Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

wtorek, 1 października 2013

Rozdział 33 „Dwie straty”




Rozdział 33 „Dwie straty”
            To było okropne. On właśnie odjechał znikł. Nie zobaczę go już. Wyleczenie Hazzy może zając rok może nawet więcej, nie wiem ile to trwa. Ja bez niego nie wytrzymam nawet minuty, ale miał rację. Ja nie wiedziałam, którego z nich kocham. Loui był dal mnie ważny, ale Harry też… kochałam ich… obu.
-Lili… -usłyszałam spokojny głos.
Skierowałam szybko wzrok w stronę, z której dochodził. Był to Niall. Chłopak patrzył się na mnie ze smutkiem i współczuciem.
-Idź do góry. Ogarnij się trochę, bo chłopcy zaraz będą. Zatrzymam ich jeśli nie zdążysz.
Byłam mu wdzięczna za to co robił. Irlandczyk najwyraźniej wiedział jak bardzo bolała mnie ta rozłąka. Nawet nie mówił, ze wszystko będzie dobrze, takie coś jeszcze bardziej mnie denerwowało. Skoro za jakiś czas ma być dobrze to dlaczego teraz nie jest.?!
            Ruszyłam na górę. Na początku umyłam twarz, ale nic to nie dało. Czerwone oczy były, jak i są. Może znikną do powrotu chłopców. Nie mogłam teraz płakać, a chciałam. Było mi to potrzebne jak nie wiem. Ruszyłam do Niall, który siedział w kuchni i zajadał się bananem. Usiadłam obok niego i chwyciłam nektarynkę, która leżała w półmisku, na środku stołu.
-Czyli od dziś mieszkasz tu.?- zagadał mnie Niall
-Tak, chyba tak.- uśmiechnęłam się –To co jutro na śniadanie.?
-Może tosty…-uśmiechnął się rozmarzony –Mam już dość tych mącznych naleśników Liama
-Mącznych.?
-Tak on wsypuje chyba całe opakowanie mąki.! –wrzasnął poważnie.
-Nie denerwuj się. Li ma dobre chęci. –uspokoiłam go.
-Ta, ale nie dobry przepis. –pokręcił ze zrezygnowaniem głową.
Roześmiałam się i zmierzwiłam jego blond włoski. Chłopak nawet się nie przejął tylko ugryzł duży kawałek swojego owocu.
            Usłyszałam dźwięk samochodu. Liam i Hazz już pewnie wrócili. Szybko musiałam się czymś zająć. Horanek zobaczył moje zmieszanie i natychmiast postanowił mi pomóc się rozluźnić.
-Może zrobimy pierogi. Nauczysz mnie jak to się robi. – zaproponował
Zgodziłam się od razu. W końcu musiałam zapomnieć o wcześniejszym zdarzeniu. Nie będzie to łatwe, ale przynajmniej trochę się od tego odciągnę. Przygotowałam wszystkie potrzebne składniki jak i miejsce do pracy. Zaczęliśmy przygotowywać ciasto.
-Hej. –przywitał mnie szczęśliwy głos Hazzy
Poczułam jego duże dłonie na talii i miękkie usta na policzku.
-Robimy pierogi tez chcesz.? –zapytałam chcąc odciągnąć go od pocałunków
-Tak, a czy w pakiecie dodają całusy.? – chłopak śmiesznie poruszył brwiami i odwrócił mnie do siebie wbijając się w moje usta. Przez chwilę miałam ochotę się popłakać, bo to nie był Loui… to nie jego usta, to nie jego smak, ale później odwzajemniłam pocałunek. Hazz przecież nie mógł się zorientować. Wplotłam rękę w jego miękkie loki i przyciągnęłam bliżej siebie.
            Nie wierzyłam w o co czuję… zaczynało mi się podobać. Harry bądź co bądź nadal był moim sercu. Jego język wdarł się do mnie. Pozwoliłam mu na to. Robił to tak delikatnie i spokojnie. Jakby bał się, ze zaraz ucieknę lub, że mnie skrzywdzi. Oderwaliśmy się w końcu od siebie. Chłopcy nadal byli w pomieszczeniu i wszystko widzieli, a mi robiło się nie dobrze, że już po tak krótkim czasie zamieniłam Lou na Hazze. Cmoknęłam go jeszcze raz w usta i wróciłam do pracy. Po kilku godzinach posiłek był gotowy. Oczywiście Niall popsuł mi ciasto kilka razy dorzucając do niego np. cukier albo pół kilograma soli, ale wszystko się na szczęście udało. Chłopcy już wesoło zajadali swój obiad. Siedziałam na środku sofy. Pomiędzy Harrym i Liamem. Oglądaliśmy jakąś rosyjską komedie. Powiem szczerze nie wiem skąd oni ją wytrzasnęli. Jakiś koleś biegał za łysą kozą, a ich chyba to bardzo bawiło. Z resztą mnie też, bo akcje były całkiem śmieszne.
-Skąd wy macie ten film.?- zapytałam przez śmiech
-Louis wybierał- oznajmił mi Hazz nie odrywając wzroku od ekranu –Tak właściwie gdzie on teraz jest.?
-Pojechał do rodziny. –odpowiedział szybko Li
            No tak, a kto inny mógł to znaleźć i co lepsze kupić.? Oczywiście Loui on zawsze był z nich ten najzabawniejszy. Wtuliłam się w tors Hazzy chcąc zapomnieć o nim. Nie potrafiłam wyrzucić go z głowy. To tak jakby wziął krzesło, usiadł gdzieś tam w miej głowie i nie chciał wyjść. To tak strasznie bolało. Sama myśl o nim przywoływała łzy.
            Po filmie wzięliśmy szybki prysznic i położyliśmy się do łóżka. Jak zwykle Harry spał nago, cały czas trącając mnie żebym tez zdjęła piżamy. Wykonałam jego polecenie i zostałam w samej bieliźnie. Przytuliłam się do niego i ucałowałam w nosek. Jego ręka powędrowała gdzieś w okolice moich bioder, a usta skierowały się na szyje. Nie chciałam tego robić… nie z nim. Nadal czułam się okropnie po odejściu Lou. Hazz powinien trochę odczekać, ale skąd on mógł wiedzieć, ze coś po między nami było. Na szczęście uratował mnie Li, który bez ostrzeżenia wszedł do naszego pokoju.
-Hazz. Mam coś dla ciebie.
Liaś usiadł na skraju łóżka i wręczył Harryemu jakąś kolorową ulotkę. Chłopak czytał ją z wielkim zapałem jak gdyby było to najciekawsze na ziemi.
-To ulotka o jednym z najlepszych miejsc, w którym leczą uzależnienia. Dostają się tam tylko ludzie ze znajomościami. Andy załatwił mi to, bo jego wujek tam pracuję i miał dojścia.
-Tam mnie wyleczą.? –zapytał odkładając kawałek papieru na szafkę nocną.
-Tak, ale jechać tam musisz już w ten poniedziałek inaczej nic z tego nie będzie. Oni nie lubią czekać.
-Ale to jutro. –zbulwersował się
-Nie ma innego wyjścia. Załatwiałem ci miejsce, ale to nie znaczy, ze jesteś na jakiś specjalnych warunkach. Oni nie mają miejsca. Jedziesz albo nie. Jeśli jutro cię nie będzie to innej szansy nie będzie.
            Loczek zrozumiał. Wiedział, ze musi to zrobić. Nie może brać do końca życia. Jego tęczówki zaszły mgłą. Ścisnęłam jego dłoń. Curly zgodził się, ale wyjazd miał już o szóstej, więc musiał się spakować. Pożegnaliśmy się z Li i życzyliśmy mu dobrej nocy. Zgasiłam lampkę nocną i schowałam głowę w zagłębieniu szyi Harryego.
-Jutro wstanę wcześniej i cię spakuję. Zgoda.?
-Zgoda.
Jego ręka ponownie odnalazła moje biodra. Powolnym ruchem zaczął zsuwać moją bieliznę. Mój oddech mimowolnie przyśpieszył. Drugą ręką odnalazł zapięcie od stanika, którego jakiś czas później już nie było. Dłonią zgrabnie wkradł się pomiędzy moje zaciśnięte dłonie i zaczął gładzić wewnętrzną stronę ud.
-Harry, jutro musisz wcześnie wstać, będziesz niewyspany.
-Proszę nie robiliśmy tego już tak długo. Tęsknie za tobą- szepnął muskając wargami płatek mojego ucha. –A jutro przecież już jadę. Najwyżej darujemy sobie grę wstępną i będzie szybciej. –uśmiechnął się zadziornie na co ja westchnęłam.
            Prawie go nie widziałam jednak mogłam dostrzec, ze z każdą sekundą mojej niepewności jego uśmiech znikał, a przecież ja nie mogę tego ot tak zrobić. Czułam się jak szmata. Jak łatwa dziewczyna, którą każdy może przelecieć. Wczoraj Lou, dziś Harry… Nie było mi z tym dobrze, ale co mogłam poradzić. Hazz potrzebował mnie do walki z nałogiem. Sam nie da rady, a miłość to największa motywacja. Z resztą ja sama nie wiem co będzie potem. Nie potrafiłam wybrać. Harry i Louis oni… byli doskonali. Inni jednak w każdym możliwym sensie idealni. Hazz chyba już stracił nadzieje, że coś pomiędzy nami zajdzie. Ułożył się obok mnie i okrył pierzyną.
-Harry…
-Rozumiem –przerwał mi.
Jego głos był pełen bólu. Wiedziałam, że nasze pogodzenie narodziło w nim nowe nadzieje na lepsze jutro. Było mi go żal. Pozwoliłam mu myśleć o nas jak o szczęśliwej parze. Co dziwniejsze ja chciałam żeby tak myślał. Gdyby nie wyjazd Lou… gdyby nie ta akcja z narkotykami to teraz bylibyśmy w trakcie tego wszystkiego.
            Moja ręka odnalazła ciało Harryego. Przysunęłam się do niego i odnalazłam jego usta. Chwyciłam jego dłoń i skierowałam na siebie tak by dać mu znak, ze może działać. Zrozumiał to natychmiast. Podwinęłam nogi tak by mógł ukucnąć obok mnie. Dłonie położył na moich kolanach, które teraz znajdowały się na wysokości jego brzucha. Delikatnie je rozsunął robiąc sobie miejsce pomiędzy nimi. Jego tors otarł się o moje piersi, a ja westchnęłam z błogością. Chłopak podparł się na łokciach tak, że trochę zmniejszył się jego ciężar ciała. Gwałtownie wszedł w mnie, a ja pisnęłam nie zdążywszy opanować swoich emocji. Momentalnie temperatura mojego ciała podskoczyła o jakieś 10 stopni. Jego ruchy od razu były szybkie. Jak obiecał, musimy szybko skończyć. Wbiłam moje paznokcie w jego plecy by choć trochę wyładować swoje reakcje na tak wielką przyjemność. Loczek na ten gest jeszcze przyśpieszył. Nie mogłam złapać oddechu. Za każdym razem kiedy próbowałam złapać powietrze nie powstrzymywałam jęków. Chwyciłam poduszkę i zagryzłam jej róg. Pokój wypełnił się sapaniem chłopaka i moimi zduszonymi krzykami. Hazz wyrwał mi poduszkę i wpił się w moje usta. Jego pocałunek był natarczywy. Językiem gładził podniebienie sprawiając mi tym jeszcze większą przyjemność. Moje ciało zaczęły przechodzić dreszcze. Nie mogłam tego opanować. Wygięłam się w łuk i jęknęłam wprost do ust Harryego. Palce Loczka zacisnęły się na poduszce, którą trzymał, a ciepłe nasienie rozlało się we mnie.
            Było mi bardzo trudno unormować oddech. Ciężar chłopaka, spoczywający teraz na moim ciele jeszcze bardziej utrudnił mi to zadanie, ale nie chciałam żeby położył się inaczej. Dawał mi niewyobrażalne ciepło. I nie chodzi tu o temperaturę czy coś… było mi ciepło w brzuchu. Motylki znów się obudziły i całymi tysiącami wirowały w nim. Chłopak schował twarz w zagłębieniu mojej szyi, a ja przejechałam dłońmi po jego plecach, na których teraz widniały czerwone ślady. Hazz zszedł ze mnie i mocno wtulił w swoje ciało.
-Nawet nie wiesz jak ja za tym tęskniłem. –wydyszał
Uśmiechnęłam się tylko nie będąc w stanie na żadna inną reakcję.
            I tu jest problem. Harry utrudnił mi wybór. Jeszcze kilka godzin temu byłam gotowa rzucić wszystko i ruszyć za Louisem, ale teraz… wszystko wydawało się trudniejsze. Nie wiedziałam co robić. Teraz moje serce biło i dla Loui i dla Hazzy tak samo. Niby wcześniej też kochałam ich obu, ale teraz zupełnie nie wiedziałam co robić. Przysunęłam się bliżej Harryego i przytuliłam go. On objął mnie ramieniem i tak zasnęliśmy.
            Rano, tak jak obiecałam spakowałam Hazze. Chłopcy aktualnie jedli śniadanie, które przygotowałam. Widać było, że im smakowało. Najbardziej chyba ucieszył się Niall. W końcu nie musiał jeść „Mącznych Naleśników Payna”. Powiem szczerze, ze mieli różne nazwy na te właśnie danie. Jednak te jest najłagodniejsze. Było już grubo po piątej, więc musieliśmy się zbierać. Siedziałam już w aucie i czekałam na Liama i Harryego. Hazz włożył walizkę i usiadł obok mnie.
-Liam jedź już, bo się spóźnimy. –wrzasnął Hazz na co Payne podskoczył na swoim miejscu.
-Już, nie stresuj się.
Chłopak przekręcił kluczyk w stacyjce i już po chwili byliśmy w odrodzę do kliniki.
            Dojechaliśmy do celu. Liam wysiadł i porozmawiał z jakimś ochroniarzem, który po chwili otworzył nam ogromną bramę, tak, że mogliśmy wjechać. Budynek był ogromny, otoczony trzy metrowym murem. Z każdej strony widać było strażników, którzy monitorowali cały obszar. Nie zabrakło też kamer. Mówiąc krótko było tu jak w więzieniu, ale narkomani nie wychodzą tak szybko z uzależnienia. Liaś zatrzymał się przed samymi drzwiami i wysiadł. Czekał już tam na nas jakiś mężczyzna w perfekcyjnie białym kitlu. Widziałam jak Harry się stresuję. Bał się, no bo kto by się nie bał. Nie wiadomo na ile go tam zamkną i co go tu spotka.
-Będzie dobrze. –ścisnęłam jego dłoń.
-Mam nadzieje –uśmiechnął się delikatnie
Wtuliłam się jego ciało chcąc dodać mu trochę otuchy. Loczek podniósł mój podbródek i spojrzał w oczy. Widziałam, że napływały mu łzy, których nie umiał powstrzymać. Było mi go tak szkoda, że najlepiej nigdzie bym go nie wypuściła. Wplotłam swoje palce w jego delikatne loki i przyciągnęłam bliżej siebie. Wpiłam się w jego usta tak jak nigdy tego nie zrobiłam. Hazz widocznie był zaskoczony bo pocałunek odwzajemnił dopiero po chwili. Nasze języki toczyły zażartą wojnę i żaden nie miał ochoty tego przerwać.
-Harry, musimy się zbierać. –przerwał na Liam.
Chłopak przytaknął mu i wysiadł. Zrobiłam to samo. Hazz przywitał się z lekarzem. Mężczyzna szybko opowiedział nam o zasadach panujących w klinice. Po pierwsze Hazz zostanie przeszukany, oni muszą mieć pewność, że nie trafią do środka żadne narkotyki, po drugie, każdy ma osobną cele, w której jest monitoring, także każdy jego ruch jest obserwowany, po trzecie, do stołówki odprowadzają go strażnicy tak by nigdzie się nie wymknął, po czwarte nie będzie miał kontaktu z światem zewnętrznym, tak by całkowicie odciął się od problemów i po piąte żadnych widzeń. Te ostatnie mnie przeraziło.
Żadnych widzeń.?! Przecież ja się załamie. Ja… wczoraj straciłam Lou, a dziś jego.? Jak ja wytrzymam to wszystko. Kurczowo trzymałam jego dłoń. Nie wiem o czym wtedy myślałam, że tak mi nie ucieknie… może, że zostanę tu z nim…? Nie mam pojęcia. Miliony myśli przelatywało mi przez głowę. Nie chciałam żeby odchodził. Zauważyłam jaki jest dla mnie ważny.. co do niego czuje.
-Żadnych.? –zapytałam powstrzymując łzy.
-W tym wyjątku można zrobić jakiś wyjątek. Z tego co słyszałem to przypadek nie jest aż tak bardzo zaawansowany, więc sądzę, że możemy dopuścić do widzeń raz na miesiąc. –stwierdził pocierając swoją brodę jakby miało mu to przynieść jakieś nowe pomysły.
-A ile tu będę.?
-Prawdopodobnie trzy miesiące, ale zobaczymy jak się wszystko potoczy.
-Trzy miesiące.? –nie mogłam w to uwierzyć.
-Ale to może się zmienić. Mogą być dwa, miesiąc, ale także może być pół roku. Będziemy patrzeć jak zachowuję się pacjent i stwierdzimy na ile musi zostać. To nie jest tak, że…
-Rozumiem- przerwał mu.
-Więc dobrze –przeciągnął doktor pocierając o siebie dłonie. –To zapraszam.
            Dłoń Hazzy zacisnęła się na rączce walizki. Chłopak musiał wziąć głęboki oddech żeby odgonić stres. Trzy miesiące… ale może krócej. On musi się tylko postarać. Pomogę mu w tym. Nie mogę go teraz zostawić. Chłopak ruszył i to samo uczynił doktor.
-Kocham cię- pomachał mi kiedy znikał za szklanymi drzwiami.
-Ja ciebie też-odpowiedziałam  zgodnie z prawdą.
Jego sylwetka całkiem znikła mi z oczu, z których teraz popłynęły łzy. Nie umiałam ich powstrzymać. Zacisnęłam powieki. Zobaczyłam jego uśmiech, ale zaraz potem zmienił się na Lou… sama nie wiedziałam co czuję.
-Chodź, zrobię ci naleśniki. One poprawiają humor. –uśmiechnął się do mnie pocieszająco Liaś
-Te mączne.? – otarłam łzy.
-Polubisz je.






Hejka. Wiem, że dodaję kolejne części późno, ale teraz zaczęła się szkoła i jakoś nie mam czasu na to wszystko.  Pisanie zabiera mi bardzo dużo czasu, a i tak próbuję je ograniczyć. Właśnie propos nexta. Od razu przejdę do rzeczy. Pod każdym postem pojawia się zawsze jeden komentarz i od tej samej osoby. Tu bardzo chciałam ci podziękować :). Wiem, ze jest was więcej, bo widać to w ilości wyświetlanych postów. Jeśli komentuje to jedna osoba to ja nie mam motywacji, ani powodu żeby to pisać. Niby widać, że jest was dużo, ale nie widzę waszej aktywności. Kolejny rozdział dodam jak będzie więcej komentarz. Inaczej po prostu mi się nie opłaca. Możecie z Anonima obojętnie mi to jest. W tekście może być nawet głupia kropka, ale chcę sprawdzić waszą obecność. Jeśli znów skomentuje to tylko jedna osoba to bardzo mi przykro, ale to nie ma sensu. Dodam jeszcze tylko kolejną część imagina o Harrym i to tyle.

2 komentarze:

  1. SMutne :'( ale super tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet bardzo...propo tego kogo wolę,to ogółem Harry'ego,ale jak patrze na twoje opowiadanie to Louisa.mam nadzieję,że nie długo coś wstawisz.:D

    OdpowiedzUsuń