Rozdział 37 „Przykro mi”
Jak ja miała to zrobić w miesiąc. Niby wszystko dobrze. Dzwonię, mówię i po sprawię, ale ja musiałam przygotować się do tego emocjonalnie. To nie było tylko parę słów rzucanych na wiatr. Ja coś nadal do niego czułam. Nie potrafię tego wyjaśnić. Mam Louisa, ale nadal Harry jest gdzieś w moim sercu.
Jak ja miała to zrobić w miesiąc. Niby wszystko dobrze. Dzwonię, mówię i po sprawię, ale ja musiałam przygotować się do tego emocjonalnie. To nie było tylko parę słów rzucanych na wiatr. Ja coś nadal do niego czułam. Nie potrafię tego wyjaśnić. Mam Louisa, ale nadal Harry jest gdzieś w moim sercu.
-Louis, to nie jest takie
proste…
-Jest.- przerwał mi- Kochasz
mnie albo jego. Wybieraj.
-Ciebie kocham, ale martwię się
o niego.
-To przestań. Jest dorosły. Da
sobie radę.
Przytaknęłam mu. W milczeniu
ruszyliśmy do sypialni. Przytuliłam się tylko do niego i zasnęłam. Było mi z
tym ciężko. Jak ja miałam mu to powiedzieć. To okropne. Przez cały czas
wmawiałam mu, że jesteśmy idealną parą, a teraz mam mu powiedzieć, że go nie
kocham, że wolę Lou
Obudziłam
się z tą samą myślą w głowię. Oczywiście otrzymałam powitalnego sms’a od
Harryego z tekstem „Dzień Dobry Kochanie.”. Loui oczywiście się wściekł jednak
próbował tego nie pokazywać. Zjedliśmy śniadanie w ciszy. Boo musiał jechać
gdzieś z tatą, bo ten chciał u pokazać jak odnowili boisko. Ja wolałam zostać.
Siedziałam z jego mamą w kuchni. Nie odzywałam się. Nawet nie wiedziałam o czym
miałabym z nią rozmawiać.
-Czemu jesteś taka smutna.? –spytała
podając mi kubek z herbatą.
-To nic takiego. –machnęłam ręką
-Pokłóciliście się wczoraj o
tego Harryego.?
-Nie. –skłamałam
-Przecież słyszałam –uśmiechnęła
się do mnie życzliwie
-Ale ja go rozumiem. Nie mogę
całe życie okłamywać Harryego, ze go kocham. –próbowałam go jakoś
usprawiedliwić. W końcu miał powód. – On pewnie jest zazdrosny…
-Może i jest. –przerwała mi. –Ale
nikt nie może ci mówić co masz robić. Pomysł z Harrym raczej nie wypali, ale
Louis nie powinien ci tak tego narzucać. Jesteś dorosła, prawda.? Chyba umiesz
podejmować decyzję.
Prawda.
Nikt nie mógł kazać mi zrobić coś czego nie chcę. Był to głupi pomysł i to
bardzo, ale ja chciałam doprowadzić go do końca. Teraz jest już i tak za późno
na zmiany. Sama nie wiem. Z resztą Louis… on nie zasługiwał na to by to
wszystko przechodzić. Nie chciałabym żeby to o udawał, że kocha swoją byłą. Musiałam
powiedzieć to Harryemu i nie tylko dla Lou. Dla samej siebie, muszę z tym
skończyć inaczej będzie jeszcze gorzej. Coś zawibrowało mi w kieszeni. Dopiero
po chwili zorientowałam się, że to telefon. No tak wyciszyłam go żeby Loui nie
słyszał. Przerosiłam mamę Lou i wyszłam na zewnątrz żeby z nim porozmawiać.
-Hej. –powitał mnie jego radosny
głos.
-Hej.
-Co ty taka smutna.? –spytał przejęty.
-Nic tylko, moglibyśmy
przestawić termin odwiedzin na jakoś bliżej.?
-Oczywiście. –zgodził się bez
wahania –A co już się za mną stęskniłam.
-Oczywiście.! –powtórzyłam jego
słowa
Wiem, to
było złe. Po raz kolejny skłamałam, ale co ja mogłam mu powiedzieć. „Słuchaj,
chciałabym cię rzucić, ale przez telefon nie wypada.” Ważne żebym mu to w końcu
powiedziała. Nie mogę z tym zwlekać. Każda sekunda to coraz większe bagno. Chłopak
poleciał spytać się lekarza, który właśnie prowadził obchód. Jedyny wolny
termin był na jutro. Louis się ucieszy, ale ja nie za bardzo.
***nazajutrz
Jechałam
właśnie z Lou do kliniki. Cały czas towarzyszył mu uśmiech. Od rana chodził
cały w skowronkach. Cieszył się i to bardzo. Harry w końcu dowie się prawdy.
Poukładałam sobie wszystko w głowię. Wiedziałam już jak mu to powiem.
Zatrzymaliśmy się na parkingu kliniki. Do Sali Harryego zaprowadził mnie jego
lekarz. Oczywiście po przeszukaniu. Oni musieli mieć pewność, ze nie wniosę
narkotyków na teren placówki i tak zrobili dla mnie wyjątek. Hazz leżał na
łóżku, ale kiedy tylko mnie zobaczył rzucił się na mnie powodując, że prawie
upadliśmy.
-Tak za tobą tęskniłem. –
oznajmił obkręcając mnie
-Harry my musimy porozmawiać. –postanowiłam
nie przeciągać sprawy
Z jego twarzy zszedł uśmiech. Usiedliśmy
na łóżku. Musiałam złapać głęboki oddech.
-Chodzi o to, że… -musiałam
przerwać by wszystko to ułożyć w logiczną całość –To żebyśmy byli razem
wymyślili Niall i Zayn. Uważali, że tak będzie dla ciebie lepiej, że będziesz
miał się dla kogo leczyć i że będziesz miął motywację. Tylko ja jestem z Lou i
on się poważnie o to wkurzył. Zrozumiałam, ze nie ma sensu tego ciągnąć, więc…
-Lili –przerwał mi –Ty mnie nie
kochasz.? –spytał łamiącym się głosem
Spuściłam
wrok. Nie umiałam mu tego powiedzieć w twarz. Nawet sama przed sobą nie
umiałam. Czułam coś do niego, ale jestem z Louisem. Nie mogę go kochać. To
głupie. Mimo to Harry i tak jest w moim sercu.
-Lili, powiedz coś.
Spojrzałam na niego. Po jego
policzkach spływały łzy. Nie wiedziałam co ja mu mam teraz powiedzieć „Będzie
dobrze, zostaniesz świadkiem na naszym ślubie”
-To po co było to wszystko. –chłopak
schował twarz w dłonie. – Po co mówiłaś, ze mnie kochasz, że tęsknisz.? Myślałem,
że wrócę i wszystko będzie po staremu, że będziesz na mnie czekać. Mieliśmy
znów zamieszkać w naszym domu Lili.
Głośne szlochanie Harryego
łamało mi serce. Sama zaczęłam płakać. Moje policzki szybko stały się mokre.
-Harry. –próbowałam go uspokoić.
-Ja bez ciebie nie dam rady.
-Dasz. Wiem, że będzie dobrze.
-Nie będzie. Ja bez ciebie się zabije.
Rozumiesz.? Nie wytrzymam. –pokręcił głową i otarł oczy.
-Nie mów tak. Znajdziesz sobie dziewczynę
i będzie dobrze, przecież już wiele razy zmieniałeś partnerki.
Jego ręce
zacisnęły się na moich nadgarstkach. Przestraszyłam się. Hazz cały czas analizował
całą moją twarz co chwilę krzywiąc się przez płacz. Jego oczy zaszła mgła. Zieleń,
którą tak kochałam zbladła.
-Nie rozumiesz. Ty jesteś tą jedyną.
Ja nie chcę innej.
-Harry posłuchaj…
-Nie Lili. Ty posłuchaj mnie. –przerwał
mi –Powiedz kto cię pokochał jako pierwszy, kto obronił cię kiedy inni myśleli,
że jesteś zła, z kim przeżyłaś pierwszy raz, z kim planowałaś przyszłość.? To ja
byłem z tobą cały czas, a kiedy pojawiła się rysa na naszym związku to on wtargnął
wykorzystując sytuację.
-Proszę przestań. –wyrwałam się mu.
-Dlaczego ty tego nie widzisz.? Ja
cię kocham i jestem pewny, że ty mnie też. Nie możemy się teraz poddać.
Harry wpił
się w moje wargi i przycisnął do zimnej ściany. Nie miałam linii obrony. Złamał
mnie. Nie wiedziałam co robić. Ten pocałunek kompletnie zawrócił mi w głowię. Pomieszał
wszystko. Oderwał się od mnie i oparł swoje czoło o moje.
-Nie możesz teraz odejść.
Jedna z jego słonych łez kapnęła
mi na policzek. To było okropne. Był jak cień człowieka, którego znałam. Zmienił
stan w zaledwie dziesięć minut.
-Proszę powiedz, że mnie kochasz.
-Harry, przykro mi…
Jezuuu jakie sweet :3 kocham
OdpowiedzUsuń