Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 30 „Nowy początek”



Rozdział 30 „Nowy początek”
Szybka odpowiedź dobiegła do moich uszu. Wiedziałam, ze nie odmówi. On zawsze pomagał mi jak tylko mógł. Nie wiedziałam jak ja mam mu dziękować. Po mimo tego jaki był wcześniej miałam ochotę rzucić się mu na szyję, ale bądź co bądź miał rację. Hazz okazał się zwykłym dupkiem.
-Podjadę po ciebie. –zaproponował
            Po pięciu minutach czekania na chłodzie do moich uszu dobiegł dźwięk silnika. Podeszłam do auta. Louis otworzył mi drzwi ja jednak nie miałam ochoty wsiadać. Musiałam… nawet nie wiem po co dzwoniłam.
-Co się stało.?- spytał wskazując na różową walizkę przy boku.
Nie odpowiedziałam. Łzy same popłynęły z moich oczu. Loui wysiadł z auta i podszedł do mnie. Jego gorące dłonie objęły mnie wokół talii. Jak dobrze, ze znajdujemy się kilka domów od Hazzy. Nie chciałabym żeby to widział. Odwaliło by mu i Louis znów by dostał.
-Lili, wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko.
-Miałeś rację.- łzy popłynęły jak dwie rwące rzeki. Nie mogłam już tego kontrolować.
Poczułam ciepłe ciało chłopaka. Wtuliłam się w jego tors. Już dawno nie poczułam czegoś takiego. O bliskości Hazzy mogłam zapomnieć.
-Chodź, zabiorę cię do domu.
-Nie. –zaprotestowałam kiedy chłopak chwycił moją walizkę.- Nie chcę żeby chłopcy wiedzieli. Proszę. Nie teraz. Uspokoję się to im powiem, ale teraz nie.
-Wiesz co. Mam pomysł…
Loui wziął moje rzeczy i włożył je do bagażnika. Nie wiedziałam co on kombinuje, ale  ufałam mu. On mnie nie zawiedzie. Wsiadłam do jego auta, a po chwili chłopak ruszył w w ogóle nie znane mi miejsce. Zatrzymał się przed hotelem. Bez jakiegokolwiek pytania wyjął moją walizkę i otworzył mi drzwi od samochodu. Boo Bear szybko pociągnął mnie w stronę budynku. Poprosił recepcjonistkę o jakiś pokój i po chwili już z kartą w dłoni ruszyliśmy na szóste piętro. Pani, która wydawała nam klucze chyba wiedziała, że Louis jest sławny i potrzebuje spokoju, bo piętro na, którym znajdował się nasz pokój święcił pustkami.  Chłopak jednym szybkim ruchem nadgarstka otworzył apartament i przepuścił mnie jako pierwszą.
Odłożył moją walizkę gdzieś przy drzwiach i podszedł do mnie. Razem usiedliśmy na dużej, białej, skórzanej sofię. Lou był naprawdę blisko. Niemal czułam jego ciepło. Jedną rękę położył na oparci sofy, tak, że teraz bez trudu bawił się moimi kosmykami. Krępowało mnie to. Prawda, okazał się jedyna mi pomocą, ale także był kiedyś moim… tak jakby wrogiem.
-Mów co się stało.
Szybko opowiedziałam mu historię sprzed półgodziny. Widać było jaki był zaskoczony. Przejęło go to. W jego oczach zobaczyłam jaką ma chęć by zabić teraz Harryego. Jego gniew jak i współczucie były bardzo widoczne.
-Lili, przecież mówiłem ci. –objął mnie i ucałował w czoło.
-Wiem, przepraszam, a ja myślałam, ze jesteś tylko zwykłym dupkiem.- Mocniej wtuliłam się w jego ciało. Nie wiem czemu, ale nie płakałam. Było mi to obojętne. Nie obchodziła mnie już osoba Harryego. Miłość prysła jak bańka mydlana. On zachował się jak zwykły dzieciak.
-Nie wiem jak on mógł to zrobić. Gdybym to ja był na jego miejscu nigdy bym cię tak nie skrzywdził. Nie zasługujesz na to.- poczułam jak Loui unosi mój podbródek.
            Spojrzałam w jego lazurowe tęczówki i od razu zachciało mi się żyć. Było w nich cos ciepłego… cos co sprawiało, że miało się ochotę rzucić na niego i wycałować za całą dobroć, którą ci ofiarował. Jego ciepłe dłonie skierowały się na moją talię. Palce zręcznie wsunęły się pod koszulkę gładząc delikatnie moją zimną skórę. Znajdował się tak niebezpiecznie blisko mnie, że wariowałam. Miękkie usta musnęły moje. Poczułam jak całe stado motyli wznosi się do lotu w moim brzuchu. Moje ręce skierowały się na jego kark. Przysunęłam go bliżej siebie i zachłannie wbiłam w jego wargi. Brakowało mi tego. On podążył wyżej. Zaczął drażnić się z zapięciem od stanika. Wycofał dłonie i złapał za róg mojej koszulki, która po chwili leżała gdzieś w kącie apartamentu. Ustałam na sofie na kolanach by mieć do niego lepszy dostęp. Wplotłam swoje zimne palce w jego miękkie włosy i znów połączyliśmy nasze usta. Nie myślałam w tej chwili.
Zapomniałam o wszystkim, o Harrym, o chłopcach, o tym całym gównianym zmartwieniu.  Zaczęłam rozpinać jego dżinsową koszulę. Pasiasty zrzucił ją ze swoich ramion. Chłopak zaczął odpinać mi spodnie. Materiał opadł do kolan. Dalej mu pomogłam. Jego mocne ręce złapały mnie w talii i uniosły do góry. Oplotłam swoje nogi wokół jego bioder. Loui zaniósł mnie do sypialni i wręcz rzucił na łóżko.  Chwyciłam go za pasek od spodni przyciągnęłam do siebie sprawiając, że Loui opadł na mnie swoim ciałem. Jego dłonie szybko odnalazły zapięcie od mojego stanika. Biustonosz poleciał na drugi koniec pokoju.
Jego wargi przylgnęły teraz do moich piersi. Sprawiał mi tym niewyobrażalną przyjemność. Przygryzał i ssał sutek, który teraz stał się jak malutki kamyczek. Jego usta odnalazły moje i ponownie przywarliśmy do siebie w namiętnym pocałunku. Odpięłam jego spodnie, które opadły do kostek. Szatyn wyrzucił je gdzieś i wrócił do mnie. Widziałam już spore wybrzuszenie w jego bokserkach. O dziwo one też były w paski. Wsunęłam dłoń i ujęłam jego przyrodzenie w dłoń. Jego kolega był już twardy. Zaczęłam wykonywać ruchy ręką. Boo Bear zsunął moje koronkowe majtki i pogładził wewnętrzną stronę moich ud.
Skrawek materiału, który pozostał na chłopaku także znikł. Mogłam zobaczyć go teraz w całej okazałości. Chłopak złapał mnie  tali i położył na środek lóżka. Pod ciężarem jego ciała ułożyłam się na miękkiej poduszce. Czubek jego penisa otarł się o mnie, a ja jęknęłam. Rozkoszny dotyk sprawił, że zamarłam. Loui wszedł we mnie delikatnie, cały czas obserwują moją reakcję. Pisnęłam wtulona w jego rozgrzane ciało. Chłopak ruszał się powoli. Sposób w jaki robił to wewnątrz mnie pozbawił mnie oddechu. Wiłam się pod nim co jakiś czas pojękując. Jego pchnięcia nabierały zdecydowania. Robił to coraz szybciej i mocniej. W pokoju słychać było tylko moje jęki i sapania chłopaka zmieszane ze sobą. W końcu Louis przyśpieszył. Robił to bez opamiętania jakby chciał nacieszyć się swoją nową zabawką. Oplotłam moje nogi wokół jego bioder ułatwiając mu dostęp. Nie mogłam wytrzymać będąc cicho. To samo wychodziło z moich ust. Robił to tak idealnie. Tak delikatnie, a jednak szybko i z dużą siłą. Jego imię wypełniało teraz przestrzeń. Jęczałam tak, że nazajutrz na pewno gardło będzie mnie bolało. Jego kolega doskonale trafiał w mój punkt G powodując tym samym cudowne doznania. Wbiłam moje paznokcie w jego plecy. To było tak nieziemsko cudowne…. Jęki chłopaka także nabierały siły. Wiedziałam, że jego finał jak i mój jest już blisko. Poczułam jak fala przyjemności zalewa moje ciało. Wygięłam się w łuk. Chłopak zadał jeszcze trzy mocne ruchy i zakończył w moim wnętrzu. Ciepły płyn rozlał się we mnie, a ja poczułam jeszcze większa przyjemność.
Chwilę został we mnie jednak szybko ułożył się obok mnie otulając pierzyną jak i ramieniem. Wtuliłam się w jego ciepłe ciała i ucałowałam w czubek nosa. Może właśnie tego mi brakowało. Może po prostu nie chodziło o Harryego, ale o Louisa, może to on jest tym jedynym. Wiem jedno… nie chcę wracać do Hazzy. To Loui jest tym, którego chcę. On potrafi mnie obronić, a nie jak Styles naraża mnie na niebezpieczeństwa. Brakowało mi tego. Miłości, czułości, dotyku…
-Lili, wiesz, ze będziesz musiała o wszystkim opowiedzieć chłopcom.? –spytał obracając się w moją stronę.
-Wiem.
-O wszystkim
-Tak.
-Ale ja tu mówię także o dzisiejszym wieczorze. –uśmiechnął się do mnie znacząco i śmiesznie poruszał brwiami.
-zgoda. Opowiem im o tym jak zręcznie odpinasz stanik i jak…
-Szczegóły pomińmy. –przerwał mi wesołym głosem.
            Co za kochany idiota. Zmierzwiłam mu jego i tak już fryzurę w nieładzie i schowałam się w jego ramionach. Było tam tak bezpiecznie. Jakby całe otaczające zło bało przedrzeć się przez tą ochronę. Jestem niską i delikatną dziewczyną, potrzebuję kogoś  takiego jak on. Potrzebuje mojego bohatera, a nie zdradliwego wilka.
-Kocham cię, wiesz.? –usłyszałam jego melodyjny głos.
Słowa jakich nie słyszałam już bardzo długo wywarły na mnie wrażenie…?... nie to chyba był raczej szok. Wiedziałam, ze Louis cos do mnie czuje, ale nie wiedziałam, że mi to powie.
-A wiesz, że ja ciebie mocniej. –pokazałam rząd białych zębów i cmoknęłam go w szczękę
-Nikt nie kocha nikogo tak mocno jak ja kocham ciebie.

8 komentarzy:

  1. kocham to!!! nareszcie będą razem Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam pytanie.Czy będziesz kontynuować imagina na facebooku?Zaczął się świetnie i czekam na dalszą część.Napiszesz?Byłabym wdzięczna.

    OdpowiedzUsuń