Rozdział 16
„Przyjacielskie tajemnice.”
Chwyciłem
go i zakryłem mu usta ręką. Usłyszał. I teraz wiedział wszystko. Wiedział kto
rozwalił to wszystko. Wiedział przez kogo uciekła Lili. Przyparłem go do
ściany. Tak aby nikt w domu tego nie widział.
-Posłuchaj, ja ci wszystko wytłumaczę. Wszystko krok po
kroku, ale nie krzycz.- błagałem
Harry nie mógł dowiedzieć się o tamtym, przecież on by mnie
zabił. Po tych wszystkich zdarzeniach zrozumiałem, że musze odbudować coś co
zniszczyłem. Puściłem Nialla i opowiedziałem mu wszystko. Jak było.
Krok po kroku tak jak obiecałem. Blondyn był
zły. Zrozumiałem to po tym kiedy dał mi w twarz. Musze przyznać Irlandczyk był
silny. Poczułem jak z wargi leci mi
krew. Wytarłem ją rękawem i jęknąłem po zobaczeniu w jakiś ilościach ze mnie
uciekała.
-Słuchaj, ty musisz to naprawić inaczej Harry się dowie i
może teraz nie może chodzić, ale i tak nie żyjesz, przecież wiesz jaki on za
nią jest.- oświadczył mi blondyn.
No tak, Harry nie mógł chodzić, ale miał temperament potężnego
mastiffa z pewnością w szoku i gniewie zrobił by krzywdę i mi i sobie.
-Masz miesiąc i chcę widzieć jak mu to mówisz- nakazał mi
ostrym głosem- Rozumiesz.?!
Pokiwałem ze zrozumieniem głową. Szczerze nie mam pojęcia
jak ja to zrobię. Miałem tak po prostu podejść do mojego najlepszego
przyjaciela i powiedzieć: „Ej, zgwałciłem twoją dziewczynę i dlatego ona
uciekła, ale nie gniewasz się, nie.?” Przecież to niedorzeczne. Zabił by mnie w
mgnieniu oka. Po chwili blondyn znikł w salonie. Poszedłem za nim. Harryego
pewnie był na górze i spał.
Poszedłem
do kuchni i chwyciłem szklankę, która później wypełniła się białą cieczą.
Wypiłem wszystko na jeden chlust i otarłem usta. Gardło zaczęło mnie palić, a
ja po chwili poczułem upojną ulgę, którą w tej chwili przyniósł mi alkohol.
Wypukałem szklankę i ruszyłem na górę. Otworzyłem swój pokój, w którym teraz
panował totalny syf. Nakluczyłem się i rzuciłem na miękki materac. Warknąłem,
kiedy poczułem jak coś wbiło się w kość udową. Podniosłem białą pierzynę i
spojrzałem na półpełną, dwulitrową butelkę whisky. Zbunkrowałem ją tu przed
chłopakami. Przeniosłem się do pozycji siedzącej i odkręciłem mój ‘życiodajny
napój’. Tak naprawdę to tylko dzięki niemu jeszcze nie popadłem w depresje. Nie
miałem problemu z alkoholem. Po prostu to była teraz jedyna rzecz, która
poprawiała mi humor. Upiłem kilka porządnych łyków i poczułem dreszcze
przechodzące mnie po ciele. Po jakiś dziesięciu minutach byłem…jakby to
delikatnie powiedzieć..?...nawalony.
***oczami Harryego.
Otworzyłem
zaspany oczy. Rozejrzałem się po pokoju i stwierdziłem odrażającą pustkę. Gdyby
była tu Lili zapewne już głaskała by mnie po ramieniu albo całowała po
policzku. Przekręciłem się na prawy bok i dopiero teraz usłyszałem powód mojej
pobudki. Chwyciłem swój telefon, odebrałem i przyłożyłem do ucha.
-Halo…
-Dzień dobry.- odezwał się glos, który należał do mojego
lekarza. –Dzwonię by spytać, jak się teraz pan czuje.?
Był chyba jedyną osobą, którą to obchodziło, a może innie po
prostu nie chcieli mnie zamartwiać tymi głupimi pytaniami, bo co mogłem im
odpowiedzieć. „Świetnie, nie mogę chodzić, nienawidzę swojego najlepszego
przyjaciela, a w dodatku uciekła od mnie dziewczyna. Po prostu cudownie.!”
-Dobrze, po za tym, że jestem strasznie śpiący.
-Tak, tak rozumiem. To przez leki przeciw bólowe. Może pan
już zamiast dwóch brać jedną i to otępienie i chęć spania minie.- oznajmił mi
-Tak, dziękuję.
Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań na temat mojego stanu,
później pożegnaliśmy się.’
Chciałem
ponownie zasnąć, ale nie mogłem, a to poduszka była za twarda, a to było mi za
gorąco innym razem za zimno. Miałem dość. Przeniosłem się do pozycji siedzącej
i przysunąłem wózek, na który później powolnie wsiadłem. Nie wiedziałem co mam
ze sobą zrobić. Nudziło mi się potwornie, ale ponieważ moje nogi były chwilowo…
nie do użycia postanowiłem pokręcić się trochę po piętrze. Zamknąłem swój
pokój, minąłem sypialnie Nialla, Louisa i Liama. Na końcu został Zayn. Mulat
leżał na łóżku przeglądając coś w telefonie. Stwierdziłem, że nudzi mu się tak
samo jak mnie, więc postanowiłem zagadać.
-Hej. –przywitałem się
Czarnowłosy zerwał się z łóżka i spojrzał na mnie.
-No hej…- odpowiedział speszony. –Coś się stało.?
Zaprzeczyłem i wyraziłem chęć wspólnej rozmowy. Zayn ubrał
czarną koszulkę i zaczęliśmy konwersacje. Była dość sztywna. Po tym wszystkim
nasze stosunki diametralnie się zmieniły.
-Harry…- zaczął
Skierowałem na niego wzrok
-Moglibyśmy porozmawiać. Na temat…- przerwał- Tego- oznajmił
wskazując na moją „brykę”
-Tak tylko zamknij drzwi. –zgodziłem się
Szczerze to musiałem się komuś
zwierzyć. Powiedzieć o tym wszystkim. Reszcie chłopców też miałem powiedzieć,
ale musiałem mieć sto procent pewności, ze nie powiedzą Lili. Ona nie może
wiedzieć. Chcę sprawdzić czy mnie kocha bez względu na wszystko. Malik zamknął
drzwi i usiadł na łóżku blisko mnie. Przez chwilę w pokoju panowała niezręczna
cisza, którą przerwał mój przyjaciel
-To już zawsze będziesz na tym jeździł.? –spytał cicho.
Najpewniej bał się mojego smutku.
-Nie. –oznajmiłem
Widziałem w oczach Zayna, ze spadł mu kamień z serca.
Podniósł się mu kącik ust, a w oczach widoczne były iskierki szczęścia.
-Ile.?- dopytywał szczęśliwym głosem
-Niecały miesiąc. Lekarz mówi, że mam jakiś uraz i nie mogę
ich nadwyrężać. To wszystko musi się zregenerować…czy jakoś tam.- machnąłem
ręką.
Opowiedziałem mu także o moim chytrym planie. Malik
początkowo nie przejawiał entuzjazmu, ale po każdym moim słowie coraz bardziej
przekonywał się do planu.
***tydzień później
Minął tydzień. Każdy z chłopców
wie już co planuje. No oprócz Louisa. Nie wierzyłem mu. Kiedyś był moim
najlepszym przyjacielem, a teraz nie potrafiłem mu nic powiedzieć. Zauważyłem
też, ze coraz częściej chodzi podpity. Wielokrotnie Liam namawiał go do jakiejś
terapii. On jednak zawsze machał lekceważąco ręką i tłumaczył się, że lubi
‘zaszaleć’. Tak, już to widzę… sam w pokoju z butelką wódki…co za szał.!
Siedziałem teraz na sofie wraz z
Niallem i wcinaliśmy naleśniki. Muszę przyznać, że były dobre, ale Liamowi
wychodzą gorzej niż Lili. No właśnie… Moja Lili… nic nie wiedziała o naszym
planie. Ona myślała, że nie będę chodził, że jestem wiecznym kaleką. Z każdym
dniem traciłem nadzieję, a tęsknota stawała się coraz większa i brała górę nad
moim rozumowaniem. Przysiadł się do nas Louis. Od razu czułem od niego zapach
alkoholu. Znowu pił. Miałem tego dość. Martwiłem się o niego.
-Naleśnika.?- spytałem podając mu talerz.
Od razu się zgodził i chwycił jednego, a później zwinął w
rulonik i zaczął jeść. Można powiedzieć, że moje stosunki z nim poprawiły się.
Nie siedzieliśmy już w głuchej ciszy, ale potrafiliśmy porozmawiać. No chyba,
że był pijany… wtedy nie dało mu się nic powiedzieć. Nic nie słyszał albo po
prostu udawał. Widziałem jak wymieniają się z Niallem spojrzeniami, a później
Louis odszedł w stronę kuchni. Coś między nimi było nie tak.
***oczami Lili
Dziś miałam
o wiele lepszy humor niż poprzedniego dnia. Jadłam właśnie śniadanie z moimi
kuzynkami. Każda z nich zagadywała mnie na temat One Direction. Szczerze,
rozbawiały mnie tym. Były takie podniecone kiedy opowiadałam o nich.
-Jak myślisz…-zaczęła pięciolatka- Co robi teraz Niall.?
-Pewnie opróżnia lodówkę. –oznajmiłam z szerokim uśmiechem.
-Czyli naprawdę jest takim żarłokiem.?- dopytywała się
trzynastolatka
-I to jakim.!- roześmiałam się.
Spędziliśmy jeszcze chwilę rozmawiając jednak nie mogłyśmy
za długo, ponieważ musiałam jeszcze ubrać je do szkoły.
-A ty czemu nie chodzisz do szkoły.?- spytała mnie Nikola
-Bo w Anglii, jest inaczej. Do klasy, której chcę uczęszczać
nie było miejsc, więc zgłosiłam się na przyszły rok- okłamałam ją.
Nawet nie
zapisałam się do szkoły. Nie miałam do tego głowy. To wszystko działo się tak
szybko. Kuzynki łyknęły moje smaczne kłamstewko i szczęśliwe ruszyły do szkoły.
Ciocia, jak i wujek byli teraz w pracy. Byłam ich taką ulgą. Nie musieli już
martwić się o wyprawienie ich dzieci do szkoły, bo robiłam to ja. Ogólnie
przejęłam ich sprawy szkolne. Odrabiałam z nimi lekcje, uczyłam małą piosenek
do przeczkola, a Kamilę języka angielskiego.
Teraz kiedy
byłam sama w domu miałam chwilę dla siebie. Chwyciłam laptopa i rozsiadłam się
na sowie. Przejrzałam kilka stron społecznościowych i forum, pograłam w
durnowate gierki. Bardzo się w jedną wkręciłam, ale przerwało mi powiadomienie,
ze ktoś bardzo chce poprowadzić ze mną konwersacje. Ktoś ze Skaypa o nazwie
Master_Pancake143. Odebrałam ciekawa co za idiota ma taką nazwę. W ekranie
ukazał mi się szczęśliwy blondyn. Tak mi go brakowało jak i reszty. Najbardziej
Harryego, ale to chyba logiczne, kochałam go.
-Hej.!- przywitał się ze mną radośnie.
-Master_Pancake143….serio.?- spytałam rozbawiona
-Inne były już zajęte.- tłumaczył się- Z resztą, nie o tym
chciałem porozmawiać.
-A o czym.?- zaciekawiłam się
-No w zasadzie to nie ja chciałem pogadać…-oświadczył
-A kto.?
Jego
odpowiedź mnie zaskoczyła. Harry.?! Przecież ja od niego uciekłam, zostawiając
jedynie list. Bez wyjaśnienia, bez pożegnania…nic, a on chce ze mną rozmawiać.
Być może zostawiłam coś u nich albo chciał na mnie nawrzeszczeć i sprawić żebym
się popłakała. Po dłuższym namyśleniu zgodziłam się. Minęła chwila i dopiero
Niall przyprowadził Hazze. Chłopak uśmiechał się szeroko. Od ucha do ucha.
Widziałam, że jest wycieńczony. Schudł na twarzy, a jego oczy zaszła mgła,
jednak teraz zauważyłam w nich iskierki.
Nie mogłam
powstrzymać łez, które cisnęły mi się do oczu. Byłam od niego tak blisko, a tak
daleko. Mogłam go zobaczyć, ale nie dotknąć, przytulić, pocałować….nic…mogłam
tylko patrzeć na jego cudne loczki, malinowe usta, powalający uśmiech, dołeczki
w policzkach…tak mi go brakowało. Poczułam ciepłe strumienie na policzkach.
Otarłam je szybko.
-Nie cieszysz się, że mnie widzisz.?- posmutniał
-Cieszę, Harry.! Nawet nie wiesz jak bardzo.- uśmiechnęłam
się
-Ładnie tam masz- stwierdził
-Bardziej podobało mi się u was- oświadczyłam
-Wiem, mam śliczny pokój- roześmiał się.
Znów
poczułam motyle w brzuchu. Miałam ochotę rzucić wszystko i jechać do Anglii do
niego. Już wyobrażałam sobie jak rzucam mu się na szyje i całuje. Teraz jedynie
mogłam na niego patrzeć i o tym myśleć. Przypomniało mi się jak za każdym razem
kiedy go dotykałam robiła mi się gęsia skórka, kiedy go całowałam czas się
zatrzymywał, a świat wirował, a noce… były dwie, ale nie zapomnę ich nigdy.
-To co u ciebie.?- spytał po chwili ciszy.
-Dobrze- oznajmiłam- Kuzynki ciągle mnie męczą i mówią, że
bardzo chcą was poznać muszę im opowiadać o tym jacy jesteście. Wujek i ciocia
są cudowni. Tylko jak jestem sama to mi się trochę nudzi.
-Lili…-zaczął speszony Hazza –Dlaczego uciekłaś.? –spytał po
chwili
Wiedziałam, że padnie to pytanie. Ono było nieuniknione.
Nawet nie marzyłam, że to przemilczymy. To było niemożliwe.
-To nie jest rozmowa na Skypa. Porozmawiamy jak wrócę, ok.?-
spytałam pełna nadziei
-Wrócisz.?- zdziwił się.
-Nie czytałeś listu.?- uśmiechnęłam się do niego życzliwie.
Widziałam jak zaczyna płakać. Łzy
płynęły po jego policzkach jak dwie rwące rzeki. Otarł je rękawem od swojej
ulubionej bluzy, którą aktualnie miał na sobie. Wyglądał tak niewinnie. Jak
dziecko, które cieszy się z zabawki. Jego oczy po chwili były już czerwone od płaczu.
Pewnie płakał dość dużo. Wskazywały to napuchnięte oczy.
-Posłuchaj ja muszę lecieć do lekarza. Będziesz miała czas o
czternastej.?- spytał trochę się uspakajając
-Nie wiem. Będą już wtedy moje kuzynki, więc nie obejdzie się
bez wpychania przed kamerkę- roześmiałam się
-To pokażesz nam je. Chłopcy będą się cieszyć z nowych Directioner.
I o ile są tak piękne jak ty to znajdą sobie dziewczyny
Zarumieniłam się na te słowa. Miałam
ochotę go przytulić. Czułam jak moja twarz staje się jak zupa buraczkowa.
-Wątpię, Kamila ma trzynaście lat, a Nikolka trzy, ale za to
leci na Nialla.- oświadczyłam z szerokim uśmiechem. Po chwili usłyszałam wołanie
Liama. Harry musiał już jechać. Pożegnaliśmy się i jeszcze raz uśmiechnęłam się
do niego.
-Kocham cię, wiesz.?
Rozdział wyszedł trochę nijaki, ale nie miałam weny. Pisałam go na szybko, bo musiałam się iść położyć, a chciałam go dodać jeszcze dziś...no i wyszło jak wyszło. Sorki...:)
P.s. Widzieliście te zdjęcie.?!
Normalnie pękłam ze śmiechu. i od razu naszły mnie skojarzenia. Co to koala robi mojemu Hazzie.?!

Genialny. <3
OdpowiedzUsuńDzięki, ale w porównaniu do twojego to raczej marna ze mnie pisarka...=)
Usuń