Rozdział 20 „Nieprzyjemna
rozmowa.”
-Jesteś pewny.?- zaczęłam
marudzić- Twoi rodzice mieszkają w Cholmes Hapel, a moi na pewno nie będą mieli
czasu.
Chłopak jednak nie dawał za wygraną. Na końcu zadecydował,
że zadzwoni do nich i umówią się na spotkanie. Mieli przyjechać na osiemnastą.
Czułam jak żołądek wykręca mi się na wierzch. David na pewno będzie zadowolony,
że kogoś znalazłam i odczepie się od mamy, ale ona… nie będzie się cieszyć, że
po tak krótkiej znajomości zamieszkaliśmy razem.
Nasi
rodzice mieli przyjechać na osiemnastą. Zdążyłam zrobić porządną kolacje i
przygotować się na to wszystko. Usiadłam na sofie i tępo patrzyłam się na
wyłączony telewizor. Harry biegał jeszcze na piętrze w poszukiwaniu swoich
spodni. Nie wiedziałam jak to będzie wyglądało, ale błagałam boga żeby to się
jak najszybciej skończyło. Usłyszałam pukanie do drzwi. Na sam ten dźwięk
zrobiło mi się niedobrze. Wstałam z sofy i poprawiłam swoją białą sukienkę z
koronką na ramionach i kołnierzykiem. Wymusiłam uśmiech i otworzyłam drzwi.
-Dzień dobry- przywitała się uśmiechnięta kobieta.
Miała ciemne włosy i przyjazny uśmiech na twarzy. Prawie
dorównywał temu, który gościł na warzy Hazzy.
Przywitałam się z nią i odsunęłam
się na bok by wpuścić kobietę do środka. Za nią wręcz wczołgał się zasłonięty
przez górę walizek mężczyzna. Był trochę….zaraz zaraz… walizki.?! Co oni się
wprowadzają.?! Pomogłam mężczyźnie ustawić walizki przy sofie. Kobieta usiadła
na sofię, a jej towarzysz ruszył jeszcze po coś do auta.
-Mama.!- usłyszałam krzyki ze strony schodów.
Harry radośnie zbiegł na dół i wtulił się w ciało
rodzicielki. Wymienili kilka całusów w policzek.
-Jak ja cię dawno nie widziałam.- kobieta zmierzwiła mu
włosy.
-Mamo. –podarował jej gniewne spojrzenie. –A zapomniałbym.
To jest właśnie Lili- chłopak podszedł do mnie i objął nie ramieniem. –Lili, to
moja mama.
Uścisnęłam wyciągniętą dłoń kobiety i posłałam jej życzliwy
uśmiech.
Po chwili wrócił jego ojczym. W rękach trzymał klatkę, w
której leżał biało czarny kotek.
-Molly.!- wrzasnął Harry i pochwycił kotka.
W
rekordowym czasie wyciągnął go ze środka i przytulił do siebie. Kotce jednak to
się nie spodobało, bo wyślizgnęła mu się z rąk i usadowiła się na sofie. Po
chwili także przybyła moja mama wraz z Davidem i Jennifer. Przedstawiłam ich i
ruszyliśmy do jadalni gdzie czekała przygotowana kolacja. Początkowo rozmowa
się nie kleiła, jednak z czasem atmosfera się rozluźniła. Zaczęliśmy rozmawiać
o naszym związku. Krępowało mnie to trochę, ale musiałam przeboleć.
-To ile się już znacie.?- spytała Anne
-To będzie już…
-Około rok.- przerwał mi Harry- Jak nie więcej. –dodał
Rok.?! Ja go ledwie trzy miesiące
znam, a on już o roku pieprzy.?! Wolałam jednak się nie odzywać, bo wyszło by
jak jest naprawdę albo jeszcze posprzeczalibyśmy się z Harrym, a tego naprawdę
nie chciałam. Uśmiechnęłam się i nawinęłam na widelec spaghetti.
-Lili, nic nam nie mówiła o waszej znajomości.- wypalił
David
-Woleliśmy to trzymać w sekrecie. Wie pan, fotoreporterzy
nie dają spokoju.
Hazza chyba miał już wszystko zaplanowane. Szkoda, że
zapomniał mnie poinformować o tym wszystkim. Oczywiście nie pomogłabym mu, ale
ustalilibyśmy coś.
-No to chyba czas na ślub- dodał ojczym Hazzy
No tego brakowało.! Ślub.?! Przecież ja ledwo, co skończyłam
osiemnastkę, a oni o ślubie mi pieprzą…
-Sądzę, ze to za wcześnie.- sprzeciwiła się moja mama
-Ja tak nie uważam. Skoro się kochają –sprzeciwił się David
–Przecież są razem rok i jakoś wytrzymali- dodał kolejny argument
-Mieszkają razem, planują wspólną przyszłość… obrączka
niczego nie zmieni. Tylko tyle, ze Harry będzie musiał uważać.- do rozmowy
wtrąciła się matka Hazzy.
Miałam
ochotę wstać i wykrzyczeć im wszystko w twarz. Wyprostować całą sytuację, ale
nie miałam tyle odwagi. Nie chciałam jeszcze ślubu. Była za młoda. Oczywiście
kochałam Hazze, ale ślub to poważna decyzja.
-Zgadzam się. Właściwie zastanawiamy się czy nie pobrać się
w wiosnę –oświadczył Harry.
Myślałam, że go utłukę. Wiosnę.?! Przecież to nie długo. On
chciał już ślubu. Nie wyobrażam sobie tego. On cały czas gdzieś wychodzi, a to
na próby, a to na koncerty. Czasami nawet w trasy koncertowe. Nie wyobrażam
sobie tego.
-Cudownie –ucieszyła się rodzicielka Hazzy- Właściwie to
możemy już pokręcić się wraz z Lili po Londynie w poszukiwaniu sukni. Do ślubu
jest trochę czasu, ale czym prędzej tym lepiej.! – oświadczyła rozradowana
kobieta
-Świetny pomysł. Lepiej się poznacie, opowiecie sobie
więcej, nawiążecie lepszy kontakt. Może nawet polubicie. –wtrącił się do
rozmowy Harry –Co ty na to.?
Skinęłam
głową z udawanym uśmiechem na twarzy. Ponownie oddałam się jedzeniu. Z
niechęcią upiłam łyk herbaty i wstałam od stołu. Oznajmiłam, że muszą sprawdzić,
co z babeczkami. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o blat. Miałam ochotę
się rozpłakać. Sama nie wiem czemu. Wszystko to było chore.! Harry opowiada im
o ślubie, o tym ile się znamy, a ja nawet nie przejęłam się tym co zrobił mi
Lou. Ciekawe… Przecież normalnie ma się przez to traumę przez wiele lat, nawet
całe życie, a ja.?! Zapomniałam o tym po tygodniu. Nawet nie wiem czemu tak
szybko zgodziłam się na sex z Harrym, przecież powinnam się tego bać czy coś. Nawet
nie czułam strachu, czy obrzydzenia…może tamto mi się podobało.? Może jeszcze
czuję cos do Louisa.? STOP.! Lou to bydlak, a ja kocham i kochać będę Hazze, a
nie jego, ale może…
-Kochanie, coś się stało.?- usłyszałam ciepły głos mojego
ukochanego.
Odwróciłam się i ruszyłam do piekarnika. Wyciągnęłam
babeczki i rozłożyłam je na talerzu. Próbowałam nie zwracać uwagi na Hazze. Nie
chciałam by doszło między nami do kłótni i o teraz kiedy oni siedzą w kuchni. Po
prostu unikałam go.
-Lili, odpowiedz mi.
Loczek
podszedł do mnie i położył mi ręce na biodrach. Czułam jak je gładzi, a później
całuje po szyi. Normalnie nie przeszkadzało by mi to, ale teraz kiedy tak im
nakłamał… Odsunęłam się od niego i nalałam sobie soku.
-Lili –nie przestawał mnie napastować –Powiedz coś.
Coraz bardziej zaczęło mnie to męczyć.
-Harry, jak ty mogłeś im tak skłamać..?- szepnęłam żeby nasi
goście nie usłyszeli
-Kochanie…
-Przecież my się znamy ledwo trzy miesiące, a ty o roku im
pieprzysz.- przerwałam mu
-Posłuchaj –zaczął delikatnie –Kocham cię i pomimo tego, ze
znamy się dopiero trzy miesiące to ja czuję się jakbyśmy spędzili ze sobą całe
życie. – wytłumaczył mi obejmując mnie w pasie. Odłożyłam szklankę na blat i
wtuliłam się w jego tors.
-A jak wytłumaczysz sprawę ze ślubem.?- spytałam bawiąc się
guzikami od jego marynarki
-Do wiosny jeszcze daleko coś się wymyśli, a jeśli nie to sadzę,
że będziemy już na to gotowi. –wyjaśnił mi.
No tak, przecież do wiosny jeszcze długo. Zdążę go chyba na
tyle poznać. Dziś go i tak kocham. Zanim dojdzie do tamtej daty upewnię się w
tym, że możemy być razem i planować wspólną przyszłość.
-Zgoda.?
Chłopak podniósł mój podbródek
tak, że teraz patrzyłam w jego oczy. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi na pytanie.
Hazza chyba zrozumiał. Szybko zmniejszył odległość między nami i złączył nasze
usta. Pogrążyłam się w pocałunku, który stawał się coraz bardziej odważny. Harry
złapał mnie w pasie i posadził na blat. W jadalni siedzieli nasi goście, ale mu
to chyba nie przeszkadzało. Zapewne skończylibyśmy w niekorzystnej w tej chwili
sytuacji, ale do kuchni wparowała moja przybrana siostrzyczka.
-Mamo.! Oni się u miziają.!- wrzasnęła trzynastolatka
Myślałam, że ją ukatrupię. Curly najwyraźniej też jej nie
polubił, bo spojrzał na mnie z grymasem na twarzy. Cmoknęłam go w policzek.
-Przyzwyczajaj się mężulku. Mam zamiar wpadać do mojej
rodziny na niedzielne obiadki. –roześmiałam się
Wzięłam babeczki i zeskoczyłam z blatu. Wróciliśmy do
jadalni. Postawiłam talerz na stole. Widziałam te uśmieszki na twarzach naszych
rodziców. Tylko Jennifer była nie w sosie.
-Jak dalej będziecie się tak bawić to niedługo będziemy
dzidkami. –palnął David
-No, a tak po za tym…- do rozmowy wtrącił się ojczym Hazzy –Za
ile planujecie dzieci.? –spytał na co ja prawie oplułam się babeczką
Harry
zaskoczył mnie swoją odpowiedzią. Oznajmił im, ze krótko po ślubie zaczynamy ‘próby’…
ciekawe. W tym całym spotkaniu czułam się jakbym była tam tylko towarem do targowania.
Harry chciał dzieci. Moja mama mówiła, że za prędko, a wszyscy zaczęli przekonywać
ją swoimi argumentami. W końcu ona też zaczęła widzieć w tym same pozytywy.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy zapadł wieczór. Leżałam teraz w łóżku i czekałam na
Hazze, który właśnie brał prysznic. W końcu wyszedł okryty samym ręcznikiem. Zrzucił
go na podłogę i wszedł do łóżka.
-Ahhh- syknęłam, kiedy dotknął mnie zimną stopą.
On przytulił mnie od tyłu i zaczął całować mnie po szyi.
Pewnie myślał, że do czegoś dojdzie, Mój mały głuptasek. Odsunęłam się na samą
krawędź łóżka i pokręciłam się chwilę żeby znaleźć odpowiednią pozycje.
-Co się stało.?- spytał zdziwiony przyciągając mnie do
siebie –Nie masz już na mnie ochoty.?
-Mam, ale nie dziś. –oznajmiłam wtulając się w niego.
-Co ja mam teraz powiedzieć Frankowi.? On tak się za tobą stęsknił.
–oznajmił mi robiąc oczy małego szczeniacza. Przewróciłam kpiąco oczami i
usiadłam na nim okrakiem
-Jesteś niemożliwy, wiesz.? –spytałam kpiąco
-Wiem. –odpowiedział
To były chwilowo jego ostatnie
słowa, bo nasze usta złączyły się w pocałunku. Nasze języki odnalazły się w
mgnieniu oka. Pokręciłam chwilę biodrami i pogłębiłam pocałunek.
-I tak dostaniesz karę. –oświadczył odrywając się od mnie.
-Karę.?- zdziwiłam się
-Nie chciałaś bawić się z frankiem- rzekł uśmiechając się zawadiacko
Chłopak momentalnie odnalazł moje nadgarstki i przekręcił
nas tak, że teraz to ja byłam pod nim.
-Zdejmiemy to.
Wskazał na swoją białą koszulkę, którą aktualnie miałam na
sobie. Wręcz zerwał ją ze mnie i rzucił w kąt pokoju. Po chwili wpił się w moje
usta. Tak długo bawił się językiem z moim, zę kiedy się oderwał musiał nabrać
powietrza. Chłopak zdjął mi majtki i przez chwilę masował wewnętrzną stronę
moich ud. Mieć go tak blisko siebie to niesamowite uczucie. Jednocześnie
sprawia, że mam ochotę krzyczeć jak go kocham, ale z drugiej przyprawia mnie o
szał.
-Złap mnie za kark –polecił, a ja zrobiłam co mi kazał
Curly uniósł się i wsunął swoje ręce pod moje pośladki
podnosząc także mnie.
Przeniósł mnie na drewnianą komodę w odcieni bieli. Spoczęłam
na zimnym blacie. Przez moje rozgrzane ciało przeszedł dreszcz.
-Połóż się. –rozkazał
Przymknęłam oczy i rozchyliłam
usta kiedy poczułam jak rozchyla moje nogi. Delikatnie dłonią sunął po mojej
nodze, od kolana aż do krocza. Loczek złączył nasze usta. Błądziłam po jego
plecach dłońmi. Wbijając w nie co jakiś czas paznokcie. Harry drażnił mój czuły
punkt środkowym palcem. Tak bardzo chciałam żeby teraz był we mnie. Doprowadzał
mnie do obłędu już samum dotykiem. Jednak po chwili zaniechał uszania palcem,
odsunął się od mnie na krok i usadowił się pewnie między moimi udami. Byłam jak
w transie. Jemu to się najwyraźniej podobało. Powiedzmy szczerze, nie każdy
facet umie doprowadzić dziewczynę na szczyt pragnień seksualnych. Wszedł we
mnie powoli. Przez chwilę musiałam przyzwyczaić się do jego pokaźnych
rozmiarów. Później poruszał się powoli, ale po zrobieniu dwóch kolistych ruchów
kolistych w jedną i w druga stronę, zmienił taktykę. Teraz wolno wychodził, ale
pchał do przodu w ekspresowym tępie, by potem znów zwolnić, znów wolno wychodzić i pchać jeszcze mocniej i
szybciej. Patrzył na mnie ze spokojem i obserwował jak przy każdym mocniejszym pchnięciu
także lecę do przodu pochyleniem. Nie sprawiało mi to bólu i Harry dobrze o tym
wiedział. Umiał sprawić kobiecie przyjemność. Westchnęłam głośniej, by później
zajęczeć, aż wreszcie krzyknąć, miał już pewność, że było mi dobrze. Odchyliłam
głowę do tyłu, a on zaczął przyśpieszać. Teraz nie ograniczało go już nic. Podparłam
się na łokciach. W skupieniu patrzałam jak chłopak porusza się we mnie. Nie
chciałam krzyczeć. Wszyscy by usłyszeli. Jeszcze tego brakowało. Jego mama i
tata usłyszeliby jak się bawimy. Loczek chyba zrozumiał to, bo z komody wyjął
jakiś materiał i włożył mi go do ust. Położył swoje duże dłonie na moje biodra.
Poruszał się z niebywałą prędkością sprawiając, że byłam na granicy
wytrzymałości. Moje ciało samo na to reagowało. Pewnie gdyby nie jego mocny
uścisk wiłabym się teraz w amoku. Harry przyśpieszył teraz jeszcze bardziej. Do
moich uszu dobiegło jego sapanie. Byłam pewna, że jest już bliski finału. Z
resztą tak jak ja. Wykonał jeszcze kilka mocnych pchnięć i poczułam jak ciepło
rozlewa się we mnie. Opadłam bezsilnie na szafkę, jednak później chłopak
przeniósł mnie na łóżko.
Cmoknęłam
go w usta i wtuliłam się w niego. On okrył nas pierzyną. Uśmiechnęłam się do
niego i oplotłam moje ręce wokół jego karku. Widziałam, ze się zmęczył. Co się
dziwić…postarał się jak zawszę z resztą. Już zasypiałam kiedy do pokoju weszła
jego mama.
-Skończyliście.?- spytała jak gdyby nic. –Świetnie, bo ja
mam do was prośbę. Drzwiczki od szafki nocnej się zacięły i pomyślałam, że
któreś z was mogłoby mi pomóc.
Kurwa, mój brat ma na imię Franek i jak ja teraz będę mogła normalnie na niego spojrzeć? A tak na serio to rozdział genialny. <3
OdpowiedzUsuń