Rozdział 41 „Plany na przyszłość”
Będzie dobrze. Stać go tylko na te słowa.? Ja tu załamanie nerwowe przechodzę. Gdyby nie mój stan to nie wiem co bym ze sobą zrobiła. Gdybym tylko mogła to już by mnie tu nie było. Muszę to sobie poukładać. Dziecko.?! Nie teraz. Tak być nie może.
Będzie dobrze. Stać go tylko na te słowa.? Ja tu załamanie nerwowe przechodzę. Gdyby nie mój stan to nie wiem co bym ze sobą zrobiła. Gdybym tylko mogła to już by mnie tu nie było. Muszę to sobie poukładać. Dziecko.?! Nie teraz. Tak być nie może.
-Harry my nie damy sobie rady.
-Damy. –pogładził mnie po
włosach. –Nie płacz. –poprosił i otarł mi spływające łzy kciukiem. –Słuchaj,
mamy tyle spraw do zrobienie, że nie można tracić czasu na płacz. –uśmiechnął
się życzliwie.
-Jaki spraw.? –chlipnęłam
-Po pierwsze to musimy iść do
lekarza żeby cię zbadał, po drugie chłopcy na pewno będą wściekli jeśli powiemy
im o tym później, a po trzecie pokoik dla dziecka się sam nie zrobi. Dziewczyno
mamy tylko dziewięć miesięcy, a tu taki huk roboty.
Nie
wierzyłam. Po mimo tego, że wątpiłam w Hazze jako ojca on okazał się być
odpowiedzialny. Zawszę myślałam, że to jeszcze dziecko, że nie wyszalał się
jeszcze. Zawsze taki był. Nieporadny i zdziecinniały, taka urocza łamaga. Byłam
pewna, że to ja zachowam się doroślej, a tu proszę. Spojrzałam na niego, a on
tylko uroczo się uśmiechnął. Uniosłam kącik ust, a ten przyciągnął mnie do
siebie i mocno przytulił.
-To jak. Ubieraj się jedziemy
powiedzieć chłopcom. Zgoda.?
-Zgoda. –przytaknęłam mu.
Wzięłam
szybki prysznic i założyłam świeżą bieliznę, a na to mój ulubiony różowy
sweterek i białe rurki. Włosy uczesałam w kłosa. Wyrobiłam się w niecałe
dwadzieścia minut. Hazz również był już gotowy. Miał na sobie już swoją
brązową, skórzaną kurtkę z kożuszkowym kołnierzykiem i swoje ulubione buty.
Niewiarygodne jak był do nich przywiązany. Nosił tylko je. Trzymał w ręku już
kluczyki od auta. Szybko ubrałam swój czarny płaszcz i buty tego samego koloru,
który były na koturnie. Hazz przez całą drogę opowiadał o tym jacy będziemy
szczęśliwi. Oznajmił także, że nasi rodzice muszą się o tym dowiedzieć. No tak,
od tego nie było odwrotu. Postanowiliśmy, ze zaprosimy ich na kolację i wtedy
im to powiemy. Tak uroczyście.
Siedzieliśmy
właśnie na sofię u chłopaków. Liam właśnie wyszedł z kuchni z gorącą herbatą.
Podał nam ją, a ja upiłam łyk. Parująca ciecz niezwykle mnie rozgrzała. To
naprawdę było potrzebne w jesienne dni.
-Ja musze wam coś powiedzieć.
–zaczął Hazz. –Ja i Lili… -przerwał
Każdy patrzył na nas
wyczekująco. Loczek chyba się zestresował, bo wziął głęboki oddech i głośno
wypuścił powietrze. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Jego dłoń
ścisnęła moją, a wzrok spotkał się z moim.
-Będziemy rodzicami.
Chłopcy
na chwile zamarli, ale później rzucili się na nas i zaczęli przytulać, całować
i gratulować. Widziałam jak Louis idzie na górę. Na pewno to nim wstrząsnęło,
przecież byliśmy razem i to z nim miałam być, a teraz będę mieć dziecko z jego
najlepszym przyjacielem. Nie wyglądało to za dobrze. Reszta też widziała jego
ponurą minę i to jak odchodzi.
-Porozmawiam z nim
–zaproponowałam.
-Lili. –Hazz próbował mnie zatrzymać
Pokazałam
mu mimiką twarzy, ze wszystko będzie dobrze. Cmoknęłam go jeszcze w policzek
tak by jego obawy całkiem zniknęły. Ruszyłam na górę. Louis siedział w swoim
pokoju. Twarz miał schowaną w dłoniach. Usiadłam obok niego i pogładziłam po
ramieniu. Odepchnął mnie. Szczerze, spodziewałam się takiej reakcji.
-Tommo…
-Twój facet pozwala ci tak do
mnie mówić.?! –przerwał mi
-Uspokój się Loui.
-Jak mam się uspokoić. Będziesz
miała z nim dziecko. –wrzasnął. –Myślisz, ze to nie boli.?
-Wiem, ze cię to boli, ale
musisz zrozumieć…
-Że wolisz jego. –znów nie dał
mi dojść do słowa.
Uspokoiłam
go trochę. Znów usiedliśmy na łóżku. W pomieszczeniu panowała niezręczna cisza.
Bałam się ją przerwać. Z każdą kolejną chwilą było co raz gorzej. Wzięłam
głęboki oddech i głośno wypuściłam powietrze żeby się od stresować.
-Musisz zrozumieć, że jeśli ja
nic do ciebie nie czuję to, to ni może być miłość na wieki. – w końcu
wypowiedziałam całe zdanie. -Kocham Harryego, ciebie też, ale jak starszego
brata. To nie mogło by wyjść nawet gdyby nie było Hazzy. Prędzej czy później to
by się rozpadło, rozumiesz.?
-Moglibyśmy próbo…
-Louis. Po co skoro i tak nic by
z tego nie było, a moglibyśmy przegapić tą prawdziwą miłość. Ja mam Harryego i
to jego kocham, a ty i El znów do siebie wróciliście, więc…
-To nie tak. –ten chłopak powoli
mnie irytował. Nie mogłam nic dokończyć. –Ja z nią jestem, bo myślałem, ze ty
będziesz chciała do mnie wrócić, ale później te dziecko.
-Lou, ale zobacz. Przed mną ty
byłeś z El i było wam dobrze, więc dlaczego nie możecie spróbować.?
-Nie wiem –pokręcił głową. –Ja
zakochałem się w tobie i…
-Louis. –pogładziłam go po
ramieniu. – Wiem, ze to co było między nami zawsze gdzieś będzie krążyć, ale
musimy poukładać sobie życie bez tego. Nie brakuje ci przyjaźni z Harrym.?
-Brakuje –odpowiedział
spuszczając głowę.
-A nie chciałbyś żeby to
wszystko się poukładało, żeby było jak prędzej, tylko lepiej.? Robilibyśmy
sobie wieczory filmowe, chodzili na podwójne randki. Loui jest tyle możliwości,
ale nie możesz żyć przeszłością.
Loui
chyba zrozumiał. Pokiwał głową i leciutko uniósł kącik ust. Zmierzwiłam jego i
tak rozczochraną fryzurę. Wstałam, a chłopak zrobił to samo. Chwyciłam go za
rękaw brązowego swetra i sprowadziłam na dół. Widziałam podejrzliwe spojrzenia
chłopaków, ale wzrok Harryego jakby mnie przeszukiwał. Podeszłam do niego i
ucałowałam szczęśliwa w policzek. Miałam nadzieje, ze teraz wszystko się ułoży.
Chłopak niechętnie oddał pieszczotę. Rozumiałam jego podejrzenia. Pasiasty
zbliżył się do niego i wyciągnął rękę.
-Gratulacje. –usłyszałam jego
wesoły głos.
Hazz przez chwilę się wahał, ale
w ostateczności uściskał dłoń przyjaciela jak i samego Lou.
-Och, Kochanie widzę, że masz
dziś moje ulubione bokserki. –zażartował sobie szatyn
Loczek odepchnął go roześmiany.
Dopiero teraz poczułam się jak dawniej.
Jeszcze
przez chwilę przekomarzali się ze sobą. Curly pchnął kolegę na sofę i sam się
na nim położył układając mu głowę na torsie. Boo jeszcze chwilkę się kręcił,
ale szybko przestał. Reszta dołączyła do nich tworząc taką jakby kanapkę.
Usiadłam na fotelu nie mogąc opanować śmiechu, kiedy wszyscy z hukiem zlecieli
na podłogę. Poobijani przez jakiś czas jęczeli. Wszystko pomieszane było z ich
śmiechem. Pewnie dale by sobie tak żartowali, ale usłyszeliśmy pukanie do
drzwi. Jako iż byłam jedyną stojącą i w pełni sił osobą w tym domu pobiegłam
szybko otworzyć.
-Hej, jest Liam. –przywitała
mnie jakaś wysoka szatynka.
-Hej. Tak oczywiście.
–oznajmiłam i wpuściłam ją do środka –Liam, ktoś do ciebie.
Musiałam
rozwalić ten wielki kłębek zrobiony z ich ciał żeby dotrzeć do Liama. Na moje
słowa chłopak szybko się poderwał i skierował do drzwi. Potrącił mnie
delikatnie, ale nawet tego nie zauważył. Reszta ogarnęła się trochę i wszystko
doszło do ładu. Włączyłam im jakiś film na dvd i stali się bardzo cicho. Jak
nie oni. Widocznie telewizor działa na nich tak jak na małe dzieci. Ja udałam się do kuchni żeby zrobi im coś do
jedzenia. Niby tu już nie mieszkałam, ale burczenie brzucha Nialla mnie
przekonało. Brzmiało to trochę jak stado waleni. Układałam właśnie na ostatniej
kanapce śmieszne wzorki z pomidora, ogórka i innych produktów kiedy poczułam
gorące dłonie na swojej talii.
-Nam też będziesz takie robić.?
–spytał wskazują na kanapkę z kotkiem.
-Przecież to dla was. –uśmiechnęłam
się.
-Nie mówię o tym. – jego duże
ręce pojechały wyżej i zatrzymały się na brzuchu. –Mówię o niej lub o nim.
–zachichotał cicho –Dla mnie z kotem z sera i ogórka dla niego z pomidora i
sałaty. Już to sobie wyobrażam –mruknął – Nasze dziecko będzie miało najlepsze
kanapki w szkole.
Hazz
poważnie się rozmarzył, bo po chwili opowiadał mi jaki kupi jej lub jemu
kanapnik. Dla dziewczynki różowy z białym kotkiem, dla chłopczyka niebieski z
czarnym. Plan pokoiku też miał już obmyślony. Na jednej ścianie byłby taki
kolaż z naszych wspólnych zdjęć. Na ścianie środkowej okno, a przy nim łóżeczko
maluszka, tak by codziennie budziły go promienie słońca, inna ściana byłaby
jakby ogromną półką na wszystkie zabawki, które Loczek zdoła mu kupić. Ściana
musiałaby być naprawdę wielka, bo znając Hazze to nie popuści. On chyba tylko
na ciuchy nie wydaję. Zawsze w tych samych spodniach z dziurami na kolanach,
kroku i kieszeniach. Kiedyś tak zgubił kilka funtów. On po prostu jest typem
człowieka, który bardzo zżywa się z ubraniami.
-Kupilibyśmy mu lub jej kota.
Najlepiej takiego puszystego żeby mógł się przytulać.
-A jak nie będzie lubiła lub
lubił kotków jak tatuś.? –spytałam odwracając się do niego.
-Kochanie ja robiłem i czuję, że
będzie lubił kotki. Czuję to w środku, w serduszku –uśmiechnął się i cmoknął
mnie w nos.
Jeszcze
chwilę opowiadaliśmy sobie o planach. Hazz cały czas mówił, że będzie bronił
nasze dziecko jak tatuś lew lub jak będzie odstraszał chłopaków małej Darcy,
ale jeśli to będzie chłopczyk to opowie mu o podrywaniu wszystko, co wie. Z
tego co rozumiem nasz synek będzie miał kolekcję kaktusów zanim żonę znajdzie.
Jak tatuś.
-Przepraszam, mogę nalać sobie
soku.? –czyjś głos wyrwał mnie z zamyślenia.
Momentalnie odwróciliśmy się w
tamtą stronę. W drzwiach stał Louis. Wyglądał jakby się speszył.
-Tak, oczywiście. –odsunęliśmy
się.
Każdy krok stawiał niepewnie.
Jakby bał się, ze zaraz ktoś o zaatakuję. Wyjął szklankę i nalał sobie
pomarańczowej cieszy po czym umoczył w nich wargi.
-A co do ciebie też mam plany.
–Hazz podszedł do niego i oplótł go ramieniem. –Zostaniesz chrzestnym. Jak to
będzie dziewczynka to kupimy sobie różowe koszulę na chrzest, a jak chłopczyk
to niebieskie.
Chłopcy
oddalili się do salonu. Ja przeszłam do niego po chwili trzymając w rękach
ogromny talerz z kanapkami. Rzucili się na niego jak wygłodniałe zwierzęta.
Zaśmiałam się cicho widząc jak opychają sobie nimi buzie, ale zaraz, zaraz… Czegoś
mi tu brakowało, a raczej kogoś.
-Gdzie Liam.? –spytałam rozglądając
się po pomieszczeniu
-Poszedł ze swoją dziewczyną
Sophie na zakupy. –odpowiedział Niall
-A on nie był z nią na zakupach
wczoraj.?
-Był, ale nasza gwiazdeczka musi
wypchać sobie szafę po brzegi kosztem Liama –stwierdził kpiąco Zayn
Przysiadłam obok nich. Nawet nie
znają tej dziewczyny, a już oceniają. Nie można oceniać książki po okładce. Chwyciłam
pilota i odrobinę ściszyłam by bardziej przysłuchać się ich rozmowie.
-Gwiazdeczka.?
-No nie wiedziałaś.?! –zdziwił się
Louis i wyciągnął komórkę, w której zaczął coś grzebać. –Nasza kochane Sophie
to gwiazda porno –oznajmił pokazując mi wyświetlacz.
Nie
mogłam w to uwierzyć. Właśnie widziałam setki jej zdjęć nago. Niby Liam tego
nie widział.? Może po prostu nie chciał. Nie wiem, ale jak dla mnie to było
przerażające. Jak można pokazać komuś swoje ciało. Rozumiem narzeczony,
chłopak, mama itp. To tak, ale minioną ludzi.?! Ją chyba coś boli.
-Wiesz co jest najlepsze.? –spytał
Niall połykając kawałek kanapki –Kiedy Liam i Sophie chodzili do jednej szkoły
to on dwadzieścia dwa razy się jej pytał czy będzie jego dziewczyną. Za każdym
razem powiedziała nie.
Liamowi ktoś chyba musi
przemówić do rozumu. Nie chodziło o to żeby kazać mu z nią zerwać czy coś, ale sprawdzić
ją. Tak nie mogło być. Ona może go podle wykorzystać.
Hejka. Oto nowa część opowiadania. Jeśli ktoś z was lubi Sophie to bardzo przepraszam. Nie chodzi o to, ze jej nie lubię. W jej sprawię jestem bezstronna. Potrzebowałam tego tylko do opowiadania. Nic więcej. Co do tego czy jest gwiazdą porno... słyszałam takie plotki, ale tego nie sprawdzałam, bo nie było mi to potrzebne. Jeśli kogoś uraziłam to przepraszam. Co do rozdziału niby nie jest najlepszy, ale siedziałam nad nim dość długo. W ostatnim czasie nie miałam zbytnio wolnych chwil dlatego dopiero teraz go wstawiłam. Dziś zmobilizowałam się i pisałam go od godziny 2:36 do 4:05 tylko wtedy miałam czas. Zjadłam przy tym chyba z kilkadziesiąt kanapek i wypiłam cały dzbanek herbaty rozpuszczalnej. Mam nadzieje, że wam się spodoba. Co do bloga z imaginami. Pracuję nad jednym o Lou. Niedługo się ukarze.
Hejka. Oto nowa część opowiadania. Jeśli ktoś z was lubi Sophie to bardzo przepraszam. Nie chodzi o to, ze jej nie lubię. W jej sprawię jestem bezstronna. Potrzebowałam tego tylko do opowiadania. Nic więcej. Co do tego czy jest gwiazdą porno... słyszałam takie plotki, ale tego nie sprawdzałam, bo nie było mi to potrzebne. Jeśli kogoś uraziłam to przepraszam. Co do rozdziału niby nie jest najlepszy, ale siedziałam nad nim dość długo. W ostatnim czasie nie miałam zbytnio wolnych chwil dlatego dopiero teraz go wstawiłam. Dziś zmobilizowałam się i pisałam go od godziny 2:36 do 4:05 tylko wtedy miałam czas. Zjadłam przy tym chyba z kilkadziesiąt kanapek i wypiłam cały dzbanek herbaty rozpuszczalnej. Mam nadzieje, że wam się spodoba. Co do bloga z imaginami. Pracuję nad jednym o Lou. Niedługo się ukarze.
Kocham tego bloga,nie mogę doczekać się nexta,ale i tak wiem,że będzie tak samo dobry jak inne części :*
OdpowiedzUsuń