Ostrzeżenie.!!!

Na blogu mogą znajdować się wulgaryzmy jak i momenty +18. Jeśli nie chcesz nie czytaj.!!! Nieprzyjemne komentarze na ten temat od razu usuwam.! Proszę też nie zwracać uwagi na błędy w pisowni (ortografia jak i interpunkcja), próbuje by takie nie znajdowały miejsca na mojej stronie. Za wszelki niepoprawności PRZEPRASZAM.!!!

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 41 „Plany na przyszłość”

                  Rozdział 41 „Plany na przyszłość”

Będzie dobrze. Stać go tylko na te słowa.? Ja tu załamanie nerwowe przechodzę. Gdyby nie mój stan to nie wiem co bym ze sobą zrobiła. Gdybym tylko mogła to już by mnie tu nie było. Muszę to sobie poukładać. Dziecko.?! Nie teraz. Tak być nie może.
-Harry my nie damy sobie rady.
-Damy. –pogładził mnie po włosach. –Nie płacz. –poprosił i otarł mi spływające łzy kciukiem. –Słuchaj, mamy tyle spraw do zrobienie, że nie można tracić czasu na płacz. –uśmiechnął się życzliwie.
-Jaki spraw.? –chlipnęłam
-Po pierwsze to musimy iść do lekarza żeby cię zbadał, po drugie chłopcy na pewno będą wściekli jeśli powiemy im o tym później, a po trzecie pokoik dla dziecka się sam nie zrobi. Dziewczyno mamy tylko dziewięć miesięcy, a tu taki huk roboty.
            Nie wierzyłam. Po mimo tego, że wątpiłam w Hazze jako ojca on okazał się być odpowiedzialny. Zawszę myślałam, że to jeszcze dziecko, że nie wyszalał się jeszcze. Zawsze taki był. Nieporadny i zdziecinniały, taka urocza łamaga. Byłam pewna, że to ja zachowam się doroślej, a tu proszę. Spojrzałam na niego, a on tylko uroczo się uśmiechnął. Uniosłam kącik ust, a ten przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
-To jak. Ubieraj się jedziemy powiedzieć chłopcom. Zgoda.?
-Zgoda. –przytaknęłam mu.
            Wzięłam szybki prysznic i założyłam świeżą bieliznę, a na to mój ulubiony różowy sweterek i białe rurki. Włosy uczesałam w kłosa. Wyrobiłam się w niecałe dwadzieścia minut. Hazz również był już gotowy. Miał na sobie już swoją brązową, skórzaną kurtkę z kożuszkowym kołnierzykiem i swoje ulubione buty. Niewiarygodne jak był do nich przywiązany. Nosił tylko je. Trzymał w ręku już kluczyki od auta. Szybko ubrałam swój czarny płaszcz i buty tego samego koloru, który były na koturnie. Hazz przez całą drogę opowiadał o tym jacy będziemy szczęśliwi. Oznajmił także, że nasi rodzice muszą się o tym dowiedzieć. No tak, od tego nie było odwrotu. Postanowiliśmy, ze zaprosimy ich na kolację i wtedy im to powiemy. Tak uroczyście.
            Siedzieliśmy właśnie na sofię u chłopaków. Liam właśnie wyszedł z kuchni z gorącą herbatą. Podał nam ją, a ja upiłam łyk. Parująca ciecz niezwykle mnie rozgrzała. To naprawdę było potrzebne w jesienne dni.
-Ja musze wam coś powiedzieć. –zaczął Hazz. –Ja i Lili… -przerwał
Każdy patrzył na nas wyczekująco. Loczek chyba się zestresował, bo wziął głęboki oddech i głośno wypuścił powietrze. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Jego dłoń ścisnęła moją, a wzrok spotkał się z moim.
-Będziemy rodzicami.
Chłopcy na chwile zamarli, ale później rzucili się na nas i zaczęli przytulać, całować i gratulować. Widziałam jak Louis idzie na górę. Na pewno to nim wstrząsnęło, przecież byliśmy razem i to z nim miałam być, a teraz będę mieć dziecko z jego najlepszym przyjacielem. Nie wyglądało to za dobrze. Reszta też widziała jego ponurą minę i to jak odchodzi.
-Porozmawiam z nim –zaproponowałam.
-Lili. –Hazz próbował mnie zatrzymać
Pokazałam mu mimiką twarzy, ze wszystko będzie dobrze. Cmoknęłam go jeszcze w policzek tak by jego obawy całkiem zniknęły. Ruszyłam na górę. Louis siedział w swoim pokoju. Twarz miał schowaną w dłoniach. Usiadłam obok niego i pogładziłam po ramieniu. Odepchnął mnie. Szczerze, spodziewałam się takiej reakcji.
-Tommo…
-Twój facet pozwala ci tak do mnie mówić.?! –przerwał mi
-Uspokój się Loui.
-Jak mam się uspokoić. Będziesz miała z nim dziecko. –wrzasnął. –Myślisz, ze to nie boli.?
-Wiem, ze cię to boli, ale musisz zrozumieć…
-Że wolisz jego. –znów nie dał mi dojść do słowa.
Uspokoiłam go trochę. Znów usiedliśmy na łóżku. W pomieszczeniu panowała niezręczna cisza. Bałam się ją przerwać. Z każdą kolejną chwilą było co raz gorzej. Wzięłam głęboki oddech i głośno wypuściłam powietrze żeby się od stresować.
-Musisz zrozumieć, że jeśli ja nic do ciebie nie czuję to, to ni może być miłość na wieki. – w końcu wypowiedziałam całe zdanie. -Kocham Harryego, ciebie też, ale jak starszego brata. To nie mogło by wyjść nawet gdyby nie było Hazzy. Prędzej czy później to by się rozpadło, rozumiesz.?
-Moglibyśmy próbo…
-Louis. Po co skoro i tak nic by z tego nie było, a moglibyśmy przegapić tą prawdziwą miłość. Ja mam Harryego i to jego kocham, a ty i El znów do siebie wróciliście, więc…
-To nie tak. –ten chłopak powoli mnie irytował. Nie mogłam nic dokończyć. –Ja z nią jestem, bo myślałem, ze ty będziesz chciała do mnie wrócić, ale później te dziecko.
-Lou, ale zobacz. Przed mną ty byłeś z El i było wam dobrze, więc dlaczego nie możecie spróbować.?
-Nie wiem –pokręcił głową. –Ja zakochałem się w tobie i…
-Louis. –pogładziłam go po ramieniu. – Wiem, ze to co było między nami zawsze gdzieś będzie krążyć, ale musimy poukładać sobie życie bez tego. Nie brakuje ci przyjaźni z Harrym.?
-Brakuje –odpowiedział spuszczając głowę.
-A nie chciałbyś żeby to wszystko się poukładało, żeby było jak prędzej, tylko lepiej.? Robilibyśmy sobie wieczory filmowe, chodzili na podwójne randki. Loui jest tyle możliwości, ale nie możesz żyć przeszłością.

            Loui chyba zrozumiał. Pokiwał głową i leciutko uniósł kącik ust. Zmierzwiłam jego i tak rozczochraną fryzurę. Wstałam, a chłopak zrobił to samo. Chwyciłam go za rękaw brązowego swetra i sprowadziłam na dół. Widziałam podejrzliwe spojrzenia chłopaków, ale wzrok Harryego jakby mnie przeszukiwał. Podeszłam do niego i ucałowałam szczęśliwa w policzek. Miałam nadzieje, ze teraz wszystko się ułoży. Chłopak niechętnie oddał pieszczotę. Rozumiałam jego podejrzenia. Pasiasty zbliżył się do niego i wyciągnął rękę.
-Gratulacje. –usłyszałam jego wesoły głos.
Hazz przez chwilę się wahał, ale w ostateczności uściskał dłoń przyjaciela jak i samego Lou.
-Och, Kochanie widzę, że masz dziś moje ulubione bokserki. –zażartował sobie szatyn
Loczek odepchnął go roześmiany. Dopiero teraz poczułam się jak dawniej.
            Jeszcze przez chwilę przekomarzali się ze sobą. Curly pchnął kolegę na sofę i sam się na nim położył układając mu głowę na torsie. Boo jeszcze chwilkę się kręcił, ale szybko przestał. Reszta dołączyła do nich tworząc taką jakby kanapkę. Usiadłam na fotelu nie mogąc opanować śmiechu, kiedy wszyscy z hukiem zlecieli na podłogę. Poobijani przez jakiś czas jęczeli. Wszystko pomieszane było z ich śmiechem. Pewnie dale by sobie tak żartowali, ale usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Jako iż byłam jedyną stojącą i w pełni sił osobą w tym domu pobiegłam szybko otworzyć.
-Hej, jest Liam. –przywitała mnie jakaś wysoka szatynka.
-Hej. Tak oczywiście. –oznajmiłam i wpuściłam ją do środka –Liam, ktoś do ciebie.
Musiałam rozwalić ten wielki kłębek zrobiony z ich ciał żeby dotrzeć do Liama. Na moje słowa chłopak szybko się poderwał i skierował do drzwi. Potrącił mnie delikatnie, ale nawet tego nie zauważył. Reszta ogarnęła się trochę i wszystko doszło do ładu. Włączyłam im jakiś film na dvd i stali się bardzo cicho. Jak nie oni. Widocznie telewizor działa na nich tak jak na małe dzieci.  Ja udałam się do kuchni żeby zrobi im coś do jedzenia. Niby tu już nie mieszkałam, ale burczenie brzucha Nialla mnie przekonało. Brzmiało to trochę jak stado waleni. Układałam właśnie na ostatniej kanapce śmieszne wzorki z pomidora, ogórka i innych produktów kiedy poczułam gorące dłonie na swojej talii.
-Nam też będziesz takie robić.? –spytał wskazują na kanapkę z kotkiem.
-Przecież to dla was. –uśmiechnęłam się.
-Nie mówię o tym. – jego duże ręce pojechały wyżej i zatrzymały się na brzuchu. –Mówię o niej lub o nim. –zachichotał cicho –Dla mnie z kotem z sera i ogórka dla niego z pomidora i sałaty. Już to sobie wyobrażam –mruknął – Nasze dziecko będzie miało najlepsze kanapki w szkole.
            Hazz poważnie się rozmarzył, bo po chwili opowiadał mi jaki kupi jej lub jemu kanapnik. Dla dziewczynki różowy z białym kotkiem, dla chłopczyka niebieski z czarnym. Plan pokoiku też miał już obmyślony. Na jednej ścianie byłby taki kolaż z naszych wspólnych zdjęć. Na ścianie środkowej okno, a przy nim łóżeczko maluszka, tak by codziennie budziły go promienie słońca, inna ściana byłaby jakby ogromną półką na wszystkie zabawki, które Loczek zdoła mu kupić. Ściana musiałaby być naprawdę wielka, bo znając Hazze to nie popuści. On chyba tylko na ciuchy nie wydaję. Zawsze w tych samych spodniach z dziurami na kolanach, kroku i kieszeniach. Kiedyś tak zgubił kilka funtów. On po prostu jest typem człowieka, który bardzo zżywa się z ubraniami.
-Kupilibyśmy mu lub jej kota. Najlepiej takiego puszystego żeby mógł się przytulać.
-A jak nie będzie lubiła lub lubił kotków jak tatuś.? –spytałam odwracając się do niego.
-Kochanie ja robiłem i czuję, że będzie lubił kotki. Czuję to w środku, w serduszku –uśmiechnął się i cmoknął mnie w nos.
            Jeszcze chwilę opowiadaliśmy sobie o planach. Hazz cały czas mówił, że będzie bronił nasze dziecko jak tatuś lew lub jak będzie odstraszał chłopaków małej Darcy, ale jeśli to będzie chłopczyk to opowie mu o podrywaniu wszystko, co wie. Z tego co rozumiem nasz synek będzie miał kolekcję kaktusów zanim żonę znajdzie. Jak tatuś.
-Przepraszam, mogę nalać sobie soku.? –czyjś głos wyrwał mnie z zamyślenia.
Momentalnie odwróciliśmy się w tamtą stronę. W drzwiach stał Louis. Wyglądał jakby się speszył.
-Tak, oczywiście. –odsunęliśmy się.
Każdy krok stawiał niepewnie. Jakby bał się, ze zaraz ktoś o zaatakuję. Wyjął szklankę i nalał sobie pomarańczowej cieszy po czym umoczył w nich wargi.
-A co do ciebie też mam plany. –Hazz podszedł do niego i oplótł go ramieniem. –Zostaniesz chrzestnym. Jak to będzie dziewczynka to kupimy sobie różowe koszulę na chrzest, a jak chłopczyk to niebieskie.
            Chłopcy oddalili się do salonu. Ja przeszłam do niego po chwili trzymając w rękach ogromny talerz z kanapkami. Rzucili się na niego jak wygłodniałe zwierzęta. Zaśmiałam się cicho widząc jak opychają sobie nimi buzie, ale zaraz, zaraz… Czegoś mi tu brakowało, a raczej kogoś.
-Gdzie Liam.? –spytałam rozglądając się po pomieszczeniu
-Poszedł ze swoją dziewczyną Sophie na zakupy. –odpowiedział Niall
-A on nie był z nią na zakupach wczoraj.?
-Był, ale nasza gwiazdeczka musi wypchać sobie szafę po brzegi kosztem Liama –stwierdził kpiąco Zayn
Przysiadłam obok nich. Nawet nie znają tej dziewczyny, a już oceniają. Nie można oceniać książki po okładce. Chwyciłam pilota i odrobinę ściszyłam by bardziej przysłuchać się ich rozmowie.
-Gwiazdeczka.?
-No nie wiedziałaś.?! –zdziwił się Louis i wyciągnął komórkę, w której zaczął coś grzebać. –Nasza kochane Sophie to gwiazda porno –oznajmił pokazując mi wyświetlacz.
Nie mogłam w to uwierzyć. Właśnie widziałam setki jej zdjęć nago. Niby Liam tego nie widział.? Może po prostu nie chciał. Nie wiem, ale jak dla mnie to było przerażające. Jak można pokazać komuś swoje ciało. Rozumiem narzeczony, chłopak, mama itp. To tak, ale minioną ludzi.?! Ją chyba coś boli.
-Wiesz co jest najlepsze.? –spytał Niall połykając kawałek kanapki –Kiedy Liam i Sophie chodzili do jednej szkoły to on dwadzieścia dwa razy się jej pytał czy będzie jego dziewczyną. Za każdym razem powiedziała nie.
Liamowi ktoś chyba musi przemówić do rozumu. Nie chodziło o to żeby kazać mu z nią zerwać czy coś, ale sprawdzić ją. Tak nie mogło być. Ona może go podle wykorzystać.





Hejka. Oto nowa część opowiadania. Jeśli ktoś z was lubi Sophie to bardzo przepraszam. Nie chodzi o to, ze jej nie lubię. W jej sprawię jestem bezstronna. Potrzebowałam tego tylko do opowiadania. Nic więcej. Co do tego czy jest gwiazdą porno... słyszałam takie plotki, ale tego nie sprawdzałam, bo nie było mi to potrzebne. Jeśli kogoś uraziłam to przepraszam. Co do rozdziału niby nie jest najlepszy, ale siedziałam nad nim dość długo. W ostatnim czasie nie miałam zbytnio wolnych chwil dlatego dopiero teraz go wstawiłam. Dziś zmobilizowałam się i pisałam go od godziny 2:36 do 4:05 tylko wtedy miałam czas. Zjadłam przy tym chyba z kilkadziesiąt kanapek i wypiłam cały dzbanek herbaty rozpuszczalnej. Mam nadzieje, że wam się spodoba. Co do bloga z imaginami. Pracuję nad jednym o Lou. Niedługo się ukarze. 

1 komentarz:

  1. Kocham tego bloga,nie mogę doczekać się nexta,ale i tak wiem,że będzie tak samo dobry jak inne części :*

    OdpowiedzUsuń