Rozdział 25 „Kolejna kłótnia”
Zdążyłam zobaczyć tylko jak ta wiadomość wstrząsnęła
pasiastym, później znikł mi z oczu. Harry za ostro go potraktował, przecież mi
pomógł powinien mu podziękować albo w ogóle się nie odzywać jak miał mówić
takie coś.
-Harry, nie powinieneś tak mu dopieprzać, bądź co bądź gdyby
nie on prawdopodobnie teraz by mnie tu nie było.
-Nie przesadzaj, gdybyś słyszała początek rozmowy to byś tak
teraz nie mówiła.- oznajmił mi na co ja odwróciłam wzrok
-To powiedz mi o co poszło. –próbowałam nakłonić go żeby
wykrztusił z siebie chociaż kilka słów
-Lili, dopiero co się pogodziliśmy.- zauważył – Nie będę cię
tym zamartwiał, z resztą już jesteśmy. –uświadomił mi zajeżdżając pod sklep pod
nazwą „Happy Poodle”
-No zgoda. –uspokoiłam się
Chłopak
zgasił auto i wysiadł. Zrobiłam to samo. Splotłam nasze dłonie i cmoknęłam go w
policzek na to ten tylko wesoło zachichotał. Weszliśmy do sklepu i już od progu
powitało nas radosne szczekanie jak i miauczenie. Hazza od razu pobiegł do
klatek z kotami. Zachwycał się nimi jak małe dziecko, które przychodzi tu tylko
po to żeby pooglądać zwierzątka.
-Ten jest cudowny. –westchnął po raz kolejny.
Przyznałam mu rację. Kociak był naprawdę słodki. Jak mniemam
rasy Ragdoll. Curly ucieszył się kiedy mały kot podszedł do niego i zamiauczał.
Pisnął jak mała dziewczynka na widok nowej lalki.
-Chcę go.!- zażądał
-Tak, a kto go będzie czesał. Widziałeś jaką ma sierść.-
roześmiałam się na widok jego zachowania
-Ja, a jak pojadę w trasę to będziesz miała zajęcie.
Przewróciłam oczami, a później Loczek zaciągnął mnie do
kasy. Sprzedawczyni pomogła nam wyciągnąć kotka i dała go Hazzie na ręce. Była
to kotka, także wiem, ze z naszym szczęściem to niedługo liczba kotów w naszym
domu drastycznie się powiększy, ale przecież to dla Hazzy nie jest problem.
Zapłaciliśmy
za kotkę i już mieliśmy wracać kiedy Harry uświadomił sobie, ze jeszcze ma coś
w portfelu i koniecznie musi to wydać. Tak, więc ostatecznie wyszliśmy ze
sklepu obładowani kocimi zabaweczkami…sztuczne myszki, drapaczki, łóżeczka,
szczotki, szampony… normalnie wszystko.! Wróciliśmy do domu i zaczęliśmy
przygotowywać pokoik dla kota, bo jak twierdzi Hazz to jest mu niezwykle
potrzebne. Ustawiliśmy wszystko tak jak sobie życzył to pan kociarz i
położyliśmy kota do łóżeczka
-Tak się teraz zastanawiam i myślę, ze on mógłby spać z
nami.
-To po co kupowałeś mu łóżeczko.? –zdziwiłam się
-A jak nie będzie chciał.?! –wzruszył ramionami i dodał do
tego wszystkiego nieporadną minę
Po chwili jednak smutek zszedł mu
z ust i tarzał się po podłodze z kotem. Rzucał mu różne zabawki, a kotek biegał
za nimi i skakał jak podczas polowania. Uśmiałam się przy tym jak nigdy, bo
Hazza wyczyniał takie rzeczy, że szkoda gadać. Ukucnęłam obok nich i
pogładziłam Hazze bo brzuchu.
-To co by chciał na obiad mój mały kotek.?- spytałam z
szerokim uśmiechem na twarzy
-Może taco, do tego sok jabłkowy i…- przerwał udając, że się
zastanawia
-I co.?- pośpieszyłam go
-Ciebie.!- wrzasną rzucając się na mnie
Próbowałam uciec jednak to nic nie dało. Chłopak złapał mnie
za nogi i upadłam z hukiem na podłogę. Kociak schował się za jedną ze swoich
zabawek i dokładnie obserwował, co się dzieję. Kiedy już upewnił się, że nic mu
nie będzie pomógł Hazzie torturować mnie.
-To jak będzie.? Poddasz się nam bez gadania czy będę cię
musiał zmusić.?
-Myślisz, ze jak jesteś większy to wszystko ci wolno.?! Otóż
się mylisz, bo ja się nigdy nie poddam.!- wrzasnęłam
Harry
szeroko się uśmiechnął i wyprowadził kotka na zewnątrz pozwalając mi na to abym
wstała. Moja wolność nie trwała jednak długo. Chłopak nakluczył drzwi i schował
klucz do kieszeni. Przyparł mnie do ściany i ugryzł w ramię.
-Idioto, nie gryź- syknęłam z bólu
-Jesteś teraz moja mogę rozbić, co mi się podoba. –rzekł
wbijając się w moje usta
-I co teraz.? –zapytałam z udawaną grozą w głosie
-Zgwałcę cię.
Chłopak przekierował swoje pocałunki na moją szyję, a ja
odchyliłam głowę żeby miał lepszy dostęp. Wiedział, ze to mój słaby punkt.
Poczułam jak jego ręce przedostają się na moje plecy by później rozpiąć moją
sukienkę, która zsunęła mi się do kostek. Jego dłonie szybko znalazły się na
moich piersiach. Wargi muskały delikatnie okolice dekoltu. Kiedy w końcu
materiał zaczął mu przeszkadzać rozerwał zapięcie i odrzucił mój biustonosz
gdzieś w kont pokoiku.
Jego gorące usta zajęły się teraz moimi piersiami. Ssał i
przygryzał sutki sprawiając mi tym ogromną przyjemność. Jego ręce zaczęły
zabawę z moimi majtkami. Początkowo tylko delikatnie je szarpał. Usłyszałam
darcie materiału i one także pofrunęły w nieznanym mi kierunku. Uznałam, ze to
niesprawiedliwe, że ja jestem naga, a on ma na sobie pełen komplet ubrań.
Chwyciłam brzeg jego koszulki i wymuszając na chłopaku by się od mnie odsunął
zdjęłam mu ją przez głowę. Ponownie nasze usta odnalazły się i utkwiły w
pocałunku. Odpięłam jego rozporek i zdjęłam mu spodnie do kolan dalej poradził
sobie sam. W jego bokserkach tworzyło się już duże wybrzuszenie . Uklękłam
przed nim i tak jak on rozerwałam jego bieliznę. Jego kolega stał już na
baczność. Ujęłam go w dłoń i chwilę droczyłam się z Harrym całując tylko jego
główkę. Później wzięłam go całego do ust
i zaczęłam wykonywać powolne ruchy głową. Harryemu najwyraźniej się podobało,
bo jego sapanie wypełniały teraz małe pomieszczenie. Przyśpieszyłam. Chłopak
wplótł swoją rękę w moje włosy i teraz sam nadawał mi rytm. Poczułam jak jego
ciepła sperma rozlewa mi się do ust. Połknęłam wszystko ze smakiem i oblizałam
usta. Hazza wziął mnie na ręce. Oplotłam moje nogi wokół jego bioder, a dłonie
położyłam mu na karku.
Westchnęłam, kiedy poczułam go
tak blisko siebie. Harry wszedł we mnie gwałtownie, a ja głośno pisnęłam. Jego
ruchy były powolne jakby chciał doprowadzić mnie do szału, co mu się z resztą
udawało. Chciałam więcej. Byłam gotowa rzucić go na podłogę i zgwałcić.
-Harry…szybciej- z trudem wysapałam te słowa
Chłopak uśmiechnął się szeroko i znacznie przyśpieszył. Robił to jak wariat.
Nie wiedziałam, że człowiek może poruszać się tak szybko. A jednak. Rozgrzane ciało
dotykało zimnej ściany co powodowało słodki dreszcz. Czułam, że szczyt jest
blisko. Krzyczałam. Nie mogłam się powstrzymać. To samo ze mnie wychodziło. Nie
mogłam powstrzymać jęków. Zapewne słyszeli je już wszyscy nasi sąsiedzi, ale
mnie to teraz nie obchodziło. Niech wiedzą, ze obok nich mieszka taki bóg sexu
jak Hazza. Moje ciało przeszedł skurcz, przyjemny… wygięłam się w łuk. To było
coś cudownego. Hazza wykonał jeszcze kilka mocniejszych ruchów i doszedł z
głośnym jękiem, zostawiając we mnie część siebie. Harry odstawił mnie na
podłogę. Położyłam się na zimnych panelach by unormować oddech. Chłopak zrobił
to samo. Objął mnie ramieniem, a ja położyłam mu głowę na torsie.
-Od dziś tak cię będę męczył, że nawet nie pomyślisz o nocy
z Lou.- wysapał
Zaskoczyło mnie to. Wiedziałam, że Louis mu już powiedział,
ale nie spodziewałam się, że tak to przyjmie. Był spokojny. Widocznie
usatysfakcjonowała go praca jaką wykonał zaledwie minutę temu.
-Po tobie już nie będę miała siły żeby myśleć o czymś innym.
–uśmiechnęłam się i mocniej wtuliłam w rozgrzane ciało chłopaka.
-Szkoda, bo miałem ochotę na powtórkę.
-Jakoś przeżyje –oznajmiłam wbijając się w jego usta
Jasne byłam zmęczona i to
jeszcze, jak, ale Harryemu się nie odmawia. Po za tym chciałam przeżyć takie uczucie
jeszcze raz. Usiadłam na nim okrakiem i
zaczęłam całować po szyi. Hazz położył mi dłonie na pośladkach i… i nagle
zadzwonił telefon. Myślałam, że się zabiję.
-No kurwa.!- wrzasnęłam odrywając się od niego
-Będziemy mieli jeszcze wiele okazji na to. Nie denerwuj
się- cmoknął mnie w usta i odebrał telefon.
-Tak.?
Chłopak rozmawiał z kimś chwilę. Niestety nie jestem w
stanie powiedzieć z kim, a ni o czym, ale widziałam, że jest dość wesoły.
-Słuchaj, nie bardzo, bo wiesz Louis
Zastanawiałam się coraz bardziej. Najpewniej był to któryś z
chłopców. Harry pośmiał się jeszcze trochę i wymienił z tym kimś głupimi
odzywkami. Po usłyszeniu tekstu Hazzy „Idź lepiej dokończ kanapkę, bo nie
wytrzymasz.” Byłam pewna, że to Niall. Hazz rozłączył się i zaczął bawić się
moim kosmykiem.
-Mamy zaproszenie do chłopców na film. –oświadczył mi –Co ty
na to.?
-Możemy iść. Od razu wezmę swoje rzeczy...jeśli oczywiście
mogę je tu wziąć
-Nie wydaję mi się żeby to był dobry pomysł –zaczął a ja
przestraszyłam się. Przecież wszystko było już dobrze nawet uprawialiśmy sex
jakie pięć minut temu, a teraz to jest zły pomysł.
-Ale jak to.?- łzy napłynęły mi do oczu
-Bo wiesz wolę cię nagą. Jeśli będę miał na ciebie ochotę to
po prostu się na ciebie rzucę i po kłopocie –uśmiechnął się
Myślałam, ze go zabije. Może dla niego było to zabawne, ale
dla mnie nie za bardzo. Ja już myślałam, ze to koniec, ze wszystko poszło się
pieprzyć, a on mi wyjeżdża z takim zboczonym tekstem. Brawo, on jest po prostu
genialny.
-Zamorduję cię.
Hazz tylko
się uśmiechnął i pocałował mnie na co się trochę uspokoiłam. Podnieśliśmy się z
podłogi i zaczęliśmy się przygotowywać. Wzięliśmy prysznic…oczywiście razem, bo
jak to powiedział Harry zaoszczędzimy wody i będziemy eko… Założyłam na siebie
turkusową koszulkę i krótkie spodenki znalezione w szafie Hazzy. Mieliśmy już
wychodzić. Harry złapał małego kotka i podął mi go do rąk.
-Po co ci on.?
-Dusty chciałaby poznać wujków. Prawda skarbie- oznajmił mi
słodkim tonem i podrapał kociaka pod pyszczkiem na co ten wesoło zamruczał.
Do chłopców
dojechaliśmy w jakieś pięć minut. Bardzo się zdziwili na widok kota.
Najbardziej chyba Louis, który dziś rano był jeszcze pewien, że ja i Harry to
zakończona historia. Rozsiedliśmy się na sofię. Liam przyniósł jakieś przekąski…chipsy,
cola, ciastka coś tam jeszcze…Niall oczywiście rzucił się na nie jako pierwszy.
Hazz objął mnie ramieniem i położył kociaka na moich kolanach. Kotek zasnął po
chwili, a my oglądaliśmy jakiś horror. Jeśli się nie mylę była to Piła5, ale do
końca nie wiem. Powiem szczerze, bałam się jak nigdy. Przy każdej strasznej
scenie mocniej wtulałam się w Hazze.
-Co ty byś bez mnie zrobiła- szepnął mi na ucho gdy po raz
kolejny wcisnęłam się w jego tors.
-Zapewne umarłabym ze strachu. –uśmiechnęłam się cmokając go
w podzięce za jego…męskość… w policzek.
Louis pokręcił ze znudzeniem oczami i nalał sobie coli do
szklanki. Próbowałam nie zwracać na to uwagi jednak z każdą minutą robił się
coraz gorszy. Na każdy gest, ruch, obojętnie co skierowane do Hazzy prychał jak
koń lub śmiał się cicho. Miałam dość. Wstałam z sofy i ruszyłam na taras.
-Lili, gdzie idziesz.?- spytał zaskoczony Hazz
-Na taras, musze się przewietrzyć –uśmiechnęłam się
sztucznie
-Pójdę z tobą, zapalę przy okazji. –oświadczył Zayn i ruszył
za mną
No brawo.! Tego brakowało. Chciałam to wszystko przemyśleć,
ochłonąć, a Zayn idzie za mną. Może to lepiej. Inaczej bym się tam popłakała, a
tak będę wiedziała, że nie mogę.
Zayn
otworzył drzwi na taras, na którym panował już lekki wrześniowy chłód, a zaledwie
kilka dni temu było tak gorąco. Westchnęłam i usiadłam na poręczy. Obok mnie
ustawił się Zayn, opierając łokcie o zimny metal. Mulat wyciągnął z kieszeni
paczkę papierosów. Wyjął jednego i wyciągnął resztę w moją stronę.
-Zapalisz.?
-Nie, dzięki –zrezygnowałam szybko
Nie lubiłam palić. Zapaliłam raz i więcej tego błędu nie
popełnię. Prawdopodobnie za mocno się zaciągnęłam, bo dym zaczął mnie dusić, a
ja kaszleć. Pamiętam, była wtedy ze mną Diana Smith, moja najlepsza
przyjaciółka. Teraz nie widziałam jej już dobry rok, ale cóż poradzić, ja
mieszkam w Londynie, a ona w Polsce. Spojrzałam na moje stopy, ubrane jedynie w
skarpetki w kropki pożyczone od Hazzy i od razu zrobiło mi się zimno, ale tego
chciałam…chłód jakby relaksował mnie.
-Jak wy to zrobiliście.?- Zayn przerwał panującą pomiędzy
nami ciszę
-Co.?- zdziwiłam się jego nagłym pytaniem.
-No tak szybko się pogodziliście –wskazał ruchem ręki na
Stylesa siedzącego na sofie
-Nie wiem, ale było trudno.
-No jeśli do akcji wkracza mama Hazzy to się nie dziwię-
roześmiał się na tyle głośno byśmy tylko my to słyszeli
-O co chodzi.?
-Nie zauważyłaś jeszcze.? Wtrąca się we wszystko co ma
związek z Harrym, narzeka na wszystko co zrobisz, mówi mu jakieś niestworzone
rzeczy…ogólnie jest dziwna. Kiedy pierwszy raz jechaliśmy w trasę ta nie
chciała się zgodzić, bo „Harry sobie nie poradzi”. Louis powiedział nam jak
Harry na ciebie nawrzeszczał, że go wykorzystujesz. Osobiście sądzę, że to jego
mama mu nagadała, bo spójrz prędzej kupił by ci gwiazdę z nieba choć ty byś
zaprzeczała, że nie chcesz. Musiała go nakręcić. Wiesz zła była, że nie
chciałaś ślubu. Ona przeraźliwie boi się, że Hazz zostanie na końcu sam.
–przedstawił mi swój pogląd
Rzeczywiście,
wszystko było tak jak powiedział Zayn. Jego mama była upierdliwa, ale tylko
dlatego, ze troszczyła się o Harryego, bo kto by nie uważał na takiego skarba
jak on. Zdecydowałam, ze przeprowadza z nią o tym wszystkim poważną
rozmowę. Wytłumaczę jej spokojnie, że
nie chcę zranić Hazzy, a już bardziej nie zależy mi na jego pieniądzach, bo
spójrzmy prawdzie w oczy to wszystko może przeminąć, a ja zostałabym z kimś
kogo nie kocham. Harry jest dla mnie naprawdę ważny i zamierzam sprawić, że
jego mama się o tym przekona. Usłyszeliśmy pukanie do szyby. Przestraszyłam się
trochę, bo był to Hazz i mógł słyszeć naszą rozmowę. Curly otworzył szklane
drzwi i wszedł na taras.
-Chłopcy się pytają czy zostajemy na noc.
-Ja chętnie- odpowiedziałam zeskakując z barierki.
Wtuliłam się w niego i od razu poczułam bijące od jego ciała
ciepło.
-Będziemy musieli jechać rano po coś do jedzenia dla kota.
–uprzedził mnie z poważną miną
-A może po prostu dacie jej coś z zapasów Nialla.?
–zaproponował Zayn
Przystaliśmy
na tą propozycje. Razem z Hazz zamiast oglądać film od razu poszliśmy pod prysznic.
Wyjęłam coś do spania z mojej walizki, a Harry jak zwykle chodziło nago.
Mieliśmy zejść już na dół, ale oczywiście dopiero teraz przypomniało mi się, ze
muszę naładować telefon. Podłączyłam go pod ładowarkę. Harry w międzyczasie
ubrał dresy pożyczone od Zayna. Schodziliśmy akurat na dół kiedy usłyszeliśmy
okropny dźwięk. To był nasz kotek. Rozpaczliwie miauczał, ale jakoś tak
dziwnie. Nie mogę tego określić. Hazz jako „dobry tatuś” zbiegł na dół i rzucił
się na ratunek kotu. Ruszyłam pędem za nim. Nasz kociak był teraz trzymany za
kark przez Louisa. Zapewne coś zbroił.
-Co ty idioto robisz.?!- krzyknął Hazz
Chłopak wziął kociaka z rąk Louisa. Biedak był bardzo
przestraszony. Harry dał mi go do rąk. Chciał pewnie rozprawić się z Lou
-Było trzeba pilnować tego swojego szczura. –odpowiedział
pewny siebie
Tego było dla Hazzy za dużo.
Panowała między nimi napięta atmosfera i teraz sprzeczali się o byle co. Byli
nawet gotowi się zabić. Chłopak zadał Lou jeden mocny cios. Pasiasty pod
wpływem mocnego uderzenia upadł na podłogę, jednak szybko się podniósł i otarł
krew, która pojawiła się na jego wardze. Harry natomiast otrzymał cios w
brzuch. Pomimo bólu nie poddawał się i ponownie zaatakował Lou. Nie chciałam na
to patrzeć. Na szczęście Liam rozdzielił ich i pokierował w przeciwne strony
salonu. Chłopcy pomimo krótkiej walki byli cali poranieni. Hazza miał rozciętą
górną wargę, podbite oko i siny ślad na policzku, Louis natomiast miał rozciętą
dolną wargę, rozcięty łuk brwiowy i jak mniemam coś z ręką, bo syczał z bólu za
każdym razem gdy któryś z chłopców próbował go w nią dotknąć.
Zaprowadziłam
Hazze do góry. Jak najdalej od Louisa. Nakluczyłam drzwi od mojego dawnego
pokoju i usiadłam obok niego na łóżku. Kociak zeskoczył mi z rąk i ułożył się
przy szyi Loczka. Położyłam się obok nich i pogładziłam Harryego po ręce.
-Musieliście znowu się pobić.? Przecież mieliśmy oglądać
tylko film.
-Nie moja wina, że ten idiota mi kota zaatakował. –warknął
-Mówiłam żebyśmy go nie brali
-Tak, tak…bo ty zawsze masz racje.!- wrzasnął –Jakbyś nie
zauważyła to była wina tego twojego kochasia.!
Uwielbiam pisz szybko nastepny <3
OdpowiedzUsuń