obiecana druga cześć. Będzie ich jeszcze kilka. Może dwie.? Nie wiem. piszcie jeśli chcecie następną.
Harry Cz.2
Wybiegłem z
Sali za moją uczennicą. Jak mogłem być tak głupi i rzucić taki tekst.
Zachowałem się jak jakiś idiota, ale ona jest taka ładna. Myślałem, że wszyscy
chłopacy w szkolę za nią biegają i, że już to robiła. Bądź, co bądź ma już
szesnaście lat… niedługo siedemnaście.
-Ej, zaczekaj.! –wołałem bez skutku. –[t.i].!!!
Usłyszałem dzwonek. Klasa rzuciła się do wyjścia. Spakowałem
swoje rzeczy i chwyciłem aktówkę. Dziewczyna skierowała się na podwórko szkolne
gdzie można było przejść podczas przerw. W tłumię jednak zgubiłem jej sylwetkę.
Stałem na przy wejściu i jak idiota rozglądałem się po podwórku. Zero śladu.
Cofnąłem się zrezygnowany do budynku.
***Nazajutrz.
Wszedłem do
pokoju nauczycielskiego, który o tej porze jak zwykle był pusty. Odstawiłem
swoją aktówkę na krzesło i ruszyłem w stronę korytarza. Musiałem przeprosić tą
dziewczynę, przecież niczym nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Kupiłem
jej nawet mały bukiet złożony z pięciu czerwonych jak jej usta róż. I znów
przyłapałem się na fantazjowaniu o niej. Myślałem jakby to było gdybym mógł ją
pocałować, dotknąć, ale nie mogę.
Dziewczyna siedziała przed klasą 101 gdzie odbywała się matematyka.
Szybkim krokiem skierowałem się w jej stronę. Blondynka zorientowała się, że
idą do niej. Zerwała się z podłogi i wręcz zaczęła uciekać przy czym jej loki
zaczęły tak zabawnie podskakiwać. Szybko ją dogoniłem i złapałem za rękę
obracając w swoją stronę. Jej wzrok mnie sparaliżował. Jej oczy błyszczały
wyrażając tyle na raz poprzez ból i złość do rozczarowania. Stałem tak chwilkę
wpatrując się w jej pełne zieleni kocie oczy.
-Przepraszam za wczoraj. –tylko tyle udało mi się wydusić.
Wyciągnąłem w jej stronę bukiecik i uśmiechnąłem się szeroko w nadziei, że
dziewczyna zapomni o wczorajszym incydencie. Na moje szczęście przymknęła
powieki i ponownie szeroko je otworzyła z radością w oczach. Ułożyłem w jej
dłoni, delikatnie kwiaty i zacisnąłem jej palce tak aby się nie pokuła.
-Zapomnijmy o tym. –ukazała mi rząd swoich białych perełek.
Skinąłem głową i oddaliłem się po usłyszeniu dzwonka.
***oczami [i.t]
Właśnie
wychodziłam z klasy od biologii, która była moją ostatnią lekcją. Szłam u boku
mojej najlepszej przyjaciółki Elizabeth. Dziewczyna cały czas wpatrywała się we
mnie z uśmiechem, który próbowała ukryć. Nie wytrzymałam. Zawszę byłam
ciekawska, a ona doprowadzała mnie do szału.
-O co ci chodzi.?! –wrzasnęłam kiedy już znaleźliśmy się
poza terenem szkoły.
-Nie udawaj, ze nie wiesz. –burknęła pod nosem i odwróciła
wzrok.
Miałam ochotę ją w tej chwili ukatrupić. Gdybym wiedziała to
bym się jej chyba nie pytała. Przybliżyłam się do niej delikatnie szarpnęłam za
jej rękaw.
-No mów.
-No o ciebie i Pana Stylesa… -uśmiechnęła się zadziornie
Szturchnęłam ją w ramie gdyż
właśnie Pan Styles, o którym była mowa stał przy swoim aucie z telefonem.
Rozmawiał z kimś. Elizabeth krzyknęła mu na pożegnanie „Do Jutra” jednak ja nie
chciałam mu przeszkadzać. Mężczyzna odwrócił się w naszym kierunku, a ja
odwróciłam wzrok. Później usłyszałam warkot silnika. Złapałam Elizabeth za
skrawek koszulki i przyśpieszyłam tępo. Kiedy w końcu zniknęłyśmy z pola
widzenia mężczyzny puściłam ją i teraz szłam spokojnie.
-Pomachał mi, widziałaś.? –Elizabeth podniecała się tym
jakby to było nie wiadomo co.
-Co ty się tym tak ekscytujesz.?
-A zapomniałam. Nie mam u niego szans… za to ty…-wskazała na
róże, które trzymałam w ręku.
Schowałam go za siebie i dałam jej kuksańca w bok.
Szczerze mówiąc. Nie wiem co te wszystkie dziewczyny widziały w tym idiocie.
Jest on kolejnym facetem, który myśli, że dzięki swojej urodzie może zrobić
wszystko. To, że tał mi kwiaty na przeprosiny nie oznacza, że zapomniałam o tej
całej sprawię.
-Kolejny idiota. W tej szkole to i tak nie robi różnicy.
–burknęłam pod nosem.
-Przestań.! Widziałaś jakie to ciacho i ten tors.!
-Ta specjalnie rozpiął sobie kilka guzików żeby takie
małolaty jak my się nim podniecały.
-Lili, jak zawsze masz jakieś problemy
Nie miałam z nim żadnego problemu po za tym, ze był chamski
i zgrywał macho. Nie lubiłam takich mężczyzn. Niby są najlepsi, przelecą każdą
dziewczynę, a jak przyjdzie co do czego to uciekają.
Szłyśmy
dalej. Na szczęście El zmieniła temat. Nie musiałam już słuchać o tym jaki on
jest „sexy”. Teraz rozmawiałyśmy o szkole, przyszłej kartkówce, ocenach… nic
szczególnego. Zauważyłam, ze jeden z samochodów zatrzymał się koło nas.
-Może podwieźć.?
Dobrze wiedziałam do kogo należał ten głos. Idiota nie dawał
o sobie zapomnieć. Temat zmieniłyśmy, a on musi się pojawiać.! Jak na Elizabeth
przystało zgodziła się bez wahania. Ja wiedziałam co odpowiem. „Nie” i gdyby
nie moja przyjaciółka postawiłabym na swoim.
-Lili, usiądź do przodu. Nie będziecie się tam obie gnieść.
Wykonałam jego polecenie choć z niechęcią. Gnieść.?! Była
tam tylko El i jego aktówka, a ja chyba taka gruba jeszcze nie jestem. Pierwsza
do domu dotarła Elizabeth. Mieszkała ona bliżej szkoły niż ja. Zawsze jej tego
zazdrościłam. Nie musiała wlec się codziennie taką drogą, a dziś to już
szczególnie.
-Do jutra. –pożegnał się ze mną kiedy wysiadałam.
-Do jutra. –odpowiedziałam niechętnie.
***Jakiś czas później.
Siedziałam
właśnie w kuchni. Czekałam na moją mamę Oczywiście wywiadówka. Z nerwów i
strachu posprzątałam każdy skrawek domu. Nie szło mi zbyt dobrze jeśli chodzi o
matematykę. Zawsze byłam w tym słaba. Usłyszałam dźwięk zatrzaskiwanych drzwi.
Wyszłam z kuchni i od razu napotkałam rozwścieczoną twarz mojej mamy.
-Co to jest.?!- warknęła pokazując mi moje oceny.
Moim oczom ukazał się rządek czerwonych ocen, a dokładnie jedynek.
Z czego.? Z matematyki oczywiście.!
-Mamo…
-Żadne Mamo.!- wrzasnęła –Pierwsze miesiące szkoły, a ty mi
takie coś odwalasz i jeszcze ta ucieczka w poniedziałek.!
No tak. Mówiłam Elizabeth, że to zły pomysł, ale ona jak
zawsze musiała mnie przekonać. Miała do tego nadzwyczajny dar. Nie mogłam jej
odmówić.
-Jutro nie idziesz na żadną imprezę. Pójdziesz sobie na
korepetycję. –oznajmiła mi
-Korepetycję.? –zdziwiłam się
Przecież nigdy nie chodziłam na korepetycję. Pamiętałabym to
chyba.
-Tak. Jeden z twoich nauczycieli zgodził się cię douczać.
Ruszyłam
pokornie do swojego pokoju. Korepetycję… może mi pomogę. Nie, przecież dla mnie
nie ma już żadnej nadziei. Nawet jakieś tam douczania mi nie pomogą. Jestem w
tym po prostu za cienka. Jeśli ktoś nie chce nie powinien na to chodzić.
Ułatwiło by to życie wielu nastolatką, a tym czasem oni nas tym dręczą.
Mama jak
obiecała tak zrobiła. Nazajutrz podwiozła mnie pod dom mojego nowego korepetytora.
Dom był jak każdy inny. Ogród był zadbany. Widać, że ten ktoś miał naprawdę „ciekawe”
życie, albo zatrudniał ogrodnika. Ja bym nigdy nie znalazła czasu na dbanie o taką
liczbę roślin. Zapukałam do drzwi. Właściciel nie dał na siebie długo czekać. Usłyszałam
kroki i po chwili klamka opadła w dół.
-Dzień Dobry. –przywitał mnie radosny głos mojego nauczyciela.
–Zapraszam.
Pan Styles…mogłam się domyślić. Żaden inny nauczyciel nie wziąłby
sobie na głowę nastolatki. Tylko on. Jeśli myśli, że choć jeden z tych jego rąbniętych
planów się uda to się myli.
Ten imagin jest super,zresztą jak wszystkie,które piszesz :D
OdpowiedzUsuńKiedy dalej napiszesz?I czy tamten imagin będzie miał dalsze części?
OdpowiedzUsuń