Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

wtorek, 17 września 2013

Rozdział 31 „Pomoc niesiona miłością”



Rozdział 31 „Pomoc niesiona miłością”
            Obudziłam się z głową na torsie Louisa. Chłopak najwyraźniej już nie spał, bo bawił się moimi kosmykami. Przejechałam palcem po zagłębieniach w jego mięśniach i ucałowałam środek jego brzucha. Louis zachichotał jak mała dziewczynka i poruszył się niespokojnie.
-Nie wierć się. –uspokoiłam go roześmiana.
-Nie mogę to łaskocze.
Podciągnęłam się o oparcie łóżka i teraz leżałam na wprost twarzy Lou. Przejechałam palcem po linii jego szczęki. Nie mogłam uwierzyć, ze teraz jest mój, a ja jestem jego. To nieprawdopodobne, ze w końcu uwolniłam się od tego koszmaru. Pasiasty delikatnie chwycił moją dłoń i ucałował. Był taki… delikatny. Nie wiedziałam, ze ten idiota, który z każdym nowym dnie coraz bardziej niszczył mi życie potrafi być taki czuły.
-Chyba czas jechać do chłopców. Martwią się. Liam dzwonił chyba z dziesięć razy.
-Masz rację.
            W pośpiechu przygotowaliśmy się do spotkania z chłopcami. Założyłam na siebie tylko różowy sweterek i białe spodnie. Włosy spięłam w koka. Dojechaliśmy do chłopców w jakieś pięć minut. Czas niestety mi się bardzo dłużył. Myślałam o tym jak ja im to powiem, przecież odeszłam od Hazzy i w ten sam dzień poszłam do Lou. Co jak co, ale to trochę niemoralne. Drzwi otworzył nam Zayn. Był trochę zdziwiony, ze widzi mnie w obecności Lou. Niall i Liam zareagowali podobnie. Rozsiedliśmy się na sofię. Daddy przyniósł nam herbatę i śniadanie. Ja jakoś straciłam apetyt, za to Louis jadł jak opętany. Rozśmieszyło mnie to lekko, bo chłopak nie zraził się nawet tym, ze kawałek Tosta spadło mu na podłogę.
-A Harry gdzie.? –spytał w końcu Niall
Spuściłam głowę. Wiedziałam, ze w końcu zapytają, ale miałam nadzieję, że nastąpi to trochę później. Miałaby czas na zastanowienie się co zrobić. W końcu i tak bym im to powiedziała. Lepiej później niż wcale jak to mówią.
-Harry pewnie siedzi teraz w domu i ćpa, a ja nie mam zamiaru na to patrzeć. –wydukałam po przez łzy.
-Jak to ćpa.? –reakcja Nialla była do przewidzenia.
-Normalnie. On z tym nie skończy. Od razu po powrocie wyciągnął te świństwo.
-Przecież on powiedział, ze nie musi iść na odwy…
-Kłamał –przerwałam mu –Harry powinien iść na ten odwyk już teraz, ale to nic nie da jeśli on nie będzie chciał się zmienić.
-A ty nie możesz go przekonać.?
-Harry, nie chce mojej pomocy. Kazał mi się wynosić i zostawić go w spokoju. –odpowiedziałam szybko na pytanie Liama
            Nie miałam teraz ochoty o tym mówić i każdy z chłopców chyba to zauważył. Miałam dość tego całego tematu. Dla mnie to rozdział zamknięty. Chciałam jeszcze tylko o tym zapomnieć. Zapomnieć o nim.
-No, ale jest jedna pozytywna strona tego wszystkiego. –dołączył się Louis.
-Że możesz teraz startować do Lili.? –przerwał mu Niall
-Już sobie to wyobrażam- parsknął Liam
-Lili, skarbie jak moje nowe bokserki w baski. Kupiłem je specjalnie dla ciebie –Zayn zaczął naśladować Louisa
-Albo. Hej mała zjadłem dziesięć kilo marchwi i nie dostałem carotynerii, zadzwoń –roześmiał się Niall
            Oni chyba ze wszystkiego potrafią zrobić żart. Przynajmniej powiemy im to w miłej atmosferze. Pośmiejemy się przy okazji i zapomnę o Hazzie. To chyba dobry pomysł. Jednak to nie zmienia fakty, ze szkoda mi Loczka jeszcze wczoraj wszystko było dobrze, a dziś…
-Bez przesady. Ja umiem podrywać. –burknął tak samo rozśmieszony Louis.
-No niby tak, ale sposób na „marchewkę” jest już dawno przereklamowany. –oświadczył Niall robiąc śmieszny gest ręką.
-Jej się podoba. –wskazał na mnie Zayn
Poczułam jak mimowolny rumieniec wkrada się na moją twarz. Miałam takiego pecha, ze chłopcy to zobaczyli. Od razu usłyszałam głośne „Uuu.” Loui objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.
-Tak właściwie to ona już jest moja. –chłopak cmoknął mnie w policzek i opadł na oparcie sofy ciągnąc mnie za sobą.
-To nawet lepiej. Zayn zrobił sobie w twoim pokoju mały salon piękności, więc spać będziesz u Lou.
-Salon piękności. Naprawdę.? –nie mogłam powstrzymać śmiechu, tak jak reszta.
-Myślicie, że te włosy same się ułożą.?!
            Niall klepnął Zayna w ramię, a ten zrobił urażoną minę szczeniaczka. Tego mi brakowało. Już dawno się tak nie uśmiałam. Ci idioci sprawiali, ze najpoważniejsza rozmowa przeistaczała się w żart.
-No to teraz nie będę musiał jeść naleśników Liama – powiedział z obrzydzoną mina Niall.
-Przepraszam, czy cos z nimi jest nie tak.?! –oburzył się i wstał z kanapy
Liam popędził na górę śmiesznie kręcąc tyłkiem. Niall jako dobry przyjaciel i stwórca tego „niemiłego zdarzenia”  pobiegł za nim krzycząc „To nie tak jak myślisz.” Powiem szczerze, nigdy nie spotkałam większych wariatów. Zayn także po chwili się tez ulotnij. Jak mniemam do swojego królestwa. A miałam takie ładne łóżko…
-Idioci. –uśmiechnął się Loui.
-Za to ich kocham.
-Nie przesadzasz czasami.?- warknął z grymasem na twarzy.
            Po tym jak dostał całusa od razu się uśmiechnął. Kochana marchewka. Podkurczyłam nogi i mocniej wtuliłam się w jego ciało. Byłam zmęczona. Dziwne… oni samą rozmową człowieka męczą. Uspokajające oddechy Lou sprawiły, że odleciałam. Po prostu zasnęłam. To było takie przyjemne, że nie zauważyłam kiedy to się stało. Jego zapach ogarnął moje całe ciało, ciepło przeniknęło aż do środka… zasnęłam.
            Obudziłam się u niego w pokoju. Chłopak szukał czegoś w szafie. Miał na sobie same dżinsy. Ściągał jakiś karton z szafy. Musiał być ciężki. Loui napiął mięśnie tak, że były widoczniejsze niż kiedykolwiek. Jego tatuaże także zrobiły się wyraźniejsze. Taki widok mi odpowiadał. Mogłam leżeć tak i patrzeć się na niego całymi dniami. Loui odstawił karton na podłogę i zamknął szafę. Szybko przymknęłam powieki tak by móc go oglądać, ale żeby nie wiedział, że to robię. Łóżko ugięło się pod ciężarem Lou. Jego delikatne opuszki błądziły po mojej twarzy.
-Nie udawaj. Wiem, ze nie śpisz. –cmoknął mnie w czoło –Chyba musimy załatwić to inaczej…
Jego ręce zjechały na mój brzuch. Zaczął mnie łaskotać. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Po chwili wiłam się pod pływem jego natarczywego dotyku. Wiedział jak mnie rozweselić
-Louis, stop. Błagam. –wręcz płakałam ze śmiechu.
-Ale musisz mi coś za to obiecać. –zażądał z poważna miną.
-Zrobię co tylko  chcesz.
-Dobra najpierw całus, a później robisz mi pierogi.
            Przyciągnęłam go bliżej siebie i wpiłam się w jego malinowe wargi. Moje ręce odruchowo powędrowały na jego klatkę piersiową. Był taki doskonały. Mimowolnie przeszły mnie dreszcze. Louis stracił równowagę i przewrócił się na mnie. Moja dłoń wplotła się w jego włosy przyciągając go tym samym bliżej. Odsunęłam się kawałek od niego.
-Louis.?
-Mhm.?
-Z kapustą czy ziemniakami.?
Pasiasty przewrócił oczami i rzucił się na miejsce obok mnie tak, ze aż podskoczyłam. Wiem, że liczył na coś innego, ale teraz to nie była odpowiednia chwila. Na dole są chłopcy. Słyszeli by.  Zeszłam na dół i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zmartwiona mina Nialla. Stał oparty ścianę. Zayn siedział na sofię z równie dziwnym wyrazem twarzy. Nie widziałam tylko Liama. Podeszłam do zmartwionego Irlandczyka i próbowałam odczytać powody dlaczego się smuci. Nie dało to nic. On jedynie odwrócił wzrok. Usiadłam koło mulata. Chłopcy byli zupełnie cicho.
-Może łaskawie ktoś mi powie o co chodzi.?
-Ja nie wiem czy…
-Lili chodź na chwilkę. –przerwał Liam
Zayn chyba odczuł ulgę, że nie musi mi mówić o co chodzi. Jak najszybciej poszłam za Liamem. Chłopak zaprowadził mni9e na dwór gdzie czekał na mnie gość.
            Wyglądał okropnie. Napuchnięte i przekrwione oczy, szary odcień skóry, spierzchnięte, popękane wargi i włosy w nieładzie. Nawet ubrany był jakoś niechlujnie. Biała poplamiona koszulka i zwykłe dżinsy to do niego nie podobne. W rękach trzymał kwiaty. Wiedziałam o co mu chodzi, ale ja jestem teraz z Lou. On wywalił mnie i zostawił. Przemawiały przez niego narkotyki, ale mógł ich nie brać.
-Lili, kochanie… -podszedł do mnie i chwycił za dłoń.
Wyrwałam mu się gwałtownie. Nie chciałam jego przeprosin. Nie chciałam nic od niego. Chłopak zauważył, że raczej nie rozkleję się i nie wpadnę mu w ramiona. Był mi teraz obojętny… chyba. Nie wiedziałam co do niego czuję. Kochałam Louisa to na pewno, ale widząc go. Chłopaka, który był moją wielką miłością, któremu się oddałam, z którym planowałam przyszłość to zmiękło mi serce. Jeszcze ten jego stan.
-Po co tu przyszedłeś.?- burknęłam
-Chciałem cię przeprosić. Proszę wróć do mnie. Ja sobie bez ciebie nie poradzę. –w jego oczach pojawiły się łzy. Wiedziałam, ze cierpi, ale on to już przeszłość.
-Jakoś wczoraj nie myślałeś czy ja sobie poradzę.
            Nie mogłam wytrzymać. Odwróciłam wzrok od chłopaka, który budził we mnie tyle bólu, ale i miłości. Gdybym dalej patrzała się na jego szmaragdowe tęczówki, na oczy przepełnione łzami i na grymas, który pokazywał jak go to wszystko boli.
-Lili –poczułam jego ciepłą rękę na policzku. –Co będzie z nami, z małżeństwem, z Darcy.?
Nie dałam rady. Łzy popłynęły po moich policzkach jak dwie rzeki. Byłam słaba. Wiedział teraz, że mi zależy. Był dal mnie ważny. Ja nadal go kochałam.
-Lili, pomyśl nad tym, a ja może pojadę z Harrym się przebrać. –zaproponował Liam.
Zgodziłam się na to choć i tak wiedziałam już co zrobię. Zostanę z Lou.
            Usiadłam na sofię. W salonie był już Louis. Wtuliłam się w jego gorący tors i rozpłakałam. W końcu, kiedy znalazłam szczęście wraca on. Jak złe wspomnienie. Niall i Zayn widzieli w jakim jestem stanie. Nawet nie próbowali mnie pocieszać, bo ta próba i tak skończyłaby się na niczym.
-Lili, Lou….- zaczął niepewnie Zayn. –Wiem, ze to brzmi absurdalnie, ale powinnaś wrócić do Harryego.
-Chyba oszalałeś.! –wrzasnął Loui.
Sama nie wierzyłam w to, że czarnowłosy to powiedział.
-Louis, uspokój się. Ja też myślę, że to dobry pomysł. –do dyskusji wtrącił się Niall
-Harry powinien mieć dla kogo się leczyć. Tak to on nigdy nie przestanie. Nawet może sobie coś zrobić.
Louis zamilkł. Jego mina przepełniona gniewem zamieniła się teraz na pełną bólu. Myślał nad tym. Chyba też uważał, ze to dobry pomysł. Czy tylko ja wiedziałam, że to głupota. Tak nie można. Zayn miał rację. Harry musiał mieć dla kogo się leczyć, ale nie kosztem moim i Lou. Powinien znaleźć sobie dziewczynę, a ja… powinnam o nim zapomnieć. Ciekawe czy będę potrafiła… ja chyba nadal go kocham.
-Lili, oni mają rację. Kiedy Hazz z tym skończy będzie łatwiej go pilnować i wszystko się ułoży, ale teraz to dobre wyjście –Loui zgodził się z przyjaciółmi.
-Ale Louis, przecież…
-Będzie dobrze. Wszystko się ułoży –przerwał mi.
            Usłyszeliśmy dźwięk silnika. Zayn i Niall poszli chyba do kuchni. Nie wiem. Byłam zbyt przejęta żeby zwracać na to uwagę. Odwróciłam się do Louisa. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. Było w tym tyle bólu, rozpaczy, tęsknoty… Dziś miałam go stracić. Stracić codzienne śmiechy, zabawy.. i wrócić do dawnego życia.
Samochód zamilkł, a my oderwaliśmy się do siebie. Widziałam jak pasiasty wychodzi na taras. Nie chciał tego widzieć rozumiem go.
            Drzwi się otworzyły, a przez nie wszedł przebrany i ogarnięty już Harry. Poczułam jak coś dzieje się we mnie. Ja chyba stęskniłam się za nim. Za jego chrypką, lokami, zielonymi oczami… za nim, ale to nie było możliwe. Loczek z nadzieją w oczach podszedł do mnie i delikatnie złapał za mój nadgarstek, zjeżdżając niżej dotarł do dłoni, którą pozwoliłam mu chwycić i spleść nasze palce.
-Lili…
-Masz ostatnią szansę. –przerwałam mu. –Ale musisz z tym skończyć.





 ***
No wiec obiecałam wam dziś nowy rozdział i o to i on. Jeśli chodzi o imagina na fb. To mam w planach go dokończyć. Po prostu opowiadanie stawiam  na pierwszym miejscu i nie miałam na to czasu. Pierwszą część jak i napisaną już drugą wstawię tu na bloga, ponieważ częściej tu wchodzę, a fb nie jest jakąś moją ulubioną stronką.

1 komentarz:

  1. spoko,rozumiem,ale i tak myślę że imagin na fb się dobrzy zanosi... może wstawisz go tutaj? Bo myślę że będzie tak samo zajeb*sty jak ten tu

    OdpowiedzUsuń