Rozdział 33 „Dwie straty”
To było
okropne. On właśnie odjechał znikł. Nie zobaczę go już. Wyleczenie Hazzy może
zając rok może nawet więcej, nie wiem ile to trwa. Ja bez niego nie wytrzymam
nawet minuty, ale miał rację. Ja nie wiedziałam, którego z nich kocham. Loui
był dal mnie ważny, ale Harry też… kochałam ich… obu.
-Lili… -usłyszałam spokojny głos.
Skierowałam szybko wzrok w stronę, z której dochodził. Był
to Niall. Chłopak patrzył się na mnie ze smutkiem i współczuciem.
-Idź do góry. Ogarnij się trochę, bo chłopcy zaraz będą.
Zatrzymam ich jeśli nie zdążysz.
Byłam mu wdzięczna za to co robił. Irlandczyk najwyraźniej
wiedział jak bardzo bolała mnie ta rozłąka. Nawet nie mówił, ze wszystko będzie
dobrze, takie coś jeszcze bardziej mnie denerwowało. Skoro za jakiś czas ma być
dobrze to dlaczego teraz nie jest.?!
Ruszyłam na
górę. Na początku umyłam twarz, ale nic to nie dało. Czerwone oczy były, jak i
są. Może znikną do powrotu chłopców. Nie mogłam teraz płakać, a chciałam. Było
mi to potrzebne jak nie wiem. Ruszyłam do Niall, który siedział w kuchni i
zajadał się bananem. Usiadłam obok niego i chwyciłam nektarynkę, która leżała w
półmisku, na środku stołu.
-Czyli od dziś mieszkasz tu.?- zagadał mnie Niall
-Tak, chyba tak.- uśmiechnęłam się –To co jutro na śniadanie.?
-Może tosty…-uśmiechnął się rozmarzony –Mam już dość tych
mącznych naleśników Liama
-Mącznych.?
-Tak on wsypuje chyba całe opakowanie mąki.! –wrzasnął
poważnie.
-Nie denerwuj się. Li ma dobre chęci. –uspokoiłam go.
-Ta, ale nie dobry przepis. –pokręcił ze zrezygnowaniem
głową.
Roześmiałam się i zmierzwiłam jego blond włoski. Chłopak
nawet się nie przejął tylko ugryzł duży kawałek swojego owocu.
Usłyszałam
dźwięk samochodu. Liam i Hazz już pewnie wrócili. Szybko musiałam się czymś
zająć. Horanek zobaczył moje zmieszanie i natychmiast postanowił mi pomóc się
rozluźnić.
-Może zrobimy pierogi. Nauczysz mnie jak to się robi. –
zaproponował
Zgodziłam się od razu. W końcu musiałam zapomnieć o
wcześniejszym zdarzeniu. Nie będzie to łatwe, ale przynajmniej trochę się od
tego odciągnę. Przygotowałam wszystkie potrzebne składniki jak i miejsce do
pracy. Zaczęliśmy przygotowywać ciasto.
-Hej. –przywitał mnie szczęśliwy głos Hazzy
Poczułam jego duże dłonie na talii i miękkie usta na
policzku.
-Robimy pierogi tez chcesz.? –zapytałam chcąc odciągnąć go
od pocałunków
-Tak, a czy w pakiecie dodają całusy.? – chłopak śmiesznie
poruszył brwiami i odwrócił mnie do siebie wbijając się w moje usta. Przez
chwilę miałam ochotę się popłakać, bo to nie był Loui… to nie jego usta, to nie
jego smak, ale później odwzajemniłam pocałunek. Hazz przecież nie mógł się
zorientować. Wplotłam rękę w jego miękkie loki i przyciągnęłam bliżej siebie.
Nie
wierzyłam w o co czuję… zaczynało mi się podobać. Harry bądź co bądź nadal był
moim sercu. Jego język wdarł się do mnie. Pozwoliłam mu na to. Robił to tak
delikatnie i spokojnie. Jakby bał się, ze zaraz ucieknę lub, że mnie skrzywdzi.
Oderwaliśmy się w końcu od siebie. Chłopcy nadal byli w pomieszczeniu i
wszystko widzieli, a mi robiło się nie dobrze, że już po tak krótkim czasie
zamieniłam Lou na Hazze. Cmoknęłam go jeszcze raz w usta i wróciłam do pracy.
Po kilku godzinach posiłek był gotowy. Oczywiście Niall popsuł mi ciasto kilka
razy dorzucając do niego np. cukier albo pół kilograma soli, ale wszystko się
na szczęście udało. Chłopcy już wesoło zajadali swój obiad. Siedziałam na
środku sofy. Pomiędzy Harrym i Liamem. Oglądaliśmy jakąś rosyjską komedie.
Powiem szczerze nie wiem skąd oni ją wytrzasnęli. Jakiś koleś biegał za łysą kozą,
a ich chyba to bardzo bawiło. Z resztą mnie też, bo akcje były całkiem
śmieszne.
-Skąd wy macie ten film.?- zapytałam przez śmiech
-Louis wybierał- oznajmił mi Hazz nie odrywając wzroku od
ekranu –Tak właściwie gdzie on teraz jest.?
-Pojechał do rodziny. –odpowiedział szybko Li
No tak, a
kto inny mógł to znaleźć i co lepsze kupić.? Oczywiście Loui on zawsze był z
nich ten najzabawniejszy. Wtuliłam się w tors Hazzy chcąc zapomnieć o nim. Nie
potrafiłam wyrzucić go z głowy. To tak jakby wziął krzesło, usiadł gdzieś tam w
miej głowie i nie chciał wyjść. To tak strasznie bolało. Sama myśl o nim
przywoływała łzy.
Po filmie
wzięliśmy szybki prysznic i położyliśmy się do łóżka. Jak zwykle Harry spał
nago, cały czas trącając mnie żebym tez zdjęła piżamy. Wykonałam jego polecenie
i zostałam w samej bieliźnie. Przytuliłam się do niego i ucałowałam w nosek.
Jego ręka powędrowała gdzieś w okolice moich bioder, a usta skierowały się na
szyje. Nie chciałam tego robić… nie z nim. Nadal czułam się okropnie po odejściu
Lou. Hazz powinien trochę odczekać, ale skąd on mógł wiedzieć, ze coś po między
nami było. Na szczęście uratował mnie Li, który bez ostrzeżenia wszedł do
naszego pokoju.
-Hazz. Mam coś dla ciebie.
Liaś usiadł na skraju łóżka i wręczył Harryemu jakąś kolorową
ulotkę. Chłopak czytał ją z wielkim zapałem jak gdyby było to najciekawsze na
ziemi.
-To ulotka o jednym z najlepszych miejsc, w którym leczą
uzależnienia. Dostają się tam tylko ludzie ze znajomościami. Andy załatwił mi
to, bo jego wujek tam pracuję i miał dojścia.
-Tam mnie wyleczą.? –zapytał odkładając kawałek papieru na
szafkę nocną.
-Tak, ale jechać tam musisz już w ten poniedziałek inaczej
nic z tego nie będzie. Oni nie lubią czekać.
-Ale to jutro. –zbulwersował się
-Nie ma innego wyjścia. Załatwiałem ci miejsce, ale to nie
znaczy, ze jesteś na jakiś specjalnych warunkach. Oni nie mają miejsca.
Jedziesz albo nie. Jeśli jutro cię nie będzie to innej szansy nie będzie.
Loczek
zrozumiał. Wiedział, ze musi to zrobić. Nie może brać do końca życia. Jego
tęczówki zaszły mgłą. Ścisnęłam jego dłoń. Curly zgodził się, ale wyjazd miał
już o szóstej, więc musiał się spakować. Pożegnaliśmy się z Li i życzyliśmy mu
dobrej nocy. Zgasiłam lampkę nocną i schowałam głowę w zagłębieniu szyi
Harryego.
-Jutro wstanę wcześniej i cię spakuję. Zgoda.?
-Zgoda.
Jego ręka ponownie odnalazła moje biodra. Powolnym ruchem
zaczął zsuwać moją bieliznę. Mój oddech mimowolnie przyśpieszył. Drugą ręką
odnalazł zapięcie od stanika, którego jakiś czas później już nie było. Dłonią
zgrabnie wkradł się pomiędzy moje zaciśnięte dłonie i zaczął gładzić wewnętrzną
stronę ud.
-Harry, jutro musisz wcześnie wstać, będziesz niewyspany.
-Proszę nie robiliśmy tego już tak długo. Tęsknie za tobą-
szepnął muskając wargami płatek mojego ucha. –A jutro przecież już jadę.
Najwyżej darujemy sobie grę wstępną i będzie szybciej. –uśmiechnął się
zadziornie na co ja westchnęłam.
Prawie go
nie widziałam jednak mogłam dostrzec, ze z każdą sekundą mojej niepewności jego
uśmiech znikał, a przecież ja nie mogę tego ot tak zrobić. Czułam się jak
szmata. Jak łatwa dziewczyna, którą każdy może przelecieć. Wczoraj Lou, dziś
Harry… Nie było mi z tym dobrze, ale co mogłam poradzić. Hazz potrzebował mnie
do walki z nałogiem. Sam nie da rady, a miłość to największa motywacja. Z
resztą ja sama nie wiem co będzie potem. Nie potrafiłam wybrać. Harry i Louis
oni… byli doskonali. Inni jednak w każdym możliwym sensie idealni. Hazz chyba
już stracił nadzieje, że coś pomiędzy nami zajdzie. Ułożył się obok mnie i
okrył pierzyną.
-Harry…
-Rozumiem –przerwał mi.
Jego głos był pełen bólu. Wiedziałam, że nasze pogodzenie
narodziło w nim nowe nadzieje na lepsze jutro. Było mi go żal. Pozwoliłam mu
myśleć o nas jak o szczęśliwej parze. Co dziwniejsze ja chciałam żeby tak
myślał. Gdyby nie wyjazd Lou… gdyby nie ta akcja z narkotykami to teraz
bylibyśmy w trakcie tego wszystkiego.
Moja ręka
odnalazła ciało Harryego. Przysunęłam się do niego i odnalazłam jego usta.
Chwyciłam jego dłoń i skierowałam na siebie tak by dać mu znak, ze może działać.
Zrozumiał to natychmiast. Podwinęłam nogi tak by mógł ukucnąć obok mnie. Dłonie
położył na moich kolanach, które teraz znajdowały się na wysokości jego
brzucha. Delikatnie je rozsunął robiąc sobie miejsce pomiędzy nimi. Jego tors
otarł się o moje piersi, a ja westchnęłam z błogością. Chłopak podparł się na
łokciach tak, że trochę zmniejszył się jego ciężar ciała. Gwałtownie wszedł w
mnie, a ja pisnęłam nie zdążywszy opanować swoich emocji. Momentalnie
temperatura mojego ciała podskoczyła o jakieś 10 stopni. Jego ruchy od razu
były szybkie. Jak obiecał, musimy szybko skończyć. Wbiłam moje paznokcie w jego
plecy by choć trochę wyładować swoje reakcje na tak wielką przyjemność. Loczek
na ten gest jeszcze przyśpieszył. Nie mogłam złapać oddechu. Za każdym razem
kiedy próbowałam złapać powietrze nie powstrzymywałam jęków. Chwyciłam poduszkę
i zagryzłam jej róg. Pokój wypełnił się sapaniem chłopaka i moimi zduszonymi
krzykami. Hazz wyrwał mi poduszkę i wpił się w moje usta. Jego pocałunek był
natarczywy. Językiem gładził podniebienie sprawiając mi tym jeszcze większą
przyjemność. Moje ciało zaczęły przechodzić dreszcze. Nie mogłam tego opanować.
Wygięłam się w łuk i jęknęłam wprost do ust Harryego. Palce Loczka zacisnęły
się na poduszce, którą trzymał, a ciepłe nasienie rozlało się we mnie.
Było mi
bardzo trudno unormować oddech. Ciężar chłopaka, spoczywający teraz na moim
ciele jeszcze bardziej utrudnił mi to zadanie, ale nie chciałam żeby położył
się inaczej. Dawał mi niewyobrażalne ciepło. I nie chodzi tu o temperaturę czy
coś… było mi ciepło w brzuchu. Motylki znów się obudziły i całymi tysiącami
wirowały w nim. Chłopak schował twarz w zagłębieniu mojej szyi, a ja
przejechałam dłońmi po jego plecach, na których teraz widniały czerwone ślady.
Hazz zszedł ze mnie i mocno wtulił w swoje ciało.
-Nawet nie wiesz jak ja za tym tęskniłem. –wydyszał
Uśmiechnęłam się tylko nie będąc w stanie na żadna inną
reakcję.
I tu jest
problem. Harry utrudnił mi wybór. Jeszcze kilka godzin temu byłam gotowa rzucić
wszystko i ruszyć za Louisem, ale teraz… wszystko wydawało się trudniejsze. Nie
wiedziałam co robić. Teraz moje serce biło i dla Loui i dla Hazzy tak samo.
Niby wcześniej też kochałam ich obu, ale teraz zupełnie nie wiedziałam co
robić. Przysunęłam się bliżej Harryego i przytuliłam go. On objął mnie
ramieniem i tak zasnęliśmy.
Rano, tak
jak obiecałam spakowałam Hazze. Chłopcy aktualnie jedli śniadanie, które
przygotowałam. Widać było, że im smakowało. Najbardziej chyba ucieszył się
Niall. W końcu nie musiał jeść „Mącznych Naleśników Payna”. Powiem szczerze, ze
mieli różne nazwy na te właśnie danie. Jednak te jest najłagodniejsze. Było już
grubo po piątej, więc musieliśmy się zbierać. Siedziałam już w aucie i czekałam
na Liama i Harryego. Hazz włożył walizkę i usiadł obok mnie.
-Liam jedź już, bo się spóźnimy. –wrzasnął Hazz na co Payne
podskoczył na swoim miejscu.
-Już, nie stresuj się.
Chłopak przekręcił kluczyk w stacyjce i już po chwili
byliśmy w odrodzę do kliniki.
Dojechaliśmy
do celu. Liam wysiadł i porozmawiał z jakimś ochroniarzem, który po chwili
otworzył nam ogromną bramę, tak, że mogliśmy wjechać. Budynek był ogromny,
otoczony trzy metrowym murem. Z każdej strony widać było strażników, którzy
monitorowali cały obszar. Nie zabrakło też kamer. Mówiąc krótko było tu jak w
więzieniu, ale narkomani nie wychodzą tak szybko z uzależnienia. Liaś zatrzymał
się przed samymi drzwiami i wysiadł. Czekał już tam na nas jakiś mężczyzna w
perfekcyjnie białym kitlu. Widziałam jak Harry się stresuję. Bał się, no bo kto
by się nie bał. Nie wiadomo na ile go tam zamkną i co go tu spotka.
-Będzie dobrze. –ścisnęłam jego dłoń.
-Mam nadzieje –uśmiechnął się delikatnie
Wtuliłam się jego ciało chcąc dodać mu trochę otuchy. Loczek
podniósł mój podbródek i spojrzał w oczy. Widziałam, że napływały mu łzy,
których nie umiał powstrzymać. Było mi go tak szkoda, że najlepiej nigdzie bym
go nie wypuściła. Wplotłam swoje palce w jego delikatne loki i przyciągnęłam
bliżej siebie. Wpiłam się w jego usta tak jak nigdy tego nie zrobiłam. Hazz widocznie
był zaskoczony bo pocałunek odwzajemnił dopiero po chwili. Nasze języki toczyły
zażartą wojnę i żaden nie miał ochoty tego przerwać.
-Harry, musimy się zbierać. –przerwał na Liam.
Chłopak przytaknął mu i wysiadł. Zrobiłam to samo. Hazz
przywitał się z lekarzem. Mężczyzna szybko opowiedział nam o zasadach
panujących w klinice. Po pierwsze Hazz zostanie przeszukany, oni muszą mieć
pewność, że nie trafią do środka żadne narkotyki, po drugie, każdy ma osobną
cele, w której jest monitoring, także każdy jego ruch jest obserwowany, po
trzecie, do stołówki odprowadzają go strażnicy tak by nigdzie się nie wymknął,
po czwarte nie będzie miał kontaktu z światem zewnętrznym, tak by całkowicie
odciął się od problemów i po piąte żadnych widzeń. Te ostatnie mnie przeraziło.
Żadnych widzeń.?! Przecież ja się
załamie. Ja… wczoraj straciłam Lou, a dziś jego.? Jak ja wytrzymam to wszystko.
Kurczowo trzymałam jego dłoń. Nie wiem o czym wtedy myślałam, że tak mi nie
ucieknie… może, że zostanę tu z nim…? Nie mam pojęcia. Miliony myśli
przelatywało mi przez głowę. Nie chciałam żeby odchodził. Zauważyłam jaki jest
dla mnie ważny.. co do niego czuje.
-Żadnych.? –zapytałam powstrzymując łzy.
-W tym wyjątku można zrobić jakiś wyjątek. Z tego co
słyszałem to przypadek nie jest aż tak bardzo zaawansowany, więc sądzę, że
możemy dopuścić do widzeń raz na miesiąc. –stwierdził pocierając swoją brodę
jakby miało mu to przynieść jakieś nowe pomysły.
-A ile tu będę.?
-Prawdopodobnie trzy miesiące, ale zobaczymy jak się
wszystko potoczy.
-Trzy miesiące.? –nie mogłam w to uwierzyć.
-Ale to może się zmienić. Mogą być dwa, miesiąc, ale także
może być pół roku. Będziemy patrzeć jak zachowuję się pacjent i stwierdzimy na
ile musi zostać. To nie jest tak, że…
-Rozumiem- przerwał mu.
-Więc dobrze –przeciągnął doktor pocierając o siebie dłonie.
–To zapraszam.
Dłoń Hazzy
zacisnęła się na rączce walizki. Chłopak musiał wziąć głęboki oddech żeby
odgonić stres. Trzy miesiące… ale może krócej. On musi się tylko postarać.
Pomogę mu w tym. Nie mogę go teraz zostawić. Chłopak ruszył i to samo uczynił
doktor.
-Kocham cię- pomachał mi kiedy znikał za szklanymi drzwiami.
-Ja ciebie też-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Jego sylwetka całkiem znikła mi z oczu, z których teraz popłynęły
łzy. Nie umiałam ich powstrzymać. Zacisnęłam powieki. Zobaczyłam jego uśmiech,
ale zaraz potem zmienił się na Lou… sama nie wiedziałam co czuję.
-Chodź, zrobię ci naleśniki. One poprawiają humor. –uśmiechnął
się do mnie pocieszająco Liaś
-Te mączne.? – otarłam łzy.
-Polubisz je.
Hejka. Wiem, że dodaję kolejne części późno, ale teraz zaczęła się szkoła i jakoś nie mam czasu na to wszystko. Pisanie zabiera mi bardzo dużo czasu, a i tak próbuję je ograniczyć. Właśnie propos nexta. Od razu przejdę do rzeczy. Pod każdym postem pojawia się zawsze jeden komentarz i od tej samej osoby. Tu bardzo chciałam ci podziękować :). Wiem, ze jest was więcej, bo widać to w ilości wyświetlanych postów. Jeśli komentuje to jedna osoba to ja nie mam motywacji, ani powodu żeby to pisać. Niby widać, że jest was dużo, ale nie widzę waszej aktywności. Kolejny rozdział dodam jak będzie więcej komentarz. Inaczej po prostu mi się nie opłaca. Możecie z Anonima obojętnie mi to jest. W tekście może być nawet głupia kropka, ale chcę sprawdzić waszą obecność. Jeśli znów skomentuje to tylko jedna osoba to bardzo mi przykro, ale to nie ma sensu. Dodam jeszcze tylko kolejną część imagina o Harrym i to tyle.
SMutne :'( ale super tak dalej :D
OdpowiedzUsuńNawet bardzo...propo tego kogo wolę,to ogółem Harry'ego,ale jak patrze na twoje opowiadanie to Louisa.mam nadzieję,że nie długo coś wstawisz.:D
OdpowiedzUsuń