Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 16 „Przyjacielskie tajemnice.”



                    Rozdział 16 „Przyjacielskie tajemnice.”
            Chwyciłem go i zakryłem mu usta ręką. Usłyszał. I teraz wiedział wszystko. Wiedział kto rozwalił to wszystko. Wiedział przez kogo uciekła Lili. Przyparłem go do ściany. Tak aby nikt w domu tego nie widział.
-Posłuchaj, ja ci wszystko wytłumaczę. Wszystko krok po kroku, ale nie krzycz.- błagałem
Harry nie mógł dowiedzieć się o tamtym, przecież on by mnie zabił. Po tych wszystkich zdarzeniach zrozumiałem, że musze odbudować coś co zniszczyłem. Puściłem Nialla i opowiedziałem mu wszystko. Jak było.
 Krok po kroku tak jak obiecałem. Blondyn był zły. Zrozumiałem to po tym kiedy dał mi w twarz. Musze przyznać Irlandczyk był silny.  Poczułem jak z wargi leci mi krew. Wytarłem ją rękawem i jęknąłem po zobaczeniu w jakiś ilościach ze mnie uciekała.
-Słuchaj, ty musisz to naprawić inaczej Harry się dowie i może teraz nie może chodzić, ale i tak nie żyjesz, przecież wiesz jaki on za nią jest.- oświadczył mi blondyn.
No tak, Harry nie mógł chodzić, ale miał temperament potężnego mastiffa z pewnością w szoku i gniewie zrobił by krzywdę i mi i sobie.
-Masz miesiąc i chcę widzieć jak mu to mówisz- nakazał mi ostrym głosem- Rozumiesz.?!
Pokiwałem ze zrozumieniem głową. Szczerze nie mam pojęcia jak ja to zrobię. Miałem tak po prostu podejść do mojego najlepszego przyjaciela i powiedzieć: „Ej, zgwałciłem twoją dziewczynę i dlatego ona uciekła, ale nie gniewasz się, nie.?” Przecież to niedorzeczne. Zabił by mnie w mgnieniu oka. Po chwili blondyn znikł w salonie. Poszedłem za nim. Harryego pewnie był na górze i spał.
            Poszedłem do kuchni i chwyciłem szklankę, która później wypełniła się białą cieczą. Wypiłem wszystko na jeden chlust i otarłem usta. Gardło zaczęło mnie palić, a ja po chwili poczułem upojną ulgę, którą w tej chwili przyniósł mi alkohol. Wypukałem szklankę i ruszyłem na górę. Otworzyłem swój pokój, w którym teraz panował totalny syf. Nakluczyłem się i rzuciłem na miękki materac. Warknąłem, kiedy poczułem jak coś wbiło się w kość udową. Podniosłem białą pierzynę i spojrzałem na półpełną, dwulitrową butelkę whisky. Zbunkrowałem ją tu przed chłopakami. Przeniosłem się do pozycji siedzącej i odkręciłem mój ‘życiodajny napój’. Tak naprawdę to tylko dzięki niemu jeszcze nie popadłem w depresje. Nie miałem problemu z alkoholem. Po prostu to była teraz jedyna rzecz, która poprawiała mi humor. Upiłem kilka porządnych łyków i poczułem dreszcze przechodzące mnie po ciele. Po jakiś dziesięciu minutach byłem…jakby to delikatnie powiedzieć..?...nawalony.
***oczami Harryego.
            Otworzyłem zaspany oczy. Rozejrzałem się po pokoju i stwierdziłem odrażającą pustkę. Gdyby była tu Lili zapewne już głaskała by mnie po ramieniu albo całowała po policzku. Przekręciłem się na prawy bok i dopiero teraz usłyszałem powód mojej pobudki. Chwyciłem swój telefon, odebrałem i przyłożyłem do ucha.
-Halo…
-Dzień dobry.- odezwał się glos, który należał do mojego lekarza. –Dzwonię by spytać, jak się teraz pan czuje.?
Był chyba jedyną osobą, którą to obchodziło, a może innie po prostu nie chcieli mnie zamartwiać tymi głupimi pytaniami, bo co mogłem im odpowiedzieć. „Świetnie, nie mogę chodzić, nienawidzę swojego najlepszego przyjaciela, a w dodatku uciekła od mnie dziewczyna. Po prostu cudownie.!”
-Dobrze, po za tym, że jestem strasznie śpiący.
-Tak, tak rozumiem. To przez leki przeciw bólowe. Może pan już zamiast dwóch brać jedną i to otępienie i chęć spania minie.- oznajmił mi
-Tak, dziękuję.
Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań na temat mojego stanu, później pożegnaliśmy się.’
            Chciałem ponownie zasnąć, ale nie mogłem, a to poduszka była za twarda, a to było mi za gorąco innym razem za zimno. Miałem dość. Przeniosłem się do pozycji siedzącej i przysunąłem wózek, na który później powolnie wsiadłem. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Nudziło mi się potwornie, ale ponieważ moje nogi były chwilowo… nie do użycia postanowiłem pokręcić się trochę po piętrze. Zamknąłem swój pokój, minąłem sypialnie Nialla, Louisa i Liama. Na końcu został Zayn. Mulat leżał na łóżku przeglądając coś w telefonie. Stwierdziłem, że nudzi mu się tak samo jak mnie, więc postanowiłem zagadać.
-Hej. –przywitałem się
Czarnowłosy zerwał się z łóżka i spojrzał na mnie.
-No hej…- odpowiedział speszony. –Coś się stało.?
Zaprzeczyłem i wyraziłem chęć wspólnej rozmowy. Zayn ubrał czarną koszulkę i zaczęliśmy konwersacje. Była dość sztywna. Po tym wszystkim nasze stosunki diametralnie się zmieniły.
-Harry…- zaczął
Skierowałem na niego wzrok
-Moglibyśmy porozmawiać. Na temat…- przerwał- Tego- oznajmił wskazując na moją „brykę”
-Tak tylko zamknij drzwi. –zgodziłem się
Szczerze to musiałem się komuś zwierzyć. Powiedzieć o tym wszystkim. Reszcie chłopców też miałem powiedzieć, ale musiałem mieć sto procent pewności, ze nie powiedzą Lili. Ona nie może wiedzieć. Chcę sprawdzić czy mnie kocha bez względu na wszystko. Malik zamknął drzwi i usiadł na łóżku blisko mnie. Przez chwilę w pokoju panowała niezręczna cisza, którą przerwał mój przyjaciel
-To już zawsze będziesz na tym jeździł.? –spytał cicho. Najpewniej bał się mojego smutku.
-Nie. –oznajmiłem
Widziałem w oczach Zayna, ze spadł mu kamień z serca. Podniósł się mu kącik ust, a w oczach widoczne były iskierki szczęścia.
-Ile.?- dopytywał szczęśliwym głosem
-Niecały miesiąc. Lekarz mówi, że mam jakiś uraz i nie mogę ich nadwyrężać. To wszystko musi się zregenerować…czy jakoś tam.- machnąłem ręką.
Opowiedziałem mu także o moim chytrym planie. Malik początkowo nie przejawiał entuzjazmu, ale po każdym moim słowie coraz bardziej przekonywał się do planu.
***tydzień później
Minął tydzień. Każdy z chłopców wie już co planuje. No oprócz Louisa. Nie wierzyłem mu. Kiedyś był moim najlepszym przyjacielem, a teraz nie potrafiłem mu nic powiedzieć. Zauważyłem też, ze coraz częściej chodzi podpity. Wielokrotnie Liam namawiał go do jakiejś terapii. On jednak zawsze machał lekceważąco ręką i tłumaczył się, że lubi ‘zaszaleć’. Tak, już to widzę… sam w pokoju z butelką wódki…co za szał.!
Siedziałem teraz na sofie wraz z Niallem i wcinaliśmy naleśniki. Muszę przyznać, że były dobre, ale Liamowi wychodzą gorzej niż Lili. No właśnie… Moja Lili… nic nie wiedziała o naszym planie. Ona myślała, że nie będę chodził, że jestem wiecznym kaleką. Z każdym dniem traciłem nadzieję, a tęsknota stawała się coraz większa i brała górę nad moim rozumowaniem. Przysiadł się do nas Louis. Od razu czułem od niego zapach alkoholu. Znowu pił. Miałem tego dość. Martwiłem się o niego.
-Naleśnika.?- spytałem podając mu talerz.
Od razu się zgodził i chwycił jednego, a później zwinął w rulonik i zaczął jeść. Można powiedzieć, że moje stosunki z nim poprawiły się. Nie siedzieliśmy już w głuchej ciszy, ale potrafiliśmy porozmawiać. No chyba, że był pijany… wtedy nie dało mu się nic powiedzieć. Nic nie słyszał albo po prostu udawał. Widziałem jak wymieniają się z Niallem spojrzeniami, a później Louis odszedł w stronę kuchni. Coś między nimi było nie tak.
***oczami Lili
            Dziś miałam o wiele lepszy humor niż poprzedniego dnia. Jadłam właśnie śniadanie z moimi kuzynkami. Każda z nich zagadywała mnie na temat One Direction. Szczerze, rozbawiały mnie tym. Były takie podniecone kiedy opowiadałam o nich.
-Jak myślisz…-zaczęła pięciolatka- Co robi teraz Niall.?
-Pewnie opróżnia lodówkę. –oznajmiłam z szerokim uśmiechem.
-Czyli naprawdę jest takim żarłokiem.?- dopytywała się trzynastolatka
-I to jakim.!- roześmiałam się.
Spędziliśmy jeszcze chwilę rozmawiając jednak nie mogłyśmy za długo, ponieważ musiałam jeszcze ubrać je do szkoły.
-A ty czemu nie chodzisz do szkoły.?- spytała mnie Nikola
-Bo w Anglii, jest inaczej. Do klasy, której chcę uczęszczać nie było miejsc, więc zgłosiłam się na przyszły rok- okłamałam ją.
            Nawet nie zapisałam się do szkoły. Nie miałam do tego głowy. To wszystko działo się tak szybko. Kuzynki łyknęły moje smaczne kłamstewko i szczęśliwe ruszyły do szkoły. Ciocia, jak i wujek byli teraz w pracy. Byłam ich taką ulgą. Nie musieli już martwić się o wyprawienie ich dzieci do szkoły, bo robiłam to ja. Ogólnie przejęłam ich sprawy szkolne. Odrabiałam z nimi lekcje, uczyłam małą piosenek do przeczkola, a Kamilę języka angielskiego.
            Teraz kiedy byłam sama w domu miałam chwilę dla siebie. Chwyciłam laptopa i rozsiadłam się na sowie. Przejrzałam kilka stron społecznościowych i forum, pograłam w durnowate gierki. Bardzo się w jedną wkręciłam, ale przerwało mi powiadomienie, ze ktoś bardzo chce poprowadzić ze mną konwersacje. Ktoś ze Skaypa o nazwie Master_Pancake143. Odebrałam ciekawa co za idiota ma taką nazwę. W ekranie ukazał mi się szczęśliwy blondyn. Tak mi go brakowało jak i reszty. Najbardziej Harryego, ale to chyba logiczne, kochałam go.
-Hej.!- przywitał się ze mną radośnie.
-Master_Pancake143….serio.?- spytałam rozbawiona
-Inne były już zajęte.- tłumaczył się- Z resztą, nie o tym chciałem porozmawiać.
-A o czym.?- zaciekawiłam się
-No w zasadzie to nie ja chciałem pogadać…-oświadczył
-A kto.?
            Jego odpowiedź mnie zaskoczyła. Harry.?! Przecież ja od niego uciekłam, zostawiając jedynie list. Bez wyjaśnienia, bez pożegnania…nic, a on chce ze mną rozmawiać. Być może zostawiłam coś u nich albo chciał na mnie nawrzeszczeć i sprawić żebym się popłakała. Po dłuższym namyśleniu zgodziłam się. Minęła chwila i dopiero Niall przyprowadził Hazze. Chłopak uśmiechał się szeroko. Od ucha do ucha. Widziałam, że jest wycieńczony. Schudł na twarzy, a jego oczy zaszła mgła, jednak teraz zauważyłam w nich iskierki.
            Nie mogłam powstrzymać łez, które cisnęły mi się do oczu. Byłam od niego tak blisko, a tak daleko. Mogłam go zobaczyć, ale nie dotknąć, przytulić, pocałować….nic…mogłam tylko patrzeć na jego cudne loczki, malinowe usta, powalający uśmiech, dołeczki w policzkach…tak mi go brakowało. Poczułam ciepłe strumienie na policzkach. Otarłam je szybko.
-Nie cieszysz się, że mnie widzisz.?- posmutniał
-Cieszę, Harry.! Nawet nie wiesz jak bardzo.- uśmiechnęłam się
-Ładnie tam masz- stwierdził
-Bardziej podobało mi się u was- oświadczyłam
-Wiem, mam śliczny pokój- roześmiał się.
            Znów poczułam motyle w brzuchu. Miałam ochotę rzucić wszystko i jechać do Anglii do niego. Już wyobrażałam sobie jak rzucam mu się na szyje i całuje. Teraz jedynie mogłam na niego patrzeć i o tym myśleć. Przypomniało mi się jak za każdym razem kiedy go dotykałam robiła mi się gęsia skórka, kiedy go całowałam czas się zatrzymywał, a świat wirował, a noce… były dwie, ale nie zapomnę ich nigdy.
-To co u ciebie.?- spytał po chwili ciszy.
-Dobrze- oznajmiłam- Kuzynki ciągle mnie męczą i mówią, że bardzo chcą was poznać muszę im opowiadać o tym jacy jesteście. Wujek i ciocia są cudowni. Tylko jak jestem sama to mi się trochę nudzi.
-Lili…-zaczął speszony Hazza –Dlaczego uciekłaś.? –spytał po chwili
Wiedziałam, że padnie to pytanie. Ono było nieuniknione. Nawet nie marzyłam, że to przemilczymy. To było niemożliwe.
-To nie jest rozmowa na Skypa. Porozmawiamy jak wrócę, ok.?- spytałam pełna nadziei
-Wrócisz.?- zdziwił się.
-Nie czytałeś listu.?- uśmiechnęłam się do niego życzliwie.
Widziałam jak zaczyna płakać. Łzy płynęły po jego policzkach jak dwie rwące rzeki. Otarł je rękawem od swojej ulubionej bluzy, którą aktualnie miał na sobie. Wyglądał tak niewinnie. Jak dziecko, które cieszy się z zabawki. Jego oczy po chwili były już czerwone od płaczu. Pewnie płakał dość dużo. Wskazywały to napuchnięte oczy.
-Posłuchaj ja muszę lecieć do lekarza. Będziesz miała czas o czternastej.?- spytał trochę się uspakajając
-Nie wiem. Będą już wtedy moje kuzynki, więc nie obejdzie się bez wpychania przed kamerkę- roześmiałam się
-To pokażesz nam je. Chłopcy będą się cieszyć z nowych Directioner. I o ile są tak piękne jak ty to znajdą sobie dziewczyny
Zarumieniłam się na te słowa. Miałam ochotę go przytulić. Czułam jak moja twarz staje się jak zupa buraczkowa.
-Wątpię, Kamila ma trzynaście lat, a Nikolka trzy, ale za to leci na Nialla.- oświadczyłam z szerokim uśmiechem. Po chwili usłyszałam wołanie Liama. Harry musiał już jechać. Pożegnaliśmy się i jeszcze raz uśmiechnęłam się do niego.
-Kocham cię, wiesz.?








Rozdział wyszedł trochę nijaki, ale nie miałam weny. Pisałam go na szybko, bo musiałam się iść położyć, a chciałam go dodać jeszcze dziś...no i wyszło jak wyszło. Sorki...:)
P.s. Widzieliście te zdjęcie.?!

















Normalnie pękłam ze śmiechu. i od razu naszły mnie skojarzenia. Co to koala robi mojemu Hazzie.?!

2 komentarze: