z ulgą mając nadzieje, ze więcej się tu nie pojawi. Nie to,
że go nie lubię, ale nie mam ochoty na randki.-Ale moi przyjaciele uwielbiają
kaktusy.
-Muszą być świrnięci-wypaliłam
nawet nie myśląc, że właśnie obraziłam jego przyjaciół.
Zasłoniłam
momentalnie usta dłonią, a moje policzki zrobiły się czerwone. Nie było to zbyt
obrażające, ale gdyby dowiedział się o tym mój „szef” wpadł by w furię.
-No są, ale super się z nimi
dogaduje. Powinnaś ich poznać.-powiedział
Zanim zdążyłam cokolwiek
odpowiedzieć dokończył swoją wypowiedź
-To może w jutro o trzynastej.
Jest niedziela, więc zapewne masz wolne.
super imagin
OdpowiedzUsuń