Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 23 „Koniec.”



                       Rozdział 23 „Koniec.”
Nie wiem ile już tam siedziałam. Na horyzoncie pokazywał się piękny zachód słońca. Ile ja bym dała żeby obok był teraz Harry. Moje policzki zrobiły się już suche. Najwyraźniej ilość łez była ograniczona. Położyłam się na piasku. Przecież miało być tak pięknie. Harry, dom, ślub, dzieci… tylko co ja poradzę, że mam dopiero osiemnaście lat.?! Chętnie bym wyszła za Hazze i bardzo chciałabym mieć z nim dzieci, ale ja muszę się jeszcze wybawić. Mam nadzieję, że Hazz mi wybaczy, ze w końcu wszystko będzie dobrze. Wrócę do domu i wszystko mu wytłumaczę…no właśnie jak wrócę… przecież ja kompletnie nie wiem gdzie mam iść. Wszyscy plażowicze się zmyli i zostały tylko dwie pary spacerujące brzegiem morza. A ja.? Jeszcze dziś rano obudziłam się w objęciach mojej miłości, a teraz… leżę na tym piasku jak jakiś menel spod monopolowego…pięknie.! Jednym słowem CUDOWNIE.!
Prawię nie rozmawiam z rodzicami, nie licząc tego jednego spotkania, ale oni przyjechali tylko po ty by poznać Hazze, zawaliłam rok szkolny, zostałam ofiarą napalonej marchewki, pokłóciłam się z chłopakiem i w dodatku zostanę plażowym bezdomnym…gorzej być chyba nie mogło.
            -Lili.!- usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
Nie przejmowałam się tym. Równie dobrze mogły to być wytwory mojej wyobraźni. Nie zdziwiłabym się gdyby to było to. Jednak wołania nie ustawały, a ja słyszałam je coraz wyraźniej. Podniosłam się i spojrzałam w kierunku miejsca, którego dochodziły te dźwięki. Ujrzałam chłopaka. Biegł do mnie. Zlustrowałam go wzrokiem. Miał na sobie białe trampki bez sznurówek. Podwinięte nogawki u czerwonych spodni, białą koszulkę w granatowe paski, siwą bluzę i do tego rozwianą przez wiatr grzywkę. Nie no myliłam się…jest teraz znacznie gorzej niż minutę temu. Pasiasty przyklęknął obok mnie i przytulił szczęśliwy.
-Lili, wszędzie cię szukaliśmy. –oznajmił radośnie –Tu się cała trzęsiesz.- powiedział mi jakby to nie było dla mnie oczywiste
Było mi zimno i to bardzo, przecież leżałam w samym bikini nad morzem w dodatku wiał wiatr. Musiałam drgać, to normalna reakcja na niską temperaturę. Louis zdjął z siebie bluzę i pomimo moich niezbyt energicznych sprzeciwów włożył ją na mnie.
-Chodź, chłopcy cię szukają.
Nie chciałam z nim nigdzie iść. Najpewniej chłopcy oznaczało wszyscy oprócz Harryego. Ponownie opadłam na piasek. Louis nie znosił sprzeciwów. Nim się obejrzałam trzymał mnie na rękach i kierował się w stronę parkingu.
-Puść mnie- krzyczałam waląc go pięściami po klatce piersiowej.
Nic to nie dało. Był niewzruszony.
-Louisie Williamie Tomlinson.! Ma pan mnie łaskawie opuścić na ziemię.!
Nic nie odpowiedział. Jakby mnie w ogóle tam nie było. Nim się obejrzałam ułożył mnie na tylnim siedzeniu i zamknął drzwi. Wyjął komórkę z kieszeni i najpewniej dzwonił do chłopców.
            W aucie była moja torba z rzeczami, które tu wzięłam. Było wszystko…telefon, ręcznik, ciuchy nawet jedzenie, które zrobiłam. Zadbał o wszystko. Byłam mu wdzięczna, ale to nie zmieniało tego, że mnie wkurzył.
-To jak jedziemy.?- nawet nie zauważyłam kiedy wsiadł do auta
-Właściwie nie mam po co.- przypomniałam sobie kłótnie z Hazz
-Nie przesadzaj. Przenocujesz u nas. –zaproponował –Niallowi brakuje kogoś kto by mu gotował, a Liam nie robi tak dobrego spaghetti jak ty.
Uśmiechnęłam się. W gruncie rzeczy był to komplement. Pasiasty kazał mi się przesiąść na przód, co szybko zrobiłam. Zapięłam pasy i chwilę się pokręciłam by znaleźć najwygodniejsze miejsce. Poczułam jego rękę na moim udzie. Wiedziałam, że to nie najlepszy moment i on raczej też, ale cóż najwyraźniej jeszcze mu się podobałam.
-Będzie dobrze. –na marne próbował mnie pocieszyć
            Dobrze nie będzie. Znów wrócę do jakiegoś taniego mieszkanka lub do Polski, będę harować w pocie czoła na marne dziewięćset funtów. Znów będę wracać do pustego mieszkania z tym uczuciem smutku wywołanym przez samotność. Poczułam ciepłą strużkę na moim policzku. Wytarłam ją szybko byleby Lou nie zauważył. Jednak chyba ten plan nie wypalił. Poczułam jego ciepłe wargi na swoim policzku. Do moich nozdrzy dotarł jego zapach, a jego ręka powędrowała na mój brzuch.
-Już ja się o to postaram.
Dziwne, ciepłe uczucie rozlało mi się w okolicach brzucha. Przeklęte motyle. Historia z Louisem jest już zakończonym rozdziałem, ale coś przyciągało mnie do niego jak magnes metal. W jednej chwili miałam ochotę rzucić się na niego i pocałować te piękne malinowe wargi, spojrzeć z bliska w te lazurowe oczu, które sprawiały, że odlatywałam w inny świat…STOP…. Jest jeszcze druga strona, miałam ochotę go zabić. Udusić za to, że obudził te okropne owady.
Chłopak odpalił auto i ruszyliśmy w kompletnie nie znanym mi kierunku. Było już późno, a przecież cały dzień spędziłam leżąc na piasku okryta zimnym powiewem. Zmęczenie wzięło górę. Moje powieki stały się ciężkie. Nie miałam już ochoty na nic. Mogłam zasnąć i nigdy się nie obudzić. Było mi to obojętne. Obudziłam się dopiero jakieś trzy kilometry przed domem. O dziwo nie moim i Hazzy, ale naszym starym domem, w którym aktualnie mieszkali chłopcy. Louis podjechał pod bramę garażową i zgasił auto. Nie chciało mi się wstawać. Dziś miałam zamiar spać w jego aucie. Siedzenie było niezwykle wygodne, a jego ciepła bluza otulała moje ciało. On jednak miał inne plany. Louis wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do mojego dawnego pokoju. Wiązało się z nim tyle wspomnień, których teraz nie chciałam sobie przypominać.
-Dzięki- rzuciłam kiedy chłopak wychodził
-Nie spisz.?- zdziwił się.
-Nie, ja po prostu lubię jak mnie ktoś nosi na rękach- uśmiechnęłam się niemrawo. 
-Przyniosę ci coś do picia –zaproponował
            Zanim zdążyłam się zgodzić znikł gdzieś w ciemnościach korytarza. Okryłam się puchową kołdrą, która nie pasowała do ciepłej pogody na zewnątrz. Cóż, chłopcy to chłopcy…sami sobie nie poradzą. W domu panowała przerażająca cisza. Chyba oprócz mnie i Louisa nikogo tu nie było. Chłopcy musieli trochę później wyjechać. Nagle światło w moim pokoju się zapaliło, a do niego wszedł Louis z tacą w rękach.
-Zrobiłem ci naleśniki- usiadł koło mnie, a do nozdrzy dobiegł przyjemny zapach –Ale nie są tak dobre jak twoje. –uśmiechnął się czarując mnie swoimi tęczówkami.  Dlaczego on mi to robi.?! Jestem pewna, że wszystko wykonuje specjalnie.! Przeniosłam się do pozycji siedzącej, a chłopak podał mi talerz i widelec.
-Miało być tylko coś do picia- zauważyłam
-No wiem, ale nie mogę się powstrzymać od uszczęśliwiania takiej dziewczyny jak ty- odgarnął moje pasemko za ucho
            Teraz byłam pewna, ze robi to specjalnie. Odsunęłam się od niego gwałtownie i poprawiłam włosy. On chyba zrozumiał ten gest, bo wstał i udał się na dół. Kiedy zjadłam zrobiłam to samo żeby go choć przeprosić i naprostować sytuację.  Teraz nie byłam już z Harrym i może zrobiłam mu tym nadzieję. Tak szczerze, to ja nie wiem co było pomiędzy mną i Hazz. Chłopak zostawiając mnie tam pokazał, jaki jest niedojrzały. Nie jestem dzieckiem i umiem sobie poradzić, ale mogło mi się coś stać, a on nawet się tym nie zainteresował. Jakoś blado widziałam naszą przyszłość.
            Louis siedział na sofię. Usiadłam obok niego i pogładziłam go po ramieniu. On tylko odsunął się na znaczącą odległość. Nie miałam zamiaru odpuścić, przecież jakby nie patrzyć Lou był moim przyjacielem…chyba. No przynajmniej ja to tak odebrałam. Przysunęłam się bliżej niego i złapałam za nadgarstek tak by mi już nie uciekł.
-Louis, przepraszam.
Lou westchnął i przeczesał swoje włosy pozostawiając je w artystycznym nieładzie
-Nie, to ja przepraszam. Niepotrzebnie robię sobie nadzieje.- uśmiechnął się niemrawo spuszczając wzrok na puchaty dywan.
Nie wiedziałam co mu na to odpowiedzieć. W rzeczywistości nie chciałam z nim być. No w każdym razie nie teraz, bo nawet nie wiem czy sprawa z Hazz jest skończona. Przytuliłam go tylko w geście pocieszenia. Wszystko miało się już jakoś poukładać. Lou byłby moim przyjacielem z Harrym pogadałabym jutro. Wyjaśnilibyśmy sobie wszystko i może wrócili do siebie, ale los znów mnie zadziwił. Usłyszałam dźwięk przekręcania kluczykiem w zamku i później otwierania drzwi. Oderwałam się od Lou i oboje zerwaliśmy na równe nogi. W progu stanął Hazz…. Z walizką.?! Co on do cholery…z moją walizką…teraz ją dobrze widziałam. Moja różowa walizka w jego dłoni. Zdążył mnie już spakować.
-Widzę, że już znalazłaś pocieszenie –uśmiechnął się sarkastycznie
-Harry, o czym ty pieprzysz. –podbiegłam do niego i złapałam jego dłoń.
            Odepchnął mnie delikatnie, ale był to najgorszy cios w moje delikatne serce. Nie wiedziałam co robić. Lokaty odstawił moja walizkę koło sofy i miał już wychodzić, ale zagrodziłam mu drogę.
-Harry, przynajmniej porozmawiajmy. –zaproponowałam cicho
-O czym.? O stanie mojego konta, czy o jakimś nowym gównie, które mam ci kupić.?!- wrzasnął na mnie
O co mu teraz chodziło. Przecież ja taka nie byłam. Nie prosiłam go nigdy o nic, przecież sami zaproponowali mi prace u siebie, a kiedy przeprowadziliśmy się do nowego domu to była tylko jego decyzja ja i tak nie miałam nic do gadania.
-Przecież ja nigdy od ciebie nic nie chciałam. –poczułam jak łzy napływają mi do oczu
-Jak to, nie.? Mieszkałaś u nas za darmo, kupiłem dom dla nas. Miałaś wszystko i dzięki czemu.?! Dzięki mojej naiwności. –odepchnął mnie, ale w porę złapał mnie Lou
-Hazza, to ty chciałeś dom, a prędzej to dla was pracowałam.- ponownie do niego podbiegłam
Popchnął mnie, a ja upadłam na podłogę. Krzyczał coś jeszcze do mnie, ale nie słyszałam nic.
Po moich policzkach płynęły teraz dwie rwące rzeki. Byłam jak w amoku. Widziałam tylko jego, który wrzeszczy i wymachuję rękoma. Podniosłam się i mimo ryzyka podeszłam do niego, ale o był najwyraźniej błąd. W podzięce otrzymałam siarczystego ciosa w policzek. Nie wiem czy to ze zdenerwowania czy po prostu chciał to zrobić, ale byłam pewna, że to był koniec. Facet, który uderzył raz zrobi to i drugi. Louis wręcz wypchał Hazze z domu. On na odchodne rzucił jeszcze „Resztę rzeczy dostaniesz jutro”. Uciekłam na górę. Nogi same mnie tam poniosły. Nakluczyłam się i oparłam plecami o zimne drewno. Nie miałam siły na nic. Poszłam pod prysznic. Rozebrałam się i wskoczyłam pod zimny strumień wody, który sparaliżował moje ciało. Nie wiedziałam ile już tam siedzę, ale zdążyłam przyzwyczaić się do lodowatego dotyku cieczy. Namydliłam się jakimś płynem pozostawionym tu przez chłopców i okryta ręcznikiem wyszłam do swojego pokoju.
            Nie miałam się tu, w co ubrać. Po prostu położyłam się do łóżka bez niczego. Było mi to obojętne.  I tak już nikt nie przyjdzie się do mnie położyć. Ni rozumiałam jednak jednego. Jak miłość mojego życia mogła mnie tak potraktować, a może to nie była ona.?! Może muszę dalej szukać…nie wiem. Brakowało mi go. Brakowało mi ciepła drugiego ciała. Kto będzie teraz przy mnie.? Kto mnie przytuli, pocieszy, pocałuje…świadomość, że nie ma już przy mnie Hazzy była dołująca. Usłyszałam pukanie. Niechętnie wyszłam z ciepłego już łóżka i owinęłam się ręcznikiem. Odkluczyłam drzwi i znów położyłam się w moje poprzednie miejsce okrywając się szczelnie pierzyną. Nie dlatego, ze było mi zimno, ale dlatego, że do pokoju wszedł Lou. Usiadł obok mnie i pogładził po głowie
-Trzymasz się.?- spytał jednak nie doczekał się odpowiedzi. –Lili, wiem, ze jest ci ciężko, ale zrozum Harry zachował się jak dupek. Nie warto marnować na niego łez. –próbował mnie pocieszyć
Nie reagowałam. Cały czas wpatrywałam się w szafkę nocną, na którym stał budzik. Nie wiem po co. Nie było w tym jakiegoś konkretnego celu. Po prostu leżałam tak i go słuchałam. Na chwilę ucichł, by później kolejne słowa wyszły z jego ust.
-Lili, jeśli mogę coś dla ciebie zrobić to powiedz, bo ja zrobię wszystko byś była szczęśliwa.
Skierowałam na niego wzrok i przytrzymując pierzynę przeniosłam się do pozycji siedzącej. Nie byłam pewna tego co za chwilę powiem jednak musiałam. Coś we mnie kazało mi to zrobić. Prosiło mnie bym to zrobiła. Osobiście sama musiałam przekonać się czy to co czuję to prawda… Oboje zamilkliśmy na chwilę. Wpatrywałam się tak w niego. W jego niebieskie oczy. Analizowałam każde słowo, które za chwilę powiem by później nie żałować. Poczułam jak kolejna fale łez pojawia się na moim policzku. Nie kontrolowałam ich. Może chciałam żeby się pokazały. Dzięki nim, czułam swego rodzaju ulgę.
-Gdzie chłopcy.?- spytałam pełna nadziei, ze dziś nie wrócą.
-Zayn u Perrie, Liam u Daniell, a Niall u jakiejś Caroline- oznajmił mi, a ja w duchu ucieszyłam się jak małe dziecko
-Caroline.?- zdziwiłam się
-Tak, jego dziewczyna. Dużo się wydarzyło od kiedy poszłaś tam mieszkać.- uśmiechnął się –Lili, zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa- zmienił teraz ton na cichszy i delikatniejszy
Jego głos łagodził moje uszy. Chciałam żeby nie przestawał mówić. Teraz kiedy dowiedziałam się, ze chłopcy raczej nie wrócą na noc, byłam pewna, ze chcę poprosić o to Lou. Wiedziałam, że później będę tego żałować, ale musiałam. Po prostu musiałam
-Louis- zaczęłam cicho i niepewnie. On tylko przysunął się bliżej i analizował każdy szczegół mojej twarzy –Kochaj się ze mną.

1 komentarz: