Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 35„Doncaster”

                          Rozdział 35„Doncaster”

          Uśmiechnęłam się sama do siebie i ruszyłam na górę. Było jeszcze wcześnie, więc nie mogłam zrobić tego czego chciałam. Rzuciłam się na łóżko z zamiarem krótkiej drzemki, bo byłam jeszcze zmęczona. Nie dali mi się wyspać. Zamknęłam ciężkie powieki i odpłynęłam do świata gdzie jestem ja i on.. tylko.
-Lili. –poczułam delikatne szturchnięcie. – Lili –powtórzyło się to
        Podniosłam się i spojrzałam na tego kogoś. To Niall nie pozwalał mi zaznać snu. Rzuciłam w niego poduszką i bezsilnie opadłam na łóżko, ale tym razem nie poszłam spać. Chłopak podszedł do mnie i sprawdził czy nie śpię.  Złapałam go za koszulkę i wciągnęłam do łóżka. Zaczęłam nim trzęś.
-Myślisz, ze to było miłe.? –roześmiałam się a blondyn rzucił we mnie drugą poduszką.
-Dzięki. Teraz ma w brzuchu puree.
-O co chodzi.? –spytałam opanowując śmiech.
-Bo wiesz właśnie rozmawiam z Loui i on się pyta czy mogłabyś przyjść.
-Oczywiście.!- wrzasnęłam
Irlandczyk poruszał śmiesznie brwiami i zrzucił mnie z siebie. Podał mi jednak rękę bym mogła wstać. Razem podążyliśmy do jego pokoju. Chłopak zamknął drzwi, a ja usiadłam na jego miejscu. Uśmiech nie znikał mi z twarzy, ale Louis najwidoczniej nie był zbyt szczęśliwy. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Niall czy mógłbyś..?
Niall posłusznie wyszedł z pokoju zostawiając nas samych.
Usłyszałam jak głośno wypuszcza powietrze. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Może on mnie już nie chce. Znalazł sobie inną. I czego się mam spodziewać. Wyraz jego twarzy nic mi nie mówił.
-Co u ciebie.? –usłyszałam po chwili
-Dobrze, ale co się stało.? –zmartwiłam się
-Nic –uśmiechnął się delikatnie
Wiedziałam, ze kłamie. On normalnie tak nie wygląda. Zawsze tętni życiem, a z jego twarzy nie znika uśmiech. Spojrzałam na niego. Speszył się i odwrócił wzrok.
-Louis, proszę powiedz –nalegałam
Pasiasty wypuścił głośno powietrze i spojrzał się w sufit. Na jego twarzy zawitał szeroki uśmiech. Zakrył twarz dłonią i znów wyglądał jak wcześniej. W końcu spojrzał na mnie.
-Co z Harrym.?
-Dobrze, zawieźliśmy go do tej kliniki. Zostanie tam na jakiś czas.
Loui tylko skinął głową.
-I co dalej.?
-Dalej.? –zdziwiłam się
-No z nami.
-To nie jest rozmowa, którą można prowadzić przez kamerkę.
- A jak inaczej.?
-Zadzwoń. Wyjdę gdzieś i porozmawiamy.
            Zgodził się i momentalnie rozłączył. Tak jak obiecałam poszłam do swojego pokoju, uprzednio informując chłopców żeby mi nie przeszkadzali. Rozsiadłam się na łóżku i czekałam na połączenie. Mój telefon zawibrował, a do uszu dobiegła dobrze znana mi melodia. Chwyciłam go i od razu odebrałam. Po drugiej stronie usłyszałam dobrze znany mi głos. Przełknęłam ślinę, bo nie wiedziałam co mnie czeka.
-Lou, czy ty nadal mnie kochasz.?- spytałam z nadzieją
-Oczywiście. – usłyszałam jak cicho się zaśmiał.
Moje pytanie nie było aż tak głupie. Louis jednak po chwili zamilkł.
-A ty.?
-Pewnie, że tak. – uśmiechnęłam się sama do siebie.
Widocznie on też się tym stresował. Ja się bałam, ze on mnie już nie kocha, że zapomniał, a tu się okazuje, że on też się tego bał
-I ty już jesteś moja.?
-Co.? –zdziwiłam się na jego słowa
-No jesteśmy razem.? – zapytał cicho jakby bał się odpowiedzi
-No nie wiem…. –mruknęłam –Jeszcze mnie nie zapytałeś…
Usłyszałam jak zaśmiał się cicho. Widocznie się od stresował. Ja z resztą też. Jeszcze parę minut temu bałam się wydać choć jeden dźwięk z ust, a teraz mogłam rozmawiać z nim godzinami.
-Wolałbym cię zapytać o to twarzą w twarz, ale tak tez może być. – Loui nabrał głośno powietrza i wypowiedział te cztery magiczne słowa.
Opadłam na poduszki i wyszczerzyłam zęby sama do siebie. Nie wiedziałam, że zwykłe, proste zdanie może wywołać w człowieku tyle szczęścia.
-Może…- droczyłam się z nim- Ale wiesz będziesz mnie musiał przytulać i całować co pięć minut.
-Chyba dam radę.
-No mam nadzieję.
Po drugiej stronie słychać było przez chwilę głośny śmiech Louisa, a później głos jego mamy. Do rozmowy dołączyła się też jakaś dziewczynka. Z tego co wiem Loui miał kilka sióstr, więc nie mogłam zgadnąć która to. Tommo podniósł głos gdy normalne prośby o wyjście z pokoju nie dawały rezultatów. Jeszcze usłyszałam jego tatę, a później babcie. Chyba zlecieli się wszyscy. Szczerze, nawet nie wiedziałam o co chodzi.
-Louis, co się tam u ciebie dzieje.?
-Nie nic.
Chłopak krzyknął coś do nich i jakby na rozkaz umilkli. Jeszcze krótkie polecenie o opuszczeniu pokoju i cały ten zgiełk jakby znikł. Usłyszałam jeszcze jego ciche chichotanie.
-Sorki, ale w takich warunkach się rozmawiać nie da. Spotkajmy się może.-zaproponował
Wydało mi się to głupie. On przecież jest teraz w Doncaster, niewiadomo ile kilometrów od mnie i chce się spotkać.? Jedyne spotkanie, które możemy sobie urządzić to romantyczna kolacja przez Skype.
-Oszalałeś. Jak my mamy się spotkać.?! –prychnęłam rozbawiona –Może wyciągnę cię z Doncaster przez telefon, co.?
-Nie przyjadę do ciebie. –odpowiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. –A później pojadę z tobą do Doncaster. Bardzo chcą cię tu poznać.
-Masz gorączkę. –zakpiłam- Pojadę z tobą i będzie tak jak z mamą Hazzy. Nie dzięki.
-Nie martw się, moja mama jest normalna –zaśmiał się na co ja odpowiedziałam tym samym. – A tak w ogóle… -ściszył głos –Oni tu myślą, ze jestem gejem.
Nie wytrzymałam. Głośny rechot wyrwał się z moich ust. Louis Tomlinson gejem.?! Tak szczerze to zwątpiłam czy jego rodzina jest do końca normalna. Z tego co wiem facetem nie jestem… no chyba, że kupuję złą bieliznę. Musiałam zasłonić sobie usta poduszką żeby w końcu przestać się śmiać.
-Ta.. śmiej się, oni mnie się pytają czy mnie to boli.
-To muszę tam przyjechać i ci pomóc.
-Przyjadę do ciebie. Jeśli się sprężę to dojadę….- przerwał na chwilkę – O jedenastej.
-Loui… -jęknęłam opadając bezsilna na poduszki.
-To ja wyjeżdżam.
-Kochanie, ale to za daleko…
-Nie martw się. W Doncaster będziemy o drugiej. –przerwał mi –Razem… -przeciągnął
Nie dawał za wygraną. Za każdym moim jednym sprzeciwem ruszyły dwa jego argumenty. Zgodziłam się chcąc nie chcąc. Nadal uważam, że było to głupie, ale to Lou… moja spontaniczna marchewka. Spakowałam potrzebne rzeczy i zostało mi tylko czekać na niego. Miałam jakaś godzinkę. Szybki prysznic.. zjeść coś i pożegnać się z chłopcami. Louis przyjechał znacznie szybciej niż się tego spodziewałam. Myślałam, ze zajedzie wieczorem, a tu proszę. Zdążyłam ledwo zrobić im obiad, a on już był.
            Wsiadłam do auta. Chłopak chciał powitać mnie całusem jednak nie zgodziłam się. Za dużo tu osób, które czyhają na zdjęcie. Napotkałam się ze złowrogim spojrzeniem Louisa. Wiedziałam, ze go to zabolało, ale nie mogłam się z nim całować gdzie popadnie. Ktoś by w końcu zauważył.
-Nie tutaj. –szepnęłam zapinając pas.
Zrozumiał. Odpalił auto i po chwili byliśmy w drodze do jego rodzinnego domu. Droga była dość długa, ale Loui umilał mi ją tak jak tylko mógł. Rozśmieszyły mnie też sytuacje kiedy zatrzymywaliśmy się na autostradzie żeby zapłacić za przejazd, a panie siedzące w budce nie mogły nadziwić się widokiem Lou. Directionerką może być każdy, no nie.? Dojechaliśmy do domu Lou w jakieś trzy godziny… może o dziesięć minut więcej. Nie wiem. Nie zwracałam na to uwagi.
Wysiadłam z auta i zaczęłam rozprostowywać kości. Wyciągnęłam się i podniosłam ręce do góry. W tym czasie Loui zdążył wyjąć już moją walizkę. Podeszłam do niego i chwyciłam za rączkę od mojego pakunku.
-Co ty robisz.?- spytał jakby obrażony
-Chciałam wziąć moją…
-Nie, nie, nie. –przerwał mi –Ja ją poniosę.
-Ale Louis…
-Cicho. Możesz potrzymać mnie za rękę jeśli chcesz. –zaproponował śmiesznie ruszając brwiami
-Loui. –skarciłam go wzrokiem
            To było trudniejsze niż myślałam… Ja chyba w ogóle nie myślałam. Co mi odbiło żeby przyjeżdżać do jego rodziny.?! Odrazu widać, że coś pomiędzy nami jest. Ludzie także to zauważyli. Nie wiadomo skąd podbiegło do nas dwóch fotoreporterów.  Louis nawet nie zareagował. Widać było, że to dla niego chleb powszedni.
-Louis, jak skomentujesz zachowanie Harryego.?
-Czy ty i Lili jesteście razem.?
-Harry o tym wie.?
Jeden krzyczał przez drugiego. Flesze błyskały mi po oczach. Zasłoniłam oczy. Pasiasty jakoś wytorował dla mnie drogę i przepuścił tak abym mogła przejść.
-Lili potrzebuje na razie spokoju. Sądzę, że odpręży się tu, w Doncaster. Za kilka dni wracamy do Londynu na widzenie z Harrym –skomentował krótko i wszedł do domu ciągnąc mnie za sobą.
            Zamknął za sobą drzwi i przekręcił kluczyk. Odetchnęłam z ulgą. Momentalnie zrobiło się tak cicho i spokojnie. Chłopak odstawił moją walizkę gdzieś w kącie salonu i objął mnie ramieniem.
-Tęskniłem, wiesz.?- cmoknął mnie w policzek mrucząc przy tym jak kot.
-Opanuj się kocie –zaakcentowałam ostatnie słowo i zmierzwiłam mu włosy.
-Jestem wściekłym tygrysem. Roar…
Loui wziął mnie na ręce i rzucił na sofę przygniatając swoim ciałem. Zabrakło mi powietrza. Na szczęście w porę przyszła jego mama. Chłopak zszedł ze mnie i pomógł mi wstać. Po spotkaniu z około 70kg byłam cała obolała.
-Mamo, to jest Lili Cramsfort. –przedstawił mnie –Opowiadałem ci o niej.
-Tak. Louis ciągle o tobie mówi. Nie może przestać. Czasem nawet…
-Pokaże ci mój pokój –przerwał
            Nim zdążyłam odpowiedzieć Loui ciągnął mnie w stronę swojego pokoju. Otworzył jakieś drzwi, które po chwili zamknął z kopniaka. Jego sypialnia była przytulna. Na środku duże łóżko, po prawej biurko, a na ścianie szafka. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Loui był dziecinny, ale aż tak… zbierał Power Rangers…  nie powiem sama oglądałam to w dzieciństwie, tak jak Dragon Ball, ale nigdy nie miałam choćby jednej figurki czy jakiejś zabawki z tej bajki, a on.?! On chyba miał całą kolekcję.  Podeszłam do niej i sięgnęłam po jedną zabawkę. Uważnie przyglądałam się każdej części Czerwonego Strażnika. Poczułam ciepłe dłonie chłopaka na talii. Objął mnie i położył swoją brodę na moim ramieniu.
-Dostałem go jak miałem dziesięć lat.
-I utrzymałeś go w tak dobrym stanie.? –zdziwiłam się, bo zabawka wyglądała naprawdę jak nowa, a przecież minęło jedenaście lat.
-Tak, bardzo go kochałem –westchnął –Ciebie też kocham i wiesz, ciebie też nie pozwolę skrzywdzić.
            Odwróciłam się do niego i wtuliłam w ciepły tor chłopaka. Gdyby jego chęci mogły przerodzić się w czyny… jestem pewna, że będę bezpieczna…z nim. Z moim kochanym idiotą. Loui opadł na łóżko ciągnąc mnie za sobą. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej i położyłam mu nogę na biodrach. Tak, że teraz wyglądałam jak koala na drzewie.
-Już cię nie puszczę. –uśmiechnęłam się zamykając oczy.
-A może ja nie chcę być puszczany.?
Westchnęłam. Było mi tak dobrze.
            Klatka piersiowa Lou unosiła się i opadał powoli, jego serce pukało relaksując mnie przy tym. Wtuliłam się w niego mocniej by poczuć ciepło jego ciała, schowałam nos w zagłębieniu jego mięśni i zaciągnęłam się zapachem jego perfum.
-Loui.?
-Hm.?
-A jak my to powiemy Harryemu.?
-Damy radę. Nie przejmuj się tym teraz- chłopak złapał mnie i podciągnął na wysokość swojej twarzy. – Mamy na to czas. Jeszcze będzie szansa do denerwowania się.
Jego uśmiech mnie uspokoił. Cmoknęłam go delikatnie w nos. Po chwili usłyszałam jego słodkie pochrapywanie. Zasnął. Na pewno był zmęczony. W końcu zrobił niezłą rundkę po Anglii. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie ramieniem. Zrobiłam to samo co on, zasnęłam. 





 

3 komentarze:

  1. Świetne,świetne,świetne i jeszcze raz świetne!!!Już nie mogę doczekać się nexta :) (I tak będzie tak świetny jak inne części)

    OdpowiedzUsuń