Uśmiechnęłam się sama do siebie
i ruszyłam na górę. Było jeszcze wcześnie, więc nie mogłam zrobić tego czego
chciałam. Rzuciłam się na łóżko z zamiarem krótkiej drzemki, bo byłam jeszcze
zmęczona. Nie dali mi się wyspać. Zamknęłam ciężkie powieki i odpłynęłam do
świata gdzie jestem ja i on.. tylko.
-Lili. –poczułam delikatne
szturchnięcie. – Lili –powtórzyło się to
Podniosłam się i spojrzałam na
tego kogoś. To Niall nie pozwalał mi zaznać snu. Rzuciłam w niego poduszką i
bezsilnie opadłam na łóżko, ale tym razem nie poszłam spać. Chłopak podszedł do
mnie i sprawdził czy nie śpię. Złapałam
go za koszulkę i wciągnęłam do łóżka. Zaczęłam nim trzęś.
-Myślisz, ze to było miłe.?
–roześmiałam się a blondyn rzucił we mnie drugą poduszką.
-Dzięki. Teraz ma w brzuchu
puree.
-O co chodzi.? –spytałam
opanowując śmiech.
-Bo wiesz właśnie rozmawiam z
Loui i on się pyta czy mogłabyś przyjść.
-Oczywiście.!- wrzasnęłam
Irlandczyk poruszał śmiesznie
brwiami i zrzucił mnie z siebie. Podał mi jednak rękę bym mogła wstać. Razem podążyliśmy
do jego pokoju. Chłopak zamknął drzwi, a ja usiadłam na jego miejscu. Uśmiech
nie znikał mi z twarzy, ale Louis najwidoczniej nie był zbyt szczęśliwy. Nie
wiedziałam o co mu chodzi.
-Niall czy mógłbyś..?
Niall posłusznie wyszedł z
pokoju zostawiając nas samych.
Usłyszałam
jak głośno wypuszcza powietrze. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Nie
wiedziałam czego się spodziewać. Może on mnie już nie chce. Znalazł sobie inną.
I czego się mam spodziewać. Wyraz jego twarzy nic mi nie mówił.
-Co u ciebie.? –usłyszałam po
chwili
-Dobrze, ale co się stało.?
–zmartwiłam się
-Nic –uśmiechnął się delikatnie
Wiedziałam, ze kłamie. On
normalnie tak nie wygląda. Zawsze tętni życiem, a z jego twarzy nie znika
uśmiech. Spojrzałam na niego. Speszył się i odwrócił wzrok.
-Louis, proszę powiedz
–nalegałam
Pasiasty wypuścił głośno
powietrze i spojrzał się w sufit. Na jego twarzy zawitał szeroki uśmiech.
Zakrył twarz dłonią i znów wyglądał jak wcześniej. W końcu spojrzał na mnie.
-Co z Harrym.?
-Dobrze, zawieźliśmy go do tej
kliniki. Zostanie tam na jakiś czas.
Loui tylko skinął głową.
-I co dalej.?
-Dalej.? –zdziwiłam się
-No z nami.
-To nie jest rozmowa, którą
można prowadzić przez kamerkę.
- A jak inaczej.?
-Zadzwoń. Wyjdę gdzieś i
porozmawiamy.
Zgodził
się i momentalnie rozłączył. Tak jak obiecałam poszłam do swojego pokoju,
uprzednio informując chłopców żeby mi nie przeszkadzali. Rozsiadłam się na
łóżku i czekałam na połączenie. Mój telefon zawibrował, a do uszu dobiegła
dobrze znana mi melodia. Chwyciłam go i od razu odebrałam. Po drugiej stronie
usłyszałam dobrze znany mi głos. Przełknęłam ślinę, bo nie wiedziałam co mnie
czeka.
-Lou, czy ty nadal mnie
kochasz.?- spytałam z nadzieją
-Oczywiście. – usłyszałam jak
cicho się zaśmiał.
Moje pytanie nie było aż tak głupie.
Louis jednak po chwili zamilkł.
-A ty.?
-Pewnie, że tak. – uśmiechnęłam
się sama do siebie.
Widocznie on też się tym
stresował. Ja się bałam, ze on mnie już nie kocha, że zapomniał, a tu się
okazuje, że on też się tego bał
-I ty już jesteś moja.?
-Co.? –zdziwiłam się na jego
słowa
-No jesteśmy razem.? – zapytał
cicho jakby bał się odpowiedzi
-No nie wiem…. –mruknęłam
–Jeszcze mnie nie zapytałeś…
Usłyszałam
jak zaśmiał się cicho. Widocznie się od stresował. Ja z resztą też. Jeszcze
parę minut temu bałam się wydać choć jeden dźwięk z ust, a teraz mogłam
rozmawiać z nim godzinami.
-Wolałbym cię zapytać o to
twarzą w twarz, ale tak tez może być. – Loui nabrał głośno powietrza i
wypowiedział te cztery magiczne słowa.
Opadłam na poduszki i
wyszczerzyłam zęby sama do siebie. Nie wiedziałam, że zwykłe, proste zdanie
może wywołać w człowieku tyle szczęścia.
-Może…- droczyłam się z nim- Ale
wiesz będziesz mnie musiał przytulać i całować co pięć minut.
-Chyba dam radę.
-No mam nadzieję.
Po
drugiej stronie słychać było przez chwilę głośny śmiech Louisa, a później głos
jego mamy. Do rozmowy dołączyła się też jakaś dziewczynka. Z tego co wiem Loui
miał kilka sióstr, więc nie mogłam zgadnąć która to. Tommo podniósł głos gdy
normalne prośby o wyjście z pokoju nie dawały rezultatów. Jeszcze usłyszałam
jego tatę, a później babcie. Chyba zlecieli się wszyscy. Szczerze, nawet nie
wiedziałam o co chodzi.
-Louis, co się tam u ciebie
dzieje.?
-Nie nic.
Chłopak
krzyknął coś do nich i jakby na rozkaz umilkli. Jeszcze krótkie polecenie o
opuszczeniu pokoju i cały ten zgiełk jakby znikł. Usłyszałam jeszcze jego ciche
chichotanie.
-Sorki, ale w takich warunkach
się rozmawiać nie da. Spotkajmy się może.-zaproponował
Wydało mi się to głupie. On
przecież jest teraz w Doncaster, niewiadomo ile kilometrów od mnie i chce się
spotkać.? Jedyne spotkanie, które możemy sobie urządzić to romantyczna kolacja
przez Skype.
-Oszalałeś. Jak my mamy się
spotkać.?! –prychnęłam rozbawiona –Może wyciągnę cię z Doncaster przez telefon,
co.?
-Nie przyjadę do ciebie.
–odpowiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. –A później pojadę
z tobą do Doncaster. Bardzo chcą cię tu poznać.
-Masz gorączkę. –zakpiłam-
Pojadę z tobą i będzie tak jak z mamą Hazzy. Nie dzięki.
-Nie martw się, moja mama jest
normalna –zaśmiał się na co ja odpowiedziałam tym samym. – A tak w ogóle…
-ściszył głos –Oni tu myślą, ze jestem gejem.
Nie
wytrzymałam. Głośny rechot wyrwał się z moich ust. Louis Tomlinson gejem.?! Tak
szczerze to zwątpiłam czy jego rodzina jest do końca normalna. Z tego co wiem
facetem nie jestem… no chyba, że kupuję złą bieliznę. Musiałam zasłonić sobie
usta poduszką żeby w końcu przestać się śmiać.
-Ta.. śmiej się, oni mnie się
pytają czy mnie to boli.
-To muszę tam przyjechać i ci
pomóc.
-Przyjadę do ciebie. Jeśli się
sprężę to dojadę….- przerwał na chwilkę – O jedenastej.
-Loui… -jęknęłam opadając
bezsilna na poduszki.
-To ja wyjeżdżam.
-Kochanie, ale to za daleko…
-Nie martw się. W Doncaster
będziemy o drugiej. –przerwał mi –Razem… -przeciągnął
Nie
dawał za wygraną. Za każdym moim jednym sprzeciwem ruszyły dwa jego argumenty.
Zgodziłam się chcąc nie chcąc. Nadal uważam, że było to głupie, ale to Lou…
moja spontaniczna marchewka. Spakowałam potrzebne rzeczy i zostało mi tylko
czekać na niego. Miałam jakaś godzinkę. Szybki prysznic.. zjeść coś i pożegnać
się z chłopcami. Louis przyjechał znacznie szybciej niż się tego spodziewałam.
Myślałam, ze zajedzie wieczorem, a tu proszę. Zdążyłam ledwo zrobić im obiad, a
on już był.
Wsiadłam do auta. Chłopak chciał
powitać mnie całusem jednak nie zgodziłam się. Za dużo tu osób, które czyhają
na zdjęcie. Napotkałam się ze złowrogim spojrzeniem Louisa. Wiedziałam, ze go
to zabolało, ale nie mogłam się z nim całować gdzie popadnie. Ktoś by w końcu
zauważył.
-Nie tutaj. –szepnęłam zapinając
pas.
Zrozumiał.
Odpalił auto i po chwili byliśmy w drodze do jego rodzinnego domu. Droga była
dość długa, ale Loui umilał mi ją tak jak tylko mógł. Rozśmieszyły mnie też
sytuacje kiedy zatrzymywaliśmy się na autostradzie żeby zapłacić za przejazd, a
panie siedzące w budce nie mogły nadziwić się widokiem Lou. Directionerką może
być każdy, no nie.? Dojechaliśmy do domu Lou w jakieś trzy godziny… może o
dziesięć minut więcej. Nie wiem. Nie zwracałam na to uwagi.
Wysiadłam
z auta i zaczęłam rozprostowywać kości. Wyciągnęłam się i podniosłam ręce do
góry. W tym czasie Loui zdążył wyjąć już moją walizkę. Podeszłam do niego i
chwyciłam za rączkę od mojego pakunku.
-Co ty robisz.?- spytał jakby
obrażony
-Chciałam wziąć moją…
-Nie, nie, nie. –przerwał mi –Ja
ją poniosę.
-Ale Louis…
-Cicho. Możesz potrzymać mnie za
rękę jeśli chcesz. –zaproponował śmiesznie ruszając brwiami
-Loui. –skarciłam go wzrokiem
To
było trudniejsze niż myślałam… Ja chyba w ogóle nie myślałam. Co mi odbiło żeby
przyjeżdżać do jego rodziny.?! Odrazu widać, że coś pomiędzy nami jest. Ludzie
także to zauważyli. Nie wiadomo skąd podbiegło do nas dwóch
fotoreporterów. Louis nawet nie
zareagował. Widać było, że to dla niego chleb powszedni.
-Louis, jak skomentujesz zachowanie
Harryego.?
-Czy ty i Lili jesteście razem.?
-Harry o tym wie.?
Jeden krzyczał przez drugiego.
Flesze błyskały mi po oczach. Zasłoniłam oczy. Pasiasty jakoś wytorował dla
mnie drogę i przepuścił tak abym mogła przejść.
-Lili potrzebuje na razie spokoju.
Sądzę, że odpręży się tu, w Doncaster. Za kilka dni wracamy do Londynu na
widzenie z Harrym –skomentował krótko i wszedł do domu ciągnąc mnie za sobą.
Zamknął
za sobą drzwi i przekręcił kluczyk. Odetchnęłam z ulgą. Momentalnie zrobiło się
tak cicho i spokojnie. Chłopak odstawił moją walizkę gdzieś w kącie salonu i
objął mnie ramieniem.
-Tęskniłem, wiesz.?- cmoknął
mnie w policzek mrucząc przy tym jak kot.
-Opanuj się kocie
–zaakcentowałam ostatnie słowo i zmierzwiłam mu włosy.
-Jestem wściekłym tygrysem.
Roar…
Loui wziął mnie na ręce i rzucił
na sofę przygniatając swoim ciałem. Zabrakło mi powietrza. Na szczęście w porę
przyszła jego mama. Chłopak zszedł ze mnie i pomógł mi wstać. Po spotkaniu z
około 70kg byłam cała obolała.
-Mamo, to jest Lili Cramsfort.
–przedstawił mnie –Opowiadałem ci o niej.
-Tak. Louis ciągle o tobie mówi.
Nie może przestać. Czasem nawet…
-Pokaże ci mój pokój –przerwał
Nim
zdążyłam odpowiedzieć Loui ciągnął mnie w stronę swojego pokoju. Otworzył
jakieś drzwi, które po chwili zamknął z kopniaka. Jego sypialnia była
przytulna. Na środku duże łóżko, po prawej biurko, a na ścianie szafka. Nie
mogłam uwierzyć w to co widzę. Loui był dziecinny, ale aż tak… zbierał Power Rangers… nie powiem sama oglądałam to w dzieciństwie,
tak jak Dragon Ball, ale nigdy nie miałam choćby jednej figurki czy jakiejś
zabawki z tej bajki, a on.?! On chyba miał całą kolekcję. Podeszłam do niej i sięgnęłam po jedną
zabawkę. Uważnie przyglądałam się każdej części Czerwonego Strażnika. Poczułam
ciepłe dłonie chłopaka na talii. Objął mnie i położył swoją brodę na moim
ramieniu.
-Dostałem go jak miałem dziesięć
lat.
-I utrzymałeś go w tak dobrym
stanie.? –zdziwiłam się, bo zabawka wyglądała naprawdę jak nowa, a przecież
minęło jedenaście lat.
-Tak, bardzo go kochałem –westchnął
–Ciebie też kocham i wiesz, ciebie też nie pozwolę skrzywdzić.
Odwróciłam
się do niego i wtuliłam w ciepły tor chłopaka. Gdyby jego chęci mogły
przerodzić się w czyny… jestem pewna, że będę bezpieczna…z nim. Z moim kochanym
idiotą. Loui opadł na łóżko ciągnąc mnie za sobą. Ułożyłam głowę na jego klatce
piersiowej i położyłam mu nogę na biodrach. Tak, że teraz wyglądałam jak koala
na drzewie.
-Już cię nie puszczę. –uśmiechnęłam
się zamykając oczy.
-A może ja nie chcę być
puszczany.?
Westchnęłam. Było mi tak dobrze.
Klatka
piersiowa Lou unosiła się i opadał powoli, jego serce pukało relaksując mnie
przy tym. Wtuliłam się w niego mocniej by poczuć ciepło jego ciała, schowałam
nos w zagłębieniu jego mięśni i zaciągnęłam się zapachem jego perfum.
-Loui.?
-Hm.?
-A jak my to powiemy Harryemu.?
-Damy radę. Nie przejmuj się tym
teraz- chłopak złapał mnie i podciągnął na wysokość swojej twarzy. – Mamy na to
czas. Jeszcze będzie szansa do denerwowania się.
Jego uśmiech mnie uspokoił. Cmoknęłam
go delikatnie w nos. Po chwili usłyszałam jego słodkie pochrapywanie. Zasnął. Na
pewno był zmęczony. W końcu zrobił niezłą rundkę po Anglii. Przytuliłam się do
niego, a on objął mnie ramieniem. Zrobiłam to samo co on, zasnęłam.
Świetne,świetne,świetne i jeszcze raz świetne!!!Już nie mogę doczekać się nexta :) (I tak będzie tak świetny jak inne części)
OdpowiedzUsuńKiedy będzie next?
OdpowiedzUsuńKochaaaam to nareszcie razem <3
OdpowiedzUsuń